Blog > Komentarze do wpisu
Prace wiosenne

Dziś wzięłam się za robotę. Bielizna pościelowa uprana, pościel wywietrzona. Przez resztę dnia pełłam zielsko w moim maleńkim ogródku. (Jakieś siedem, osiem metrów na metr z kawałkiem). Siedziałam na stołeczku, w kapeluszu na głowie (sto pociech) i dziabałam gracką, co mi się nawinęło pod rękę. Praca ta zajęła mi cały dzień. Nic nie zmyślam i sama się dziwię. Nawet żeby to był zagajnik, a nie zielsko, to też praca powinna pójść szybciej. Widocznie jednak po tym zbyt długim leniuchowaniu trzeba się dopiero do pracy przyzwyczajać. Co najzabawniejsze, bolą mnie wszystkie kości, jakbym parę worków zboża przeniosła na plecach. Ledwo się podnoszę z fotela.

 Całkiem mi się ta robota podoba i nawet te bolące kości, to nie żadna zmora. Dodatkową zachętą do pracy jest fakt, że mój mąż zaprzestał prawienia uwag typu: - Ty to pracujesz jak człowiek pierwotny. Wszystko łapami - i inne tego typu "mobilizujące"odzywki, po których, traciłam chęć do roboty. A tu proszę. Przychodzi, pomaga wyrzucać zielsko i jeszcze mówi: - Po trosze, po trosze i będzie zrobione -. Jak to właściwe słowo we właściwym czasie mobilizuje, a nie zniechęca. Jutro sprzątam taras i wynoszę kwiaty z domu. Może jeszcze uda mi się posiać trochę warzyw.

Czy zadowolenie z pokonania przeszkód i z wykonania pracy, to jest już szczęście? 

I aforyzm: Szczęście jest zawsze tam, gdzie je człowiek widzi. Henryk Sienkiewicz

środa, 15 maja 2013, kobietawbarwachjesieni

Polecane wpisy

  • Szaleństwa ciąg dalszy.

    Ostatnio zaczynam świrować. Złamała się gałąź z niedojrzałymi śliwkami - ulenami. Wchodzę któregoś dnia do ogródka i patrzę, a zielone śliwki na leżącej na ziem

  • Jak to jest?

    Jutro jadę do Warszawy, do lekarza ortopedy. Właściwie to żadna rewelacja. Ale im jestem starsza, tym bardziej jestem przyklejona do domu. Kiedyś, jeszcze kilka

  • Dziś też bym chciała poznawać nowe spojrzenia na sprawę.

    Niedziela. Za dwadzieścia minut będzie szósta, a mnie wyrzuca z łóżka. Od bardzo dawna, czyli od mojej pierwszej ciąży (syn ma 58 lat) mam zespół niespokojnych

Komentarze
2013/05/16 19:14:12
Chyba coś w powietrzu wisi, bo mnie też wzięło na robotę! ;)) Z samego rana odmroziłam lodówkę a po południu przekręciłam i doprawiłam mięso na pasztet. :)
-
2013/05/18 20:24:53
babciabezmohera:
Po pracach ogrodowych ledwo się ruszam. A tu jeszcze przede mną część domu do sprzątania. Lodówka oczywiście też.
-
2013/05/20 18:52:23
Zgodzę się z Sienkiewiczem... "Szczęście to stan umysłu...".
Ja spędziłam ostatni weekend poza Gdańskiem, na kaszubskiej wsi i pierwszy raz w życiu przesadzałam kwiaty i ku swojej radości, usłyszałam od właścicielki poletka że kwiaty się przyjęły. Nie sądziłam że ta wiadomość da mi tyle radości! Oto podtrzymałam życie i nauczyłam się kolejnej małej ale jakże ważnej (dla mnie zwykłej kobitki) czynności ;)