RSS
niedziela, 21 maja 2017
Dziś mój świat wewnętrzny się zbiesił.

 

Dziś nie jestem w najlepszej formie. Do głowy przychodzą mi jakieś czarne myśli. Może to sprawa mojego wieku, może zmieniającej się pogody. Nie wiem. Wiem, że nie jest dobrze kłaść się do łóżka z takimi myślami w głowie, tym bardziej, że za oknem jest noc, zerwał się wiatr i zanosi się na zapowiadaną burzę. Toteż dla odwrócenia uwagi od różnych zagrożeń i z myślą o poprawieniu nastroju, wstawiam przepiękny liryk Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego Pokochałem ciebie.

23:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
piątek, 19 maja 2017
Chyba przeceniłam swoje mozliwości.

Nie wiem, od czego zacząć dzisiejszy wpis. Wiem, co chcę napisać, ale nie chciałabym, aby wszyscy moi mili Czytelnicy, po przeczytaniu moich wynurzeń uznali, że jestem osobą kopniętą w mózg. Wystarczy, że sama mam świadomość, że to, co rozpoczęłam jest śmieszne, a ja jestem po prostu osobą, która się ośmiesza.

Ciąg dalszy wpisu będzie jutro. Chcę jeszcze raz przemyśleć swoje niefortunne poczynania i przygotować się do tego, aby wziąć na swoją klatę, to co jest prawdopodobnie nieuniknione.  A więc do jutra.

 

Chyba najlepiej będzie, gdy zacznę od początku.

Jakiś czas temu moja dawna uczennica poleciła mnie swojej koleżance mówiąc, że jestem osobą, która może pomóc jej synowi w opanowaniu gramatyki. Ja po namyśle zgodziłam się. Co prawda jestem już osobą w zaawansowanym wieku, ale w 2002 roku wydana została moja książka, w której gramatykę języka polskiego przedstawiłam w postaci mapy myśli. Pomysł zaczerpnęłam z książki Tony Buzan Barry Buzan Mapy twoich myśli. Mindmapping, czyli notowanie interaktywne. Łódź 1999 "Rav". Co prawda od roku 2002 upłynęło już 15 lat, a ja przez ten czas do gramatyki, nawet swojej własnej, zbyt często nie zaglądałam, ale pomyślałam, że takie zajęcia mogą być z korzyścią dla obu stron. Chłopiec przy mnie jeszcze raz podejdzie do tych zagadnień, z którymi nie do końca sobie radzi, a ja poruszam mózgiem, co w moim wieku jest ogromnie ważne. Pomyślałam także o tym, że  przy gimnastykowaniu mózgu ważna jest różnorodność  zajęć. Obok różnego rodzaju krzyżówek, blogowania, do którego trzeba też mocno używać mózgu,  wyjaśnianie różnych trudności związanych z gramatyką będzie bardzo korzystne i dla chłopca i dla mnie.

Okazało się, że chłopiec ( ucz, VI kl.) jest czwórkowym uczniem, co dodatkowo upewniło mnie, że będzie dobrze. Aby być w porządku wobec dziecka i jego matki powiedziałam, że jestem już osobą leciwą i że gdyby okazało się, że chłopiec zamiast korzystać, traci czas u mnie, to przerywamy spotkania. Te spotkania potraktowałam jako bezinteresowną pomoc. I do tej pory wszystko szło dobrze. Dostawałam sygnały od matki, że chłopiec chętnie mnie odwiedza i że lepiej sobie radzi.

Ale diabeł mnie podkusił, aby pokazać dziecku, ze może ładnie recytować wiersze, a od matki usłyszałam, że ma z tym problemy. Właśnie zbliża się Dzień Matki i pomyślałam, żeby tę okazję wykorzystać. Znalazłam odpowiedni wiersz, chłopiec przy mojej pomocy wyszukał odpowiednią muzykę, która ma być podkładem muzycznym do wiersza i zaczęliśmy ćwiczyć recytację z muzyką w tle. Pomysł jest taki, że chłopiec mamie da kwiaty w dniu jej święta, złoży życzenia od siebie, a później z telefonu komórkowego puści jej nagranie swojej recytacji z muzyką. 

Gdy jeszcze pracowałam w szkole, mogłam korzystać z dwuścieżkowego magnetofonu, na który uczniowie nagrywali swoją interpretację utworu poetyckiego, a później sami dobierali do niej muzykę. Na koniec łączyło się to w całość. Uczniowie bardzo lubili takie zajęcia i pomyślałam, że ten pomysł i tu wykorzystam. ale tu zamiast dwuścieżkowego magnetofonu mam do dyspozycji tylko dyktafon w telefonie komórkowym. I powstaje pytanie - jak nagrać całość, żeby to nie był gniot.

Już usłyszałam, że tego przyzwoicie zrobić się nie da. Że może z tego wyjść parodia recytacji, a ja tylko się ośmieszę.

Nie lubię się wycofywać, tym bardziej, że chłopcu chyba podoba się nowe doświadczenie. Na moją propozycję, że puści nagranie mamie, powiedział, że tacie też. Chyba chce się pochwalić. A ja nie mam pewności, czy będzie czym.

A ja? Na razie siedzę w domu odtwarzam sobie w głowie sposób jego recytowania (jak z magnetofonu), zastanawiam się, które części recytacji można już zostawić i chłopcu powiedzieć, że robi to świetnie, a na co jeszcze dziecku zwrócić uwagę. Czyli, co poprawić i w jaki sposób?

Wiem, że może z tego wyjść wielki niewypał. On, niezależnie od tego, jak mu pójdzie składanie życzeń i recytacja z telefonu, tylko na tym skorzysta, a nic nie straci. Ja mogę się ośmieszyć partaniną. Ale czy ja jestem ważna w całym tym przedsięwzięciu? Nie! Ważny jest chłopiec i jego wiara w siebie. Trudno jeśli się ośmieszę, przyjmuję to na swój garb, jako rzecz mi należną i przechodzę nad tym do porządku. 

20:28, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
sobota, 13 maja 2017
Poezja i muzyka.

Uważam, ze nasze życie jest poezją. Jednak tylko nieliczni potrafią tę poezję w życiu zobaczyć i ją zamknąć w słowach. Ja się do tej grupy ludzi, niestety, nie zaliczam. Do tego trzeba mieć i duszę poety i niezwykłe widzenie, i czucie. Wyobrażam sobie, że poeta widzi nie tylko kształty i kolory. Ale także czuje nawet to, co jest trudne do nazwania. Potrafi z tego stworzyć nowy obraz.

Zawsze lubiłam dobrą poezję. Ostatnio lubię ją łączyć z muzyką. Siadam do komputera,  wybieram jakiś piękny liryk i staram się połączy go z utworem muzycznym, który podkreśla jeszcze jego rytmikę i piękno. Gdy pracowałam w szkole, to mogłam na aparacie dwuścieżkowym nagrywać osobno głos i osobno muzykę, a później nagranie łączyć w całość. Teraz takich możliwości nie mam. Mogę korzystać wyłącznie z telefonu komórkowego i jest to spora trudność. Za to jaka to jest wspaniała zabawa. A ile przy niej jest wewnętrznych przeżyć. 

Bardzo mi przykro, że nie mogę zaprezentować mojej twórczości, przez małe tfu (jak mawia moja koleżanka). Mogę za to skorzystać z gotowców, czyli utworów poetyckich już połączonych z muzyką przez ludzi, którzy potrafią to zrobić i robią to świetnie.

17:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
niedziela, 07 maja 2017
Co to jest starość?

Wojciech Młynarski

Starość to nie jest wiek

Czasem nie palę światła
I w zmierzchu patrzę szarość
I wraca myśl niełatwa:
"Odpowiedz - czym jest starość?"
Trudne pytanie, fakt
Odpowiedź zaś brzmi tak...

Kolejny wiosenny śnieg
Do morza popłynął Wisłą
Starość to nie jest wiek
Starość to stan umysłu
Kolejny misterny ścieg
Drzewom korony pozmieniał
Starość to nie jest wiek
Starość to punkt widzenia

A życie jest tak ciekawe
I taką treść ma i formę
I umie być tak jaskrawe
Tak piękne, tak niepokorne
Że każdym z życia kolorów
Zachwycam się od początku
I dokonuję wyboru
Wybieram coś na pamiątkę

Czy jabłoń była słodsza
Ptak leciał bardziej szparko
Kiedy ja byłam młodsza
I gdy nosiłam warkocz?
Może to prawda, lecz
Jest jeszcze inna rzecz...

Zielony wiatr z nieba zbiegł
Zielonym zaśpiewał listkom
Starość to nie jest wiek
To zimna myśl, że wiesz wszystko
Otoczył blask chmurki brzeg
I za nią wyruszył w pościg
Starość to nie jest wiek
To długie dni bez radości

A ja swe szanse oceniam
Błyszczy w pasjansie król karo
I myśli stan, punkt widzenia
U mnie nie zmienia się w starość
Bo ja wśród barwnych różności
W życiu jak w sklepie za szybą
Umiem nie wybrać starości
A przecież starość to wybór.

To prawda. Zieleń w mojej młodości miała taki sam zapach, jak dziś. Dzisiejszy uśmiech, tak jak kiedyś, wyraża radość, marzenia są wciąż, choć są już trochę inne niż kiedyś, ale ciągle są. Przeżyte do tej pory życie, to bogactwo doświadczeń i tych miłych, radosnych i tych trudnych, które kształtowały dorosłość.

Czy można na coś narzekać? Chyba tylko na zdrowie, które już nie jest takie, jak kiedyś. Tuż po przejściu na emeryturę, gdy byłam dużo młodsza, niż dziś, czasami czułam się jak człowiek stojący wraz z łódką w spokojnej zatoczce, podczas, gdy młodzi i silni płyną obok szybko razem z nurtem rzeki. Dziś w tej zatoczce jest mi już całkiem dobrze. Nie muszę się nigdzie spieszyć. Przeżywam swoje życie spokojnie i znajduję w nim jeszcze całkiem dużo radości. Mam rodzinę, swoje miejsce w życiu, zajmuję się tym, co lubię. A że nie zwiedzam, nie podróżuję - trudno. Wszystkiego mieć nie można. Zresztą, wcale nie jest powiedziane, że już się nic u mnie nie zmieni w zakresie zwiedzania i podróży. Życie jest tak nieprzewidywalne.

I jak zwykle coś dla serca i uczuć, czyli sentymentalna muzyka. Nie wiem, czy już jej wcześniej nie wstawiałam, ale pięknych utworów nigdy nie jest zbyt dużo.

17:09, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »
czwartek, 04 maja 2017
Pochmurny i mokry czwartek.

               

Dzisiaj od rana lało. Teraz wyjrzało słonko, to lecę do ogródka dosadzić kilka krzaczków  poziomek i truskawek. Jakoś wyjątkowo w tym roku mam ochotę na uprawy. Co prawda, przy pochylaniu się, nie czuję się komfortowo, bo boli mnie kręgosłup, ale myślę, że znajdę sposób, aby zadbać i o roślinki i o kręgosłup, a owoce to będzie zysk dodany.

Dzisiejszy wpis będzie krótki, bo "coś" mnie bierze. Kicham jak armata. Chustek higienicznych noszę przy sobie po kilka paczek, a i to nie zawsze zdążam wyciągnąć jedną, taki mam katar. Pewno jakaś infekcja daje mi znać o sobie. Za chwilkę idę do łóżka wygrzanego gorącym termoforem.

Jeszcze tylko sympatyczny, pogodny akcent muzyczny i poetycki i.......... Dobranoc.

20:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
środa, 03 maja 2017
Takie sobie opowieści.

Co za diabeł mnie podkusił, aby zamiast zapisać tekst klikając w ctrl+c, to dałam polecenie - zapisz i tekst frrrr poleciał w siną dal. Mało mnie szlag nie trafił, bo zrobiłam długi wpis i tyle z tego, że trochę poruszałam głową. A powinnam przewidzieć taką sytuację, bo tego typu niespodzianki trafiają się dosyć często.

Trudno. Zaczynam od nowa. 

Kupiłam ostatnio mokasyny firmy Walkmaxx z półokrągłymi podeszwami, jak bieguny od kołyski. Nie mogę pantofli  pokazać, bo nie umiem wstawić zdjęcia do bloga. Całe terapeutyczne działanie zależy tu od świetnie wyprofilowanych półokrągłych spodów. Mam nadzieję, że buty + rehabilitacja przyniosą oczekiwane efekty. A wtedy ruszę do chodzenia, jak kiedyś do tańca. Podrywało mnie na każdy takt muzyki.

Gdzie najpierw polecę? Do centralnej części miejscowości, w której mieszkam. Przy cukierni w ciepłe wiosenne i letnie dni stoją stoliki, a przy nich krzesełka. Usiądę sobie i będę polowała na znajomych, aby trochę poobracać ozorem. Lubię takie spotkania i rozmowy o wszystkim i o niczym.

Później wybiorę się z mężem do lasu. Sama boję się urządzać takie samotne spacery, bo a nuż wyskoczy zza drzewa jakiś zabłąkany obcy pies, po którym nie wiadomo czego można się spodziewać, albo co gorsza dzik i co wtedy? A już Jan Brzechwa pisał:

DZIK
Dzik jest dziki, dzik jest zły,
Dzik ma bardzo ostre kły.
Kto spotyka w lesie dzika,
Ten na drzewo szybko zmyka. 

Z tym zmykaniem na drzewo byłyby spore kłopoty. A wiem, że do nadleśnictwa dziki podchodzą aż pod ogrodzenie, a nadleśnictwo jest prawie na brzegu lasu.

A jak będę już całkiem dobrze chodziła, to wybiorę się do Warszawy. Nie po coś, tylko dla czystej przyjemności. Będę szła wolno ulicami i będę patrzyła na spieszących się ludzi, na wystawy mijane po drodze, na przejeżdżające tramwaje i autobusy. I będzie mi tak dobrze, jak dawno nie było.

Ale się rozmarzyłam.

No to na zakończenie wpisu Serenada Schuberta.

19:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 01 maja 2017
Jestem trochę zagubiona.

Wczoraj poczułam się jakbym dostała w łeb na otrzeźwienie. I wcale nie jestem pewna, czy ja się na to otrzeźwienie godzę. Ale do rzeczy.

Zadzwoniła do mnie koleżanka, ta co to kiedyś pocieszała mnie, że może i ona kiedyś zostanie inwalidką tak jak ja. Ta sama, co kilka miesięcy wstecz wydarła się na mnie w sklepie, gdy spontanicznie i bez złej intencji, raczej z ogromnym zdziwieniem powiedziałam, że ma krzywy nos. (Przechodziła zapalenie nerwu trójdzielnego). I wczoraj jak te dwie plociuchary zaczęłyśmy rozmawiać o różnych sprawach, nie pomijając tego, co się dzieje u naszych wspólnych znajomych. W pewnej chwili moja koleżanka powiedziała do mnie: -  A wiesz? Bartek (syn nasze wspólnej koleżanki) jest bardzo ciężko chory. Miał operację kręgosłupa. - No to bardzo mu współczuję - odpowiedziałam. - Ja też przeszłam operację kręgosłupa dwa  lata temu i wiem, jak się człowiek po takiej operacji czuje. - Ale on miał bardzo poważną operację, jest młodym człowiekiem i ma trójkę małych dzieci na wychowaniu. - usłyszałam. W jej głosie poczułam taki ton, jakbym popełniła nietakt mówiąc o swojej operacji.

Rozmowa była spontaniczna i nie podejrzewam, żeby koleżanka chciała mi dołożyć. Ale ja poczułam się źle. Jej słowa poruszyły we mnie coś bolesnego, drażliwego. Poczułam się, jakby koleżanka zlekceważyła moje kłopoty, trudności i przeżycia.

Na razie nie do końca potrafię sobie tę rozmowę zracjonalizować. Czuję się tak, jakby te wypowiedziane słowa ulokowały mnie w takim przedziale wiekowym, do którego niechętnie jeszcze zaglądam.

Na szczęście trafiłam na utwór Kiedyś byłam stara Agnieszki Osieckiej i na monolog pana Poniedzielskiego i od razu wrócił mi dobry humor.

20:35, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (30) »
wtorek, 25 kwietnia 2017
kobietą być.....

Tekst utworu Tuwima miał być nad motywem graficznym, ale jakoś rozciągnął się w dół.

Właśnie wróciłam z Warszawy z rehabilitacji. Cieszę się, bo odnoszę wrażenie, że tym razem rehabilitacja się powiedzie i odzyskam sprawność ruchową. Lepsze chodzenie zapewniają mi także właśnie kupione sandałki firmy WALKMAXX, które mają podeszwę w formie biegunów kołyski. Już trochę lepiej chodzę.

W drodze powrotnej zdumiała mnie dziś starsza pani ( około 80 kilka lat), która młodej dziewczynie zaczęła tłumaczyć, co to znaczy kobiecość. Stąd tytuł mojego wpisu. Otóż według niej kobiecość - to odpowiedni  sposób ubierania się. Najlepiej, gdy na nogach kobieta ma szpilki i ładną spódniczkę na sobie, a nie jakieś spodnie. Od razu spojrzałam w dół na nogawki moich spodni. Może nie są jakieś szczególnie eleganckie, ale są wygodne i zapewniają mi ciepło. Jest to ważne dla mnie, szczególnie teraz wiosną i jeszcze w czasie podróży. Gdy stanęłam w tramwaju, aby już wysiąść, pani podniosła się z siedzenia, nachyliła się do mnie i scenicznym szeptem powiedziała: - Wie pani, w ciucholandach jest dużo ładnych i tanich spódnic.- Wiem - odpowiedziałam, ale mnie w spodniach jest wygodnie. - Po czym wyszłam z tramwaju trochę rozbawiona. Jeszcze jej życzyłam miłego dnia. Też lubię spódnice i mam ich kilka, ale to, co noszę jest moim wyborem i nikt nie będzie mnie pouczał, co mam nosić. Moim zdaniem kobiecość to sporo więcej niż tylko spódnica i szpilki. To chyba przede wszystkim sposób bycia i pewno jeszcze wiele innych rzeczy.

I tu aż się prosi piosenka :  Być kobietą w wykonaniu Alicji Majewskiej.

Teraz, jak zwykle po zabiegu, jestem ogromnie rozbita.

18:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (29) »
piątek, 21 kwietnia 2017
W duszy im gra.

                        

Dziś niebo jest zachmurzone. We mnie w środku też chmury przesłaniają słoneczko. Jestem zamyślona. Jeszcze nie wiem, co z tego zamyślenia wyniknie. Może coś nowego, a może wracanie do starych, znanych spraw, które gdzieś tam zalegają.

Ostatnio trafiłam na dwóch chłopców z rodziny zawodowych polskich artystów. Obaj chłopcy śpiewają. Jeden z nich Adam ma 13 lat, drugi Wojtek ma 17 lat. Nagrali już swoją płytę zatytułowaną Marzenia się spełniają. Myślę, że warto ich posłuchać.

Bracia Kaczmarek - Adam i Wojtek.

14:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
środa, 19 kwietnia 2017
Pisanie...

                          

Ta biała plama, to miała być chmura z której pada śnieg. Wyszła część krowy z nabrzmiałymi mlekiem wymionami. Trudno. Nie jestem grafikiem, tylko osobą, która uczy się, próbuje i popełnia mnóstwo błędów.

Ostatnio na blogu u wielu blogerów jest jakiś zastój. Ja także nie bardzo mam o czym pisać. Jeżeli jeszcze jakiś tekst umieszczam tu w miarę regularnie, to tylko dlatego, żeby nie wypaść z rytmu pisania.


Jeżdżę dalej na rehabilitację i czekam, kiedy będę mogła normalnie chodzić. Przy czym nogi i całe ciało mam w porządku, a moja niesprawność wynika z tego, że mam dużo przykurczy w nogach, w biodrach, pewno też w plecach, chociaż plecami pan rehabilitant jeszcze się nie zajmował. Powiedział, że plecy będą w robocie w następny wtorek. Rehabilitacja jest bardzo bolesna, ale czego człowiek nie zniesie, jak w perspektywie jest sprawność ruchowa.


Na dworze zimno. Podobno ma tak być do końca kwietnia. Nie tylko meteorolodzy zapowiadają chłody, ale i ludzie, z którymi się spotykam. Twierdzą oni, że będzie zimno, bo dopiero zakwitną czeremchy, a w czasie ich kwitnienia zawsze są spore chłody. A poza tym w dzień czterdziestu męczenników było zimno, to czterdzieści dni będą takie.

No i od razu zaczynam się zastanawiać, jak to było kiedyś. Pamiętam 9 kwietnia 1957 roku, bo wtedy oświadczył mi się mój chłopak - dzisiejszy mąż. Nawet nie muszę zamykać oczu, żeby sobie przypomnieć, jak było.

Był wieczór i  W. zaprosił mnie na spacer nad rzekę. Poszła z nami także moja młodsza siostra, ale wyczuwając romantyczne wyznania, szybko się ulotniła. A my szliśmy wolno. Psy dokoła szczekały, księżyc odbijał się w wodzie i było tak dobrze, jak tylko dobrze może być zakochanym ludziom. Pamiętam, że ubrana byłam w bluzeczkę i spódniczkę, a na gołych nogach miałam sandałki. I było mi ciepło. Pocałunek pamiętam do dzisiaj. I ciepłym głosem wypowiedziane słowa - Ty moja czarownico. - Te słowa zdziwiły mnie ogromnie i oprzytomniałam po nich na chwilę, bo czarownica kojarzyła mi się zawsze z wiedźmą, dopiero po chwili dotarło do mnie, że czarownica - bo go zaczarowałam.

A jak to było wtedy z czeremchami? Albo był to wyjątkowy rok bez chłodów wiosennych, albo krew inaczej w nas wtedy płynęła i dodatkowo grzała nas wyznawana miłość.

Rozmarzyłam się trochę. Chyba wciąż siedzi we mnie kawał romantycznej duszy. A żeby romantycznie zakończyć dzisiejsze pisanie wstawiam romantyczny utwór muzyczny. Słowa dopiero będę tłumaczyła, ale zakładam, że są o miłości.

18:18, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 87