RSS
piątek, 21 kwietnia 2017
W duszy im gra.

                        

Dziś niebo jest zachmurzone. We mnie w środku też chmury przesłaniają słoneczko. Jestem zamyślona. Jeszcze nie wiem, co z tego zamyślenia wyniknie. Może coś nowego, a może wracanie do starych, znanych spraw, które gdzieś tam zalegają.

Ostatnio trafiłam na dwóch chłopców z rodziny zawodowych polskich artystów. Obaj chłopcy śpiewają. Jeden z nich Adam ma 13 lat, drugi Wojtek ma 17 lat. Nagrali już swoją płytę zatytułowaną Marzenia się spełniają. Myślę, że warto ich posłuchać.

Bracia Kaczmarek - Adam i Wojtek.

14:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
środa, 19 kwietnia 2017
Pisanie...

                          

Ta biała plama, to miała być chmura z której pada śnieg. Wyszła część krowy z nabrzmiałymi mlekiem wymionami. Trudno. Nie jestem grafikiem, tylko osobą, która uczy się, próbuje i popełnia mnóstwo błędów.

Ostatnio na blogu u wielu blogerów jest jakiś zastój. Ja także nie bardzo mam o czym pisać. Jeżeli jeszcze jakiś tekst umieszczam tu w miarę regularnie, to tylko dlatego, żeby nie wypaść z rytmu pisania.


Jeżdżę dalej na rehabilitację i czekam, kiedy będę mogła normalnie chodzić. Przy czym nogi i całe ciało mam w porządku, a moja niesprawność wynika z tego, że mam dużo przykurczy w nogach, w biodrach, pewno też w plecach, chociaż plecami pan rehabilitant jeszcze się nie zajmował. Powiedział, że plecy będą w robocie w następny wtorek. Rehabilitacja jest bardzo bolesna, ale czego człowiek nie zniesie, jak w perspektywie jest sprawność ruchowa.


Na dworze zimno. Podobno ma tak być do końca kwietnia. Nie tylko meteorolodzy zapowiadają chłody, ale i ludzie, z którymi się spotykam. Twierdzą oni, że będzie zimno, bo dopiero zakwitną czeremchy, a w czasie ich kwitnienia zawsze są spore chłody. A poza tym w dzień czterdziestu męczenników było zimno, to czterdzieści dni będą takie.

No i od razu zaczynam się zastanawiać, jak to było kiedyś. Pamiętam 9 kwietnia 1957 roku, bo wtedy oświadczył mi się mój chłopak - dzisiejszy mąż. Nawet nie muszę zamykać oczu, żeby sobie przypomnieć, jak było.

Był wieczór i  W. zaprosił mnie na spacer nad rzekę. Poszła z nami także moja młodsza siostra, ale wyczuwając romantyczne wyznania, szybko się ulotniła. A my szliśmy wolno. Psy dokoła szczekały, księżyc odbijał się w wodzie i było tak dobrze, jak tylko dobrze może być zakochanym ludziom. Pamiętam, że ubrana byłam w bluzeczkę i spódniczkę, a na gołych nogach miałam sandałki. I było mi ciepło. Pocałunek pamiętam do dzisiaj. I ciepłym głosem wypowiedziane słowa - Ty moja czarownico. - Te słowa zdziwiły mnie ogromnie i oprzytomniałam po nich na chwilę, bo czarownica kojarzyła mi się zawsze z wiedźmą, dopiero po chwili dotarło do mnie, że czarownica - bo go zaczarowałam.

A jak to było wtedy z czeremchami? Albo był to wyjątkowy rok bez chłodów wiosennych, albo krew inaczej w nas wtedy płynęła i dodatkowo grzała nas wyznawana miłość.

Rozmarzyłam się trochę. Chyba wciąż siedzi we mnie kawał romantycznej duszy. A żeby romantycznie zakończyć dzisiejsze pisanie wstawiam romantyczny utwór muzyczny. Słowa dopiero będę tłumaczyła, ale zakładam, że są o miłości.

18:18, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
czwartek, 13 kwietnia 2017
Wszystkiego najlepszego.

                           

       Dużo zdrowia, radości, spokoju, pogody ducha i pogody tej za oknem życzy

                                            

19:01, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (27) »
środa, 12 kwietnia 2017
Dziś tylko muzyka.

Po dzisiejszej rehabilitacji jestem ogromnie rozbita. Z trudem siedzę na krzesełku, gdyż bolą mnie wszystkie mięśnie. Miałam odblokowywane jakieś prostowniki w pachwinach nóg i bolą mnie nie tylko pośladki, ale także boli góra pleców. Ano trudno! Niech boli. Wiadomo, że jak się chodziło na nogach z pościąganymi mięśniami przez 12 lat, to teraz bez bólu zreperować się ich nie da.

Jutro napiszę więcej. Dziś nawet siedzieć mi trudno.

Na koniec piękny utwór muzyczny You Raise Me Up. w wykonaniu 12 tenorów.

00:12, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
czwartek, 06 kwietnia 2017
Kwiecień plecień.

                       

Właśnie przylazłam z ogródka z bolącym kręgosłupem i z bolącym miejscem pod kręgosłupem. Sadziłam młodziutkie truskawki i sadzonki malin. Roboty miałam sporo, gdyż najpierw nie poznałam sadzonek truskawek i posadziłam je w miejscu przeznaczonym dla malin, a gdy przyszły maliny, to musiałam wykopać truskawki, posadzić je w innym miejscu, a na poletku po truskawkach posadzić maliny. A pogoda dziś nie rozpieszczała. Co chwila szybko napływały chmury ze wschodu i padał deszcz z gradem. No, ale już jest po robocie, tylko ja nie bardzo mam dziś na czym siedzieć. Zdawałoby się drobiazg, nie robota, a w kościach i mięśniach ją czuję. Posadzone truskawki mają owocować od wiosny do przymrozków, bo to odmiana powtarzająca. Maliny - dobry gatunek, ale sadzonki były nieumiejętnie zapakowane, część zielonych odrostów w drodze się połamała, a korzenie wyglądają nieciekawie. Nie wiem, czy moje podejrzenie jest słuszne, ale wydaje mi się, że to stare karpy zostały podzielone na sadzonki. Trudno. Jakie są takie będą. Pieniądze wydane, sadzonki już są posadzone na zagonku. Zobaczymy, co z nich wyrośnie. A ja szykuję się do rolowania piłki tenisowej chorą stopą. Podobno ma to pomóc w rozciąganiu przykurczy w podeszwie stopy.

17:50, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
niedziela, 02 kwietnia 2017
Wiosenne porządki.

                            

Ciemna noc. Słońce schowało się za jakiegoś stwora na niebie. Czas iść spać, tym bardziej, że jutro przyjeżdżają prawnusiowie. Zakupy są już zrobione. Udka z kurczaka na rosół leżą w lodówce.A ja po dzisiejszym rozbiciu szybko muszę wrócić do formy. Nie ma to jak nowy zastrzyk energii.

W nocy padał obfity deszcz.

. Ogródek jest skopany, poziomki posadzone. Oczywiście, ja ogródka nie kopałam tylko zaproszony pan. Ja tylko posadziłam poziomki i je podlałam biohumusem. Chłopcy przyjechali w piątek po południu. Oczywiście natychmiast zasiedli do oglądania telewizji i prawie nie słyszeli, co się do nich mówi.

Następny dzień - sobota - temperatura powietrza na dworze w granicach 20 stopni, a mali panowie zasiedli przed telewizorem z tabletami w rękach. We mnie złość zaczęła się gotować. Wytrzymałam trochę i zrobiłam rozpierduchę. Zarekwirowałam tablety, wyłączyłam komputer i wygnałam ich na dwór. Byli ogromnie zbuntowani i nieszczęśliwi, ale, gdy dziadek pokazał im grę piłką tenisową (którą mam ćwiczyć przykurcze w podeszwach stopy) nagle okazało się, że na dworze jest fajnie. Wrócili do domu zadowoleni zapowiadając, że po odpoczynku idą znowu na powietrze. Odetchnęłam. Ale ten mój oddech kosztował mnie trochę nerwów, nie wspominając o awanturze i kilku siarczystych przekleństwach, a kląć, niestety, potrafię.

Właśnie w domu jest spokój. Znowu jest obraz w okienku telewizora, a w nim jakieś wygłupy postaci z kreskówek. Chłopaki siedzą wpatrzeni w ekran, a ja zastanawiam się, jak to było, gdy ja i moje rodzeństwo byliśmy mali, a nie mieliśmy dostępu nawet do radia na słuchawki. Radio było ojca i nikt nie miał prawa z niego korzystać. To były czasy tuż po zakończeniu wojny. Oprócz ojca nikt we wsi radia nie miał.

Wracam do tego, co jest teraz. Przeszłość wcale nie była różowa. Nawet można powiedzieć, że była trudna, choć myśli się o niej z nostalgią.

Dziś jest już inny świat i w innych warunkach żyjemy. Teraz trzeba dbać o poprawę kondycji, która w czasie zimy mocno się obniża. Pomyślałam, że gdyby nie moje uprawy, których trochę będzie, to ja tak jak chłopaki całe dnie spędzałabym w domu, pewno przed komputerem, albo w kuchni. Takie zagospodarowane zagonki wręcz zmuszają do poruszania się i to na powietrzu. Samo zdrowie. Co prawda, praca odbywa się z niskiego stołeczka, ale trzeba wyciągać się przy niej w różne strony. W przyszłym tygodniu dostanę sadzonki malin, bo moje się już wyrodziły i prawie nie owocowały ostatnio. Kurierem dostanę też sadzonki truskawek - cztery gatunki: wczesne, owocujące w środku lata i powtarzające, czyli takie, z których powinien być zbiór prawie do przymrozków. Po 10 sztuk każdej odmiany. Dodatkowo zamówiłam 10 sztuk truskawek pnących, które podobno owocują od wiosny do jesieni. Będzie do czego wychodzić na powietrze, nawet wtedy, gdyby rehabilitacja nie do końca się powiodła. Tfu! Tfu! Tfu!

Edward Simoni Po wschodzie słońca HD.

13:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
środa, 29 marca 2017
Zamówione listki i dalszy ciąg rehabilitacji.

 

Iwonko!

Nie miałam pomysłu jak przy wykorzystaniu tylko czarnych kresek zrobić coś radosnego na temat wiosny. Jeśli przyda Ci się to, co zrobiłam, to będę się bardzo cieszyła.


Wczoraj byłam na kolejnej rehabilitacji.  Lekko nie jest. Całe nogi mam w sińcach, chociaż sympatyczny pan Jurek nie obija minie, tylko delikatnie rozciąga powięzie trzymające w przykurczu mięśnie. Ale to nie koniec. Teraz w domu zaczyna się stopniowe przyzwyczajanie rehabilitowanych mięśni do nowej sytuacji. Trwa to około dwa - trzy dni. I przez ten czas dzieją się różne dziwne i przykre rzeczy. Wczoraj wieczorem nie mogłam siedzieć na krzesełku, ani wyleżeć w łóżku. Męczyły mnie kolana, całe nogi, miałam szarpanie nóg i silne kurcze. Zasnęłam dopiero około 4,30 rano. Dziś jestem ociężała i zmęczona, a to dopiero rano, co dalej nie wiadomo. Po obiedzie utnę sobie drzemkę, jak mi nogi pozwolą. Ale wczoraj po rehabilitacji przeszłam już normalnie bez kijków około 100 metrów. Jeszcze podwija mi się palec środkowy u prawej nogi, ale nie wszystko od razu. Wszystko wskazuje na to, że mój chód będzie naprawiony, jeśli nie całkowicie, to w bardzo dużym stopniu. A ja na razie nie mam nawet siły, aby się cieszyć. Pomyślałam, że teraz po zabiegu rehabilitacyjnym pora na moje włączenie się do pracy nad usprawnieniem chodu. Przede wszystkim bardzo uważnie rejestruję wszystko to, co się z moimi nogami dzieje, (i nie tylko z nogami) później zapisuję moje spostrzeżenia na kartce i wręczam ściągawkę panu Jurkowi przy kolejnej wizycie. Pan Jurek czyta moje zapiski analizuje, co zdziałała ostatnia rehabilitacja i zabiera się do pracy. Oczywiście moje zapiski nie są podstawą do działania rehabilitacyjnego, tylko dokładniejszym zobrazowaniem problemu. Pan Jurek doskonale sam wie, co i gdzie trzeba zrobić.

A na dworze dziś jest 16 stopni C. Już niebo zasnuwa się chmurami. Po południu ma padać deszcz.

15:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
wtorek, 28 marca 2017
Wzruszenie...
Wrócilam zmęczona z Warszawy, usiadłam na chwilę do komputera i od razu rzucił mi się w oczy wiersz Pauliny Młynarskiej, w którym wspomina ojca. Moim zdaniem jest to piękny i wzruszający wiersz. Przytaczam go niżej.
Paulina Młynarska
W niedzielę

" Nie bój się zawracać"
Dolinek ciche przestrzenie,
trawy w szarych chustach,
górskie złote łańcuchy
Mazur zielone lustra.
Burzliwe rzeki, potoki
ziemne rozpadliny,
wygrzane i pachnące
poszyciem wykroty,
drogi stare i nowe
po których błądzimy,
z plecakiem pełnym wspomnień
i pełnym tęsknoty.
Ogrody ciche, podlane
ręką kochającą
i jabłonka półdzika
zgubiona wśród lasu.
Przy niej kilka kamieni
przegląda się w słońcu,
kontur domu spisany
na tabliczce czasu.
Ostrewki na naszym brzyzku
gdy kończy się lato
ozimina w słońcu marcowym zielona
Kasprowy Wierch
gdzieśmy razem szusowali Tato,
Twoja kurtka narciarska
z fasonem noszona.
Wszystko cośmy kochali
i co mi zostało
zapisane przez Ciebie
w cichym testamencie
powiada mi,
że czasu mieliśmy za mało
choć byłeś przy mnie
na każdym
ostrzejszym zakręcie.
Kiedy już się pozbieram,
wyruszę w zachwycie
mocno trzymając kompas,
by złe drogi skracać
i zaśpiewam, ech,
życie kocham cię nad życie!
Pamiętając Twą radę:
Nie bój się zawracać!
Paulina Młynarska 27.03.2017

     

Nie potrzeba tu już żadnych innych słów. Można się tylko wzruszyć, zamyślić i podziękować autorce za to, że podzieliła się z nami tym, co intymne - swoimi przeżyciami.

Piosenka Jerzego Połomskiego Sentymentalny świat nie całkowicie pasuje do przeżyć wyrażonych w wierszu ale, moim zdaniem, kolorytem do tego wiersza pasuje. Dlatego ją wstawiam.

23:17, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
sobota, 25 marca 2017
Po przerwie.

Kilka dni byłam zajęta sprzątaniem domu i już czuję się wytrącona z rytmu pisania. Z tym sprzątaniem domu to jest lekka ściema. Było sprzątanie, to prawda, ale nie ja sprzątałam tylko pani, która chciała zarobić. Ja tylko wrzuciłam zdjęte z kilku okien firanki do pralki i je po upraniu wyjęłam oraz zadbałam, żeby pani nie opadła z sił, czyli szykowałam herbatę i jakiś posiłek. Mieszkanie mam sprzątnięte na błysk. Każdy tapczan, fotel i pufa zostały odsunięte i wytarty spod nich kurz. Każda buteleczka w łazience i w kuchni oraz każdy pojemnik wytarte na mokro. Boazeria w korytarzu umyta dwa razy. Nawet grzebienie są wymyte szczoteczką do mycia rąk. Moje zdumienie jest przeogromne. Ja nigdy nie uważałam się za brudasa, ale do głowy by mi nie przyszło odwijać dywany i wycierać pod nimi podłogę na mokro. Mnie by wystarczyło przyzwoite odkurzenie tych dywanów, a od czasu do czasu pranie tych dywanów na mokro. Dopiero wtedy zajęłabym się podłogą pod nimi. Efekt tego sprzątania jest taki, że teraz tylko chodzę i patrzę, czy gdzieś nie leży jakiś paproszek. A jeśli go znajdę to bardzo mnie to denerwuje. Ot kot z kociętami. Do sprzątania został jeszcze tylko jeden pokój i będzie koniec roboty. I wtedy, mam nadzieję, wrócę do normalnego zachowywania się w domu, bo na dłuższą metę takiej pedanterii bym nie zniosła.

Dziś oboje z moim mężem obejrzeliśmy ogródek i zastanowiliśmy się, co trzeba będzie w nim zrobić i kiedy. Już byliśmy w sklepie ogrodniczym i kupione zostały nawozy i ziemia do podsiania malin. Pan wyjaśnił nam, że maliny zbyt długo trzymane w jednym miejscu z czasem dziadzieją i trzeba je odmłodzić. Kazał porobić rzędy malin, a między rzędami   ścieżki. Jedna ścieżka już jest, bo wydeptała ją Fionka galopując po działce jak koń wyścigowy, reszta ścieżek niestety jest do zrobienia. Piszę - niestety - bo kopanie w malinach to ciężka praca. Mój mąż już się do tego nie nadaje, ani ja. Trzeba będzie zaprosić jakiegoś silnego pana. Zakupiliśmy sadzonki poziomek i gdy tylko zostanie skopane miejsce w ogródku, można będzie je posadzić. Adaś będzie się cieszył, bo lubi zbierać i jeść poziomki. Być może nasza mała prawnusieńka też lubi. Jeszcze tego nie wiem. Wiem natomiast, że Leoś nawet nie chce spojrzeć na żaden owoc. Trudno. Nie będę wojować, bo to nic nie da. Pewno musi sam przewalczyć swoją niechęć do owoców.

           

A dziś był piękny dzień. Do południa było ciepło i słonecznie. Teraz szare chmury przykryły niebo, ale wiosna już się pokazała. Dzieci się cieszą, a ja razem z nimi.

                                        

19:49, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 20 marca 2017
Jutro będzie lepiej.

 Kolejny szary, mokry i chłodny poranek. Ale na dniach ma przyjść spore ocieplenie. Chyba od jutra będzie już u nas kalendarzowa wiosna. Bardzo się z tego cieszę. Zimo odjeżdżaj w dalekie strony. Ptaki wciąż siedzą blisko swojego karmnika, czyli stołu pod lekkim zadaszeniem. Na widok mojego męża wychodzącego rano z piwnicy robi się ptasi rejwach. A mąż wynosi im oprócz ziarna słonecznika drobniutki makaron kupowany przeze mnie do zupy mlecznej.Trudno. Trzeba się dzielić z braćmi mniejszymi. Za to ile śpiewu wokół domu, jaki rozgardiasz no i ptasie nieczystości, na które nie ma co narzekać, bo to świetny nawóz.

Jutro jadę do Warszawy na kolejną rehabilitację i zamawiam sobie piękny, ciepły i słoneczny dzień. Po zabiegu trochę lepiej chodzę, więc może uda mi się odwiedzić jakąś księgarnię. Książki towarzyszyły mi od dzieciństwa i tak pozostało do dziś. Gdy jeszcze normalnie chodziłam lubiłam iść ulicami Warszawy i oglądać wystawy. Dobrze mi było wśród mijających mnie obcych ludzi. Czułam się wśród nich i sama i w tłumie jednocześnie.  Bardzo sympatyczne uczucie.

A dziś siedzę w domu, wszystko jest dobrze, a mnie jest czegoś brak. I co najgorsze nie wiem czego. Może usłyszałam jakieś nietrafione słowo w czasie rozmowy, może czuję brak słonka, może męczy mnie bałagan w mieszkaniu, mój bezruch totalny i niechęć do zrobienia czegokolwiek. A może to wszystko razem i coś jeszcze na dodatek. Krótko mówiąc - marazm mnie dopadł.

Dobrze, że jutro muszę się ruszyć z domu.

                   

 

 

15:19, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 86