RSS
czwartek, 08 grudnia 2016
Trochę o sprawach języka.

 Narazie nie bawię się grafiką, bo po pierwsze jestem zmuszona znowu się jej nauczyć, a po drugie ponownie staram się opanować przenoszenie jej z programu inkscapa do bloga, bo inny komputer, to i inne ustawienia.


Dzisiejszy dzień już się przepołowił. Za oknem noc, choć godzina nie jest jeszcze późna. Rano byłam na zabiegu rehabilitacyjnym. Oprócz masażu nóg, pan rehabilitant pokazał mi, jakie ćwiczenia mam robić w domu. Jest to przede wszystkim rozciąganie ścięgna Achillesa i prawidłowe ustawienie i przetaczanie chorej stopy.

Czyli na nowo uczę się chodzić, jak małe dziecko. I coś w tym jest, bo uczę się jak dziecko także różnych innych nowych rzeczy. W psychologii mówi się, że każdy człowiek ma w sobie dziecko, rodzica i dorosłego. Z "rodzica" musiałam już powywalać wiele przekonań, nakazów i zakazów, a w te miejsca, wstawiłam nowe spojrzenie i nowe załatwianie problemów. Starałam się układane pracowicie od dzieciństwa w moim osobistym kalejdoskopie szkiełka rozsypać, przyjrzeć się im uważnie i po prostu wyrzucić te, które mnie zaburzały. W puste miejsca wstawiałam nowe, lepiej przystające do obecnej rzeczywistości. Taka wymiana obecnie następuje w sposób ciągły. Gdy tylko coś mi przeszkadza w nowym spojrzeniu na życie i w realizacji planów, to staram się to zamienić na coś nowego. To nie znaczy, że ta moja obecna układanka jest już prawie nie do ruszenia. Chyba właśnie na tym polega między innymi rozwój, że zmieniamy nasze podejście do sprawy na inne - na obecnym etapie - lepsze dla nas.

Po co o tym piszę? Bo zauważyłam i to już dawno temu, że dopóki myśli są tylko w głowie, to obraz całości jest bardzo ogólny. Dopiero ubranie problemu w słowa nadaje obrazowi wyrazistości i przejrzystości. Dopiero wtedy ten obraz tak naprawdę staje się mój. To moje spostrzeżenie potwierdza cytat z książki napisanej przez jednego z wybitnych językoznawców.


"Z punktu widzenia psychologicznego myśl nasza (...) jest tylko bezkształtną i nieokreśloną masą. Filozofowie i językoznawcy zawsze zgodnie uznawali, że bez pomocy znaków nie bylibyśmy zdolni odróżnić dwóch pojęć w sposób jasny i niezmienny. Wzięta sama w sobie, myśl jest jak gdyby mgławicą, gdzie nic nie musi być z konieczności rozgraniczone. Nie ma pojęć ustalonych z góry i nic nie jest wyraźne przed pojawieniem się języka."

      Ferdinand de Saussure. Kurs językoznawstwa ogólnego. W-wa 2002 PWN s.135


I jeszcze nastrojowa muzyka z pięknym tekstem K I. Gałczyńskiego

19:02, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (5) »
wtorek, 06 grudnia 2016
Ale mi dobrze!

                                          

Wyszłam do sklepu i spotkałam swoją koleżankę. Miała owinięte pół twarzy.

- Co się stało? - pytam. Okazuje się, że zaczął jej się zmieniać czubek nosa. Lekarz zrobił badania i skierował ją na operację. Właśnie jest po operacji, fragment nosa poszedł do badania, bo wykryte zostały zmiany nowotworowe. Teraz czeka ją rekonstrukcja nosa.

Następny spacer i druga koleżanka też z owiniętą twarzą, spod której wystaje tylko kawałek mocno wykrzywionego nosa. - Czemu masz taki wykrzywiony nos? - spytałam zdziwiona wykazując się ogromną delikatnością i inteligencją. A ta jak się na mnie nie wydrze. - Dziękuję Ci bardzo, że wszystkich dokoła informujesz, że mam wykrzywiony nos! Widzisz przecież, że zasłaniam się, żeby to jak najmniej ludzi zobaczyło! Mam zapalenie nerwu trójdzielnego twarzy! - powiedziała wściekła. Wyrzuciła jeszcze z siebie parę słów, których raczej nie będę przytaczać i poszła do domu z zakupami.

Od tamtej pory minął już miesiąc, a jej nos jeszcze nie wrócił do pierwotnej pozycji. Podobno ta choroba trwa około 2 miesięcy. Wzięła już serię zastrzyków, musi siedzieć w cieple i odnoszę wrażenie, że zadra do mnie wciąż w niej siedzi. Fakt. Zachowałam się jak debil ostatni, ale zostałam zaskoczona widokiem jej nosa. Trudno. Kiedyś złość jej do mnie przejdzie, bo to dobra i mądra dziewczyna, a wkurza ją choroba, która na razie nie chce jej  opuścić.

A ja siedzę teraz w domu i myślę. Matko kochana! Ile to różnych chorób na świecie, nawet w najbliższej okolicy. I nagle w mojej głowie pojawiła się myśl, że ja jestem szczęściarą. Wtedy, gdy nastąpił u mnie mikroudar mogło być gorzej, tym bardziej, że nie wezwałam pogotowia, tylko jak kompletny głupol jechałam kilkoma środkami lokomocji, a później wlokłam się około 1 kilometra do domu. 

Nie znaczy to jednak, że będę skakała do góry ze szczęścia, że tylko tak mnie choroba dopadła, a nie gorzej. Będę dalej walczyła o swoje zdrowie, bo widzę, że ostatnia rehabilitacja ma sens i mam nadzieję, która jest prawie pewnością, że będę chodziła lepiej, a być może nawet dobrze.

19:38, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 05 grudnia 2016
Pisanie bloga

Wczoraj zalazłam wpis w jednym z blogów, że zdecydowana większość wpisów jest po prostu nudna. Autor (nie jest ważne, czy to mężczyzna, czy kobieta) pisze, że ludzie piszący koncentrują się na sobie, swoich przeżyciach, chorobach i różnych kłopotach.

Po przeczytaniu tego wpisu zamyśliłam się mocno. Wiem, że każdy może inaczej odbierać, to, co ktoś inny napisze i każdy ma prawo do własnej opinii. Mnie podobają się wpisy, do których zaglądam. Te wpisy są tak różne, jak różni są piszący je ludzie. A mnie interesuje człowiek i jego sposób życia. I nie chodzi tu o mój blog, w którym piszę przede wszystkim o sobie i o swoich różnych problemach także. Zastanowiłam się nad tym, co decyduje o tym, że jedne blogi są uznawane za ciekawe, interesujące, a inne za nudne. Przecież, tak jak napisała jedna z komentatorek, nawet o duperelach można napisać w interesujący sposób. Od czego zależy spojrzenie człowieka na to, co go otacza i na różne sprawy ogólne?

Z własnego doświadczenia wiem, że widzenie świata zmienia się w ciągu życia. Raz świat widziany jest w jasnych barwach i jest w nim dużo energii i różnych możliwości. Kiedy indziej świat się kurczy. To kurczenie się świata pewno dotyczy przede wszystkim ludzi starszych, niepełnosprawnych, ograniczonych wiekiem i różnymi kłopotami ze zdrowiem. Już Adam Mickiewicz w Odzie do młodości powiedział:

"Niechaj, kogo wiek zamroczy,

Chyląc ku ziemi poradlone czoło,

Takie widzi świata koło,

Jakie tępymi zakreśla oczy."

To, co jest na wyciągnięcie ręki dla człowieka młodego, dla starszego zaczyna być już problemem. Ale czy tylko wiek i choroby powodują powolne wycofywanie się ludzi z życia? Myślę, że powodów jest wiele. Jest to pewno nie tylko metryka, ale i stan ducha, zainteresowania i własna praca nad sobą lub jej brak.

Nie mam zamiaru wystawiać tu żadnej diagnozy, bo ani nie mam do tego potrzebnej wiedzy, ani umiejętności żeby to zrobić. Chodzi mi o to, jak żyć w ciekawy sposób, bo wtedy i widzenie tego co jest dokoła rozjaśnia się i poszerza.

Interesująco na temat pisania mówi pani Maria Czubaszek w rozmowie z dziennikarzami. Postaram się przeczytać jej książkę Blog niecodzienny. Pani Czubaszek potrafiła obserwować życie i pisać o nim w ciekawy sposób. Może to, co pisała będzie też inspiracją dla mnie.

08:08, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (44) »
niedziela, 04 grudnia 2016
Nowy komputer i nowe problemy.

Tu miała być grafika, ale wszystkie napisy są po angielsku i leżę. Trochę klikałam bez sensu i nic z tego nie wyszło. Czyli potrzebny jest język angielski, a ja znam kilka słów. Nawet nie mam pod ręką internetowego słownika języka angielskiego, bo jest albo blog, albo słownik. Oszaleć można.


Już kilka dni próbuję pracować na nowym komputerze. Na razie uczę się na nowo gdzie kliknąć i kiedy. Udało mi się już znaczną część rozproszonych blogów, z którymi koresponduję zebrać i ułożyć ich listę. Mam nadzieję, że uda mi się pozbierać także nieliczną już resztę.

Wcześniej sądziłam, że po przerzuceniu danych z jednego komputera na drugi wszystko pozostanie po staremu. Że po prostu będzie to tylko zmiana komputera. Tymczasem mój zięć zrobił to fachowo, uporządkował, czyli podzielił na części wszystko to, co było na starym komputerze. A ja teraz dostaję oczopląsu i zawrotu głowy. No i muszę się uczyć wszystkiego od początku. Pewno dla mojej głowy to dobrze, bo trzeba myśleć i kombinować, ale chwilami czuję swoją bezradność wobec tajemniczej dla mnie wiedzy, jaką jest budowa i praca komputera. Pytać zięcia o każdy drobiazg nie mogę, bo był u nas tylko przez chwilę, a mieszka daleko.

Wyłażę już z lekkiej infekcji. Wczoraj w ramach leczenia zrobiłam około 50 gołąbków z kapusty z nadzieniem z mięsa kurczaka i ryżu. Mój mąż załamuje ręce i pyta, co z nimi zrobię. Jak to co? Zamrożę i będę je tylko odgrzewała w razie potrzeby. Przy robieniu gołąbków jest tyle pracy, że lepiej zrobić raz większą ilość, niż podchodzić do pracy częściej.

Teraz próbuję dodać jakąś melodię.

18:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
czwartek, 01 grudnia 2016
Pierwsze trudności z nowym komputerem.

Mój zięć przeinstalował mi prawie całe oprogramowanie ze starego komputera na nowy. Zabrakło instalacji skypa. Po prostu skyp nie dał się przenieść. Podejrzewam, że trzeba go będzie wprowadzić do komputera od nowa. Poza tym, pogrupowane są wszystkie materiały i został  zrobiony porządek. Tylko ja w tym porządku nie mogę prawie nic odnaleźć. Np. Nie ma listy blogów, tylko każdy zapisany jest gdzie indziej i trzeba go szukać. Nie ma onetu, ani wirtualnej ani na temat, a w związku z tym nie ma także i poczty. Wiem, że to wszystko z czasem się uporządkuje, ale na razie co chwila natykam się na różne trudności.

Do tego moi prawnukowie rozrabiają na górze, a mnie "coś" bierze. Jakieś, zimna, kaszelki itd. Dostałam w prezencie błam owczy z pięknym, gęstym i długim futrem. Ponieważ nie mam zamiaru przeznaczać go na czapki, więc dziś położę go do łóżka zamiast termofora i mam nadzieję, że jutro będę zdrowa i pełna energii. Ta energia będzie mi bardzo potrzebna, bo jutro robię gołąbki z ryżem i z piersią kurczaka w sosie pomidorowym. Do tego pójdą dwie główki kapusty. Czyli roboty będzie sporo.

Na razie nie wiem, gdzie trzeba szukać you tuba i nie wiem, czy coś się zmieniło w przenoszeniu plików z muzyką, więc dziś nie będzie muzyki.

19:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
środa, 30 listopada 2016
Szukam......i mam nadzieję, że znajdę.

                                       

Na razie dalej pracuję na starym komputerze. Z serwisu nie zgłosili się, a w domu nie miał mi kto przerzucić programy na nowy komputer. Poczekam. Nie ma pośpiechu.

I co Jesienna kobieto możesz dziś o sobie powiedzieć? Jesienna kobieta po generalnym sprzątaniu domu przez panią Małgosię czuje jakby i głowę ze wszystkich myśli pani Małgosia jej wysprzątała. Pustka. W tej pustce pojawiają się jakieś wyrazy, ale są one otoczone mgławicą w kolorze tęczy. Właśnie pojawia się wyraz - CHODZENIE. Nie jest to nic nowego pod słońcem. Ten wyraz jest ze mną w czasie, gdy próbuję iść ulicą, gdy staram się przejść kilka kroków po mieszkaniu. Wyraz ten od 11 lat jest ze mną ciągle.

Znowu moja nadzieja na poprawę chodzenia rośnie. Są pewne oznaki na to, że może się poprawić moje kalekie chodzenie. Po pierwsze: - Po ostatnim masażu, czyli wczoraj mój wielki palec nie podrywał się do góry, tylko przylegał do podłoża, tak jak powinno wyglądać ułożenie palca w prawidłowym chodzeniu. I w takim ułożeniu palców chorej nogi przeszłam kilka kroków. Po drugie: -  Bardzo boli mnie w czasie spania na boku prawe biodro chorej nogi. Pomyślałam, że być może tam też usadowił się przykurcz, który trzyma nogę w niewłaściwym ułożeniu. Jutro porozmawiam o tym z panem rehabilitantem.

Kochani! Przepraszam Was za ciągłe moje wpisy o chorej nodze. Ta noga - to jest temat nr. 1 jeśli chodzi o moje zdrowie  i zajmuje on moje myśli, czas i energię przez okres ponad 11 lat. Żyję cały czas nadzieją, że będzie lepiej. Biegam do lekarzy i sama myślę i kombinuję co jeszcze można zrobić więcej, aby odzyskać zdrowie.

Początkowo były wizyty u profesorów i docentów, u różnych lekarzy i terapeutów. Przez te wszystkie lata kalectwa i leczenia co jakiś czas były maleńkie poprawy w chodzeniu, ale nie na tyle satysfakcjonujące, żebym mogła powiedzieć, że jest dobrze. Gdy te wizyty niewiele pomogły, zaczęłam odwiedzać lekarzy pracujących metodami niekonwencjonalnymi. No i raz zdarzył się na pół dnia prawdziwy CUD.

Odwiedziłam lekarza internistę ze specjalizacją II stopnia, który przyjmował pacjentów jako bioenergoterapeuta.

Weszłam do gabinetu. Usiadłam, a na wprost mnie w niewielkiej odległości usiadł pan doktór. Najpierw bez żadnego badania mnie powiedział, jakie narządy u mnie nieprawidłowo funkcjonują. A później kazał mi siedzieć z zamkniętymi oczami. Posiedziałam chwilę w ciszy i nagle usłyszałam: Dziękuję pani! Zdumiałam się niezmiernie i próbowałam o coś pytać, ale mnie wyprosił z gabinetu. Wyszłam tak ściekła, że aż się we mnie gotowało. Przez głowę przelatywały mi myśli, że wydałam niepotrzebnie sto złotych. I nagle jeszcze w tej wściekłości skojarzyłam, że jakoś inaczej idę........Szłam na młodych, lekkich zdrowych nogach. Jaka ja byłam w tym momencie szczęśliwa. Jaką przyjemnością stał się nagle zwykły chód. Najchętniej wróciłabym wtedy z Warszawy do domu pieszo (ponad 40 km.) Godzina była jednak już mocno spóźniona i wróciłam pociągiem. Do nocy byłam zdrowa. Rano wróciły przykurcze i koślawe chodzenie. Byłam u tego pana doktora jeszcze kilka razy, ale pomógł moim nogom tylko ten jeden raz.

Teraz sama bardzo uważnie obserwuję, co się dzieje z moją nogą i sama staram się zasugerować panu rehabilitantowi, co może jeszcze być jej potrzebne. Nie umiem się poddać. Jest to dla mnie tak ważna sprawa, że walczę wszelkimi sposobami cały czas o sprawność nogi.

Trudno mi sobie nawet wyobrazić, jakie byłoby moje życie, gdybym przestała walczyć i pogodziła się z tym, co jest, jak sugerowali mi różni moi znajomi. I co skapcanieć? Przestać normalnie żyć i samodzielnie się poruszać? Nawet nie potrafię o tym pomyśleć spokojnie.

21:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
wtorek, 29 listopada 2016
Komputer.

Mój komputer ostatnio mocno się zacinał. Bardzo długo się ładował. Głos mu chrypi i przerywa, a przecież dopiero wrócił z naprawy. Doszłam do wniosku, że zaczyna być skarbonką i poprosiłam syna, żeby mi kupił, nowy dla mnie, a wybrany z prezentowanych modeli z wyprzedaży. No i mam nowy komputer. Jutro jedzie on do zakładu do wgrania wszystkich programów, które były w dotychczas użytkowanym komputerze. Potrwa to jakieś dwa dni. Mam nadzieję, że nie dłużej i będę miała dobry komputer.

Piszę o tym, bo nie będzie mnie na blogu przez kilka dni. Pozdrawiam Was wszystkich.

No i jeszcze grafika, bo jakżeby inaczej.

                                             

22:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 28 listopada 2016
Bez tytułu.

                                  

Tu kocica czyta moje notatki. Ona jest ważną osobą w domu. Pilnujemy, żeby nie została na noc na dworze. Nawet wtedy, gdy późno w nocy wraca z włóczęgi, mój mąż czeka cierpliwie na jej powrót do domu. Kocica jest rozpuszczona okrutnie. Nie rozumie, że gdzieś nie można wchodzić. Wskakuje na stół. Podchodzi do mojego kubeczka z wodą i sobie popija, a ja później wylewam wodę i myję kubeczek. To nie znaczy, że kocica nie ma wody w misce. Jedna woda w misce stoi w kuchni, a druga w łazience. Wiem, że tak kota nie należy rozpuszczać, ale nie mam sumienia jej gonić. Wskakuje mi na kolana i układa się na nich. W nocy przychodzi do mojego łóżka, bo wie, że znajdzie tu ciepełko. Zawsze wieczorem wkładam pod kołdrę termofor nalany ukropem. Najpierw tym termoforem wygrzewam sobie całą pościel, a później upycham go w kąciku pod kołdrą, żeby nie dotykał do ciała, a jednocześnie, żeby grzał w nocy.

Czasami myślę, że jesteśmy niesprawiedliwi. Kocica siedzi w domu tyle, ile chce, a pieski mieszkają w piwniczce. To prawda, że grzeje im w pomieszczeniu kwoka a uchylone drzwi zasłonięte są kilkoma warstwami zasłon, w tym jedna nieprzewiewna. Ale być może one też by wolały dom z ludźmi. Pocieszam się tylko tym, że dobrze odżywione psy mają futra jak niedźwiedzie i pełna swobodę. Siedzą w pomieszczeniu tyle ile chcą i biegają po ogrodzonym sporym terenie też ile chcą. Gdy wychodzimy na powietrze, to psy są drapane za uszkami i pieszczone. Szczególnie pieszczona jest Fionka, bo odpycha Małego i nie pozwala na pieszczoty także z nim. Jest zazdrośnicą.

A co u mnie? Właśnie dałam sobie mocno w kość i boli mnie kręgosłup. Jutro przychodzi pani Małgosia do sprzątania domu i starałam się uporządkować rupieciarnię obok mojego pokoju. Wyniosłam stamtąd trzy spore worki wypełnione kartkami, karteczkami i różnymi śmieciami. Każda kartka musiała być przejrzana, żeby nie wyrzucić żadnego ważnego świstka. Przy okazji znalazłam tusze do drukarki, których nie mogłam znaleźć, gdy były mi potrzebne i wtedy kupiłam nowe. Te znalezione nie były jeszcze otwierane, więc mam teraz zapas. Zostały mi jeszcze do przejrzenia ubrania do oddania chętnym.(Z butami rozprawiłam się dzisiaj).

Zrobiłam remanent w moich długopisach, flamastrach, ołówkach i kredkach. Wszystkie wypisane znalazły się w koszu na śmieci. Przy tym sprzątaniu (oczywiście w pozycji siedzącej) głowę trzeba było pochylać, no i jest efekt w postaci bólu kręgosłupa nie tylko lędźwiowego, ale także piersiowego. Kiedyś kręgosłupa nie oszczędzałam, teraz są tego efekty.

Pozostaną mi do przejrzenia szafki z kaszami i mąką. Kasze zarobaczone ( nie mogę się pozbyć mklików) zostaną ugotowane lub w postaci surowej oddane ptakom. Gotowane kasze można ptakom dać tylko wtedy, gdy nie ma mrozu, a np. kaszy jęczmiennej surowej ptaki nie lubią, a trochę się pewno jej znajdzie.

Mam poczucie, że w domu się lekko przejaśniło, a ja jestem obolała i zadowolona równocześnie.

                                                  

22:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
sobota, 26 listopada 2016
Aktywność.

                                   

Dziś przyjeżdżają dzieci z moją córką, a ich babcią. Całe szczęście, że z lekka posegregowałam i poukładałam różne rzeczy i drobiazgi w moim pokoju i łazience. Tym razem wzięłam się metodycznie do pracy. Kupiłam plastikowe koszyczki, posegregowane drobiazgi umieściłam je w nich tak, że jak przyjdzie pani Małgosia do sprzątania, to nie będzie musiała przestawiać pudełeczek i buteleczek. A i mnie łatwiej będzie znaleźć potrzebną rzecz, bo na koszyczki ponaklejałam karteczki z napisami. Nie lubię sprzątania dla samego sprzątania. Ale jak już trzeba kombinować, główkować, to zupełnie co innego. I robota zrobiona i dwa worki śmieci wyniosłam tylko z dwóch pomieszczeń Dzisiaj dalszy ciąg roboty. A tu tylko patrzeć, jak zjawią się goście. A to jeszcze bardziej motywuje do pracy. Lubię, jak się coś dzieje. Nie lubię stagnacji. I źle się w niej czuję.

A jutro kończę 81 lat. Urodziłam się podobno około godziny 5 rano i byłam dużą dziewczynką.  Co prawda nie wiem, czy jest się czym chwalić. Do osiemdziesiątki to jakoś wyglądało, a teraz włazi mi na kark już dziewiąta dziesiątka. Dawno minęły te czasy, gdy czekałam na pierwszą dwudziestkę. Wtedy wydawało mi się, że przede mną jest moc różnych możliwości i wszystko jest w zasięgu ręki. Później życie mocno zweryfikowało te moje wyobrażenia. A dziś robię już podsumowania tego, co udało mi się osiągnąć, a czego nie zdołałam zrealizować. No i stwierdzam, że moje dawne wyobrażanie sobie dorosłego życia skończyło się raczej na wyobrażeniach, czyli wyobrażenia sobie, a życie sobie. Całe moje życie to była dotąd jedna wielka nauka. Uczyłam się wszystkiego. Jak być żoną, jak być matką, jak żyć w społeczeństwie. Uczyłam się jak okazywać uczucia, a najpierw musiałam sama w sobie odkryć te uczucia i się im przyjrzeć. Uczyłam się jak zaakceptować samą siebie, a nie było to łatwe. Uczyłam się odpowiedzialności nie tylko za to co robię, ale także za wypowiadane słowa. Uczyłam się nawet optymistycznego podejścia do życia. To, co zdobyłam, to moje bogactwo. Mam nadzieję, że jeszcze trochę pożyję, więc pewno nauczę się jeszcze wielu nowych rzeczy. Np. jak się starzeć z godnością i w zdrowiu. To zadanie na teraz. Trochę się boję, że mogę nie sprostać postawionemu sobie zadaniu, ale jak jest zadanie, to jest i działanie. A co będzie dalej? Zobaczymy. A teraz robię prezent sama sobie i tym wszystkim z Was, którzy też lubią muzykę, taniec i lekkość.

11:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (27) »
czwartek, 24 listopada 2016
Trochę o wszystkim.

Właśnie wstaje dzień. Poranek jest szary i mglisty. Dziś zamiast moich topornych grafik będzie prawdziwy kwiatek, który kwitnie na oknie.

                                  

Za godzinę mam masaż nóg. Jeszcze się zastanawiam, czy pojadę rowerem trzykołowym, czy też uśmiechnę się do męża, żeby mnie podwiózł samochodem. Do gabinetu masażysty mam dosyć blisko, czyli jakieś 800 metrów, ale... Gdy jadę rowerem nogi mi mdleją i zaczyna brakować tchu, pieszo muszę wziąć chodzik lub kijki, które zostawiam co chwila w jakimś miejscu, a bez wszystkich tych pomocy nie mogę iść, bo bolą mnie nogi i operowany kręgosłup. Wiem, że przez siedzenie w domu tracę kondycję, ale sama nie wiem, co jest dla moich nóg i kręgosłupa lepsze, pokonywanie bólu na siłę, czy jednak omijanie go.

Mój komputer znowu grymasi. Bardzo długo się włącza, zacina się przy przerzucaniu programów. Najprawdopodobniej znowu trafi do zakładu. Piszę o tym, bo może się tak zdarzyć, że nie będę mogła przez kilka dni pisać, ani odbierać wpisów.

Na zakończenie zdjęcie mojej koteczki, która nie tylko pakuje mi się na kolana i w nocy do łóżka, ale gdy siedzę przed komputerem, wskakuje na biurko i wpatruje się w komputer. Intryguje ja ta biegająca po monitorze mysz.

 

                                            


                          

                    

19:24, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 79