RSS
wtorek, 15 stycznia 2019
Jestem w domu.

Już jestem w domu. W sobotę rano pojechałam do Warszawy. Zaprosiła mnie na kilka dni teściowa mojej córki. Było bardzo miło. Rozmawiałyśmy, wyskoczyłyśmy na bazarek, a w niedzielę wybrałyśmy się pod PKiN, aby wpłacić pieniądze na Orkiestrę Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka i aby zobaczyć występy różnych zespołów. Zrobiłam kilka zdjęć i filmików, ale wstawić do bloga nie mam co. Filmiki są sekundowe, a na zdjęciach są twarze przypadkowo uwiecznionych osób, a nie mam zgody tych osób, aby je upublicznić. Atmosfera przed PKiN była pełna radości i luzu. I z taką radością wróciłyśmy do domu. I tu przeżyłyśmy obie szok. Ciężko ranny został Prezydent Gdańska, któremu kilka ciosów nożem zadał 27-letni chłopak, chyba nie w pełni zdrowy psychicznie. Następne sekundy, minuty i godziny - to była huśtawka emocji od niedowierzania, że to, co się stało, jest  możliwe, poprzez nadzieję, że Pan Prezydent zostanie uratowany, aż po przygnębienie i myśli, co dalej, gdy ogłoszono, że Pan Prezydent nie żyje.

Teraz jestem już w domu i wciąż nie mogę się otrząsnąć z przygnębiających myśli. Zadaję sobie pytanie jaki wpływ na ten czyn młodego zabójcy miało to, że w naszym kraju do głosu doszli ludzie dzielący swoich bliźnich na sorty lepsze i gorsze, siejący zamęt, rzucający często ciężkie oskarżenia pod adresem swoich przeciwników, używający manipulacji i uogólnień w dyskusjach publicznych. Gdzie tu jest miłość bliźniego, którą wszyscy tak chętnie deklarujemy? Jestem przygnębiona i trudno mi się pozbierać.

Co należy zrobić po upadku?               

To, co robią dzieci: podnieść się.

                                       Aldous Huxley

                                                                                                      



20:41, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (4) »
sobota, 12 stycznia 2019
Jadę do Warszawy.

        Dziś jadę do Warszawy na

cztery dni. Wracam najprawdopodobniej we wtorek. Opowiem wszystko po powrocie. Serdecznie pozdrawiam wszystkich odwiedzających mojego bloga.

10:03, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
czwartek, 10 stycznia 2019
Wieczór

Wieczór. Światło lampki nocnej oświetla biurko, przy którym siedzę. Za oknem ciemna noc. Cisza, aż w uszach dzwoni. Taki oświetlony późnym wieczorem pokój bardzo lubię. Bardziej niż ten sam pokój w ciągu dnia. Światło lampki stwarza nastrój skłaniający do pracy umysłowej, do próbowania swoich sił w tworzeniu grafik, do różnych rozważań. To maleńka część mojego życia. Jest tylko noc i praca, którą się właśnie zajmuję.

Wisława Szymborska

 Życie na poczekaniu

Życie na poczekaniu

Przedstawienie bez próby

Ciało bez przymiarki

Głowa bez namysłu

 Nie znam roli, która gram,

Wiem tylko, że jest moja, niewymienna

 O czym jest sztuka zgadywać muszę wprost na scenie

 Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia

Narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem

Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją

Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy

Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem

Moje instynkty to amatorszczyzna

Trema, tłumacząc mnie tym bardziej upokarza.

 Nie do cofnięcia słowa i odruchy,

Niedoliczone gwiazdy,

Charakter jak płaszcz w biegu dopinany,

Oto żałosne skutki tej nagłości.

 Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu.

Albo choć jeden czwartek raz jeszcze powtórzyć,

A ty już piątek nadchodzi z nieznanym mi scenariuszem.

 Czy to w porządku?- pytam

Z chrypką w głosie, bo nawet mi się dano odchrząknąć za kulisami.

 Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin

Składamy w prowizorycznym pomieszczeniu

Nie, stoję wśród dekoracji i widzę jak są solidne.

Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów.

Aparatura obrotowa działa od długiej już chwili,

Pozapalane zostały najdalsze nawet mgławice.

Och, nie mam wątpliwości, że to premiera,

 I cokolwiek uczynię, zmieni się na zawsze

w to co uczyniłam.

 

 



23:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
środa, 09 stycznia 2019
Zamiast wpisu

22:13, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
Nicnierobienie.

Po wczorajszym bardzo trudnym dla mnie dniu, dziś jestem ospała i mało się ruszam. Wyjazdu do Warszawy ogromnie się bałam ze względu na trudne warunki pogodowe. Stres przed wyjazdem był tak duży, że nie mogłam w nocy zasnąć i pojechałam bez zmrużenia oczu nawet na chwilę. Dziś odreagowuję wczorajsze napięcie i snuję się po mieszkaniu bez żadnego pomysłu i chęci zajęcia się czymkolwiek. Myślenie - zwolnione, Nawet siedzenie przed komputerem mnie męczy. Marznę w ciepłym mieszkaniu. Jedyne, co mi dziś się przyda, to ciepła herbatka, ciepły termofor i łóżko.

Do jutra.

13:08, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 07 stycznia 2019
Czy można się pogodzić?

Dzisiejszy tekst dotyczy nie tylko innych, ale wraca do chwil, kiedy było mi bardzo ciężko i kiedy nadzieja na powrót do pełnej sprawności była bardzo nikła. Do czasów, kiedy o swoją sprawność walczyłam jak lwica broniąca młodych. Mnie się udało. Chodzę normalnie, a nie jak kiedyś po udarze na zewnętrznej stronie stopy. Muszę uważać na słońce, na ślizgawicę, na śnieg. Nie mogę się przeciążać i dźwigać, ale żyję jak każdy zdrowy człowiek z pewnymi ograniczeniami. I jestem szczęśliwa. Pomógł mi świetny specjalista i jestem Mu za to ogromnie wdzięczna. 

                                           Tyle wstępu.

Dziś wpadł mi w ręce kalendarz, który otrzymuję co roku. Nie jest to zwykły kalendarz. Na początku każdego tygodnia jest namalowany obraz przez Artystów Malujących Ustami i Nogami. Patrzę na pierwszą stronę, gdzie są przedstawieni Artyści przy pracy. To młodzi ludzie, skupieni na malowaniu obrazów. Dwie dziewczyny są nawet uśmiechnięte, chociaż nie jestem pewna, czy w ich oczach, gdzieś na dnie nie czai się żal i tęsknota do innego życia. Trudno mi sobie wprost wyobrazić, jak można dojść do perfekcji malując ustami lub nogą. Dla mnie to cisi bohaterowie, którzy chcą i potrafią przestawić swoje życie na inne tory. Takim bohaterem jest Jasiek Mela i wielu innych ludzi.

I od razu myślę o tym, jakie miałam szczęście w życiu, że ze wszystkich kłopotów i trudności wyszłam obronną ręką. Po prostu moje kalectwo można było zminimalizować, odwrócić. Inni takiego szczęścia nie mieli. Ale ja wiem, jak się czuje człowiek, który żyje wiele lat normalnie, jak wszyscy i nagle dotyka go niepełnosprawność lub kalectwo. I nie zawsze walka o powrót do sprawności jest możliwy. Na początku jest nadzieja, walka, później niedowierzanie, że tak już będzie zawsze i rozpacz. Ludzi, którzy nagle stają się inwalidami trudno nawet pocieszyć. Żadne słowa tu nie pomagają. Widzi się tylko to, że ktoś jest sprawny, a ja nie.Trzeba mieć ogromny hart ducha, żeby się pogodzić z zaistniałą sytuacją i przestawić na inny sposób życia, bez nadziei na odwrócenie złego losu.

Pamiętam do dziś swoje spotkanie z koleżanką na ulicy, ona stąpająca jak sarenka i ja wlokąca się z trudem. I jej słowa: - Marysia! No wiesz, czasami tak się zdarza. Może i ja kiedyś też będę miała takie trudności.

Mało nie pękłam z wściekłości. - A co mnie obchodzi, co będzie w przyszłości z tobą - wrzasnęłam? Ja teraz jestem inwalidką.

Ale na szczęście - u mnie to już przeszłość.

17:42, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
Cała moja dzisiejsza praca.

                              

Dziś siedziałam przy grafikach, a te skurczybyki nagle mi uciekały i cała robota na nic. W końcu upaciepiłam to, co widać. Idę spać, bo do zadowolenia mi daleko.

00:12, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (11) »
sobota, 05 stycznia 2019
Skok przez lata.

                         Dziś cały dzień siedzę przy komputerze i próbuję zrobić jakieś nowe kształty graficzne. Krótko mówiąc, bawię się. Wczoraj próbowałam chociaż trochę pojąć jak należy tworzyć coś nowego, czyli zajrzałam do instrukcji. Ale przemawiał dziad do obrazu, a obraz doń ani razu. Odnoszę wrażenie, że łatwiej przyswajałam sobie wiedzę z gramatyki historycznej, gdy byłam w depresji i słabo kontaktowałam, niż dziś nową wiedzę dotyczącą grafiki. Trudno mi pojąć, czego ode mnie chcą. Tu trzeba znać nowy język. Język do oprogramowań komputerowych.

A ja jestem dzieckiem urodzonym w pierwszej połowie XX wieku. Gdy chodziłam do szkoły nie było jeszcze takich wynalazków jak obecnie. Wieczory spędzaliśmy przy lampie naftowej z książką, po którą trzeba było chodzić 6 kilometrów do prywatnej biblioteki. A jedynym urządzeniem, które przenosiło nas w dalsze lata było radio ze słuchawkami, które miał ojciec jako jedyny w całej wsi. Byłam już sporą dziewczyną, gdy u cioci w Warszawie nie wiedziałam jak skorzystać z ubikacji, bo u nas na wsi był mały drewniany domek w podwórku i tam załatwiało się swoje potrzeby. Gdzie tu mowa o komputerze. 
To, że dziś korzystam z telefonu komórkowego, i z internetu to dla mnie skok milowy.Wciąż uczę się nowych rzeczy i wciąż jestem do tyłu za ludźmi młodszymi.

Na koniec Trochę muzyki, żeby z rozmyślań o przeszłości przeskoczyć do pięknej, mimo wszystko, teraźniejszości.

17:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
Miłość bliźniego.

Dzisiejszy wpis chciałam zacząć od sprawy, która mnie bardzo poruszyła, od śmierci i pogrzebu prof Dębskiego.

Pan profesor wybitny lekarz i wielki Człowiek pomagał kobietom. Ratował dzieci z zagrożonych ciąż, ale gdy widział, że sytuacja jest beznadziejna, usuwał zdeformowane i pozbawione szans na życie po urodzeniu płody. No i po Jego śmierci zaczęła się pyskówka w internecie, gdzie i jak ma być pochowany.

Wypowiadali się między innymi pseudo obrońcy nienarodzonych. Nie będę przytaczała wypowiedzi, choć dla jednej zrobię wyjątek. Jeden z wypowiadających się napisał, że katolicki pogrzeb dla pana profesora byłby zgorszeniem.

Przetarłam oczy ze zdumienia. I to pisze katolik, który ma miłować bliźniego swego, jak siebie samego. W czym ten katolik jest lepszy od Pana Profesora? Jakie ma moralne prawo, aby osądzać drugiego człowieka i wypowiadać się, jaki ma być jego pogrzeb? Patrzę uważnie, czy są jakieś wypowiedzi na temat księży pedofilów i czy pogrzeb katolicki takiego księdza to też zgorszenie i nie znalazłam odpowiedzi.

Zadałam sobie pytanie. Jaki jest ten nasz katolicyzm? Czy to rzeczywiście religia pełna miłości?

10:09, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (11) »
piątek, 04 stycznia 2019
Na kolorowo.

                    

Dzisiejsza grafika kosztowała mnie trochę pracy, ale udało mi się wstawić ją bez ramki wyznaczającej jej miejsce. Nie wiem, czy to nowa umiejętność, czy przypadek i nie jest to ważne. Ważne jest, że zaczynam rozumieć niektóre polecenia dotyczące grafiki. Do niedawna była to czarna magia. Mnóstwo poleceń w różnych okienkach, najczęściej te polecenia tak sformułowane, że nie wiadomo o co chodzi. Dla mnie - oczywiście. Graficy ten język doskonale rozumieją. 

 

21:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 111