RSS
wtorek, 23 sierpnia 2016
Huśtawka.

                        

     To jest pająk Adasia. Ma chłopak wyobraźnię i łatwość uczenia się nowych rzeczy. Dalej są moje kwiatki. Na tarasie już przekwitają. Teraz w blogu jest bardziej kolorowo.

Dziś trochę odreagowuję po ostatnim napięciu nerwowym, który miał związek z moją operacją, która ma się odbyć już wkrótce. Szarpana jestem emocjami od nadziei po czarnowidztwo. Gdy byli u nas ostatnio dwa dni chłopcy, to starałam się koncentrować na nich, ale siedział we mnie także silny niepokój, co stanowiło w sumie mieszankę trudną do zaakceptowania. Dziś pojechali już do domu, a ja lenię się koncertowo.

Dalej tekst mi zeżarło. Postaram się  dalszy wpis trochę odtworzyć.

Jutro raniutko jadę na badania i mam nadzieję, że wszystkie będą zrobione w jeden dzień. W piątek mam wyjazd do lekarza protetyka, a w poniedziałek będę siedziała pod gabinetem anestezjologa i będę go prosiła o przyjęcie mnie, bo nie ma już wolnych terminów wizyt, a operacja za dwa tygodnie. Czas mam już mocno zagospodarowany wyjazdami, więc teraz jeszcze jakiś relaksujący utwór muzyczny, kąpiel i łóżko.

21:16, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
niedziela, 21 sierpnia 2016
Przyjechali...

                                    

Dziś w południe przyjechali do nas prawnusiowie. Byli kilka tygodni w Bieszczadach, później nad morzem, a teraz na dwa dni przyjechali do pradziadków. Trafili akurat na paskudną pogodę. Od południa leje. Gdy wyjeżdżali do nas z Warszawy była ulewa. No to jakie atrakcje mogą być u pradziadków, jak nie ma co robić? Oczywiście telewizor i komputer. Poniżej praca graficzna Adasia. Ja tylko objęłam ją okręgiem, żeby stanowiła całość. Zapisuję szybko wpis, żeby mi nie uciekła. Już dwa razy myknęła. Pewno jest zbyt duża.

  A jednak grafika uciekła już trzeci raz. Nie będę więcej próbowała jej wstawiać.      

Prababcia starym zwyczajem ugotowała rosół. Zjedli. Adaś pogaduje coś o pomidorowej zupie, więc być może dodam do rosołu pomidory i jutro będzie pomidorówka. Już są starsi i łatwiej można sobie z chłopcami poradzić. Jeszcze żeby jedli wszystko, co się na stole postawi, ale jeszcze do tego nie dorośli. Są takie potrawy, które rąbią (np, omlety), takie, które skubią (kotlety z kurczaka) i takie których nawet nie dotkną (Leoś- owoce i warzywa i większość potraw; Adaś - większość owoców i warzyw, większość zup i II dań). Nie jest łatwo ich nakarmić. Ale teraz to i tak już żaden kłopot w porównaniu z tym, co było jeszcze kilka lat temu, gdy byli na diecie bezglutenowej i bezcukrowej.

A teraz zupełnie na inny temat.

Polityka mnie wkurza już od dość dawna, ale znalazłam wiersz pana Młynarskiego, bardzo aktualny i w świetnym wykonaniu pana Kowalewskiego. I chociaż to jest zupełnie nie na temat, to go wstawiam.

21:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
sobota, 20 sierpnia 2016
Co by tu dziś....

 

                               

Właśnie zeżarło mi kawałek wpisu i zachwycona tym faktem nie jestem. Zrobiłam trochę zdjęć z naszego tarasu i z ogródka i postaram się je pokazać.

Nasz taras ocieniany jest brzozą rosnącą tuż za granicą naszej działki.

                                  

   Na tle brzozy widać nasze drzewko szczęścia, które stoi na tarasie i osłania nas przed słońcem. Takie drzewka mamy dwa. Oba są rozrośnię. Gdy trzeba je na zimę wstawić do mieszkania, to zajmują pół pokoju.

                                  ?

                                            Kwiaty i zioła na tarasie

                                       

Przechodzimy do ogródka. To jest ściana zieleni z kiwi drobnoowocowego i z dwóch lipek samosiejek. Pod płotem rząd melisy, która rośnie jak zielsko.

                              

   A tu owoce kiwi drobnoowocowego. Nigdy nie robiłam z nich żadnych przetworów, a teraz mnie kusi, aby coś wymyślić.

                                

                                         Resztki borówki amerykańskiej

                           

                      Zaczynają dojrzewać maliny, a w głębi orzech włoski

                                

       Fionka przez maliny zrobiła sobie tor wyścigowy. Właśnie zziajana wypadła z malin.

                              

    Poziomki posadziłam w złym miejscu. Muszę je przesadzić na zagonek po przeciwnej stronie wjazdu. Jutro Adaś będzie je zbierał i jadł. Leoś wciąż owoców żadnych nie chce jeść.

                                  

                                      Zanosi się na to, że będzie trochę winogron

                                 

 

 

 

 

21:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
piątek, 19 sierpnia 2016
Rozdroże.

                               

Są ludzie zawsze pewni swoich racji. Ja się do nich nie zaliczam. Właśnie stanęłam na swojej drodze życia. Nie chcę odwracać się do tyłu, ale też z niepokojem patrzę przed siebie. Niby nic się nie wydarzyło, a we mnie zmieniło się wiele. Straciłam napęd i straciłam pewność, że to, co robię jest lub będzie dobre tak dla mnie, jak i dla moich najbliższych. Co robić? - Zadaję sobie pytanie. Chodzi o operację stopy. Już przyzwyczaiłam się do myśli, że odbędzie się ona na początku września. Miałam nadzieję, że to jest dla mnie ogromna szansa na poprawę jakości życia i ta nadzieja gdzieś uleciała. Zaczęło się wszystko od kłopotów z pęcherzem. Już wcześniej dawał mi znać o sobie pobolewaniem w dole brzucha. Piłam jakieś herbatki, łykałam jakieś leki ziołowe i wszystko się uspokoiło. W tej chwili mam nawrót tych samych tylko jeszcze intensywniejszych dolegliwości. Gdy zrobię badania, pewno wyjdzie mi jakiś stan zapalny, który może uniemożliwić operację. Poza tym nie ma już wolnych terminów do anestezjologa i będę zmuszona prosić lekarza o przyjęcie mnie poza kolejką. Czy to dobrze, że zmęczony i być może w pośpiechu będzie mnie badał? Nie wiem. Jestem nastrojowcem. Rozgościł się we mnie spory niepokój. Przychodzi mi do głowy myśl - A może ta operacja przyniesie mi więcej trudności w poruszaniu się, niż te z którymi teraz się borykam? A może to, co widzę i czuję, to ostrzeżenie przed operacją? Jestem niespokojna, zagubiona i zmęczona. Przypominają mi się mądrości ludowe. Rozsądek przede wszystkim.  Pośpiech potrzebny jest tylko do łapania pcheł. Pewno na razie operację odsunę w czasie, aż wyjaśnią się wszystkie inne sprawy.

16:30, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
czwartek, 18 sierpnia 2016
Próbuję robić porządki w domu.

                                    

Termin operacji się zbliża, a tu jeszcze tyle pracy zostało. Postanowiłam zrobić sobie grafik prac. Ten grafik zrobiłam wczoraj wieczorem z nadzieją, że wszystko będzie wykonane na  czas. W grafiku na dzisiejszy dzień zapisałam: Wizyta u lekarza rodzinnego, wysprzątanie mojego pokoju.  Jest wieczór. U lekarza byłam rano, ale w pokoju mam taki sam pierdzielnik, jak przed ułożeniem grafiku. Jednym małym palcem nie dotknęłam się do odkurzacza, ani do ścierki. Tymczasem na jutro przewidziałam wysprzątanie pomieszczenia, w którym jest składowisko różnych leków, kartek, ubrań itd, itd. Jeśli takim samym zapałem do pracy wykażę się jutro, jak dziś, to mój mąż może zostać z bałaganem, gdy ja pójdę do szpitala. Ale nicnierobienie z przygotowanym i wypełnionym grafikiem dużo poważniej wygląda, niż bez grafiku, więc nie będę żałowała tego, że zamiast  wczoraj sprzątać, rysowałam tabelki. I w ten sposób jutro mam sprzątanie mojego pokoju i pomieszczenia ze składowiskiem różnych śmieci. Tak sobie zorganizowałam pracę.

22:14, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
środa, 17 sierpnia 2016
Jestem już w domu.

Wróciłam z Warszawy spocona, bardzo zmęczona, ale zadowolona. W piątek przymiarka nowych zębów, a gotowe będą na koniec sierpnia. Dziś u pana doktora z nowym wyciskiem w ustach czułam się jak nutria, co nie omieszkałam mu powiedzieć. Pan doktór ze wszystkich sił studzi moja wiarę w jego nadzwyczajne umiejętności robienia protez. Twierdzi, że to dla niego jest bardzo obciążające, bo najtrudniej jest zrobić dobrą protezę, gdy nie ma już zębów i dziąsła są zdewastowane przez wcześniejsze protezy. Najlepsze efekty podobno daje podwieszenie nowej protezy na wszczepionych wcześniej dwóch implantach. No, ale to jest bardzo duży koszt i trudno, będzie proteza bez implantów.

Dzień był ciepły, chwilami bardzo słoneczny, a ja ubrałam się w cienką, co prawda, ale polarową bluzkę. Do tego miałam wełniane skarpety na nogach. Ledwo lazłam o kijkach z plecakiem na plecach. No, ale jestem już w domu i odpoczywam.

Dziś po raz kolejny zwróciłam uwagę na życzliwość ludzi. Ważne, żeby prosić. Ludzie nie mają ani obowiązku, ani możliwości domyślić się, z czym mam trudności. Gdy pociąg już dojeżdżał do mojej stacji postanowiłam przejść do przodu wagonu. - Czy mógłby mi pan podać rękę? - powiedziałam do młodego mężczyzny siedzącego przy przejściu. - Oczywiście! A może pani jeszcze w czymś pomóc? - Dziękuję! Bałam się tylko, żeby się nie przewrócić, gdyby pociąg szarpnął. - Doszłam do pierwszego wagonu i spotkałam konduktora. - Panie konduktorze mam prośbę. Czy mógłby mi pan pomóc wysiąść z pociągu, bo dziura między pociągiem i peronem jest duża, a ja mam chore nogi. - Nie ma sprawy. Zaraz załatwię pomoc. -  Dwa słowa do siedzącego pana i do mnie. - Ten pan się panią zaopiekuje - i poszedł w głąb pociągu sprawdzać bilety. Gdy dojeżdżałam na miejsce i wstałam z siedzenia, ktoś powiedział - Proszę pana, ta pani już wysiada! - Już idę. - Na peron wyszłam bezpiecznie otoczona opieką

Dlaczego o tym piszę? Bo ja nigdy nie lubiłam prosić nikogo, nawet swojego męża. I to jest u mnie zmiana. Na razie jest mi z nią dobrze. Kiedy pewnie poczuję się na swoich nogach, to może ja komuś w czymś będę mogła pomóc.

19:14, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (32) »
Obiecany wpis.

Ten wpis obiecałam Nazumiemu, ale będę się cieszyła, jeśli przeczytają go także inne osoby. Gdy wrócę z Warszawy napiszę, o dniu dzisiejszym.

Sporo lat już przeżyłam, wiele dobrych i złych chwil jest za mną i zastanawiam się, co wpłynęło na mój obecny sposób widzenia świata i ludzi. Od razu nasuwa się odpowiedź - to wynik przeżytych chwil, zdobytych doświadczeń, to ciosy, które zbierałam i z których się podnosiłam. I będzie to odpowiedź prawdziwa, ale bardzo niepełna. Nie chcę nawet myśleć o tym, jakim byłabym człowiekiem, gdybym w pewnym momencie nie spotkała na swojej drodze ludzi, którzy pokazali mi, że można inaczej patrzeć na świat i na życie, niż ja patrzyłam do tej pory. Ten sam świat, tylko spojrzenie inne, skierowane na własne przeżycia, z których wszystko inne wynika. Wdzięczna im jestem ogromnie. To, kim jestem dzisiaj, to wynik mojej bardzo ciężkiej pracy nad sobą, pod kierunkiem świetnych specjalistów. Wiele razy okazywało się, że to, co uważałam, ze jest dobre, było bez żadnej wartości. A w tym, co widziałam jako złe, ukazywało się coś zupełnie innego. Ile ja łez wylałam na takich spotkaniach terapeutycznych, ile swoich ustalonych przekonań wyrzuciłam do kosza na śmieci, aby w ich miejsce wprowadzić spojrzenie nowe, bardziej elastyczne, przyjazne i przystające do rzeczywistości, tego już nawet ja do końca nie pamiętam.

Uczucia! kto kiedykolwiek mówi dzieciom, jak one są ważne? Kto uczy dzieci rozładowywać w kontrolowany sposób złe emocje? Kto mówi o tym, że emocje mówią dużo o nas, a nie o ludziach, z którymi mamy aktualnie zatarg, albo coś nam się u nich po prostu nie podoba.

Przykład:

Jestem w damskiej łazience w Ośrodku Leczenia Nerwic w Rasztowie, gdzie się myję i nagle wchodzi spłoszona kobieta i mówi: - Przepraszam, czy można? A mnie ogarnia i zdziwienie i lekkie wkurzenie (emocje). Przecież ta łazienka jest dostępna dla wszystkich kobiet. Czemu ona pyta o rzeczy oczywiste. Czemu się przemyka jak cień? I od razu przypominam sobie tekst z poprzedniej terapii - Jeśli coś cie wkurza u kogoś, to zastanów się, czy nie ma tego w tobie. I nagle olśnienie. Przecież to ja przemykająca się prawie ukradkiem korytarzami, nieśmiała, zalękniona. I po tym doświadczeniu praca nad zmianą swojej nieśmiałości, co wcale nie jest takie proste.

Kiedyś dostałam zadanie, aby w formie listu napisać, co czuję do jakiejś wybranej części swojego ciała z którą mam kłopot. Od razu pomyślałam o moich oczach, bo mam w nich skomplikowany astygmatyzm. Zaczęłam z grubej rury od pretensji, że nie służą mi tak, jak powinny itd itd. Zakończyłam reprymendę i poleceniem, aby się poprawiły. 

Po czym kazano mi jakby przesiąść się na drugie krzesło. Teraz miałam poczuć się moimi oczami i miałam odpowiedzieć pokrzykującej osobie......poczułam się dzieckiem, które nie potrafi zadowolić ważnych osób. I znowu praca nad sobą i zmiana spojrzenia na siebie.

Terapia to zmiana zakodowanych w nas od dzieciństwa przekonań. Praca bardzo trudna, ale konieczna. Dziś wiem jedno. Nie jestem w stanie zmienić ludzi ani świata, ale mam możliwość zmienić swoje spojrzenie na siebie, na ludzi i rzeczywistość.

08:49, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
wtorek, 16 sierpnia 2016
Przyspieszenie.

                                  

Ostatnio bardzo często jeżdżę do Warszawy. Dziś byłam i jutro jadę. Kto wie, czy w piątek też lekarz protetyk nie każe mi przyjechać. Ale są już widoki na nową protezę zębową. Ten kto nie ma zębów wie, jaki to jest problem z jedzeniem. Nie ma gryzienia, to pozostaje łykanie. A przy takim odżywianiu kłopoty z żołądkiem tuż, tuż, tym bardziej, że na państwową protezę czekałam już długo, bo pół roku a dowiedziałam się ostatnio, że mogę na zrobienie jej liczyć w okolicach lutego 2017 roku. Kłopoty z żołądkiem już zaczęłam mieć i trzeba było wyskubać pieniądze na protezę robioną prywatnie. No ale jedna ważna sprawa zostanie załatwiona.

Teraz pozostaną jeszcze badania, prześwietlenie i wizyta u anestezjologa przed operacją stopy, a operacja zbliża się milowymi krokami. (12 IX) Wiem, że operowana będę pod całkowita narkozą, a szkoda. Chętnie posłuchałabym, co panowie doktorzy będą mówili podczas zabiegu. A może i sama poobracałabym trochę językiem, jako gaduła zawołana.

A tu trzeba jeszcze jako tako sprzątnąć dom, zanim przyjdzie pani Małgosia, bo ona nie posortuje  mi i nie poukłada różnych drobiazgów. Trzeba też dokończyć robienie przetworów, uprać brudne rzeczy, zrobić maglowanie maglem elektrycznym itd. Roboty huk, a czasu zaczyna być mało. Ale nie z takim trudnościami już się mierzyłam. Będzie dobrze i wszystko będzie gotowe na czas.

Mój mąż boi się mojej operacji. Ja do tej pory dzielnie się trzymałam, ale ostatnio i mnie zaczyna cykor chodzić po skórze.

Na zniwelowanie całego niepokoju i na poprawę nastroju piękny, melodyjny utwór.

15:57, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
niedziela, 14 sierpnia 2016
Jesień jesień już....

 

                            

Jesień zaczyna się w przyrodzie i jesień zaczyna się także we mnie. Widzę wyraźne zmiany. Już na nogi warto założyć wełniane skarpety, a na siebie jakiś polarek. Wieczorem trzeba łóżko wygrzać termoforem. Dopiero wtedy jest dobrze. A pamiętam mróz na dworze, ja w spodniach, a pod nimi gołe nogi i było mi cieplutko. I nie było to wcale tak dawno. Teraz moje centralne nie grzeje już tak mocno. Ciepło szybko ucieka. Trzeba je chronić warstwą ubrań. Zamiast szklanki zimnego mleka prosto z lodówki, wypijanej w lecie dla ochłodzenia, teraz miło usiąść przy kubku gorącej wody z sokiem malinowym. Ot! Coraz bardziej się starzeję. Widać to już gołym okiem. Jeszcze chęci różne są, ale możliwości coraz mniej. Taki taniec np. Aż tak, jak tancerka na filmie, nogami wywijać nie umiałam nigdy wcześniej, ale na dźwięk muzyki tanecznej moje nogi podrywały się do tańca. Teraz raczej patrzę niż tańczę. Żeby jednak nie wpaść w smuteczki i zadumę nad tym co już przeminęło Tango Dance - Caminito. Na fortepianie gra Richard Clayderman.

11:01, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
czwartek, 11 sierpnia 2016
Przerwa w szaleństwie.

Jestem zmęczona. Kręci mi się w głowie. Trochę podniosło mi się ciśnienie Albo zmienia się ciśnienie w powietrzu, albo coś mi zaszkodziło, a właśnie przed chwila zjadłam gęste lane kluski na mleku, albo się lekko przepracowałam. Mam ucisk w czubku głowy i źle reaguję na schylanie się. Czuję niepokój. Do przodu poszły leki na uspokojenie i na ciśnieni.  Mimo leków uspokajających i to dosyć silnych, ciśnienie podnosi mi się wolno, ale systematycznie do góry. Dopiero captopril zatrzymał je. Już mi niepokój lekko przechodzi, ale z kąpielą poczekam na męża. Wolę żeby był w domu, gdy ja będę siedziała w wannie. Też ma swoje kłopoty. Jest cukrzykiem i oprócz leków tylko spacer mu pomaga utrzymać cukier w normie, więc kreci się gdzieś z telefonem w pobliżu domu.

Teraz czekam, a jest godzina 21. Jutro mam jechać do Warszawy do lekarza protetyka, bo odkąd wyrwane u mnie zostały ostatnie dwa zęby i proteza, która do tej pory wisiała na dwójce, osiadła na dziąsłach, nie mogę nic gryźć. Wszystko łykam. Nie jest to zdrowe dla żołądka. Na protezę z kasy chorych czeka się wiele miesięcy, więc muszę zrobić prywatnie.

 Robię sobie przerwę od przetworów, bo ostatnie dwa dni były zbyt intensywne. A teraz spokojna muzyka i spać.

21:57, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (34) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 73