RSS
poniedziałek, 17 września 2018
Jak ten czas leci.

Dzień za dniem mkną coraz szybciej. Co ciekawe, gdy człowiek się nudzi to czas się wlecze. Gdy ten sam człowiek zajęty jest jakąś ciekawą działalnością, to czas mknie jak szalony.

Przez cały okres lata mój czas mknął. Ledwo mi go starczało na wszystkie zaplanowane czynności. Teraz zaczyna już mocno zwalniać. Podejrzewam, że sprzątanie mieszkania, które mnie, niestety, czeka, ma na to duży wpływ. Ponieważ nie mam jednak wyboru, to może przy dużym samozaparciu polubię np. segregowanie ubrań, które mnie czeka. Nigdy nie lubiłam tej czynności i efekt jest taki, że ciuchów, w których już od dawna nie chodzę, wisi na wieszakach na drążku cała masa. Ja nie lubię się rozstawać z moimi rzeczami. Gdy już jakąś rzecz oddam, to nagle zaczyna mi być ona bardzo potrzebna. Do dziś pamiętam beżową spódnicę, którą oddałam, bo była na mnie zbyt luźna. Dziś byłaby w sam raz. Ile ja się nawojowałam sama z sobą, aby pozbyć się sukienki, która zrobiła się dla mnie za ciasna. Ale ta sukienka to była pamiątka ślubu mojej Córki.. Byłam w niej na tym ślubie. Po takiej segregacji jestem wkurzona, niezadowolona i mam ochotę wrócić do ponownego przeglądania zawartości wora.

Moja koleżanka ma taką metodę. Gdy w jakimś ciuchu nie chodzi przez dwa lata, to się go pozbywa. Moje wiszą po kilkanaście lat.

01:05, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
piątek, 14 września 2018
Wychodzę na prostą.

     

Koniec wekowania. Taką mam nadzieję. Dziś jeszcze znajomy przyniósł mi kubeł ( nie kubełeczek) owoców pigwowca. Połowę już dziś zrobiłam, jutro dokończę robotę i będzie sok z plasterkami pigwy na zimę. Suszę owoce czarnego bzu na wypadek zaziębienia no i została kapusta do zakiszenia. Czas najwyższy zakończyć te roboty, bo trzeba się trochę wziąć za dom. Za sprzątanie pranie i maglowanie.

Muszę się pochwalić. Powiększony mam ogródek na warzywa. W przyszłym roku zamówię nasiona pomidorów i sama je wysieję i przygotuję sadzonki. Znajomi, którzy w tym roku wzięli ode mnie rozsadę już zamawiają sadzonki na przyszły rok.

Szlag mnie zaraz trafi. Tak się napracowałam, a został mi tylko kawałeczek wpisu. Nie mam cierpliwości, aby odtwarzać całość.

21:48, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
wtorek, 11 września 2018
Lekcja.

Jest noc. Godzina 1,30, a ja nie śpię. W łóżku poczułam ucisk w  karku i niepokój. I nagle przypomniałam sobie, że dziś nie wzięłam żadnych leków ani rano, ani wieczorem. Nic dziwnego, że wystąpiło złe samopoczucie.

Teraz leki już wzięłam, ale do łóżka położę się dopiero wtedy, gdy lekko podniesione ciśnienie wróci do normy. Siedzę i czekam. Żeby oderwać się od niepokojących myśli, zmieniłam ich kierunek i poszybowały one aż do roku 1980 i nagle znalazłam się w Rasztowie, gdzie był Ośrodek Leczenia Nerwic.

Właśnie odjechali moi bliscy: Mąż, Syn i Córka, którzy przywieźli mi zdobyte gdzieś banany. Ja wiem, ze oni bardzo się starali, cieszyli się, że dostanę owoce, które rzadko pojawiają się w sklepach. A ja boję się bananów. Gdzieś usłyszałam, że w bananach może być jad żmii. Nie chciałam moim bliskim robić i przykrości, więc po bohatersku zjadłam jednego banana. Rodzina odjechała, a ja zaczęłam spacerować co chwila do toalety. Tak minęła noc i następny dzień. Wieczorem nie miałam już zupełnie siły. Siedziałam na krześle w jadalni i myślałam tylko o tym, że będę musiała dowlec się do sypialni. I nagle słyszę, że wszyscy wybierają się na spacer. Miało być pieczenie kiełbasek na ognisku. Pani psycholog nie pozwoliła mi zostać w budynku i powlokłam się podtrzymywana przez koleżanki. Przeszliśmy chyba z kilometr. W czasie pieczenia kiełbasek stałam bez siły oparta o drzewo. Później powrót do budynku. Następnego dnia na psychoterapii jeden z pacjentów powiedział, że on nie wyobraża sobie, że można tak bezdusznie potraktować pacjenta, jak pani psycholog potraktowała mnie. I ja w tym momencie uzmysłowiłam sobie, że to była dla mnie ważna lekcja życiowa. GDY WYDAJE SIĘ CZŁOWIEKOWI, ŻE TO JUZ KRES JEGO MOZLIWOŚCI, ŻE WIĘCEJ JUŻ NIC NIE MOŻNA - TO MOŻNA JESZCZE BARDZO, BARDZO DUŻO, ALBO I WIĘCEJ.

Tę lekcję od tamtej pory wykorzystuję w życiu. Nie wiem jak by było z moim leczeniem porażonych, wykrzywionych nóg. Przecież lekarze nie dawali mi praktycznie żadnej nadziei na poprawę, a ja chodzę na całych stopach, a nie na zewnętrznej ich krawędzi. Nie wiem jak by było z moim samodzielnym jeżdżeniem do Warszawy, a ja mając 83 lata przebyty mikroudar i operację kręgosłupa czuję się samodzielną osobą. I nie jestem żadną siłaczką. Zdobyłam tylko wiedzę o własnych możliwościach.

Nie jestem pewna, czy tej historii nie opowiedziałam już wcześniej na blogu, ale dziś, wtedy zdobyta wiedza, znowu mi się przydała.

02:36, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
niedziela, 09 września 2018
Nowy kot.

Mówi się czasami: - Mam kota z całą kocią rodziną. Ale nie o takim kocie będzie mowa w dzisiejszym wpisie.

Nasza Kitusia znalazła sobie towarzystwo. Jest to rudy kot. Początkowo Kitusia chodziła na randki z tym kotem. Nawet miałam skargi sąsiadki, że zwierzaki biegają po jej ogródku i robią jej szkody. Podobno sąsiadce zginęła rybka ze zbiornika wodnego. Grzebią też u niej w ziemi, zasypując pozostawione nieczystości. Od kilku dni kot zaczął pojawiać się także na naszym terenie. Jest bardzo nieufny. Nie pozwala mi zbliżyć się do siebie, ale zaakceptował już mojego męża i nawet pozwala mu się pogłaskać.. Ten kot - to chudzina. Wystawiłam mu śmietankę i suchą karmę, bo innych smakołyków nie ruszył. Na razie uważnie mnie obserwuje i jest przygotowany do natychmiastowej ucieczki, ale śmietankę wypił i sucha karma znika. Wiele wskazuje na to, że kot do zimy się oswoi i zamieszka z nami.

21:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
Jesień.

                             

Wojciech Młynarski Jesienny Pan.

Choć nie wiem kto to jest
i nie wiem skąd go znam
Co dzień spotyka mnie
Jesienny śmieszny Pan

Parasol wielki ma
i zmartwień trochę też
przez pusty idzie park
w czerwony liści deszcz

Lecz gdy ostatni liść
ze smutnych spadnie drzew
on razem z białą mgłą
rozpływa się

Gdy park pożółknie znów
powróci znowu tam
jesieni szukać barw
Jesienny śmieszny Pan

A wtedy spotkam go
i pójdę z nim przez park
on będzie blisko tak
mych rąk mych warg

Gdy park pożółknie znów
i biała wzejdzie mgła
będziemy razem szli
Jesienny Pan i ja 

01:22, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
sobota, 01 września 2018
Lirycznie po małej przerwie.

Jestem. Wciąż jeszcze jestem. I dzięki Bogu. Jest mi tu całkiem dobrze. Mile wspominana choć durna młodość jest już dawna poza mną, lata dojrzałe przemknęły jak mrugnięcie okiem i znalazłam się w jesieni życia. Słońca jeszcze pełno, choć już trochę przymglonego, ale jest to piękna pora i roku i życia.

Więc można kochać... (wiersz klasyka)

Leopold Staff

Więc można kochać i nie wiedzieć o tem?
Po przypadkowym, najkrótszym spotkaniu
Dłoń sobie wzajem podać w pożegnaniu
I w dusz spokoju odejść - z bezpowrotem...

Lecz już nazajutrz, ledwo po rozstaniu,
W dzień ów zabłądzić pamięci przelotem
I stając, jakby przed czemś cudnem, złotem,
Uczuć się nagle sercem - na wygnaniu!

I odtąd wracać wstecz, wciąż i na próżno,
Przesiewać przeszłość wspomnienia przetakiem,
By coś w niej znaleźć, co było żywotem!

Lecz smęt mży jeno szarym suchym makiem,
Jak proch w klepsydrze, co szemrze: "Za późno!..."
Ach, można kochać i nie wiedzieć o tem!



08:48, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (21) »
sobota, 25 sierpnia 2018
Leje.

Po wściekłych upałach nastąpiło ochłodzenie. Co chwilę przechodzą silne opady deszczu. Nawet mój zielony bluszcz stojący w mieszkaniu ma krople wody na pędach.

Przy takiej pogodzie trudno było dziś wyjść nawet do ogródka, wiec cały dzień spędziłam w domu przy gotowaniu słoików. Zlałam też do butelek ocet jabłkowy. Robiłam go pierwszy raz, ale chyba mi się udał, bo jest kwaśny. W takie chłodne dni szaleję w domu przy napełnianiu i zamykaniu słoików i w ogródku na zagonkach. Pomidory się kończą. W przyszłym roku już w miesiącu marcu wysieję do skrzynek nasiona pomidorów różnych odmian, tych wczesnych i późnych, a przede wszystkim odpornych na zarazę. Dowiedziałam się od córki, gdzie takie nasiona kupić. W tym roku sama wyhodowałam sadzonki pomidorów i owoce były prawdziwymi okazami. Lubię zajęcia w ogrodzie. Lubię też swój dom, choć nie jest on ostatnio sprzątnięty i roboty w nim mnóstwo. Trudno! Podobno robota nie zając, nie ucieknie. 

A co z moim intelektem? Już wiem, że testy psychologiczne nie wyszły mi śpiewająco, a przynajmniej nie wszystkie. Badania u pani psycholog już dosyć dawno zostały zakończone, ale leżą w przychodni i czekają na moją wizytę u pani neurolog. Wtedy pewno trochę się dowiem, na co należałoby zwrócić baczniejszą uwagę. Gdy będę wiedziała na jakie funkcje pamięci należy zwrócić szczególną uwagę, to będę je ćwiczyć w domu. Już wiem, że powtarzanie całego szeregu cyfr w podawanej przez panią psycholog kolejności i w kolejności odwrotnej trochę mi się myli. A było świetnie jeszcze 10 lat temu, gdy to badanie miałam robione w szpitalu.

I chociaż całkiem dobrze siedzi mi się w domu, to jednak wkrótce znowu zacznę jeździć do Warszawy na rehabilitację. Chodzę już prawie bez kłopotów, ale jest jeszcze trochę mięśni, które domagają się oka i ręki pana Jurka. Mam nadzieję, że we wrześniu nie będzie już takich upałów jak w miesiącu sierpniu.

Dochodzi godzina 24. Jeszcze tylko piękna muzyka i myk pod kołdrę do nagrzanego już łóżeczka.

23:51, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
czwartek, 23 sierpnia 2018
Ale piękne wykonanie...

Co można do takiego wykonania jeszcze dodać? Nic. Można się tylko zasłuchać.

Do jutra.

21:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
sobota, 11 sierpnia 2018
Lato! Zostań dłużej!

Julian Tuwim

Strofy o późnym lecie

 Zobacz, ile jesieni!
Pełno jak w cebrze wina,
A to dopiero początek,
Dopiero się zaczyna.

Nazłociło się liści,
Że koszami wynosić,
A trawa, jaka bujna,
Aż się prosi, by kosić.

Lato w butelki rozlane,
Na półkach słodem się burzy.
Zaraz korki wysadzi,
Już nie wytrzyma dłużej.

A tu uwiądem narasta
Winna jabłeczna pora.
Czerwienna, trawiasta, liściasta,
W szkle pękatego gąsiora.

Na gorącym kamieniu
Jaszczurka jeszcze siedzi .
Ziele, ziele wężowe
Wije się z gibkiej miedzi.

Siano suche i miodne
Wiatrem nad łąką stoi.
Westchnie, wonią powieje
I znów się uspokoi.

Obłoki leżą w stawie,
Jak płatki w szklance wody.
Laską pluskam ostrożnie,
Aby nie zmącić pogody.

Słońce głęboko weszło
W wodę, we mnie i w ziemię,
Wiatrem oczy przymyka.
Ciepłem przejęty drzemię.

środa, 08 sierpnia 2018
Co by tu jeszcze?

Mój zapał do wytwarzania różnych owocowych i warzywnych smakołyków na zimę jest wielki, jak zwykle w lecie. Każdego dnia robię i wynoszę do piwnicy przynajmniej kilka nowych słoiczków, które są dokładnie przeze mnie opisane. Opisuję przetwory, bo wolę przeczytać, co w którym jest zamknięte, niż się domyślać. Jutro rano zbiorę resztki ogórków z tych, co wysiałam wczesną wiosną i zrobię kilka słoiczków ogórków konserwowych. Ogórki z drugiego siewu już rosną. Mam nadzieję, że jeszcze będą trochę owocowały.

Na szafce leżą już kupione papryki, (14 sztuk) z których powstanie peperonata, a z dojrzewających pomidorów zrobię przecier. Bez własnego przecieru nie wyobrażam sobie gołąbków, ani zupy pomidorowej w zimie.

Dzięki temu, że córka przysyła mi z Bieszczad czystą pektynę bez żadnych dodatków, mogę robić przeróżne dżemy. I tych dżemów stoi już cały rząd na półkach. W ogrodzie mamy kilka drzewek i są własne owoce. Wystarczy wyjść do ogrodu i się rozejrzeć. Tu spadnie brzoskwinia, tam jabłko i już jest nowy słoiczek.

Zaczynają dojrzewać maliny. Z jednej strony bardzo się z tego cieszę. Z drugiej jednak wiem, że zbieranie co dwa, trzy dni owoców, to ciężka praca. Wiążę sobie kubełeczek przy pasie i spokojnie krzak za krzakiem obrywam owoce. Kubełek staje się coraz cięższy i zaczyna boleć kręgosłup. Dobrze, że mi mąż pomaga, bo malin jet sporo. Po powrocie do domu trzeba maliny szybko przerobić, bo to nie jest trwały owoc, więc następnych kilka godzin jest gotowanie ich, odlewanie soku, przecieranie owoców i robienie dżemu. 

I w ten sposób nie tylko przygotowuję się do zimy, ale przede wszystkim zajmuję sobie głowę przyziemnymi sprawami, aby nie myśleć o tym, co się dzieje w polityce. Wiem, że zachowuję się jak struś chowający głowę w piasek, ale trudno. Sama muszę zadbać o swoje zdrowie nie tylko fizyczne, ale też psychiczne. Tylko ciekawe, kto te wszystkie zapasy będzie jadł? Kiedy przyjeżdżają do nas dzieci i chcą pić, to nie proszą o sok z piwnicy tylko ten ze sklepu. Dzieciom i wnukom też wygodniej jest odwiedzić sklep, niż brać coś od nas. Ale mnie to wcale nie zniechęca do pracy.

 

 

01:02, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 104