RSS
niedziela, 17 września 2017
Jesienne nastroje.

 

Coś nie zapowiada się na złotą polską jesień, ani na babie lato. deszcze i chłody są każdego dnia. Po ostatnim dniu upałów pod koniec sierpnia, z dnia na dzień nastała plucha i gdyby nie liście wciąż wiszące na drzewach, to pogoda prawie listopadowa. Siedzę w domu, jak stary grzyb i tylko wymyślam, co tu jeszcze upchnąć w słoikach i skąd brać małe słoiki, bo te są najwygodniejsze. Jeszcze trochę i zacznę obierki z ziemniaków przerabiać, jak mi się skończą pomysły. No, ale czymś trzeba się zająć. Choćby tylko po to, żeby pracowały ręce, bo już nawet nie głowa. Głowę trzeba oszczędzać. Ostatnio ta moja głowa trochę mnie zaniepokoiła. A spowodowała to moja pamięć krótkotrwała i jakieś dziwne uciski w jej wierzchu. Poszłam do sklepu i spotkałam swoja dawną uczennicę. I nagle w ułamku sekundy zapomniałam jak ona ma na imię. Przed chwilą wiedziałam i pustka. Do dziś nie mogę sobie przypomnieć, a im bardziej usiłuję sobie przypomnieć, tym silniejsza blokada pamięci następuje. Moja koleżanka, której poskarżyłam się, powiedziała. Trudno, żebyś pamiętała imiona wszystkich swoich uczniów. Ale ja wiem, że to tylko pocieszanie. Kiedyś szłam do sklepu. Listę zakupów miałam w głowie, a nie na kartce i nigdy niczego nie zapomniałam kupić. Stosowałam taką metodę. Liczyłam ile mam zrobić zakupów. Produkty do kupienia ustawiałam alfabetycznie i liczyłam ile ich wszystkich powinno być. (np. masło, mleko, maślanka, pieczywo, ziemniaki 5 rzeczy do zapamiętania, itd. czyli włączałam alfabet i cyfry) Czasami tych zakupów było dużo, a ja starałam się pamiętać 12 i więcej produktów i nigdy pamięć mnie nie zawiodła. Teraz dobrze, jak z kartką wszystko kupię. Pewno tę pamięć i kojarzenie trzeba ćwiczyć. Ale czy to pomoże? Najważniejsze, że nie zaszkodzi.

15:14, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
wtorek, 12 września 2017
Nie wyłażę z garów.

Od początku wakacji nie wyłażę z garów. Ostatnio zrobiłam pastę pomidorowo-paprykową z przepisu Skarlet. Jest pyszna. Trochę się namieszałam drewnianą łyżką w wooku, podczas zagęszczania pasty, ale warto było. Moje znajome, które jej spróbowały też będą taką pastę robiły. Jeden słoiczek zaniosę obok jakiejś postnej potrawy na kolację wigilijną. Jeszcze tylko zleję sok z pokrojonej i zasypanej cukrem pigwy, zapasteryzuję go, zrobię dżem z odsączonych owoców i za tydzień lub dwa gdy dojrzeje czary bez, to z jego owoców zrobię sok na zimę na przeziębienie. Będę go używała zamiast leków aptecznych. Jeszcze się zastanawiam, czy nie zakisić trochę kapusty. Co własna kiszonka - to własna. Bez żadnych kwasków itd. A do tego będzie w niej dużo soku, który jest nie tylko zdrowy, ale i przepyszny.

Czyli u mnie kot z całą kocią rodziną.

Dziś jeszcze raz ćwiczę wstawianie utworów muzycznych. Utwór Perła w wykonaniu Ernesto Cortazara.

19:51, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
czwartek, 07 września 2017
Znowu próba z wstawianiem muzyki.

Dziś najpierw muzyka, bo nie mogę zapomnieć instrukcji.

No i po opublikowaniu z zapisanego kodu ma się zrobić muzyka. Ano zobaczymy.

Inaczej się teraz trochę wstawia muzykę, niż było to do tej pory.

18:41, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
środa, 06 września 2017
Jesień zagląda do naszych okien.

         

Pogoda paskudna. leje, siąpi, mokro bez przerwy. Po upałach bez żadnego łagodnego przejścia od razu zimno, wietrznie i dżdżyście. Kotka obżera się nieprzytomnie, więc wnioskuję, że nadchodzą dłuższe, spore chłody, a może ostra zima. Wszystko możliwe.

Do takich nagłych zmian w pogodzie człowiekowi też trudno się przystosować. Ja chodzę ospała, coraz częściej zawieszam się wpół słowa, potrzebne do wypowiedzi wyrazy uciekają mi z głowy, jak spłoszone nagle ptaki.

                   

J e s i e ń

Jesień mnie cieniem zwiędłych drzew dotyka,
Słońce rozpływa się gasnącym złotem.
Pierścień dni moich z wolna się zamyka,
Czas mnie otoczył zwartym żywopłotem.

Ledwo ponad mogę sięgnąć okiem
Na pola szarym cichnące milczeniem.
Serce uśmierza się tętnem głębokiem.
Czemu nachodzisz mnie, wiosno, wspomnieniem?

Tak wiele ważnych spraw mam do zachodu,
Zanim z mym cieniem zostaniemy sami.
Czemu mi rzucasz kamień do ogrodu
I mącisz moją rozmowę z ptakami?

Leopold Staff




 

21:33, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
niedziela, 27 sierpnia 2017
co dzisiaj?

 

 

Ostatnie dwa dni miałam bardzo pracowite. Upiekłam pasztet z bakłażanów i pieczarek. Za chwilę idę wyjmować go z piekarnika. Ciekawa jestem, czy będzie dobry? Spróbowałam. Jest trochę dziwny, dosyć spoisty i ostry. Nic dziwnego. Dałam do zmiksowanych pieczarek i bakłażanów sporo kaszy mammy i trochę mąki ziemniaczanej, nie mówiąc o ostrych przyprawach. Dopiero jak się na wierzch da majonezu to nabiera smaku. Upiekłam go, bo mam dość wędliny wszelakiej. To nie znaczy, że wędliną obżerałam się ostatnio bez opamiętania. Po prostu w lecie mięsa się nie chce jeść, tym bardziej, że wciąż pamiętam smaki kuchni wegetariańskiej.

Miałam napisać o wałku do rolowania ciała. Kupiłam trzy w jednym, czyli kijek wyrzeźbiony, kręcący się na osadzonych rączkach i dwa wałki: jeden cieńszy z piankowymi wypustkami, drugi grubszy - gładki. Jeden w drugi i trzeci się chowają i powstaje z trzech jeden wałek. Rollery świetnie się nadają do rolowania wszelkich bolących miejsc w ciele i do tzw. zespołu niespokojnych nóg. Już je wypróbowałam. Pan rehabilitant twierdzi, że nie można sobie nimi zrobić krzywdy.Trzeba masować z wyczuciem, spokojnie. Można delikatnie masować nawet szyję.

Co jakiś czas mam napięcia mięśniowo-powięziowe w ciele i wtedy na ogół mam noc z głowy. Ostatnio delikatnie rozmasowałam cienkim rollerem męczące miejsca i napięcia się uspokoiły. Pomyślałam, że można nimi także wałkować wszystkie bolące miejsca, np okolicę lewej pachwiny, która mnie często boli, gdy chodzę. Też pomaga. Rollery wykorzystuję także do rolowania ciała tuż po obudzeniu się, gdy ruszam palcami nóg i czuję w tych nogach bolce miejsca.

Dobrze, że je kupiłam.

20:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
Trochę tego i owego.

Dzisiejszy wpis - to raczej sprawozdanie, a nie opowieść, ale trudno.

Jutro znowu jadę na rehabilitację. Teraz, po opierdzielu, grzecznie już ćwiczę i na dodatek spowiadam się z tego, co robię. Prawie każdego dnia wysyłam sms-em wiadomość, co robiłam. Tak, jak pan Jurek kazał. Zrobiła się ze mnie grzeczna dziewczynka, a nie stanowcza starsza pani.To nie znaczy, że z chęcią do tych ćwiczeń się zabieram, ale jak mus, to mus.

Wczoraj wyciągnęłam z zamrażalnika kawałek pasztetu własnej roboty. Tuz po upieczeniu był zbyt słony, a teraz nagle nabrał smaku. Pewno najlepszy będzie, jak się skończy. Następny pasztet będzie wegetariański - z cukinii. Właśnie znalazłam w internecie przepis i jutro po powrocie z Warszawy kupię potrzebne produkty. Cukinia wisi na siatce odgradzającej naszą działkę od sąsiadów. Sąsiadka - bardzo miła osoba - nie przyznaje się do cukinii, która przelazła na moją stronę. Sama jestem ciekawa, co z tego przepisu się narodzi? Czy będzie to rewelacja, czy knot? Być może knot, ale to mnie nie zniechęca. Należę do eksperymentatorów.

Po ostatnich deszczach nie byłam jeszcze w ogródku. W ciągu tych kilku dni pewno są już do zbierania poziomki, późne truskawki, a być może także trochę malin. Na początku wiosny żaliłam się, że sadzonki malin się nie przyjęły, a tu wyrósł las. Jak dobrze pójdzie to będzie jeszcze trochę późnych owoców.

Zapada wieczór. Kot koło płota drażni się z psami, a w szczególności z Fionką. Co Fionka  podejdzie do płota, to kocica próbuje ją łapą z pazurami zaczepić. Jest odważna, bo od suki dzieli ją ogrodzenie. Jak psy biegają po całym obejściu, to kotka taka odważna nie jest. A ja idę za chwilę do wanny i do łóżeczka, które już na mnie czeka z utęsknieniem.

19:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (29) »
niedziela, 20 sierpnia 2017
Ale leje........

Dziś od rana leje deszcz. Przed domem i przed furtką stoi jezioro. Ja siedzę w domu i kombinuję, czym by się tu zająć. O wyjściu na dwór nawet do ogródka nie ma mowy. Komputer chyba od nadmiaru wilgoci zawiesza się co chwilę. Oszaleć można.

Wczoraj sprzątnęłam przyzwoicie dwie łazienki. Dziś nie wypada brać się za jakąś większą robotę, bo to niedziela, więc siedzę i myślę, czyli bawię się w myśliwego. Tego od myślenia, a nie tego od flinty i strzelania do zwierzaków. U nas wszystkie zwierzaki są bezpieczne. Kiedyś mój mąż na naszej działce znalazł jeża i przyniósł go do domu. Jeż miał na szyi ciasno zawiązany sznurek. Mój mąż delikatnie i z dużym trudem ten sznurek podwadził i ostrożnie go przeciął, a jeża wyniósł do lasu. Nawet szkoda mi było, bo nie miałabym nic przeciwko temu, żeby taki tuptuś łaził po mieszkaniu. Ale pewno zwierzakowi lepiej na wolności niż w domu. 

Z nudów kombinuję, co tu robić i oczywiście przychodzą mi do głowy same ciekawe pomysły. Np. A może by ususzyć trochę pomidorków koktajlowych, a później włożyć je w aromatyzowaną oliwę z oliwek? Mam sporo takich pomidorków w ogródku, bo pięknie krzaczki obrodziły. Szkoda je zmarnować. Tylko jest pytanie zasadnicze: - Czy lepiej zmarnować te pomidorki, które rosną na krzaczkach, czy te, które być może nieumiejętnie wysuszę, po czym wypierdzielę spokojnie na kupę kompostową. A może ktoś z Was takie pomidorki robił i zechciałby się podzielić swoimi doświadczeniami. Za wszelkie pomysły będę wdzięczna.

Wszystkich moich Czytelników serdecznie pozdrawiam.

11:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
wtorek, 15 sierpnia 2017
Wtorek.

Jest godzina 22,10. Za oknami noc, a ja siedzę jak skwara skulona przed komputerem, okryta kocykiem i  usiłuję napisać coś sensownego. 

Jedyna sensowna informacja jest taka, ze dziś rano byłam na rehabilitacji w Warszawie. Pan Jurek, opierdzielił mnie że nie ćwiczyłam przez te dwa tygodnie, kiedy on był na urlopie. Zrobił to bardzo delikatnie i taktownie, ale dosyć skutecznie. Dodał, że jeśli nie będę ćwiczyć, to moje mięśnie będą wracały do wcześniejszego wadliwego ułożenia i że będzie to błędne koło.

Toteż moje silne postanowienie jest następujące: Od jutra wracam do jogi leczniczej i oczywiście do ćwiczeń zadanych przez pana Jurka. Zamawiam roler (wałek z karbami) do rolowania ciała i zabieram się do roboty. Przy okazji dowiedziałam się, że niespokojne nogi w nocy to nic innego jak napięcia mięśniowo-powięziowe i że rolowanie tych męczących miejsc wałkiem (rolerem) może pomóc w tej dolegliwości. Już znalazłam instrukcję jak posługiwać się tym urządzeniem.  Treść instrukcji zamieszczona jest w internecie pod tytułem: Rolowanie mięśni - po co i jak to robić?

Poza tym od jutra biorę się za dom i taras. Z tarasu trzeba sprzątnąć kilka skrzynek i doni i  wpuścić trochę powietrza wśród gęsto poustawianych doniczek z roślinami.

23:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
niedziela, 13 sierpnia 2017
Informacja.

                      

W ostatnim czasie Administracja zamknęła blog Skarlet.albert. Nie wiem, co Administracja wzięła pod uwagę. Mogę się tylko domyślać, a domysły nie zawsze są zgodne z rzeczywistością. W związku z tym, że nie wiem, o co chodzi, ja także poczułam się niepewnie.

Był taki okres, gdy kilka osób założyło drugi blog u innego Administratora. Ja poprosiłam, aby Dobry Duszek założył drugi blog także dla mnie, bo sama nie umiałam tego zrobić. No i ten drugi blog jest. Tak na wszelki wypadek. Nazwę mojego nowego bloga podaję w komentarzu.

Blog obecny będę dalej prowadziła, bo go lubię. Tu spotkałam serdecznych, życzliwych ludzi i nie chcę się z nikim rozstawać.Tu zapisałam wiele swoich różnych przemyśleń i dalej będę pisała szczerze o sobie. Serdecznie zapraszam do odwiedzin.

10:30, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (25) »
piątek, 11 sierpnia 2017
Na razie nauka idzie prawie w las, a nie w nas.

Do języka angielskiego nie zasiadam systematycznie, czyli każdego dnia, ale staram się pracować z programem Duolingo kilka razy w tygodniu. Pierwsze moje samodzielne odkrycie dotyczyło słowotwórstwa. Zobaczyłam, że spider to po angielsku pająk, a man to mężczyzna. Połączenie tych dwóch wyrazów spiderman, lub Spider Man to inaczej mężczyzna pająk. Ale się ucieszyłam z tego odkrycia, jakbym nieoczekiwanie znalazła ze dwadzieścia złotych w kieszeni. Niby drobiazg, a cieszy.

Potrafię już przetłumaczyć obrazki i zdania w programie Duolingo, ale niestety, nie rozumiem w ząb angielskich wypowiedzi nawet tych najprostszych. Może, gdyby mówiono wolno i wyraźnie, to zrozumienie wypowiedzi byłoby dla mnie przynajmniej częściowo osiągalne, ale szybka mowa to jak trzaski, które nie mają żadnego znaczenia. Nic z nich nie łapię. Myślę, że w dużym stopniu trudność dotyczy tego, że inaczej wyrazy angielskie się zapisuje, a inaczej wymawia, a być może także skraca.

Ostatnio mój przyszywany wnuk, czyli tatuś moich prawnuków powiedział, że wystarczy poznać, jeden wyraz obcy w ciągu dnia, aby po roku móc się jako tako porozumieć z obcokrajowcem. Zabrzmiało to bardzo optymistycznie i tego na razie się trzymam.

Mam świadomość tego, że języka obcego nie nauczę się już w zadowalającym stopniu. Nie będę już biegle posługiwała się językiem angielskim. Ważne, że ruszam szarymi komórkami. Jest to rodzaj gimnastyki umysłowej. 

23:02, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91