RSS
środa, 14 listopada 2018
Są z nami.....

Żeby te zdjęcia wstawić do bloga siedziałam dziś przy komputerze cały dzień i próbowałam je zmniejszyć do żądanych rozmiarów.                     

  

  To nasi przyjaciele Kitusia i Fionka.

Kocica jest rozpuszczona jak dziadowski bicz. Wieczorem wskakuje mi na biurko i kładzie się pod włączoną lampką i komputerem. Jest jej cieplutko w futro i ani myśli ułożyć się gdzie indziej. Uważa, że to jest jej miejsce, a nie moje. Lubi być głaskana. W nocy wędruje po całym mieszkaniu. Często zmienia miejsca do leżenia. Wybiera zwykle fotel między dwoma drzewkami w pokoju lub fotel koło mojego Męża, albo moje łóżko. Ponieważ swoje łóżko podgrzewam termoforem, to Kitusia układa się na wygrzanej kołdrze. Czasami rano znajdujemy na podłodze leżącą martwą mysz. Wcześniej, gdy nie mieliśmy koteczki był problem z mysimi lokatorami. Myszy właziły za szafki i do szafek i trudno je było wykurzyć. Mam co prawda pułapki, które łowią żywe myszy, ale jak pomyślę, że taka przerażona mysz siedzi całą noc w maleńkim zamkniętym tuneliku, to dreszcze mnie przechodzą. A jeszcze mogłabym zapomnieć o małej biednej myszce. Sama mam klaustrofobię i nie będę jej fundowała komu innemu. Myślę że szybka śmierć w kocich pazurach jest bardziej humanitarna.

Fionkę znalazła w lesie wraz z całą psią rodziną znajoma pani weterynarz. Cała psia rodzina była w opłakanym stanie. Pani zabrała psy do siebie, podleczyła je i zaczęła szukać dla zwierząt domów. Fionka, jako mały szczeniaczek, najpierw trafiła do mojej wnuczki do Warszawy i tam miała już dobrze, ale gdy chłopcy przyjechali do nas z sunią, to już u nas została. Kiedyś zrobiło mi się bardzo przykro. Potrzebna mi była gracka do walki z chwastami w ogródku i chwyciłam za drewniany trzonek gracki. Fionka, która poza pieszczotami i opieką nie spotyka się u nas z innymi zachowaniami na widok kija, runęła przerażona do piwnicy. Pewno musiała być bita przez poprzedniego właściciela. Ma tu towarzystwo. To drugi nasz piesek, co prawda to już staruszek, ale jeszcze po ostatniej operacji, w czasie której pan dr. usunął mu kilka zepsutych, bolących zębów biega i cieszy się życiem. To przyjaciel mojego Męża. Gdy mój Mąż chodził na spacery ulicami, to nagle wyskakiwał Mały i szedł krok w krok za moim Mężem.

Zwierzęta żyją z sobą, jak pies z kotem. Kocica jest stroną atakującą. Podchodzi do ogrodzenia, za którym są pieski, wabi je do płota, a później atakuje pazurami.

Barbara Borzymowska
Siada Pan Bóg wieczorem


Siada Pan Bóg wieczorem przy kominku, zmęczony
W wysiedzianym fotelu, wreszcie w starych kapciach
Wzdycha ciężko i smutno, potrząsając głową
Ciężko być Panem Bogiem w takich trudnych czasach
Panie… z pyskiem na Bożej nodze mruczy Boży Pies
Ten Azor, ten z wioski pod lasem, ma za krótki łańcuch
Widzę, że jesteś zmęczony, ale wiesz, jak to jest…
I, Panie Boże,ta Bella, co oszczeniła się w lesie
Umarła wczoraj.
Z głodu.
Anioł duszę już niesie.
Ale wzięliśmy mamę, a dzieci zostały same…
I w lesie psa ktoś przywiązał, bo miał już jego dość
Daj żeby jeszcze dzisiaj szedł lasem inny ktoś
Pomyśl o psach, które tęsknią, i wszystkich tych, co są głodne
I o tych, które są bite, i wielu tych, co samotne
I przejechanych na drogach – żeby trafiły do Boga…
Panie… jesteś zmęczony, ale wiesz, jak to jest
One mnie proszą o Ciebie, mruczy do Boga pies
- dobrze już, dobrze, piesku, zrobimy wszystko w lot
- z boku, na cichych łapach, skrada się Boży Kot..
 

18:38, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
wtorek, 13 listopada 2018
Po rehabilitacji.

Właśnie wróciłam z rehabilitacji. W robocie była prawa noga z podkurczającym się środkowym palcem. Pracowali nad nią kolejno dwaj sympatyczni młodzi panowie, a ja się darłam mało nie ochrypłam. Ale takie darcie - to standard. Nie ma litości. Albo litość, albo lepsze chodzenie. Coś za coś.

Teraz siedzę w domu rozbita i niemrawa.


Podobno umiem już robić zdjęcia nowym telefonem, ale co z tego, jak tych zdjęć nie umiem wstawić do bloga. Telefon jest nowoczesny. Ma duże litery i sporo różnych bajerów, do których podchodzę jak pies do jeża. W poprzednim telefonie wszystko było proste. W tym wszystkiego muszę się uczyć od podstaw.


Mój brat cioteczny przed chwilą nauczył mnie jak wstawiać zdjęcia z telefonu do bloga. Wielkie dzięki Wojtusiu.

Samo wstawianie zdjęć muszę jednak odłożyć do jutra, bo zdjęcia są zbyt duże i muszę je zmniejszać, a to będzie trochę pracy.

18:42, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 12 listopada 2018
Jesienny spacer.

Dziś przyjechała do nas teściowa mojej córki - sympatyczna Teresa. Najpierw były pogaduchy w domu, a później poszłyśmy na spacer do lasu. Pogoda była piękna, zupełnie nie listopadowa. Szłam lekko ubrana w bluzkę, lekkie spodnie i kamizelkę. Przeszłyśmy kawałek ścieżką dydaktyczną, ale był tam taki tłok, jak na Marszałkowskiej w Warszawie. Ten tłok wyraźnie nas rozpraszał, więc postanowiłyśmy wrócić przez las do domu. Szło nam się dobrze, początkowo po miękkim mchu między drzewami, a później ścieżką.

Tu miało być zdjęcie lasu, ale niestety nie umiem jeszcze robić zdjęć swoim nowym telefonem. Próbowałam, ale nic się nie zapisało w aparacie. Trudno. Muszę się jeszcze pouczyć. Zamiast zdjęcia będzie niżej piękny wiersz Tuwima - W lesie..

 Widać było, że ludzie tędy chodzili. Grzybów nie było, natomiast leżało kilka pustych butelek i trochę śmieci. Doszłyśmy do betonowej drogi, która prowadziła przez las do sąsiedniej miejscowości.

I tu nagle straciłam orientację w terenie. Każdy kierunek mógł być ten właściwy lub niewłaściwy. Wcześniej ten kawałek lasu między rzeką, a naszą ulicą znałam jak swoją własną kieszeń. Teraz to się zmieniło. Las jest duży, a ja od momentu, gdy dostałam niedowładu nóg (13 lat temu) przestałam go odwiedzać. Widziałam go tylko wtedy, gdy szłam ulicą obok niego do domu.

Nie było wyjścia trzeba było dzwonić po pomoc do mojego Męża. Przyjechał szybko i okazało się, że byłyśmy już blisko naszego miejsca zamieszkania.

Julian Tuwim.

W lesie

Na twardych korzeniach ślisko, 

Na mchu głęboko i miękko, 

Mrowi się wściekłe mrowisko: 

Kopiec drgający męką. 

 

Przez drzewa miga drzewami, 

Mokro i ciepło po deszczu, 

Pachnie miękkimi grzybami, 

Gałązki skrzypią-trzeszczą. 

 

I wtem - jak z cebra - na świerki 

Słońce chlusnęło, wylało, 

I poszły ćwierki-przećwierki, 

Zaświegotało, załkało... 

 

Zatriotrulitreliło, 

Frunęło śpiewem z wierzchołka, 

Ptakom się w dziobkach sperliło

I niebem płuczą gardziołka! 

 

Jarzeniem ocieka wszystko, 

Lepko na korze pod ręką, - 

I wre rozwścieczone mrowisko: 

Kopiec drgający męką. 



 

18:27, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
sobota, 10 listopada 2018
Wystąpienie Donalda Tuska w Łodzi.

Dziś mieli nas odwiedzić goście. Zajęta przygotowaniami weszłam na chwilę do pokoju i zobaczyłam, że przemawia Donald Tusk. Zatrzymałam się na moment i już pozostałam. Takiego wystąpienia nie słyszałam od bardzo dawna. Pan Tusk mówił o polityce światowej, mówił o Polsce i jej problemach. Słowa skierowane były do wszystkich Polaków. Cała przemowa była świetnie przygotowana i wygłoszona. Już dawno nie słyszałam wypowiedzi tak logicznie skonstruowanej i tak prosto i jednocześnie przekonująco przekazanej słuchaczom.

- To jest wypowiedź męża stanu. Wreszcie po kilku latach bełkotu i jątrzenia usłyszałam mądrą i piękną wypowiedź - pomyślałam.

I nagle nadzieja wstąpiła w moje serce. Może wkrótce nadejdzie dzień, że zaczniemy wszyscy w kraju mówić naszym pięknym językiem polskim bez stosowania oskarżeń, manipulacji i uogólnień. Może nasz język z bogatą historią, w którym poeci i pisarze tworzyli literaturę przestanie być orężem w walce ze współbraćmi, a zacznie służyć do porozumiewania się i do wyrażania tego, co nas łączy.

Modlitwa

(Kwiaty Polskie I/II/VIII fr.)

My ludzie skromni, ludzie prości,
Żadni nadludzie ni olbrzymy,
Boga o inną moc prosimy,
O inną drogę do wielkości:

Chmury nad nami rozpal w łunę,
Uderz nam w serca złotym dzwonem,
Otwórz nam Polskę, jak piorunem
Otwierasz niebo zachmurzone.
Daj nam uprzątnąć dom ojczysty
Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych
Jak z grzechów naszych, win przeklętych.
Niech będzie biedny, ale czysty
Nasz dom z cmentarza podźwignięty.
Ziemi, gdy z martwych się obudzi
I brzask wolności ją ozłoci,
Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,
Mocnych w mądrości i dobroci.
A kiedy lud na nogi stanie,
Niechaj podniesie pięść żylastą:
Daj pracującym we władanie
Plon pracy ich we wsi i miastach,
Bankierstwo rozpędź - i spraw, Panie,
By pieniądz w pieniądz nie porastał.
Pysznych pokora niech uzbroi,
Pokornym gniewnej dumy przydaj,
Poucz nas, że pod słońcem Twoim
"Nie masz Greczyna ani Żyda".
 (. . . . . . . . . . .)
Piorunem ruń, gdy w imię sławy
Pyszałek chwyci broń do ręki,
Nie dopuść, żeby miecz nieprawy
Miał za rękojeść krzyż Twej męki.
Niech się wypełni dobra wola
Szlachetnych serc, co w klęsce wzrosły,
Przywróć nam chleb z polskiego pola,
Przywróć nam trumny z polskiej sosny.
Lecz nade wszystko - słowom naszym,
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość - sprawiedliwość.
Niech więcej Twego brzmi imienia
W uczynkach ludzi niż w ich pieśni,
Głupcom odejmij dar marzenia,

                 A sny szlachetnych ucieleśnij.  

Tu wszędzie jest moja ojczyzna - Piękna Piosenka Patriotyczna                  

                                                                    
19:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
piątek, 09 listopada 2018
Ucz się Marysiu, ucz!

Przed nami wielkie święto, ale o obchodach napiszę później. Dziś będzie notka o aktualnościach.

Mam nowy telefon. Jest duży i bardzo nowoczesny. Jest to Samsung smartfon. Z jednej strony to dobrze. Chciałam, żeby były na aparacie duże litery, co przy mojej bardzo dużej wadzie wzroku, jaskrze i postępującej zaćmie jest istotne. I takie litery są. Ale już widzę, że wszystkich operacji będę się musiała uczyć od początku. Młody człowiek bierze taki nowy aparat do ręki, klik,klik, tu przesunie palcem, tam naciśnie jakiś napis i wszystko mu wyskakuje jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, a ja pocę się, sapię i wytężam mózg do granic jego możliwości. Już nauczyłam się jak wpisać kontakty, bo w tym telefonie jest inna karta i zadzwoniłam do syna i wnuczki i mało z dumy nie pęknę, że taka mądra jestem. Natomiast nie wiem, czy będę umiała odebrać telefon, gdyby ktoś do mnie zadzwonił. Krótko mówiąc znowu się uczę, co pewno moim szarym komórkom się przyda, ale na razie w sprawach dotyczących techniki czuję się jak małe dziecko we mgle.

Ennio Morricone - For Love One Can Die (flying over the clouds)

17:59, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
piątek, 02 listopada 2018
A było to nie tak dawno.

 

Chciałam otworzyć mój blog i widocznie kliknęłam nie tu, gdzie trzeba, bo otworzył się mój wpis wstawiony dwa lata temu. Przeczytałam, że trudno mi chodzić, bo stopa się napina i mocno leci w bok na krawędź stopy.


Spojrzałam w dół na swoje nogi. Dwa lata mnie dzieli od tego poprzedniego wpisu, a jaka różnica. Stopy stawiam normalnie jak każdy człowiek chodzący bez problemów. Niczym się nie podpieram. Nie potrzebne mi są ani kule, które na pamiątkę stoją w kącie mieszkania, ani nawet kijki. O chodziku już nawet nie wspominam. Chodzik przydaje mi się tylko wtedy, gdy mój Mąż nie może mnie akurat podwieźć do sklepów, a ja muszę zrobić zakupy. Jak zbyt dużo chodzę, to tylko później trochę czuję kręgosłup i nogi robią się ciężkie.

ALE JAKA RÓŻNICA PO TEJ PÓŁTORAROCZNEJ PRACY!

Panie Jurku, Pani Moniko, Panie Mateuszu, jesteście wielcy. To Dzięki Wam ten mój sukces. Przez te półtora roku rehabilitacji raz w tygodniu zrobiliście więcej, niż wszyscy lekarze specjaliści, do których jeździłam. 

Wiem, że wytrwałość - to połowa sukcesu. Ale potrzebni są jeszcze fachowcy, którzy rehabilitacją pomogą i ukierunkują działanie także w domu. Jestem bardzo szczęśliwa.

Życie jest piękne. Świat jest pełen dobrych, życzliwych ludzi.

Do wszystkich, którzy będą czytali ten wpis uśmiecham się ciepło, promiennie. Życzę Wam wszystkim samych uśmiechów, radości i wiary, że nie tylko może być lepiej, ale że będzie lepiej.

Stanisława Celińska - Cudem jest  świat.

20:42, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
wtorek, 30 października 2018
Rady Chaplina dotyczące życia.

Po powrocie z rehabilitacji odpoczywam. Oczywiście przed komputerem.

W Demotywatorach znalazłam bardzo ciekawy tekst. Wstawiam go do bloga, bo mnie bardzo on poruszył i skłonił do zastanowienia się, co ważne jest w życiu. A może ten tekst zainteresuje także kogoś z Was. Zapraszam do lektury.

20:28, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
niedziela, 28 października 2018
No i jesień w pełnej krasie.

           

Siedzę teraz dużo w domu, bo na dworze mokro i chłodno.Do sprzątania w mieszkaniu się nie palę, raczej snuję się po mieszkaniu lub przesiaduję przy komputerze. Z atrakcji - to wyjazdy raz w tygodniu do Warszawy na rehabilitację i co jakiś czas oglądanie filmu w naszym nowym kinie.

Ostatnio wypożyczyłam z naszej biblioteki książkę "Andrzej Łapicki Jutro będzie "Zemsta". Dzienniki 1984-2005" ze wstępem Zuzanny Łapickiej - Nie wszystko o moim Ojcu". 550 stron + posłowie Zuzanny Łapickiej.

Czyta się ją świetnie. Andrzeja Łapickiego bardzo lubiłam jako aktora. Okazało się, że potrafi pisać zarówno o sobie, jak i o innych w sposób nieszablonowy. Są to krótkie wpisy do Dziennika, pełne humoru, pewnych uszczypliwości wobec innych z branży i nie tylko. Całość skrzy się od humoru i zaskakujących stwierdzeń.

A co u mnie więcej?

Stwierdzono u mnie na podstawie wykonanych badań III stopień niewydolności nerek. Na razie lekarze obserwują, co się dalej dzieje. Ja nie biorę jeszcze żadnych leków wspomagających nerki i nie wiem co mi wolno jeść, a czego nie wolno. Na wszelki wypadek, póki nie mam konkretnych zaleceń rąbię dziś na śniadanie miskę pysznych duszonych grzybków, które dostałam od Siostry. Nie mogę przecież dopuścić, żeby się zmarnowały. Siostra robi je rewelacyjnie, a to, co smakuje, podobno nie szkodzi.

11:02, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
sobota, 27 października 2018
@@@@@@@@@@

                           

Jest wieczór. Przede mną stoi talerzyk z dzisiaj upieczonymi ciastkami. Mój Mąż stwierdził, że są one bez żadnego smaku. I ma rację. Ostatnio każdy mój wypiek - to niewypał. Dziś też chciałam dobrze, a wyszło byle jak. A przecież tak bardzo się starałam. Najpierw przepis znalazłam w internecie, później odważyłam i odmierzyłam wszystkie składniki, wyrobiłam ciasto i wykleiłam nim foremki. Ciastka powinny być dobre, a wyszło próchno bez smaku. Pewno trzeba zakończyć robienie wypieków, a zająć się sprzątaniem mieszkania. Tylko, że ja jestem uparciuchem i próbuję dotąd, aż praca zakończy się z pozytywnymi efektami.

 

19:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
piątek, 26 października 2018
Przed Świętem Zmarłych.

Dzisiaj był objazd cmentarzy. Teraz jestem zamyślona i wyciszona. Myśli rozbiegają się w różne strony. Przed oczami mam asfaltową drogę wysadzaną drzewami owocowymi i kolejne cmentarze, które odwiedziliśmy. Odwiedziny Tych, którzy odeszli już do lepszego świata, zwykle powodują stawianie sobie różnych pytań i robienie rachunku sumienia. Czy zrobiliśmy wszystko, co do nas należało, a jeżeli nie, to dlaczego? Czy są wciąż z nami? Chcę wierzyć, że tak, że wciąż są, tylko w innym świecie.

Przy czym uważam, że nie jestem osobą bezkrytyczną, czy nawiedzoną, która wszędzie szuka niezwykłości i sensacji. Staram się być w kontakcie ze swoimi emocjami i staram się racjonalnie podchodzić do wszystkiego. Do wszelkich objawień podchodzę bardzo krytycznie. Ale wypowiedzi naukowców, lekarzy zajmujących się pracą mózgu biorę pod uwagę.

Czytałam gdzieś, że świadomość człowieka jest wieczna. Były to wypowiedzi naukowców. Dr Pim van Lommel kardiolog napisał książkę ,,Wieczna  świadomość", a skonsultował ją do polskiego wydania dr Tadeusz Wierzbicki - anestezjolog. Dr. Eben Aleksander neurochirurg wykładowca Harwardu przeżył śmierć kliniczną i wydał dwie książki na ten temat. To są tylko dwa wybrane przykłady specjalistów, którzy zajęli się tym tematem.

Po śmierci mojej Siostry usiadłam zgnębiona i patrzyłam na błękitne niebo za oknem. I nagle w ułamku sekundy zobaczyłam i poczułam, że za tym oknem jest bezmiar spokoju, którego nigdy tam nie widziałam, ani nie czułam. Patrzyłam z niedowierzaniem i wtedy ten bezmiar spokoju zaczął delikatnie przemieszczać się do środka. Jeszcze chwila i wszystko się rozpłynęło.

I mój sen po Jej śmierci: Znajdowałam się w jakimś pomieszczeniu i zobaczyłam moją Siostrę. Wiedziałam, że już nie żyje. Zaczęłam pytać, jak Jej tam jest. Odpowiedziała, że dobrze. Zaprowadziła mnie na jakiś dziedziniec i ujrzałam wielką, jasno oświetloną stację kolejową. Zapytałam: - Czy to ta? - Nie! - odpowiedziała i zaprowadziła mnie do murku, jakim zwykle otoczone są kościoły i pokazała na horyzoncie maleńkie ledwo widoczne światełko. - To ta! - powiedziała.

Od tamtej pory do dziś myślę, że to moja stacja.

I nasuwa mi się pytanie. Czy to, co przeżyłam po śmierci Siostry to były moje nieokreślone majaki, czy jakaś Energia.

Wiara Poezja Czesława Miłosza.

14:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 106