RSS
piątek, 31 stycznia 2014
Gość w dom...

Leniłam się, leniłam, aż tu nagle słyszę, że ma do nas przyjechać gość wnuka. Takiego pędu dostałam, że hej. Pokoje są już jako tako sprzątnięte, odkurzone (odkurzał przede wszystkim mąż). Z kwiatków poobrywałam suche liście.  Łazienki lśnią. Sedesy (3) czyściutkie. Od razu się przejaśniło. Żeby jednak nie wyglądało, że już taka całkowicie porządna się stałam, to powiem, że część rzeczy powynosiłam starym sposobem do kuchni - garderoby, bo tam, mam nadzieję, nikt nie będzie zaglądał. I w taki sposób zrobiłam porządek.

Teraz część druga. Jak gość, to musi być i coś szczególnego do poczęstowania. Przeleciałam przepisy ciast w internecie i wybrałam kruche ciasto z gorzką czekoladą i wiśniami. Postarałam się zapomnieć o bolących plecach i zabrałam się do roboty. Gdy ciasto już wsunęłam do piekarnika, nagle dotarło do mnie, że nie pamiętam, abym dodawała cukier. A bez cukru, co to będzie za ciasto? Upiekło się ładnie. Natychmiast spróbowałam i stwierdziłam, że jest świetne. Z cukrem byłoby przesłodzone. Wystarczyły lekko posłodzone wiśnie i słodka piana z kruszonką.

Oto moje ciasto,. Wyjęte jest już z piekarnika, ale nie wyjęte jeszcze z blachy.

Teraz na inny temat. Kupiłam sobie klapki, w których, mam nadzieję, będę chodziła już w czasie najbliższej wiosny. Zamówiłam je przez internet i właśnie dzisiaj przyszły. Wyglądają na wygodne, ale dziś je zmierzyłam i trochę mnie uwierają halluksy. Myślę, że z tym sobie poradzę. Są przecież plastry w aptece. Poza tym pewno trochę ułożą się do nogi.

To są moje nowe klapki.

Na razie zima jednak nie odpuszcza i w klapkach będę mogla pochodzić wyłącznie po domu, bo na dworze są zwały śniegu.

22:18, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
środa, 29 stycznia 2014
Bawię się.

  Całkiem fajny jest ten program graficzny. Siedzę i wymyślam. Najpierw miała być uśmiechnięta buzia słonka, ale uśmiech był taki, że obawiałam się, że będziecie mieć sny - koszmary, więc wszystko zmazałam gumką (oczywiście gumka z programu) i zaczęłam od nowa coś, co można z grubsza nazwać kompozycją. Nie jest to arcydzieło, bo nie może być. Dużo muszę się jeszcze uczyć. A nauka porusza szare komórki, więc żebym nie wiem co upaciepiła, to i tak będzie to z korzyścią dla mojej głowy. Może to nie być jednak z korzyścią dla Was, bo mogę tymi "pracami"naruszać Waszą wrażliwość estetyczną. Ale od czegoś się zaczyna. Wiem, że do perfekcji w operowaniu narzędziami przypisanymi do tego programu jest u mnie bardzo daleko, ale perfekcyjna nigdy nie byłam i nie zależy mi na niej. 

22:24, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
wtorek, 28 stycznia 2014
kolejny dzień.

Siedzę w domu zmęczona, ziewająca i lekko senna. Dzisiejszy dzień był dosyć trudny. Rano pojechałam pociągiem do Warszawy do lekarza. Śnieg lekko zacinał, nie było dużego wiatru, a czuło się jego podmuchy. Było zimno. Ludzie na czapki naciągali kaptury. Śmiałków z gołymi głowami nie było widać. Miałam nadzieję, że w Warszawie ulice są odśnieżone i że dobrze się będzie po nich chodziło, ale niestety. błoto pośniegowe zalegało wszędzie, na jezdniach i na chodnikach. Na Starym Mieście część chodników jest bardzo gładka, lastrikowa i tam trzeba było uważać najbardziej. Nawet buty ze specjalną podeszwą bardzo się ślizgały. Szczęśliwie dotarłam do przychodni bez wypadku.

Przemiły pan doktor dosyć długo zastanawiał się, skąd wzięły się moje kłopoty z nogami. Powiedział, że jestem bardzo trudnym przypadkiem. Dał mi skierowanie na następną serię rehabilitacji i skierowanie do poradni neurologicznej do szpitala na Sobieskiego. Rozważał możliwość wystąpienia u mnie w przeszłości mikroudaru, który rozpoczął cały późniejszy proces chorobowy.

Czyli praktycznie zaczynam wszystko od początku. Jestem już zmęczona i moim niedowładem nogi i jeżdżeniem po specjalistach. Dziś jestem zrezygnowana. Może jutro, jak się wyśpię, inaczej, bardziej optymistycznie spojrzę na sprawę.

Już ponad 8 lat walczę sama z sobą. Zmuszam się do tego, żeby wstać z fotela i coś zrobić. Do zmywarki przysuwam stołeczek, żeby się nie schylać przy wyjmowaniu i wkładaniu naczyń. Zmuszam się do chodzenia.  No i czekam z utęsknieniem na wiosnę. Wtedy wyciągnę rower, założę klapki profilowane i jazda po zakupy. Wtedy, nareszcie, będzie lepiej. Taką mam nadzieję.

20:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Piękno codzienności

Dzisiejszy wpis zacznę od pytania. Co zrobić, abym mogła szybko znajdować komentarze do wcześniejszych blogów. Gdy w Święta Bożego Narodzenia przejrzałam swoje wpisy, zorientowałam się, że pod wieloma są nowe komentarze, o których nie wiedziałam, że istnieją, bo wpisy w blogu poszły już mocno do przodu. Teraz każdego dnia wracam do poprzednich wpisów, żeby znowu czegoś nie przeoczyć. Może jest jakiś prostszy sposób?

Teraz gorąco dziękuję Ninelnsg5 za to, że pozwoliła mi wykorzystać slajdy muzyczne ze swojego bloga. Ninelnsg5 jestem Ci bardzo wdzięczna i za każdym razem, gdy będę słuchała muzyki moje ciepłe myśli będą z Tobą.

Ostatnio otworzył mi się świat muzyki. Mojej muzyki, bo ilu jest ludzi, tyle jest różnych gustów. Kiedyś lubiłam muzykę taneczną, rytmiczną. Dziś moje upodobania są już inne. Bardziej przemawia do mnie muzyka łatwo wpadająca w ucho, melodyjna i rozlewająca się, jak strumień wody, nasilająca się chwilami i wyciszająca. Według mnie piękna. Takiej muzyki poszukuję w internecie, a znalezioną słucham wiele razy. Po takim obcowaniu z nią czuję się jak zaczadzona. Muzyka jest we mnie, obok mnie nawet wtedy, gdy ostatnie takty dawno już się skończyły. Po wysłuchaniu dziś iluś nagrań z muzyką relaksacyjną nawet szare niebo pokryte całkiem chmurami, wydawało mi się, że rozjaśniło się lekko. Ot zaczęła się ze mnie robić romantyczka. A może ten romantyzm zawsze był we mnie, tylko nie wychylał się zbytnio.

Jutro jadę do lekarza. Ciekawe, co powie w sprawie moich nóg i kręgosłupa? Może znowu dostanę rehabilitację? Ostatnio jakby trochę lepiej chodzę. Potrafię już nawet palce nóg włączyć do pracy, co do tej pory było nierealne. Nawet we snach leczę swoje nogi. Dziś latałam do lekarzy po jakieś zastrzyki, oczywiście w marzeniach sennych. Może jeszcze będę śmigała, jak każdy zdrowy człowiek? Zobaczymy. To, co jest, na razie wygląda obiecująco.

 

 

 

14:30, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
niedziela, 26 stycznia 2014
Przeżycia duchowe

Skoro piszę o muzyce relaksacyjnej, wypada wstawić jakiś utwór. Znalazłam coś ciekawego, ale nie rzuca ona na kolana, jak ta, o której dalej mówię.

Niżej jest moja następna twórczość graficzna. Siedziałam przy niej pół dnia. Bardzo się starałam, a wyszło, jak wyszło. W każdym razie ta grafika jest dodatkiem. Nie współgra ona z tekstem i muzyką.

                               

 Bardzo lubię muzykę. Nie każdą, jednak. Lubię jeżeli utwór sam wpada w ucho, daje poczucie odprężenia i wyciszenia. Nie każda muzyka relaksacyjna jest moją muzyką.  Ja lubię, żeby współgrała ona ze mną. Ostatnio miałam okazję taką muzykę usłyszeć i obejrzeć bardzo dobrze dobrane obrazy przyrody. Siedziałam urzeczona. Słuchałam nagrania kilka razy. Ta muzyka była we mnie, obok mnie. Wszędzie. Była jak piękna modlitwa. Muzyka ucichła, a ja wciąż ją czułam w sobie. Trudno mi było pozbierać myśli. To było prawdziwe piękne przeżycie. Nie wstawiam jej, bo musiałabym mieć zgodę właściciela.

 

18:34, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
sobota, 25 stycznia 2014
I co dalej?

Jestem w domu. Za oknem piękny, słoneczny, ale i bardzo mroźny dzień. Kot na chwilę tylko wyskakuje z domu i szybko wraca z powrotem. Psy w piwnicy śpią pod żarówką - kwoką. Mąż w piwnicy pilnuje ogniska domowego, a ja nastawiłam rosół i usiadłam do komputera. Zastanawiam się, czy nie jestem już trochę  uzależniona, bo dużo czasu przy nim spędzam. W lecie, kiedy jeżdżę rowerem do sklepów, zawsze kogoś znajomego spotykam. Siadamy spokojnie kolo cukierni i rozmawiamy. Teraz rozmowy się skończyły, bo zimno, i nie ma miejsca na pogaduchy. Włączony telewizor rozmów nie zastąpi, bo przekaz jest tylko z jednej strony, w dodatku ciekawych programów mało. Pozostają książki, muzyka, którą bardzo lubię, rozrywki i krzyżówki, no i rozmyślanie. W rozmyślaniach jestem dobra.

Już od dłuższego czasu zastanawia mnie, jak zbudowany jest wszechświat. Kiedyś wszystko było proste. Pod nogami ziemia. U góry niebo ze słońcem, aniołami i Wszechmocnym. Moja mama lubiła wieczorem obserwować gwiazdy, znała nazwy gwiazdozbiorów, a kiedyś powiedziała przy mnie, że kiedy tak patrzy do góry na ciemne niebo, to szuka swojego maleńkiego synka - mojego braciszka, który zmarł mając 4 latka na zapalenie wyrostka robaczkowego.

Dziś wiedza o wszechświecie bardzo się zmieniła. Mówi się teraz o wielości wszechświatów, o wszechświatach równoległych, o wielu wymiarach, o teorii strun. Ostatnio kupiłam sobie książkę napisaną przez Briana Greene - "Ukryta rzeczywistość. W poszukiwaniu wszechświatów równoległych". Pan Greene jest  fizykiem teoretykiem, który specjalizuje się w teorii strun. Jest profesorem Columbia University i jednocześnie jest jednym z najbardziej cenionych popularyzatorów nauki.

Sama zadałam sobie już kiedyś pytanie - Co mnie, osobę z wykształceniem humanistycznym, mogą obchodzić wszechświaty równoległe, czy ukryta rzeczywistość? Myślę, że ma to związek z patrzeniem w przyszłość i poszukiwaniem tego, co przed nami. Dawniej ludzie widywali duchy. W baśniach zmarłe matki opiekowały się swoimi pozostawionymi dziećmi. Dziś świetny neurochirurg - wykładowca Harvardu pisze o swojej podróży do nieba, gdy był w śpiączce (Eben Aleksander. "Dowód. Prawdziwa historia  neurochirurga, który przekroczył granicę śmierci i odkrył niebo"). Naukowcy zadają sobie pytanie, czy świadomość ma jakiś związek z dotychczasowym pojęciem duszy. Czyli temat zaświatów wciąż jest aktualny. A ja poszukuję czegoś stabilnego pod nogami, żeby móc się o coś solidnego oprzeć. Wiara i religia, nie dają pewności. Wciąż szukam, choć zdaję sobie sprawę, że moje poszukiwania są bez szans na jakiekolwiek wyjaśnienie. 

To zdjęcie z Demotywatorów kiedyś już wstawiłam do bloga, ale dziś też go wstawiam, bo pasuje do tego, co napisałam, jak ulał.

A na dole kwiatek mojej produkcji (graficznej).

                                                 

17:30, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
piątek, 24 stycznia 2014
Mój obraz w lustrze wspomnieeń i nie tylko.

Jaka ja jestem w swoim własnym oglądzie? Jestem dosyć dobrze wyglądającą osobą średniego wzrostu. Koleżanka powiedziała: - Masz na czym usiąść i czym oddychać. - Z tym siadaniem, tak, ale z oddychaniem nie strzeliła nawet w szóstkę, nie mówiąc już o dziesiątce. Na okrągłej - pyzowatej twarzy widać jasne niebiesko-szare oczy, lekko zadarty mały nos, szerokie usta i sporo zmarszczek na czole i w innych miejscach twarzy i szyi. Włosy ciemny blond bez siwizny. Brak siwych włosów, to zasługa genów, a nie moja.

Uroda żadna. A ja wiedząc, jak wyglądam nawet nie próbuję jej podrabiać malowaniem, pudrem i innymi wynalazkami kosmetycznymi. Oczu nie mogę malować, bo są uczulone i płaczą nawet bez malowania, a resztę pomijam ze zwykłego lenistwa.

Gdy byłam młodą dziewczyną miałam mnóstwo kompleksów dotyczących zarówno mojego ówczesnego wyglądu, jak i poczucia niższości wobec innych śmiało się wypowiadających na różne tematy ludzi. Oczywiście, czymś musiałam sobie rekompensować swoje (wyssane z palca braki - tak to widzę dzisiaj), toteż zadzierałam głowę do góry patrząc na wszystko z wysoka. 

Dawne czasy. Dziś budzą one we mnie z jednej strony współczucie dla tej niepewnej siebie zagubionej dziewczyny, z drugiej strony czuję do niej cieple uczucia. Bo to przecież ja tylko dużo, dużo młodsza i z niewielkim jeszcze bagażem doświadczeń życiowych.

A jak jest dzisiaj? Wszystkiego zmienić się nie dało, nawet przy pomocy świetnych psychoterapeutów, ale zmiany są i to dosyć istotne. Czy te zmiany były dobre dla mnie? Chyba tak. Kiedyś skoncentrowana byłam na swoim wyglądzie zewnętrznym. Dziś ważniejsze dla mnie jest to, jaka jestem w środku. Na taki luz wewnętrzny i akceptację różnych stylów życia ludzi jak dziś, kiedyś nie umiałam sobie pozwolić. Myślę, że teraz jestem bardziej radosną, otwartą i tolerancyjną osobą, niż kiedyś. Ale siedzi też we mnie kawał cholery, która co jakiś czas ujawnia się w czasie różnych sprzeczek i innych zachowań. Ale ja wolę te wybuchy cholery, niż płaksiwość ofiary losu.

Z dawnych czasów zostało mi, między innymi, gromadzenie różnych nawet zbędnych rzeczy, przez co robi się bałagan i trudno później coś znaleźć. Musi być jednak trochę łączników z przeszłością.

Ale się odmalowałam Sama podejrzliwie patrzę na mój wpis i i zastanawiam się, czy obraz jest ciemny jak noc, czy może zbyt mocno wybielony.

15:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
czwartek, 23 stycznia 2014
Sztuka słowa.

"Miłość

Leżysz przede mną i jesteś piękna. Na samą myśl, że za chwilę znowu będziesz moja, trzęsą mi się lekko ręce, a gdzieś tam w środku, pomiędzy żołądkiem, a sercem odczuwam coś na kształt delikatnego mrowienia, co niewątpliwie świadczy o tym, że jestem podniecony. Nie jest to zwykłe podniecenie, ale to akurat zupełnie mnie nie dziwi, bo i ty nie jesteś przecież pierwsza lepsza. " Cytat z bloga Artura Barcisia. Źródło - na temat.pl

Oczywiście, moja pierwsza myśl była taka, że to jest wyznanie miłosne skierowane do kobiety. Stąd zdjęcie młodej, pięknej dziewczyny z Demotywatorów. Tymczasem to było wyznanie miłosne skierowane do ulubionej książki.

Przyznam się, że pan Barciś zaskoczył mnie zupełnie. Wiem, że jest świetnym aktorem, mistrzem słowa, ale w takim wydaniu spotkałam go po raz pierwszy. Będę zaglądała do jego bloga, bo umiejętność nieszablonowego wyrażania swoich emocji, w tak piękny i zaskakujący jednocześnie sposób, to już właściwie poezja prozą.

Aktorzy i ludzie nauki mają o czym mówić ciekawie i z sensem. Jeśli jest wywiad w telewizji z aktorem, to jest czego posłuchać. Niestety takie wywiady nie są zbyt często emitowane. Dziennikarze chętniej zapraszają polityków o przeciwstawnych poglądach, którzy urządzają naparzankę. A tego nie znoszę.

19:28, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
środa, 22 stycznia 2014
Szczęśliwa gwiazda

Jestem w domu. Właśnie wróciłam z zakupami z Biedronki. Po te zakupy jeździłam ze znajomymi do najbliższego miasta. Na dworze zimno, ślisko, szaro, nieprzyjemnie. Chmury przykryły niebo. Strach się wybrać w dalszą podróż. Wiem. Kiedyś zimy też były dokuczliwe, a tej dokuczliwości nie czułam. Nie ślizgały mi się nogi po lodzie, ani nie marzły mi nogi w nylonowych pończochach. Łydki były czerwone, jak buraki, a ja nie zamarzałam. Teraz zamarzam, gdy zbyt długo siedzę bez ruchu, nawet w ciepłym pokoju. Ot po prostu. To nie zima jest jakoś szczególnie dokuczliwa, tylko ja inaczej już ją odbieram, niż kiedyś. Zresztą nie tylko zimę. Lato też nie może być upalne, bo upał źle znoszę. Co tu dużo mówić. Starość zapukała do moich drzwi. Słowa starość nie lubię, ale w tym miejscu trudno mi innym określeniem je zastąpić.

"Pierwszym objawem starzenia się jest miłość do życia".  - napisała Magdalena Samozwaniec.

To prawda. Dziś widzę nie tylko te uroki życia, które są teraz, ale także z perspektywy czasu te uroki przeszłe, minione. 

Zebrało mi się na jakąś nostalgię, a wcale jej nie chciałam. Patrzę na mojego męża. Jest trzy lata starszy ode mnie. Zajęcia w ciągu dnia ma ściśle rozplanowane. Nie zastanawia się, czy chce mu się coś robić, czy nie. Pracuje. A ja rozmyślam, kieruję się chęciami lub brakiem chęci, nastrojem, zamiast wziąć się roboty. A jest w co ręce wsadzić.

Żeby jednak ten wpis nie był całkiem pesymistyczny wklejam szczęśliwą gwiazdę. Mówi się, że ludzie rodzą się pod szczęśliwą gwiazdą. Ta gwiazda wklejona przeze mnie ma być symbolem wszystkich szczęśliwych gwiazd. Znalazłam nowe maleńkie możliwości w programie graficznym i je wykorzystałam. Tak powstała ta gwiazda.

                         

                Szczęśliwa gwiazda dla wszystkich.

14:57, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
wtorek, 21 stycznia 2014
babcie i dziadkowie.

Życzenia dla babć i dziadków z Demotywatorów.

Babcia wysłucha, pocieszy i pomoże. Można jej się wyskarżyć na wszystko, nawet na mamę.

Babcia może być lekarstwem na całe zło świata.

Cieszmy się, że mieliśmy swoje babcie i dziadków i bądźmy odskocznią od trudów życia i kłopotów dla swoich wnuków i prawnuków.

16:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3