RSS
sobota, 31 stycznia 2015
Tworzenie może być różne.

     Ostatnio wzięłam się za pitraszenie. Ostatnio szłam na taką łatwiznę, że aż przykro. Jakieś gotowce. Mrożonki warzywne i mrożonki w zupach. Niby nie było to złe jedzenie, ale żadnej twórczości kulinarnej z mojej strony nie było. Postanowiłam to zmienić. Motywacją był przyjazd zięcia. Lenistwo poszło w kąt, a ja zaczęłam wymyślać nowe potrawy. Najpierw zrobiłam pasztet z zielonej soczewicy i pieczarek z duszonymi warzywami: marchew, pietruszka, seler, por, cebula, czosnek (czosnku sporo). Do tego dodałam ugotowany ryż, trochę ugotowanej kaszy jęczmiennej, trochę surowej manny + jajka. Wszystko dokładnie zmiksowałam, przyprawiłam i upiekłam. (Zapomniałam dodać, że warzywa dusiłam na klarowanym maśle.) Pasztet wyszedł bardzo dobry. Dziś sama zrobiłam ser topiony z bazylią i z kminkiem, a jutro pewno wezmę się za kaszankę  wegetariańską i za kurczaka z jajkiem i groszkiem w galarecie.

     Lubię gotować i piec jeśli moje wysiłki znajdują uznanie w oczach domowników. Powiedzenia: Może być! Ujdzie! - nie satysfakcjonują mnie zupełnie.

16:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
środa, 28 stycznia 2015
Coś o pisaniu.

Przeczytałam dzisiaj tekst na temat prowadzenia blogów. Wynikało z niego, że jako blogerka jestem odpowiedzialna za to, co piszę i w jaki sposób piszę. Zawsze uważałam i nadal  uważam, że każdy człowiek ponosi odpowiedzialność nie tylko za swoje czyny, ale także i za wypowiadane w takiej, czy w innej formie słowa. ( Na marginesie dodam, że zdumiewa mnie często beztroska naszych polityków w tym zakresie.) Powstaje jednak pytanie, co należałoby w takim razie pisać i jakimi tematami dobrze byłoby się zająć? W końcu zabieram czas tym wszystkim, którzy czytają i komentują moje wpisy. Czyli, jak sugerowano, należy pisać informacje istotne i ciekawe dla wielu.

W związku z tym jestem w sporym kłopocie, bo swój blog traktuję jako pewnego rodzaju zapiski, dotyczące różnych moich przeżyć i wydarzeń dziejących się tu i teraz lub nawiązujących do przeszłości. Nie ma w nich nic uniwersalnego. Za to jest szamotanie się  zewnętrzne (różne kłopoty zdrowotne) i wewnętrzne osoby w zaawansowanym już wieku.

22:40, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Dziś o wyjeździe.

Jestem bardzo zmęczona i, prawdę powiedziawszy, nie wiem, co na to zmęczenie wpłynęło. Domyślam się, ale moje domysły są tak absurdalne, że chyba nie są zgodne z prawdą. Ale może zacznę od początku.

Już od jakiegoś czasu miałam chęć gdzieś się ruszyć. Gdzieś - to znaczy do Warszawy. Dalsze wyjazdy nie przychodziły mi na razie do głowy. Chyba, że do rehabilitanta w Bieszczadach. Ale ten dzisiejszy wyjazd miał mi sprawić PRZYJEMNOŚĆ. Specjalnie podkreśliłam ten wyraz wielkimi literami i pogrubieniem dla zaznaczenia jego niezwykłości. Jak to? Tak sobie, dla przyjemności? Wyjechać? Do tej pory wyjeżdżałam do lekarzy, terapeutów, do siostry, gdy jeszcze żyła, ale nie po to, żeby zobaczyć coś ciekawego, czy nowego, o czym można później z kimś bliskim, czy znajomym porozmawiać. Ale jak to porozmawiać i z kim? Z mężem, który jest zagorzałym domatorem? On jedzie gdzieś, gdy po prostu musi. Żadne tam dla przyjemności.

A tu ja nagle stanęłam dęba i jadę do kina. Nie, żeby było jakieś zdziwienie, albo jakaś rewolucja w domu. Nic z tych rzeczy. Mąż przyjął mój wyjazd  do wiadomości, odwiózł mnie na stację i tyle.

Ta rewolucja rozegrała się we mnie samej.

Już wczoraj wieczorem zaczęłam szukać dziury w całym. Zaczęło się myślenie: Jaka będzie jutro pogoda? W co się ubrać, żeby nie zmarznąć, ale się i nie zgrzać. Kurczę! Trzeba będzie rano wstać, czyli nie pośpię sobie tyle, ile lubię. (Zrobiłam przegląd przeszkód). No i po kąpieli i po przygotowaniu sobie ciuchów na wyjazd zapakowałam się do łóżka dosyć wcześnie, bo już około godziny 22. Leżę. W łóżku cieplutko, wygodnie, owinęłam się kołderką i próbuję zasnąć. A tu nic. Nawet nie mogę zapaść w drzemkę, nie mówiąc już o śnie głębokim. A im bardziej napinam się na to spanie, tym bardziej ono nie mruży mi oczu. W końcu, żeby odwrócić uwagę od spania zaczęłam się zastanawiać, kiedy w dopełniaczu liczby pojedynczej pisze się na końcu dwa ii, a kiedy jedno i od czego to zależy. Czyli krótko mówiąc - dyrdymały.

Rano obudziłam się bez problemu, ale z uczuciem jakiejś niezwykłości. Pomyślałam, ze kiedyś tak przeżywałam randkę z fajnym chłopakiem, dziś wyjazd do kina. Widocznie przeżycia w młodości i na starość są takie same, tylko dotyczą zupełnie innych spraw. Tak się ekscytować głupim wyjazdem? Reszta, czyli spotkanie z wnuczką, dojazd do kina i film "Za jakie grzechy, dobry Boże?", były już tylko dopełnieniem całości.

Film bardzo podobał się i mnie i wnuczce, chociaż wyszłam jakaś ogłuszona i oszołomiona.

Pierwszy krok zrobiłam w kierunku zerwania z niezbyt zdrowym schematem. Teraz trzeba tylko kontynuować to, co zaczęłam. No i trzeba zacząć wreszcie dawać sobie pozwolenie na wchodzenie w różne nowości i dostarczanie sobie przyjemności. Bo jeżeli nie teraz, to kiedy?

19:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
sobota, 24 stycznia 2015
Mój kot.

Właściwie nie wiem od którego kota mam zacząć, od tego na czterech łapkach i z dosyć długim ogonkiem, czy też od mojego osobistego, który związany jest ze mną od dawna, na stałe.  Chyba zacznę od mojej koteczki, na którą wołam Malutka lub Tusia. Najpierw opis, jak w IV klasie szkoły podstawowej.

Moja koteczka jest pięknie umaszczona. Ma futerko w biało - czarno - brązowe łaty, zielone  ślepki i różowy języczek, którym każdego dnia dokładnie myje swoje futerko. W dni pogodne chętnie wychodzi na powietrze i tam, zbój jeden, poluje na ptaszki. Już kilka ich, niestety utłukła. I nie pomagają w tym zakresie żadne moje napomnienia, ani dłuższe przemowy. Po udanym polowaniu, na razie lokuje się gdzieś w domu z dala ode mnie, chociaż nie dostaje w skórę, a gdy minie jakiś czas od zamachu na ptasie życie, przychodzi jakby nigdy nic i układa mi się na kolanach, a właściwie na lewym kolanie. W nocy odwiedza mnie często w łóżku i znowu wybiera sobie mój lewy bok, gdzie jej najwygodniej się umościć. Toteż mówię, że śpię z kotem. Lubimy się. To znaczy ja ją lubię, a ona mi się nie zwierza ze swoich uczuć, ale chyba też mnie czasami lubi. Zdarza się, że łapie mnie za palec swoimi łapkami, ale wcześniej chowa pazurki ostre jak igiełki. Trzeba jednak bardzo uważać, bo jej nastrój zmienia się jak pogoda w marcowy dzień.

O względy kotki rywalizujemy oboje z moim mężem.  Wabimy ją do siebie w różne wymyślne sposoby,a ona posłucha naszego nawoływania i kcikciania i jak niezależny i wolny kot wybiera sobie takie miejsce, które jej się podoba. Tym miejscem w dzień jest najczęściej parapet okna z którego widzi ptaszki, do których czule przemawia w kocim języku.

 

A w kuchni grasują mi myszy. Siedzą w dwóch szafkach, gdzie garnkami lekko odsunięte zostały tylne ścianki. I nie ma metody na pozbycie się ich. Kotki do szafek nie wpuszczę, bo jeszcze by utknęła między szafką a ścianą i co wtedy? Musiałabym demontować wszystkie meble w kuchni. Czasami jakaś nierozważna mysz wyskoczy na środek kuchni, albo na szafkę  i wtedy już jest po niej, ale od jakiegoś czasu myszy mają swój teren, a kotka swój. Mysie spacery poznaję tylko po zapachu i po maleńkich gówienkach. Córka ma mi przywieźć pułapki w które można łapać żywe myszy. Wynosi się taką żywą mysz w pułapce na dwór i tam się ją wypuszcza. Nie będę przecież trzymała w szafce z garnkami mysich truposzów. Zdecydowanie wolę już żywe myszy.

 I w ten oto sposób przeszłam już do drugiej części wpisu, czyli do kota, a właściwie kotów moich osobistych, bo mam ich kilka. Ten temat, jednak, zostawię na następny raz.

A poniewż przy tych moich kotach zrobiło mi się jakoś nastrojowo i lirycznie to daję melodie w wykonaniu Richarda Claydermana.

17:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
piątek, 23 stycznia 2015
Dziś się bawię.

 Podobno każdy człowiek ma w sobie dziecko, rodzica i dorosłego. Ja dzisiaj zajmuję się swoim dzieckiem, czyli bawię się grafiką. Siedzę nad nią już z półtorej godziny. Plan był taki, aby powielić obraz i napisy na nim. No i właśnie wyszło to, co widać. Nie ma pełnej zgodności w obrazie i w powieleniu, ale trudno. Podobno ćwiczenia czynią mistrza, a ja i ćwiczeń mam zbyt mało i brak mi konkretnej wiedzy z zakresu grafiki. Powielenie zbyt mało rozjaśniłam. Myślę jednak, że widać gołym okiem, że obraz i jego cień różnią się od siebie. I o to chodzi.

Dziś jestem pełna optymizmu, bo po pierwsze - dostałam od córki lek na bóle kręgosłupa i nóg (podobno bardzo skuteczny), po drugie - w poniedziałek jadę z wnuczką do kina na komedię: Za jakie grzechy, dobry Boże. Po trzecie - zanosi się na to, że rehabilitant postawi mnie na nogi. (Mocno w to wierzę) i po czwarte wiosna się zbliża. Co prawda jeszcze bardzo nieśmiało, ale już ją można chwilami poczuć. A dla mnie wiosna, to nie tylko ulubiona pora roku, ale i okres, gdy mogę zacząć znowu jeździć na rowerze. Okres, gdy odradza się życie i energia wstępuje w ludzi i we wszystko dokoła.

Na zakończenie dzisiejszego wpisu jeszcze raz pan Poniedzielski. Tyle razy go już wstawiałam do bloga, że nie jestem pewna, czy się nie powtarzam.

20:25, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Nowy dzień, nowa energia.

      Wczoraj poszłam spać o godz. 20. Wstałam dziś rano o 10-ej. Wyspana i rozluźniona spojrzałam optymistycznie na świat. - Trzeba się wreszcie trochę ruszyć. -pomyślałam. Ostatnio byłam tak zapyziała i nieruchawa, że aż żal było patrzeć. Wybrałam się do sklepów odległych od mojego domu jakieś 800 metrów. Wzięłam z sobą rower, nie do jazdy, a do podpierania się i jako transport do zakupionych rzeczy. Jeździć na nim będę dopiero wtedy, gdy będzie można wsiąść na niego bez kurtki. Jakaś ostrożna się zrobiłam nagle. Przeszłam całą drogę bez większego trudu z niewielkimi dolegliwościami kręgosłupa. Ale do tych dolegliwości pewno trzeba się będzie po woli przyzwyczaić chyba, że pan rehabilitant z Krosna w Bieszczadach zrobi ze mnie 18-latkę. Oczywiście w sensie poruszania się, a nie wyglądu, bo tu, niestety, nic już się zmienić nie da. Zresztą nie ma co narzekać i na wygląd. Gdy nie założę okularów, to nawet i zmarszczek za bardzo nie widzę. To o co chodzi? W dodatku nigdy nie uważałam się za piękność, to i teraz godzę się z tym, co jest. Grunt to poczucie humoru i luz wewnętrzny.

      Po powrocie rozejrzałam się uważnie po mieszkaniu. Omiotłam spojrzeniem biurko zawalone znowu czasopismami, karteczkami i różnymi śmieciami, skrzywiłam się lekko i nagle przypomniałam sobie, że właśnie wczoraj przeczytałam w internecie informacje na temat:     Co mówi o tobie twoje biurko? No i dowiedziałam się, że zagracone biurko świadczy o możliwościach twórczych właściciela. Od razu na biurko spojrzałam inaczej, bardziej przyjaźnie. No to znaczy, że twórcza jestem nadzwyczajnie, bo co  biurko sprzątnę, to natychmiast je zagracę.

      Co do moich możliwości twórczych. Właśnie wzięłam się do poszerzenia tekturowego pudełka po kocich frykasach. Staną tam różne przyprawy i zioła w porządku alfabetycznym, jak książki na regale. Będzie łatwiej coś znaleźć, bo w przyprawach także mam pierdzielnik.

      Co do ruszania się z domu, to chyba i do Warszawy się wybiorę. Po pierwsze mam sprawę do załatwienia, a po drugie może pójdę wreszcie do kina. W prawdziwym kinie nie byłam już lata całe. Aż wstyd się przyznać nawet przed samą sobą.

18:50, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
sobota, 17 stycznia 2015
Coś.

Pisanie mi się dzisiaj zaparło. Trudno mi wyciągnąć z głowy coś w miarę sensownego. Dlatego, aby jednak coś umieścić na blogu, machnęłam kawałek grafiki. Łatwiej byłoby mi powiedzieć raczej, czego nie chciałam zrobić, niż, co chciałam. Dlatego wyszło to, co wkleiłam. Jest to po prostu - coś.

                                             

Z takich spraw rodzinnych i domowych. Oboje z mężem mamy kłopoty z kręgosłupami. Ale to nie znaczy, że leżymy oboje odłogiem. Sprzątanie domu, co prawda, w ślimaczym tempie, ale jednak posuwa się do przodu. Na górze została jeszcze kuchnia - klamociarnia i łazienka. Stare kołdry i pościele już spakowane do wywiezienia. Roboty jeszcze mnóstwo, ale początek jest zrobiony.

Moja córka była u pana rehabilitanta w Bieszczadach i jest bardzo zadowolona. Też miała kłopoty z kręgosłupem. Pewno i ja do niego pojadę, ale nich się zrobi trochę cieplej. Może wtedy polece samolotem w jedna stronę, a z powrotem, już autobusem, gdy będę miała  podreperowany kręgosłup.

A żeby się nie ograniczać tylko do grafiki i przynudzającego sprawozdania z... wklejam jeszcze z You tuba piosenkę pana Poniedzielskiego Podanie o... Co prawda spóźniłam się z tekstem piosenki prawie o miesiąc, ale trudno.

17:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
wtorek, 13 stycznia 2015
A może by tak polecieć?

Znowu zamarzył mi się lot samolotem. Nie byłby to jakiś wielki lot np. nad oceanem  (W gacie bym zrobiła od razu ze strachu), tylko do Rzeszowa. Też pewno bym się bała, ale całe życie przeżyć i ani razu samolotem nie lecieć? Warto spróbować. Lot trwałby 50 min. A na lotnisku czekaliby na mnie córka z zięciem. A i przygodę bym miała nie byle jaką. Lot samolotem to nie całodniowa jazda autobusem. Na razie rozważam za i przeciw. Za - jest przygoda, coś bardzo nowego, przeciw - mój strach. Bo co będzie, jak samolot wzbije się już w powietrze, a ja dojdę do wniosku, że to nie dla mnie zabawa. Na wszelki wypadek, żeby przećwiczyć lot na sucho wklejam z You Tube Mój pierwszy lot. Wrażenia są, chociaż siedzę na krześle przy biurku. Ciekawe, czy w prawdziwym samolocie dostanę jakieś wafelki na pociechę, lub kieliszeczek naleweczki?

W Krośnie przyjmuje bardzo znany w całej okolicy rehabilitant. A może by mi pomógł w moich kłopotach? Zaświeciły mi się oczy. W ubiegły poniedziałek miałam termin zgłoszenia się do szpitala, ale pani dr. która podała mi termin przyjęcia po prostu zapomniała mnie zapisać. Mam znowu czekać w kolejce do lipca. No to jakby się mną dobry rehabilitant zajął, to może i szpital nie byłby potrzebny. Już skontaktowałam się z panem telefonicznie. Z tego, co powiedział, wywnioskowałam, że to wykształcony i doświadczony człowiek. A poza tym bardzo się zdziwił, gdy powiedziałam, że wkroczyłam już w 80-tkę i zapytałam czy to nie będzie przeszkodą w rehabilitacji. No i tym swoim zdziwieniem tak mnie usatysfakcjonował, że spojrzałam kilka razy w lustro i chociaż nie było widać nic ciekawego, to jednak wyprostowałam się bardziej i poczułam się lepiej. Jaki to człowiek jest próżny.

22:23, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Starość.

"Jutro, ach jutro wszystko ja zrobię / a dzisiaj jeszcze odpocznę sobie". 

Ten fragment wierszyka zapamiętanego z czasów dzieciństwa mogłabym śmiało potraktować jako motto na każdy kolejny rozpoczynającv się dzień.

Dopóki leżę w łóżku (pod nową kołderką - oczywiście) mam plany na cały dzień. Czego to ja nie zrobię. Wszystko jest w zasięgu moich możliwości i chęci. Zupełnie tak, jak przed laty. Teraz tylko trzeba energicznie wstać z łóżka i złapać się za robotę. Najpierw, żeby się rozruszać,  kilka minut jogi leczniczej, którą przez kilkanaście lat zaczynałam każdy dzień. A teraz, kiedy energia jest już w każdym mięśniu, robota aż furczy i żadna nawet wymagająca wysiłku, nie jest straszna.

Tak było kiedyś i jest do dzisiaj w wyobrażeniach. A jak jest naprawdę?

Wstyd się przyznać. Budzę się, ale jeszcze leżę, bo nic mi nie dokucza i jest mi cieplutko i dobrze. Wstaję i zaczynają się schody. Schody psychiczne i fizyczne - oczywiście. Na myśl o czekającej mnie robocie już czuję zmęczenie, chociaż nawet jednym malutkim palcem jeszcze do niczego się nie dotknęłam. I myśli przelatujące szybko przez głowę. A może by się jeszcze trochę położyć? Tak było dobrze. Rozsądek czasami bierze górę nad chęciami i zabieram się do roboty, która idzie mi, jak krew z nosa. Pracuję bardzo wolno i z przerwami. Wszędzie rozstawione są stołeczki, żebym mogła sobie usiąść. Pozycja stojąca już nie jest dla mnie. Ale i w pozycji siedzącej nie jest mi wygodnie.

I nagle telefon od koleżanki: - Marysia! Mogę wpaść do ciebie za pół godziny? I zaczyna się ruch. Robota aż furczy. Nie mogę przecież dopuścić do tego, żeby moja koleżanka zobaczyła rozbabrane łóżko i papiery na podłodze. Moja córka powiedziała kiedyś z uśmiechem: - W sytuacjach kryzysowych zdrowiejesz natychmiast. -  Może to i prawda. Czy to znaczy, że jestem śmierdzącym leniem? Staram się nie dopuszczać do siebie takiego przypuszczenia. Jeszcze znowu znalazłabym się w potężnym dole psychicznym, jak kiedyś (co prawda wtedy z innego powodu). Lepiej nie ryzykować i za dużo nie kombinować. Jest, jak jest. Pewno na wszystko przychodzi czas, na takie lenistwo, podparte trochę dolegliwościami fizycznymi, też.

Zapraszam co prawda panią do sprzątania, ale zanim ona przyjdzie, ja muszę przygotować dom. Są niestety takie rzeczy, których ona nie zrobi. Np. segregowanie starej pościeli. Która powinna być jeszcze zostawiona, a która idzie już do wywałki. To samo dotyczy ubrań. Itd.

Kiedyś zastanawiałam się nad tym, jak to jest być starym człowiekiem. Teraz już nie pytam. Po prostu -  wiem.

 

                                                                                        

21:26, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
niedziela, 11 stycznia 2015
Chwila refleksji.

Zwykle piszę o sobie, ale wobec tego, co dzieje się wokół nas, trudno przejść bez słowa.

Po pierwsze: Politycy powinni zająć się poprawianiem życia obywateli, a nie poprawianiem słupków popularności partii. Już ktoś to wcześniej powiedział, ja tylko solidaryzuję się z tym stwierdzeniem.

Po drugie: Przy okazji zamachów terrorystycznych odezwały się głosy, że nie należy wyśmiewać wierzeń ludzi, proroków itd. Wyśmiewanie mnie także się nie podoba. W takim razie nie oglądam prześmiewczych rysunków i nie czytam takich tekstów. Jeśli ktoś inny ma na to ochotę, to jego wolna wola. Jeśli ktoś wyśmiewa kogoś, czy coś przy mnie, to wyrażam swoje zdanie na ten temat i tyle. Redakcje pism satyrycznych były, są i będą, nawet gdyby nam się to nie podobało. Uważam, że ich działalność nie jest podstawą do przeprowadzania ataków terrorystycznych, a tylko wykorzystaniem nadarzającej się okazji.

Nie mam zapędów, aby wszystkich i wszystko zmieniać na swoja modłę i naginać do swoich przekonań. Ludzie są różni i ich poglądy także. Godzę się z takim stwierdzeniem, że człowiek, jeśli tylko nie wyrządza swemu bliźniemu krzywdy i respektuje prawo obowiązujące w kraju to może żyć tak jak chce.                                                                                                                                   

19:27, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2