RSS
piątek, 29 stycznia 2016
Dobroć serca czy kompletna głupota?

W mojej miejscowości mieszka samotnie w swoim domu na niewielkiej działce pan A. około 60-cioletni człowiek. Od dawna już nie pracuje. Żyje z żebraniny na alkohol. Zaczepiona kiedyś przez niego powiedziałam, że na alkohol nie daję. Podobno w domu ma odcięte światło, nie wiem, dokładnie, ale podejrzewam, że jest podobnie z gazem. Chodzi zaniedbany. Kilka razy wyłudził ode mnie po parę groszy, opowiadając raz np o tym, że miał zawał. Po czym okazywało się to zmyśleniem. Przestałam sobie nim zawracać głowę, gdy nagle od koleżanki usłyszałam, że znajomi ostatnio znaleźli go w domu w stanie skrajnego niedożywienia i wyczerpania. Gdyby nie zainteresowali się, dlaczego nie pokazuje się koło sklepów, to pewno odszedłby z tego świata. Zrobiło mi się go żal. W końcu to człowiek, z nałogiem, ale człowiek potrzebujący pomocy. Spotkaliśmy go niedawno z mężem koło sklepów. Pokazał reklamówkę, w której była drożdżówka. Trzeba o siebie dbać! - powiedział. - Co to jedna drożdżówka dla mężczyzny? - pomyślałam. Zapytałam, czy chciałby zupy pomidorowej. - Bardzo bym chciał! - odpowiedział. Ja wciąż mam w lodówce i w zamrażarce trochę różnych potraw przygotowanych wcześniej. Mogę się podzielić. Nawet bardzo chętnie. - Niech pan przyjdzie do nas, to dam panu trochę jedzenia. - Dobrze - odpowiedział, a kiedy? - Zaraz. Bo już wracamy do domu. Spojrzał żałośnie i poprosił o 2 złote. Dałam monetę i pojechaliśmy.

W domu pobiegłam do lodówki i zaczęłam wybierać różne produkty i pakować do siatek. Pomyślałam, że do zupy może nie mieć nic, więc zapakowałam torebkę już ugotowanego, gotowego makaronu.  - Przypuszczalnie ma kuchnię w domu, więc z podgrzaniem nie będzie miał kłopotu. - pomyślałam. Zrobiło się wkrótce 2 siatki jedzenia, w tym zamrożone plasterki szynki z indyka, żeby miał na chleb, który też dołożyłam. Co chwila coś mi jeszcze wpadało do głowy. A może jeszcze masło dołożyć? Niech chłopak zje i trochę się wzmocni.

Po czym zaczęłam czekać na niego, ale się nie zjawiał. I nie pojawił się do dziś. Oczywiście żadnej złotówki mu już nie dam, ale jeśli będzie głodny, to kanapkę mu wyniosę. No i zadaję sobie pytanie. Jak pomóc człowiekowi, który tylko widzi alkohol w jakiejkolwiek postaci. Jak nie przechodzić obojętnie obok głodnego, a jednocześnie nie dać się robić w balona? Gdzie jest wrażliwość, a gdzie już zwykła głupota, a być może ratowanie swojego dobrego samopoczucia?

10:59, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (38) »
środa, 27 stycznia 2016
No i myk! Uciekł wpis.

Pół dnia dzisiaj siedziałam przy komputerze i starałam się napisać o słownictwie, jakiego dziś używają w szczególności politycy. Napisałam, co na ten temat powiedział prof. Michał Głowiński. Przytoczyłam kilka haseł ze Słownika poprawnej pisczyzny, który zamieszczony został w 4 numerze Newsweeka z 2016 roku. No i fiuuuuu poleciało.

Może to i dobrze. Wobec tego zwyczajną polszczyzną, jakiej używam powiem, że bardzo nie podoba mi się sposób w jaki w szczególności politycy PiS-u posługują się językiem polskim. Uważam, że nasz język jest piękny, że stosując go można wyrazić wszystko. Jest to język zarówno komunikacji między ludźmi, jak i język literatury, w tym poezji. Jest tyle jego odmian, że każdy znajdzie w nim potrzebny zasób słów do wyrażenia tego, co chce zaprezentować. I bardzo mi się nie podoba to, że język używany jest do siania propagandy. Nie podoba mi się, że fałszowane jest znaczenie słów, że często za wypowiadanymi słowami znaleźć można pogardę dla inaczej myślących. Język jest po to, żeby ludzie mogli się ze sobą porozumieć, a nie po to, żeby za pomocą przewrotnie użytego słownictwa jątrzyć i dzielić ludzi.

A teraz pan Poniedzielski i tekst tłumaczony z obcego języka.

20:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Pracowity dzień.

Wczoraj wieczorem zięć zabrał dzieciaki do ich mamusi do Warszawy, a ja zostałam z dużą ilością niezjedzonych potraw, nie licząc tego, co dzieciom podesłałam z jedzenia do domu, żeby i wnuczkę trochę odciążyć od ciągłego gotowania. Dzisiaj wzięłam się za zabezpieczanie gotowych potraw, żeby się nie popsuły. W efekcie mam dwa litrowe słoiki zupy pomidorowej, garnczek makaronu, galaretkę z kurczaka, groszku i jajek. Usmażone i niezjedzone naleśniki leżą w lodówce zapakowane w torebkę foliową, aby nie wyschły, a biały ser został dziś wykorzystany. Upiekłam bułeczki serowe z jabłkiem w środku.

                   

Znalazłam przepis w internecie na ciasto z serem i zrobiłam według tego przepisu. Myślałam, że będą kruche, tymczasem kruche nie są wcale. Nie są złe, ale to nie żadne ciastka, tylko bułeczki. Te na brzegu, takie bardzo ciemne po prostu mi się podpaliły. W trakcie pieczenia zadzwoniła koleżanka, ja pobiegłam do telefonu i nawet nie przykręciłam temperatury w piekarniku, a gaduła jestem nad gadułami. Gdy sobie przypomniałam o bułeczkach, to już miały taki ciemny kolor. Mój mąż mówi, że nie są złe nawet te podpalone, ale myślę, że to z jego strony gest pojednawczy, bo capnęłam się z nim dziś przed południem.

Jedzenia zostało tyle, że można byłoby obdzielić kompanię wojska. No, może trochę przesadziłam z tą kompanią, ale gdy dzieciaki mają przyjechać, to ja dostaję amoku. To jest dwóch niejadków, a ja ze sklepów wychodzę z wielkimi siatami, zupełnie jakbym miała zamiar nakarmić grupę głodomorów. A dzieciaki na jedzenie nawet nie chcą patrzeć. O! Jeśli widzą gumę do żucia lub cukierki, to oczy im się świecą, ale normalne jedzenie jest be. Tak, że zakupów w najbliższym tygodniu nie muszę robić i od gotowania też jestem zwolniona. Najwyżej coś przygrzeję na obiad, a reszta może leżeć w lodówce i w zamrażarce.

Teraz moje zwierzęta. Mały, czyli nasz czarny piesek, niechętnie wchodzi do mieszkania, więc go na zdjęciu nie ma. Do kuchni wpadła tylko Fionka, żeby coś połasuchować. Poza tym żyje tak, jak sama chce. Do domu tylko wpada i wypada. Na dworze ma pełną wolność, duży ogrodzony ogród, dwie ocieplone budy, piwniczkę z materacem i dywanem, a nad posłaniem żarówkę kwokę do ogrzewania pomieszczenia, no i towarzysza ciągłych zabaw, czyli Małego. Jak te psy się bawią. Przewracają się, zaczepiają się łapami, skaczą na siebie. Sto pociech. Rano karmi je mój mąż, wieczorem ja podsuwam im korpusiki. Oba pieski maja sadło, niestety, a sierść gęstą i długą. Nawet intensywny deszcz chyba nie byłby w stanie przemoczyć ich futra.

                 

No i kocica - rozpuszczona, jak dziadowski bicz. Chodzi, gdzie chce, śpi, gdzie chce (Często, gęsto u mnie na łóżku). Gdy wpada do mieszkania Fionka, zarówno kocica jak i suczka bacznie się obserwują. Kocica zwykle patrzy w dół z wysokości szafki. Fionka, która chyba już spotkała się z kocimi pazurami woli się od kotki trzymać z daleka. A gdy nadchodzi wieczór kocica ze złożonymi łapkami rozkłada się bezwstydnie na tapczanie, prezentując wszystkie swoje wdzięki.

                   

A ja właśnie przejedzona siedzę przed komputerem, i jutro nie wchodzę na wagę. Po co mam się denerwować?

17:23, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (29) »
niedziela, 24 stycznia 2016
Przyjechali chłopcy.

Wczoraj przyjechali chłopcy z dziadkiem i od razu szare niebo za oknem nabrało blasku, a to, co było niepokojące odeszło na dalszy plan. Do domu wkroczyła spontaniczność, dziecięca szczerość i dziecięcy urok. Ja zamiast myśleć o tym, co dzieje się w kraju, myślę, co zrobić chłopakom do jedzenia, bo jako dzieci z problemami wciąż mają z tym kłopot. Wszystkich innych trudności prawie się już pozbyli, dzięki pracy z bardzo dobrymi specjalistami. Prawidłowo się rozwijają psychicznie, fizycznie i intelektualnie, a w sprawach jedzenia wciąż są stare nawyki. Zastanawiam się, czy nie wykorzystać znalezionej w internecie lekcji na ten temat. Bierze się np. pomarańczę, najpierw ogląda, wącha, do umytej dokładnie skórki dotyka się językiem i mówi się o wrażeniach. Później zdejmuje się skórkę itd. Do takich zajęć trzeba koncentracji i zainteresowania ze strony dzieci i nie wiem, jak z tym zainteresowaniem będzie. Ja mogę mieć szczere chęci, ale czy oni nie będą woleli usiąść przed komputerem? Jestem pewna, że będą woleli. A może zacząć taką zabawę z lizakiem lub gumą do ssania? A może zacząć od czekoladki, albo cukierka Raffaello. Czekoladki lubią, cukierki też, to może zabawa się uda?

Pierwsza lekcja za nami. Poszła jako tako. Adaś wąchał, lizał pomarańczę i cytrynę, Leoś starszy - lizać nie chciał i zwiał przed zakończeniem zabawy. No ale pierwsze koty za płoty. Leoś dziś rano opowiadał mi jak to jest  w igloo. Poinformował mnie, że igloo jest wyłożone w środku skórą, w środku pali się lampka napełniona tranem i jest tak ciepło, ze można chodzić w samych gaciach. Tak się tym swoim opowiadaniem ekscytował, że miał zamiar lecieć na dwór budować igloo. Ledwo go przyhamowałam, bo za oknem śniegu na lekarstwo. Musiałby go skrobać z chodnika. A może szkoda, że nie poleciał. Zawsze trochę pobiegałby po dworze z pieskami. Wróciłam do sprawy igloo, ale igloo przegrało z komputerem. Obaj chłopcy siedzą z dziadkiem na górze i pewno okupują laptop i komputer. Jest cichutko, więc to raczej pewne. A ja rosół, który bardzo lubią mam już przygotowany. Mięso z piersi kurczaka właśnie się rozmraża na kotlety, a ja idę obierać ziemniaki do kotletów.

11:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
piątek, 22 stycznia 2016
O czym tu pisać?

W kraju tyle się dzieje. Zmiana za zmianą. Nowe prawa podpisywane w dzień i w nocy. Wyjaśnienia w Parlamencie Europejskim. Prawie każdego dnia nowe pomysły. A może by zlikwidować handel w niedzielę, przynajmniej w marketach? A może by.... I tych może by.... sypie się jak z rękawa. A to edukacja, a to sądownictwo, że już o TK nie wspomnę. No i niepokój, co będzie dalej. Na bok schodzą wszystkie inne sprawy. Jak szybko i łatwo przeszliśmy od spokoju, przewidywalności do totalnego trzęsienia ziemi. I pytanie - Co dalej? Na czym to się skończy?

Staram się żyć tu i teraz. Nie oglądam prawie telewizji. Staram się nie słuchać radia. Ale tak też się nie da. Żyję w tym kraju i jego losy bardzo mnie obchodzą. Trudno, w takiej sytuacji,  pisać o mało istotnych rzeczach, gdy myśli pełne są niepokoju, o jutro dla dzieci, wnuków i prawnuków. Staram się odwracać swoją uwagę w stronę nauki, literatury, domu i innych codziennych spraw, ale za uszami ciągle brzęczy, że to wszystko, to są duperele nad którymi nie warto teraz się zatrzymywać. A na te ważne sprawy nie mam żadnego wpływu. Na demonstracje KOD-u nie jeżdżę, bo wczoraj z trudem dolazłam na cmentarz przy odprowadzaniu prochów koleżanki. Na takiej demonstracji mogłabym być tylko problemem dla siebie samej i dla innych.

Jestem dziś w kiepskiej formie psychicznej.

19:49, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (25) »
czwartek, 21 stycznia 2016
Radość i smutek są obok siebie. 2

I obok radości smutek. Zmarła następna moja koleżanka. Miała 67 lat. Była i już Jej nie ma. Coraz bardziej pusto się wśród nas robi. Dziś był pogrzeb Jej prochów. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym.

Wiersz Krzysztofa Cezarego Buszmana już kiedyś wstawiałam do bloga. Dziś wstawiam go jeszcze raz.

Nie napisałam w poprzednim poście o tej śmierci, bo temat śmierci staram się trzymać z dala od moich bliskich. Pewno z wiekiem zaczynam dziwaczeć. 

21:30, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
Radość i smutek są obok siebie.

Dziś z okazji Święta Babci zadzwonili do mnie wnuczkowie i prawnuczkowie z życzeniami. Jaka to radość słuchać  tego, co mówią. Wnuczki i wnuczkowie - są już dorosłymi ludźmi. Żyją swoim życiem. Prawnusiowie i prawnusieńka, to czyste srebro. Czy patrząc lub słuchając ich przypominam sobie swoje dziecięce czy młode lata? Nie! To już jest inny świat. Jeszcze uczucia maluchów, ich zakochiwanie się, chęć przykładania sobie po razie może trochę jest podobne do moich przeżywanych kiedyś uczuć, choć też nie do końca. Ale gdy pomyślę w jakim świecie żyją teraz dzieci, a w jakim ja żyłam to jest to przepaść. Wiedza o świecie moich prawnusiów jest nieporównywalna z moją kiedyś.Teraz - układanki, klocki, komputery i inne urządzenia techniczne, których nawet nazw nie pamiętam. Budowanie, projektowanie. Kiedyś - zabawa papierowymi własnoręcznie wycinanymi i malowanymi lalkami, czytanie książek i słuchanie opowiadanych przez babcię bajek. To są dwa zupełnie inne światy. Czy któryś z tych światów był, czy jest lepszy, czy gorszy? Trudno byłoby na takie pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Każdy z tych światów jest inny.

Niżej fragment wiersza "Dla babci Marysi".

DLA BABCI MARYSI

Autor : Moonia , wtorek, 21 styczeń 2014 w DZIECIŃSTWO

BABCIA to piękne słowo
Pachnie zupą pomidorową
Krzaczkiem porzeczek czerwonych w ogrodzie
I pieczonych jabłkowych babeczek na miodzie
 
Babcia zawsze jest niedaleko
Nawet gdy mieszka za siódmą rzeką
Wspierać, pocieszyć zawsze gotowa
A jej rada jest zawsze rzeczowa

          (...)


 

19:53, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
wtorek, 19 stycznia 2016
Dzień Babci i Dzień Dziadka. Co dzieci o tym sądzą?

21 stycznie jest Dzień Babci, a 22 stycznia Dzień Dziadka. Pewno będą życzenia, miłe słowa, wszystko to, co starszym ludziom przynosi radość. Na samym początku dzisiejszego wpisu zamieszczam wypowiedzi dzieci na temat babć i dziadków czyli ludzi zaawansowanych już wiekiem. 

Oczywiście nie są to wypowiedzi wszystkich dzieci, tylko wybranej, małej grupki. Przyznam się, że ubawiły mnie one i jednocześnie spowodowały zamyślenie. Bawią same wypowiedzi i sposób ich wypowiadania, ale często słychać w nich opinie dorosłych.  Co z tych wypowiedzi wynika? Ano to, że starszy człowiek jest dziwaczny, trudno go zrozumieć, ma kłopoty z pamięcią i z myśleniem, że konfliktuje członków rodziny. Czyli  jest to ktoś oderwany od życia i już niezbyt sprawny umysłowo. Poza tym wichrzyciel.

Nie jest to ciekawy obrazek. Można się pośmiać, bo dzieci są spontaniczne i powtarzają bezkrytycznie opinie ludzi dorosłych i brzmi to śmiesznie. Ale... Jeśli taka jest opinia nawet niezbyt licznej części społeczeństwa, to być może ludziom starym jest trudniej żyć w takiej atmosferze, niż np. ludziom w sile wieku, bo tych nikt nie szufladkuje.

Ja nie czuję się gorzej traktowana przez nikogo ze względu na swój wiek. Pomaga mi chyba to, że mam ciepły stosunek do ludzi i to zarówno do tych starszych jak i do młodszych. Mam swoje zainteresowania i różne zajęcia. A poza tym nie myślę o tym, że jestem stara. Wychodzę z założenia, że człowiek ma tyle lat na ile wygląda i na ile się czuje. No to wyglądu staram się nie zauważać, gdy przechodzę koło lustra, a czuję się jeszcze całkiem młodo. Choć może nie jest to najlepsze określenie. Lepiej powiedzieć - Nie czuje się już młódką, ale trudno mi też zobaczyć w sobie starość. Czy to jest dojrzałość?. Może.

Na zakończenie piękna muzyka Ennio Morricone Sailing. Pływające Marzenia. Bo ludzie dojrzali nawet w pewnym już wieku, też tak jak młodzi, są wrażliwi na piękno. Kochają muzykę, poezję i radość życia.

22:25, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (25) »
niedziela, 17 stycznia 2016
Lirycznie i nastrojowo.
Dziś jestem zmęczona szarością, która mnie otacza i niepewnością jutra w kraju. Dlatego uciekam w świat piękna - w świat muzyki i poezji. Leśmian - to poeta, którego bardzo cenię i  lubię jego poezję. To połączenie fantastyki, baśni i codzienności oraz lekkość formy z filozoficznym spojrzeniem na życie.

                            Bolesław Leśmian

POETA

 Zaroiło się w sadach od tęcz i zawieruch;

Z drogi! - Idzie poeta - niebieski wycieruch!

Zbój obłoczny, co z światem jest - wspak i na noże!

Baczność! - Nic się przed takim uchronić nie może!

Słońce - w cebrze, dal - w szybie, świt - w studni, a zwłaszcza

Wszelkie dziwy zza jarów - prawem snu przywłaszcza.

 

Rad Boga między żuki wmodlić - do zielnika,

Gdzie się z listem miłosnym sam jelonek styka!...

Świetniejąc łachmanami - tym żwawszy, im golszy -

Nie bez wróżb się uśmiecha do grabu i olszy -

I widziano w dzień biały tego obłąkańca,

Jak wierzbę sponad rzeki porywał do tańca!

A tak zgubnie porywać, mimo drwin i zniewag -

Zdoła tylko z otchłanią sprzysiężony śpiewak.

Żona jego, żegnając swój los znakiem krzyża,

Na palcach - pełna lęku do niego się zbliża.

Stoi... Nie śmie przeszkadzać... On słowa nawleka

Na sznur rytmu, a ona płochliwie narzeka

"Giniemy... Córki nasze - w nędzy i rozpaczy...

A wiadomo, że jutro nie będzie inaczej...

Wleczesz nas w nieokreślność... Spójrz - my tu pod płotem

Mrzemy z głodu bez jutra, a ty nie wiesz o tem!" -

Wie i wiedział zawczasu!... I ze łzami w gardle

Wiersz układa pokutnie - złociście - umarle -

Za pan brat ze zmorami... Treść, gdy w rytm się stacza,

Póty w nim się kołysze, aż się przeinacza.

Chętnie łowi treść, w której łzy prawdziwe płoną -

Ale kocha naprawdę tę - przeinaczoną...

I z zachłanną radością mąci mu się głowa,

Gdy ujmie niepochwytność w dwa przyległe słowa!

A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą -

I udają, że znaczą coś więcej, niż znaczą!...

 

I po tym samym niebie - z tamtej ułud strony -

Znawca słowa - Bóg płynie - w poetę wpatrzony.

Widzi jego niezdolność do zarobkowania

I to, że się za snami tak pilnie ugania !

Stwierdza z zgrozą, że w chacie - nędza i zagłada -

A on w szale występnym wiersz śpiewny układa !

I Bóg, wsparty wędrownie o srebrzystą krawędź

Obłoku, co się wzburzył skrzydłami, jak łabędź -

Z łabędzia - do poety, zbłąkanego we śnie -

Uśmiecha się i pięścią grozi jednocześnie!

 Do pięknej poezji dołączam piosenkę Rodzinny dom.

 

 

22:57, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
sobota, 16 stycznia 2016
Jutro niedziela.

Dziś był piękny, słoneczny, zimowy dzień. Śniegu nie napadało dużo, ale zrobiło się biało i od razu czysto na dworze. Bardziej czysto niż u mnie ostatnio w mieszkaniu. W domu jest raczej jesień, a nie zima. Liście z drzewek, z paproci i z begonii zasłały podłogę i nie ma komu ich sprzątnąć. Do takiego sprzątania trzeba się schylić, może nawet uklęknąć, a tu obie te czynności są już na granicy ryzyka, że się nie podniosę. Pamiętam, jak usiadłam na niskim stołeczku obok szafki w kuchni, aby sprzątnąć najniższą półkę. Przy wstawaniu uchwyciłam się blatu i szarpałam się bezskutecznie, aby się podnieść. Myślałam, że blat cały wyrwę. A mój prawnusio jeden, drugi i prawnusia fik i już siedzą lub kucają. Podnoszą się bez żadnego, najmniejszego wysiłku. Urządzają biegi i czołganie pod stołem. A ja co? Tylko siedzieć na krześle potrafię ostatnio. Zdziadziałam. Nie ma co ukrywać tego przykrego  faktu. Tak na oko jeszcze baba jak się patrzy, a gdzieś w różnych zakamarkach poukrywane są różne kłopotliwe niedoskonałości. Najlepiej to nie myśleć zbyt dużo o swoich niedomaganiach. Od razu jest bardziej optymistyczne spojrzenie na świat i ludzi.

Odwracam myśli w inną stronę i co? Ano członkowie PiS debatowali ostatnio w Jachrance i podobno była mowa o komisjach śledczych i o zmianie ordynacji wyborczej. Matko kochana! Jak oni zmienią ordynację wyborczą, to ja nie będę miała już żadnej szansy, aby w normalnym kraju przeżyć chociaż kilka lat. Zdobyli władzę, to pewno już jej z rąk nie wypuszczą. Nie ma na to żadnej nadziei. 

I teraz już sama nie wiem, gdzie lepiej patrzeć na swój bałagan we własnym domu, czy na bałagan w kraju. Jednak wybieram dom. Tu porządek zależy tylko ode mnie i od moich decyzji.

20:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
 
1 , 2