RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2017
Trudna dla mnie praca.
    

Ludzik - to twórczość graficzna mojego prawnusia Leosia. Leoś samodzielnie tego ludzika wykonał, ja tylko jego pracę wkomponowałam w swoją grafikę.

Jest poniedziałek. Za oknem piękne słonko, choć zimno na dworze. Roboty w domu gromada, a ja jakoś nie potrafię się do niej zmobilizować. Zmuszanie się do robienia czegokolwiek wbrew mojej chęci, nie jest moją mocną stroną. Najchętniej siedzę przed komputerem, oglądam filmy, latam po blogach, piszę, robię grafiki.

Ostatnio obejrzałam kilka filmów dokumentalnych na temat szczepienia dzieci i dorosłych.  To, co usłyszałam i zobaczyłam zmroziło mnie. Nigdy nie byłam zwolenniczką szczepienia się. Oboje z mężem nie szczepimy się przeciw grypie. To, co usłyszałam w wyświetlanym filmie przechodzi moje wyobrażenia o uczciwości i dobrej woli producentów tych szczepionek. Z filmu wynikało, że liczy się kasa, a nie dbanie o zdrowie ludzi. Dla mnie to horror, to igranie z cudzym zdrowiem i jakością życia. Biorę oczywiście pod uwagę także to, że filmy też mogą być tendencyjne, ale przypomina mi się od razu batalia o szczepienie przeciwko ptasiej grypie i o zakup szczepionek w czasach, gdy pani Kopacz była ministrem zdrowia.

Robienie grafik, to ostatnio moja pasja. Lubię kombinować, próbować, dochodzić do jakichś wniosków, czasami niezbyt nawet  słusznych. Ale to jest nauka i ruszanie głową. Ostatnio, to co wykorzystuję przy tworzeniu grafik wykorzystuje także przy usprawnianiu nóg. Zaczynam inaczej pracować nad moją chorą nogą. Co z tego wyjdzie zobaczymy. Minął już czas, kiedy denerwowałam się, rozpaczałam. Teraz do pracy, która ma usprawnić nogę wykorzystuję w dużym stopniu myślenie. Myślę, kombinuję i próbuję. Właśnie ostatnio odkryłam w swoich zbiorach bibliotecznych książkę: Ming Wong Chun Ying, Alessandro Conte - Tao stóp wprowadzenie do masażu ON ZON SU. Z tej książki dowiedziałam się, jak masować stopy, jak je stawiać na podłożu, które części stopy  powinny być najbardziej obciążone, a które mniej. Okazuje się, że 60% obciążenia powinna przyjmować na siebie pięta. Jest to dla mnie nowe odkrycie. Ja miałam tak zaburzone chodzenie, że nie umiałabym powiedzieć, jak prawidłowo należy stopę postawić na podłodze. Przecież jeszcze dwa, trzy lata temu prawą stopę opierałam na zewnętrznej jej krawędzi, a żeby utrzymać równowagę, podpierałam nogę fragmentem wielkiego palca. Reszta wisiała w powietrzu. Teraz uczę się chodzić jak roczne dziecko. Tylko myślenie mam już 81-letniej osoby. I wcale nie jestem pewna, czy ten mój wiek w prawidłowym ustawieniu stopy pomaga mi, czy może przeszkadzają mi wieloletnie nawyki.

Na zakończenie jeszcze jeden cytat, którego nie udało mi się przenieść bezpośrednio ze zbioru.

Bo w życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę, lecz by nauczyć się tańczyć w deszczu.

 CYtat dodała Monika Galach od Izabeli Pięty

 

 





10:14, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
sobota, 28 stycznia 2017
Lubię moje grafiki.

  

Lubię tworzyć moje grafiki. Nawet te nieudane są podejmowaniem jakiejś próby. Przecież ja jestem analfabetką w tej dziedzinie. Gdyby te grafiki przymierzyć do pierwszej klasy szkoły podstawowej, to nie wyszłyby one poza Alę i Asa. Chciałabym np. dowiedzieć się, jak w programie graficznym zmieniać wielkość, kształt i inne rzeczy dotyczące liter. A może udałoby się w innym programie napis wykonać, a do grafiki go tylko przenieść. Taka myśl pojawiła mi się właśnie w głowie. To byłoby już coś. Pewno zawrócę dupę mojemu wnukowi.

Z wnukiem się nie udało. Był bardzo zajęty. Wobec tego próbuję sama. W programie LibreOffice zrobiłam napis, przeniosłam go do programu graficznego Inkscapa, a z Inscapa do moich obrazów.

Marysiu! Coraz bardziej mi się podobasz. Taką trudność pokonać samodzielnie, w twoim wieku (oczywiście w tym XXI), to nie w kij dmuchał. Ale nie rozpędzaj się zbytnio kochana. Właśnie w momencie największej euforii znowu coś się zaparło i grafika z Moich obrazów nie chce wleźć do bloga.

Grafika weszła, ale bez jednego narysowanego elementu.

  

Ufff! Przebrnęłam. Grafika trochę okrojona z elementów, ale jest. W pierwotnej wersji były dwie ramki - jedna większa z bardzo dużą ilością niebieskich gwiazdek i druga w środku Została ta ze środka, ale zniknął z niej kolor tła. Trudno. Nie od razu Kraków zbudowano. Teraz należy mi się coś w nagrodę, czyli piękne słowa i piękna melodia.

Opublikowany 10 stycznia 2017

A Ty mnie zabierz w świat szeroki..
Pokaż mi gwiazdy błyszczące na niebie..
Snem lekkim, ciepłym oddechem,
Ukołysz, utul i...ucałuj...

Daj mi widzieć szumiące fale morza.
Palący piasek suchej pustyni.
Weź mnie ze sobą wszędzie gdzie pójdziesz,
i... trzymaj blisko przy sobie...

Obroń przed każdym niebezpieczeństwem.
Nie pozwól by siła wielka mnie porwała.
Przytul do siebie, tak bym słyszała bicie twego serca,
i....spraw bym w tej drodze do końca z Tobą wytrwała....

16:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
piątek, 27 stycznia 2017
Maleńkie radości.

Witam Was wszystkich jeszcze raz. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego ten element graficzny wyszedł taki wyblakły. W programie Inkscape, gdzie go robiłam, miał zdecydowane kolory. Napisu też jeszcze nie potrafię pogrubić. Potrafię to zrobić w tekście, gdzie mogę skorzystać z narzędzi. W grafice jeszcze nie potrafię tych narzędzi znaleźć.

Dzisiejszy dzień jest piękny i słoneczny. Ptaki za oknem wydzierają się przy karmniku i uwijają się radośnie dziobiąc ziarno wysypane przez męża. Zrobiło się jasno za oknem i od razu także na duszy jest jaśniej. I energii od razu jest więcej.

Poszłam z chodzikiem. Nawierzchnia ulicy była jeszcze trochę śliska, ale trzymałam się uchwytu chodzika i przeszłam bez kłopotów jakieś 200 metrów w jedną i w drugą stronę, czyli razem około pół kilometra.

Teraz siedzę w domu i sobie myślę. Matko kochana! Z czego ja się teraz cieszę? Z tego, że kilka kroków przeszłam po ulicy bez wywrotki? I to takie osiągnięcie? Jest się czym chwalić?........ Takie te moje radości teraz zrobiły się malutkie, nijakie. Dotyczą przede wszystkim mojego kręcenia się po mieszkaniu. Zadowolenia z tego, że mogę jeszcze wykonać różne domowe prace. I przestało być ważne to, że jeszcze kilka lat temu te same prace wykonywałam śpiewająco, prawie nie myśląc o nich. Jedyne na co nie mogę jeszcze narzekać, to praca mózgu. Z pracą umysłową nie mam jeszcze problemów. Chociaż.... Ostatnio próbowałam sobie przypomnieć imię kolegi mojego prawnusia i próżno wysilałam pamięć. W pamięci zrobiła się dziura. Chłopiec często przyjeżdża do swoich dziadków, którzy mają swój dom obok nas, czyli widuję go dosyć często, jego imię mam na końcu języka, a imię się nie pojawia.

Na koniec, rady dotyczące małych radości.

19:16, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
środa, 25 stycznia 2017
Ale miałam przygodę. Brrr!

         

Nie potrafię zasnąć, jak mam zimno w łóżku. Toteż do tej pory radziłam sobie w ten sposób, że wieczorem nalewałam do termoforu wrzątku, mocno go zakręcałam i  wygrzewałam całą pościel. Na koniec gorący termofor kładłam w róg łóżka pod kołdrą i do rana służył mi za grzejnik. Nawet nogami nie musiałam go dotykać. I tak miałam cieplutko. Przedwczoraj zrobiłam wszystko dokładnie tak samo. Rano obudziłam się, a tu w łóżku powódź. Z termofora wylało się około litra wody. Nie wiem, czy zakrętka puściła, czy zrobiła się jakaś dziurka. Jak to się stało, że w nocy nie poczułam, że leżę w mokradle, nie potrafię pojąć. Całe szczęście, że pod prześcieradłem było kilka wełnianych pledów, więc większość wody one zebrały, ale tapczan też był zamoczony. Oczywiście rano odbyło się zdejmowanie całej pościeli i suszenie wszystkiego. 

Wieczorem powstał problem, jak się podgrzać? Wyciągnęłam materac elektryczny i podłączyłam go do prądu. Nastawiłam go na 3 i zajęłam się komputerem. Gdy przyszedł czas na sen, okazało się, że tapczan jest tak nagrzany, że trudno było na nim się położyć. Chłodzenie go i nakrywanie coraz to innymi wychłodzonymi kołdrami, przykryciami itd. nie na wiele się zdało. W końcu na takim nie do końca wychłodzonym tapczanie położyłam się i zasnęłam.

Dziś całe pół dnia źle się czułam. Kręciło mi się w głowie, byłam słaba i nie nadająca się do niczego, chociaż zakupy i obiad na kilka osób zrobiłam. Ciśnienie miałam niestabilne.

Na koniec pochwalę się, że potrafię już stronę, na której robię grafikę w programie graficznym, przewrócić do pozycji długiego prostokąta. Pokazał mi, jak to robić mój zięć.

23:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 23 stycznia 2017
Chyba wiosna się zbliża.

      Zaczynam czuć wiosnę. Jeszcze nie na dworze. W sobie. Więcej mam energii i chęci do pracy. To nie znaczy, że rzuciłam się do roboty. Wszystko robię w wolnym tempie. Dziś wzięłam się za sprzątanie opadłych liści z drzewek w pokoju obok tego sprzątniętego. Jutro pokój odkurzę i będę miała już dwa sprzątnięte pomieszczenia. Na zdjęciu widać jaką ilość liści spod drzewek zebrałam. Zanim drzewka wyjadą na taras, to pewno spadnie ich drugie tyle.

I teraz zastanawiam się, jak to jest? Gdy chodziłam na masaż, to na przestronnym i jasno oświetlonym korytarzu stało kilka trochę mniejszych drzewek, niż moje, ale to ten sam gatunek. I pod tymi drzewkami, ani razu nie widziałam żadnych liści. Opiekuje się nimi pani, która jest specjalistką od hodowli kwiatów. Ale wydaje mi się to wręcz nieprawdopodobne, aby u moich tak liście się sypały, a tam - nie. Moje co prawda są lekko zacienione, bo stoją przy zachodnim oknie. Futra dostają dopiero wtedy, gdy postoją już trochę na tarasie, ale do polowy maja ich nie ruszam z mieszkania, żeby nie chwycił ich przymrozek. 

                                   

                 

 

                                            A teraz na zupełnie inny temat

 

                                                

Przed chwilą zadzwoniła do mnie koleżanka i powiedziała: -Marysia jest ciekawy test w internecie zatytułowany: - Test słownictwa języka polskiego. - Zrób go , bo mnie wyszedł, że mam słownictwo jak Leśmian. Ciekawa jestem, jak wyjdzie Tobie. No to natychmiast wzięłam się do roboty. No i porażka u mnie całkowita. Mnie wyszło, że mam słownictwo 10-letniego dziecka, czym od razy pochwaliłam się koleżance. - Nie wierzę! - powiedziała. Zrób jeszcze raz. Musiałaś się pomylić. No to zrobiłam test jeszcze raz i wyszło mi: cytuję - Twój zasób słów jest na poziomie profesjonalnych pracowników umysłowych. No i teraz nie wiem, czy jestem dziesięciolatkiem, czy poważną osobą profesjonalnie posługującą się słownictwem.

Gdyby ktoś miał ochotę ten test zrobić, to informuję, że należy bardzo uważać na szybko zmieniające się nagłówki nad podawanymi wyrazami. Miłej zabawy życzę.

19:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
niedziela, 22 stycznia 2017
A przecież mi żal....

Wczoraj był Dzień Babci. Dziś jest Dzień Dziadka. Były już odwiedziny wnuków i życzenia. Patrzę wstecz na minione lata i zastanawiam się nad tym, czy dużo jest takich wydarzeń z przeszłości, które dziś bym zmieniła. Pewno trochę by się ich znalazło. Skąd mam jednak wiedzieć, czy te zmiany nie skomplikowałyby np. życia tak mojego, jak i moich Bliskich. Lepiej, że jest tak, jak było. Lepsze jest wrogiem dobrego - powiedział mi kiedyś lekarz neurolog i pewno miał rację.

                             

Jest szary dzień za oknem. Ptaki uwijają się kolo karmnika. Słychać radosną ptasią wrzawę. Rozglądam się po sprzątniętym wczoraj pokoju. Tak zrobiło się czysto, że widać każdy pojedynczy okruszek, który spadnie. Nie czekam na to, aż będzie ich więcej. Szybko schylam się i podnoszę drobinki z podłogi i z dywanu. Czyżbym stawała się pedantką? - Przelatuje mi przez głowę myśl. Nie ma obawy. Znam siebie. Tak reaguję tuż po sprzątaniu, a szczególnie, gdy sama się napracuję.

No to teraz czas wykorzystać to, że na podłodze jest czysto. Rozkładam koc i zaczynam ćwiczyć. Z zakupionej płyty leci nagranie, a ja staram się wykonywać najlepiej jak potrafię polecenia prowadzącego. - Połóż się na plecach! - O! to wcale nie jest takie proste. Trzeba najpierw wolno kucnąć przytrzymać się fotela i delikatnie położyć. Najwidoczniej to moje kładzenie się jest zbyt wolne, bo nim się położyłam słyszę już następne polecenia: - Ugnij nogi w kolanach, stopy oparte są na podłodze. Teraz przesuwaj je całą powierzchnią po podłodze. - Ćwiczę i coraz mocniej czuję, że bardzo bolą mnie pachwin. Ćwiczenia delikatne, prawie bezwysiłkowe, a ból narasta. Oddycham z ulgą, gdy słyszę: - A teraz wyprostuj nogi i odpocznij chwilę. - Ćwiczenia trwają około 40 minut. Wieczorem poćwiczę jeszcze jogę leczniczą i spróbuję pomasować rozgrzewającą maścią palce chorej stopy. Nie zaszkodzi z pewnością, a nuż pomoże?

Właśnie płynie kolejny dzień mojego życia. Wskazówki zegara nieubłaganie pędzą do przodu. Dopiero była godzina 12, a już jest 20 minut po 14. Trzeba się ubrać i wyjść na dwór. Tam czekają na michę nasze pieski. Dzień się kończy. Jeszcze przed nami długi wieczór, ale już dnia przybywa.

Myśli starają się lecieć w przeszłość. Oczyma wyobraźni widzę młodą , zgrabną, pełną energii i jednocześnie pełną kompleksów kobietę. Czy czegoś mi żal? Żal mi tego, co już przeszło, a czego w odpowiednim czasie nie umiałam  wykorzystać. Teraz trzeba starać się wykorzystać jeszcze to, co jest możliwe dziś.

16:39, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
sobota, 21 stycznia 2017
Patrzę, cieszę się i wyciągam wnioski.

                                       

Jest sobota. Właśnie skończyłam sprzątać swój pokój. Jestem bardzo zadowolona, bo na czystym dywanie będę mogła wieczorem poćwiczyć. W poniedziałek wezmę się za drugi pokój. Na razie ten drugi pokój to las jesienią. Las, bo stoją w nim dwa duże kwiaty-drzewa, a pod drzewami pełno jest suchych liści. 

Szlag by trafił. Napisałam spory akapit tekstu i przy próbie zapisania go, odleciał gdzieś w siną dal. Nie wiem, czy jest jakaś możliwość, aby odzyskać taki tekst.

 Na dworze jest ślisko, więc siedzę w domu. Około południa przeszłam się tylko do sklepów. Wybrałam się z chodzikiem i szło mi się dobrze. Ostatnio jestem jakby silniejsza i bardziej sprawna, chociaż przede wszystkim siedzę. Dziś sprzątnęłam swój pokój. Niby nic nadzwyczajnego, ale dla mnie to coś. Jeszcze nie tak dawno trudno mi się było podnieść z niskiego stołeczka. Pamiętam ile się naszarpałam, aby wstać. A dziś ze stołeczka odkurzyłam podłogę, na kolanach wytarłam kurze pod tapczanikiem i w kątach pokoju, po czym lekko wstałam. Trudno mi było samej uwierzyć w to, że było to nie tylko możliwe, ale i prawie bez wysiłku. Czyli jest lepiej. To nie znaczy, że teraz sama będę sprzątała mieszkanie. Już sobie obiecałam, że będę zapraszać panią do pracy, ale mam lepsze  samopoczucie, gdy wiem, że to jest mój wybór, a nie konieczność. Zastanawiam się, czy to masaże nóg tak wpłynęły na moją kondycję. Jest to bardzo prawdopodobne. Gdzieś w II połowie maja znowu poproszę o serię masaży, a na razie spróbuję sama zadbać o swoje nogi.

Wpis poprzedzony jest grafiką z wiosenną zielenią. Zakończenie też będzie wiosenne, kolorowe i pełne życia.

Leśmian Bolesław

Rozmowa

Ciało mówi do duszy: "Jestem tu - w tych światach,
Gdzie i ty się zbłąkałaś. Ta sama nam droga.
Spojrzyj tylko: woń wdycham, tarzam się w kwiatach,
Ocieram się o słońce, o sen i o Boga,
O którym mówisz zawsze ze smutkiem, jak gdyby
Smutek był wiarą... Spojrzyj: jestem teraz w lesie,
Bawią mię złote bąki i czerwone grzyby
I to, że drzewom wokół tak zazielenić chce się!
Jeśli wolisz - każ mi się zapodziać na łące,
A zobaczysz, jak zaraz swoją białość zmącę
Purpurą rośnych maków, których dotyk nagły
Budzi szczęście i życie tak jasno tłomaczy!
Niech mię tylko kłos po oczach uderzy smagły,
A już świat się rozwidnia i wiem, co świat znaczy.
Nie przeszkadzaj mi wiedzieć! Milcz, dopóki drzewa
Szumią, dopóki pachnie jałowiec i mięta!
Milcz! Nie mówi się prawdy, lecz bez słów się śpiewa.
Kłamie ten co zna słowa, a nut nie pamięta.
Jam z tych światów, gdzie w ogniu grzech, śpiewając, pląsa,
Gdzie płoną piersi, wargi i kły, chciwe strawy -
Gdzie róża, krwią nabiegła, lilię białą kąsa,
I gdzie jeszcze brzmi w słońce zielony wrzask trawy!
Nie tłum owego wrzasku! Nie nęć mię w mrok głuszy!
Nie gardź mną, nie opuszczaj! - Porzuć swe zaświaty
Dla wspólnych zabaw ze mną" -
Tak ciało do duszy
Mówi, a dusza - nikła i płochliwa mara -
Słucha jego szeptów i przez łzy się stara
Kochać te same kwiaty, rwać te same kwiaty...




19:26, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
środa, 18 stycznia 2017
Co to znaczy niższe lub wyższe ciśnienie atmosferyczne.

                                        

       Nie wiem, czemu kolory są takie wyblakłe w grafice. Może się wzorują na mnie. Też czasami jestem taka wyblakła.

Dziś energia we mnie wstąpiła. I już wiem, czemu wczoraj byłam taka sflaczała. Po prostu ciśnienie atmosferyczne mocno jechało w górę. Takie zmiany ciśnienia nie są już obojętne dla starszych ludzi, a ja przecież do nich się zaliczam.

Od rana lepiej chodzę, łatwiej mi się schylić, uklęknąć, toteż wykorzystałam to lepsze samopoczucie, aby się trochę poruszać. Wczoraj wydawało mi się, że zebranie opadłych z kwiatów liści nie dam rady pozbierać z podłogi. Dziś okazało się, że to żadna trudność. Liście są już w worku, a na podłodze i dywanie leżą maleńkie okruchy, których nie zdążyłam zebrać odkurzaczem. Tak się teraz porobiło, że prace porządkowe mogę robić wtedy, gdy jest jeszcze widno. Po ciemku nie widzę, czy sprzątanie jest tylko głaskaniem podłogi, czy rzeczywiście zbieram śmieci. Czyli odkurzanie i ścieranie podłogi na mokro mopem odbędzie się jutro. A ponieważ na jutro mam już część przygotowanego obiadu (zupa ogórkowa z zakiszonych własnoręcznie ogórków), więc liczę na to, że liście kwiatów znikną także z drugiego pokoju.

Jakoś bardziej optymistycznie wygląda dziś wieczorem świat, choć ani w polityce naszego kraju nic się nie zmieniło, ani ja nie stałam się nagle sporo młodsza. I chociaż mam wciąż tyle lat, ile miałam także wczoraj, to jednak młodsza się czuję.

No i tu powstaje pytanie. Jak to jest, że czasami czuję na sobie brzemię wieku i swoją niesprawność, a innym razem jestem wewnętrznie tak młoda, jak moje własne dzieci?

22:25, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (32) »
Po euforii mały dołek.

Po radości z sukcesu Owsiaka, dziś dołek. Pewno dla wyrównania energii. Do południa chodziłam ospała, bezsilna. Czułam się, jakby mnie ktoś przeżuł i wypluł. Nie jest wykluczone, że miało to związek z ciśnieniem na dworze, które mocno poszybowało w górę. Natychmiast z głowy zaczęły mi uciekać wyrazy, których właśnie chciałam użyć. Jest to stan, który napawa mnie zwykle niepokojem. W takiej sytuacji najlepiej byłoby grzmotnąć się do wyra i pospać sobie solidnie, tym bardziej, że jak zwykle wczoraj długo siedziałam w nocy. Spać poszłam gdzieś około 1 godziny już dnia dzisiejszego. Zresztą dziś też już jest godzina 23,30, a ja siedzę przed komputerem i piszę. Jestem nocny marek. (Podobno w tym wyrażeniu marek jest rozumiany jako snująca się dusza potępiona). Kocica wpakowała mi się na biurko i leży przed monitorem. W ten sposób informuje mnie, że jest ze mną, że trochę mnie lubi i że lubi być blisko. Gdy położę się do łóżka, wskakuje do mnie i układa się zawsze w miejscu, gdzie coś mnie pobolewa. Jest grubiutka, ale skacze na różne przedmioty i okna z lekkością baletnicy. Kiedy ja byłam taka sprawna jak ona? Ponad 11 lat temu. Wtedy jeszcze cały świat do mnie należał. Każda praca była łatwa do wykonania, każda podróż, czy spacer były czystą przyjemnością. Dziś muszę już zamawiać panią do sprzątania, bo sama nie nadaję się do takiej roboty. Mogę zrobić jeszcze wszystko to, co da się wykonać w pozycji siedzącej, z krzesełka lub stołka. Nie narzekam, bo niczego to nie zmieni. Staram się znaleźć dla siebie takie zajęcia, przy których nie muszę być w ciągłym ruchu.

Dziś nawet grafika mi nie wyszła i będzie tylko tekst i piękna muzyka..

00:12, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Brawo WOŚP

                   

                           

                           Innego światełka do nieba nie umiałam zrobić.

Jestem dumna z tego, że Polacy potrafią się tak zjednoczyć. Po ostatnich walkach, przepychankach, podziałach na tych prawomyślnych i tych gorszego sortu wczorajszy odzew społeczeństwa był jak ożywczy powiew. Jeszcze potrafimy się być razem i razem coś zrobić, wbrew wszystkim malkontentom i demagogom. Jeszcze nie jest z nami tak źle. Jest nadzieja, że dobro i myślenie o całym państwie, a nie o interesach poszczególnych partii zwycięży. Jak się okazuje dobro, myślenie z troską o innych i chęć podzielenia się tym, co mamy, z potrzebującymi leczenia i opieki nie tylko nie maleje, ale wzrasta. Czytam, że już zebrano ponad 62 miliony złotych. To więcej niż w ubiegłym roku o tej porze. A jeszcze będą zbiórki do marca internetowe i inne.

Hurra nasi! Hurra Jerzy Owsiak i jego sztab. Hurra wszyscy zaangażowani w zbiórkę.

Ledwo dolazłam do lokalu, ale byłam. Gdybym nie poszła czułabym się fatalnie. Razem ze mną do lokalu wchodzili ludzie w różnym wieku, gdzie czekała na nich  młodzież z puszkami. Ludzi w środku było dużo. Trudno było przejść. Zrobiłam wpłatę i usiadłam przy stoliku, gdzie poczęstowano mnie żurkiem z jajkiem i herbatą z ciastem. Co chwila podchodził ktoś z rodziny lub ze znajomych. Ciekawa jestem, ile u nas zebrali. I już wiem. Zebrali dużo. Nie będę pisała ile, bo może by sobie tego nie życzyli.

I jeszcze raz światełka.

                                     

11:35, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2