RSS
środa, 26 lutego 2014
Wszystkiego po trosze

Dziś kwiatek na plamie i jeszcze otoczony koralikami.

                         

Powiem szczerze, że boję się tego, co może wydarzyć się na Ukrainie. Ten kraj to nasz sąsiad, a jak słyszę drugi sąsiad może Ukrainie nie odpuścić. I właśnie tego się boję. Już dosyć przeżyłam walk, nalotów, zagrożenia i tego wszystkiego, co wojna z sobą niesie. A to tuż obok. Miejmy nadzieję jednak, że cała sprawa zakończy się w pokojowy sposób.

Zostawiam politykę i związane z nią niepokoje.

Wiosna idzie do nas na całego. Słonko świeci, wiaterek jeszcze co prawda jest chłodny, ale pąki na drzewach i krzewach pęcznieją, ptaki robią rejwach. Kot do domu wpada tylko na chwileczkę, aby sobie podjeść i już go nie ma. Nawet mój staruszek piesek - Komar wyłazi na podwórko z ciepłego posłanka.

Popatrzyłam, że dużo ludzi chodzi na spacery, więc i ja wzięłam dziś kijki i ruszyłam przed siebie. Nie mogę powiedzieć, żebym była ogromnie zadowolona z tego, że idę. Chociaż założyłam dwie grube skarpety i wzięłam najwygodniejsze sandały, jakie mam, to nie szło mi się lekko. Najbardziej byłam zadowolona, gdy w końcu dolazłam z powrotem do domu. Ale z półtora kilometra mam w nogach i nie tylko w nogach. A biorąc pod uwagę to, że rano rowerem przejechałam tyle samo, to jest już nieźle, jak na jeden dzień.

A to mój kot łakomczuch. Muszę się bardzo starać, żeby chciał coś przekąsić. Jest ogromnie grymaśny. Dziś nie chciał wędzonej ryby. Ja z tej ryby zrobiłam bardzo dobrą pastę, którą oboje z mężem jemy z apetytem, a kot się odwrócił ogonem. Udało mi się sfotografować jego mordkę. Wygląd ma groźny, jak drapieżnik i na dworze drapieżnikiem jest. Goni ptaki. Ale w domu pakuje się na kolana, włazi do łóżka. Pieszczoch.

                      

 

 

23:11, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 24 lutego 2014
Zdrowie.

Na dworze już zaczyna się wiosna, nawet nie przedwiośnie. Słonko jasno świeci, ptaszki, pięknie śpiewają. A jest ich dużo, bo podkarmialiśmy je w zimie.

Jeden mój piesek widać, że już bardzo niedomaga. Pewno niedługo będzie się z nami żegnał. Byliśmy z nim 2 razy w dobrej przychodni weterynaryjnej, przeszedł szereg badań, w tym prześwietlenie i nic złego nie zauważono. Ale to stary piesek. Ma już kilkanaście lat. Bliżej mu chyba do 16 niż np. do 14 lat. Mam nadzieję, że jeszcze trochę z nami pobędzie. Bardzo go lubię.

Właśnie wróciłam od lekarza rodzinnego. Lekarz dał mi skierowanie na konsultację do neurologa, który zajmuje się zaburzeniami ruchu, w tym także Parkinsonem. Poza tym uspokoił mnie, mówiąc, że w zaawansowanym wieku Parkinson rozwija się nadzwyczaj powoli i że gorsza jest w tym wieku cukrzyca, bo nie wszystko można jeść i trzeba pilnować poziomu cukru. Krótko mówiąc spokojnie mogę poczekać do konsultacji. Oczywiście wolałam o słowach lekarza nie informować męża, bo akurat ma cukrzycę i mógłby spojrzeć na mnie z pobłażliwością, a to byłoby dla mnie trudne przeżycie.

Od razu wróciło mi zdrowie i dobre samopoczucie. Co to znaczy psychika. A już oczami wyobraźni widziałam, jak się ślinię i tracę sprawność umysłową i nie tylko. Po prostu jestem panikara. Pani doktor nie wiedziała z kim ma do czynienia, gdy wspomniała o Parkinsonie. Mój mąż powiedział:  - Teraz wszystko odszczekaj - jako, że powiedziałam zaufanym osobom o tym, że się boję. No więc odszczekuję.

A w ogóle to wrócił mi napęd, optymizm i humor potrzebny do życia, jak rześkie powietrze. Czyli na razie jestem zdrowa. Zobaczymy, co będzie dalej, jak poodwiedzam kolejnych lekarzy, do których mam skierowanie. Tak sobie myślę, że jak trafię już do dra Sienkiewicza zajmującego się zaburzeniami ruchu, to może wymyśli coś sensownego także w związku z moją utykającą nogą.

Kocham życie, jego piękno, nieprzewidywalność, ale i związane z nm kłopoty, troski i niepokoje. Bo to wciąż jest życie.

Do mojego dzisiejszego wpisu dołączam utwór Gheorghe Zamfira Love story.

12:24, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (21) »
sobota, 22 lutego 2014
Bez tytułu

Najpierw temat, który mnie w tej chwili pochłania najbardziej, to Ukraina i jej dalsze losy. Wierzę w to, że Ukraińcy potrafią z tej dramatycznej sytuacji wyjść obronną ręką. Ale może nie być łatwo. Zgrozą przejmuje mnie myśl o walkach, śmierci i przemocy, które jeszcze kilka dni temu były u naszych wschodnich sąsiadów. Pokój jest wartością nie do przecenienia. Rozumiem jednak walkę jaką podjęli ludzie na Majdanie.

                                           ****************

Teraz co u mnie.

Siedzę i zajmuję sobie głowę zabawą. To "arcydzieło", to dzisiejszy moja praca. Bawię się "twórczo" i nie myślę wtedy o głupotach, czyli o tym jak rysuje się moja przyszłość. Gdzieś z tyłu głowy czai się jednak pytanie: - Co dalej? Dziś przez jakiś czas nie mogłam sobie przypomnieć słowa protetyk i od razu myśl, że może to już tracenie pamięci. Wiem, że to bez sensu, ale nic na to nie poradzę. Zapisana już jestem do Poradni Neurologicznej a wcześniej chcę iść na konsultację do dobrego specjalisty zajmującego się choroba Parkinsona. Muszę jakoś przetrwać tę niepewność. Mam nadzieję, że po konsultacji i wizycie w poradni wrócę do równowagi emocjonalnej. Gdyby jednak nie, to też jest dobre rozwiązanie. Pomoc ludzi, którzy wiedzą, jak z takim strachajłą jak ja rozmawiać.                      

      

Na zakończenie piosenka z repertuaru Starszych Panów "Wesołe jest życie staruszka" w wykonaniu Wiesława Michnikowskiego.

 

19:52, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
środa, 19 lutego 2014
Mimo wszystko trzeba zachować optymizm.

Usiadłam rano przed telewizorem i oczy mi się zrobiły okrągłe jak spodki ze zdziwienia. Po wystąpieniu w Sejmie premiera Tuska w sprawie Ukrainy głos zabrał Jarosław Kaczyński i powiedział, że trudno nie zgodzić się w tej sprawie z premierem. Następni mówcy też popierali wniosek o sankcje dla tych, którzy doprowadzili do tej niebezpiecznej sytuacji u naszego sąsiada.

A ja sobie pomyślałam, że jedność polityków wystąpiła w sytuacji zagrożenia. A zagrożenie jest bardzo realne. Za naszymi granicami jest krwawy bunt. I nie wiadomo, jak się zakończy. Tej jedności jednak brak, gdy chodzi o wspólne działanie dla dobra kraju.

Teraz zmieniam temat.

Przedwczoraj byłam w Instytucie Psychiatrii i Neurologii ze skierowaniem na przebadanie. Po  zbadaniu mnie pani doktor zasugerowała, że mogę mieć  chorobę Parkinsona Dodała szybko, że drżenie ręki może być także samoistne. W pierwszej chwili nie dotarła do mnie w pełni ta wiadomość. Wyszłam z budynku bardzo zadowolona. Słońce jasno świeciło. Było bardzo ciepło. Ludzie chodzili rozebrani. Jedna młoda dziewczyna była w samej cienkiej bluzeczce.

Ja miałam już tyle różnych diagnoz wydawanych przez dobrych specjalistów, że pomyślałam, o tym że ta kolejna diagnoza znowu nie bierze pod uwagę mojego chodzenia, tylko skupia się na informacjach z moich pobytów w szpitalach. Zdziwiło mnie tylko, że lekarka sama wypisała mi skierowanie do Poradni Neurologicznej bez odsyłania do lekarza rodzinnego.

Dopiero w domu zaczęłam myśleć o jej słowach. Usiadłam do komputera i przeczytałam, jakie objawy występują w chorobie Parkinsona i dreszcz mi przeleciał po skórze. Wiele objawów pasowało do mnie, nawet pociąganie nogą. Przeczytałam, co się dzieje w mózgu chorego na skutek braku dopaminy. I szybko przypomniałam sobie, że ze szpitali dostawałam dopaminę w tabletkach. Nikt mi jednak z lekarzy do tej pory nie powiedział o tym, że jest u mnie podejrzenie tej choroby.

Wiem. Nic nie jest jeszcze przesądzone, ale ja czuję niepokój. Być może to tylko niepotrzebny alarm, ale jeżeli nie......?

21:48, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
niedziela, 16 lutego 2014
A może by tak polatać?

      

    Dzisiejszy dzień minął mi bardzo przyjemnie. Najpierw zrobiłam te gwiazdkę. (Podoba mi się ta zabawa z grafiką). Co prawda, żadne to dokonania, ale zabawa świetna.

    Dziś także przyszedł mi do głowy pomysł jak w sposób twórczy zająć swój czas. Mam pewne plany. Nie chcę dziś mówić o szczegółach, żeby nie zapeszyć. Gdyby jednak pomysł mi wyszedł w całości, byłabym nie tylko zadowolona z wykonanej pracy, ale i usatysfakcjonowana. Od razu nabrałam energii, bo ostatnio byłam mocno skapcaniała.

    A co na dziś? Dziś jest już wieczór. Najlepszy czas do zamyślania się, do różnych rozważań. Nigdy jeszcze nie leciałam samolotem i tak sobie myślę, że gdybym pojechała w Bieszczady odwiedzić córkę, to do Rzeszowa mogłabym polecieć samolotem. Co prawda nie wiem, czy nie stchórzyłabym w ostatniej chwili. Wiem, że jak się już wsiądzie do samolotu, to później trzeba czekać, aż samolot wyląduje. Nie można w drodze powiedzieć:

    - Proszę pana, ja chcę wysiąść - . 

W każdym razie pomysł już jest. Moja starsza ode mnie koleżanka poleciała samolotem do syna do Australii i mówiła, że nawet było przyjemnie. Widziała Himalaje. Ale ona nie jest taki trzęsiportek, jak ja.

W nawiązaniu do moich podniebnych planów załączam muzykę Zamfira El Condor Pasa. Kondor lata w powietrzu i samolot też lata w powietrzu.

21:27, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
sobota, 15 lutego 2014
Gratulacje dla medalistów.

Jutro miałam usiąść do pisania, ale znowu podskoczyło mi ciśnienie. Wzięłam leki i usiadłam na chwilę do komputera, aby się oderwać od myślenia o zdrowiu. Teoretycznie powinno być tak, że bierze się leki i idzie się do łóżka. Ale to nie u mnie. Ja jestem osobą kontrolującą. Póki ciśnienie nie zacznie mi spadać, mowy nie ma o spaniu.

Teraz o radosnych przeżyciach. Nasi  zdobyli już cztery złote medale. Cała Polska się cieszy. I odnoszę wrażenie, że na chwilę zniknęły podziały na tych prawdziwych Polaków i na tych trochę mniej prawdziwych. Nie jest wykluczone, że to ciśnienie podniosło mi się z silnych przeżyć, najpierw niepewności, a później radości ze zwycięstwa Stocha, bo o panu Bródce dowiedziałam się z internetu już rano.

Lot Kamila Stocha.

Justyna Kowalczyk, Kamil Stoch i Zbigniew Bródka.

Cieszymy się razem z Wami.

23:09, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
piątek, 14 lutego 2014
Dziś jest tak.

To jest moje nowe "arcydzieło". Ledwo je przeholowałam z programu graficznego do bloga. Obrazek zapierał się wszystkimi kopytami. Ale w końcu jakoś mi się udało. Pewno zbyt dużo użyłam do niego różnych możliwych technik. A to jakieś krawędzie, a to tekstury, a to cienie i poświaty itd. Brałam wszystko jak leci, jak niedouk kompletny. W końcu komputer prawie mi się zawiesił. No ale jest, a ja patrzę na obrazek i zastanawiam się, jak to się stało, że ja kompletna noga z grafiki zrobiłam taką całkiem sympatyczną gwiazdkę. Co prawda czysty obszar wokół gwiazdki mógłby być mniejszy, ale powoli. Nie wszystko od razu. Wiem. Inaczej trzeba zaznaczać obiekt, ale do tego jeszcze nie doszłam w swojej nauce.

                                                     ****************

W dotychczasowym wpisie starałam się być na luzie. Starałam się pokazać jako kobieta - kumpel, równiacha. Marne są jednak te moje starania, bo to, co na wierzchu to tylko pozory dobrego humoru. W środku jest jeśli nie ciemno, to szaro, jak dziś na dworze. Skąd takie samopoczucie? Jestem nastrojowcem. Świat widzę poprzez to, co jest we mnie w środku. A w środku mam dziś mrok.

Z ludźmi potrafię szybko i łatwo nawiązywać kontakt, ale są także takie sytuacje, kiedy ten kontakt jest jakiś pozorny, daleki od serdeczności, nawet jeśli bardzo mi na tej serdeczności zależy. Chyba nie umiem nawiązać bliskości z ludźmi na których bardzo mi zależy. Czasami przypominam taką podstarzałą mocno dziewczynkę, która nie wie, co powiedzieć, ani jak się zachować, aby relacja była prawdziwa, a nie udawana. Dziś jest mi po prostu smutno. Może jutrzejszy dzień przyniesie lepszy nastrój.

A dziś na poprawę nastroju piękna muzyka.

17:32, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
środa, 12 lutego 2014
Moje zdziwienie.......

Siedzę w swoim pokoju. Jest ciepło, cicho i przyjemnie. Za oknem pada deszcz. Słychać uderzanie kropel o dach i parapety. Myślę.....To moje myślenie nie jest dziś zbyt konstruktywne. Dominuje we mnie uczucie zdziwienia i prawie niedowierzania. Pan Trynkiewicz, podobno, ma zamiar złożyć doniesienie na służby więzienne. Z jednej strony ma do tego prawo, jako obywatel kraju. Z drugiej jednak strony w całej tej sytuacji czuję jakiś absurd. Nie jestem prawnikiem, więc moje zdziwienie jest zdziwieniem laika. 

Słyszę jednak, że po wyjściu z więzienia, musi się ukrywać. Media piszą że jest strzeżony, aby nie popełnił kolejnej zbrodni i jednocześnie, aby sam nie stał się obiektem samosądu. Czytałam przecież, co mówił jeden z ojców zamordowanych przez Trynkiewicza chłopców. Wyraził się jasno, że nie zawahałby się.

Czyżby zaczął być realizowany scenariusz, o którym wspomniał pan Dziewulski? Wyraził on przypuszczenie, że nie da się całkowicie ukryć tego człowieka. Że prędzej, czy później dziennikarze go namierzą i że być może zacznie on pełnić rolę nowej gwiazdy w rodzaju matki małej Madzi. Jestem człowiekiem z wieloletnim doświadczeniem życiowym, ale wciąż są sprawy, które nie mieszczą się w mojej głowie.

Przy okazji tej historii przypomniała mi się historia również z życia wzięta i opublikowana w jakimś czasopiśmie.

Otóż młody człowiek postanowił odebrać sobie życie. Skoczył z któregoś piętra z okna i zawisł na wysuniętym na poziomie pierwszego piętra daszku. Przybyli ratownicy mieli spory kłopot ze zdjęciem desperata i w pewnym momencie spadł on na chodnik i chyba uszkodził sobie kręgosłup. Po wyjściu ze szpitala wystąpił przeciwko ratownikom z pozwem o odszkodowanie.

Nie lubię ani polityki, ani takich właśnie spraw. Staram się, na ogół, nie zajmować nimi w moim pisaniu. Czasami jednak muszę podzielić się moim zdziwieniem z innymi zdrowo myślącymi ludźmi, bo w przeciwnym wypadku mogłoby się zdarzyć, że zaczynam przyglądać  się sobie z niepokojem, czy już nie fiksuję.

Dla mnie wyrok w obrazku z Demotywatorów jest w swojej wymowie podobny do tych obu historii. 

 

18:52, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
wtorek, 11 lutego 2014
Co lepiej?

Ostatnio czytam książkę pana Jacka Wąsowicza z ilustracjami Remka Dąbrowskiego "Sto kijów w mrowisko".  Jeden z jego felietonów "Weź pigułkę! Weź pigułkę!" przypomniał mi się dzisiaj w czasie podróży do Warszawy. Pan Wąsowicz twierdzi, że w Anglii nie ubiera się tak ciepło dzieci jak u nas, nawet w chłodne dni. Tam podobno dzieci fikają gołymi nóżkami i mają większą swobodę ruchu.

Dziś w pociągu, jechała mama z 9-miesięcznym synkiem. Dziecko ubrane było cieplutko, tak jak i ja ubierałam swoje dzieci. I w czasie tej podróży przypomniała mi się autentyczna historia opowiedziana przez moją teściową.

Historia z życia wzięta

Do domu cioci Władzi, czyli siostry mojej teściowej weszła kiedyś Cyganka z malutkim dzieckiem i zapytała, czy może je na kilka godzin zostawić. Ciotka zgodziła się, a widząc, że dziecko jest zmarznięte, bo na dworze było zimno nagrzała wody, wykąpała malucha, cieplutko ubrała i włożyła do ciepłej pościeli. Dziecko się zagrzało, zarumieniło i bardzo zadowolone zasnęło. Po pewnym czasie wróciła Cyganka. Rozejrzała się, za dzieckiem i widząc, że jest takie zagrzane zawołała: - Coś ty zrobiła! - Podbiegła do malca, wyciągnęła go z pościeli, rozejrzała się dokoła i zobaczyła obok kuchni kubeł zimnej wody. Rozebrane dziecko szybko zanurzyła w tej wodzie, wytarła je, ubrała po swojemu i poszła.

Ja zawsze lubiłam ciepło. Nie potrafię chodzić boso po gołej podłodze, bo marznę bardzo od nóg. Do łóżka z wełnianym prześcieradłem najpierw kładę gorący termofor, a dopiero później pod kołdrę wchodzę ja.

Tymczasem przed kościołem nawet w mroźne dni siedzi na tekturze Cyganka i żebrze. Nie wiem, czy jej zimno, bo nie pytałam. Ale pojawia się każdej niedzieli, więc raczej nie choruje.

Czy takie zahartowanie pomaga zdrowiu? Chyba tak, bo nasze Morsy kąpią się w przeręblach. Jak o tym pomyślę, to aż mi skóra cierpnie. Brrrr! A ludzie są zdrowi i tryskają energią.

A mnie przychodzi do głowy myśl. Może ja i dzieci i siebie przegrzewałam?

18:32, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 10 lutego 2014
Ćwiczenia graficzne i nie tylko.

To są moje ćwiczenia graficzne. Te ćwiczenia są mi potrzebne do większej i dużo trudniejszej pracy. Na razie wszystko wskazuje na to, że próby graficzne na ćwiczeniach się skończą. Nie chcę pisać co to za praca przede mną, żeby jej nie zapeszyć. Właściwie praca jest prawie zakończona. Potrzebne niewielkie poprawki. Natomiast strona graficzna jest w tak zwanych powijakach. Mam do wyboru:

1 Narysować i pokolorować ją odręcznie, co w efekcie wygląda na amatorszczyznę nawet jeśli amatorszczyzną nie jest.

2 Nauczyć się programu graficznego w takim zakresie, aby tę skomplikowaną pracę wykonać.

3. Jest jeszcze inne wyjście. Dać zlecenie zawodowemu grafikowi. Na takie rozwiązanie jednak mnie jako emerytki nie stać.Pozostają dwa powyższe.

Podejrzewam, że po wielu bardziej lub mniej udanych próbach graficznych skończy się na rysowaniu odręcznym. Już się łapię za głowę, taka to robota.

                                        

A co u mnie poza tym. Czekam z utęsknieniem na wiosnę. Te kwiatki w wazonie z masy perłowej mają ją i przypominać i przywabić do nas w najbliższym czasie.

Jako rodaczka Kamila Stocha cieszę się z jego sukcesu. Moje sukcesy ostatnio są niezauważalne. Gdzieś się pochowały po kątach. Nawet przy intensywnym wypatrywaniu ich, nie dają się zauważyć. To nie znaczy, że od razu wpadam w dołek. Bez sukcesów też można spokojnie żyć.

Mam nadzieję, że pani dr stomatolog z sukcesem wyrwie mi ćmiący ząb, który został prawie do połowy nadgryziony przez protezę. A boję się, jak zawsze, gdy o rwanie zębów chodzi. Poza tym jutro jadę dowiedzieć się czy rzeczywiście mam osteoporozę, a pewno mam. Badanie będzie zrobione w specjalistycznym ośrodku, na nowoczesnym sprzęcie. Na koniec będzie wizyta u lekarza rodzinnego,który być może wypisze mi skierowanie do szpitala na oddział neurologii, z prośbą aby się wypowiedzieli w sprawie mojej nogi i trzęsącej się ręki. Czyli w najbliższym czasie czekają mnie same przyjemności.

A ja całkiem dobrze się miewam. Humor mi dopisuje, tym bardziej, że zaczęłam czytać książkę Jacka Wąsowicza z rysunkami Remka Dąbrowskiego. Świetna lektura na taki przedwiosenny czas. Zaśmiewam się i z wnikliwych obserwacji i z języka i ze sposobu ujęcia tematów. Bo jest ich wiele.

16:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2