RSS
czwartek, 26 lutego 2015
Idzie wiosna, a ja się boję o nasze bezpieczeństwo.

Boję się, że Putin może chcieć nie tylko zaanektować Ukrainę. Dziś w Kropce nad i wypowiadał się pan Szeremietiew. On widzi zagrożenia i dla nas. Dobrze, że jesteśmy w UE i w NATO, ale czy w związku z tym jesteśmy bezpieczni? Kiedyś tak myślałam, teraz mam spore wątpliwości. Wiem, że o naszym bezpieczeństwie myślą i decydują ludzie, którzy znają się na obronności. Ale....  Co można zrobić, gdy agresor używa metod, które w cywilizowanych krajach są niedopuszczalne, wręcz nieznane do tej pory. Wojna hybrydowa - to zupełnie nowy termin i inne działania.

Nie boję się o siebie, chociaż chciałabym dożyć do końca swoich dni w pokoju. Boję się o nasze dzieci, wnuki i prawnuki. Boję się rozlewu krwi i nieszczęścia.

                                           ************************

Wyłażę już z choroby. Jeszcze podsypiam w ciągu dnia, poruszam się wolno, i pracuję na bardzo zwolnionych obrotach. Ta infekcja była wyjątkowo złośliwa, ale, dzięki Bogu, jest już poza mną. Teraz czekam na wiosenne ciepło i na rozpoczęcie nowego sezonu rowerowego. Najpierw muszę sprawdzić, jak będę się czuła na siodełku po tak długiej przerwie. Później trzeba przetrenować nogi, które dosyć długo odpoczywały od pedałowania. No i jazda. Na rowerze nie dokuczają mi nogi, tak jak w czasie chodzenia. Kręgosłup też lepiej znosi podróż rowerem, niż wędrówki piesze. Nawet, gdy pogoda jest w kratkę (trochę deszczu, trochę słońca, trochę wiatru) jazda jest radością. Same plusy. A wrażenia - rozwiane wiatrem włosy, słońce odbijające się w kałużach wody i uczucie wolności i swobody.

A może po operacji kręgosłupa takie miłe wrażenia będę miała i w czasie chodzenia. Marzę o tym.

22:08, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
wtorek, 24 lutego 2015
Szaro wszędzie, cicho wszędzie...

Nie dosyć, że ostatnio jestem w marnym nastroju, to jeszcze zeżarło mi wpis nad którym dosyć długo siedziałam.

Wciąż jeszcze tkwią we mnie resztki chrzanionej infekcji. Pocę się, jestem osłabiona. Szlag by to trafił. Przez ponad tydzień ubyło mi ponad 2 kg. wagi. Kiedy indziej cieszyłabym się z tego, a dziś nawet to mnie nie cieszy. Jestem zła, rozlazła i nie nadaje się do niczego. Nawet nie wiem, czy jest mi bardziej smutno, czy po prostu jestem wściekła na wszystko dokoła. Na brak słońca, na bajzel w chałupie, na siebie, że tak długo nie mogę sobie poradzić z infekcją, na to, ze nie wiem, czy mądrze robię idąc na operację kręgosłupa w czerwcu. Na wszystko. Jestem na sporej huśtawce emocjonalnej i aktualnie huśtawka znajduje się nie na górze lecz na samym dole.

Do jutra. Może coś się zmieni choć trochę na lepsze.

14:50, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 23 lutego 2015
Moje wewnętrzne rozterki.

Myślę o panu Durczoku. Nie chcę zajmować się tematem, a cały czas pojawia mi się w głowie. Widzę dramat niszczonego psychicznie człowieka. Tak naprawdę nikt w sposób jasny i klarowny nie podał na ten temat wiadomości z powołaniem się na konkretnych świadków. A smród od kilku dni unosi się nad tą całą sprawą. Myślę, że pan Durczok w zespole redakcyjnym nie był łatwym szefem, ale trudnych, czasami chamskich szefów jest wielu, a oskarża się jego. Nie chcę zabierać głosu ani za ani przeciwko, zastanawiam się tylko nad tym, jak to się dzieje, że tak łatwo można zniszczyć człowieka? Zastanawiam się także nad tym, jak może bronić się taki niszczony człowiek i czy obrona może być skuteczna?

Psycholog powiedział by pewno: - Zastanów się nad tym, czy w twoim życiu zdarzyła się sytuacja, niekoniecznie podobna do tej, ale wywołująca podobne emocje.

Byłam jeszcze zupełnie młodą kobietą, gdy dopadła mnie depresja. Stan był na tyle poważny, że lekarz skierował mnie do Poradni Zdrowia Psychicznego. Lekarz psychiatra dał mi od razu kilka tygodni urlopu. Dziś wielu ludzi leczy się u psychiatrów nie widząc w tym niczego niezwykłego. Ale to były czasy, gdy rodzice ucznia czuli się mocno dotknięci, gdy jakikolwiek nauczyciel próbował skierować ich dziecko do Poradni Wychowawczej. Od razu pytali: - A co on jest nienormalny? A tu zwolnienie od psychiatry i do tego takie długie. Od razu z osoby znanej wszystkim stałam się kimś innym. Zaczęłam być uważnie obserwowana. Co chwila łapałam uciekające szybko spojrzenia, zaczęły padać pytania, czy jestem chora na głowę. Tak to się kiedyś mówiło. I po pewnym czasie takiej wzmożonej obserwacji zadałam sobie zasadnicze pytanie: Czy ja mam jakieś zaburzenia psychiczne, czy nie? Czy człowiek z zaburzeniami ma tego świadomość? Być może ludzie widzą we mnie coś, czego ja sama nie widzę. Wiedziałam, że niczyja odpowiedź w tym zakresie mnie nie uspokoi, że muszę sama zrobić coś takiego, co sprawi moją pewność, że wszystko jest w porządku.

Postanowiłam wrócić na przerwane wcześniej studia. Lekarz psychiatra wsparł moją decyzję i obiecał pomoc. Nauka wyglądała tak, że czytałam tekst akapitu i wracałam do początku, bo nie pamiętałam już od czego zaczęłam. Wtedy w moim środowisku nie byłam już "chora na głowę" tylko cwana. Tak było dla mnie lepiej. Jak ja się wtedy zaparłam, żeby studia skończyć, to tylko ja wiem.

Dziś to już tylko zamierzchła przeszłość, która powraca w szczególnych okolicznościach.

22:32, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
piątek, 20 lutego 2015
Zbliża się czas większej aktywności.

                                        

                                            

Tak wygląda moje chorowanie. Siedzę przy biurku i wymyślam różne głupoty, żeby zająć sobie jakoś czas. Z łóżka mnie już wyrzuca, bo ile można leżeć, a nawet spać. Jeden dzień przespałam, ale więcej się nie da. Odkąd pan dr, mimo moich stanowczych protestów, kazał mi wziąć antybiotyk, (no i go biorę) czuję się lepiej. A ponieważ kazał mi ten antybiotyk rozpuszczać w soku jabłkowym, to nie tylko nie mam kłopotów z żołądkiem, ale i siły jakoś mi szybko wracają, a i smakuje całkiem nieźle. Mam nadzieję, że już jutro lub pojutrze wezmę się za solidną robotę. Wyleżałam się, wypoczęłam, to teraz mogę śmigać z odkurzaczem w ręku po mieszkaniu. A i czas najwyższy, żeby kurze zebrać, pokój przewietrzyć, powleczenie na pościel zmienić. Od razu zdrowie będzie szybciej wracać.

Ten Demotywator o chorowaniu jest trochę na wyrost. Ja trochę inaczej sprawę załatwiam. I chyba z większa korzyścią dla swojego zdrowia.

WSZYSTKICH CHORYCH I ZDROWYCH bLOGOWICZÓW POZDRAWIAM.

            

00:14, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
wtorek, 17 lutego 2015
Leżę

Już drugi dzień zakopana jestem pod kołderkę po same uszy. Choruję. Przyplątało mi się jakieś świństwo. Mam nadzieję, że to długo nie potrwa, bo oszaleć można. Jedyna pociecha, że kotka prawie mnie nie opuszcza. Pakuje się do łóżka i pomaga mi pozbywać się bólu gardła i zapchanych uszu.Już dawno tak mnie nie sieknęło.

Wczoraj wylazłam z łóżka, żeby coś skrobnąć, ale coś mi wpis zeżarło. Dzisiaj tez mam jakieś trudności z opublikowaniem wpisu. Nie wiem, co się dzieje.

08:10, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
niedziela, 15 lutego 2015
No i zawiesiłam się.

I to nie smatfon, czy tablet się zawiesił, tylko ja osobiście. A chodzi o to, że zdjęcia z Nokii przed wstawieniem do bloga można było przekręcić, a tu nie wiem jak to zrobić. Po drugie filmików także nie mogę wstawiać do bloga, bo są zbyt duże. Rozglądam się za podpowiedziami, jak taki filmik wstawić do You Tuba, bo z You Tuba do bloga, to już prościzna. Tak myślę. A tak w ogóle to jak na razie nie umiem odbierać telefonu ze smartfona i nie umiem robić filmików. Same - nie umiem.

Jeżeli jednak już wiem czego nie umiem (z tych podstawowych rzeczy), to przynajmniej będę wiedziała, czego szukać.

Pozdrawiam Wszystkich.

21:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
piątek, 13 lutego 2015
Wiem, że trochę nowej wiedzy liznęłam...

      Byłam na uroczystości zorganizowanej dla dziadków. Bardzo się cieszę, że pojechałam, bo cieszył się mój mały przedszkolaczek - Adaś. W czasie uroczystego występu co chwilę  podbiegał do mnie. Zaśpiewał dla mnie Sto lat. Oczywiście, występ Adasia został nagrany na tablecie, ale do bloga nie mogę tego filmiku wprowadzić, bo ma zbyt dużą objętość. Ucieszył się także mój starszy prawnusio - Leoś.

      W jedną stronę podwiózł mnie mąż, więc nie miałam żadnych przesiadek. Bardzo trudny, natomiast, był dla mnie następny dzień. Miałam dużo chodzenia, bo najpierw wizyta u lekarza ortopedy, a później jeszcze dojazd i załatwianie sprawy w szpitalu. Od świetnego fachowca -  pana doktora dostałam skierowanie do szpitala na operację przepukliny kręgosłupa lędźwiowego, która od wielu lat blokuje mi nerw w prawej nodze. Przed operacją będzie się jeszcze tylko musiał wypowiedzieć lekarz anestezjolog. Jeśli mnie zakwalifikuje, to może będę jeszcze chodziła normalnie. Ale po przyjeździe do domu byłam tak umordowana, że bolały mnie nawet paznokcie u nóg. Ale dużo spraw załatwiłam.

       Zarówno ze smartfonem, jak i z tabletem staram się zaprzyjaźnić. Idzie mi tak średnio. Wiem, że sporo jeszcze nie wiem, czyli dochodzę do myśli, którą wyraził dużo wcześniej podobno Sokrates. Z tym, że on powiedział, że nic nie wie. Ja trochę już wiem, ale chwalić się jeszcze nie bardzo mam czym.

23:11, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »

20:14, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 09 lutego 2015
Nie ma lekko.

Jeszcze kilka lat temu wyjazdy z przesiadkami, co to był za problem? Żaden. Aż do czasu. Nie wiem kiedy ten czas nastąpił. Wiem, że teraz jest inaczej. Gorzej. Ile to myślenia przed podróżą, ile kombinowania, ile niepokoju i  rozważań.

Zacznę jednak od początku. Rozmawiałam z wnuczką i dowiedziałam się, że w przedszkolu u mojego prawnusia Adasia odbędzie się przełożony Dzień Dziadków. No i zapowiadało się, że nikogo z dziadków nie będzie. Babcia i dziadek nie mogą. Pradziadek samochodem nie pojedzie, bo uroczystość zaczyna się o godz. 17. Czyli będzie już szarówka, zanim się całość skończy, będzie ciemno, a mój mąż po ciemku boi się jeździć.

No i pozostała prababcia. Nigdzie się nie wybierałam, ale jak tu nie jechać? Może dziecko będzie płakało, że nie ma komu życzeń złożyć? No więc prababcia pewno pojedzie. Będzie to jazda z przesiadkami, bo najpierw jazda pociągiem, przesiadka do drugiego pociągu, a później jeszcze szukanie taksówki, żeby zawiozła mnie na miejsce. Później nocowanie u wnuczki (a ja tak lubię swój tapczanik), następnego dnia powrót do Warszawy, wizyta u lekarza i wreszcie  powrót do domu. Jeszcze po drodze dobrze by było zawieźć skierowanie do szpitala, gdzie mam miejsce na Oddziale Neurologii na początku czerwca.

Tak, że w najbliższym czasie czeka mnie intensywne ruszanie głową i nie tylko głową.

Na zakończenie aż się prosi piosenka Wsiąść do pociągu byle jakiego... w wykonaniu Maryli Rodowicz.

17:17, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
sobota, 07 lutego 2015
Ale się działo.

                                      

 Na górze jest zdjęcie mojego sandałka, kupionego w internecie. O to zdjęcie prosiła Sekretarka Bozeny.

Zacznę od początku. Dostałam informację, że mogę dostać nowy telefon. Pojechaliśmy z mężem  do Biura Obsługi Klienta. Powiedziałam, że mnie zależy na telefonie z dużymi cyframi i literami. - A może taki będzie pani odpowiadał? - zapytała pani przynosząc smartfona. Pokazała cyfry. Rzeczywiście duże. Tylko niepokoiło mnie to, że palcem się jeździ po ekranie. Pani zapewniła mnie jednak, że to prościzna. Aparat podobał mi się. No i go kupiłam. Przećwiczyłam pod jej okiem wchodzenie i wychodzenie z ekranu. Dobrze szło. Pani zaproponowała mi jeszcze tablet, z takim samym ustawieniem, jak w smartfonie. I znowu kupiłam. Tak, że mam dwie nowe zabawki.

Dziś przyszła do mnie wnusia. Napracowała się nad tym, żeby moje szare komórki zechciały przyjąć, to, co mi tłumaczyła. Usiłowała mnie nauczyć jak zrobić zdjęcie i wrzucić go prosto do bloga.  Zdjęcie wskoczyło na miejsce bez protestowania żadnego. Jej to szło sprawnie, ale jak będzie z moimi próbami to się dopiero okaże. Z telefonem jakoś sobie radzę, tylko do tabletu podchodzę jak pies do jeża, prawie czając się.

No i się zaczęło. Uff!

Ciekawe, czy będę mogla wgrać np. do telefonu jakieś lekcje jęz. angielskiego, żebym mogła uczyć się, łażąc np po lesie.

A tak w ogóle, to całe życie uczę się czegoś, a wciąż jestem niedouczona. No i w rytmie tanga zabieram się do nauki.

18:11, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (27) »
 
1 , 2