RSS
wtorek, 28 lutego 2017
Do jutra.

Dziś jestem rozbita. Ledwo się na nogach trzymam, ale zadowolona jestem z dzisiejszej rehabilitacji. Resztę wiadomości jutro, jak trochę dojdę do siebie.

20:57, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 27 lutego 2017
Oczekiwanie na cud.

       

Jutro jadę do Warszawy na pierwszą rehabilitację do pana rehabilitanta, który pracuje  metodą przywiezioną z uczelni w Stanach Zjednoczonych. Gdyby mi pomógł, to byłby to dla mnie prawdziwy cud. Nie potrafię się pogodzić z moim upośledzonym chodzeniem, chociaż słyszę takie rady. Od 12 lat, czyli od mikroudaru, który poleciał mi na nogi próbuję poprawić komfort chodzenia. Zresztą nie chodzi tylko o komfort. Krzywe chodzenie doprowadziło do poważnych zmian w kręgosłupie i w efekcie do jego operacji. Ze swoją nogą byłam już u wielu profesorów, docentów, lekarzy - specjalistów, rehabilitantów, bioenergoterapeutów, a chodzę wciąż na lewej nodze, a prawą się tylko lekko podpieram i jeszcze w dodatku skacze mi w niej środkowy palec. Pan rehabilitant powiedział, że spróbuje mi ten palec unieść do góry. To byłoby już coś.

To, że już jutro jadę i że być może nastąpi jakaś poprawa dodało mi dziś wiele energii. Zamiast siedzieć jak zwykle chodziłam jak nakręcona, a robota paliła mi się w rękach. Jestem bardzo podekscytowana. Nawet świadomość, że zabieg będzie bolesny (bo to praca m.in. z powięziami) nie zakłóca mojej radości. Cieszę się jak dziecko, któremu obiecano kupienie upragnionej zabawki. Nie wiem, czy po pierwszym zabiegu będę już lepiej chodziła. Wszystko okaże się jutro. Myślę, że będzie dobrze. Moja znajoma jeździ do tego pana na zabiegi i jest bardzo zadowolona. Jej pomaga. Mnie powiedział po wypytaniu się o objawy, że będzie starał się mi pomóc i że jego zdaniem na lepiej funkcjonujących nogach od niego wyjdę.  No więc do jutra. Jutro wieczorem napiszę, jak było i czy jest lepiej. (Być może tak będzie lepiej, że lepiej nie mówić. Tfu! Tfu! Tfu!).

Wiem, że przynudzam o swoim problemie, ale ja tym problemem żyję już od 12 lat, a teraz może się wszystko odwróci na lepsze. Co daj Boże. AMEN.

No i jakaś radosna muzyka do tańca, bo dziś mnie roznoszą emocje.

21:05, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
sobota, 25 lutego 2017
Ale urwanie głowy, ale miłe urwanie, choć czasami męczące.

                       

Myślenie wielokierunkowe wyraźnie źle mi robi.

Siedzę sobie dziś spokojnie w domu. Przeglądam w komputerze swoje pliki i nagle  telefon. - Babciu! jak się oboje z dziadkiem czujecie? - A o co chodzi? - pytam rzeczowo. -Zalało mi mieszkanie. Mam urwanie głowy. - Chcesz, żebyśmy zabrali dzieci? -

Samochód wyjechał szybko z garażu, bo godzina była już dosyć spóźniona, a mój mąż po zmroku nie jeździ i galopem po chłopców. Już są u nas w domu. Zrobiłam im szybko obiad i nagle stwierdziłam, że na karku mam co prawda głowę, ale ona jest niezupełnie moja. Jakieś uciski, szum, trudno zebrać myśli. A przecież jeszcze nie tak dawno mogłam robić kilka rzeczy równocześnie i nie męczyło mnie to zupełnie. A tu trochę większa koncentracja i głowa się buntuje. Zastanawiam się, co się dzieje? Chyba świadomość odpowiedzialności za dzieci tak na mnie działa, bo przecież nie praca w domu, którą każdego dnia wykonuję niezależnie od tego, czy dzieci są u nas, czy u swojej mamy. A może to jest niepokój wynikający ze strachu, że nie podołam obowiązkom.

                                 Następny dzień, czyli czwartek.

Jest godzina 10,15. Jestem niewyspana, bo spałam dziś kolo dzieci, czyli w innym miejscu. Okazuje się że można się do wszystkiego przyzwyczaić, do swojego łóżka też, toteż chyba teraz przekażę opiekę nad dziećmi mężowi i zdrzemnę się trochę na swoim posłaniu.

Już dzieci zjadły zupę pomidorową. Kotlety z ziemniakami będą później, a mnie znowu wysiadła głowa. Zupełnie tego nie rozumiem, bo chłopcy są bardzo grzeczni i prawie ich nie słychać. Bawią się sami. Nie kłócą się. Przychodzi mi do głowy myśl, że już nie nadaję się na opiekunkę do dzieci. W sobotę przyjeżdża moja córka i od razu zrobi się inaczej. Zajmie się dziećmi, a ja gotowaniem i sprzątaniem. Dziś dzieci przeniosły się ze spaniem do pokoju obok mojego. Mają spać obaj na rozkładanym dużym tapczanie. Właśnie rozrabiają. 

Sytuacja na chwilę opanowana. Muszę trochę odreagować i skoncentrować się. Pomyśleć.

                                                      ******

Dziś jest sobota. Właśnie odwieźliśmy chłopców do Warszawy do ich mamy. W domu jest taka cisza, że aż w uszach dzwoni, tylko z dołu dochodzi przytłumiony głos telewizora. Ja mimo, że spałam dobrze w nocy, jestem tak senna, że oczy zamykają mi się same. Chyba na chwilkę przyłożę głowę do poduchy w łóżku i będzie pełne odprężenie.

Ale już zaczyna budzić się we mnie tęsknota za tym, co dzieci w nasze życie wnosiły. Jest to tęsknota za urokiem dziecięcego spojrzenia na trudne dorosłe sprawy, tęsknota za naiwnością i ciepłem, za  nieprzewidywalnością. Przy dzieciach, nasze monotonne życie zmieniło się tak, że początkowo trudno się było do niego dostosować. Nawet gdy człowiekowi wydawało się, że nie ma już siły, to dzieci mu jej dodawały w trudny do zdefiniowania sposób. Stały się one słonkiem i promykiem tego słonka w naszym życiu - życiu dorosłego, starego człowieka. Stały się łącznikiem tego, co było kiedyś, z tym, co jest dziś.

Razem z ich odjazdem dom stał się znowu dorosły, poważny, można powiedzieć - stary i nudny.

14:49, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (30) »
wtorek, 21 lutego 2017
Domowe wypieki. Tego mi brakowąło.

                      

W tym tygodniu upiekłam już drugie ciasto. I znowu jest udane. Hip! Hip! Hurra!!! Czyli znowu wiem, jak. Zakalce odpłynęły w siną dal. Pierwsze było ciasto z serem, a dziś upiekłam szarlotkę. Przy okazji wykorzystałam trzy słoiki owoców przyniesione z piwnicy. Wymieszałam duszone jabłka, z brzoskwiniami i ze śliwkami. Wyszła bardzo dobra masa.  No i wiem już dlaczego wcześniejsze ciasta mi się nie udawały.  Ze względu na męża - cukrzyka zrezygnowałam z cukru w cieście na rzecz zamienników, ale tych zamienników dawałam jak na lekarstwo, trochę więcej niż proszku do pieczenia. Dopiero córka zwróciła mi uwagę, że przepis jest po to, aby się go trzymać. Poradziła mi, abym zamiast cukru dała taką samą ilość xylitolu do ciasta. No i upieczone ciasto jest pycha.

Natomiast schrzaniłam dziś kaszankę wegetariańską, bo chciałam sobie ułatwić pracę. Ukręciłam puszkę ciemnej fasoli, masło, jajka, trochę oliwy + przyprawy, czyli majeranek w dużej ilości,  czosnek z torebki i pieprz. Do tego dodałam ugotowaną wcześniej kaszę gryczaną i trochę suchej kaszy manny i zorientowałam się, że gotowanej kaszy gryczanej jest mało. Pomyślałam, że surowa kasza też będzie dobra i dodałam jej sporą ilość licząc na to, że w czasie pieczenia wciągnie ona w siebie wilgoć z dosyć rzadkiej masy. Nie pomyślałam jednak, że wierzchnia i spodnia warstwa zbyt szybko się przypieką i będą dosyć chrupkie, a takiej chrupkości trzecie zęby już nie tolerują. 

Wciąż jeszcze pocę się ogromnie. Toteż siedzę w domu jak ta zmokła kura z włosami tak mokrymi jakbym właśnie przed chwilą je umyła i jeszcze nie zdążyła ich wytrzeć. 

A termin mojej rehabilitacji (28.II) szybko się zbliża. Zabieg ma być bardzo bolesny (bo to praca z powięziami), ale i skuteczny. Zobaczymy. Moja znajoma też jeździ z bolącą nogą i jest bardzo zadowolona.

Jeszcze piękna melodia stwarzająca radosny nastrój.

23:10, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 20 lutego 2017
Wieczór.

                    

 Jest noc. Dochodzi godzina 23. Wczoraj bardzo długo nie mogłam zasnąć. Zupełnie nie mogłam się zagrzać w łóżku. Nie pomogła ciepła koszula nocna, ani wełniane skarpety, dopiero gorący termofor rozwiązał problem. Dziś czułam się, jakby mnie ktoś przeżuł i wypluł. Podejrzewam, że to moje ostatnie podziębienie w taki sposób ostatkiem sił dało o sobie znać. Toteż dziś termofor wylądował w łóżku dużo wcześniej. Gdy się położę, będzie już cieplutko.

 Za oknem słychać krople deszczu miarowo uderzające o daszek przybudówki.  Fionka i Mały siedzą w ciepełku pod żarówką - kwoką, a kotka wyleguje się na moim łóżku. 

Staff Leopold

Wieczór
Leżę na łodzi
W wieczornej ciszy.
Gwiazdy nade mną,
Gwiazdy pode mną
I gwiazdy we mnie.



23:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
niedziela, 19 lutego 2017
Niedziela.

Zmarła pani Danuta Szaflarska. Miała 102 lata. Będzie mi brakowało Jej uśmiechu, pogody ducha i przepięknych opowieści o życiu, o wojnie, którą przeszła jako młoda kobieta, o zagrożeniach życia i o swoich pasjach. Była wspaniałym człowiekiem i świetną aktorką. Niech odpoczywa w pokoju. 

Dobrze, że byłaś (wiersz klasyka)

Jonasz Kofta

 Nie mam niczego do stracenia

Jestem w ciemności, idę w ciemność
Z istnienia przejść do nieistnienia
Łatwo
Dopóki jesteś ze mną.
 
Spod stóp się osunęła ziemia
Cokolwiek złego było, wybacz
- Jak mam ci pomóc?
Boję sie ciszy
- Słyszysz mnie?
Słyszę
Dobrze, że byłaś.

                                       

Niedziela. Dzień odpoczynku. Co prawda odkąd przeszłam na emeryturę, wszystkie moje dni są już dniami odpoczynku od pracy zawodowej, ale w domu zawsze jest co robić, nawet w niedzielę. Dziś jednak mam dzień zadumy. Myślę o życiu o jego barwach, o różnych tęsknotach o spełnieniach i o braku tych spełnień. Jeszcze przed chwilą czułam w sobie złość. Nie była to złość do jakiejś osoby, tylko złość uogólniona. A teraz jest cisza. Przypomina ona błękitnoszarą taflę wody oceanu i nie budzi nawet teoretycznego zagrożenia. Żadnego podmuchu wiatru. Odbite promienie słoneczne od wody przynoszą uśmiech, ciepło i rozmarzenie.

Emocje. Skąd one się biorą? Czym byłoby nasze życie bez nich? Żyję. Czuję. Odbieram  wrażenia wszystkimi zmysłami. Od czego zależy ten odbiór? Do oka wpadają nam fale, które nasz mózg przetwarza w obraz. Nasz mózg jest podobno narzędziem do przetwarzania danych, a świadomość jest poza nami. Taka wiedzę podaje pani dr. Adamska-Rutkowska fizyko-chemik. Czy jest możliwe, że jesteśmy kimś wyjątkowym, niepowtarzalnym i że jesteśmy jednocześnie częścią jakiejś większej całości?

20:03, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
piątek, 17 lutego 2017
Takie sobie bla, bla, bla.

                   

Zupełnie nie mam napędu do pisania.Przeżywam jakiś zastój. Myśli płyną bardzo leniwie i brak jakichś nowych bodźców. Pewno ten brak napędu spowodowany został ostatnio przebytą chorobą. Co prawda trwała ona krótko, ale dała mi solidnie w gnaty.

Skończył się już u mnie ból biodra. (Paraliżował każdy mój krok przez 3 dni). Już dziś chodziłam normalnie, bez bólu. Normalnie, czyli tak, jak przed infekcją. Piszę, że była to infekcja, a nie rwa kulszowa, bo jak się okazuje moja koleżanka miała identyczne objawy jak ja, czyli ból w biodrze, który wystąpił jeszcze w nocy w łóżku, brak możliwości normalnego poruszania się i gwałtowne kichanie. Trudno uwierzyć, aby takie same objawy wystąpiły w tym samym czasie u mnie i u koleżanki, jeśli nie byłaby to taka sama choroba. No ale już to świństwo odjechało za góry, za lasy.

Wczoraj pojechaliśmy z mężem do pobliskiego miasteczka i kupiłam tam robot kuchenny naszej krajowej produkcji. Robot znanej zagranicznej firmy kosztowałby pięć razy tyle. Ten zakupiony przeze mnie robot ma wiele przystawek i można w nim nawet zemleć orzechy. Wiedząc, że jestem noga całkowita jeśli chodzi o sprawy techniczne, to w sklepie pod okiem sprzedawczyni założyłam różne części na korpus napędowy. Teraz spokojnie przeczytam instrukcję, ale jak siebie znam, to początkową jakąkolwiek pracę z wykorzystaniem tego urządzenia będę przeżywała jak mrówka poród. Już dziś miałam    ukręcić ciasto piaskowe, ale pomyślałam, że nie ma co się spieszyć i robota jest przełożona na jutro. Zresztą  po co pośpiech? Ostatnio nawet nie lubię piec ciasta, bo wychodzą mi same zakalce. I zupełnie nie rozumiem, o co tu chodzi. Gdy moje dzieci były małe, a mój mąż nie miał jeszcze cukrzycy, to dwa razy w tygodniu piekłam ciasto. Wyjmowałam z piekarnika duże blachy i tylko raz zdarzył mi się zakalec, gdy córka poprosiła, żebym jej zrobiła ciasto do szkoły na jakąś uroczystość. Dałam wtedy do ciasta 15 jajek, bo chciałam się popisać i wyszedł mi gniot. Wszystkie pozostałe wypieki były zawsze udane. Teraz staram się robić ciasto na zamiennikach cukru, bo mąż ma cukrzycę i może to jest przyczyna? A może jajka, mąka masło, śmietana muszą mieć jednakową temperaturę? Nie wiem. Wiem natomiast, że już dochodzi godzina 24 i pora iść spać.

Jeszcze Ennio Morricone i jego Wyjątkowy podwodny ogród.

00:18, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
środa, 15 lutego 2017
Poszukiwanie.

                   

Wczoraj położyłam się spać około godziny 2 w nocy. Najpierw zainteresował mnie filmik -  Rozmowy z Krzysztofem Jackowskim cz.32. Do wypowiedzi pana Jackowskiego podeszłam ze sporą dozą krytycyzmu, ale w miarę słuchania tego, co mówił wciągałam się coraz bardziej w poruszane treści. Mówił o tym, że człowiek powinien żyć uważnie, powinien ciągle zadawać sobie pytania, nawet wtedy, gdy nie znajduje odpowiedzi. Mówił o tym, że każdy z nas powinien być otwarty na doznania, które do nas docierają. I że nie należy ograniczać się do tego, co się widzi, słyszy, czuje, dotyka, ale i na takie doznania, które być może w sobie mamy, ale nie zwracamy na nie uwagi. Od razu przypomniała mi się  historia z mojego życia.

To było wiele lat temu. W owym czasie moja teściowa chyba nie przepadała za mną. Nie przyjeżdżała do nas, a ja się nie narzucałam.

Pewnego dnia zajęta byłam w kuchni przygotowywaniem jakiegoś posiłku i nagle bez jakiegokolwiek mojego zamiaru znalazłam się przy oknie wychodzącym na drogę i zaczęłam wyglądać, czy teściowa do nas nie idzie. Przy oknie zorientowałam się, co ja wyprawiam i wróciłam do przerwanej pracy. Za chwilę sytuacja się powtórzyła i ja znowu znalazłam się przy oknie wypatrując teściowej. Nie minęło pół godziny i teściowa do nas przyszła. Później siedziała u nas całą zimę i stosunki między nami były takie, jak między dwoma kumpelkami.

I ja do dziś nie wiem, jakim zmysłem odebrałam to, że idzie do nas. Nie spodziewałam się odwiedzin, nie czekałam, a czułam, że jest blisko nas.

Później zaczęłam słuchać bardzo interesującej wypowiedzi na temat naszej świadomości pani dr inż. o specjalności fizyko-chemik.Wywiad miał tytuł: - Rzeczywistość nierzeczywista. Pani mówiła o większej ilości wymiarów, niż te poznane przez nas, wspominała o rzeczywistości kwantowej i wszechświatach równoległych. Powiedziała, że w myśl najnowszych spekulacji świadomość nasza jest poza nami.

I co z tego wszystkiego wypływa dla nas? Że trzeba żyć. Wszystkimi zmysłami starać się odbierać różne doznania bez ich kwalifikowania i bez podejrzliwości. Po prostu z nimi być.

A może muzyka też nas  dostraja do odbierania różnych doznań?

22:33, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
wtorek, 14 lutego 2017
Próbuję realizować jedno z moich postanowień noworocznych.

 

Dziś zaczęłam na nowo przyglądać się językowi angielskiemu. W końcu to język, który też tak jak język polski wykorzystuje słownictwo (czyli jakby magazyn słów i wyrażeń) i gramatykę (która słowa dopasowuje do formy wypowiedzenia). Tak myślę. Ilenka już dawno temu zwracała mi uwagę na gramatykę i miała świętą rację. Bez poznania różnych form gramatycznych nie można poznać języka. Podejrzewam, że właśnie uchyliłam dawno już otwarte drzwi przez tych wszystkich, którzy język angielski znają. Do tej pory próbowałam, z żałosnym skutkiem, uczyć się samych słówek. Teraz domyślam się, że trzeba zespolić słownictwo z gramatyką.

Wiem, że gramatyka języka polskiego składa się z kilku działów. To są: fonetyka, morfologia podzielona na słowotwórstwo i fleksję, oraz składnia. Wydaje mi się, że podobnie jest w języku angielskim z małymi różnicami z obrębie poszczególnych działów. Jeśli chodzi o budowę zdania, to czytałam już, że jest inny szyk wyrazów w zdaniu angielskim, a inny w języku polski. Jeszcze nie przyjrzałam się tej sprawie. Trzeba po kolei i metodycznie. Z tym, że nie wiem, czy właśnie tak należy podejść do nauki języka obcego. Jeśli chodzi o fonetykę, to już wiem, że w języku angielskim występują nie tylko takie głoski, jak w języku polskim, ale i takie, które inaczej się artykułuje. 

Czyli wstęp do nauki zrobiony. Język angielski został przeze mnie z lekka obejrzany i obwąchany. Jakiś ogólny rzut oka na język mam. Teraz brakujące puste miejsca trzeba zacząć zapełniać wiedzą czysto językową. A tych brakujących pustych miejsc jest całe ogromne pole z maleńkimi wstawkami. Te wstawki - to wiedza przeze mnie już zdobyta lub wiedza, której się domyślam.

Na zakończenia Piosenka w wykonaniu Michała Szpaka Real Hero. Michał Szpak śpiewa piosenkę w języku angielskim. Jeszcze nie wiem, co te słowa znaczą, ale wszystko jest przede mną.

23:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
niedziela, 12 lutego 2017
Nowy dzień.

          

Na dworze szary i mglisty poranek. W mieszkaniu bałagan pochorobowy. Jeszcze zwalczam resztki infekcji, ale jest już nieźle. Tylko czas jakoś stanął w miejscu. Wskazówki zegara poruszają się do przodu, a ja nie czuję, aby coś się zmieniało. Znieruchomiałam. Zamiast się kręcić po mieszkaniu i przynajmniej udawać, że coś robię, to siedzę, jak przymurowana przed komputerem. Korzyść jest taka, że obejrzałam ciekawy film - Bezcenny dar i mam o czym teraz myśleć. Film jest o przemianie wewnętrznej człowieka i pokazuje, co tak naprawdę w życiu jest ważne. Kończy się sceną, gdy bohater zrozumiał, jakie są jego priorytety i widz pozostaje z wrażeniem, że u tego bohatera nie będzie już żadnych nieodpowiedzialnych zachowań. Że ten człowiek będzie całe życie mądry i będzie podejmował same mądre decyzje. Tylko w prawdziwym życiu, a nie w życiu bohaterów literackich, czy filmowych wzloty i upadki są na porządku dziennym. Są tworzywem tego życia. A mądrość życiowa chyba polega na tym, aby przez te różne huśtawki wydarzeń i nastrojów przechodzić bez euforii, ale i bez załamań. Żeby umieć je traktować jak naukę na przyszłość i aby umieć w nich zobaczyć nie klęskę, czy niepowodzenie, a szansę na zmianę, na rozwój. 

Znany Filozof Leszek Kołakowski tak pisze:

Leszek Kołako­wski Leszek Kołako­wski
Mini wykłady o maxi sprawach
Gdy się przez czas jakiś obserwuje pewien stały kierunek przemian, złudzenie, że tak już będzie zawsze, jest całkiem naturalne, lecz z reguły fałszywe.

20:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2