RSS
czwartek, 28 listopada 2013
Pierwszy szron

To zdjęcie jest zrobione z okna pociągu. Taki dzisiaj wystąpił spadek temperatury, że szron na drzewach, krzakach i trawie pozostał do południa. Wracałam z Warszawy o godzinie 13 i tuż za miastem taki zobaczyłam widok. Czyli zobaczyłam pierwsze oznaki zimy. I to w środkowej Polsce.

Jestem typowym zmarzluchem. Nie zasypiam bez gorącego termofora. Na wszelkiego rodzaju spacery ubieram się bardzo ciepło, a i to nie zawsze jestem wystarczająco rozgrzana. Toteż najchętniej piję teraz herbatę z korzeniem imbiru i z cynamonem. Przydałoby się także bardziej kaloryczne jedzenie, ale to od razu dodatkowe kilogramy. Co prawda modelką już raczej nie zostanę, (a może jeszcze?) ale w szafie wciąż wisi szczuplutka spódnica, w której kiedyś wyglądałam, jak mi się wówczas wydawało, bardzo elegancko. Dziś mogłabym ją założyć pewno na jedną nogę, ale może jeszcze wrócę do formy? Marzyć jest rzeczą piękną. Nawet jeśli te marzenia są zupełnie nierealne i ja świetnie o tym wiem.

Z jedzeniem też różnie w życiu bywało. Ileś lat temu byłam przez 7 bitych lat wegetarianką. Ani grama mięsa. Czasami ryby. Dopiero jak złapałam jakąś infekcję, to mój lekarz rodzinny pogonił mi kota i kazał mięso przywrócić do jadłospisu, co uczyniłam, acz bardzo niechętnie.

Z tego okresu mam kilka przepisów, które nadają się na kolację wigilijną, bo są bez mięsa, a smakują , jakby były z mięsem.

Dziś podam przepis na pyszne, kruchutkie paszteciki z nadzieniem z soczewicy i z cieciorki. Przepis na ciasto dała mi koleżanka, a farsz, to moja radosna twórczość. Myślę, że koleżanka nie będzie miała mi za złe, że jej przepis podaję dalej.

               Paszteciki

1/2 kg mąki + 1 kostka rozpuszczonego masła roślinnego + 1/2 szkl. mleka + 5 dkg. drożdży + 1 jajko + trochę soli.

Do miski wsypać mąkę (odsypać z niej trochę do drożdży) ; Zagotować mleko, przestudzić (ma być letnie) dodać odsypaną wcześniej mąkę i dodać pokruszone drożdże. Postawić w cieple do wyrośnięcia. Następnie do całej mąki dodać wyrośnięta drożdże, 1 jajko i trochę soli i wyrobić ręką ciasto. Odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Ugotować wcześniej namoczoną cieciorkę i osobno ugotować soczewicę brązową lub zieloną. (Ilości  - na oko)

Zeszklić 1 cebulę i zemleć ją razem z ugotowaną cieciorką i soczewicą. Do masy można dodać trochę kaszki manny (żeby masa lepiej się trzymała) i jajko. Oczywiście posolić, popieprzyć. Masa ma być pikantna.

Wyrośnięte ciasto rozwałkować cienko prawie, jak na faworki.(ważne, bo wtedy będą rogaliki kruche). Kroić rozwałkowany placek na około 10 - 12 cm. pasy, a te na trójkąty. Na podstawie trójkąta układać masę (trochę, niezbyt dużo) i zwijać je tak, żeby czubek trójkąta był na wierzchu. Paszteciki układać na wyłożonej papierem blasze i piec do zrumienienia. Oczywiście blachę z pasztecikami wstawia się do nagrzanego piekarnika. Oczywiście nadzienie może być także inne np. masa serowa, pieczarkowa, mięsna itd.

Smacznego!

19:19, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
wtorek, 26 listopada 2013
Co za piękny dzień

Wczorajszy dzień po raz pierwszy od ponad ośmiu lat życia z niedowładem nogi dał mi pewną nadzieję zmiany na lepsze. Lekarz rehabilitacji wytłumaczył mi, że mój problem, to sprawa zablokowania nerwu w kręgosłupie lędźwiowym. Prawdopodobnie trafię na wyciąg kręgosłupa, bo operacji nie chciałabym. Boję się, że mogłabym się znaleźć na wózku inwalidzkim. Ale sama świadomość, że może jeszcze będę miała dwie zdrowe nogi napełnia mnie radością. Co prawda, nie wiadomo, czy odblokowany nerw po tylu latach zablokowania zacznie normalnie działać, czy będzie kaprysił. 50 na 50  taką mam szansę - tak powiedział lekarz. Ale po co przewidywać kłopoty. Jest nadzieja na lepsze i od razu świat jest bardziej kolorowy. Słońce jaśniej świeci i wszystko dokoła jest bardziej radosne. Nawet gdyby padał deszcz lub wichura szarpała konarami drzew, to też byłoby pięknie, romantycznie, nastrojowo. To nie rzeczywistość wokół jest optymistyczna lub ponura, tylko mój odbiór zmienia się w zależności od tego, co przeżywam. A przeżywam nadzieję pomieszaną z radością.

"Radość jest kamieniem filozoficznym, który wszystko zmienia w złoto". Benjamin Franklin

15:17, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
niedziela, 24 listopada 2013
Budujmy poczucie własnej wartości.

Kto z nas nie chciałby wychować swoich dzieci, na mądrych, dobrych, inteligentnych ludzi? Chyba nie ma takich rodziców. Każdy chciałby dla swoich dzieci wszystkiego, co w życiu najlepsze.

Przypominam sobie, kiedy ja zostałam mamą. Wychowanie wydawało mi się takie proste. - Wystarczy, że wykorzystam dobre wzorce wyniesione z rodzinnego domu do tego literatura fachowa i problem załatwiony. Czyli wiem, co robić. - Tak wtedy myślałam. Wiele lat żyłam w takim złudnym przekonaniu.

Pierwszy raz ocknęłam się, gdy sama zaczęłam pracować nad sobą. Nagle dotarło do mnie jak ogromne znaczenie ma umiejętność wyrażania uczuć i jak można przy pomocy słów budować poczucie własnej wartości każdego człowieka (I tego małego i dorosłego) lub je niszczyć. Na zdjęciu u góry są dzieci, ale to nie tylko dzieci potrafią ranić innego człowieka, potrafią to, często nieświadomie, robić także dorośli, w tym rodzice, wychowawcy.

Mówi się: Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Ale, moim zdaniem, nie można tego powiedzenia odnosić do dzieci. Mamy zwyczaj zwracać uwagę dzieci, na to, co naszym zdaniem jest do poprawy, a nie na to, co nas cieszy i co akceptujemy. Mówimy: - Nie garb się. - zamiast - (np.) - Wyprostuj się. -  Czy nasze dzieci często słyszą: - Poradzisz sobie. Zrobiłeś to świetnie. Jesteś zdolny. - itd. itd.

Pamiętam jakie to ważne było dla mnie, gdy usłyszałam od miłej i mądrej pani po dłuższej pracy nad problemem coś takiego. - Masz wiele rozwiązań tej sprawy, która cię obecnie pochłania. Są np. takie, takie i takie. (Czyli jeszcze raz wyliczyła ile jest różnych możliwości) Ale ja wiem, że ty wybierzesz taki sposób, który będzie najlepszy dla ciebie i dla twoich bliskich. (Czyli dała mi wolność i prawo wyboru oraz utwierdziła w przekonaniu, że poradzę sobie, a ona we mnie wierzy). To było ileś lat temu. Ja wtedy byłam już dorosłą starszą osobą a pamiętam to do dziś.

Ile dobrego mogłyby takie słowa zrobić w odniesieniu do dzieci. Szkoda, że nie wiedziałam tego wcześniej.

 

19:36, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
piątek, 22 listopada 2013
Sprawiedliwość.

Nie Prawo i Sprawiedliwość (Nie mam ochoty mówić czegokolwiek o tej partii) tylko sprawiedliwość. Ostatnio zadałam sobie pytanie: Jak to jest z poczuciem sprawiedliwości u nas? Zaczęło się od tego, że kiedyś przeczytałam w prasie artykuł znanego prawnika. Napisał on, czego nie może właściciel posesji. Otóż z tego artykułu wynikało, że gdyby właścicielowi przyszło do głowy wykopać na swojej działce głęboki dół i go zamaskować, a jakiś złodziej po sforsowaniu ogrodzenia, wpadł do niego i zrobił sobie krzywdę, to właściciel odpowiadałby za wypadek. Trochę mnie to zdziwiło, bo moim zdaniem, ktoś, kto podejmuje jakieś działania na cudzym terenie podejmuje ryzyko i to jest jego wybór. Nikt go tam nie zapraszał, ani nie miał obowiązku informować o przeszkodach.

Teraz historia z życia wzięta. Pewna samotna staruszka mieszkająca na parterze domu, bała się, że ktoś może ją napaść, okraść i wyrządzić krzywdę, toteż zawsze na noc kładła koło łóżka siekierę. Tak na wszelki wypadek. Pewnej nocy obudziła się i usłyszała, że ktoś próbuje dostać się do jej mieszkania. Wystraszona babcia wzięła siekierę i stanęła koło okna. Gdy złodziej wyciął diamentem kawałek szyby i wsadził rękę do środka, aby otworzyć okno, babcia siekierą ucięła mu rękę. I co? I babcia poszła do więzienia. Przekroczyła obronę konieczną, podobno.

Ostatnio czytam w internecie, że dwóch oprychów wpadło do mieszkania Bogu ducha winnych ludzi. Pobili starego człowieka. Na ratunek rodzinie ruszył młody mężczyzna, chyba wnuk pobitego, złapał nóż i zabił obu napastników silnymi ciosami. Dostał 10 lat do odsiadki i dosyć wysoką karę pieniężną, którą miał wpłacić na rzecz rodziców zabitych.

Ja na prawie się nie znam. Według mojego poczucia sprawiedliwości, to napastnik powinien starać się przewidzieć konsekwencje swojego czynu, a nie poszkodowany, który działa w nerwach i w zagrożeniu. Nie jestem za zabójstwami z żadnej strony, ale czasami myślę, że sytuacja powinna ulec odwróceniu.

I cytat:

Między literą a duchem prawa hula interpretacja. Stanisław Fornal.

A teraz coś z Demotywatorów, aby optymistycznie zakończyć.

I to by było tyle na dziś w sprawie poczucia sprawiedliwości.

13:52, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
czwartek, 21 listopada 2013
IV młodość. Wspomnienia i nie tylko.

Młodość.

Jeżeli jest pierwsza młodość, druga młodość, to dlaczego ma nie być trzeciej i czwartej? Ja przeżywam już tę czwartą. Czym ona się charakteryzuje?. Chyba większą dojrzałością.

Dzieciństwo i pierwsza młodość to przewaga uczuć.

Do dziś pamiętam ze szczegółami zapach powietrza po gwałtownej burzy. Czuję wciąż miękkość trawy, po której brodziłam, w zalanych wodą deszczową rowach. Słyszę wycie wiatru i widzę zalane jesiennym deszczem szyby. Widzę blask żółtego światła lampy naftowej, przy której odrabiałam lekcje. A przede wszystkim słyszę głos zapracowanych rodziców i głos babci, która przędąc wełnę na kółku śpiewała różne piosenki lub opowiadała nam baśnie i ludowe podania. Skąd babcia znała te wszystkie opowieści i baśnie? Nie wiem. Pochodziła z białostockiej wsi. Czytać i pisać chyba nauczył ją dopiero dziadek. A umiała opowiadać barwnie i ciekawie. Wystarczyło, że ja i moje siostry siadałyśmy wokół niej na stołeczkach i zaczynały się opowieści o królach, sierotkach, czarownicach i dzielnych rycerzach. Dziś myślę, że moje zainteresowanie książkami miało tam właśnie swój początek. To wtedy czytałyśmy Konrada Wallenroda i później z siostrami zastanawiałyśmy się nad tym, jak wyglądał zwierz Alpuchary. Wiele czasu minęło zanim zrozumiałam że z wież znaczy zupełnie co innego, niż myślałam.

Lata szczenięce to czas, gdy wykluwał się z młodej wiejskiej gąski młody człowiek, który niósł w życie różne pragnienia, oczekiwania, drgnienia duszy, obrazy, wrażenia.

Pierwsza młodość, druga i trzecia przeleciały jak błyskawica. Tak to dzisiaj widzę. To czas ścierania się tego, co wyniesione z dzieciństwa z tym, co przyniosło życie dorosłe i jego troski.

Dziś jestem już bardzo dojrzałą kobietą. (Czwarta młodość). Teraz ważne są także uczucia, wrażenia, ale przede wszystkim dochodzą do głosu różne przemyślenia, refleksje. Myślę, że wiele z tych przemyśleń przydałoby mi się wtedy, gdy miałam 18 lub 20 lat. Może byłoby mi łatwiej wtedy przechodzić przez różne burze życiowe i rozczarowania. Nie wiem. A może właśnie tak, jak było, powinno być.  Bez żadnych zmian. Wszystko w życiu ma swoje miejsce.

Na zakończenie nawiążę jeszcze raz do młodości, wiosny i zieleni, które mają ze sobą wiele wspólnego.

To są moje dwa drzewka. Są wiecznie zielone, bo zabieram je przed przymrozkami z tarasu do domu. trochę gubią liście, ale zaraz odrastają nowe. Te drzewka, to w moim pojęciu, połączenie symbolu tego, co młode, radosne, świeże z tchnieniem zimy, mrozu i zawiei.

21:17, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
niedziela, 17 listopada 2013
Rozmyślania na temat

Dziś wysłuchałam kazania. Nie ze wszystkim, co pewien młody ksiądz powiedział jestem skłonna się zgodzić. Pojawiło się także w mojej głowie sporo pytań. Ale po kolei.

1. Czy można dzieci straszyć piekłem? Zdaniem księdza tak, bo już siostra Hiacynta, czy jakaś inna to piekło widziała w objawieniu, gdy miała 10 lat.

Ja o piekle słyszałam i było ono wokół mnie, gdy też byłam 10-letnim dzieckiem. Tym piekłem była wojna i obozy koncentracyjne, o których się słyszało. To była niepewność jutra i zagrożenie życia. Piekło bardzo realne, nie wymyślone.

Uważam, że straszenie jest z natury swojej złym działaniem wychowawczym. Chyba lepiej pokazywać dzieciom na różnych przykładach szlachetne, dobre działania, chociaż działanie złe także. Mówienie o konsekwencjach i odpowiedzialności za to, co się robi, a także mówi chyba jest lepsze niż bezrefleksyjne zakazy.

2. Młodzi żyją teraz bez ślubu wiele lat, zanim powiedzą sobie sakramentalne tak przed ołtarzem. Czasami nie biorą ślubu w ogóle.

No i co z tego? Ludzie mają wolną wolę i wybór. Jeśli tak decydują, to ich prawo. Znam pary żyjące w konkubinacie, w których związku panuje miłość i wspólnota i znam małżeństwa, a także słyszę o wielu, w których jest piekło na co dzień.

3. Ludzie na Zachodzie przestali chodzić do spowiedzi, a przystępują do komunii. Tak, zdaniem księdza, nie powinno być.

Ale to są także kościoły katolickie podległe papieżowi, więc jeśli tam można bez spowiedzi przystępować do sakramentów, to dlaczego u nas nie? Może to u nas powinno się zmienić? Jest przecież spowiedź powszechna.

4. Ludzie przed spowiedzią nie robią dokładnego rachunku sumienia, tylko zgarniają grzeszki powierzchownie.

A jeśli ktoś z wiernych był poprzednio w rozsypce psychicznej, po wydarzeniu, po którym rozwalił mu się cały system wartości. Jeśli ten człowiek całymi latami budował swoją osobowość i leczył się z poczuć winy, to jak może teraz drążyć w sobie w poszukiwaniu win prawdziwych lub wyimaginowanych? Chyba o tym ksiądz nie pomyślał. Poleciał bezrefleksyjnymi stereotypami.

 

11:16, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »
sobota, 16 listopada 2013
Znowu mogę normalnie pisać.

oregano

Siedzę właśnie przed komputerem i powtarzam sobie: - Kobieto! Weź pod uwagę swój wiek,  swoje bardzo ograniczone umiejętności pracy z komputerem i nie klikaj tam, gdzie nie trzeba. Tym razem jest już po kłopocie. Wszystko wróciło do normy, ale więcej nie kuś licha. - Taka rozmowa z sobą pewno dałaby sporo do myślenia lekarzowi psychiatrze, ale co tam.

Od razu człowiekowi chce się bardziej aktywnie żyć. Bezradność i to każda bez wyjątku, jest strasznie wkurzająca. Odbiera energię.

Żeby oderwać się myślami od wczorajszej wpadki, pochwalę się swoim ogródkiem na oknie. Na jednym stoi zielona pietruszka i selery, na drugim zioła. Co prawda zioła te pielęgnuję, bez jakiegoś zamysłu kulinarnego, bo nie wiem, do jakich potraw mogą służyć. Poza tym: Czy dodaje się je do gotowania, czy na surowo? Wiem. Tego wszystkiego można dowiedzieć się z komputera i tylko moje ogromne lenistwo sprawiło, że jeszcze tego nie sprawdziłam. Zioła mam takie: oregano, tymianek, szałwia, rozmaryn, bazylia. Prawie ich nie używam, ale są i cieszę się nimi.

Pietruszka i seler

 tymianek

rozmaryn

szałwia

bazylia

Oregano zapomniałam dodać, musiałam się cofnąć do pisania, wskoczyło mi na początek tekstu i niech już tak zostanie. Nie jestem perfekcjonistką. Dzięki Bogu.

Przy okazji na zdjęciach uwidaczniam, jaka ze mnie bałaganiara. Niestety, nie lubię żyć w idealnym porządku. Mój dom musi żyć. Bałaganem też.

20:10, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (11) »
Znowu mogę normalnie pisać.

Siedzę właśnie przed komputerem i powtarzam sobie: - Kobieto! Weź pod uwagę swój wiek,  swoje bardzo ograniczone umiejętności pracy z komputerem i nie klikaj tam, gdzie nie trzeba. Tym razem jest już po kłopocie. Wszystko wróciło do normy, ale więcej nie kuś licha. - Taka rozmowa z sobą pewno dałaby sporo do myślenia lekarzowi psychiatrze, ale co tam.

Od razu człowiekowi chce się bardziej aktywnie żyć. Bezradność i to każda bez wyjątku, jest strasznie wkurzająca. Odbiera energię.

Żeby oderwać się myślami od wczorajszej wpadki, pochwalę się swoim ogródkiem na oknie. Na jednym stoi zielona pietruszka i selery, na drugim zioła. Co prawda zioła te pielęgnuję, bez jakiegoś zamysłu kulinarnego, bo nie wiem, do jakich potraw mogą służyć. Poza tym: Czy dodaje się je do gotowania, czy na surowo? Wiem. Tego wszystkiego można dowiedzieć się z komputera i tylko moje ogromne lenistwo sprawiło, że jeszcze tego nie sprawdziłam. Zioła mam takie: oregano, tymianek, szałwia, rozmaryn, bazylia. Prawie ich nie używam, ale są i cieszę się nimi.

Pietruszka i seler

 tymianek

rozmaryn

szałwia

bazylia

Przy okazji na zdjęciach uwidaczniam, jaka ze mnie bałaganiara. Niestety, nie lubię żyć w idealnym porządku. Mój dom musi żyć. Bałaganem też.

19:58, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
Miko! Jesteś wielka!!! Dziękuję!

Znalazło się to, co się zgubiło!

Miko! Dziękuję Ci najserdeczniej! Jestem Ci baaaardzo wdzięczna! :))

13:22, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 listopada 2013
Oczy
Znalazłam w Demotywatorach zdjęcie oka i tekst, który dał mi dużo do myślenia. Chciałam to zdjęcie wstawić, zastanowić się nad tekstem, ale się zakałapućkałam. Coś mi się znowu popsuło. Nie mam w blogu napisu: Dodaj zdjęcie. Nie mam całego paska narzędzi i nie wiem, jak sobie poradzić z problemem. Tekst też jest jakiś inny, rozwlekły i irytujący mnie.Tyle już się nauczyłam, a wciąż jestem zielona jak sałata. Pewno kliknęłam, gdzie nie trzeba i stąd problem. Jeśli ktoś wie, co zrobić, proszę o radę. A w ogóle to jestem wkurzona. I nie wiem, czy na siebie, czy na komputer, że mnie nie słucha, a może na wszystko razem. A tak się pięknie zapowiadał dzień.Spotkanie z młodszym kolegą, uśmiechy, miłe słowa itd. Siadam do komputera rozluźniona, zadowolona, a tu mur nie do przebycia. Szlag by to trafił.Na dziś starczy. Idę się wyzłościć.
16:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2