RSS
niedziela, 30 listopada 2014
Niedziela

Pogoda jest  paskudna. Godzina dopiero 14,45, a szarówka na dworze. Chmury pokryły całe niebo. Nasz Burasek - kot przybłęda nie przyszedł do miski. Myślę, czemu nas dzisiaj olał. Mięso z puszeczki już zamarzło, a ten łobuz gdzieś gania.

My oboje z mężem byliśmy z życzeniami imieninowymi u Andrzeja - brata męża, a teraz siedzimy w domu. Ja siedzę przed komputerem, a mąż w piwnicy rozpala w piecu. Zrobiło się cicho i sennie. Mnie zaczynają się oczy z lekka kleić, więc chyba się zdrzemnę ze 2 godziny. Mam dobrze, bo moje posypianie w dzień nie zakłóca mi snu w nocy. Zdążę jeszcze przed wieczorem wpaść do maleńkiej prawnusieńki i po powrocie obejrzę program telewizyjny, w którym będzie podsumowywana II tura wyborów prezydenckich.

Na koniec daję moją wczorajszą "twórczość". Na razie ćwiczę tylko to, co już umiem, żeby nie wyjść z wprawy. Wiem, że to, co upaciepię dalekie jest od jakiejkolwiek poprawności, ale co tam. Może kiedyś będzie lepiej. 

                                        

15:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
piątek, 28 listopada 2014
Waga słów.

Wczoraj oglądałam program: "Kropka nad i" prowadzony w telewizji przez panią Olejniczak.  Ostatnio Pani Olejniczak bardzo mnie wkurzała tym, że pozwalała na przepychanki słowne zapraszanym gościom. Wczoraj pokazała lwi pazur. Nie pozwoliła panu Jackowi Kurskiemu zalać się pustosłowiem i manipulacją. Pokazała swoją inteligencję i refleks. Podziwiałam jej błyskawiczne riposty. Ja bym się zaplątała w takim natłoku wypowiadanych przez rozmówcę durnot, a ona sobie świetnie poradziła.

A teraz się zastanawiam, jaką rolę pełni język w każdym społeczeństwie w ogóle, a u nas ostatnio w szczególności.

Gdy ludzie zaczęli mówić, język służył im do porozumiewania się. Pewno informowali się o podstawowych rzeczach: o znalezionym pożywieniu, o jaskini i ogniu o polowaniu. Dziś język jest bardzo bogaty w słownictwo i nie tylko.

Tak się jakoś dziwnie składa, że oprócz zwykłej komunikacji międzyludzkiej zaczęła się rozrastać manipulacja. Manipulacja, często nie w pełni świadoma, występuje i w zwykłych rozmowach, ale do rozmiarów monstrualnych rośnie świadoma manipulacja w polityce. Wystarczy posłuchać co mówią np. o ostatnich wyborach politycy PiS-u. Zalewa nas bełkot. A bełkot wielekroć powtarzany zaczyna prostym obywatelom przypominać coś w rodzaju pewnego rodzaju prawdy. Tym bardziej, że proste fakty wymieszane są z insynuacjami i różnymi oskarżeniami. Dlaczego ludzie są prowokowani nieodpowiedzialnymi wypowiedziami wprowadzającymi podejrzliwość i niepokój. Boję się, żeby za słowami nie poszły jakieś nieodpowiedzialne czyny. Nie ma co prawda u nas jeszcze żadnych zielonych ludzików, których nikt nie wysyłał i nikt za nich nie odpowiada, ale wypowiadane i często pisane słowa sieją już zamęt w głowach ludzi.

Moim zdaniem, należy zwracać ogromną uwagę na wypowiadane słowa w ogóle, a wypowiadane w środkach przekazu w szczególności.

15:19, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
środa, 26 listopada 2014
Wesoła dumka o starości.

                                            

Wczoraj usiadłam do programu graficznego i wymyśliłam znak, który nie wiem sama, co znaczy. Podpisałam go Chińszczyzna, bo skojarzył mi się ze znakami chińskimi.  To nie znaczy, że zaczęłam się teraz uczyć języka chińskiego. Wystarczy, że kiedyś mocno sobie postanowiłam, że będę uczyła się języków: niemieckiego, angielskiego i francuskiego. Nawet kupiłam sobie już samouczki. Na razie na mocnym postanowieniu się skończyło. Ten znak powstał dlatego, że:

Po pierwsze ja sama byłam wczoraj, jak ten chiński znak, czyli nie bardzo wiedziałam, co we mnie w środku siedzi. Niby wiadomo, a tak naprawdę nie wiadomo. Wylazł ze mnie jakiś irracjonalny lęk. Szybko skojarzyłam, że to o tę osiemdziesiątkę chodzi, bo tu już nie ma żartów. Ale doszłam do wniosku, że myślał, nie myślał, inaczej nie będzie. Trzeba spokojnie przyjąć to, co czas i los niosą i starać się przeżyć ile jeszcze jest nam dane pogodnie w sposób ciekawy i rozwijający.

Po drugie łatwiej taki znak zrobić, niż nieudane kwiatki, bo tu pociąga się tylko linie. Przy czym każda linia jest dobra. Później trzeba tylko trochę kolory udziwnić i całość jest gotowa. Nawet moja trzęsąca ręka mi nie przeszkadza, bo tu nic nie musi być idealnie.Wciąż tylko nie mogę sobie poradzić z wielkim marginesem u góry i u dołu mojej grafiki. Ale trudno.

A teraz, co dzieci myślą o staruszkach:

Wstawiony niżej utwór  znalazł się już w którymś moim blogu. Ale ponieważ  bardzo mi się on podoba i mowa w nim jest właśnie o starości, to wstawiam go jeszcze raz.

21:52, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »
wtorek, 25 listopada 2014
Już zima?

No i mamy początek zimy. Ociepliliśmy dzisiaj z mężem donice z roślinami pnącymi na tarasie. Zabraliśmy do domu stolik i krzesełka. Karmimy ptaki i kota przybłędę, nie licząc naszego pieska i kotki. I czekamy najpierw na święta Bożego Narodzenia, później na karnawał z pączkami własnej roboty i w następnej kolejności na wiosnę. Ponieważ jednak do wiosny jest jeszcze daleko to dla poprawienia humoru wstawiam na końcu tekstu mój kwiatuszek, co prawda nieporadnie zrobiony, bo mi się ręka mocno trzęsie. W związku z tą ręką idę na początku stycznia do szpitala. Tam lekarze postarają się odkryć jaka jest tego trzęsienia przyczyna. Co będzie, to będzie. Nie stanowi to dla mnie jakiegoś problemu, ale chcą zbadać, niech zbadają.

Jestem z siebie bardzo dumna, bo wczoraj sprzątnęłam jeden pokój. Prawie całkowicie, tylko jeszcze powleczenie na pościel naciągnę nową i jest błysk. Oczywiście szafek i szuflad nie ruszałam, bo po co? I tak nie widać, co tam jest, a jak poprzekładam różne drobiazgi, to się później nie pozbieram.

Nie wiem, czy chwalić się, czy też nie? Ale co tam. Powiem. W czwartek chyba o 5 rano rozpoczynam osiemdziesiąty rok życia. Cieszę się, bo przeżyłam taki szmat czasu. To, co dalej  jest niewiadome tak co do czasu jaki jest jeszcze przede mną, jak i jakości tego życia. Ale to dobrze. Nie warto się zastanawiać jak to dalej będzie, bo taka wiedza mogłaby człowieka frustrować.

 

                                           

18:11, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (13) »
niedziela, 23 listopada 2014
Radość!

 Dziś chcę się podzielić moją radością. Zaczęłam prostować swoją przykurczoną nogę. Na razie idzie mi to bardzo niezdarnie, ale to już coś. Jakieś początki po ponad 9 latach chodzenia w przykurczu. Jakie to radosne uczucie. Znowu nadzieja, że tym razem to już początek  poprawnego chodzenia. Dziś przeszłam kilka razy po mieszkaniu bez podkurczonych palców, z mocno wyprostowaną w kolanie nogą i bez wywracania się stopy na zewnątrz. Ktoś mógłby powiedzieć: Wielkie mi co. Ludzie nie takie mają kłopoty. Słyszałam takie słowa. Prawda. I bardzo tym wszystkim ludziom współczuję, ale co to ma do mnie? Mnie przez to łatwiej nie jest. Od początku walczę o swoją sprawność w rozmaity sposób. Po drodze byli różni lekarze, neurolodzy, ortopedzi, nawet psychiatra się zaplątał po drodze, bo neurolodzy byli pewni, ze to nerwica jakaś tam, tak mnie uszczęśliwiła. Prawdę mówiąc nic nie dały także wszelkie rehabilitacje.

Teraz sama obserwuję bardzo uważnie swoje chodzenie i główkuję. Patrzę, jak stawiam lewą - zdrową nogę, a później sprawdzam, czy tak samo w różnych miejscach napina mi się noga prawa - podwieszona lekko i delikatnie ale stanowczo rozciągam przykurcz.

BĘDZIE DOBRZE! Teraz już jestem tego pewna. Będzie to szło malutkimi kroczkami, może nawet z chwilami stania w miejscu, ale początek jest zrobiony.

Jeśli ktoś ma jakiś pomysł dotyczący rozciągania przykurczu, to będę wdzięczna za wszelkie wskazówki. Nie mam wykształcenia medycznego i wszystko robię na tak zwany chłopski rozum.

Z tej radości chyba machnę jakąś grafikę. Postaram się, żeby była radosna tak jak ja, ale nie wiem, czy mi się to uda. W każdym razie coś upaciepię.

                                            

18:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (13) »
sobota, 22 listopada 2014
Przemoc wokół nas.

Tyle się mówi o przemocy. I bardzo dobrze. Sama poparłam ustawę antyprzemocową. Nie wiem dlaczego sejm się waha, czy ją podpisać. Właściwie, domyślam się, że chodzi o naciski ze strony naszych władz kościelnych. Ale co może zrobić w sprawie dziejącej się przemocy zwykły obywatel, czyli np. ja?

Pamiętam krzyk 3-4 letniego chłopca przez ścianę. Był on z ojcem i z opiekunką. Maluch zrobił siusiu w majtki, zamiast do nocniczka i za to dostał lanie. Dziś wiedziałabym, co zrobić. Ale to było dawno temu Do dziś jednak leży mi na sercu to, że nie wpadłam wtedy do ich mieszkania i nie obroniłam dziecka. Że nie zabrałam malucha do siebie i ze nie posłałam staremu pijakowi wiąchy i ze nie dołożyłam jeszcze starej wiedźmie - opiekunce. Miałam wtedy jakieś 17-!8 lat i nie umiałam się w tej sytuacji zachować sensownie. Nie było wtedy telefonów komórkowych, ani niebieskich linii. Nie wiedziałam, czy moje nagłe wtargnięcie z pomocą nie pogorszy jeszcze sytuacji. Ale jest to ciężar, który noszę do dziś. Mogłam, a nic nie zrobiłam - przypomina mi się co jakiś czas. Dziś ten chłopczyk jest już dorosłym, dojrzałym mężczyzną. Nie widziałam go od jego dzieciństwa i nie wiem, czy teraz on swoje dzieci bije, czy nie?

              

Z drugą przemocą spotkałam się na wczasach. Byliśmy w górach z moim mężem jako młode małżeństwo. Dostaliśmy mały pokoik w drewnianym domu. Ściany były cienkie i któregoś wieczoru oboje z mężem usłyszeliśmy. Łup, łup. łup i płacz kobiety. Następne razy i jej płaczliwe słowa: - Ażebyś już raz zdechł. - Sytuacja taka trwała kilka minut i ja nie wytrzymałam i wyszłam na korytarz. Zastanawiałam się, co mam zrobić? Zapukać? Wejść? Nagle drzwi od sąsiedniego pokoju się otworzyły i wyszła kobieta. - Przepraszam państwa!- powiedziała. U nas jest sprzeczka małżeńska. Wie pani, jak to jest. Jeszcze raz, bardzo przepraszam. - Tak byłam zdumiona tym, że to ona jeszcze usprawiedliwia męża, że prawie z rozdziawioną gębą weszłam do naszego pokoju. I zaczęłam sobie zadawać pytanie: Czy mimo wyjaśnień sąsiadki, powinnam była coś temu panu powiedzieć np: że jego zachowanie jest dla mnie nie do przyjęcia, i żeby nie zachowywał się jak skończony prostak i zwykły cham.

                  

Jak można pomóc ludziom, aby nie zaszkodzić im jeszcze bardziej?

A gdy spojrzymy szerzej, to ta pomoc potrzebna jest nie tylko ludziom, ale także i zwierzętom, które traktowane są przez właścicieli bardzo różnie.

 

16:14, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
czwartek, 20 listopada 2014
Życie to coś więcej, niż tylko ilość przeżytych lat.

Każdy człowiek jest w jakiś sposób ukształtowany najpierw w rodzinie, a później w dalszym środowisku w którym się wychowywał. Początkowo tego się nie zauważa. Różne problemy wyłażą na ogół później.

U mnie zaczęło się od bardzo dużej wady wzroku, którą odziedziczyłam po moim dziadku. Mam bardzo duży i skomplikowany astygmatyzm. Okulary nosiłam od dziecka, ale przyszedł taki moment, kiedy okulary nie zdawały już egzaminu, a ja nie mogłam czytać. Okulistka powiedziała, że nic już dla mnie nie może zrobić. Miałam wtedy 40 parę lat. Gorączkowo zaczęłam szukać kogoś, kto by mi mógł pomóc i znalazłam ogłoszenie, że jest kurs wizjonetyki dla osób źle widzących i zgłosiłam się na zajęcia. Zajęcia prowadziła pani psycholog. Nie będę opisywała wszystkich ćwiczeń, bo nie wszystkie pamiętam do dziś, a poza tym nie ma takiej potrzeby. Pragnę tylko przedstawić ćwiczenie, które dokładnie pamiętam do dziś i które mi pokazało, jaki wpływ może mieć psychika na funkcjonowanie człowieka w życiu.

Pamiętam, że pani Maria (psycholog licencjonowany) kazała nam się dobrać w pary. Koło mnie stanął Piotr. Do dziś pamiętam jego imię. Pani psycholog powiedziała, że jedna osoba ma ustawić drugą, tak, żeby jej zdaniem to ustawienie było poprawne. Osobą ustawiającą był Piotr. Podszedł do mnie podniósł mi głowę do góry i zdecydowanie opuścił moje ramiona. Padło polecenie. - Proszę się w takim ustawieniu przejść po pokoju. -  Ruszyłam do przodu i poczułam się, jak manekin. Żadnej swobody ruchu. - W takim ustawieniu starajcie się pochodzić po powietrzu - powiedziała pani Maria.

Na dworze zalało mnie światło, które nigdy dotąd nie było tak dokuczliwe. Zalałam się łzami. I zaczęłam się zastanawiać nad tym co się stało?

Nagle uświadomiłam sobie, że do tej pory chodziłam z opuszczona głową, widząc przed sobą tylko mały krąg ziemi i tego, co przede mną. Nagle przypomniała mi się Oda do młodości i fragment " Niechaj kogo wiek zamroczy chyląc ku ziemi poradlone czoło takie widzi świata koło, jakie tępymi zakreśla oczy." Ale mnie jeszcze wiek nie zamroczył, więc dlaczego chodziłam z opuszczoną głową? Poza tym, co miały oznaczać podniesione wysoko ramiona i uszy prawie w nie schowane?

Ja się kryłam przed światem za okularami i nie tylko. Dawałam wszystkim do zrozumienia, że boję się wszystkiego, co nie jest mi od dawna znane. Ja nie chodziłam, tylko się przemykałam. Pewno uważałam, że takiej ofiary, która prawie boi się sama siebie, nikt nie zaczepi.

To już dawne czasy, ale do Dziś dziękuję Bogu, że skierował moje kroki w odpowiednią stronę. Jeżeli czegoś żałuję, to tylko tego, że do psychologa nie trafiłam w wieku np. 15 -16 blat. Do ilu rzeczy w życiu inaczej bym podeszła. Na ile spraw inaczej bym spojrzała.

Wada wzroku mi pozostała, ale czytam, piszę, oglądam programy telewizyjne. Oczywiście w okularach, ale wzrok na tyle mi się poprawił, że mogę już czytać przez szkła, a czasami gdy mam wzrok wypoczęty i jest dobre oświetlenie, to nawet bez nich.

Takie były początki mojego odnajdywania samej siebie. Praca była nie tylko bardzo trudna, ale i bolesna. Ile ja łez wylałam, nawet nie zliczę paczek wypłakanych chusteczek.

A dziś, gdyby tylko była możliwość wyjazdu na jakiś trening, to choć mam kłopoty z biodrami, z nogami i z kręgosłupem, to być może bym pojechała. Tak ciekawe jest poznawanie siebie.

                                        

              

16:39, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (5) »
środa, 19 listopada 2014
Ćwir, ćwir za oknem...

Otwieram rano oczy i widzę za oknem szary, zamglony poranek. Nic dziwnego. Przecież w nocy padał deszcz. Słyszałam stukanie kropli o szyby. Teraz jest dzień, ale chociaż przez szarość nie przedziera się ani jeden promyk słońca, to za oknem jest bardzo wesoło. Do naszego karmnika, powieszonego na śliwie, zleciało się dziesiątki ptaków. Bardzo się cieszą, bo mój mąż wysypał im pestki słonecznika pomieszane z innym ziarnem. Stąd ten rejwach.

A co u mnie? Tydzień temu byli u nas nasi dwaj prawnusiowie z babcią (moją córką). Wczoraj widziałam naszą maleńką prawnusieńkę - Laurkę. Była ze swoją mamusią w cukierni. Uważnie i z powagą patrzyła na świat swoimi dużymi, niebieskimi oczkami. Jeszcze trochę i zacznie mówić, chodzić i podskakiwać jak Adaś i Leoś.

Kiedy ja tak podskakiwałam z radości? Nie ma co się zastanawiać. Było to tak dawno temu, że nie wiem, czy to była prawda, czy sen? Dziś spokój jest ważniejszy, niż żywiołowa radość. Chociaż taka radość też mogłaby mi się zdarzyć. Nie miałabym nic przeciwko niej. Nawet nie wiem, co mogłoby ją spowodować, chociaż?

Jak to nie wiem? Wiem. (Tu marzenie). Nagle coś dziwnego się dzieje i ja (nawet nie zaczynam), a chodzę tak, jak 10 lat temu, a kręgosłup mi się naprawia sam bez niczyjej pomocy. Pierwsza rzecz jaką robię, to idę na daleki spacer. Nie czuję zmęczenia, ani bólu w kręgosłupie i w biodrach. A po przyjściu do domu włączam muzykę taneczną i tańczę, wybijając takty i fruwając po pokoju, jak te ptaki za oknem.

Wiem. To, co piszę jest śmieszne. Ale dlaczego nie mogę być śmieszna? Przecież podobno, ludzie, na starość dziecinnieją. A ja za kilka dni zaczynam 79 rok życia. Trudno mi samej uwierzyć, że jestem już tak wiekowa.

Myślę jednak, że jeżeli zdziecinnienie polega tylko na radości i nadziei, to nie jest jeszcze źle. Gorzej, gdy dochodzą do tego kłopoty z myśleniem, więc trzeba pracować umysłowo, aby do tego jak najdłużej się da, nie dopuścić.

A może będzie jeszcze dobrze? Podobno człowiek swoim myśleniem może wiele zdziałać. W każdym razie jestem przekonana o tym, że marzenia i radość pomagają, a złość i pesymizm nie.

14:31, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 17 listopada 2014
Wybory.

Siedzę dzisiaj na zmianę przed komputerem lub internetem i myślę, co będzie dalej w naszej polityce. Z sondaży wynika, że PO jest na drugim miejscu po PiS. Już słyszałam, że dla PO jest to jazda po równi pochyłej w dół. Tak wypowiedział się jeden z politologów. Przeczytałam w internecie, że pani Kopacz będzie wygodnym chłopcem do bicia dla PiS-u.

A ja doskonale pamiętam czasy rządów braci Kaczyńskich i bardzo się boję, aby pan Jarosław nie doszedł ponownie do władzy. Nie wiem, ile jeszcze lat życia przede mną, ale chciałabym je spędzić w spokoju. PO ma wiele wad, ale przynajmniej jest to partia przewidywalna. Przynajmniej tak myślę. Swój głos oddałam i nic więcej już ode mnie nie zależy.

Ode mnie zależą tylko moje własne wybory. A i z tymi mam kłopoty. Dziś wybieram piękną muzyką Zamfira, która działa na mnie zawsze uspokojająco i otwiera mnie na życie i bycie tu i teraz.

19:08, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
piątek, 14 listopada 2014
Ciekawość nie zawsze prowadzi do wiedzy.

Dziś pojechałam do Warszawy na badanie oczu. Taki wyjazd to od razu okazja do rozruszania szarych komórek. Jeszcze przed wyjazdem myślałam, żeby kupić sobie drugą książkę d-ra Ebena Aleksandra - Mapa nieba. Pan dr przeżył śmierć kliniczną, wędrował po zaświatach, a ja jestem w takim wieku, że o zaświatach już się myśli. Pomyślałam, że może znajdę w niej coś nowego. Liczyłam, że może to będzie wywiad jakiegoś dziennikarza z panem doktorem, a wywiady, dobrze zrobione, są ciekawe.

Gdy wracałam z Warszawy, wpadłam do księgarni na stacji kolejowej, szybko złapałam książkę, zapłaciłam i pospieszyłam na peron, bo pociąg miał być za chwilkę. Już w pociągu stwierdziłam, że książka nie spełnia żadnych moich oczekiwań i że po prostu utopiłam tylko 30 kilka złotych.

Przy tej ramocie, o której pisałam wyżej, Wieczna świadomość dr-a Pim van Lommela - kardiologa - to książka naukowa. Zresztą jej podtytuł brzmi Naukowa wizja "Życia po życiu". Wymienię tylko niektóre tytuły rozdziałów - Co wiemy o funkcjach mózgu; Fizyka kwantowa i świadomość; W rozdziale Ciągłość istnienia zmieniającego się ciała części rozdziałów zatytułowane np: DNA, jako źródło informacji dla każdej komórki itd. Książka liczy 364 strony, posiada obszerną bibliografię.

Pan dr Aleksander chyba już nie prowadzi praktyki lekarskiej. Zajął się tematem zaświatów i chyba robieniem pieniędzy.

Pytanie, które mi się nasuwa jest jedno. Co za licho we mnie wstąpiło, że usiłuję dowiedzieć się czegoś o zaświatach?  Przecież jestem osobą, zdawałoby się logicznie myślącą. A logika mówi, że cała duchowość człowieka jest trudna do zdefiniowania. Wyrzuciłam w przysłowiowe błoto 30 kilka złotych, a mogłam je wydać na coś sensowniejszego np. na  ładną czapkę lub jakiś drobiazg dający mi sporo radości.

Trudno mam nauczkę. Tylko, że ja z tych nauczek jakoś nie wyciągam sensownych wniosków, tylko strzelam głupoty raz za razem. Taka jestem mądra. A żeby swoją głupotę sprowadzić po prostu do poziomu podstawowego realizmu dołączam poniższy demotywator.

18:48, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (33) »
 
1 , 2