RSS
środa, 30 listopada 2016
Szukam......i mam nadzieję, że znajdę.

                                       

Na razie dalej pracuję na starym komputerze. Z serwisu nie zgłosili się, a w domu nie miał mi kto przerzucić programy na nowy komputer. Poczekam. Nie ma pośpiechu.

I co Jesienna kobieto możesz dziś o sobie powiedzieć? Jesienna kobieta po generalnym sprzątaniu domu przez panią Małgosię czuje jakby i głowę ze wszystkich myśli pani Małgosia jej wysprzątała. Pustka. W tej pustce pojawiają się jakieś wyrazy, ale są one otoczone mgławicą w kolorze tęczy. Właśnie pojawia się wyraz - CHODZENIE. Nie jest to nic nowego pod słońcem. Ten wyraz jest ze mną w czasie, gdy próbuję iść ulicą, gdy staram się przejść kilka kroków po mieszkaniu. Wyraz ten od 11 lat jest ze mną ciągle.

Znowu moja nadzieja na poprawę chodzenia rośnie. Są pewne oznaki na to, że może się poprawić moje kalekie chodzenie. Po pierwsze: - Po ostatnim masażu, czyli wczoraj mój wielki palec nie podrywał się do góry, tylko przylegał do podłoża, tak jak powinno wyglądać ułożenie palca w prawidłowym chodzeniu. I w takim ułożeniu palców chorej nogi przeszłam kilka kroków. Po drugie: -  Bardzo boli mnie w czasie spania na boku prawe biodro chorej nogi. Pomyślałam, że być może tam też usadowił się przykurcz, który trzyma nogę w niewłaściwym ułożeniu. Jutro porozmawiam o tym z panem rehabilitantem.

Kochani! Przepraszam Was za ciągłe moje wpisy o chorej nodze. Ta noga - to jest temat nr. 1 jeśli chodzi o moje zdrowie  i zajmuje on moje myśli, czas i energię przez okres ponad 11 lat. Żyję cały czas nadzieją, że będzie lepiej. Biegam do lekarzy i sama myślę i kombinuję co jeszcze można zrobić więcej, aby odzyskać zdrowie.

Początkowo były wizyty u profesorów i docentów, u różnych lekarzy i terapeutów. Przez te wszystkie lata kalectwa i leczenia co jakiś czas były maleńkie poprawy w chodzeniu, ale nie na tyle satysfakcjonujące, żebym mogła powiedzieć, że jest dobrze. Gdy te wizyty niewiele pomogły, zaczęłam odwiedzać lekarzy pracujących metodami niekonwencjonalnymi. No i raz zdarzył się na pół dnia prawdziwy CUD.

Odwiedziłam lekarza internistę ze specjalizacją II stopnia, który przyjmował pacjentów jako bioenergoterapeuta.

Weszłam do gabinetu. Usiadłam, a na wprost mnie w niewielkiej odległości usiadł pan doktór. Najpierw bez żadnego badania mnie powiedział, jakie narządy u mnie nieprawidłowo funkcjonują. A później kazał mi siedzieć z zamkniętymi oczami. Posiedziałam chwilę w ciszy i nagle usłyszałam: Dziękuję pani! Zdumiałam się niezmiernie i próbowałam o coś pytać, ale mnie wyprosił z gabinetu. Wyszłam tak ściekła, że aż się we mnie gotowało. Przez głowę przelatywały mi myśli, że wydałam niepotrzebnie sto złotych. I nagle jeszcze w tej wściekłości skojarzyłam, że jakoś inaczej idę........Szłam na młodych, lekkich zdrowych nogach. Jaka ja byłam w tym momencie szczęśliwa. Jaką przyjemnością stał się nagle zwykły chód. Najchętniej wróciłabym wtedy z Warszawy do domu pieszo (ponad 40 km.) Godzina była jednak już mocno spóźniona i wróciłam pociągiem. Do nocy byłam zdrowa. Rano wróciły przykurcze i koślawe chodzenie. Byłam u tego pana doktora jeszcze kilka razy, ale pomógł moim nogom tylko ten jeden raz.

Teraz sama bardzo uważnie obserwuję, co się dzieje z moją nogą i sama staram się zasugerować panu rehabilitantowi, co może jeszcze być jej potrzebne. Nie umiem się poddać. Jest to dla mnie tak ważna sprawa, że walczę wszelkimi sposobami cały czas o sprawność nogi.

Trudno mi sobie nawet wyobrazić, jakie byłoby moje życie, gdybym przestała walczyć i pogodziła się z tym, co jest, jak sugerowali mi różni moi znajomi. I co skapcanieć? Przestać normalnie żyć i samodzielnie się poruszać? Nawet nie potrafię o tym pomyśleć spokojnie.

21:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
wtorek, 29 listopada 2016
Komputer.

Mój komputer ostatnio mocno się zacinał. Bardzo długo się ładował. Głos mu chrypi i przerywa, a przecież dopiero wrócił z naprawy. Doszłam do wniosku, że zaczyna być skarbonką i poprosiłam syna, żeby mi kupił, nowy dla mnie, a wybrany z prezentowanych modeli z wyprzedaży. No i mam nowy komputer. Jutro jedzie on do zakładu do wgrania wszystkich programów, które były w dotychczas użytkowanym komputerze. Potrwa to jakieś dwa dni. Mam nadzieję, że nie dłużej i będę miała dobry komputer.

Piszę o tym, bo nie będzie mnie na blogu przez kilka dni. Pozdrawiam Was wszystkich.

No i jeszcze grafika, bo jakżeby inaczej.

                                             

22:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 28 listopada 2016
Bez tytułu.

                                  

Tu kocica czyta moje notatki. Ona jest ważną osobą w domu. Pilnujemy, żeby nie została na noc na dworze. Nawet wtedy, gdy późno w nocy wraca z włóczęgi, mój mąż czeka cierpliwie na jej powrót do domu. Kocica jest rozpuszczona okrutnie. Nie rozumie, że gdzieś nie można wchodzić. Wskakuje na stół. Podchodzi do mojego kubeczka z wodą i sobie popija, a ja później wylewam wodę i myję kubeczek. To nie znaczy, że kocica nie ma wody w misce. Jedna woda w misce stoi w kuchni, a druga w łazience. Wiem, że tak kota nie należy rozpuszczać, ale nie mam sumienia jej gonić. Wskakuje mi na kolana i układa się na nich. W nocy przychodzi do mojego łóżka, bo wie, że znajdzie tu ciepełko. Zawsze wieczorem wkładam pod kołdrę termofor nalany ukropem. Najpierw tym termoforem wygrzewam sobie całą pościel, a później upycham go w kąciku pod kołdrą, żeby nie dotykał do ciała, a jednocześnie, żeby grzał w nocy.

Czasami myślę, że jesteśmy niesprawiedliwi. Kocica siedzi w domu tyle, ile chce, a pieski mieszkają w piwniczce. To prawda, że grzeje im w pomieszczeniu kwoka a uchylone drzwi zasłonięte są kilkoma warstwami zasłon, w tym jedna nieprzewiewna. Ale być może one też by wolały dom z ludźmi. Pocieszam się tylko tym, że dobrze odżywione psy mają futra jak niedźwiedzie i pełna swobodę. Siedzą w pomieszczeniu tyle ile chcą i biegają po ogrodzonym sporym terenie też ile chcą. Gdy wychodzimy na powietrze, to psy są drapane za uszkami i pieszczone. Szczególnie pieszczona jest Fionka, bo odpycha Małego i nie pozwala na pieszczoty także z nim. Jest zazdrośnicą.

A co u mnie? Właśnie dałam sobie mocno w kość i boli mnie kręgosłup. Jutro przychodzi pani Małgosia do sprzątania domu i starałam się uporządkować rupieciarnię obok mojego pokoju. Wyniosłam stamtąd trzy spore worki wypełnione kartkami, karteczkami i różnymi śmieciami. Każda kartka musiała być przejrzana, żeby nie wyrzucić żadnego ważnego świstka. Przy okazji znalazłam tusze do drukarki, których nie mogłam znaleźć, gdy były mi potrzebne i wtedy kupiłam nowe. Te znalezione nie były jeszcze otwierane, więc mam teraz zapas. Zostały mi jeszcze do przejrzenia ubrania do oddania chętnym.(Z butami rozprawiłam się dzisiaj).

Zrobiłam remanent w moich długopisach, flamastrach, ołówkach i kredkach. Wszystkie wypisane znalazły się w koszu na śmieci. Przy tym sprzątaniu (oczywiście w pozycji siedzącej) głowę trzeba było pochylać, no i jest efekt w postaci bólu kręgosłupa nie tylko lędźwiowego, ale także piersiowego. Kiedyś kręgosłupa nie oszczędzałam, teraz są tego efekty.

Pozostaną mi do przejrzenia szafki z kaszami i mąką. Kasze zarobaczone ( nie mogę się pozbyć mklików) zostaną ugotowane lub w postaci surowej oddane ptakom. Gotowane kasze można ptakom dać tylko wtedy, gdy nie ma mrozu, a np. kaszy jęczmiennej surowej ptaki nie lubią, a trochę się pewno jej znajdzie.

Mam poczucie, że w domu się lekko przejaśniło, a ja jestem obolała i zadowolona równocześnie.

                                                  

22:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
sobota, 26 listopada 2016
Aktywność.

                                   

Dziś przyjeżdżają dzieci z moją córką, a ich babcią. Całe szczęście, że z lekka posegregowałam i poukładałam różne rzeczy i drobiazgi w moim pokoju i łazience. Tym razem wzięłam się metodycznie do pracy. Kupiłam plastikowe koszyczki, posegregowane drobiazgi umieściłam je w nich tak, że jak przyjdzie pani Małgosia do sprzątania, to nie będzie musiała przestawiać pudełeczek i buteleczek. A i mnie łatwiej będzie znaleźć potrzebną rzecz, bo na koszyczki ponaklejałam karteczki z napisami. Nie lubię sprzątania dla samego sprzątania. Ale jak już trzeba kombinować, główkować, to zupełnie co innego. I robota zrobiona i dwa worki śmieci wyniosłam tylko z dwóch pomieszczeń Dzisiaj dalszy ciąg roboty. A tu tylko patrzeć, jak zjawią się goście. A to jeszcze bardziej motywuje do pracy. Lubię, jak się coś dzieje. Nie lubię stagnacji. I źle się w niej czuję.

A jutro kończę 81 lat. Urodziłam się podobno około godziny 5 rano i byłam dużą dziewczynką.  Co prawda nie wiem, czy jest się czym chwalić. Do osiemdziesiątki to jakoś wyglądało, a teraz włazi mi na kark już dziewiąta dziesiątka. Dawno minęły te czasy, gdy czekałam na pierwszą dwudziestkę. Wtedy wydawało mi się, że przede mną jest moc różnych możliwości i wszystko jest w zasięgu ręki. Później życie mocno zweryfikowało te moje wyobrażenia. A dziś robię już podsumowania tego, co udało mi się osiągnąć, a czego nie zdołałam zrealizować. No i stwierdzam, że moje dawne wyobrażanie sobie dorosłego życia skończyło się raczej na wyobrażeniach, czyli wyobrażenia sobie, a życie sobie. Całe moje życie to była dotąd jedna wielka nauka. Uczyłam się wszystkiego. Jak być żoną, jak być matką, jak żyć w społeczeństwie. Uczyłam się jak okazywać uczucia, a najpierw musiałam sama w sobie odkryć te uczucia i się im przyjrzeć. Uczyłam się jak zaakceptować samą siebie, a nie było to łatwe. Uczyłam się odpowiedzialności nie tylko za to co robię, ale także za wypowiadane słowa. Uczyłam się nawet optymistycznego podejścia do życia. To, co zdobyłam, to moje bogactwo. Mam nadzieję, że jeszcze trochę pożyję, więc pewno nauczę się jeszcze wielu nowych rzeczy. Np. jak się starzeć z godnością i w zdrowiu. To zadanie na teraz. Trochę się boję, że mogę nie sprostać postawionemu sobie zadaniu, ale jak jest zadanie, to jest i działanie. A co będzie dalej? Zobaczymy. A teraz robię prezent sama sobie i tym wszystkim z Was, którzy też lubią muzykę, taniec i lekkość.

11:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (27) »
czwartek, 24 listopada 2016
Trochę o wszystkim.

Właśnie wstaje dzień. Poranek jest szary i mglisty. Dziś zamiast moich topornych grafik będzie prawdziwy kwiatek, który kwitnie na oknie.

                                  

Za godzinę mam masaż nóg. Jeszcze się zastanawiam, czy pojadę rowerem trzykołowym, czy też uśmiechnę się do męża, żeby mnie podwiózł samochodem. Do gabinetu masażysty mam dosyć blisko, czyli jakieś 800 metrów, ale... Gdy jadę rowerem nogi mi mdleją i zaczyna brakować tchu, pieszo muszę wziąć chodzik lub kijki, które zostawiam co chwila w jakimś miejscu, a bez wszystkich tych pomocy nie mogę iść, bo bolą mnie nogi i operowany kręgosłup. Wiem, że przez siedzenie w domu tracę kondycję, ale sama nie wiem, co jest dla moich nóg i kręgosłupa lepsze, pokonywanie bólu na siłę, czy jednak omijanie go.

Mój komputer znowu grymasi. Bardzo długo się włącza, zacina się przy przerzucaniu programów. Najprawdopodobniej znowu trafi do zakładu. Piszę o tym, bo może się tak zdarzyć, że nie będę mogła przez kilka dni pisać, ani odbierać wpisów.

Na zakończenie zdjęcie mojej koteczki, która nie tylko pakuje mi się na kolana i w nocy do łóżka, ale gdy siedzę przed komputerem, wskakuje na biurko i wpatruje się w komputer. Intryguje ja ta biegająca po monitorze mysz.

 

                                            


                          

                    

19:24, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
wtorek, 22 listopada 2016
Poezja życia.

Dziś napisałam długi tekst. Napracowałam się, próbowałam zapisać, a nie publikować i fiuuu!- tekst poleciał gdzieś w eter. Co ciekawe wczorajszy tekst, który tez poleciał mi w eter dziś się pojawił. Co się dzieje? Dzisiejszego tekstu bardzo mi szkoda, bo napracowałam się przy nim. Szlag mnie trafia. Ale siadam na nowo do pisania. Nie będzie już to samo, ale trudno.


Wyszłam z domu z nastawieniem, że będę uważnie rozglądała się dokoła. Na końcu uliczki  rosną drzewa. Przechodzę kolo nich tyle razy, ile razy wychodzę z domu, ale dopiero dziś przyjrzałam się im uważnie. Wyglądają dostojnie. Wysokie, czubkami sięgają błękitu nieba. Jedne przed zimą są surowe i gołe, inne mają gałęzie pokryte zielonym igliwiem. Zatrzymałam się i zapatrzyłam na nie. Właśnie powiew wiatru poruszył gałęziami, które zatańczyły na wietrze i zaszumiały.   Wsłuchałam się w ten szum. Było mi dobrze. Przyszło mi do głowy pytanie. Dlaczego  tak mało zwracałam do tej pory uwagi na to, co jest zwykłe, codzienne? A czy codzienność, która często umyka naszej uwadze, jest zawsze szara lub najczęściej szara? Czy nie zależy to od tego, w jaki sposób na nią patrzymy i jak ją czujemy?

Czym jest słowo w poezji, obraz, muzyka? Wyrażają one piękno tego, co jest wokół nas i głębię codzienności.

Pod lipą czarnoleską siadał nie tylko Jan Kochanowski, a na wysokie drzewa patrzył nie tylko Leopold Staff. Wielu ludzi przechodziło obok nich. Czasami szukano pod nimi ochłody lub schronienia przed deszczem, ale pewno nie zwracano na nie szczególnej uwagi. I znalazł się ktoś wśród tych zapędzonych, zajętych swoimi sprawami ludzi, kto poczuł, że jest mu dobrze w cieniu lipy i ktoś, kto zobaczył wysokie drzewa. I nagle ta lipa i te drzew stały się piękne dla całych pokoleń ludzi.

Dlaczego przechodzący obok tych drzew ludzie sami nie zobaczyli ich piękna? Poznali je dopiero za pośrednictwem słów poezji. Pewno, żeby zobaczyć piękno, trzeba umieć patrzeć, słuchać i czuć.

Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!

   
18:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 21 listopada 2016
Radość.

                               

Julian Tuwim

Życie?---Rozprężę szeroko ramiona...


Życie?---
Rozprężę szeroko ramiona,
Nabiorę w płuca porannego wiewu,
W ziemię się skłonię błękitnemu niebu
I krzyknę, radośnie krzyknę:
- Jakie to szczęście, że krew jest czerwona!

Zaczyna się piękny, słoneczny dzień, a jest 21 dzień listopada. Miła niespodzianka po ostatnich dniach szarych i przygnębiających. Piszę o poranku, a w mojej grafice czarna noc. I zupełnie nie wiem skąd wziął się ten czarny kolor. Dobrze, że w króciutkim utworze Tuwima jest radość. Wstawiłam ten utwór na samym początku wpisu, bo chcę, aby radość towarzyszyła mi każdego dnia.

Cały dzisiejszy dzień przewałkoniłam. Dużo spałam, sporo myślałam, a myślenie podobno ma przed sobą przyszłość. Na myśl, że w tym tygodniu nie muszę jechać do Warszawy, poczułam się lekka jak piórko. Protezy są prawie całkowicie dopasowane. Jeszcze tylko będą jakieś maleńkie poprawki, ale z tymi poprawkami zgłoszę się do lekarza dopiero w ostatnich dniach listopada.

Jeśli jutro będzie taka piękna pogoda jak dziś, to wybiorę się rowerem trzykołowym do sklepów i na masaż. Trzeba znowu zacząć przyzwyczajać nogi do wysiłku. Korci mnie, aby wbrew zaleceniom lekarza wsiąść na swojego dwukołowego rumaka. Dużo lżej się na nim jeździ, ale jest ryzyko, że w razie wywrotki kręgosłup może być ponownie do operacji. Trzykołowiec jest bardzo stabilny. Ma szeroko rozstawione tylne koła i o wywrotce nie ma mowy. Moja wnuczka kiedyś, chcąc mi pokazać, że jazda na tym rowerze jest bardzo bezpieczna, próbowała go przy mnie przewrócić na ziemię i nie udała jej się ta operacja. Więc chyba rozsądek musi wziąć górę nad chęcią.

Jutro będę na masażu nóg. Nadzieja znowu wstąpiła w moje serce. Być może nie będzie tak dobrze jak kiedyś, ale wygląda na to, że będzie lepiej niż dziś.

Za oknem jest już taka ciemna noc jak ciemne jest tło w mojej grafice. Cały dzień przeleciał lotem błyskawicy. Moja mama mówiła kiedyś, że im człowiek jest starszy, tym szybciej czas płynie. Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Sama już ten pęd czasu czuję na sobie.

Na zakończenie piękny utwór Edwarda Stachury Wędrówką życie jest człowieka w wykonaniu SDM.

20:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
niedziela, 20 listopada 2016
Moje pytania do samej siebie.

                                       

W dzisiejszym wpisie znowu zajmę się swoją nogą z niedowładem. Od dwóch - trzech dni noga lepiej układa mi się na podłodze. Mniej wywija ją na zewnątrz. Wielki palec opiera się o podłogę, a nie dźwiga się do góry. Pewno to działanie nowego leku, który pobudza krążenie w głowie i w nogach, oraz masażu nóg. Nadzieja znowu wstępuje w moje serce i jednocześnie razem z nadzieją czuję niepokój. Jakby to polepszenie czymś mi groziło. Zadaję sobie pytanie: - Czym może mi grozić normalne chodzenie, takie jakie było kiedyś przed 11 laty? I nasuwa mi się odpowiedź. Noga z niedowładem trzyma mnie w domu i koło domu. Nie pozwala mi nigdzie dalej się ruszyć. W wyobraźni gdzieś lecę, a w rzeczywistości sama trzymam się jednego miejsca - domu. Ten dom, czyli moje miejsce na ziemi, przestał już przypominać oazę odpoczynku i spokoju. Jest zagracony i zaniedbany, bo znowu NOGA unieruchamia nie tylko moje jazdy, wyjścia choćby do sklepów, czy spacery, ale i moją jakąkolwiek fizyczną aktywność na miejscu.

Czy mój dotychczasowy wpis nie świadczy przypadkiem o tym, że na starość zwariowałam? Gdyby to nie dotyczyło mnie, tylko, gdyby mi ktoś inny takie farmazony wciskał, jakie ja dziś umieściłam na blogu, to miałabym pewne podejrzenia o jego normalności. Tymczasem ja, wydaje mi się, logicznie myślę, logicznie rozumuję. A przy tej całej logice coś czuję siódmym zmysłem. I to coś wyczute jest tak wyraziste, ze tu chyba trudno o pomyłkę. JA SAMA SIEBIE UNIERUCHAMIAM, JAKBYM BAŁA SIĘ SWOICH WŁASNYCH DZIAŁAŃ.

Pewno nie bez racji Lekarze neurolodzy stawiali mi kilka razy diagnozę - nerwica konwersyjna.

Czy jest możliwe, żeby człowiek sam siebie tak bardzo ograniczył? Wygląda na to, że tak. Wobec tego powstaje następne pytanie. Co teraz zrobić, aby to ograniczenie zlikwidować? Rozumiem, że trzeba dalej brać lek na krążenie, trzeba chodzić na masaż, ale jeżeli to psychika blokuje, to jak w psychice przeprowadzić naprawianie? 

Znowu mam o czym myśleć.

10:32, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (31) »
sobota, 19 listopada 2016
Nowy - próbny wpis.

                                      

Tu postaram się przenieść wpis z Worda.

 

                      Nowy wpis.

Dzisiejszy wpis robię w Wordzie i będę go przenosiła do bloga. Do tej pory wpisy przenoszę bez problemu, ale tylko same czarne teksty. Wszelkiego rodzaju kolorowe ramki, ozdobniki w blogu się nie pojawiają. Odnoszę wrażenie, że program komputerowy sam decyduje, co przenieść, a czego już nie przenosić z tej samej strony.

Siedzę, gapię się w monitor i usiłuję zrozumieć, co różne nazwy oznaczają. Co to np. znaczy sieć Web?

Czy ja nagle znalazłam się na jakiejś obcej planecie i tu usiłuję się porozumieć z jej mieszkańcami. Ja mówię w moim ojczystym języku, a mieszkańcy tej planety coś mi przekazują po swojemu. I nie wiem nawet tego, czy to jest mowa w jakikolwiek sposób podobna do naszej, czy też zupełnie od naszej różna. I chyba łatwiej byłoby mi zrozumieć miauczenie mojego kota, który stoi przy pustej misce i miauczy prosząc o jakiś smakołyk, niż zrozumieć język mieszkańców tej obcej planety - czyli język komputerowy, oparty na znaczkach i róznych poleceniach, których zupełnie nie rozumiem.

Pokazała mi się nagle strona Zaawansowane opcje pracy z programem Word i tu pozaznaczałam jakieś puste okienka. Zobaczymy, czy poprawiłam, czy zepsułam przenoszenie w całości z kolorem i różnymi ozdobnikami.

A teraz dodaję różne kształty. I cytaty. Zobaczymy, co wyjdzie.

 

 
 

 Na naukę nigdy nie jest za późno.  Ajschylos

Danuta i Włodzimierz Masłowscy. Księga aforyzmów  Warszawa 2005 Świat Książki s. 257

 

  

 

 

 

 

 

Kolory znowu nie przeszły. Te, które są, dodałam już po przeniesieniu tekstu do bloga.

Żeby mnie szlag nie trafił ze złości na nieposłuszny komputer, muszę się uspokoić przy jakiejś spokojnej, melodyjnej muzyce. Ernesto Cortazar Sentiments.

 

16:28, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
piątek, 18 listopada 2016
Już połowa listopada.

                        

Dziś znowu byłam u lekarza protetyka w Warszawie. Protezy (dwie) są już prawie dobre. Jeszcze mam je ponosić i przyjechać na ostateczne doszlifowanie za tydzień lub półtora. Cieszę się, bo jestem już zmęczona tymi jazdami, a jeżdżę już z małymi przerwami 2 miesiące. Są jednak i plusy tych wyjazdów. Ostatnio kilka razy już sama jechałam windą i nawet bez jakiegoś wściekłego strachu. Gdybym jeszcze wiedziała pod jaki numer zadzwonić, gdyby się winda zatrzymała lub gdyby nie otworzyły się drzwi, to już byłoby całkiem dobrze.

Po ostatnich wariacjach moich nóg zgłosiłam się ponownie na rehabilitację. Pan rehabilitant teraz zajmuje się tylko moimi nogami ze szczególnym uwzględnieniem stóp i ich prawidłowym ustawieniem. Nie chcę zapeszyć, ale odnoszę wrażenie, że sprawa chorej, wykręconej stopy lekko drgnęła. Niby przestałam już wierzyć w poprawę, ale gdzieś głęboko we mnie wciąż tli się nadzieja, że może jeszcze........

A wczoraj przed dzisiejszym wyjazdem do Warszawy, poszłam do zakładu kosmetycznego w naszej miejscowości, aby podciąć sobie włosy, które już mocno urosły i aby zrobić pedicure. Włosy na głowie po tym podstrzyżeniu wyglądają teraz u mnie jak pierze u podskubanego kurczaka. Byłam jakaś zamyślona, gdy siadałam na fotelu i zamiast powiedzieć, jak głowa ma wyglądać po strzyżeniu, to myślałam o niebieskich migdałach. Następnie przeszłam na pedicure, ale pani zaczęła od manicure, chciała mi jeszcze zrobić hennę na brwi, ale tu zaprotestowałam. Henny u siebie nie jestem w stanie zaakceptować. Według mnie jest nienaturalna, sztuczna. Nie lubię widoku ciemnych kresek na skórze, a tak jak pani powiedziała nie mam już pełnego łuku brwiowego. Wolę jednak to, co mam.

Ostatnio czuję się jakaś wyjałowiona. Głowa prawie pusta. Myśli gdzieś się rozpierzchły i to zarówno te warte zapisania, jak i te, którymi najlepiej byłoby zapełnić kosz na śmieci. Zaczęłam się już zastanawiać, czy nie ograniczyć trochę pisania, ale nie mam pewności, czy w takiej sytuacji pojawiłoby się coś ciekawego w głowie. Może to jest sprawa krótkiego i coraz częściej ciemnego dnia. W zeszłym roku, o tej porze, czekałam na 80 urodziny. Ale te, które za kilka dni nastąpią, już mnie nie cieszą. Osiemdziesiąt + to już bardzo poważny wiek. Trzeba zacząć myśleć o zaświatach - przyszło mi do głowy. - A może jeszcze nie? - od razu się odzywa ten sam głos. Jak już będzie taka konieczność, to trudno. Ale spieszyć się nie ma co. Na razie siedzę w domu lekko zmarznięta i zasmarkana, często z kotem na kolanach.

                         

16:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (27) »
 
1 , 2 , 3