RSS
środa, 30 grudnia 2015
I co tu powiedzieć.

                    SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

Dziś znowu mam dołek, ale to standard przed każdym Nowym Rokiem. Ale ten dołek z każdym rokiem jest coraz płytszy. Chodzi o to, że oboje z mężem mamy inne preferencje i każdy z nas chciałby ten szczególny dzień spędzać tak, jak lubi. a nie zawsze da się pogodzić skrajne potrzeby. Im jednak jestem starsza i odkąd mam kłopoty ze zwykłym chodzeniem, tym mniej mnie niesie na zabawy i tańce. Coraz częściej czuję, że nawet w tym dniu jest całkiem przyjemnie w domu.

Wczoraj wyjechała od nas nasza córka z Leośkiem. Leoś dostał od Mikołaja telefon i mało w majtki nie zrobił z radości. (Ma 9 lat) Pewno będą się o aparat kłócić z Adasiem, ale Adaś jest młodszy o 2,5 roku i dostanie taki prezent w odpowiednim czasie. Babcia Ula - czyli moja córka stwierdziła, że czasami jest taka sytuacja, że Leoś jest sam w domu, np. gdy Adaś jedzie z mamą na rehabilitację i wtedy dobrze jest, gdy można mieć z nim kontakt. Myślę, że to jest sensowne podejście. Telefon nie jest już tylko do zabawy i gier, ale ma wartość użytkową. Po wyjeździe dzieci z naszą córką zostaliśmy w domu z wnukiem.

Jutro o północy wypijemy szampana i wyjdziemy na dwór obejrzeć fajerwerki i złożyć sobie życzenia z sąsiadami.

21:14, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (32) »
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Dzień powszedni.

O polityce nie będę pisała. Nie chcę sobie psuć nerwów. Czuję, że partia rządząca nie liczy się ze mną i z innymi obywatelami naszego kraju, którzy podobnie myślą, jak ja. Jesteśmy stawiani wobec faktów dokonanych. Pozostaje mi tylko udać się na wewnętrzną emigrację.


Jest godzina 22-ga. Na dworze noc. Kotka zaszyła się gdzieś w domu. Pewno śpi. Dziś zaopatrzyliśmy ją w saszetki z kocim jedzeniem i w suche granulki. Pani w sklepie podliczająca nasze wydatki powiedziała, że ona też lubi zwierzęta i że jej zdaniem, jeśli jakiś człowiek zwierząt nie lubi, to i z ludźmi jest raczej na bakier. Być może tak jest rzeczywiście, a być może jest to tylko takie powiedzenie.

Cisza. Spokój. Jeden mój prawnusieniek właśnie poszedł spać, drugi pojechał do swojej mamy i tam ma chodzić kilka dni na zajęcia rehabilitacyjne. Gdy wyjeżdżał, powiedział: - Do zobaczenia! Lubi do nas przyjeżdżać i być może jeszcze wpadnie. 

A co u starszej pani - czyli u mnie? Właśnie dziś popakowałam w torebki różne świąteczne zapasy i po opisaniu torebek włożyłam je do zamrażalnika. Będzie co pojeść nawet w te dni, kiedy nie będę mogła nic ugotować, np. gdy wyjeżdżam do Warszawy. Zagospodarowałam nawet gotowane kartofle. Te kartofle grzech byłoby wyrzucić, bo córka z zięciem przywieźli je dla nas z Bieszczad od znajomego, który żadnych upraw nie nawozi, nie stosuje środków ochrony, a stonkę po prostu zbiera z krzaków. Z tych ugotowanych kartofli zrobiłam kopytka i już niewiele z nich zostało. Jutro w podobny sposób zagospodaruję biały ser i zrobię leniwe.

Na razie spotkania z koleżankami odeszły na bok. Siedzę w domu. Gotuje, zmywam. Przepraszam załadowuję zmywarkę, sama tylko siedzę na stołeczku i układam brudne gary i inne naczynia w odpowiednich miejscach zmywarki. (Nie wiem, jak ja sobie wcześniej bez niej radziłam.) No i dziś dokonałam zakupu. Tym zakupem jest waga łazienkowa. Warto po świętach sprawdzić ile kg. przybyło na tym świątecznym jedzeniu.

22:33, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
sobota, 26 grudnia 2015
Podobno strach ma wielkie oczy.

Drugi dzień świąt ma się już ku końcowi. Z góry dobiegają dziecięce głosiki. To bawią się nasi prawnusiowie - Leoś i Adaś. Prawnusieńka jest ze swoimi rodzicami. Może teraz jest w domu, może w gościach. W wigilię ją widzieliśmy. Cała ukochana gromadka. Dzieci, wnuki, prawnuki. Cała liczna już rodzina i my oboje z mężem seniorzy rodu. Seniorka rodu - czyli ja - jest bardzo zaniepokojona, bo dziś znowu zaliczyłam wpadkę. Przypomniałam sobie, że dwa dni temu moja koleżanka Ewa miała imieniny, a ja do tej pory nie złożyłam jej życzeń. To paskudne z mojej strony, bo ona przed świętami pochowała swoją mamę, a ja tak niegrzecznie ją zostawiłam bez słowa w jej święto. Zadzwoniłam i zanim doszło do życzeń, bardzo serdecznie ją przeprosiłam za to moje opóźnienie, a ona na to, że już życzenia ode mnie przyjęła przed świętami. Kompletnie nie pamiętam, że dzwoniłam do niej przed świętami. To już druga taka wpadka w ostatnim czasie i mam o czym myśleć. A przy okazji tej wpadki od razu inaczej niż zwykle czuję swoją głowę. Są w niej jakieś mrowienia, uciski. Pewno wystraszyłam się i to jest reakcja na stres, ale pewności nie mam. To tylko moje domysły. Ponieważ należę do ludzi działających, więc od razu myślę, co robić. Doszłam do wniosku, że pewno zbyt mało (prawie wcale) jestem na powietrzu i zbyt mało się ruszam. No i postanowiłam od jutra (bo dziś jest już noc), że każdego dnia niezależnie od pogody będę spacerowała co najmniej godzinę dziennie. No i dodatkowo rano gimnastyka, a wieczorem ćwiczenia nagrane na płytce) pod dyktando instruktora. Kto wie, czy nie wrócę do nauki języka angielskiego. Moje poprzednie postanowienia w tej sprawie spełzły na niczym. Wyłożyłam się od razu na fonetyce. Wiem, że w języku polskim tylko teoretycznie tak się pisze, jak się mówi. W rzeczywistości wymowa głoski ma związek z następującymi po niej lub przed nią innymi głoskami i miejscem artykulacji tych głosek. Podejrzewam, że podobnie, choć być może nie tak samo, jest w innych językach, w tym w języku angielskim. I nie mogę tego skleić do kupy. Ale co pokombinuję, to moje.

A swoją drogą myślę, że ludzie, którzy potrafią się wyluzować i nie mierzą tak centymetrem tego, co się pamięta, a co nie, maja łatwiej. I to nie tylko łatwiej, bo się nie stresują, ale także dlatego, że łatwiej im przychodzi pamiętanie. Tak myślę. Ale mimo to strach jest.

21:51, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
środa, 23 grudnia 2015
Życzenia.

Nawaliłam całkowicie. Gdyby nie to, że jesteśmy zaproszeni na wigilię, to pogryzalibyśmy suchy chleb z nieudaną kapustą wigilijną. Plany były takie jak trzeba, tylko wykonanie nie wyszło. Miała być kapusta wigilijna, a są pieczarki z kapustą. Miały być paszteciki, a na razie ich nie ma. Już nic nie obiecuję. Nawet sobie. Do tego dzisiaj odkryłam u siebie lukę w pamięci i nie czuję się z tym komfortowo. Drugi raz zadzwoniłam z życzeniami do tej samej osoby. Niby lepiej dwa razy komuś dobrze życzyć, niż ani razu, ale.... Zastanawiam się, czy to nie początki czegoś paskudnego. Na dodatek jelitówka była łaskawa przypomnieć sobie o mnie i dziś co chwila odwiedzałam ustronny przybytek. Już jest lepiej, ale mam poczucie, że odstaję mocno od każdej gospodyni domowej i to odstaję w dół a nie w górę. Marnizna i to tuż przed świętami. Czuję się tak jakby ktoś przechodząc obok mnie trzepnął mnie jakimś workiem przez łeb. Jestem lekko nieprzytomna i lekko zamroczona. Taka byłam wczoraj na hipnozie i to podobno był bardzo dobry stan, ale dziś hipnozy nie mam i wolałabym mieć głowę na swoim miejscu, myśli jasne i refleks wystarczający.

A wszystkim życzę miłości, radości, spokoju, ciepła, bliskości, a przede wszystkim zdrowia.

19:49, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (34) »
wtorek, 22 grudnia 2015
O wszystkim i o niczym

Dzisiaj do Warszawy pojechałam bez żadnych podpórek. Skłamałabym, gdybym napisała, że szło mi się świetnie. Mój chód nie był chodem młodej dziewczyny, ale szłam wystarczająco dobrze. Drogę pokonywałam bez nadmiernego zmęczenia. I gdyby nie to, że jestem jeszcze lekko nieprzytomna po ostatnio zarwanej nocy, to wszystko byłoby w porządku. Odnoszę wrażenie, że jest maleńka poprawa. Może jeszcze będzie dobrze? Chciałabym w to wierzyć. Jeżeli jednak poprawa po terapii nie będzie satysfakcjonująca, to jest jeszcze przede mną możliwość operacji stopy. Już jestem na nią zapisana i czekam w kolejce. Zarówno pan ortopeda, jak i prowadzący mnie w szpitalu lekarz neurolog uważają, że to jest dobry pomysł. Ja na razie nic nie uważam. Ja chcę dobrze chodzić. Na razie cieszę się, że jestem już w domu.

Skoro jednak to ma być relacja z wyjazdu to muszę napisać, że dziś dwa razy jechałam windą - sama. Nawet nie bałam się bardzo mocno. Ciekawe, jak by było, (tfu! tfu! tfu!) gdyby winda zatrzymała się między piętrami. Pewno robiłabym w gacie. Ostatnio dałam taki popis związany z zamknięciem, że aż się wstyd przyznać. A było to tak. Poszłam do małego sklepiku po jakieś zakupy i właścicielka po otwarciu drzwi klucz zostawiła w zamku. A ja ten klucz wyjęłam, żeby go jej oddać i włożyłam go do kieszeni swojej kurtki. No i byłam ścigana. Całe szczęście, że pani sklepowa jest osobą z poczuciem humor i na dodatek wie jaką mam fobię.

Jutro biorę się za przedświąteczną robotę. Nie chciałabym, żeby ktokolwiek pomyślał, że będę ścigała jakieś trudne do wypatrzenia pyłki. Nie byłam nigdy, nie jestem i pewno już nie będę pedantką. Sprzątanie było 9 i 10 grudnia popołudniami i starczy. Tę moją niechęć do nadmiernego sprzątania utrwaliła jeszcze moja Babcia mówiąc, że na podłodze kluchów się nie wałkuje. Przez przedświąteczną robotę rozumiem pitraszenie potraw. Pewno wpadną w Święta goście i trzeba będzie ich nakarmić. Toteż jutro wstawiam bigos wigilijny z kiszonej kapusty z pieczarkami. Jeszcze takiego nie robiłam, ale podobno jest świetny. Zrobię trochę pasztecików, no i zastanowię się co jeszcze. Może pasztet z soczewicy, pieczarek i fasoli. No i jakieś mięsne potrawy już na święta, (Mam w lodówce udziec z indyka i zastanawiam się, czy go upiec, czy udusić), a przede wszystkim rosół, bez którego prawnusiowie nie mieliby co jeść. 

17:59, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 21 grudnia 2015
Trudna noc.

Dziś miałam bardzo trudną noc. Położyłam się do łóżka, ale nie mogłam wyleżeć. Po kilku minutach wstałam i zaczęłam chodzić po mieszkaniu, a nogi mnie darły i męczyły bardzo mocno.. O staniu, ani siedzeniu nie było nawet mowy. Nawet ze skorzystaniem z ubikacji miałam problem, bo trzeba byłoby usiąść. Podobno nazywa się to zespół niespokojnych nóg. Wcześniej miałam jakieś tego typu niewielkie kłopoty, ale to, co zdarzyło się dzisiejszej nocy przekroczyło mocno wszystkie objawy wcześniejsze. Dosyć, że nie spałam do godziny 5 rano z minutami, tylko cały czas chodziłam i nie wiedziałam jak sobie pomóc. W końcu wymęczona i mocno zdenerwowana położyłam się i zasnęłam. Obudziłam się już przed godziną 8-ą z mrowiącymi nogami.

Ze strachem myślę, czy dzisiejszy dzień, a później noc dadzą mi spokojnie wypocząć. Jutro jadę na hipnozę do Warszawy i boję się, że coś takiego mogłoby mnie spotkać w drodze. Pomyślałam, ze może jakiś uspokajacz by mi się przydał i kupiłam w aptece Neospasminę. Dodatkowo poradzono mi plastry rozgrzewające na nogi. Zobaczymy, co będzie. Na razie biorę leki i spróbuję się położyć i zasnąć. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

12:25, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
niedziela, 20 grudnia 2015
Marzenia.

Skręca mnie ze złości. Ugniata pod żebrem. Nie mogę już słuchać tego bełkotu, którym ostatnio jesteśmy karmieni w różnych środkach przekazu. Aby się trochę chociaż uspokoić puszczam wodze wyobraźni.

Widzę, że nagle w moim Kraju wszyscy ludzie zaczynają  się do siebie życzliwie uśmiechać, tak jak na demonstracjach KOD-u. Zaczynają ze sobą rozmawiać. Zniknęły podziały na lepsze i gorsze sorty. Rząd nie dba o interesy partii, (jaka by ona nie była) tylko o dobro całego narodu. Pan Prezydent i TK dbają, aby prawo było przestrzegane.

Czy te moje wyobrażenia przekraczają realne możliwości? Przecież jesteśmy braćmi. Czy tak trudno dogadać się ze sobą? Przecież chyba wszystkim nam zależy na wspólnym dobru.

Przeżyłam już sporo lat i wiem jedno - w każdej walce są zwycięzcy i zwyciężeni. Czy my musimy ze sobą walczyć, zamiast się cieszyć, że przyszło nam żyć w spokojnych czasach? Komu ta walka jest potrzebna? Garstce ludzi, którzy chcą burzyć, a nie budować?

Idą Święta Pokoju. I niech te Święta przyniosą nam wszystkim Pokój i Spokój w kraju i na świecie. A na ludzi siejących dziś zamieszanie niech przyjdzie zdrowa refleksja.

22:52, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
sobota, 19 grudnia 2015
Lenistwo....a może zniechęcenie.

           

"Lenistwo - przyzwyczajenie, aby odpoczywać, zanim się człowiek zmęczy". Jules Renard.

Słyszę, że wszyscy przygotowują się do świąt. Praca wszędzie wre, a u mnie - cisza i spokój. Jeszcze nie ruszyłam nawet jednym małym palcem żadnej roboty. Wykasłuję resztki zaziębienia i zastanawiam się nad tym, co zrobić, żeby nabrać siły. Trochę sobie poleguję, a nawet posypiam. Trochę czytam. Rano przeczytałam wypowiedzi pani Bakuły, w których wspomniała, że u niej jest zawsze porządek w domu. Niestety! Ja tego o sobie powiedzieć nie mogę. Od sprzątnięcia mieszkania przez panią Małgosię upłynęło już kilka dni i pod kwiatami zaczynają się pojawiać opadłe liście, a na wykładzinach drobiny kurzu. Na razie tych liści jest kilka i są malutkie. No i niech sobie leżą. Liść to przecież nie śmieć. A czy jesienią w lesie szeleszczące liście pod nogami przeszkadzają komukolwiek? Nie! Nawet dodają uroku. Na wszystko można spojrzeć, podobno, z różnych punktów widzenia. Trochę gorzej jest z kurzem, ale i tu można wykorzystać to, co dostaliśmy w darze od losu i dziadków. Mam astygmatyzm mix, czy fix. Jakiś skomplikowany. Do tego mam marszczącą się błonę na prawym oku i nie mam zamiaru wpatrywać się w podłogę w poszukiwaniu drobinek kurzu, które gdzieś tam leżą.

Jeśli chodzi o moje poruszanie się, to po ostatniej mojej rozmowie z sąsiadką - panią psycholog straciłam resztki nadziei na normalne chodzenie. Wreszcie przyjęłam do wiadomości, że jeśli nie pomoże mi hipnoza, to głową muru nie przebiję. Jeszcze ostatnią moją szansą jest operacja stopy, na którą już jestem zapisana. Ale i to nie jest pewne, czy po operacji będę mogła chodzić tak jak chodziłam kiedyś. Będzie, jak będzie.

 

22:05, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
piątek, 18 grudnia 2015
Aforyzmy:

                                     

 

"Okrucieństwo wojny polega na tym, że zachwianiu ulegają zasady moralne: zło przestaje być złem, a dobro - dobrem." Bernard Russell.

"Dla rządu przed wyborami drogi jest wyborca. Po wyborach drożeje wszystko inne." Jean Rigaux.

"Wybory mijają, kabaret trwa znacznie dłużej." Eugeniusz Szulborski.

"Ach, żeby najwyższą godnością państwową była ludzka." Stanisław Jerzy Lec.

"Grając pierwsze skrzypce - uważaj, aby nie przeciągnąć struny!" Włodzimierz Ścisłowski.

"W demokracji wolno głupcom głosować, w dyktaturze wolno głupcom rządzić." Bernard Russell.

"Głupota nasza sięga nieba." Horacy.

"Głód nam nie grozi. Coraz tańsze są kości niezgody". Wiesław Malicki.

"Uzdrawianie finansów kraju skutecznie uzdrawia finanse uzdrowicieli". Stanisław Fornal.

"Fanatyk to ktoś, kto nie może zmienić tematu i nie może zmienić zdania". Winston Churchill.

"Nasze dzieje: liczne błędy i śliczne legendy". Krystyna Sylwestrzak.

"Najbardziej uczęszczaną drogą jest droga do żłobu". Edward Tomenko.

"Tego, co zepsuje jeden diabeł, nie naprawią wszyscy święci". Edward Tomenko.

"Dno poznać i po tym, że ludzie chodzą przymuleni". Kazimierz Słomiński.

"Demagogia - to umiejętność ubierania najbardziej lichych idei w najwznioślejsze słowa". Abraham Lincoln.

"Niektórzy świecą oczami, bo maja ciemno w głowie". Robert Karpacz.

"Piekło: przyszłe miejsce pobytu tych wszystkich, którzy lubią igrać z ogniem". Tadeusz Giegier.

"Na pięść, jako argument, bywa też pięść argumentem". Stefan Żeromski.

"Źli posłowie są dziełem dobrych obywateli, którzy nie czynią użytku ze swego prawa wyborczego". Michael Foot.

18:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
czwartek, 17 grudnia 2015
Szaro i zimno.

Dziś poruszam się po mieszkaniu jak ćma. Jestem senna i wymarznięta. Jeszcze nie opuścił mnie kaszel, który ciągnie się już trzeci tydzień, a tu nowa porcja chłodu. Chyba na noc strzelę sobie grzane piwko z imbirem, cynamonem, goździkami, kurkumą i miodem. Piwo stoi w kuchni i czeka na okazję. No i okazja się trafiła.

A w ogóle to czuję się jakaś wyjałowiona. Siadam i  pisanie wyciągam gdzieś z daleka. Prawie z pięt, a nie z głowy. Wypruwam z siebie same jakieś banały. Wychodzi z tego pisania coś w rodzaju wypracowania uczniowskiego i to ucznia najwyżej IV klasy szkoły podstawowej, a nie wypowiedź starszej pani.

Poza tym lubię klarowne sytuacje, a sama tej klarowności dzisiaj w sobie nie czuję. Trochę się pogubiłam. Dziś nic nie analizuję, nie dociekam. Staram się być z tym wszystkim, co jest we mnie. A to co w sobie czuję nie tylko wcale mnie nie zachwyca, ale wręcz mnie dołuje.

Jest dziś we mnie smutek, wyciszenie, ale i złość czająca się gdzieś pod spodem. Zwykle taki nastrój najłatwiej jest zrzucić na pogodę, ale wiem, że chłodna i mokra dzisiejsza pogoda to nie jedyna przyczyna dzisiejszego mojego stanu. Szukam porządku w sobie, a znajduję bałagan.

Przychodzi mi do głowy, że najlepiej będzie, gdy pobędę z tym swoim niezadowoleniem przynajmniej do jutra. Niech się wszystko uleży, a być może poukłada w jakiś sensowny ciąg uczuć, myśli i refleksji.

Muzykę podaję za You Tube.

18:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
 
1 , 2 , 3