RSS
środa, 27 grudnia 2017
A dziś....

 

Dziś będzie krótko.

Pobawiłam się grafiką. Stąd to "arcydzieło u góry".

Jutro sprzątam bajzel poświąteczny w kuchni. A jest tam co robić. Stosy brudnych naczyń piętrzą się w zlewie i na szafkach. Dobrze jak jutro do południa z pomocą zmywarki uporam się z tą robotą.

Na jutro czeka także pranie powleczenia pościeli z kilku łóżek. Na Nowy Rok musi być w domu czysto. Być może przed Sylwestrem upiekę trochę pączków.

Posłuchałam pięknych poetyckich tekstów z muzyką i śpiewem i na koniec wstawiam utwór Jonasza Kofty w jego wykonaniu.

22:50, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
czwartek, 21 grudnia 2017
Czwartek - dwa dni do wigilii.

Jest czwartek. Dochodzi godzina 13,30. Za oknami szaro i mglisto. Prószy drobniutki śnieg, albo mży drobniutki deszczyk, trudno to zza okna ocenić. A ja siedzę w pokoju. Przede mną długa lista prac do wykonania jeszcze przed wigilią i prawie całkowita bezsilność. Tęsknie spoglądam na rozebrane łóżko. Z ogromną chęcią wskoczyłabym pod kołderkę, nakryłabym się prawie z głową i ucięłabym sobie solidną drzemkę............. Po czym zaczynam przeglądać listę prac do wykonania. Po co to robię? Bo może z którejś pracy można byłoby zrezygnować. Np. bardzo pracowite ciasto - generał. A skąd wiadomo, że mi się uda? - myślę. Może lepiej kupić ciasto w cukierni i mieć pieczenie z głowy. A paszteciki do barszczu po co, skoro będą uszka, które córka przywiezie gotowe z Warszawy. I w taki sposób po kilku minutach w pokoju koło mnie rozjaśnia się, choć zza okna właśnie słychać miarowe uderzanie kropli deszczu o parapet. Rozjaśnia się nie tylko dlatego, że zapaliłam lampkę przy komputerze, ale przede wszystkim zaczyna spadać ze mnie ciężar niewykonanych prac. Takie same prace kiedyś, jeszcze kilka lat temu to był dla mnie pryszcz. Rzecz niewarta mielenia ozorem i używania zbyt wielu słów. Teraz czuję na sobie ich ciężar. Mam jednak wyrzuty sumienia, bo generała bardzo lubi mój wnuk, a paszteciki lubią - wnuczki. Dobrze, ze córka przyjeżdża dzień przed wigilią, żeby pomóc w pracy, bo Marysia - babcia i prababcia w jednej osobie zaczyna się sypać, jak spróchniałe drzewo. Nic dziwnego. Osiemdziesiąty trzeci rok - to nie w kij dmuchał. Dobrze, że jeszcze sama pociągiem jadę do Warszawy, przesiadam się do miejskich środków lokomocji, żeby dotrzeć na miejsce, czyli na rehabilitację, a później z powrotem.

Dziś jestem taki leniwiec pospolity, że wpis, który umieszczam w tym blogu, wstawiam także do drugiego mojego bloga.

14:28, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
piątek, 15 grudnia 2017
Dziś......

Wczoraj byłam jak iskierka, jak furia, gdy się wkurzyłam, a dziś zjechałam ostro w dół. W głowie mam pustkę. I to nie taką, jak zwykle gdy mam gorszy dzień. Kręcę się po domu, jak kot za własnym ogonem. Od rana (a jest południe) szukam drutów kupionych wczoraj u nas w sklepie i portmonetki, gdzie miałam pieniądze na święta. Jeszcze pani sprzedawczyni pakując mi wszystkie zakupy do siatki zapytała o te druty i ja przy niej sprawdziłam, że siedzą w kieszeni mojej kurtki. Dziś nie ma ani drutów, ani kasy. O co nie zahaczę myśli, to pudło. Zwykle pomagała mi koncentracja przy pisaniu, dziś mam odczucie, jakby mój własny mózg odmówił mi nagle współpracy.

Czuję, że ten mój dzisiejszy stan ma związek z moją wczorajszą wizytą u neurologa. Chociaż nie wykluczam także, że w czasie ostatniej rehabilitacji, innej niż zwykle, poruszona została w moim ciele jakaś emocja nie przepracowana dotychczas na zajęciach z psychologiem.

Dziś jest inaczej, niż zwykle. Żadnego zbierania myśli, żadnego wglądu w to, co się dzieje. Jedyne co czuję, to zamęt w głowie. Poza tym jest mi zimno. Nie pomaga mi ciepłe ubranie i nagrzane łóżko. Brrr. Szlag by to trafił. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.

13:38, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

Troszkę mi się rozjechały gwiazdki i nie wiem dlaczego zasłoniły napis.

    Jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji           Świąt Bożego Narodzenia.

Na razie są wciąż tylko plany dotyczące Świąt. Nic się jeszcze nie dzieje ani ze sprzątaniem domu, ani z gotowaniem, czy z wypiekami. Za sprzątanie kuchni mam zamiar wziąć się jutro. W poniedziałek przyjdzie pani, która pomoże mi zrobić porządek w całym mieszkaniu. Pieczenie, gotowanie jest rozdzielone między członków rodziny tak, że nie napracuję się zbytnio.

A dziś byłam u lekarza neurologa na wizycie kontrolnej. Bardzo sympatyczna pani doktór zmieniła mi trochę leki, dodała jakiś lek witaminowy na wzmocnienie układu nerwowego i zaznaczyła, że to nie są witaminy, a lek. Powiedziała, że prowadzenie przeze mnie bloga jest najlepszą rzeczą, jaką funduję swojemu mózgowi. Była pełna uznania dla mojej samodzielnej jazdy co tydzień do Warszawy. Powiedziałam, że mam zaburzone poczucie równowagi. Wystukała mnie młoteczkiem po rękach i po nogach, a później kazała mi się położyć, zrobić młynek rękami i wskazującym palcem jednej ręki, a później drugiej dotknąć szybko czubka nosa. Nie bardzo mi się to udało. Jeden palec poleciał mi między nos a ucho. Trudno. W końcu jestem coraz starsza i podobno mam chorobę parkinsona. Gdy o tej chorobie pierwszy raz usłyszałam od lekarza bardzo się zaniepokoiłam, ale teraz diagnoza nie jest już nowością. Zdążyłam sie z nią oswoić. Leki biorę, a będzie to, co ma być. Grunt to dobre samopoczucie i nie zamartwianie się tym, na co nie mam wpływu.

Dziś słucham muzyki, patrzę na młodych zakochanych ludzi i zamiast wyglądać przez okno obrazami przywołuję wiosnę.

 Ernesto Cortazar. Just For You.

00:48, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
wtorek, 05 grudnia 2017
Czekamy na święta.

                    

Gdyby nie moje wyjazdy raz w tygodniu na terapię do Warszawy, to bym zupełnie skapcaniała. Taki wyjazd - to wysiłek oraz napięcie i fizyczne, i emocjonalne, ale jednocześnie konieczny ruch i działanie. W domu snuję się ostatnio jak przysłowiowy smród po gaciach. Żadna robota mi się nie klei. Najchętniej siedzę przed komputerem, lub czytam książki, czyli też siedzę. A w domu jest co zrobić. Do sprzątania są wszystkie szafki w kuchni. I pracuję jak mróweczka, ale w wyobraźni. W wyobraźni widzę, jak robota pali mi się w rękach. Szafka po szafce zaczyna błyszczeć, a ja dumna i blada ze swojej roboty, okiem dobrze wykonującej prace gospodyni domowej obrzucam spojrzeniem swoje domowe królestwo. Czy taki bezruch - to oznaka starości? Czy to niechęć związana z chodzenie, bo nie jest ono wciąż jeszcze łatwe, lekkie i przyjemne.

Odnośnie chodzenia. Przypominam sobie swoją podróż do Warszawy do lekarza bioenergoterapeuty. Było to jakieś dwa - trzy lata po mikroudarze. Chodziłam z ogromnym trudem. Dojechałam n tramwajem na przystanek na Woli w Warszawie i dowlokłam się z trudem do lekarza.

Weszłam do gabinetu. Lekarz kazał mi usiąść przed sobą w odległości mniej więcej półtora metra. Sam usiadł na drugim krzesełku i najpierw bez żadnych badań powiedział mi, co u mnie działa nie tak, jak należy. Po czym kazał mi zamknąć oczy. Po chwili takiego siedzenia powiedział  - dziękuję pani. Leczenie było zakończone.

Wyszłam z kłębiącymi się we mnie uczuciami. Przeważała wściekłość, że wydałam 100 złotych i nic w zamian nie otrzymałam, nawet żadnych wskazówek, żal, że znowu nic mi nie pomogło. Do bardzo silnych uczuć dołączyło się zmęczenie i zniechęcenie. Lazłam, tak jak prze wizytą u lekarza i nagle poczułam, że coś jest inaczej.  Szłam na lekkich, zdrowych, młodych nogach, które niosły mnie do przystanku, jak za dawnych dobrych lat. Jeszcze dziś czuję tę radość i uczucie lekkości. Na takich lekkich, sprawnych nogach chodziłam do końca dnia. Rano wszystkie problemy z nogami wróciły.

Dziś chodzę już bez porównania lepiej, niż wtedy, ale gdyby mi ktoś dał znowu możliwość lekkiego, swobodnego chodzenia, to nie żałowałabym na ten cel wydatku.

21:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
niedziela, 03 grudnia 2017
Przemyślenia będą w innym wpisie.

Emmo_b! To jest obiecana Ci grafika.

 

Skończyło się już napełnianie i wekowanie słoików na zimę. Skończyły się prace w ogródku. Teraz czas na odpoczynek i relaks. No i na uzupełnianie różnych zaległości w sprzątaniu. Na jednej półce regału stoi ponad 20 książek wypożyczonych z biblioteki. Zwykle dostaję większą ich ilość ze względu na moje wciąż jeszcze nie do końca zrehabilitowane nogi, a do biblioteki jest około 2 kilometry. Właśnie przeczytałam książkę Aliny Witkowskiej - Celina i Adam Mickiewiczowie i czuję niedosyt wiedzy na temat życia naszego wybitnego poety i jego różnych inspiracji twórczych. Autorka w książce zajmuje się przede wszystkim Celiną Szymanowską i jej chorobą. Adam Mickiewicz jest tylko jakby dopełnieniem podanych wiadomości o Celinie.

Zaczynam teraz czytać książkę napisaną przez psychologa Mateusza Grzesiaka - Psychologia relacji, czyli jak budować świadome związki z partnerem, dziećmi i rodzicami. Na tylnej okładce książki przeczytałam: - "Wszystko, co dobre i złe w człowieku, bierze się z najwcześniejszego etapu życia - życia w rodzinie".  Już zerknęłam na jej rok wydania, bo być może będę chciała sobie ją kupić pod choinkę.

Zrobiłam sobie na drutach już dwie dosyć duże chusty na szyję. Obie są bardzo ciepłe i sięgają do polowy pleców z tyłu i prawie do pasa z przodu. Trochę zapięcia mi nie wyszły, ale będę je zapinała dużą ozdobną agrafką z tyłu. Może nikt się błędu nie dopatrzy, a jeśli się dopatrzy, to też zniosę to ze stoickim spokojem. Teraz szykuję się do zrobienia sobie czapek do kompletu.

A dziś zalałam wodą nasiona do kiełkowania. Myślę, że kiełki będą gdzieś za tydzień. W tym tygodniu zrobię jeszcze zdrowe, prażone i mielone siemię lniane z sezamem i solą. Jest pyszne, gdy posypie się nim kanapkę z żółtym serem i nie tylko.

A poza tym w domu jest dużo sprzątania w szafkach, bo nie sprzątałam w nich już kawał czasu. Przy okazji znalazłam w internecie rady, jak pozbyć się molików, które są w domu prawdziwym utrapieniem.

I okazało się, że dziś zamiast różnych przemyśleń, zdałam po prostu relację z różnych domowych zajęć. Trudno. Przemyślenia będą w innym wpisie.

 Giovanni Marradi Nostalgia.

22:26, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (4) »
piątek, 01 grudnia 2017
Tęskno mi Panie....

       

Prowadzenie bloga to dla mnie przede wszystkim kontakt z ciekawymi, miłymi ludźmi. To wymiana poglądów i pokazanie siebie w szarej codzienności. To także sposób na systematyczne uruchamianie szarych komórek, które z wiekiem lenią się coraz bardziej.                             

Moje pisanie jest oderwaniem się od otaczającej mnie rzeczywistości. Gdy piszę lub robię grafikę nawet taką, która w efekcie nie podoba mi się, to nie myślę o niczym innym. Nie myślę o tym, że 83 rok włazi mi już na kark i że to już bliżej niż dalej. Nie myślę o polityce, o zmianach, które już nastąpiły i które psują dotychczasowy porządek w kraju. Zamieniam się w człowieka ""bezmyślnego", który próbuje w ten sposób przetrwać to, co funduje mu obecna władza.

 Marzę o tym, aby w naszej wzajemnej komunikacji  białe było białe, a czarne - czarne. Marzę o tym, aby ludzie umieli się ze sobą porozumiewać bez wykorzystywania haków i manipulacji. Aby zniknął jad, który cieknie z różnych wypowiedzi i przestał zatruwać nam spokój i pogodę ducha.

Marzę o tym, żeby nasz piękny język polski budowany przez wieki przez naszych przodków służył do porozumiewania się, a nie do walki.

Moja piosenka Cypriana Kamila Norwida. Recytuje Krzysztof Kamiński.

 

20:41, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »