RSS
poniedziałek, 30 marca 2015
Witaj nowy dniu!

      Chcę znaleźć coś miłego w tym, co będę dzisiaj robiła. Będzie to trudne zadanie, bo mam sprzątnąć wreszcie kuchnię - garderobę, do której znoszone były od dłuższego czasu wszelkie zbędne rzeczy. Jak tu znaleźć radość w takiej robocie? Ano trudno. Trzeba się postarać i wykrzesać z siebie skrywane gdzieś w głębi duszy pokłady radości dotyczące pracy domowej, a jeśli nie radości, to przynajmniej zadowolenia. Uśmiecham się sama do siebie, żeby było łatwiej. Co prawda uśmiech na razie jeśli nie skrzywiony, to jest mocno niepewny. Zaczynam pracę z mocnym postanowieniem, że nie będzie ta praca złem koniecznym. Po całonocnej ulewie właśnie wygląda słonko i mobilizuje mnie do działania. Witaj piękny, chociaż kapryśny i wietrzny dniu.  Uśmiecham się również do ciebie.

*****************************************************************************

      Uśmiech uśmiechem, postanowienie postanowieniem, a życie sobie. Z zaplanowanej roboty, co to miała mi przynieść zadowolenie, nici. Nie żebym nic nie zrobiła, ale nie wyglądało to tak, jak sobie zaplanowałam.

      Weszłam do garderoby, niechętnym spojrzeniem obrzuciłam pierdzielnik, majtnęłam parę razy szczotką podłogę, żeby się śmieci nie roznosiły i wróciłam na chwilkę do pokoju, gdzie stoi mój tapczanik. Za oknem właśnie znowu stukała o szyby ulewa, a wiatr szarpał drzewami. Tak się zrobiło sennie, że bachnęłam się na wyro, lekko przykryłam kocykiem i już mnie nie było. Nawet nie wiem, co mi się śniło. Pocieszam się tym, że robota nie zając i nie ucieknie. Jutro też jest dzień.

19:24, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
niedziela, 29 marca 2015
Pierwszy dzień kwietnia.

       Kwiecień. Gdy dziś patrzę na pogodę kwietniową, to widzę dni chłodne jeszcze, często deszczowe. Ot takie zwyczajne. I zaraz przypomina mi się kwiecień 1957 roku. Już sam początek tego miesiąca był bardzo ciepły, a i reszta, jak pamiętam, była piękna. A dlaczego tak zapamiętałam akurat ten kwiecień, a nie inny? Bo byłam młoda (miałam 22 lata) i byłam po uszy zakochana. Właśnie mój obecny mąż zaprosił mnie na spacer wieczorem. Poszliśmy nad rzekę, księżyc świecił, żaby kumkały i było tak dobrze, jak nigdy na świecie. I wtedy właśnie usłyszałam oświadczyny. Jak tu nie pamiętać takiej daty? Pewno było jeszcze wiele pięknych wiosennych dni, ale ja zapamiętałam ten jeden.

      Może to chodziło o romantyzm chwili? Dziś myślę, że w całym swoim dotychczasowym zapędzonym życiu zbyt mało uwagi zwracałam na piękno i nastrój tego, co się działo we mnie samej i wokoło mnie. Bo piękno i romantyzm towarzyszy nam w życiu, nawet gdy ich czasami nie dostrzegamy. 

16:51, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
piątek, 27 marca 2015
No i......

Ja, podobnie jak Babciabezmohera, jestem bardzo poruszona katastrofą samolotu w Alpach.  To, co się wydarzyło jest tak absurdalne, ze prawie trudno w to uwierzyć. Młody chłopak popełnia samobójstwo i pociąga za sobą 149 osób, w tym 16 uczniów i niemowlę. Każdy z pasażerów miał przed sobą różne plany, marzenia, a jeden człowiek za sterami samolotu przekreśla wszystko. Straszne. 

******************************************************************************

A co u mnie? Nic nowego, ani ciekawego. Ostatnio lekarz rodzinny kazał mi brać lek rozluźniający mięśnie i ten okruszek leku już działa, ale nie tak jak ja bym chciała. Marzyło mi się, że zacznę chodzić tak, jak kiedyś. A tu jest zupełnie inaczej. Lekko rozluźnione mięśnie powodują, że bolą mnie różne miejsca w ciele, nawet takie, których bym nie podejrzewała, że mogły być napięte. Np. szczęka. Myślę jednak, że może to dobrze, bo po operacji kręgosłupa, być może wszystko się normalnie poustawia. Grunt to pozytywne myślenie.

Święta są jakieś ode mnie odległe, chociaż to już tylko tydzień do nich. Nie ma we mnie jakiegoś świątecznego podniecenia, ani żadnych planów. Nie jestem w dołku, ale też nie przeżywam żadnej radości. Ot kolejny dzień, jakich wiele.

Żeby jednak nie był wpis smętny, wstawiam wyprodukowane dzisiaj jajo.

                    

19:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
środa, 25 marca 2015
Ale sen.

Już wcześniej pisałam, że sny mam co noc. Zdążę tylko zasnąć i już pod powiekami pojawiają mi się różne obrazy. Kiedyś zasnęłam w pociągu i też mi się coś śniło, a co gorsza chyba gadałam przez sen. Ale dzisiejszy sen - to było cudo z małym wyjątkiem na końcu.

Znalazłam się wraz mężem, wśród ogromnego pola złocistej pszenicy. Chodziłam jakimiś ścieżkami między wysokimi, sięgającymi mi do ramion łanami. Dochodziłam do zielonego lasu, który otaczał ze wszystkich stron to piękne pole. Wchodziłam do tego lasu, spotykałam się tam z jakimiś ludźmi, rozmawiałam z nimi, do czegoś ich przekonywałam. I na koniec weszłam do jakiejś szopy stojącej na skraju lasu, ale już na brzegu pola i zobaczyłam w niej sporego płowego psa uwiązanego do ściany na tak krótkim łańcuchu, że prawie dotykał łbem do tej ściany. Pies ten nie miał możliwości jakiegokolwiek swobodniejszego ruchu. Chciałam mu pomóc i zaczęłam prosić jego właścicielkę, żeby uwolniła go z uwięzi. Ona nie bardzo chciała się na to zgodzić, a ja nalegałam.

I nie wiem, co się z psem stało, bo się obudziłam. A dziś myślę, jak można ten sen zinterpretować. Boję się, że tym psem na bardzo krótkiej smyczy jestem ja sama. Niestety pasuje to do mnie jak ulał. Ze względu na kłopoty z chodzeniem siedzę w domu, jak grzyb, prawie nie ruszając się z miejsca. Jedyna nadzieja w tym złotym łanie pszenicy i w zieleni lasu. Może to symbol mojej jaśniejszej przyszłości. Oby.

Może jeszcze będę kiedyś chodzić, jak inni zdrowi ludzie, a może nawet zatańczę tak, jak młodzi ludzie na filmiku.

17:14, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 23 marca 2015
Piszę w innym programie.

Padła mi przeglądarka Mozilla Firefox i ostatnio nie mogłam pisać bloga. Podobno moja przeglądarka się zepsuła. Trzeba program przeinstalować, czyli wszystko wprowadzić od początku. To spory kłopot dla mnie, ale nikt nie obiecywał, że będzie bez kłopotów. Trzeba sobie radzić i tyle. Teraz włączam Google Chrome, ale to już nie to samo. Brakuje mi wielu rzeczy. Nie ma zakładek, czyli straciłam nicki wszystkich blogowiczów, z którymi "gadałam"w internecie. Nie wiem, jak będzie ze wstawianiem zdjęć, z You tubem itd. Czyli uczę się od nowa. 

A w ogóle ostatnie dni miałam bardzo urozmaicone. W piątek przed wieczorem przyjechali moi dwaj prawnusiowie. Już w progu zdjęli z siebie kurtki i rzucili je na podłogę, a sami pobiegli wyciągać zabawki i rozkładać je we wszelkich możliwych miejscach. Została włączona telewizja, bo bez niej ani rusz. No i ogłuchli kompletnie dla nas, czyli dla pradziadków. Jednym okiem uważnie wpatrywali się w ekran, a drugim patrzyli na lego, klocki, samochodziki i co tam jeszcze mieli w pobliżu. Przy czym oglądanie telewizji zupełnie nie przeszkadzało im w układaniu puzzli, czy montowaniu innych zabawek. Słuch wracał im tylko w chwili, gdy pytałam, czy chcą zjeść sezamki lub inne słodycze, które bardzo lubią.

Byli u nas do niedzieli - wieczór, więc i niespodzianek było mnóstwo, że tylko wspomnę o zapaleniu przez nich zapałkami, które gdzieś wypatrzyli czterech świeczek w lichtarzu. To miała być niespodzianka dla mnie, jak stwierdził starszy prawnusio. Świeczki się paliły jakiś czas nim się tropnęłam, że jakoś pachnie w domu roztapiającą się stearyną. Poniewąż tej roztopionej stearyny było już sporo w świeczniku, to zaczęli dokładać do ognia jakieś drewniane wykałaczki ( nie wiem skąd je wzięli), tak że gdy weszłam do pokoju, ogień był już całkiem spory.

Zdążyli wyjechać w niedzielę wieczorem, gdy nagle z zapchanej kanalizacji gruchnęło szambo na podłogę w piwnicy. Całe szczęście, że były to tylko kuchenne ścieki, ale i te wcale nie miały zapachu róż. Dziś jeszcze raz idę do wanny, aby zmyć z siebie resztki tych "aromatów".

Mam nadzieję, że obecny tydzień będzie już spokojniejszy. Może być nawet nudny. Nuda po takich atrakcjach nie jest zła.

19:02, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
piątek, 20 marca 2015
Ale w domu ruch.

Dzisiaj przyjeżdżają dzieciaki i będą do niedzieli. Trzymaj się prababciu. Nie ma mowy o żadnych kłopotach z kręgosłupem, czy nogami (nawet jak by były). Trzeba dobrze się uwijać i ruszać nie tylko głową. Już rano zrobiliśmy z mężem zakupy, teraz sprzątam. Właściwie nie wiem po co, bo z chwilą ich przyjazdu na podłodze, stole oraz we wszelkich innych miejscach będą leżały powyciągane i porozrzucane z różnych kątów zabawki i różne śmieci. Trudno będzie przejść po podłodze, na stole nie będzie gdzie postawić miseczki. Bo oni do bałaganienia są pierwsi, a do sprzątania przede wszystkim jest pradziadek, bo prababcia ma kłopoty ze schylaniem się, więc się do tego nie rwie.

Właśnie kłębią się we mnie różne i do tego sprzeczne uczucia. Dominuje radość, że przyjeżdżają. Gdzieś z tyłu czai się niepokój, dotyczący tego, jak ja sobie poradzę. Jeśli chodzi o planowanie pracy, jestem w tym dobra. Trochę gorzej jest z wprowadzeniem planu w życie. Nie dlatego,  że nie umiem tego zrobić, tylko mam kłopoty z poruszaniem się, no i nadmiar bodźców mnie ogłupia. Przyzwyczajona jestem do spokoju i powolnego wykonywania różnych prac. A tu jest pęd, a nie powolność.

Ale dobrze będzie. Przy wszystkich swoich kłopotach potrafię jednak zebrać się w garść i stanąć na wysokości zadania. Biorę się dalej do roboty. Zaraz będą dzieci.

14:13, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
środa, 18 marca 2015
Szczęśliwe ptaki........

Ostatnio jest we mnie dużo niepokoju. Nie jest to niepokój irracjonalny lecz dotyczący tego, co się dzieje wokół nas. W obwodzie Kaliningradzkim stoją już rakiety balistyczne iskander. W Tunezji był atak terrorystyczny, w którym zostało rannych wiele osób (także Polaków). Nie żyje 22 osoby w tym prawdopodobnie 7 Polaków. Bardzo niebezpiecznie zrobiło się na świecie. W internecie przeczytałam, że pod koniec kwietnia lub pod koniec maja może wybuchnąć III wojna światowa. Nie wiem, czy to zwykła kaczka dziennikarska, czy jakieś poważniejsze prognozy. Jak zachować spokój w takiej sytuacji? Nie jestem żadną bohaterką. Dla mnie wojna, terroryzm, agresja - to horror.

Szczęśliwe ptaki, które każdego dnia rano przyfruwają całą czeredą do karmników po świeże ziarno. Świergocą, nie przejmując się żadnymi prognozami, cieszą się, że są w gromadzie, że słonko świeci i wiaterek lekko zawiewa, poruszając im piórka. One żyją chyba tu i teraz. Nie martwią się o to, co będzie dalej.

Na zakończenie wstawiam piękny wiersz Leopolda Staffa - Męka. Ma on nie tylko związek z nadchodzącymi Świętami Wielkanocnymi. Wymowa tego wiersza jest uniwersalna.

 Wiersz ze zbioru: Leopold Staff Wiersze wybrane {do roku 1939}

                             Męka

 "Pusto... Czemu nie przyszedł, kto strudzon i pragnie?

Ułomków z pięciu chlebów już sprzątnięte kosze...

Tknięty bezwładem odszedł... wziął na bary nosze...

Czy dziś Pascha?... Oddalcie to płaczące jagnię...

 

Pożywajcie... To moja krew, a to me ciało...

O, nie móc, znużonemu, umrzeć w ciszy!... Prochu

Bezsilny!... O, konanie, wśród wrzasków motłochu!...

Kur zapiał... Jak głos rani... Gdzie Piotr?... Czasu mało...

 

Przebaczam winy łotrom i wszetecznej dziewce...

Patrz! Zbiry lśniące ostrza wtykają na drzewce...

Więc już?... Jam gotów... Wiedźcie mnie... Pobladłeś, Janie?

 

Matko... Otrzyj mi czoło... Ściszcie zgrai krzyki...

Uczniu mój... rozsypujesz w ucieczce srebrniki...

Trzeba... A moc wytrwania słabnie... Ojcze... Panie..."


 



21:49, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 16 marca 2015
Mija kolejny piękny dzień.

Mam dziś dobry dzień i wpis będzie nie tylko optymistyczny, ale i radosny. Słońce świeci i uśmiecha się do nas wszystkich.

Dziś poszłam z kijkami do sklepów. Doszłam bez zatrzymywania się po drodze. Przy okazji miałam mały spacer. Te kijki to jednak spore wsparcie dla nóg i dla kręgosłupa. Bez nich musiałabym kilka razy przystawać i czekać, aż ból kręgosłupa i bioder się uspokoi. Zakupy z różnych sklepów zebrałam w jednym miejscu i zadzwoniłam po męża, który przyjechał po mnie samochodem. W drodze powrotnej wpadliśmy do naszej malutkiej prawnusieńki, która była w domu ze swoja mamusią. Początkowo trochę się na nas boczyła, ale szybko nabrała pewności siebie, szczególnie gdy siedziała na rękach u mamy. Pięknie raczkuje, jeszcze trochę i stanie na nóżki. Mamy trójkę fantastycznych prawnusiów - dwóch starszych chłopaczków i malutką dziewczynkę. Wszystkie są ukochane, najpiękniejsze i najmądrzejsze na świecie. Dzieci, wnuki, prawnuki i reszta rodziny. Jakie to szczęście, że mamy bliskich ludzi, których kochamy i z którymi możemy być blisko. Jakie to szczęście, że poznajemy nowych ludzi w okolicy i za pośrednictwem bloga. Ogromnie sobie cenię znajdowanie różnych spojrzeń na jakiś problem. Jest to, według mnie, ogromnie rozwijające i twórcze. Ja jestem osobą bardzo towarzyską i rozmowną. Wystarczy, ze ktoś się do mnie uśmiechnie, czy zagada i już się otwieram na nowe treści.

Przeczytałam, to co przed chwilą napisałam i już czuje lekki niepokój. Tak jakbym nie miała prawa się cieszyć, albo pisać o radosnych emocjach. Bo co? Bo takie emocje przystoją młodym radosnym dziewczynom, a nie prawie sędziwej babci - słyszę w sobie strofujący głos. A poza tym lepiej zawsze być stonowanym, a nie spontanicznym.

Otóż ja z tym głosem się nie zgadzam. Uważam, że każdy człowiek, nie tylko młody, ale i stary man prawo wyrażać swoje różne emocje. I te radosne i te stonowane. I żyć w zgodzie z sobą.

21:39, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
sobota, 14 marca 2015
Trzeba podjąć decyzję.

Nie pisałam kilka dni, bo byłam w kiepskim nastroju. Nie chciałam smęcić dla samego smęcenia. Dziś wylazłam z dołka na równą powierzchnię i odetchnęłam głęboko otrząsając się z resztek szarych przygnębiających myśli. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że umiejętność uporządkowania swoich uczuć i myśli  jest sprawą bardzo istotną dla człowieka.

A było to tak.

Dostałam skierowanie na operację kręgosłupa. (Chyba o tym już pisałam wcześniej.) Kręgosłup ważna część ciała i zaczęło się myślenie na ten temat i życzliwe, ale nie zawsze budujące uwagi innych. I w związku z tym co? Bać się? Nie bać się? Zdecydować się, czy nie? A jeżeli nie zdecydować się, to co dalej? itd. Zamęt w głowie miałam taki, że straciłam ochotę do czegokolwiek, pogrążając się w nastrojach depresyjnych.

I nagle jakby zasłona spadła mi z oczu. Zobaczyłam, że to moja prawdopodobnie  jedyna i ogromna szansa na (kto to wie) może normalne chodzenie po prawie dziesięciu latach. Kto nie podejmuje ryzyka, ten tkwi w tym, co jest. A jeżeli te zmiany następują bez żadnych wysiłków i starań z naszej strony, to zwykle  mogą być tylko na gorsze.

I od razu wrócił mi optymizm i humor. Przed operacją przećwiczę jeszcze afirmacje, które polecała Centrumperspektywa. Już sprawdziłam, że działają.

I piosenka.

21:23, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »
środa, 11 marca 2015
Przecieranie nowych dróg.

Kilka dni temu byłam w Warszawie. Miałam wizytę w Klinice okulistycznej, gdzie jestem pod opieka lekarzy jako jaskrowiec.

Wyszłam po badaniach i zastanowiłam się, co robić dalej. Było samo południe. Godzina 12. Zwykle pojechałabym na dworzec kolejowy i wróciłabym do domu. Tym razem postanowiłam zrobić coś innego niż zwykle. Pojechałam do Arkadii, gdyż tam mieli wyświetlać film Body/Ciało. To była już spora nowość dla mnie. Po pierwsze Arkadii zupełnie nie znałam. Nie wiedziałam nawet, gdzie jest do niej wejście. Po drugie w kinie sama byłam wiele, wiele lat temu. Ostatnio odwiedziłam kino z wnuczką, ale to ona prowadziła mnie prawie za rękę. Tu musiałam znaleźć schody ruchome, jedne drugie, bo sale kinowe są na drugim piętrze. Musiałam wykupić bilet i odnaleźć swoje miejsce w zaciemnionej sali.

To wszystko, co piszę, jest tak oczywiste dla każdego dorosłego człowieka, że pewno zdziwienie moich drogich Czytelników będzie bardzo duże. Sama bym się zdziwiła, że można mieć takie problemy, gdybym miała 50-kilka lat. Wtedy wszystko było oczywiste. Ale ja tych lat mam sporo więcej, a na dodatek od lat 10-ciu siedzę w domu, jak przymurowana, ze względu na kłopoty z chodzeniem. Mój świat teraz - to dom i jego najbliższe okolice. I to, że postanowiłam w Warszawie zrobić coś innego, niż zwykle, było torowaniem nowych dróg. Śmiesznie to brzmi? Prawda? Ale to jest prawda.

To, co napiszę na temat filmu, jest tylko moim indywidualnym odbiorem. Nie jestem znawcą kina. Dla mnie film był dziwny z kilku powodów. Przyzwyczajona jestem do filmów, w których fabuła sama się rozwija. Tu było inaczej. Zobaczyłam szereg scen następujących jedna po drugiej, z których sama budowałam ciąg zdarzeń. Sceny te były dla mnie czymś w rodzaju  puzzli do składania. W świat rzeczywisty wplecione zostały sceny ze świata  nadprzyrodzonego, jak chociażby wędrujący wisielec, który miał symbolizować, być może, odchodzącą z ciała duszę.

Świetna była kreacja Janusza Gajosa, który grał w filmie rolę prokuratora i jednocześnie ojca anorektyczki, czy bulimiczki. Rola tej bulimiczki jak również pani terapeutki też były bardzo dobre. Zastanowiły mnie pokazane sceny z terapii. Ja sama wiele razy brałam udział w psychodramach. Te z filmu były dla mnie jakieś anemiczne, mało przekonujące.

W sumie film wymagający myślenia, bez prostych odpowiedzi.

21:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
 
1 , 2