RSS
czwartek, 31 marca 2016
Nauka jest przyjemna.

                   

To jest moja dzisiejsza praca. Nie jest to arcydzieło, ale w porównaniu z pierwszymi grafikami ta grafika jest już odrobinę mniej siermiężna. Tylko nie wiem dlaczego kwiatki nie chciały zrobić się kolorowe. Ale trudno. Prawdziwi graficy pewno załamaliby ręce patrząc na mój wytwór, ale ja jestem osobą wciąż się uczącą i do perfekcji mi bardzo daleko. 

A teraz spróbuję napisać coś po angielsku. Oczywiście skorzystam z gotowców, żeby nie robić z siebie kompletnego nieudacznika, choć i tak nie wiem, czy ta nazwa nie będzie mi się należała.

Zaczynam:

Hello! My name is Mery. Good day. I have homework. My day was good. See you soon. I'm going to sleep. Goodbye.

Wymowa: Heloł! Maj nejm ys Mery. Gud dej. I have homework. Maj dej łas good. Sy ju sun. Ajm goin tu slip. Do widzenia.

Tłumaczenie: Cześć! Nazywam się Maria. Dzień dobry. Mam pracę domową. Mój dzień był dobry. Do zobaczenia wkrótce. Idę spać. Do widzenia.

Zakończenie wpisu niech już będzie w naszym ojczystym języku, żebym i ja wiedziała, co napisałam.

Życzę wszystkim dobrej nocy i pięknych, kolorowych snów.

23:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
środa, 30 marca 2016
Nowa zabawa.

Dziś przed południem połaziłam trochę po ogródku. Trochę podyskutowaliśmy z mężem o drzewkach w ogrodzie, które przycinać i jak. Oczywiście moja racja musiała być najmojsza. Mamy dwa nie dające się pogodzić stanowiska. Mój mąż lubi przestrzeń i trawę, a ja lubię miejsca zacienione i owoce na drzewach. Targ targiem stanęło na tym, że drzewa - starocie trzeba wywalić, a te które można odmłodzić trzeba mocno przyciąć. No i wróciłam do domu, bo mnie rozbolał kręgosłup, a ponad to trzeba było zrobić obiad.

Teraz siedzę już u siebie w pokoju i myślę, czym by się tu zająć. Języka angielskiego już dziś liznęłam i powstało pytanie co dalej robić? Ile można siedzieć i robić to samo? A może by tak dzisiaj wziąć się za farby i pędzle, które już sobie kupiłam. Po obejrzeniu pierwszej lekcji - Malowanie obrazów to proste, wyobraziłam sobie, że wystarczą chęci i potrzebna materiały.Na wszelki wypadek zapytałam siostrzeńca, który ukończył ASP, czy na każdym papierze można malować ? Odpowiedział, że tak, chociaż do każdej techniki malowania sprzedawane są specjalne papiery.

Najpierw sobie wydrukowałam zdjęcie czerwonych kwiatów i zasiadłam do pracy. Następnie położyłam papier z bloku na biurku, wokół ustawiłam farby, wodę i pędzle i przypomniałam sobie, co mówił pan prowadzący lekcję malowania. Podobno ważne są pociągnięcia pędzla. Tylko, że jemu spod tych pociągnięć wychodził piękny obraz, a mnie badziejstwo. Oj! Nie jest to takie łatwe. To, co mi wyszło spod pędzla, z czystym sumieniem mogę nazwać - Rozpaczliwiec. Taki tytuł dla mojego dzieła jest chyba najlepszy.

Sama mam z siebie zdrowy ubaw. Ale nie będę skąpiradłem. Ja się śmieję, pośmiejcie się i Wy.

A to moje arcydzieło. Specjalnie zmniejszyłam obraz, żeby było widać jak najmniej mojego partactwa.

                                                 

Czymś takim, jak na obrazku, kończyć wpisu nie można. Trzeba chociaż trochę oderwać się od szarzyzny dnia codziennego i od nieudanych prób malowania i posłuchać pięknej muzyki.

17:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
wtorek, 29 marca 2016
Trochę o wszystkim.

O polityce pisać nie będę. Wystarczy, że czy chcę, czy nie chcę, to i tak obija mi się o uszy. W moim otoczeniu nic ciekawego się nie dzieje. Jeden dzień podobny do drugiego. Wobec tego pozostają mi zajęcia rozwijające kreatywność. Takim zajęciem jest między innymi grafika. Tym razem jednak podeszłam do niej bardziej "profesjonalnie", czyli wydrukowałam sobie przewodnik Inkscapa i próbowałam coś z niego zrozumieć i od razu wykorzystać wiedzę.

                                                                                     

Dziś starałam się pojąc, jak się rozjaśnia różne elementy grafiki i od razu próbowałam  wykorzystać tę wiedzę praktycznie. Czytam przewodnik inkscapa i usiłuję zastosować różne polecenia. Na razie średnio jestem zadowolona ze swojej próby, bo po rozjaśnieniu tła nie umiałam przyciemnić gwiazdek. Ale spokojnie. Nie wszystko na raz. Nauka musi trochę potrwać.

Jeśli chodzi o naukę, to nie zaniedbuję także języka angielskiego. Na biurku leżą kartki z różnymi wyrazami angielskimi, ich wymową i znaczeniem w języku polskim i co chwila do tych kartek zerkam. Niestety nie mam już pamięci takiej, jak kiedyś i muszę wbijać sobie nowe wyrazy do głowy zużywając na to dużo więcej czasu. Idzie to jak krew z nosa, ale idzie. Nie będę się chwaliła, jakie wyrazy już zapamiętałam, bo nie chce się kompromitować. Jest ich jeszcze bardzo mało. No i trudno. Znawcą języka angielskiego już nie będę. Co do tego jestem pewna. Wystarczy, że zrozumiem, jaki jest napis na sklepie lub w You tube.

No i cierpliwie czekam na operację stopy. termin tej operacji - to początek września, ale może wcześniej dostanę wezwanie. Jestem bardzo ciekawa, czy po operacji palce chorej stopy przestaną mi skakać, a sama stopa nie będzie się próbowała wywijać na zewnętrzną krawędź.

22:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
piątek, 25 marca 2016
Życzenia Świąteczne.

 Wszystkim Blogowiczom i Waszym Najbliższym życzę dużo zdrowia i spokoju w to piękne święto. W święto Wielkanocne.

            

Moja pisanka wykonana jest trzęsącą się ręką i dlatego to ziele dokoła jest takie zwichrowane, a także wszelkie inne elementy.

Podobno starość nie radość. Ja na swoją nie narzekam. Mogłabym tylko jeszcze dobrze chodzić. Jeszcze raz życzę Wam wszystkiego najlepszego.

21:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (32) »
środa, 23 marca 2016
Pytanie.

W Europie zrobiło się niebezpiecznie. Po ostatnich zamachach terrorystycznych stan podwyższonej czujności panuje w wielu krajach. A ja zadaję sobie pytanie - Jak trzeba ludziom wyprać mózgi, aby decydowali się oni na ataki samobójcze i na odbieranie życia nie tylko sobie, ale także innym ludziom. I to tylko dlatego, że ci inni wierzą w Boga a nie w Mahometa? Do czego może prowadzić nienawiść do inaczej myślących? Ale zanim doszło do tych zamachów najpierw było przygotowanie do nich. Zastanawiam się nad tym jaką rolę w tej tragedii, wcześniej, zanim do niej doszło, odegrały słowa, którymi ci zamachowcy byli karmieni i które dzieliły świat na ten dobry, zgodny z ich oczekiwaniami i na ten gorszy, ten który trzeba zwalczać wszelkimi sposobami. Zastanawiam się nad tym, czy słowa mogą niszczyć i deprawować człowieka?

19:49, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 21 marca 2016
Po przestoju.

                                              

Ostatnio u mnie był czas przestoju i stagnacji. Siadałam do pisania i nie wiedziałam od czego zacząć. Nic ciekawego się nie działo. Trzeba było sporego samozaparcia, aby sklecić kilka zdań. I nagle kop energetyczny. A było to tak:

Zadzwoniła do mnie moja cioteczna wnuczka Agata, czyli wnuczka mojego nieżyjącego brata. Dziś jest ona już absolwentką uczelni plastycznej, a obecnie pracuje jako asystent na tej uczeni. Trochę porozmawiałyśmy na różne tematy i nagle dotarło do mnie, że byłoby świetnie, gdyby mi wskazała jakieś programy komputerowe dla tych, co chcą się uczyć rysunku i malowania od podstaw. Obiecała, że pomyśli, a ja już widzę siebie przed sztalugą z pędzlem w ręce. Co prawda oprócz sztalugi z przytwierdzonym kartonem i oprócz tego pędzla, na razie (nawet w mojej bujnej wyobraźni) nie widzę nic więcej, ale przecież wszystko przede mną. Od razu odpłynęły ode mnie wszelkie frustracje i nawet na moją chorą nogę spojrzałam przychylniej. Malowanie - to taka dziedzina, która zawsze wydawała mi się bardzo ciekawa i pełna różnych możliwości, ale nie do przeskoczenia przeze mnie. Poza malowaniem Agata zna się na programach graficznych i może nauczę się czegoś nowego - choćby np. co to są węzły i jak nimi operować? Życie jest nie tylko piękne i ciekawe, ale też i zaskakujące. Czuję się  zafascynowana nowymi możliwościami, które się rysują przede mną.

Co prawda zadaję sobie pytanie, cze przypadkiem nie łapię zbyt wielu srok za ogon? Nauka języka angielskiego, która zaczyna mi się coraz bardziej podobać, nauka jazdy na rowerze trzykołowym, bo wiosna tuż, tuż, nauka nowych elementów z grafiki i jeszcze to malowanie.

Ale myślę tak. Na stagnację zawsze jest czas. A ile można zrobić w życiu dla siebie, ile można się nauczyć - to moje, niezależnie od tego, ile mam lat. Nauka - to też przygoda i to przygoda w pozycji siedzącej, a taka pozycja jest dla mnie w obecnej chwili nie do zastąpienia.

Z tej radości jeszcze jedna moja grafika.

                                         

14:00, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
sobota, 19 marca 2016
Przemijanie i radość życia.

                    

Dziś jestem w nastroju refleksyjnym. Matka mojej sąsiadki  dostała w nocy zawału. Stan był ciężki. Nie wiadomo, czy przeżyje. W ostatnich dniach zmarł pan Kociniak. Miał tyle lat, co ja mam. Rozglądam się dokoła i widzę, że pusto zaczyna się robić. To, co piszę, nie wynika z żadnej mojej depresji, tylko z zadumy nad przemijaniem. Za tydzień Święta Wielkanocne - radosne, bo mowa w nich o Zmartwychwstaniu, ale wcześniej jest lęk Człowieka przed cierpieniem i śmierć. Zaczęłam czytać wypożyczoną ostatnio książkę Erica-Emmanuela Schmitta Moje Ewangelie. Głównymi postaciami są w niej Jezus i Piłat. Jezus przedstawiony jest jako człowiek, który stopniowo odkrywa w sobie "mesjańskość", jak pisze autor. Obaj " (...) zostaną zderzeni z czymś wielkim, niepojętym, z dwoma wydarzeniami, których nie są w stanie ogarnąć rozumem (...)". Książkę czyta się dobrze, tak zresztą, jak inne pozycje tego pisarza. Ale sposób przedstawienia obu postaci pozostawia wiele pytań i każe spojrzeć na to, co znane nam jest z czterech Ewangelii, w inny sposób. 

Niżej wiersze ks. Jana Twardowskiego o przemijaniu. Recytacja Krzysztofa Kolbergera.

Ze świata poezji, refleksji i myśli o przemijaniu wracam do rzeczywistości. Taki przeskok nie jest łatwy. To tak jakby ognisty wulkan połączyć z cichym szemrzącym strumykiem. Ale próbuję.

20:20, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
czwartek, 17 marca 2016
Kolejny wpis.

Melduję, że w kuchni jest błysk. Co prawda dwie szafki pozostały jeszcze do sprzątnięcia, ale są zamknięte i bałaganu nie widać. Dziś zerwałam się z łóżka skoro świt, czyli już około 7,30, i zaraz po śniadaniu zabrałam się do roboty. Skłamałabym, gdybym napisała, że robota paliła mi się w rękach. Nic mi się nie paliło. Przypalił mi się tylko jeden garnek, który zostawiłam na małym gazie i poszłam na górę do komputera. Dopiero zapach przypiekanych kartofli przypomniał mi o niezgaszonym płomieniu na małym palniku. Podejrzewam jednak, że takie zagapienia się zdarzają się nie tylko mnie, więc nie będę bardzo nad tym zdarzeniem bolała, tym bardziej, że garnek dało się odszorować przy wykorzystaniu pewnego sposobu.

Mój mąż widząc, że w kuchni się przejaśnia, usiłował mnie zainteresować następną robotą, czyli sprzątaniem piwnicy z przetworami i pustymi słoikami. Nie uzyskał jednak mojego zrozumienia. Na samą myśl, że trzeba byłoby wziąć się także za piwnicę, poczułam się jakby mnie nagle rozbolały wszystkie zęby, nawet te których już dawno nie mam. O ile można powiedzieć, że w kuchni jeszcze wczoraj był bałagan, to w piwnicy wciąż jest totalny pierdzielnik. Są tam, co prawda, zainstalowane regały na ścianach, ale słoiki pozbierane w siatki leżą przede wszystkim na podłodze, a ilość tych siatek jest taka, że trudno znaleźć wygodne miejsce na postawienie nogi.

Gdy pomyślę jak powinien wyglądać porządek w piwnicy, to widzę słoiki stojące na półkach, jak żołnierze w czasie defilady. Rzeczywistość do wyobrażeń ma się jednak tak, jak pięść do nosa. Wiem! Za piwnicę też trzeba się będzie wziąć (a nie wziąść jak piszą niektórzy posłowie). Porządek jest tam potrzebny choćby po to, żeby w lecie słoiki były gotowe do napełniania, gdy nadejdzie sezon na robienie przetworów. Ale tę robotę zostawię sobie już na okres poświąteczny.

A w tym roku czeka mnie sporo roboty. Ogórków kiszonych już nie ma, przecier pomidorowy też się kończy. Jeszcze jest trochę owoców i soków i spora ilość przecieru jabłkowego na szarlotki.

                                      

20:18, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
środa, 16 marca 2016
Pierwsza część dzisiejszego wpisu. - Ale sen.

Śnię co noc.  I właściwie można byłoby nic więcej do pierwszego zdania nie dodawać, ale nie każdej nocy są takie sny, jak dziś. Dlaczego o nim piszę? Bo podobno sny powtarzające się mają wiele znaczeń i są powiązane mocno z rzeczywistością. Nie wierzę w żadne senniki, raczej w analizy psychologiczne. Sama nie potrafię zrozumieć, co on znaczy, jeśli coś w ogóle znaczy. Już nawet zastanawiałam się, czy nie jest to przygotowywanie się do przejścia w zaświaty, w nowe miejsce. Wolałabym jednak, żeby ten sen, w którym motywem powtarzającym się jest dom w budowie, dotyczył raczej mojego obecnego życia, a nie zaświatów. Liczę na to, że gdy napiszę, co mi się śniło, to może łatwiej mi będzie skojarzyć, o co w nim chodzi. Może coś siedzi w mojej podświadomości, co próbuje wydostać się na wierzch, a ja nie potrafię tylko odczytać zaszyfrowanych znaczeń?

Dzisiejszy koloryt snu był piękny. Zieleń lasu, błękit wody, słoneczny kolor piasku. Uczucia też były były bardzo pozytywne. Radość i zaciekawienie.

A teraz sen:

Znowu znalazłam się w domu, który powstał dzięki moim staraniom. (Ten dom pojawia się w moich snach systematycznie i ciągle jest w budowie. Śnił mi się już kilkadziesiąt razy w różnych konfiguracjach). Namówiłam męża, aby ten dom zbudować. Powstał on w jakiejś mało znanej mi okolicy, z trudnym dojazdem do dużych miejscowości. Nawet chwilami zastanawiałam się nad tym, czy to dobry pomysł zostawiać wygodne mieszkanie w bloku i przenosić się w nieznane, choć dokoła byli ludzie, ale też nieznani, jak i cała okolica.

Dom w każdym moim śnie jest taki sam. Wysoki, dwupiętrowy i jeszcze niewykończony. Na każdym pietrze tarasy jeszcze bez balustrad. Środek domu już w bardzo zaawansowanej budowie. Nawet jakieś gobeliny na ścianach wiszą. Jest jasno, miło, tylko lekki niepokój, że można spaść z balkonu, czy tarasu. Poza tym zimno, bo jeszcze centralne nie jest podłączone. Przed domem kupy żółtego piasku z budowy i zaraz droga, którą można dojść do naszego mieszkania w bloku i można dostać się do jakiejś większej miejscowości. I dziś ten mój /nasz dom zwiedzał, nieżyjący już wiele lat, mój Ojciec.

Po czym wyszliśmy na piaszczystą drogę, bo trudno byłoby nazwać ją ulicą, a za nami pojawił się wóz na kołach, taki sprzed lat cały umajony zielonymi gałęziami świerku, które tworzyły rodzaj ścianek i dachu, a w środku dzieci. Ja po tej piaszczystej drodze szłam lekko jak kiedyś i do tego na wysokich szpilkach. Byłam zdziwiona, że w takim obuwiu i jeszcze na piasku mogę bez żadnych kłopotów iść, ale szłam i było bardzo dobrze. I nagle, jak to we śnie, znaleźliśmy się w pięknym zielonym lesie, przez który przepływała płytka rzeka. Błękitna woda rzeki, w jednym miejscu opływała wyspę składającą się z szarych kamieni. I nagle znowu ścieżka w lesie i jakiś patyk zawieszony z półtora metra nad ziemią, a ja w szpilkach, jak młoda koza przeskoczyłam nad nim bez żadnych problemów.

Obudziłam się jakaś radosna i pełna energii.

Może wcześniej będę miała operację stopy - pomyślałam pełna nadziei. Może po tej operacji będę znowu dobrze chodziła? Nie od razu. Wiem. Ale po rehabilitacji? Znowu nadzieja we mnie wstąpiła.

                                            

II część dzisiejszego wpisu. - Planów dużo pracy mało.

Rano wstałam pełna energii i zapału do pracy. Nie bolały mnie kolana, ani uda, ani biodra. Po prostu młoda 8o-sięcioletnia dziewczyna. Pojechaliśmy z mężem samochodem do sklepów, żeby było więcej czasu do pracy w domu. A jest co robić. Sprzątnęłam dopiero lodówkę i pięć szafek, a zostały do sprzątnięcia  jeszcze cztery, no i cały bałagan na wierzchu szafek, na parapecie okna i brudna podłoga. Co prawda, gdy mieliśmy kłaść terakotę w kuchni to zadbałam aby była ona wzorzysta i teraz żadnego brudu na niej nie widać, choćby ten brud lepił się do butów. Gdy coś mi spadnie na podłogę, to ażeby znaleźć ten przedmiot, trzeba zamieść podłogę. No ale od czasu do czasu jednak tę podłogę umyć trzeba, a ponieważ o pracy na klęczkach nie ma już mowy, a stare mopy szlag trafił, więc kupiłam dwa nowe, żeby co chwila nie latać raz na górę, raz na dół. Zaopatrzona w akcesoria przyjechałam do domu i tu zamiast złapać się za robotę, najpierw musiałam sobie chwilkę odpocząć. No i ogarnęła mnie taka senność, że nie było mowy o jakiejkolwiek robocie. Trochę się tylko zdrzemnę! - powiedziałam sobie i już byłam w łóżku przykryta kołderką.

Jest 17,40, a ja dopiero biorę się do roboty. Przespałam się zdrowo i znowu nogi mnie na razie nie bolą. Idę robić porządek w kuchni. Nie ciągnie mnie do tej pracy zbytnio, ale jak trzeba, to trzeba.

18:26, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
Czekanie na wiosnę.

                                     

Wzięłam się wreszcie za przedświąteczne porządki. Dziś rozmrażałam i myłam lodówkę. Bardzo nie lubię tej roboty, bo wtedy bałagan jest w całej kuchni. Ale, na szczęście, ta robota jest już za mną. Z resztek mięsa z kurczaka i z warzyw z rosołu zrobiłam pasztet. Trochę wyszedł zbyt ostry, ale do chleba będzie dobry. Zrobiłam także miskę galaretki z kurczaka i z groszku. Od jutra biorę się za wywalanie staroci. Pomogła mi w podjęciu tej decyzji Po30stce. Napisała, że ludzie, którzy gromadzą rzeczy szybciej się starzeją. Jestem już w wystarczająco zaawansowanym wieku. Nie chcę do tego dokładać jeszcze innych objawów starości. Tak, że jutro starocie fruwają. A moje starzenie się chyba trzeba mocno przyhamować, bo dziś zastanawiałam się, czy wyraz objawów pisze się przez - i, czy też przez -j.

Czekam z wielką niecierpliwością na prawdziwą wiosnę z zielenią dokoła i kwitnącymi drzewami i krzewami. Mam nadzieję, że wtedy wrócą mi siły i kolana przy chodzeniu przestaną mi dokuczać. Dobrze mieć jakąś nadzieję, bo bez nadziei trudniej się żyje. 

 

            

00:17, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2