RSS
wtorek, 30 kwietnia 2013

Obiecuję. Nie będę dzisiaj smęcić. Dwa dni temu wpadłam w dołek i zamiast poczekać, aż mi minie zły nastrój, to popełniłam ten nieszczęsny wpis. Od czasu do czasu mam niestety chandrę. Ale dziś po chandrze nie ma już ani śladu.

Sprzątanie w toku. Wnuk myje okna, zdejmuje i zakłada firanki, odkurza, a ja za niego się pocę. w końcu jakiś podział obowiązków musi być. Cały dół domu jest już sprzątnięty. Pozostało piętro, czyli między innymi mój pokój, w którym chorowałam. Tu wciąż jeszcze jest przysłowiowy chlew. Ale już wkrótce i tu będzie porządek. Firanki i zasłony już zdjęte z okien i uprane. I to jak uprane. Pierwszy raz udało mi się doprowadzić biel firanek do białości, a nie do szarości.

A co z ćwiczeniami ciała i szarych komórek? Na razie są plany. I na planach się kończy. Ale na wszystko przyjdzie czas. Kasety z ćwiczeniami już przygotowane, trzeba tylko zrobić trochę miejsca na podłodze, żeby można było wygodnie się położyć.

Niestety nie mogę napisać, że byłam w kinie lub w teatrze, bo stałam się "zasiedziałkiem". Wolę sztuki teatralne oglądać w domu przed telewizorem, niż jeździć do teatru. Oglądam to, co mi się podoba i widzę wyraźnie grających aktorów i dekoracje. (Mam bardzo dużą wadę wzroku, do której zresztą już dawno się przyzwyczaiłam, ale widzę źle nawet w okularach). Poza tym nie wszystkie sztuki mi się podobają. Zdarzało się, że widzowie w teatrze zaśmiewali się, a mnie mało szczęki nie wyskoczyły z zawiasów od ziewania. Być może gdybym widziała wszystko dokładnie gesty, mimikę, może byłoby inaczej. Ale jest tak jak jest. Toteż prowadzę życie niezbyt barwne. Za to językiem obracam za siebie i jeszcze za parę innych osób. Jestem przysłowiową gadułą. Mogę rozmawiać na każdy temat pod warunkiem, że mam coś do powiedzenia na poruszany temat.

20:18, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Bez tytułu

Dziś zastanowiłam się nad pytaniem? Jak człowiek powinien żyć, żeby kiedyś w przyszłości jego śmierć nie była jak plusk kamyka do wody. Chlup i cisza. Nie ma nic. Nawet z czasem wspomnienia blakną i giną.

A właściwie dlaczego ma być inaczej?  Każdy żyje swoim życiem. Liczą się własne sukcesy i osiągnięcia. Porażki wyrzucane są z pamięci jak najszybciej. Gdzie tu jest miejsce na innych? I na pamięć o nich. Czy to jest smutne? Nie. To samo życie. Może jest trochę zdziwienia, że tak szybko można wpaść w ludzką niepamięć. Ale po prostu tak jest. Nie każdy jest znanym naukowcem, artystą, czy inną wybitną postacią, o której pamięta się długie lata.

A swoją drogą po śmierci mojej Siostry i po tej ciężkiej infekcji, z której jeszcze nie do końca wylazłam jakoś się postarzałam i chyba przybliżyłam do tego, co nieuniknione.

 

17:41, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (5) »
niedziela, 28 kwietnia 2013
Jest noc.

Jest noc. Godzina 22,50. Już położyłam się do łóżka, ale wstałam niespokojna, bo znowu miałam jakiś ucisk w głowie. Może podniosło mi się ciśnienie - pomyślałam. Od czasu udaru, tj. od ponad siedmiu lat nie tylko biorę leki na nadciśnienie i na cholesterol, ale także kontroluję ciśnienie. Po infekcji wciąż odzywa mi się głowa. A to mam uczucie jakby nie była moja, a to jakieś uciski, zawroty. Wcześniej tego nie było, więc myślę, że to jeszcze poinfekcyjne pozostałości. Ale niepokój jest. Głowa to głowa.

W środę przyjeżdża do nas córka z moimi dwoma prawnusiami. Podejrzewam, że dzieci natychmiast postawią mnie na nogi. Takie żywe srebra (jeden 6,5 roku, drugi 5 lat) zlikwidują wszelkie niedomagania. I głowa zacznie pracować tak, jak należy. Cieszę się, bo nie widziałam ich kilka miesięcy.

Na razie jestem w trakcie sprzątania mieszkania. Z dwóch okien firanki już uprane, bielutkie. Takich jeszcze nie miałam, chyba że były nowe. Kupiłam nowy wybielacz i to on tak się spisał. Jutro ściągam firanki z kolejnych okien, a mam ich gromadę, bo mieszkam w piętrowym domu. Całe szczęście, że wnuk pomoże mi i przy sprzątaniu, i myciu okien, bo sama pewno nie dałabym już rady.

A w ogóle to trzeba zorganizować sobie tak czas, żeby poćwiczyć i mózg i ciało. Od czasu choroby, czyli od świąt strasznie spierniczałam. Nie podoba mi się to i trzeba to zmienić. Żyć wiecznie nie będę, ale i kilka (a może kilkanaście lat?) w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej jest nie do pogardzenia. Od jutra biorę się za siebie no i za dom, bo podobno jak jest zrobiony porządek na zewnątrz to i w środku człowieka porządek jakiś jest. A jak jest bałagan to jest on wszędzie. Zobaczymy, czy moje postanowienie zostanie zrealizowane. Dziś mam dobre chęci.

23:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (5) »
czwartek, 25 kwietnia 2013
Rozterki

Dziś, jak zwykle, pojechałam rano do sklepów po zakupy. Jeszcze nie dojechałam do głównej ulicy, gdy usłyszałam kwik świń. Spojrzałam w tym kierunku i zobaczyłam samochód wiozący świnie prawdopodobnie do rzeźni. Natychmiast wyobraziłam je sobie. Przerażone, może spragnione, może czujące już swoją bliską śmierć. I nagle pomyślałam, że ja to mięso też jem. Co gorsza lubię je. Przypomniałam sobie targ, na którym byłam kilkanaście lat temu. Na wozie stał uwiązany cielak. Trząsł się z zimna, a może także ze strachu. Wygląd miał taki żałosny, taka była w nim rezygnacja i poddanie się, że ja nie mogłam oderwać od niego wzroku. Obok przechodzili ludzie nie zwracając uwagi ani na cielaka, ani na jego dramat. Taka straszna samotność w tłumie. Od tamtej pory cielęciny nie jadłam. Nie przełknęłabym jej. Cały czas widzę tego cielaka. Ja także dla tego cielaka nic nie zrobiłam. Nawet nie wiem, co mogłabym zrobić.

A gdyby nie jeść mięsa?

Wegetarianką zagorzałą byłam siedem lat. Przez ten czas nie zjadłam kawałka mięsa. Od czasu do czasu kawałek ryby. Czy się źle czułam? Nie. Ale po tym okresie znów nastąpił okres jedzenia wszystkiego oprócz cielęciny.

Czy coś jest ze mną nie tak? Wiem. Przyroda. Wszędzie walka o przetrwanie. Ale emocje przeżywają wszystkie żywe istoty. I chyba wszystkie w podobny sposób. Mój pies boi się burzy. Ja go świetnie rozumiem, bo sama przeżywałam takie uczucia. Gdy grzmiało byłam skłonna wchodzić prawie pod łóżko w domu.  I ten lęk psi nagle przypomina mi mój własny strach i nie mam spokoju, dopóki tym psem się nie zajmę. Jakiś pies biega koło sklepów. Pewno ktoś go wyrzucił. Może jest głodny. Kupuję kawałek jakiejś kaszanki, a pies odwraca od niej łeb. Nie chce jeść. Już nakarmili go inni. I dobrze, że są tacy, że to nie tylko ja.

A ja zadaję sobie pytanie. Czy ja jestem zupełnie normalna? Czy to jest jeszcze wrażliwość, czy już jakaś, tfu!, psychoza. A co w ogóle jest normą? Skąd wiadomo, że człowiek empatyczny nie tylko w stosunku do ludzi, ale także w stosunku do zwierząt jest tylko wrażliwy, czy już odstający od normy? A co to jest ta norma? Czy człowiek zachowujący się jak drzewo w różnych emocjonalnych sytuacjach jest bliżej tej normy, niż taki rozedrgany, pełen wątpliwości? I być może jestem nienormalna, ale wolę swoją nadwrażliwość, niż obojętność na wszystko.

20:37, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
czwartek, 18 kwietnia 2013
Przygody.

Ale miałam dzisiaj przygody. Wybrałam się do lekarza do Warszawy. Ponieważ jednak niezbyt dobrze się jeszcze czuję, wnuk obiecał mnie samochodem zawieźć. Poprosił mnie o dokładny adres. Podałam mu go. Zaprogramował GPSa i pojechaliśmy. GPS prowadził nas jakimiś bocznymi drogami pełnymi dziur. Byłam trochę zdziwiona, bo lekarz przyjmował na Saskiej Kępie, a my jechaliśmy od strony Woli, czyli od przeciwnej strony Warszawy. No ale GPS wie lepiej - pomyślałam. Jechaliśmy i jechaliśmy, a gdy w końcu GPS oznajmił, że jesteśmy na miejscu okazało się, że to jest ulica Belgradzka na Ursynowie, a nie Brazylijska na Saskiej Kępie. Po prostu pomyliłam się podając nazwy ulic i musieliśmy przejechać kolejne 15 km, żeby wreszcie znaleźć się na miejscu.

A dzisiejszy dzień był tak piękny, ciepły i pełen słońca, że nawet ta niepotrzebna jazda dokoła Warszawy nie wyprowadziła mnie z równowagi. Oby już ta pogoda została z nami chociaż na jakiś czas. Przecież mam w planach sprzątanie.

21:56, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
środa, 17 kwietnia 2013
Chyba się zmienia ciśnienie.

Wyraźnie czuję, że coś się zmienia w powietrzu. Cały dzisiejszy dzień miałam wrażenie, że noszę nieswoją głowę. Była jakaś pusta (co zresztą może się zdarzyć i bez zmiany pogody), dziwna i denerwująca. Ale na szczęście wszystko wróciło już do normy. Podobno trzeba dużo pić, aby podnieść sobie dotlenienie mózgu. A swoją drogą ta infekcja była jakaś wyjątkowo wredna.  Ważne jednak, że wszystko wraca do normy.

Dziś widziałam temperaturę. 26 stopni w słońcu. Lato. Ludzie porozbierani, głowy bez czapek. Aż miło popatrzeć. Jeszcze trochę i będę siedziała koło cukierni z herbatką, albo z lodami. Tymczasem patrzę na swoje zamazane okna, smętnie zwisające szare firanki i zasłony i kombinuję, kogo by tu zaprosić do roboty. Nie chciałabym z tą robotą zostać sama, bo mam dużo okien, dużo wspinania się i zdejmowania i wieszania. Mam także dużo lat i mało już sprawności, ale jak nie będzie wyboru, to głową muru nie przebiję.

Mam pytanie w razie gdybym nie znalazła nikogo do sprzątania. Kto mógłby wypowiedzieć się na temat mopów parowych. Podobno świetnie czyszczą okna, odświeżają dywany i wykładziny. Trochę mi szkoda kasy, ale coś za coś. Najlepszym rozwiązaniem byłoby takie: Ja siedzę i dyryguję, a mop sam ciężko pracuje.

Jest co prawda u nas zakład zajmujący się sprzątaniem, ale gdybym weszła z nimi w kontakt, to zapłaciłabym majątek. Przy takiej ilości okien w domu, jak u mnie, jest to nierealne.

20:56, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (3) »
wtorek, 16 kwietnia 2013
Uciekł mi wpis.

Tak się napracowałam nad poprzednim wpisem, a ten skurczybyk fiu i uleciał w siną dal. Ale może to i dobrze. Sam temat nie był ciekawy. (Pogrzeb kolegi i rozważania na ten temat). Poza tym zbyt ciekawie i ja w tym wpisie nie wypadłam. Co prawda nie starałam się zbytnio podkolorować swoich cech i obraz wyszedł kiepściutko, czyli zgodnie z prawdą.

Martwię się (martwienie się, to moja specjalność), że nie odzyskałam jeszcze sił po chorobie. Snuję się po mieszkaniu, jak przysłowiowy smród po gaciach. (Chyba to jest najlepsze określenie obecnego stanu). Każdego dnia obiecuję sobie, że jutro wezmę się za sprzątanie zabałaganionego podczas choroby mieszkania. Na razie na obietnicach się kończy. Zobaczymy, co będzie jutro. Oczywiście nie myślę o jakimś większym sprzątaniu. Na razie wystarczy mi uprzątnięcie kładzionych na kupę ciuchów.

Cieszę się, że wiosna przypomniała sobie o nas nareszcie. Gdybym tak miała jeszcze choćby ze dwadzieścia lat mniej. Wiem. Chodziłabym już w szpilkach. I to jak bym chodziła. Lekko, zgrabnie bez bólu i wysiłku. Ale nie ma co wymagać zbyt wiele. Dobrze, że jest tak jak jest, a nie gorzej. Humor zaczyna mi z lekka wracać. I dobrze. Jeszcze trzeba spotkać się choćby kilka razy ze znajomymi i puścić w ruch ozór. Nie żeby plotkować, choć wszystko jest dla ludzi. Po prostu, żeby mieć poczucie wspólnoty.

19:30, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Dzień jest piękny...

Słonko świeci, temperatura kilkanaście stopni ciepła, a ja jestem, jak flak. Czuję się jakby wyciekła ze mnie cała energia. Mierzę ciśnienie i co się okazuje - 85\47. Przyznam się, ze się wystraszyłam. Tak niskiego ciśnienia jeszcze nie miałam, w każdym razie nie pamiętam, abym miała. A wczoraj jeździłam rowerem. Po tej infekcji jakoś wolno dochodzę do zdrowia.

Może już wszystkie kłopoty są za nami, bo ostatni okres był bardzo trudny. Trzy pogrzeby znajomych osób. Jeszcze do kompletu moja koleżanka kilka dni wcześniej weszła na garaż, aby zrzucić śnieg. Dach płaski, więc nic nie powinno się wydarzyć. Tymczasem spadła na beton tak nieszczęśliwie, że złamała sobie krąg kręgosłupa. Leży i nie wiadomo, co będzie dalej.

Ale takie jest życie. Raz z górki, a raz pod górkę. I trudno przewidzieć natychmiast skutki różnych wydarzeń.

19:47, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (4) »
niedziela, 14 kwietnia 2013
Nostalgia.

Nie mam dzisiaj nastroju do pisania. Zmarł mój kolega, z którym pracowałam wiele lat w tej samej instytucji. Zamiast się zastanawiać, snuć refleksje, wolę dać obrazek - gotowiec. Podpis pod nim zmusza do zastanowienia się  i na dzisiaj to wystarczy. Mam nadzieję, że jutro będę w lepszej formie dotyczącej i myślenia i pisania. Może także poprawi mi się nastrój.

12:33, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 kwietnia 2013
Jest mi smutno.

Wyruszyłam dziś rowerem na tak zwane miasto. Jeszcze nie mam siły, ale dzielnie kręciłam pedałami. Taki wyjazd to także okazja, żeby się dowiedzieć, co wydarzyło się ciekawego, gdy ja byłam chora. I nagle wiadomość, która prawie zwaliła mnie z nóg. Nie żyje pan Roman - człowiek, który wiele razy mi pomagał w domu i w ogródku. Człowiek - złote serce. Dobry, uczciwy, tolerancyjny, życzliwy, dokładny w robocie, pogodny i uśmiechnięty. Jeszcze w czasie mojej choroby gotował mi zupę, bo sama nie byłam w stanie. Do pani prowadzącej mały sklepik opowiadał, jacy to my oboje z mężem jesteśmy chorzy. On właśnie był po grypie. Chodził, pracował, odśnieżał. Koledzy, widząc, że nie przychodzi przez kilka kolejnych dni do sklepu zainteresowali się, co się z nim dzieje i znaleźli go martwego w jego własnym domu.

Jest mi smutno. Kolejny dobry człowiek odszedł z tego świata, do tego lepszego, jeśli on istnieje.

14:01, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2