RSS
czwartek, 30 kwietnia 2015
Lekcja pokory.

To jest próba wstawiania zdjęcia. Wiem, ze nieudana, ale właśnie jestem po kolejnej lekcji wstawiania zdjęć do bloga z tabletu i za pośrednictwem maila. Chyba to, co dziś wstawiam można nazwać lekcją pokory, bo pokazuję się jako kompletny nieudacznik. Wnusia moja kochana siedziała ze mną sporo czasu i usiłowała mi wtłoczyć podstawową wiedzę na temat wstawiania zdjęć do głowy. Z przykrością muszę przyznać, że lotną uczennicą nie byłam. Co chwila miałam mętlik w głowie i zaćmienie. W końcu wstawiłam to, co wyszło, a nie to, co powinno wyjść. Ale niestety, jeśli legalnie nie można wstawiać filmików, to muszą starczyć własne zdjęcia, nawet te zupełnie nieudane. Trudno.

21:47, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
środa, 29 kwietnia 2015
Zabawka starszej pani czyli tablet.

Tablet leżał, a ja z niego nie korzystałam. Wczoraj wybrałam się do sympatycznego sąsiada - informatyka, żeby mnie oświecił, jak poruszać się w gąszczu różnych możliwości. On mi tłumaczył i pokazywał, a ja siedziałam prawie z rozdziawiona gębą. Dla niego to była betka. Klikał w ikonki  i tłumaczył, a ja usiłowałam to wszystko zapamiętać. W pewnym momencie w głowie zrobił mi się mętlik i doszłam do wniosku, że najpierw muszę sobie poukładać kilka zapamiętanych informacji i przećwiczyć je na spokojnie, a dopiero później przejść do następnych. Trudność dla mnie wynikała z tego, że były to same nowości, a było ich dużo. Poza tym cały czas się obawiałam, że nacisnę coś, a później będę płacić jak za zboże.  Mam nadzieje, że pojęłam, jak się robi zdjęcia i filmy. Dziś zrobiłam film mojemu kotu, jak się myje, ale czy potrafię wstawić filmik do bloga, tego nie jestem pewna. W każdym razie będę próbowała.

Przy okazji dowiedziałam się, że najprawdopodobniej nielegalnie wstawiam do bloga filmiki z you tuba, no i się wystraszyłam. Wcześniej pytałam kilka osób, czy to jest legalne i słyszałam, że kiedy wstawiam taki filmik, to od razu w you tube jest przekierowanie do właściciela i że to jest podobne do wykorzystywania cytatów z cudzej pracy z powołaniem się na autora. A tu okazuje się, że nie. Przejrzałam w internecie pytania i odpowiedzi na ten temat, ale nadal jestem tak mądra, jak i wcześniej. Odpowiedzi prawnika były tak sformułowane, że nadal jestem niedoinformowana. Jeśli ktoś z Was ma wiedzę na ten temat, to będę wdzięczna za wszelkie wskazówki. Szkoda byłoby mi tych filmików z you tuba (jeśli nie można ich wstawiać), ale nie chcę też płacić kary, ani iść do więzienia, co w związku z moim wiekiem jest chyba mało już prawdopodobne. W każdym razie żadnej sprawy karnej wolałabym nie mieć. Więzienie, to podobno niesympatyczne miejsce. Tak słyszałam od osoby, która z racji studiów je widziała.

Na razie nie mogę wstawić do bloga mojego filmiku i idę szukać kogoś , kto mi w tym pomoże.

11:09, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Ale dobrze na słoneczku. Cały tekst. Może się uda go wstawić.

Cały dzisiejszy dzień spędziłam w ogródku. Pełłam truskawki. Nie mam ich zbyt dużo, ale tak zarosły zielskiem, że nie było ich widać. Przy okazji trochę się poruszałam, co prawda ze stołeczka, ale zawsze to jakiś ruch. Pogoda dopisała, 23 stopnie w cieniu. Drzewa kwitną na potęgę. Nawet chciałam zrobić im zdjęcie tabletem, ale okazuje się, że najprostszych rzeczy nie potrafię jeszcze na nim wykonać. Tyle jest różnych możliwości, a ja umiem tablet włączyć i wyłączyć. To cała moja umiejętność. No od biedy termin zapiszę. Ale dla terminu, który jest i w smartfonie, nie warto było tabletu kupować. Nie mam wyboru muszę się zacząć uczyć obsługi. Widziałam już, że jest na nim muzyka, że można się uczyć języków. Wobec tego do dzieła. Nawet mam już pomysł, komu teraz głowę zawrócić, żeby nie obciążać zbytnio wnuczki. Będzie dobrze, bo musi być dobrze.

Jest wieczór. Posłuchałam pięknej nastrojowej muzyki i nagle zrobiło mi się jakoś sentymentalnie i rzewnie. Nastąpił nagły przeskok od realizmu do romantyzmu i poetyckich klimatów. I to u starszej pani, czyli u mnie. Ale w starym człowieku, tak jak dziś widzę, mieści się przedziwna mieszanina uczuć, nastrojów i różnych refleksji.

Na zakończenie piękna Dezyderata z muzyką i głosem ptaków w tle. Na dobry, spokojny sen z kolorowymi marzeniami.

20:11, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (21) »
niedziela, 26 kwietnia 2015
Tak sobie myślę.

Dziś po raz enty usłyszałam, że jakiś nasz święty patron będzie się za nami wstawiał do Pana Boga w jakiejś sprawie. I pomyślałam sobie, czy to nie jest nasze czysto ludzkie myślenie. To my tu na ziemi rozglądamy się ciągle za kimś, kto nam pomoże coś załatwić, kto nas wesprze w trudnościach. Dlaczego potrzebny jest nam ktoś, już z poza świata żywych, kto przedstawia nasze sprawy Stwórcy? Nic na ten temat nie czytałam w Nowym Testamencie. Modlitwa - to nasza rozmowa z Bogiem. Mamy się zamknąć w izbie i się modlić. " Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie". Ewangelia wg. św. Mateusza. A poza tym kto jest świętym, a kto nie, wie już chyba tylko Pan Bóg. I być może ma zupełnie inne spojrzenie na nasze uczynki w życiu doczesnym niż dostojnicy kościelni. Oczywiście, są ludzie, którzy z naszego ludzkiego punktu widzenia zachowują się, lub zachowali się kiedyś jak ludzie święci. Ale sama świętość, według mnie, należy już do naszego Stwórcy i do nikogo innego.

Teraz na zupełnie inny temat - przejazd Nocnych Wilków przez Polskę. Polska, podobnie jak Czechy i Niemcy nie wydała zgody na ten przejazd. Można dyskutować, czy słusznie, czy nie, (moim zdaniem słusznie), ale decyzja ta powinna powstrzymać motocyklistów. Tymczasem oni oświadczyli, ze i tak przejadą. I to mnie już zastanawia. Czyli, że można nie liczyć się z wolą  sąsiedniego narodu i postawić na swoim. I tu przypominają mi się od razu zielone ludziki na Ukrainie. Bardzo to jest dla mnie niepokojące. Ciekawa jestem, jak poradzą sobie nasze władze z intruzami.

                                          

13:34, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
piątek, 24 kwietnia 2015
I tak dalej.

Ostatnie dni, to już prawdziwa wiosna. Nawet zastanawiałam się, czy nie iść do ogródka, aby wyrwać zielsko z truskawek. Doszłam jednak do wniosku, że nie należy się zbytnio spieszyć. Większe zielsko łatwiej będzie wyrwać, a siedzenie tuż przy ziemi, gdy nie jest ona jeszcze odpowiednio nagrzana, to ryzyko. Szczególnie dla osób zaawansowanych wiekiem.

Tak więc jeszcze siedzę w domu. Wczoraj, co prawda, wybrałam się z rowerem do sklepów, ale rower był tylko moją podporą, a koszyk na nim - miejscem do położenia zakupów. Silny wiatr, z którego jeszcze kilka lat temu nic bym sobie nie robiła, wyraźnie mnie niepokoił. Bałam się, że może stracę równowagę, a wywrotka przy moich obecnych problemach, mogłaby uczynić mnie inwalidką do kwadratu. Nawet gdy chodzę, nie czuję się stabilnie na nogach. Nie są one pewnym punktem oparcia, a szczególnie noga prawa z przykurczami.

Co jakiś czas w rozmowach domowych powraca sprawa mojej operacji kręgosłupa, która zbliża się milowymi krokami. Mój mąż wyraził dzisiaj po raz kolejny swoje zaniepokojenie, wspominając coś o wózku inwalidzkim i być może o konieczności przeniesienia mnie z piętra na parter i o wykonaniu podjazdu pod ten wózek. Wiem, że się martwi, ale sposób który wybrał, trochę mnie zdumiewa. Zawsze starałam się być samodzielna i nie przewiduję, aby miało to się zmienić w bliższej lub dalszej przyszłości. Sama jeździłam pociągiem do Warszawy, nawet tuż po udarze,  tak układając sobie przesiadki w mieście, aby było jak najmniej chodzenia. Starałam się swoimi kłopotami nie obciążać  moich bliskich. To były moje kłopoty i czekałam, aż one miną. A że nie minęły, jest to, na co sama zapracowałam przez 10 lat. Trudno. Widocznie tak miało być.

16:06, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
wtorek, 21 kwietnia 2015
Spotkanie.

Dziś byłam w szkole. Do spotkania z dziećmi przygotowywałam się w wyobraźni i w myślach przez dwa wieczory. Wyobrażałam sobie, co będę mówić, a wczoraj już przed wystąpieniem dałam sobie spokój i dobrze się wyspałam.

Do szkoły dotarłam jakieś 20 minut przed zajęciami. Pan dyrektor zaprosił mnie do swojego gabinetu i opowiedział, co zamierzają zrobić w najbliższym czasie w szkole. Gdy zadzwonił dzwonek przyszły po mnie dwie nauczycielki i poszłyśmy do czytelni szkolnej, którą ja organizowałam wiele lat temu. Za nami podążyły dzieci z III i IV klas. Były świetnie przygotowane i zasypały mnie pytaniami. I były to pytania chyba w dużej mierze spontaniczne, bo jeden z chłopców zapytał, czy w czytelni, gdy ja jeszcze pracowałam, pisałyśmy ściągi dla dzieci. Próbowałam przedstawić, jak wyglądała szkoła kiedyś, ale cały czas miałam wrażenie, że daję dzieciakom cukierek owinięty w papier, w nadziei, że same przez ten papier poznają jego smak. Dzieci były zainteresowane. Co chwilę ktoś inny podnosił rękę, sygnalizując chęć zabrania głosu. Nie rozmawiały między sobą, nie śmiały się. Była, jak mi się wydaje, pełna koncentracja. A ja czułam niedosyt. Wiedziałam, ze przekazywany obraz jest szczątkowy. Pewno, gdyby wcześniej była mowa o trudnych czasach wojennych i powojennych, to dzisiejsze spotkanie byłoby nawiązaniem do wcześniejszej wiedzy. A tak dzieci mogły nawiązywać tylko do czasów dzisiejszych, co myślę, że mogło być trudne.

Na koniec dostałam żółte tulipany i zostałam zaprowadzona do pokoju nauczycielskiego, gdzie bardzo miło przyjęły mnie siedzące tam panie, a wśród nich jedna moja koleżanka z dawnych lat  i dwie nasze uczennice, a dziś nauczycielki.

Po spotkaniu poszłam do cukierni na zielona herbatkę i ciastko - kremówkę.

15:25, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Migawki z przeszłości (2).

Zbliżał się do nas front. Rodzice spakowali tłumoczek najpotrzebniejszych rzeczy i całą rodziną schroniliśmy się w murowanej piwnicy u sąsiada. Już rano zaczęło się piekło. Pociski rozrywały się w pobliżu nas, na piwnicy ustawione zostało działo i hałas był we dnie i w nocy. W chwilach , gdy cichło wokoło, mama i babcia szybko wychodziły na podwórko, aby nakarmić i wydoić krowę oraz zadbać o konia, którego ojciec okazyjnie kupił razem z wozem tuż przed przesuwającą się zawieruchą wojenną. Po czym szybko wracały do piwnicy, aby nas wszystkich nakarmić. Czekaliśmy, aż front się przesunie dalej. Rodzice liczyli na to, że gdy  będziemy już na stronie wojsk radzieckich to będziemy mogli jechać pod Wyszków do rodziny. Ale front się zatrzymał w samym środku wsi i stał tam długo. Bardzo długo. Żołnierze niemieccy kazali nam się ewakuować. Wobec tego wóz został załadowany potrzebnymi rzeczami i razem z rodziną sąsiada zaczęliśmy uciekać. Ojciec z wozem uciekał drogą, a my uciekałyśmy na przełaj przez pole. Za nami posypały się pociski. To strzelali żołnierze z radzieckich pozycji, chociaż widzieli, że strzelają do cywilów. Na szczęście nic nam się nie stało. Ojciec miał później zranioną nogę, więc być może trafił go jakiś odłamek. Zatrzymaliśmy się dopiero za wsią w lesie.

Było tu już dużo ludzi ze wsi. Aby zapewnić sobie jakieś bezpieczeństwo mężczyźni zabrali się do kopania w ziemi schronów. Ojciec z moim bratem wykopali długi i dosyć głęboki rów, przykryli go balami drzew, ułożonymi jeden koło drugiego a na wierzch dali grubą warstwę ziemi. Do schronu prowadziły schodki zrobione w ściance rowu. Duszno tam było i bardzo niewygodnie, a musiało się zmieścić 7 osób: trzy osoby dorosłe - rodzice i babcia i my dzieci - 15-letni brat, ja (9 lat) i dwie młodsze siostry. Jedna 3,5 roku i druga 4 miesiące. Pod koniec października były jeszcze ciepłe pogodne dni, ale mieszkanie w ziemiance nie było zdrowe dla nikogo, a w szczególności dla moich dwóch młodszych sióstr. W planach ojciec miał podróż do dalszej rodziny.

Pewnego razu żołnierze niemieccy wpadli do lasu i zaczęli łapać mężczyzn do kopania okopów na linii frontu. Złapali też ojca. Wszyscy mężczyźni z łapanki zostali zgromadzeni w jednym miejscu i czekali na rozkaz wymarszu. Mama z nami dziewczynkami poszła z prośbą, aby pozwolono ojcu zjeść zupę. Niemiec zgodził się, ale z jedzenia nic nie wyszło, bo ojciec był struty, a my uwiesiłyśmy mu się na szyi ze szlochem - Tatusiu kochany! - wołałyśmy przez łzy. Najmłodszą swoją córeczkę ojciec wziął na ręce. Był bardzo wzruszony i zmartwiony. Całą tę scenę uważnie obserwował jeden z Niemców. Padła komenda - Ustawić się!. Wszyscy mężczyźni się podnieśli. Podniósł się także ojciec i skierował się do szeregu. I wtedy ten obserwujący Niemiec odsunął go na bok. Wszyscy poszli, a ojciec został.

18:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
niedziela, 19 kwietnia 2015
Migawki z przeszłości. (1)

Zaczynam pisać cykl wspomnień zatytułowanych Migawki z przeszłości. Tytuł dla wszystkich będzie ten sam. Kolejność będzie zaznaczana numerem. Inne wpisy będą miały swoje tytuły. 

                         Wspomnienia z lat wojny i okupacji.

Przez cały okres wojny aż do frontu, który zbliżył się do nas jeśli dobrze pamiętam gdzieś w październiku 1944 roku, mieszkałam z moimi rodzicami - nauczycielami, rodzeństwem i babcią w małej wiosce, położonej kilka kilometrów od małego miasteczka i rzeki Narwi. Mieszkaliśmy w budynku szkoły i nie było to bezpieczne miejsce. Niemcy inteligencję niszczyli. Życie można było stracić bez żadnego powodu. Zaczął się terror. Toteż, gdy pojawiała się we wsi żandarmeria z pobliskiej wsi, gdzie miała swoja siedzibę, mama robiła się zielona na twarzy ze strachu o nas wszystkich. Ojciec szybko zatrudnił się przy jakiejś pracy fizycznej i do tej pracy dochodził każdego dnia kilkanaście kilometrów w jedną stronę. Mnie rodzice uprzedzili, że gdyby ktoś mnie o ojca zapytał, np. gdzie jest, to mam odpowiadać, że nie wiem.

Niedaleko nas w sąsiedniej miejscowości sołtys dostał polecenie od Niemców. Miał wyznaczyć chyba 10 ludzi do kopania rowów. To była mała miejscowość. Pewno ten człowiek miał problem ze zgromadzeniem takiej ilości mężczyzn i wyznaczył także do pracy swojego bratanka - młodego mężczyznę, który był akurat chory i leżał w łóżku. Pewno ten sołtys  uważał, że choroba będzie usprawiedliwieniem nieobecności. Chłopak nie zgłosił się do pracy, więc Niemcy go zabrali z domu i razem z grupką innych ludzi rozstrzelali. Stryjowi kazali stać i patrzeć na egzekucję. Chłopak powiedział: - Stryju! Przez ciebie ginę. -  I padł.                Śmierć groziła za wszystko. Za to np, że ktoś zapytany o nazwisko podał swoje nazwisko - Polak. I to wystarczyło. Za ubój świni. Mięso ze świń było tylko dla Niemców. Na legalny ubój trzeba było mieć specjalne pozwolenie. Człowiek wychodzący z domu nie miał żadnej pewności, że do niego wróci. Później zaczęły dochodzić wieści o Oświęcimiu. W takiej atmosferze strachu żyliśmy przez całą wojnę. Nas -  dzieci -  rodzice chronili przed różnymi okropieństwami, ale sami żyli w ciągłych nerwach.

22:32, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »
sobota, 18 kwietnia 2015
Było - minęło.

Zadzwoniła do mnie sympatyczna pani - nauczycielka ze szkoły w mojej miejscowości z prośbą, żebym opowiedziała dzieciom jak to było, gdy ja zaczynałam w tej szkole pracę razem ze swoim mężem. Co się od tamtej pory zmieniło. Zgodziłam się, bo lubię dzieci, a dawno się z nimi nie spotykałam. W pierwszej chwili wydawało mi się to dosyć proste. Ot dzieci siedzą, a ja snuję opowieść. A jestem gawędziarą. Ale im więcej dni mija od zaproszenia, tym więcej mam wątpliwości. No bo jak opowiedzieć to, co było, tak żeby dzieci stworzyły sobie obraz. One żyją już w zupełnie innym świecie. Przyjdą bo pani im kazała, a nie dlatego, że są ciekawe. I może być tak, że potraktują moje wspomnienia jako nudy, które trzeba przesiedzieć. Gdybym opowiadała o różnych przygodach, to co innego. Dzieci przygód chętnie szukają w książkach, a także w opowieściach. Ale jak przekazać borykanie się z trudnościami i ciężką pracę jako przygodę. No ale trudno. Słowo się rzekło, kobyłka u płota. Na razie sama muszę obejrzeć, ot tak, z lotu ptaka czasy, do których mam wrócić w opowieści.

 A wiec zaczynam snuć opowieść, na razie sama dla siebie. Kiedy tak się zastanawiam nad ciągiem wydarzeń, to muszę zacząć od wojny i czasów powojennych. To, w moim pojęciu, jest początek opowieści. Wiem, że to prawie jak sięganie do czasów Adama i Ewy, ale te czasy były początkiem tego, co my zastaliśmy i różnych działań późniejszych, aby szkoła doszła do tego, co jest dziś. Dzieciom muszą z konieczności wystarczyć opowieści o czasach późniejszych, czyli 16 lat po wojnie, gdy my zamieszkaliśmy i zaczęlismy pracę w małej miejscowości na Mazowszu.

Czy chciałabym wrócić do tych dawnych czasów? Być może, ale na chwilkę, aby przez moment spotkać się z młodą, ogromnie zagubioną, choć ładną i zgrabną kobietą, jak widzę to dziś na starych zdjęciach. Po takim spotkaniu kobiet z dwóch epok z pewnością inaczej spojrzałabym na życie i wtedy i być może nawet dziś. 

 

19:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (27) »
czwartek, 16 kwietnia 2015
I co dalej?

Tłucze mi się po głowie myśl - Po co Nocne Wilki swoimi motorami pchają się do Polski (i nie tylko). Niezbyt dobrze mi to pachnie. Czuję w tym jakąś prowokację. Pamiętam dobrze zielone ludziki na Ukrainie. Putin to przebiegły, szczwany lis. Co tym razem wymyślił? Nie jestem politykiem, dzięki Bogu, więc tylko zastanawiam się, co nasze władze zrobią. Pozwolą im przejechać, czy nie? A jeśli pozwolą, czy będzie jakaś eskorta? Czasy mamy ciekawe (Tyle różnych osiągnięć w różnych dziedzinach wiedzy), ale i bardzo niespokojne.

A u nas dzisiaj podobno ostatni dzień pięknej, słonecznej, choć bardzo wietrznej pogody. Od jutra ma nastąpić ochłodzenie z deszczem i śniegiem. Toteż całą pościel ściągniętą po wyjeździe dzieci uprałam i już suchą przyniosłam z dworu do domu. Za chwilę będzie maglowanie na domowym maglu i pościel będzie czekała na kolejny ich przyjazd lub na gości, którzy prawdopodobnie wpadną do nas w lecie.

Wczoraj dla córki, zięcia i wnuka zrobiłam na taką bardziej uroczystą kolację przed ich wyjazdem ciasto francuskie ze szpinakiem. Takie ciasto jadłam u siostry i bardzo mi smakowało. Niestety, moje to był taki niewypał, że aż zarumieniłam się ze wstydu. To był gniot, a nie lekkie ciasto. Zakalec. Zięć grzecznie pochwalił. Zjadł nawet kilka kawałków, ale to, że razem z ciastem nie wyciągnął także zębów zawdzięcza tylko temu, ze nie ma jeszcze sztucznej szczęki. Już wiem, jaki błąd popełniłam, ale nie będę się chwalić moimi głupimi pomysłami. A swoja drogą jakoś tak się składa, że kiedy chcę błysnąć czymś, to wtedy jest katastrofa. Jak z tymi gołąbkami z ryżem i pieczarkami na wigilię, co to się napracowałam, a później wszystko wylądowało w pojemniku na śmieci.

Wierszem Oskara Wizarda i uśmiechem kończę mój dzisiejszy wpis.

Wizard Oskar

Po prostu uśmiechnij się
śmiej się
szeroko i śmiało
to najlepszy
ze wszystkich leków
niech powietrze
wciąż będzie
grzmiało
od twoich
wybuchów śmiechu

ponury lud
rozbaw dobrym żartem
nawet gdy cię uznają
za profana
zrzędzenie pachnie
siarką i czartem
radość niech będzie
pokochana

najtrudniej śmiać się
z samego siebie
lecz gdy kolejny raz
tego dokonasz
nie tylko znajdziesz się
w uśmiechów niebie
lecz strach
przed ośmieszeniem
pokonasz

Oskar Wizard

Przysłał(a): Oskar Kolke
Wiersz umieścił użytkownik: Oskar Wizard

16:12, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2