RSS
sobota, 30 kwietnia 2016
Plany.... i nie tylko.

Po całej zimie, kiedy to całe dnie siedziałam w domu, poczułam potrzebę ruchu na świeżym powietrzu. No i ciągnie mnie praca w ogródku. Już jeden zagonek truskawek został opielony i zasilony kompostem. Rośnie rabarbar.

Dziś przygotowaliśmy z mężem poletko do posadzenia dwóch sadzonek truskawek pnących, które podobno owocują do jesieni. Zobaczymy. Sadzonki zamówiła koleżanka. Po weekendzie pewno już nadejdą i będziemy je sadzić. Ja wyrwałam zielsko, mój mąż skopał ziemię i ją nawiózł kompostem.

        

Obraz truskawek wzięłam z internetu ze strony: Obrazy dla truskawki pnące Sadzonki Kraków. Mam nadzieję, że nie popełniam przestępstwa wstawiając to zdjęcie do bloga.

Mam także zamiar posadzić na naszej działce świdośliwę, która ma podobno więcej różnych witamin i mikroelementów niż borówka amerykańska, a ponadto jest bardzo słodka i smaczna.

           

Podaje adres, gdzie zamówiłam roślinę, żeby było w porządku, bo wstawiłam zdjęcie z ich strony : Świdośliwa lepsza niż borówka amerykańska - sadowniczy.pl. Podobno z rośliny tej wyrasta duży krzak, który nie jest wymagający ani w stosunku do gleby, ani do warunków pogodowych. Dobrze znosi mrozy. Jestem ogromnie ciekawa tych owoców. Na obrazku wyglądają smakowicie. Już zamówiłam roślinę przez internet. Mam ją dostać w połowie maja.

Jutro przyjeżdżają do nas prawnukowie z wnuczką. Rano nastawiam obowiązkowy rosół, no i trzeba pomyśleć, co jeszcze trzeba upitrasić. Pewno upieczemy na grillu kiełbaski, a resztę uzależnimy od dzieci i ich mamy.

A teraz zdjęcia naszych przyjaciół - zwierząt.

         

 To jest Fionka w całej swojej okazałości. Jest już wielkości wilka, a dopiero pod koniec lipca  skończy rok. Tak wynika z z książeczki zdrowia psa wystawionej przez lekarza weterynarii.

                    

To jest psi staruszek - Mały. Sam sobie wybrał sobie pana, czyli mojego męża. Gdy mąż szedł na spacer zawsze się zjawiał i szedł obok, aż w końcu go wzięliśmy.

                          

Nasza Kitusia. To jest kotka, której nawet do łebka nie przyjdzie, że mogłaby dostać jakąś ścierką przez łeb np. za spacerowanie po szafce. To jest kot - przyjaciel. Lubi u mnie siedzieć przed ekranem komputera i wtedy gapi się na biegającą po ekranie myszkę. W nocy bardzo często przychodzi do mnie spać.

 

 

20:06, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
piątek, 29 kwietnia 2016
Co dziś?

 

                                   

Pochwalę się dziś moja pracą. Skończyłam pleć jeden zagon truskawek. Truskawek zostało niewiele, szczególnie w jednej części. Mąż podsiał je kompostem, ja trochę wynawoziłam i podlałam. Na środku będą rosły karłowate pomidory. Jutro biorę się za następne zagonki. Teraz w pierwszej kolejności opielę malutki kawałek koło szopki. Tam posadzę dwa krzaki truskawek pnących. Koleżanka je zamówiła. Jeszcze w tym tygodniu trzeba będzie je posadzić. Podobno obficie owocują do jesieni i mają słodkie owoce. Wydatek niewielki, więc żadne ryzyko Zobaczymy, co z nich będzie.

Dziś przysłali mi nowe sandały.

                      

Są świetnie wyprofilowane, bardzo wygodne. Maja tylko jedną wadę. Zbyt krótkie paski. Gdy zapinam je na nogach, to łapię milimetry przylepca. Ale myślę, że jak w nich pochodzę, to paski trochę się nadciągną. Na razie są dosyć sztywne.


To jest miejsce na grilla i stół z ławami pod parasolem gałęzi i liści kiwi drobnoowocowego.

                              

Mój mąż obejrzał to zdjęcie i powiedział, że jest zupełnie bez głowy. Jakoś tak mi się to zdjęcie zrobiło. Wygląda na to że stół się przewraca, ale to tylko kiepskie ujęcie. W rzeczywistości altanka jest super. Zacieniona, jest gdzie usiąść i przy czym, bo stół czeka na kiełbaski z grilla. Teraz, kiedy już jest ciepło na dworze, postaram się o dobrą kiełbasę i rozpalę w kominku. Czas odpocząć po pracy.

A teraz pochwalę się. Dziś prawie całą drogę do sklepów przejechałam na trójkołowcu. Jechało mi się zupełnie dobrze. Dopiero w drodze powrotnej skręciłam gwałtownie w przydrożne chaszcze i przerażona zeskoczyłam szybko na ziemię. Ale jest coraz lepiej. Zdobywam doświadczenie. Jeżdżę dosyć szybko, bo wtedy kierownica tak nie szaleje. Jeszcze się do niej nie przyzwyczaiłam, ale wszystko przede mną.


A teraz zmieniam temat i nastrój.

Moje życie, to różne drobiazgi. Ucieczka od tego, co dzieje się w polityce, ale też przeżywanie  poważnych spraw, które dotyczą nas wszystkich. Bo od tego, co dzieje się w kraju nie da się nigdzie uciec. Jestem pełna niepokoju, zamyślenia, a w głowie kołaczą mi się różne myśli.

Andrzej Poniedzielski - Trzy pytania. A te pytania są także moimi pytaniami pięknie wyrażonymi przez poetę.

21:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
czwartek, 28 kwietnia 2016
Dziś....

Ale miałam gimnastykę. Ta poranna w pokoju to pryszcz przy tej dzisiejszej na powietrzu.

Zaczęło się od tego, że w miejscu posadzonych dwa lata temu truskawek wyrosła zielona łąka składająca się z różnego rodzaju zielska. Truskawek nie było zupełnie widać, no i postanowiłam to zielsko wyrwać. Wiedząc, że schylać się nie mogę z kilku powodów ( jednym z nich jest jaskra) wzięłam niski stołeczek, małe gracki i rozsiadłam się wśród zieleni. Zielsko było tak wrośnięte w ziemię korzeniami, że musiałam grackami te korzenie wykopywać. Teoretycznie siedziałam. W praktyce wyciągałam się we wszystkie strony. Po wypieleniu pasa truskawek została czarna ziemia i z rzadka rosnące roślinki truskawek. A ja ledwo się podniosłam ze stołeczka. Bolą mnie teraz wszystkie gnaty. A to dopiero początek pielenia. Jutro ciąg dalszy. Przy okazji stwierdziłam, że nasza Fionka w odgrodzonych niską siatką truskawkach zrobiła sobie sralnię. Nawet początkowo, jako osoba niedowidząca, pomyślałam, że przede mną leży jakiś grubawy patyk. Ale patyk okazał się miękki i śmierdzący. Dobrze, że na ręce miałam rękawiczkę. Teraz to nie jest problem, ale gdy truskawki zaczną kwitnąć, to trzeba będzie psy zamykać za wyższym płotkiem przez który jeszcze nie nauczyły się skakać.  Pewno wtedy sraczyk zrobią sobie w borówkach albo w malinach, ale zarówno borówki, jak i maliny rosną wysoko, tworzą gęsty las i sięgają człowiekowi do ramion. Może nie będą chciały tam wchodzić. Pewno trzeba byłoby psy wyprowadzać kilka razy dziennie na spacer, ale nie mam na to siły.

                            

21:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
środa, 27 kwietnia 2016
Co za wygoda.

Kupowanie butów jest dla mnie trudną sprawą. Idę do sklepu i chociaż oglądam na wystawie wiele par obuwia to nie potrafię znaleźć takich butów, które miałyby przyzwoity wygląd i byłyby wygodne i żeby cena była do przyjęcia. Najlepiej wybiera mi się buty w sklepach internetowych.  Siadam przed komputerem i oglądam dokładnie fason, podeszwę buta, sprawdzam z czego jest but wykonany i jaką ma nie tylko długość, ale i szerokość. Ta szerokość, jak się okazuje, nie jest bez znaczenia. But może być z miękkiej skóry, ale jeśli szerokość jego jest za mała, to chodzenie jest utrudnione, ponieważ bolą stopy.

Do tej pory bałam się tego, że jeżeli zamówione obuwie trafi już do domu, a nie będzie wygodne, to będzie kłopot z odsyłaniem. No i już sprawdziłam, że kłopotu żadnego nie ma.

Zamówiłam sobie sandały i klapki przez internet i okazało się, że obie pary są na mnie zbyt wąskie. Krótka rozmowa telefoniczna ze sklepem i następnego dnia buty odjechały, a ja usiadłam do komputera, aby znaleźć nowe. No i już czekam na następna paczkę, a w międzyczasie pieniądze za odesłane buty przyjdą na konto pocztowe.

                               

Moje zamówione sandałki wyglądają trochę lepiej niż te buciory na obrazku. Ściany w pokoju ani podłoga nie mają takiego wściekłego koloru. Za to czystość i porządek na obrazku są nieporównywalne z bałaganem, który jest u mnie. Ale na obrazku jest tylko stół i kalosze (innych nie umiałam narysować), a w moim prawdziwym pokoju jest bardak na kółkach.

18:23, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
Druga próba jazdy w tym roku.

Nie mogę z głowy wycisnąć jednej sensownej myśli. Łatwiej mi się skupić na zaimkach osobowych w języku angielskim i na odmianie czasownika - być i - mieć. Własne przemyślenia schowały się gdzieś głęboko. Już drugi dzień zadaję sobie pytanie: I co by tu napisać? I odpowiedzi brak.

Może wszystkie myśli nadające się do zaprezentowania Czytelnikom wyparowały z głowy ze strachu w czasie mojej dzisiejszej jazdy na trójkołowcu do sklepów (1 km). To jest bardzo nie tylko możliwe, ale i prawdopodobne.

Rower jest bardzo dobrze wyregulowany Usiadłam na siodełku trzymając ręczny hamulec, tak jak nauczył mnie mąż mojej koleżanki. Nogami dostawałam z siodełka do ziemi, czyli miałam świadomość, że w każdej chwili mogę zeskoczyć (Zresztą nie wiem po co). No i ruszyłam. Mój rumak potoczył się wolniutko do przodu. Wystraszony wzrok wlepiłam w drogę tuż przed przednim kołem i pomyślałam, że gdyby teraz przechodził ktoś znajomy, to ja nie mogłabym nawet sprawdzić, kto mnie pozdrawia. Kierownica, starym zwyczajem, dostała choroby św. Wita i latała z jednej strony na drugą, a razem z nią i cały rower.  Ja rozpaczliwie starałam się zachować równowagę jazdy. Dopiero po pewnym czasie dotarło do mnie, że gdybym chciała na rowerze dwukołowym jechać tak wolno, jak na trójkołowym, to już dawno bym leżała na środku ulicy. Ruszyłam szybciej i od razu rower zaczął jechać bardziej równo. I pokonałam dziś drogę do sklepów i z powrotem trochę jadąc, a trochę prowadząc rower. Oczywiście mogłabym dłużej pojeździć, ale zestresowana byłam tak bardzo, że uznałam, że na dzisiaj starczy.

Podjęłam kolejną próbę i wiem, że jest to jedyna metoda, żeby przełamać moją nieufność do  pojazdu, ale chwalić się nie mam czym. Wyłazi ze mnie okropny trzęsiportek, niestety.

Po tych przeżyciach trzeba teraz się trochę uspokoić i wyciszyć.

23:51, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
sobota, 23 kwietnia 2016
Dziś sobota.

                                 

                                                          

Tak się napracowałam. 3/4 strony tekstu fiuuuu - poleciało w eter.

Napiszę tylko, że dziś pierwszy raz w tym roku przejechałam się na trójkołowcu. Pomogła mi w tym moja wnusia, która zmusiła mnie, abym wsiadła na rower i pokazała mi, jak bardzo jest on bezpieczny. Dziękuje Ci moja Wnusieńko! Teraz to już poleci.

Przypominam sobie moja pierwszą jazdę po bardzo długiej przerwie. Lata całe nie jeździłam na rowerze. Któregoś dnia musiałam szybko przejść pieszo jakieś 3/4 kilometra i sympatyczny sąsiad zaproponował mi jazdę rowerem. Bardzo się bałam, ale sąsiedzi wsadzili mnie na pojazd, przytrzymali i ruszyłam. Pamiętam, że na tym rowerze czułam się jakby ktoś nagle wsadził mnie na krowę, ale spokojnie dojechałam na miejsce i wróciłam. I od tamtej pory rower stał się dla mnie podstawowym środkiem lokomocji. Mam nadzieję, że po tej dzisiejszej jeździe będę już spokojnie jeździła trójkołowcem. A wygoda będzie ogromna, bo z tyłu roweru umocowany jest  koszyk na zakupy.

A teraz przeskok. Nauczyłam się dublować obiekty w programie graficznym. Zademonstrowałam tę umiejętność na obrazku zamieszczonym wyżej.

A teraz piękna wyciszająca muzyka.

16:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
piątek, 22 kwietnia 2016
Na naukę nigdy nie jest za póżno - powiedział Ajschylos. No to się uczmy.

                                                                                                                                                                                     

Dzisiaj uczyłam się rozmywania kolorów. Jedną rozmyłam zbyt mocno i nałożyłam na siebie kilka warstw tych rozmyć i  grafika nie weszła do bloga. Już chyba wiem, co zrobić, żeby nałożyć na siebie dwa kolory i żeby kolor ze spodu nie przebijał się przez kolor wierzchni. Praca z programem graficznym jest bardzo ciekawa. Wnuk mi pokazywał różne możliwości. Jemu to szło bez żadnych oporów, a ja znowu nic nie umiem z pokazywanych mi działań. Dziś dam mu już spokój, ale jutro usiądziemy razem przed komputerem i ja będę wykonywała działania, a on będzie sprawdzał, czy robię to dobrze.

Już miałam przejechać się na moim trójkołowcu, gdy mój mąż jednym zdaniem zmienił moje plany. Powiedział, że jest jeszcze zbyt zimno na rower i jeśli chcę, to mnie podwiezie do sklepu samochodem. Na ogół mam swoje własne zdanie, ale w tej sprawie nic nie oponowałam. Zgodziłam się bez słowa. Tak, że pierwszej jazdy w tym roku wciąż jeszcze nie było. Natomiast zaczęłam ćwiczyć. Już dwa razy rano po podniesieniu się z łóżka starałam się rozciągać  przede wszystkim mięśnie nóg, chociaż nie tylko. A te, skubane, opierają się ze wszystkich sił. Jak sobie przypomnę moje ćwiczenia sprzed dziesięciu lat, to jest to niebo i ziemia. Liczę na to, że jednak wolniutko wrócę do formy.

Jeśli chodzi o moje nogi, to nie mam już nadziei na poprawę, ale zobaczymy, co da operacja. Na razie zamówiłam sobie przez internet sandałki i klapki w dosyć przystępnej cenie. Podeszwy obu par są zrobione w kształcie biegunów kołyski. Problem może być tylko taki, że mogą one być zbyt wąskie na moje stopy z haluksami, ale już rozmawiałam z pracownikiem sklepu, że w razie czego odeślę je z powrotem. Mam na to 30 dni. W sklepach obuwniczych niestety nie znalazłam żadnych butów, które dałabym radę nosić.

A teraz starym zwyczajem coś do posłuchania. Tym razem będzie to Dawn. 

18:48, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (27) »
czwartek, 21 kwietnia 2016
Ostatnio gorzej widzę.

 To są moje dzisiejsze grafiki. Te realistyczne zdecydowanie mi nie wychodzą. Staram się teraz wykorzystywać zdobytą ostatnio umiejętność, czyli rozjaśniane koloru.                                     

 

                                         

Dziś jestem z lekka podłamana. Kupiłam Politykę i jak zwykle próbowałam bez okularów przeczytać jakiś tytuł ze spisu treści. Okazało się to nierealne. Jeszcze niedawno czytałam, dziś jest to już poza moimi możliwościami. Obraz jest tak zamazany, że nie pomaga mrużenie powiek, czy mruganie. Wiem, że w jednym oku marszczy mi się jakaś błona i że ten proces będzie narastał. Tak powiedzieli lekarze okuliści. W przyszłości ta błona ma być zdejmowana operacyjnie, ale, tak jak lekarze powiedzieli, nie każda taka operacja się udaje. Dlatego na razie jeżdżę tylko na kontrole, a operacja się odbędzie, gdy już nie będzie żadnego wyboru. Dzięki Bogu widzę jeszcze litery przez okulary. Całe szczęście! Jeszcze mogę pracować na komputerze i czytać książki. Co prawda druk coraz gorzej czytam, ale jak dołożę do okularów jeszcze szkło powiększąjące, to nie jest źle. Ale jak długo tak jeszcze będzie? Czuję niepokój i jest mi smutno. 

I nagle dotarło do mnie, że w takiej sytuacji, gdy coś się u człowieka sypie, to zostaje on z problemem sam. Nawet najbliższe osoby nie potrafią w takiej sytuacji pomóc, ani pewno nawet zrozumieć, co przeżywa osoba dotknięta kłopotem.

Zwykle uspokajająco i relaksująco działa na mnie muzyka.

16:48, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (34) »
wtorek, 19 kwietnia 2016
To były piękne dni...

                                       

No i jazdy rowerem nie było. Plany sobie, a życie sobie. Co prawda deszczu nie było, ale był zimny wiatr, a ja byłam jakaś niedogrzana. Nawet mi ulżyło, że nie muszę wyciągać  trzykołowca. Sytuacja z poprzedniego roku się powtarza. Znowu siedzi we mnie jakiś blok psychiczny. Na samą myśl o wyciągnięciu roweru zaczynam się kiepsko czuć lub wynajduję sobie różne zajęcia, które trzeba wykonać już, bez żadnej zwłoki.

Odnośnie wyrazu - zwłoki - przypomina mi się historia sprzed wielu lat. Było to w czasach, gdy jeszcze bardzo dobrze chodziłam (jakieś 20 lat temu), gdy po prostu szłam i nie zastanawiałam się nad tym, ile jeszcze metrów dam radę przejść. Jeździłyśmy wtedy z koleżanką na zajęcia z Hindusem prof. Ravim. Na jednym z takich zajęć opowiedziano nam historię prawdziwą. Otóż prof. Ravi był w Polsce, gdy nagle dostał telegram z kraju, że jego brat jest chory. Natychmiast wyjechał, ale przed wyjazdem poproszono go _ Ravi! Jak dojedziesz na miejsce to daj znać, co z twoim bratem. - Dobrze! - powiedział i pojechał. Po kilku dniach przechodzi telegram, a w nim słowa: - Odpisuję bez trupa. - Wszyscy zastanawiali się, co te słowa znaczą. Bez trupa, czyli, ze pewno brat żyje. Dopiero, gdy Ravi przyjechał ponownie do Polski wyjaśnił, że bez trupa znaczyło - bez zwłoki. - Odpisał bez zwłoki.

Wtedy w Polanicy biegałam bosymi nogami po rozżarzonych węglach. A było to tak. Panowie znieśli dużą kupę chrustu. Wieczorem, gdy pokazała się już rosa rozpalono wielkie ognisko, a po wygaśnięciu płomienia, gdy na ziem była tylko gruba warstwa żaru polecono nam zdjąć buty i biegać w kółko dokoła tego skrzącego się małymi płomykami  miejsca. Po czym zatrzymaliśmy się i kazano nam przebiec przez ten żar na bosaka. Ja się nie mogłam zdecydować, bo tego żaru było dużo i nie dało by się go przebiec w dwóch skokach. Wtedy jeden z panów wziął mnie za rękę i pociągnął. Biegłam szybko nie czując żadnego gorąca, ani parzenia w nogi. Zobaczyłam, że między palcami nogi niosę mały płomyk, ale nic mi się nie stało. Obok nas pojawiła się grupa dzieci, które przyjechały do Polanicy na kolonie i zamieszkały obok nas. Chłopcy bardzo chcieli też pobiegać po rozżarzonych węglach, ale wychowawczynie im nie pozwoliły. Dzieciaki mało w gacie nie zrobiły z wielkiej ochoty, aby też przeżyć przygodę. Ale na ochocie się u nich skończyło. Po powrocie do schroniska obejrzałam stopy. Były czarne od spodu, ale żadnych oparzeń nie było.

To były piękne dni. 

16:12, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
Moje plany - jutro rower.

                                      

Iwonka _k123 zrobiła piękną prezentację moich grafik na poczcie - kobietawbarwachjesieni. Jeszcze raz serdecznie Ci Iwonko dziękuję. Sama nie wiedziałabym, że można tak pięknie grafiki wyeksponować i nie umiałabym tego zrobić. Iwonka zasugerowała również, że takie prace można umieścić na jakiejś stronie graficznej. Sama nie mam pojęcia, jak to się robi i gdzie. Ale może ktoś z Was posiada taką wiedzę i zechce się nią podzielić ze mną. Lubię bawić się tworzeniem grafik. Kilka kliknięć i na zaznaczonym miejscu można zacząć kombinowąć jaki kolor, jakie efekty i gdzie. A później wychodzi to, co wychodzi. Przy okazji takiego zajęcia uruchomione zostaje myślenie, spostrzeganie, wyczucie kształtu, koloru i nie tylko. Zabawa świetna. Jest to sposób na oderwanie się od codzienności i od tego, co dzieje się w kraju.

Grafikami zainteresował się także mój prawnusio. Sam stworzył wczoraj jedną. To, co jest na obrazku, to jest jego praca. Ja tylko prostokątem objęłam całość. Reszta jest to jego twórczość, łącznie z kolorem tła i z napisem. To ciemne tło to jest kopalnia, w której znajduje się ten kryształ.

                          

Chłopcy pojechali już do domu. Było bardzo miło z nimi, chociaż gdy odjechali zaczęłam dopiero odpoczywać. A było po czym, bo rano chirurg stomatolog wyrwał mi dwa zęby, do tego ostatnie, więc założona stara proteza bardzo mnie uwierała. Trzeba było chłopców nakarmić i przypilnować, żeby głupie pomysły od razu w zarodku likwidować np. żeby starszy na moim tablecie mógł zagrać sobie w płatną grę.

Po ich wyjeździe została reszta rosołu z dużą ilością warzyw, z których to warzyw i odrobiny mięsa, kilku jajek i kaszy manny upiekłam pasztecik, a z reszty mięsa zrobiłam galaretkę z kurczaka. Tak, że dziś bez chodzenia do sklepu i bez gotowania, było śniadanie i obiad. Reszta stoi w lodówce. A ja się byczę. Jutro jeśli będzie ładna pogoda pójdę pojeździć na rowerze. Takie mam plany, a co z nich wyjdzie, zobaczymy.

21:03, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2 , 3