RSS
piątek, 31 maja 2013
Wieczór. Już po pracy.

Ale się rzuciłam do roboty. Jak nie robiłam nic, to nic. A dziś posadziłam fasolę szparagową i flance sałaty, posiałam buraki i zieloną pietruszkę. Po powrocie do domu zrobiłam kaszankę. Co prawda nie wiem, czy psy nie będą jej jadły, bo to moja pierwsza kaszanka we flaku. Wcześniejsze pieczone były zupełnie inne. Ta dzisiejsza kaszanka jest bez krwi i z dużą ilością oleju, który dodałam do kaszy zamiast tłuszczu wieprzowego. (Myślę, że taka będzie zdrowsza) Kaszanki ze sklepu nie jadam, bo jak pomyślę, co w niej jest, to przechodzi mi ochota do jedzenie. Ta moja kaszanka to oczywiście eksperyment. Ciekawe jaka będzie jutro, bo dziś jej nie napoczynałam. Uznałam, że musi stężeć. Sama jestem ciekawa, co "upaprałam", jak mówiła pewna osoba.Teraz ledwo się ruszam. Nie jestem pewna, czy będę mogła przewrócić się na łóżku. Dobranoc.

23:06, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
wtorek, 28 maja 2013
Takie sobie pogaduchy c.d.

Napisałam kawałek tekstu i mąż zawołał z dołu, pytając, czy pilnuję obiadu, więc wszystko zapisałam w szkicu i poleciałam do kuchni. Po powrocie nie bardzo wiedziałam, jak sobie poradzić i kliknęłam na publikuj. Teraz tego wcześniejszego kawałka nie umiem sprowadzić z powrotem do bloxa, więc piszę ciąg dalszy w nowym wpisie. A tak się w poprzednim starałam. W całości może byłoby fajnie, a tak w rozbiciu na części może nie być najlepiej. Ale trudno. człowiek uczy się na błędach.

A więc cd.

Na razie nie wszystkie polecenia biorę pod uwagę, trochę działam na oślep, ale jakoś trzeba zacząć. Nie jestem aż taka bystra, aby w jednej chwili wiedzieć wszystko to, co potrzeba.

Zaczęłam też ćwiczyć nie tylko umysł, ale też i ciało. Mam zestaw ćwiczeń w internecie i pracowałam dzisiaj nad nogami. Wymachy, bujanie się na stopach, podnoszenie naprzemienne pięty i inne. Efekt jest taki, że natychmiast po tych ćwiczeniach poczułam swoje opuszczone w stopach kości. Do tej pory chodziłam dobrze na prawej nodze, teraz źle chodzę na obu. (Ale fajnie wyćwiczyłam. Nie ma to, jak zryw do działania bez zastanowienia się, jakie mogą być skutki). Nie przejmuję się jednak zbytnio tym moim nowym kłopotem, bo ćwiczenia były opracowane przez certyfikowanego specjalistę rehabilitanta, więc myślę, że mimo pierwszych niepowodzeń wszystko będzie dobrze.

Ale oczywiście mam następny powód do martwienia się. (Jestem od tego wybitną specjalistką). Piszę to z uśmiechem i z przymrużeniem oka. Chodzi o to, że moja wnuczka założyła mi faceboka (dobrze napisałam?). I już jakaś pani dała mi znać, że chce być ze mną w kontakcie. Nie, żebym coś miała przeciwko temu, ale wszystko to, co jest nowe, budzi we mnie niepokój jeśli nie strach. Wszystko muszę poznać, przyzwyczaić się, mocniej osiąść w tym, co nowe. Tak samo było i z moim blogiem. Najpierw, namówiona (i dobrze), założyłam go, a później bardzo długo nie umieszczałam na nim wpisów. Wygląda na to, że wszystko, co nowe jest dla mnie zagrażające, choć nie jest. Po prostu tak mam. Pewno musiałabym znowu pojeździć do terapeuty, aby odkryć, skąd to się bierze. Nie jest to jednak sprawa aż tak uciążliwa dla mnie, abym musiała na nowo rozpoczynać psychoterapię.

Właśnie zjadłam smaczny obiad, który sama ugotowałam i jestem w całkiem dobrym nastroju, choć za oknami jest taka plucha, że psy nie wyłażą z piwniczki. Wolą leżeć na pachnącym sianku, a kocica wystawia nos na dwór i natychmiast wraca do domu. Wcześniej słyszałam, że od jutra ma już być piękna pogoda. Nie wiem, czy cieszyć się z tego, czy znowu martwić. Musiałabym znowu chodzić w kapeluszu od słońca, a nie znoszę go.

15:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
Takie sobie pogaduchy.

Chmury się kłębią i płyną,/burzę zwiastuje nam wiatr./idzie chłopak z rozwianą czupryną/drogą nieznaną przez świat.

To są słowa pierwszej zwrotki piosenki śpiewanej często, gdy ja byłam młoda. Na burzę się nie zapowiada, ale chmury nie płyną, a pędzą ze wschodu na zachód. Ciemne, ponure. Chłopak ma już siwą i przerzedzoną czuprynę, a ja siedzę przy komputerze, spoglądam za okno i cieszę się, że w domu mam jest i że za chwilę dogotuje się obiad.

Okazuje się, że bardzo wzięłam sobie do serca swoje postanowienia i rady, które otrzymałam,bo już dziś raz grałam w gry komputerowe (wnuk wyjaśnił mi ,że jak nie podpisuję żadnego zobowiązania, to są one za darmo. Bardzo mi się podobają. Na razie

14:05, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 27 maja 2013
Trzeba działać, a nie tylko myśleć, że trzeba działać.

Ale wczoraj dostałam kopa energetycznego. Zaczęło się, jak zwykle, od siedzenia przed telewizorem. Po ostatnim odcinku serialu "Ranczo" przerzuciłam się na TVN24. Pokazali się pan Zimiński i pani Czubaszek w Szkle kontaktowym. Już jakiś czas Szkła kontaktowego nie oglądałam toteż zastanowiłam się, kto jeszcze w tym programie występuje. I nagle pustka, poza panem Sianeckim ani jednego nazwiska. A przecież z widzenia w programie znałam ich wszystkich. Nie mogłam sobie przypomnieć nawet nazwiska pana Miecugowa, którego zresztą bardzo lubię jako dziennikarza. Im bardziej usiłowałam sobie przypomnieć nazwiska, tym bardziej zacinała mi się pamięć. Widziałam postacie ich wszystkich w swojej wyobraźni, ale bez nazwisk. Od razu niepokój, który po dłuższym wysilaniu mózgu zaczął się przeradzać w panikę. Czy to znaczy, że moja pamięć pogarsza się i to dosyć szybko? Pobiegłam do internetu odnalazłam nazwiska wszystkich występujących w tym programie i zaczęłam myśleć, co robić, aby takich sytuacji było jak najmniej. Co prawda nie mam jeszcze kłopotów z wypowiadaniem myśli, z logicznym myśleniem, ale może to początek czegoś niedobrego. Gdzieś w tyle mózgu siedzi niepokój. A może to początek demencji. A ponieważ jestem osoba działającą zaczęłam myśleć jak przeciwdziałać takim sytuacjom.I wymyśliłam.

1. Po pierwsze ćwiczenia fizyczne. Uczyłam się, że metodą Denisona można leczyć dzieci z dysleksją i nie tylko. Ruch nawet rąk czy nóg powoduje, że odzywa się odpowiednia część mózgu, lewej, czy prawej półkuli. Czyli ćwiczenia fizyczne, jako forma ćwiczenia mózgu.

2. Nauka czegoś nowego np. jęz angielskiego. Ja wiem. Do niczego on mi się nie przyda, bo nigdzie za granicę się nie wybieram, ale też będzie to ćwiczenie szarych komórek.

3. Wracam do mapy gramatyki języka polskiego, którą wcześniej zrobiłam. Tu będzie dużo myślenia, kombinowania, dociekania, wczytywania się w literaturę językoznawczą.

4. A może, jako odskocznię, potraktować chęć napisania jakiegoś maleńkiego opowiadania dla dzieci, albo dla dorosłych?

5 I ogólnie mniej siedzenia przed telewizorem, a więcej ruszania się i ruszania głową.

Na razie tyle przychodzi mi do głowy pomysłów, jak zatrzymać bieg czasu i zniwelować niekorzystne skutki jego działania.

10:22, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
niedziela, 26 maja 2013
Mądrość i piękno poezji

Tyle w nas wiary co niemocy
Nadziei - ile rozczarowań
Pozwól nam Panie w dzień powszedni
Prawdziwie ludzką twarz zachować.

Tyle pokory w nas co pychy
Słabości tyle co i siły
Wskaż nam dziś Panie drogę prostą
Wśród tych pokrętnych i zawiłych.

Przychodzimy stąd dokąd idziemy
Umęczeni mniej czy też bardziej
I jedynie to jedno wiemy
Że z tej drogi się skrótów nie znajdzie.

Tyle w nas prawdy co obłudy
Upadków tyle ile wzlotów
Spraw Panie by na rejs ostatni
Każdy w godzinie swej był gotów.

Tyle odwagi w nas co strachu
I klęsk sromotnych co i zwycięstw
Wybaw nas Panie od nas samych
Skoro nie umie tego życie.


Bardzo lubię poezję w pięknym wykonaniu. Utwór Cezarego Buszmana Modlitwa domodlona  w interpretacji Krzysztofa Kolbergera, to prawdziwa uczta dla ducha. Niestety nie udało mi się przenieść do bloga tekstu utworu wraz interpretacją. Może kiedyś i tego się nauczę.

19:51, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (5) »
piątek, 24 maja 2013
Jest noc.

Jest noc. Za oknami leje deszcz. Siedzę w ciepłym pokoju i zastanawiam się, co chciałabym napisać.

Dziś byłam w Warszawie. Pogoda psia. Kolejka u lekarza okulisty. Wszystkie ławki przed gabinetami zajęte przez pacjentów. Czekałam na wizytę ponad trzy godziny bez zniecierpliwienia, zdenerwowania i niepokoju. I było mi dobrze. Nie denerwowało mnie to, że widziałam ludzi, którzy usiłowali się wkręcić do lekarza przede mną. Po prostu opanował mnie stoicki spokój. Co za różnica pół godziny, czy nawet godzina w jedną lub w drugą stronę. Ten pęd, jaki widzę u ludzi młodych i w średnim wieku mnie by już męczył. Czy takie wyciszenie jest oznaką starości? Kiedyś w młodych latach byłam osobą bardzo energiczną i ruchliwą. Szybko myślałam, szybko działałam. Dziś dużo siedzę, czasami zamyślam się. Niestety zdarza mi się, że wpatruję się bezmyślnie w ekran telewizora, co nie jest, oczywiście, powodem do chwalenia się. Ale prawda nawet ta niemile widziana, jest prawdą. Nie ma co zamykać na nią oczu. Sama widzę, że pierniczeję. A jeszcze niedawno lubiłam analizować, dociekać, pisać, poprawiać. Chyba trzeba do tych moich wcześniejszych działań wrócić, aby nie kusić losu. Choroba Alzheimera jest od wielu lat moim postrachem. Co prawda i na szczęście, myślę  jasno i logicznie, mam dobrą pamięć, ale sposób życia trzeba zmienić na bardziej aktywny.

Na razie wzięłam się za ogródek. W następnej kolejności będę robić porządek w domu, a w wolnych chwilach pomyślę o jakiejś pracy twórczej. Czy to da mi radość i poczucie spełnienia? Zobaczymy. Tym bardziej, że jestem lepsza w planowaniu, niż w realizowaniu różnych pomysłów. Nie oczekuję, w związku z tym, wielkich emocji. Będę się jednak starała żyć świadomie i dostrzegać nawet najdrobniejsze piękno, które nas otacza i które jest także w ludziach. 

 

23:00, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
czwartek, 23 maja 2013
Jak można interpretować sny?

Wcześniej pisałam już o tym, że śnię co noc. Są to i sny jakieś jednostkowe, i całe ciągi snów na jeden temat. Snów o tym, że jestem w sanatorium i właśnie wybieram się do domu miałam już kilkanaście. Zwykle szykowałam się do zabrania z sobą jakichś ciężkich i niewygodnych paczek. W tych sanatoriach spędzałam po pół roku i dłużej, ale jakiejś poprawy zdrowia nie było widać.

Dzisiejszej nocy po raz pierwszy we śnie z tej samej serii nabrałam pewności, (nawet nie wiem skąd) że od tej pory będę lepiej chodzić. Od rana przyglądam się swojej nodze z przykurczem i staram się obserwować to, jak ją stawiam,(czy mi leci w bok, czy nie?) jak układają mi się palce (zwykle podwinięte). Odnoszę wrażenie, że jestem na dobrej drodze. Pewno musi upłynąć trochę czasu, żebym mogła stwierdzić, że jest lepiej. No i od razu zadaję sobie cały szereg pytań.

1. Czy w snach mogą pojawiać się wskazówki dotyczące życia na jawie?

2. Czy taki ciąg snów może być przypadkowy, czy jednak coś znaczy?

3. Czy mózg we śnie tylko porządkuje różne doświadczenia i wrażenia, czy może wykraczać poza nie?

4. Jeśli założyć, że mózg wyciszony ma większą moc działania, to czy medytacja może się do tego przyczyniać? (Taka myśl przyszła mi do głowy w trakcie czytania książki  "Fala jest morzem. Rozmowy o duchowości" Willigisa Jagera OSB.)

Mam nadzieję, że mój obecny wpis nie będzie odebrany, jako majaczenia osoby niezrównoważonej psychicznie lub jako tekst hipochondryczki. Jeśli zdecydowałam się poruszyć ten temat, to miałam w głowie myśl, że być może inni maja podobne doświadczenia w tym względzie, związane ze snami lub innymi sprawami. Życie jest ciekawe i pełne tajemnic, a wiedza człowieka niewystarczająca.

 

17:26, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (2) »
niedziela, 19 maja 2013
Takie sobie rozmyślania.

Jest niedziela wieczór. Jeszcze chwilę chcę pozastanawiać się nad tym, co ostatnio się wydarzyło.

Ostro wzięłam się do roboty w ogródku i w domu. W ogródku zielsko już wyrwane, podstawowe warzywa posiane. Teraz kolej na dom. Już sprzątnęłam taras i wystawiłam kwiaty, ale czeka mnie jeszcze mycie okien, pranie firanek i zasłon itd. Czyli zaczęłam żyć aktywnie. Wciąż jeszcze nie uprawiam żadnej gimnastyki, ale to co robię też jest niezłą gimnastyką, o czym mi donoszą moje bolące kości. Trudno. Mało się ruszałam przez ostatnie lata, więc mają prawo teraz boleć.

 Polityka nigdy mnie nie pasjonowała, ale jest ona częścią życia każdego z nas i ma spory wpływ na to nasze życie. Toteż śledzę wiadomości, aby wiedzieć, co dzieje się w kraju i na świecie. A te wiadomości nie są zbyt budujące. Na szczęście u nas w kraju jest spokój. I chociaż brak jest takich polityków, których bym chętnie słuchała, a na wszystkie przepychanki naszych przedstawicieli narodu patrzę, jak na zabawy dzieci w piaskownicy, to czuję się względnie bezpieczna. Z niepokojem jednak obserwuję zmieniające się słupki poparcia, bo nie chcę powrotu IV Rzeczpospolitej w znanym nam już wydaniu.

Gorzej jest w innych rejonach świata. Wojny, ranni, zabici. Ile to jest biedy ludzkiej i dramatów.  Najbardziej poruszają mnie obrazy walk, w których ofiarami są dzieci i obrazy głodujących dzieci. Podziwiam panią Janinę Ochojską, która spieszy ludziom potrzebującym z pomocą. Sama ma problemy ze swoim zdrowiem, a stara się nieść pomoc innym. Ja, niestety, nie umiałabym tak działać, jak ona.

23:12, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (5) »
środa, 15 maja 2013
Prace wiosenne

Dziś wzięłam się za robotę. Bielizna pościelowa uprana, pościel wywietrzona. Przez resztę dnia pełłam zielsko w moim maleńkim ogródku. (Jakieś siedem, osiem metrów na metr z kawałkiem). Siedziałam na stołeczku, w kapeluszu na głowie (sto pociech) i dziabałam gracką, co mi się nawinęło pod rękę. Praca ta zajęła mi cały dzień. Nic nie zmyślam i sama się dziwię. Nawet żeby to był zagajnik, a nie zielsko, to też praca powinna pójść szybciej. Widocznie jednak po tym zbyt długim leniuchowaniu trzeba się dopiero do pracy przyzwyczajać. Co najzabawniejsze, bolą mnie wszystkie kości, jakbym parę worków zboża przeniosła na plecach. Ledwo się podnoszę z fotela.

 Całkiem mi się ta robota podoba i nawet te bolące kości, to nie żadna zmora. Dodatkową zachętą do pracy jest fakt, że mój mąż zaprzestał prawienia uwag typu: - Ty to pracujesz jak człowiek pierwotny. Wszystko łapami - i inne tego typu "mobilizujące"odzywki, po których, traciłam chęć do roboty. A tu proszę. Przychodzi, pomaga wyrzucać zielsko i jeszcze mówi: - Po trosze, po trosze i będzie zrobione -. Jak to właściwe słowo we właściwym czasie mobilizuje, a nie zniechęca. Jutro sprzątam taras i wynoszę kwiaty z domu. Może jeszcze uda mi się posiać trochę warzyw.

Czy zadowolenie z pokonania przeszkód i z wykonania pracy, to jest już szczęście? 

I aforyzm: Szczęście jest zawsze tam, gdzie je człowiek widzi. Henryk Sienkiewicz

22:59, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 maja 2013

Dziś pojechałam na cmentarz położyć kwiaty i zapalić znicz na grobie mojej Siostry. Lubiła dobrą literaturę. Ten wiersz z pewnością powie więcej niż ja umiałabym powiedzieć.

Tuwim Julian

Zmęczony burz szaleństwem

Zmęczony burz szaleństwem, jak statek pijany,
Już niczego nie pragnę, jeno wielkiej ciszy
I kogoś, kto zrozumie mój żal nienazwany,
Kogoś, kto mą bezsłowną tęsknotę usłyszy;

Kogoś, kto jasną duszą życie mi przepoi,
Iżbym w spokoju bożym wypoczął po męce,
Kogoś, kto rozszalałe serce uspokoi,
Kładąc na moje oczy miłosierne ręce.

Idę po szczęście swoje. Po ciszę. Do kogo?
Którędy? Ach, jak ślepiec! Zwyczajnie - przed siebie.
I wiem, że zawsze trafię, którą pójdę drogą,
Bo wszystkie moje drogi prowadzą do Ciebie.


19:33, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2