RSS
niedziela, 31 maja 2015
Miłość w listach

      W wypożyczonych z biblioteki książkach znalazłam Napój miłosny Erica-Emmanuela Schmitta. Wcześniej czytałam napisane przez niego Oskar i pani Róża oraz Pan Ibrahim i kwiaty Koranu. Byłam bardzo ciekawa treści tej wypożyczonej książki.

      Usiadłam wieczorem do lektury i wsiąkłam. Na rano zostało mi kilka kartek do przeczytania. Jest to zbiór listów dłuższych i króciutkich np. składających się z jednego zdania, pisanych do siebie przez kochanków, którzy właśnie się rozstali. On - psychoterapeuta - mieszka we Francji, ona - prawniczka -  po zerwaniu z niewiernym Adamem wyprowadziło się do Kanady. Porozumiewają się tylko listownie. Ale właściwie, gdyby nie to, że słowa znajdują się na wysyłanych kartkach, to można by powiedzieć, że jest to rozmowa dwojga bliskich sobie ludzi o seksie, miłości, przyjaźni. Całość napisana jest lekko i z humorem.

       Książka miejscami przypominała mi trochę Niebezpieczne związki Pierrea Choderlosa de Laclosa ( nie wiem, czy tak się odmienia to imię i nazwisko, czy może imię z apostrofem). Chyba autor miał świadomość tego dalekiego podobieństwa, bo tytuł tej książki można znaleźć w jednym z listów.

      Jeśli ktoś z Was chciałby poprawić sobie humor, to polecam tę książkę.

 

 

19:41, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
sobota, 30 maja 2015
Urwańsko.

      Wczoraj przyjechali nasi prawnusiowie z naszą wnuczką a ich mamą. Dziś rano wnuczka pojechała do Warszawy na zajęcia, a my pradziadkowie zostaliśmy w domu z żywym srebrem, czyli z chłopakami.

      Ponieważ źle chodzę, a na dwukołowym rowerze trochę boję się już jechać, zaproponowałam mężowi, aby zabrać chłopaków do samochodu. - Ja zrobię potrzebne zakupy w sklepie, a oni wybiorą sobie jakieś zabawki na Dzień Dziecka - powiedziałam. To była najgłupsza rzecz, jaką mogłam wymyślić. Niby pomysł brzmiał dobrze, ale wykonanie.......

      W sklepie obaj rzucili się do oglądania zabawek. Zrobili zamieszanie, co chwila coś im się podobało. W końcu Leoś (9 lat skończy ostatniego listopada) wybrał pociąg na torach i nie dał się wykiwać, co z pewnością ja bym zrobiła. Gdy pani powiedziała 96 zł. poprawił ją. Powiedział  86 zł, bo taką cenę zobaczył na pudelku. Pani zgodziła się z nim, uśmiechała się dzielnie do nich i do nas, a ja głupiałam. Hałas, wiele słów i pokrzykiwań na raz spowodował, że ja niestety wyłączyłam się z logicznego myślenia. W sklepie spożywczym już nie bardzo wiedziałam, co mam kupić, a po powrocie do domu wpadłam do sraczyka nie z potrzeby, tylko jako do oazy spokoju.

      A przecież nasi rodzice mieli nas czworo. Jak oni sobie radzili? Gdy było za głośno, albo były kłótnie dostawałyśmy ścierą przez łeb i wszystko wracało do normy.

11:23, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
piątek, 29 maja 2015
Książkowo.

 W domu mam bardzo dużą bibliotekę własną.

                              

                                                           Książki wyniesione na korytarz.

                           

                                                            Książki dla dzieci.

                                                                                                                              

                                        Książki w moim pokoju.

A to dopiero część księgozbioru. Część książek już oddałam do biblioteki, a wciąż coś nowego dokupuję. Nie mogę się oprzeć pokusie, aby wejść do jakiejś księgarni w Warszawie. Zatrzymuję się przy wszelkich stoiskach z książkami. Książki działają na mnie jak narkotyk na narkomana. A wciąż przywożę z naszej miejscowej biblioteki książki do czytania. Dziś przywiozłam 24 sztuki. Oczywiście, bibliotekę odwiedzam mniej więcej raz na pół roku, czasami częściej. Czy to już nałóg? Chyba tak.

14:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
środa, 27 maja 2015
Połączenie sprzeczności.

     Telewizję omijam szerokim łukiem. Dziś aż mnie skręciło na widok pana Macierewicza, który coś tam perorował. Po co mi to?

                 

     Mokro, buro, wietrznie i ponuro. Pogoda raczej marcowa niż majowa, a we mnie jest koniec pięknego maja, a może nawet początek czerwca. Nagle ni z gruszki, ni z pietruszki wstąpiła we mnie radość i energia. Takiej energii nie czułam przez ostatnie kilka miesięcy. Mam uśmiech na twarzy, iskierki w oczach i natychmiastową ripostę na różne wypowiadane do mnie teksty. Co się stało? Sama nie wiem. Wiem tyle, że to nie jest wpływ pogody, bo za oknem jest obrzydliwie. Dziś wstałam wcześniej, czyli około 7 rano (i może to jest przyczyna). Zwykle posypiałam sobie gdzieś do godz. 9. Myślę jednak, ze przyczyna jest taka, że zaczęłam działać. Zawsze bardzo dobrze mi to robiło. Nie złapałam się jednak za burdel w zabałaganionym pomieszczeniu. Takie działanie nie wchodzi jeszcze w rachubę. Bolą mnie plecy, z trudem chodzę. Musi to być działanie w pozycji siedzącej. No i wymyśliłam. Znalazłam w internecie adres pana, który robi rowery trzykołowe. Już z nim rozmawiałam. Powiedział, że dla mnie taki rower rehabilitacyjny i jednocześnie terenowy zrobi. Już mi przysłał maila, w którym wyszczególnił jakie rozmiary mam mu podać. Wygląda na to, że rower będzie tak dopasowany do mnie, jak sukienka szyta przez krawcową. Ceny nie podam, bo jak się okaże, że rower jest do kitu, to nie chcę się wstydzić swojej głupoty. Gdybym jednak na rowerze mogła normalnie jeździć, to byłaby to dla mnie wielka sprawa. Nie wiem, jak będę chodziła po operacji. Mam nadzieję, że dobrze, ale do sklepów mam z domu około kilometra, lubię być samodzielna i niezależna i nie musiałabym prosić męża o podwożenie. Na rowerze dwukołowym nie czuję się już zbyt pewnie, a mam świadomość, że najmniejsza wywrotka mogłaby mi narobić wielu kłopotów.

A oto mój stary rower - rupieć, na którym jeździłam jakieś 10 - 20 lat. Wysłużył się mocno. Nie rozpieszczałam go nigdy. W zimie i w lecie stał na dworze pod chmurką. Od wielkiego dzwonu mąż go napompował, czasami wymienił dętkę i  to wszystko. Ten rower poznawali prawie wszyscy moi znajomi w mojej miejscowości, niezależnie gdzie stał, czy pod sklepem, czy po prostu oparty o drzewo. Wiedzieli, że jak jest rower, to i ja w pobliżu. Jak na rower, to jest już wiekowy, tak jak i ja, chociaż.... Ja w wieku, który można przypisać mojemu rowerowi byłam jeszcze do tańca i do różańca. Z podkreśleniem tego tańca. Z różańcem nie byłam nigdy za blisko i tak już pozostało do dziś.

                             

A to moi przyjaciele. Coraz bliżej są już koło siebie.

                             

17:13, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (21) »
wtorek, 26 maja 2015
Trochę radości, trochę zamyślenia.

Ostatnio trochę się u nas działo. Odbyła się piękna uroczystość rodzinna z osobą mojej ślicznej prawnusieńki w roli głównej. Wciąż nie chce do mnie iść na ręce, jakby wiedziała, że prababcię boli kręgosłup, ale uśmiecha się. Wiem. Trzeba częściej odwiedzać maluszkę, aby nie traktowała mnie, jako osobę mało znaną. Mam nadzieję, że te zaległości odwiedzinowe będę mogła już wkrótce nadrobić. Liczę na to, że po operacji sporo się zmieni na lepsze.

W sobotę przyjechali do nas dwaj nasi prawnusiowie ze swoja babcią, a naszą córką. Stos pociętych pni dębowych, które mój mąż rąbie i układa jako opał na zimę od razu chłopcy zauważyli i zrobili sobie wspinaczkę. Dzieci w wymyślaniu sobie zabaw są niezwykle kreatywne. Potrafią zrobić sobie zabawę tam, gdzie nikt się tego nie spodziewa. Dlatego trzeba mieć przy nich oczy dookoła głowy. Ślicznie się cały czas bawili nawet w domu, w którym na ogół była cisza, tylko co jakiś czas słychać było tupot po schodach. Bo oni nie potrafią wolno chodzić, tylko biegają. Czasami przysiadając na stołeczku przy zmywarce zastanawiałam się, czy ja też tak kiedyś biegałam? Aż mi się to wydaje nieprawdopodobne, ale chyba tak było.

Dziś właśnie z mężem i z córką wróciliśmy do domu. Spotkałam się z siostrą i ze szwagrem. Było bardzo miło. Rozmawialiśmy o różnych sprawach, między innymi o wynikach wyborów. Napięcie ze mnie już opada. Może nie będzie tak źle, jak początkowo przewidywałam. Gdy podjechaliśmy do bramy, na spotkanie wybiegły nam pies i kot. (Napisałam ... wybiegły nam pis i kot i jak tu nie wierzyć w dosłowne jak i przenośne znaczenie słów). Zwierzęta biegły obok siebie zgodnym truchtem. Pewno pies dostał już od kota w cymbał i podchodzi do koleżanki (kotki) bez agresji.

Pogoda jest paskudna. Pada deszcz. Zrobiłam przez okno zdjęcia. Widać na nich krople deszczu i bure chmury. Co to za maj?

                        

                        

18:05, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 25 maja 2015
Po wyborach.

     Dopiero dziś wieczorem zaczynam spokojniej przyjmować wyniki wyborów. Ubiegła noc i cały dzisiejszy dzień były dla mnie bardzo trudne. Czułam się jak piłka z której ktoś spuścił powietrze. Trochę mnie uspokoił prof. Smolar, który w programie pana Lisa powiedział dziś, że nie wyklucza, iż pan Duda może będzie chciał się uniezależnić od PiS-u. Ale byłaby to zagrywka z jego strony. Ciekawa jestem, czy pan prezes, takiego obrotu sprawy nie przewiduje. I tym króciutkim wstępem kończę temat wyborów. Życie toczy się dalej i trudno byłoby zawiesić się na tej jednej sprawie.

     Chociaż z szoku już wychodzę, to jednak ze swobodnym myśleniem nie jest jeszcze u mnie najlepiej. Kolejne myśli ubrane w zdania wyciągam z głowy ze sporym oporem. Mam nadzieję, że z każdym dniem będzie coraz lepiej.

     Minęli już Ogrodnicy i zimna Zośka, maj się kończy, zieleń dokoła, a pięknej pogody nie ma. Podobno miesiąc czerwiec nie będzie zbyt upalny. Takie były długoterminowe prognozy. Na maj prognoza się sprawdziła, zobaczymy jak będzie z tą na czerwiec. Ponieważ za dwa tygodnie mam się zgłosić do szpitala, gdzie lekarz ortopeda będzie mi robił operację kręgosłupa, może taka pogoda jaka jest, będzie dla mnie lepsza, niż gdyby miało być bardzo gorąco. Na wszystko przecież można spojrzeć z paru różnych stron.

 

23:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
niedziela, 24 maja 2015
Cisza.

Jest we mnie cisza, zamyślenie i niepokój. Podobno, co ma być, to będzie. Ważny jest każdy  dzień, który mija i świadomość przeżywania tego, co jest tu i teraz. Takie jest życie.

Nie klei mi się dzisiejszy wpis. Muszę przyjrzeć się swoim myślom i różnym refleksjom. Może ranek i słonko przyniosą jutro lepszy nastrój, życie jest przecież pełne niespodzianek.

23:05, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
piątek, 22 maja 2015
Wybory wyborami, a życie toczy się dalej normalnie.

     Obejrzałam obie debaty kandydatów na prezydenta. Porozmawiałam na ten temat z rodziną i ze znajomymi i życie wróciło do normy. Do niedzieli nie oglądam już spotkań. Nie słucham obietnic. W niedzielę oddam swój głos i posłucham programu w telewizji, żeby wiedzieć, kto zostaje prezydentem. I na tym koniec. To nie znaczy, że mi wszystko jedno. Ja zagłosuję na spokój i przewidywalność, a co zdecyduje większość wyborców, zobaczymy. Liczę, ze zwycięży mądrość Polaków.

     W ostatnich dniach odbyło się odgruzowywanie mojego trochę zapuszczonego ostatnio mieszkania. Ponieważ u mnie już ani lata do tego, ani siły przyszła sympatyczna pani ze swoją synową i zaczęła się praca. Po ich wyjściu dom lśnił czystością. Okna umyte, firanki i zasłony uprane i powieszone, kurze zniknęły, podłogi tak czyste, że można na nich ciasto wałkować. Prawdę mówiąc, to nie wiadomo jak chodzić po takiej podłodze. Teraz zbieram każdy pyłek, czy okruszek. Całe szczęście, że taki stan nadzwyczajnego dbania o mieszkanie i podłogi nie trwa u mnie długo. Nigdy nie byłam pedantką, dzięki Bogu. Zresztą w sobotę przyjadą nasi prawnusiowie, to pomogą w doprowadzeniu mieszkania do normalności. Oczami wyobraźni już widzę perfekcyjnie wyczyszczoną podłogę zasłaną różnymi zabawkami, a pod stołem wszystko to, co spadnie w czasie jedzenia.

     Zostało mi jeszcze jedno zabałaganione pomieszczenie. Tam bałagan jest taki, że wstyd byłoby zaprosić tam sprzątające panie. To jest to pomieszczenie, do którego zawsze w chwilach różnych niespodziewanych odwiedzin wynosiłam wszystko, co mi przeszkadzało w pokojach. No i teraz należy albo oczy zamknąć i wychrzanić wszystko, jak leci do pojemników na śmieci, albo pracowicie przebierać różne "skarby" i skrawki papieru, wczytywać się w ich treść, żeby nie wyrzucić jakiegoś potrzebnego świstka. Czuję, że powinnam zastosować pierwszą metodę, a stosuję drugą i dlatego sprzątanie idzie mi jak krew z nosa. Na razie czekam na dzieci, będę przygotowywała posiłki i nie mam głowy do pracochłonnych porządków. Gdy dzieci wyjadą, to pewno wywalę wszystko, co mi w rękę wpadnie, żeby na czas mojej operacji zostawić dom sprzątnięty.

22:30, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
czwartek, 21 maja 2015
Na niepokoje.

Mo?e zaczn? dzi? od tego, ze jestem nastrojowcem. Do tego dochodzi jeszcze u mnie bujna wyobra?nia. W sumie jest to mieszanka mocno wybuchowa. Bardzo ?atwo wpadam z do?ka w jeszcze wi?kszy do?ek. Czasami jestem na górce i wtedy moja niestabilno?? emocjonalna jest ca?kiem sympatyczna. Rzecz jednak w tym, ?e te górki zdarzaj? si? du?o rzadziej, ni? do?ki. Ostatnio zamartwia?am si? tym, ?e prezydent Komorowski mo?e nie zwyci??y? w drugiej turze. I nie chodzi o to, ?e tak mi si? bardzo podobaj? jego dotychczasowe rz?dy, jak równie? ca?ej PO. Wiele rzeczy nale?a?oby zmieni?, ale nie na gorsze. A to gorsze niestety by?o, ale pami?? o tym okresie si? zaciera.

No i nagle i niespodziewanie wpad?am w jeszcze wi?kszy do?ek. Przeczyta?am w poprzednim Newsweeku artyku? zatytu?owany Potwór z Ameryki w dziale Nauka, no i wyobra?nia zacz??a dzia?a?. Ten potwór to superwulkan w Yellowstone. Jak pisz? naukowcy, mo?e on wybuchn?? lada chwila, bo cykl miedzy wybuchami podobno si? w?a?nie sko?czy? lub ko?czy. Dalej by?a wizja tego, co po wybuchu. Nie b?d? opisywa?a zagro?e?, bo artyku? jest dost?pny w czasopi?mie. W ka?dym razie skutki tego wybuchu to by?aby autentyczna Apokalipsa. No i jak tu nie wpa?? w dó?. A jeszcze jak sobie przypomn? opis ko?ca ?wiata przedstawiony w Biblii, któr? czyta?am jako dziecko, to w?os zaczyna podnosi? mi si? na g?owie.

Wiem, ?e te moje l?ki maj? bezpo?redni zwi?zek z wojn? i z traumatycznymi do?wiadczeniami. By?am wtedy dzieckiem i wydawa?oby si?, ?e by?am wzgl?dnie bezpieczna. Martwili si? o nas nasi rodzice, ale wra?liwo?? dziecka zosta?a wystawiona na du?? prób?. Mo?na powiedzie?, ?e zosta?am pokiereszowana przez wojn? i ?e ci?gnie si? to do dzi?.

10:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
niedziela, 17 maja 2015
Moje zwierzęta.

  Dla odwrócenia uwagi od wyborów dziś zajmuję się moimi zwierzętami. Mam kota  (koteczkę) i pieska. Zwierzęta są  już z nami razem około 2 lata, ale przyzwyczajają się do siebie wolniutko. Początkowo była gonitwa, czyli pies gonił kota, a kot wiał, gdzie mu było najbliżej do bezpiecznego miejsca. Później kot zaczął zapuszczać się na psi teren, cały czas uważnie obserwując, gdzie jest pies i co on robi. Po czym nastąpił czas oswajania się. Nie jest to jeszcze zażyłość, ale pewne oznaki zbliżania się do siebie                             

                                         

Tu kotka wyszła przez okno na specjalny podest zrobiony dla niej i zastanawia się, czy zeskoczyć na podłogę, czy lepiej poczekać, aż pies zejdzie ze schodów. A nuż ją dopadnie. Chwila zastanowienia się.

                                         

Pies siedzi na schodach i udaje, że kotki nie widzi. Chyba nie ma zamiaru zrobić jej krzywdy. To poczciwy piesek. Ale ustąpić kotu miejsca trochę nie wypada. Poczekajmy.

                                         

A może by tak jednak zejść. Próbujemy.

Jak z powyższych zdjęć i z tekstu wynika, mam kota, a właściwie dwa na raz. Jeden ten, co się czai i drugi mój osobisty.

Zdjęcia moje własne. Dziś sama je robiłam i sama je wstawiłam. Pochwalę się trochę. A co?

19:12, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (32) »
 
1 , 2 , 3