RSS
środa, 31 maja 2017
Kłopot.

 Dziś wieczorem usiadłam do komputera, aby odpowiedzieć na komentarze i ku swojemu zdumieniu dowiedziałam się, że nie mogę dodawać komentarzy do swojego bloga. Informacja była taka:

Twój login lub adres IP został zastrzeżony przez autora blogu/administrację serwisu.

Nie przypominam sobie, abym zwracała się do administracji serwisu o zastrzeżenie mojego  bloga. Co prawda mogłam kliknąć gdzieś przez przypadek, ale staram się panować nad swoim klikaniem. Tak, że na razie nie mogę odpowiadać na Wasze komentarze. Co gorsza, nie wiem, co mam teraz zrobić, aby przywrócić możliwość komentowania. Jak przywrócić to, co mi zablokowano? Dla mnie jest to spory kłopot, bo znowu muszę szukać kogoś, kto mi pomoże.

Na dodatek jestem dziś bardzo zmęczona. Z niechęcią myślę o tym, że za chwilę trzeba będzie wstać z krzesła i przejść kilka kroków do łóżka. Po dzisiejszym pieleniu ogródka z trudem się ruszam. Dopiero teraz dokładnie widać, w jakiej jestem kondycji. Obijanie pleców ruptorem, to nic w porównaniu z pieleniem. Co prawda siedziałam przy pracy na małym stołeczku, ale cały czas się ruszałam. Wyciągałam ręce razem z górną połową ciała do przodu, na boki, tam gdzie było zielsko. Nie mam jednak co narzekać. Przez pół dnia miałam dziś dodatkową rehabilitację i do tego na świeżym powietrzu (w którym było pełno krwiożerczych komarów).

Do jutra.



22:59, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (2) »
wtorek, 30 maja 2017
Wpadłam tu dziś tylko na chwilkę.

Dziś po terapii  z trudem się poruszam i z trudem myślę. Czuję się, jak wykręcona gąbka. Z trudem podnoszę się z krzesła, a byłam tylko obijana ruptorem i miałam rozciągane mięśnie. Nie było pracy z powięziami.

Jutro odpowiem na komentarze i wstawię nowy wpis.

18:53, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 maja 2017
Nie kijem go, to pałką.

   

 

Nie potrafię ani mówić ani pisać, w języku angielskim. W języku polskim - proszę bardzo, ale do języków obcych chyba jestem antytalent. A tu niespodzianka.  Napiszę coś po angielsku i drobnym druczkiem przetłumaczę na język polski. Odbędzie się to jak w cyrku u iluzjonisty.

Text: Hello all my readers. I'm very pleased that I can refer to you today in the English language. So I would like to learn English, because it and the brain work good and almost all adult Poles know this language. But it is so difficult for an older person firmly. 

Tekst:

Witam serdecznie wszystkich moich Czytelników. Bardzo mi miło, że mogę zwrócić się dziś do Was w języku angielskim. Tak bardzo chciałabym się nauczyć języka angielskiego, bo to i na pracę mózgu dobrze wpływa i prawie wszyscy dorośli Polacy znają ten język. Ale to jest takie trudne dla mocno starszej osoby.

Nie wiem, czy ten tekst jest dobrze napisany w języku angielskim, bo dalej jestem głąb i niedouk z tego języka, ale za radą Dobrego Duszka poszukałam tłumaczenia tekstu w internecie i wstawiłam, to co mi wyskoczyło. Jestem bardzo zadowolona. Takie tłumaczenie z pewnością jest lepsze niż żadne. A ja będę mogła teraz porównać tłumaczenie w książce dwujęzycznej i w tłumaczu tekstów. Co prawda, to nie jest żadna nauka, tylko taka sztuczka, ale......Łatwiej mi teraz będzie przetłumaczyć tytuły piosenek zapisane w języku angielskim i angielskie nazwy w programie graficznym Inkscapa.

A swoją drogą zachodzę w głowę, jak to tłumaczenie się odbywa. Nie dosyć, że darmowe, to błyskawiczne. I nie poszczególne wyrazy, tylko cały tekst. To jest" świat jak z bajki, a prawdziwy".  



17:08, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (5) »
czwartek, 25 maja 2017
Wieczorową porą.

Jest wieczór. Po pracowicie spędzonym dniu (pielenie w ogródku i pranie) siedzę teraz przed komputerem i myślę. Jutro jest Święto Matki. Chłopiec będzie recytował mamie przygotowany wiersz z podkładem muzycznym. Jestem bardzo ciekawa, jak sobie poradzi?. Czy głos z telefonu będzie wyraźny? Czy muzyka nie będzie dominowała nad tekstem? Czasu na przygotowanie recytacji i na nagranie jej było bardzo mało, bo tylko godzina. Trudności było sporo. Chłopiec sam wybrał muzykę i bardzo się starał, żeby ładnie wiersz powiedzieć. Oczywiście wszystko można było lepiej dopracować, ale w tak krótkim czasie i tak chłopiec świetnie się spisał. Mam nadzieję, że jeśli nie mama chłopca, to sam chłopiec mi opowie, jak było.

Wyniesione już zostały kwiaty na taras, na którym zrobiło się zielono i kolorowo. Oprócz drzewek, ustawione zostały na tarasie doniczki z kwitnącymi kwiatami.  Miło teraz jest usiąść przy stoliku z herbatką i ciekawą książką.

Zaczynam lepiej chodzić, ale zarówno chodzenie, jak i praca w ogródku męczą mnie, niestety. Podejrzewam, że przyczyna jest taka, iż zbyt dużo siedziałam, a za mało się ruszałam. Żeby się trochę wzmocnić zaczęłam znów ćwiczyć przerwaną po mikroudarze jogę leczniczą. Oczywiście te ćwiczenia są ostrożne ze względu na implant w kręgosłupie, ale delikatnie próbuję wrócić do formy.

Jutro prawdopodobnie przyjadą do nas wieczorem nasza wnuczka z chłopcami i ze swoją  koleżanką. Pewno zrobię dla nich gołąbki z młodej kapusty z nadzieniem z mięsa kurczaka i ryżu.

Czyli żyję bardzo aktywnie.

 



23:28, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
wtorek, 23 maja 2017
Czy to moje plecy?.

Dziś jestem tak poobijana jak grucha. Pan rehabilitant wziął jakieś urządzenie, które mi tak sprało całe nogi i plecy, że trudno mi się teraz ruszyć. Z przykrością opieram się plecami o oparcie krzesła. To urządzenie wydaje z siebie mocne impulsy (pewno elektryczne), które piorą mięśnie bez litości. Później następuje rozciąganie mięśni, a na koniec wkracza sam szef i odkleja powięzie i pracuje nad tym, aby zmiany, które zachodzą w ciele, przyjęła do wiadomości głowa i żeby je zaakceptowała. Na stole leżę około 2 godzin. Wciąż mam kłopoty z chodzeniem, ale już widać pewną poprawę.

Operację halluksa odwołuję. Myślę, że rehabilitacja będzie bardziej korzystna, niż operacja, po której kilka miesięcy miałabym większe problemy z chodzeniem, niż mam je obecnie.

Resztę wpisu w trakcie publikowania mi zeżarło. Dobrze, że odzyskałam przynajmniej kawałek. Część, która pofrunęła w eter była mniej więcej takiej długości, jak tekst, który udało mi się odzyskać. Zupełnie nie rozumiem dlaczego w czasie publikowania znikają napisane teksty. Pewno trzeba je przed publikowaniem zapisywać, a nie zawsze o tym pamiętam.

22:35, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
niedziela, 21 maja 2017
Dziś mój świat wewnętrzny się zbiesił.

 

Dziś nie jestem w najlepszej formie. Do głowy przychodzą mi jakieś czarne myśli. Może to sprawa mojego wieku, może zmieniającej się pogody. Nie wiem. Wiem, że nie jest dobrze kłaść się do łóżka z takimi myślami w głowie, tym bardziej, że za oknem jest noc, zerwał się wiatr i zanosi się na zapowiadaną burzę. Toteż dla odwrócenia uwagi od różnych zagrożeń i z myślą o poprawieniu nastroju, wstawiam przepiękny liryk Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego Pokochałem ciebie.

23:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
piątek, 19 maja 2017
Chyba przeceniłam swoje mozliwości.

Nie wiem, od czego zacząć dzisiejszy wpis. Wiem, co chcę napisać, ale nie chciałabym, aby wszyscy moi mili Czytelnicy, po przeczytaniu moich wynurzeń uznali, że jestem osobą kopniętą w mózg. Wystarczy, że sama mam świadomość, że to, co rozpoczęłam jest śmieszne, a ja jestem po prostu osobą, która się ośmiesza.

Ciąg dalszy wpisu będzie jutro. Chcę jeszcze raz przemyśleć swoje niefortunne poczynania i przygotować się do tego, aby wziąć na swoją klatę, to co jest prawdopodobnie nieuniknione.  A więc do jutra.

 

Chyba najlepiej będzie, gdy zacznę od początku.

Jakiś czas temu moja dawna uczennica poleciła mnie swojej koleżance mówiąc, że jestem osobą, która może pomóc jej synowi w opanowaniu gramatyki. Ja po namyśle zgodziłam się. Co prawda jestem już osobą w zaawansowanym wieku, ale w 2002 roku wydana została moja książka, w której gramatykę języka polskiego przedstawiłam w postaci mapy myśli. Pomysł zaczerpnęłam z książki Tony Buzan Barry Buzan Mapy twoich myśli. Mindmapping, czyli notowanie interaktywne. Łódź 1999 "Rav". Co prawda od roku 2002 upłynęło już 15 lat, a ja przez ten czas do gramatyki, nawet swojej własnej, zbyt często nie zaglądałam, ale pomyślałam, że takie zajęcia mogą być z korzyścią dla obu stron. Chłopiec przy mnie jeszcze raz podejdzie do tych zagadnień, z którymi nie do końca sobie radzi, a ja poruszam mózgiem, co w moim wieku jest ogromnie ważne. Pomyślałam także o tym, że  przy gimnastykowaniu mózgu ważna jest różnorodność  zajęć. Obok różnego rodzaju krzyżówek, blogowania, do którego trzeba też mocno używać mózgu,  wyjaśnianie różnych trudności związanych z gramatyką będzie bardzo korzystne i dla chłopca i dla mnie.

Okazało się, że chłopiec ( ucz, VI kl.) jest czwórkowym uczniem, co dodatkowo upewniło mnie, że będzie dobrze. Aby być w porządku wobec dziecka i jego matki powiedziałam, że jestem już osobą leciwą i że gdyby okazało się, że chłopiec zamiast korzystać, traci czas u mnie, to przerywamy spotkania. Te spotkania potraktowałam jako bezinteresowną pomoc. I do tej pory wszystko szło dobrze. Dostawałam sygnały od matki, że chłopiec chętnie mnie odwiedza i że lepiej sobie radzi.

Ale diabeł mnie podkusił, aby pokazać dziecku, ze może ładnie recytować wiersze, a od matki usłyszałam, że ma z tym problemy. Właśnie zbliża się Dzień Matki i pomyślałam, żeby tę okazję wykorzystać. Znalazłam odpowiedni wiersz, chłopiec przy mojej pomocy wyszukał odpowiednią muzykę, która ma być podkładem muzycznym do wiersza i zaczęliśmy ćwiczyć recytację z muzyką w tle. Pomysł jest taki, że chłopiec mamie da kwiaty w dniu jej święta, złoży życzenia od siebie, a później z telefonu komórkowego puści jej nagranie swojej recytacji z muzyką. 

Gdy jeszcze pracowałam w szkole, mogłam korzystać z dwuścieżkowego magnetofonu, na który uczniowie nagrywali swoją interpretację utworu poetyckiego, a później sami dobierali do niej muzykę. Na koniec łączyło się to w całość. Uczniowie bardzo lubili takie zajęcia i pomyślałam, że ten pomysł i tu wykorzystam. ale tu zamiast dwuścieżkowego magnetofonu mam do dyspozycji tylko dyktafon w telefonie komórkowym. I powstaje pytanie - jak nagrać całość, żeby to nie był gniot.

Już usłyszałam, że tego przyzwoicie zrobić się nie da. Że może z tego wyjść parodia recytacji, a ja tylko się ośmieszę.

Nie lubię się wycofywać, tym bardziej, że chłopcu chyba podoba się nowe doświadczenie. Na moją propozycję, że puści nagranie mamie, powiedział, że tacie też. Chyba chce się pochwalić. A ja nie mam pewności, czy będzie czym.

A ja? Na razie siedzę w domu odtwarzam sobie w głowie sposób jego recytowania (jak z magnetofonu), zastanawiam się, które części recytacji można już zostawić i chłopcu powiedzieć, że robi to świetnie, a na co jeszcze dziecku zwrócić uwagę. Czyli, co poprawić i w jaki sposób?

Wiem, że może z tego wyjść wielki niewypał. On, niezależnie od tego, jak mu pójdzie składanie życzeń i recytacja z telefonu, tylko na tym skorzysta, a nic nie straci. Ja mogę się ośmieszyć partaniną. Ale czy ja jestem ważna w całym tym przedsięwzięciu? Nie! Ważny jest chłopiec i jego wiara w siebie. Trudno jeśli się ośmieszę, przyjmuję to na swój garb, jako rzecz mi należną i przechodzę nad tym do porządku. 

20:28, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
sobota, 13 maja 2017
Poezja i muzyka.

Uważam, ze nasze życie jest poezją. Jednak tylko nieliczni potrafią tę poezję w życiu zobaczyć i ją zamknąć w słowach. Ja się do tej grupy ludzi, niestety, nie zaliczam. Do tego trzeba mieć i duszę poety i niezwykłe widzenie, i czucie. Wyobrażam sobie, że poeta widzi nie tylko kształty i kolory. Ale także czuje nawet to, co jest trudne do nazwania. Potrafi z tego stworzyć nowy obraz.

Zawsze lubiłam dobrą poezję. Ostatnio lubię ją łączyć z muzyką. Siadam do komputera,  wybieram jakiś piękny liryk i staram się połączy go z utworem muzycznym, który podkreśla jeszcze jego rytmikę i piękno. Gdy pracowałam w szkole, to mogłam na aparacie dwuścieżkowym nagrywać osobno głos i osobno muzykę, a później nagranie łączyć w całość. Teraz takich możliwości nie mam. Mogę korzystać wyłącznie z telefonu komórkowego i jest to spora trudność. Za to jaka to jest wspaniała zabawa. A ile przy niej jest wewnętrznych przeżyć. 

Bardzo mi przykro, że nie mogę zaprezentować mojej twórczości, przez małe tfu (jak mawia moja koleżanka). Mogę za to skorzystać z gotowców, czyli utworów poetyckich już połączonych z muzyką przez ludzi, którzy potrafią to zrobić i robią to świetnie.

17:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
niedziela, 07 maja 2017
Co to jest starość?

Wojciech Młynarski

Starość to nie jest wiek

Czasem nie palę światła
I w zmierzchu patrzę szarość
I wraca myśl niełatwa:
"Odpowiedz - czym jest starość?"
Trudne pytanie, fakt
Odpowiedź zaś brzmi tak...

Kolejny wiosenny śnieg
Do morza popłynął Wisłą
Starość to nie jest wiek
Starość to stan umysłu
Kolejny misterny ścieg
Drzewom korony pozmieniał
Starość to nie jest wiek
Starość to punkt widzenia

A życie jest tak ciekawe
I taką treść ma i formę
I umie być tak jaskrawe
Tak piękne, tak niepokorne
Że każdym z życia kolorów
Zachwycam się od początku
I dokonuję wyboru
Wybieram coś na pamiątkę

Czy jabłoń była słodsza
Ptak leciał bardziej szparko
Kiedy ja byłam młodsza
I gdy nosiłam warkocz?
Może to prawda, lecz
Jest jeszcze inna rzecz...

Zielony wiatr z nieba zbiegł
Zielonym zaśpiewał listkom
Starość to nie jest wiek
To zimna myśl, że wiesz wszystko
Otoczył blask chmurki brzeg
I za nią wyruszył w pościg
Starość to nie jest wiek
To długie dni bez radości

A ja swe szanse oceniam
Błyszczy w pasjansie król karo
I myśli stan, punkt widzenia
U mnie nie zmienia się w starość
Bo ja wśród barwnych różności
W życiu jak w sklepie za szybą
Umiem nie wybrać starości
A przecież starość to wybór.

To prawda. Zieleń w mojej młodości miała taki sam zapach, jak dziś. Dzisiejszy uśmiech, tak jak kiedyś, wyraża radość, marzenia są wciąż, choć są już trochę inne niż kiedyś, ale ciągle są. Przeżyte do tej pory życie, to bogactwo doświadczeń i tych miłych, radosnych i tych trudnych, które kształtowały dorosłość.

Czy można na coś narzekać? Chyba tylko na zdrowie, które już nie jest takie, jak kiedyś. Tuż po przejściu na emeryturę, gdy byłam dużo młodsza, niż dziś, czasami czułam się jak człowiek stojący wraz z łódką w spokojnej zatoczce, podczas, gdy młodzi i silni płyną obok szybko razem z nurtem rzeki. Dziś w tej zatoczce jest mi już całkiem dobrze. Nie muszę się nigdzie spieszyć. Przeżywam swoje życie spokojnie i znajduję w nim jeszcze całkiem dużo radości. Mam rodzinę, swoje miejsce w życiu, zajmuję się tym, co lubię. A że nie zwiedzam, nie podróżuję - trudno. Wszystkiego mieć nie można. Zresztą, wcale nie jest powiedziane, że już się nic u mnie nie zmieni w zakresie zwiedzania i podróży. Życie jest tak nieprzewidywalne.

I jak zwykle coś dla serca i uczuć, czyli sentymentalna muzyka. Nie wiem, czy już jej wcześniej nie wstawiałam, ale pięknych utworów nigdy nie jest zbyt dużo.

17:09, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »
czwartek, 04 maja 2017
Pochmurny i mokry czwartek.

               

Dzisiaj od rana lało. Teraz wyjrzało słonko, to lecę do ogródka dosadzić kilka krzaczków  poziomek i truskawek. Jakoś wyjątkowo w tym roku mam ochotę na uprawy. Co prawda, przy pochylaniu się, nie czuję się komfortowo, bo boli mnie kręgosłup, ale myślę, że znajdę sposób, aby zadbać i o roślinki i o kręgosłup, a owoce to będzie zysk dodany.

Dzisiejszy wpis będzie krótki, bo "coś" mnie bierze. Kicham jak armata. Chustek higienicznych noszę przy sobie po kilka paczek, a i to nie zawsze zdążam wyciągnąć jedną, taki mam katar. Pewno jakaś infekcja daje mi znać o sobie. Za chwilkę idę do łóżka wygrzanego gorącym termoforem.

Jeszcze tylko sympatyczny, pogodny akcent muzyczny i poetycki i.......... Dobranoc.

20:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2