RSS
wtorek, 29 maja 2018
Z trudem udało mi się tekst wysłać do bloga.

Co się dzieje z bloxem? Dziś kilka razy pisałam, a tekst uciekał. Chwilami nie mam już cierpliwości.

Dzisiejszy wyjazd na rehabilitację przemyślałam wcześniej. Starałam się przewidzieć wszystkie czyhające zagrożenia. Na wszelki wypadek zabrałam mały ręcznik, aby w razie upału zmoczyć włosy chłodną wodą i lekko wytarte schować pod słomkowym kapeluszem z szerokim rondem. Ale nie było takiej potrzeby. Był upał, ale znośny. Większy był mój strach, niż czające się niebezpieczeństwo.
No i dzisiaj pan Jurek najpierw mnie słusznie opitolił, że nie ćwiczę i wziął się za mnie, czyli pokazał, co mam robić na dużej piłce. Ćwiczenia raptem cztery, czyli można byłoby przypuszczać, że to tzw. drobiazg. A efekt tych ćwiczeń jest taki, że teraz, gdy już siedzę w domu, czuję się jakby po mnie przejechał jakiś ciężki pojazd. Jestem rozwalona na kawałki. Z trudem się ruszam. A do domu wracałam w spódnicy przewróconej na lewą stronę, ze szwami na wierzchu. Tak paradowałam przez kawał Warszawy i mojej miejscowości, nie licząc pociągu.

Hymne a I amour - Andre Rieu.

19:25, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 28 maja 2018
Uff! Ale upał!

Wczoraj lało, a dziś boję się wyjść do ogródka, tak praży słońce. Po ostatnich opadach będę się starała dziś opryskać rośliny. Nie będą to jednak żadne opryski chemiczne. To jakiś nowy wynalazek, czyli oprysk, który wzmacnia system korzeniowy roślin, spulchnia glebę i przeciwdziała chorobom grzybowym i różnym patogenom, a w oprysku tym są jakieś bakterie, które naukowcy chyba japońscy wyselekcjonowali i które nie tylko, że nikomu nie szkodzą, ale podobno dobrze działają także na florę bakteryjną człowieka i można opryskane rośliny jeść nawet bez mycia. Namiary na ten oprysk dostałam od mojej córki, która jest ekologiem zawołanym, podobnie jak jej mąż.

"Preparat EM5 ogranicza patogeny roślin poprzez zasiedlenie środowiska konkurencyjną dla nich mikroflorą, wzmacnia naturalną odporność roślin i odstrasza szkodniki." To jest cytat przepisany z butelki.

Ten preparat stosuje się do oprysku na mokre liście i na mokrą glebę. Właśnie opryskiwacz stoi koło mnie. Butelki (2), Bo zawartością jednej pryska się rośliny, a zawartością drugiej - glebę.

Moja córka nie stosuje żadnych oprysków chemicznych, a rośliny pięknie jej rosną. Pomidory bez chemicznych oprysków, według mnie, mają zupełnie inny, dużo lepszy smak, niż te pryskane. Zobaczę, jak te nowe, całkowicie ekologiczne opryski, u mnie się sprawdzą.

17:23, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
niedziela, 27 maja 2018
Z ostatniej chwili.

Dziś rodziny niepełnosprawnych zawieszają protest. Mogę się domyślać, że muszą odpocząć od długotrwałego i bardzo trudnego wegetowania w sejmowych pomieszczeniach bez dostępu do podstawowych wygód. Bardzo tym ludziom współczuję i życzę, aby ich protest nie poszedł na marne. A podobno rząd, który sam o sobie mówi, że jest dobrą zmianą, ma dbać o wszystkich swoich obywateli. O najsłabszych w szczególności. I myślę, że tu nie jest potrzebna żadna polityka, tylko zwykła przyzwoitość i okazanie miłości i wsparcia swoim ciężko doświadczonym przez los współbraciom.


Po delikatnym opierdolu od pana Jurka dziś na nowo rozpoczęłam gimnastykę według metody Feldenkraisa. Ćwiczyłam kolana, bo bolą mnie szczególnie podczas wstawania z pozycji siedzącej. Pan Jurek stwierdził, że ten ból jest dlatego, że zbyt dużo siedzę. Pewno ma rację. To on jest specjalistą, a nie ja. No więc podłożyłam sobie pod różne bolące miejsca poduszeczki, złożone wielokrotnie koce i ćwiczyłam zgodnie ze wskazówkami około godziny. Oczywiście najlepiej mi się ćwiczyło polecenie: - A teraz połóż się plecach i odpocznij sobie.

Patrzę za okno i widzę piękny słoneczny poranek. Ostatnie ulewy zmyły cały brud i kurz z roślin i od razu nabrały one blasku. Obiad wstawiony, a ja idę do ogródka. Zobaczę wschodzące ogórki, może uda mi się opalikować pomidory z mojej rozsady. Sadzonki nie są jeszcze wysokie, ale rosną szybko, bo mają stworzone dobre warunki. A mnie ciągnie do ogrodu. Nie wiem, czy w ogrodzie można się zakochać, ale u mnie chyba widać pierwsze tego objawy.

Co prawda mogłabym się zakochać w kuchni i zrobić w niej porządek, ale tu oznak żadnej miłości nie czuję. Nawet mogę stwierdzić, że mnie z niej wyrzuca. Nie będę przecież wojowała sama z sobą. I to jeszcze w takiej sprawie. Mogę wojować o swoje zdrowie. I tu nie ma taryfy ulgowej, ale bałagan? Albo jeden bałagan widziałam, a czy zawsze mam porządek? W kuchni o porządek jest najtrudniej. Zawsze coś jeszcze można zrobić, a ja aż taka porządnicka nie jestem. I trudno. Pewno tak ma być.   

12:05, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
sobota, 26 maja 2018
Pogoda na dworze i we mnie.

 Za oknem leje deszcz, błyska się i grzmi. Siedzę w domu i czekam aż ulewa się skończy i będę mogla wyjść do sklepów. Do tej pogody za oknem dołącza pogoda ducha. Co prawda nie jest ponura, ale do wesołości też mi daleko. Patrzę na to, co dzieje się w sejmie z  osobami niepełnosprawnymi i ich matkami. Serdecznie im  współczuję i zastanawiam się jak to jest. Biskupi naciskali, aby kobieta musiała rodzić każde dziecko i to bardzo niepełnosprawne też. Nawet takie bez szans na dalsze życie. Zanosiło się na uchwalenie ustawy dalej ograniczającej wolność wyboru kobiety. Ale gdy trzeba dać tym ludziom żałosne wsparcie finansowe dla już narodzonych, to nagle brak jest kasy. A właściwie o co walczą rodzice osób z niepełnosprawnością? O jałmużnę. Bo trudno inaczej nazwać kwotę o która się dopominają.

Tak się składa, że trochę wiem ile kosztuje rehabilitacja. I mam świadomość z czym borykają się rodziny osób niepełnosprawnych.

Słyszę o ogromnych nagrodach dla członków rządu.  Dowiaduję się  z zapowiedzi premiera, o budowie iluś nowych mostów i o budowie w Baranowie pod Grodziskiem Centralnego Portu Lotniczego.

Ogromne pieniądze idą idą na ochronę prezesa, na miesięcznice, na "dochodzenie prawdy o Smoleńsku"itd. itd. Tylko nie ma ich dla ludzi pokrzywdzonych przez los - dla osób niepełnosprawnych.

Czytam, że niepełnosprawni - to mały elektorat i że jest to brane pod uwagę przy rozdzielaniu kasy. Jeżeli to byłaby prawda, to można byłoby swoją opinię wyrazić jednym słowem - podłość.


Kilka słów o mnie. W tym roku bardzo dbam o działkę . Siedzę, kopię, sieję, pielę, W okolicach południa tak mnie morzy sen, że idę do domu i kładę się do łóżka na kilka minut aby się zrelaksować. Po czym odpływam. Zasypiam.

Wczoraj obudziłam się, spojrzałam na zegarek i aby się upewnić jaka to jest pora dnia zapytałam córkę, która to jest godzina ósma rano, czy ósma wieczorem. Okazało się, że ósma wieczorem.





15:37, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
niedziela, 20 maja 2018
I tak dalej....

Ostatnio zawiesiło mi się pisanie. Polityka ma duży wpływ na moje życie, ale nie będę poruszała tematów z nią związanych, bo nie chcę sobie psuć humoru. To czym się zajmuję? Więc wstaję znacznie wcześniej niż wstawałam jeszcze miesiąc temu, czyli około godziny szóstej lub siódmej i po ochlapaniu się chłodną wodą idę do ogródka. Meszki i komary mnie rąbią, a ja dzielnie wyrywam zielsko. Właśnie zlikwidowałam już jedno poletko dorodnych pokrzyw, z których zrobiłam gnojówkę do podlewania roślin. Jutro wycinać będę następne pokrzywy. Nie będę ich wyrywać, tylko zetnę, żeby odrastały na następną gnojówkę. I w taki oto sposób, prawie uporałam się z zielskiem na działce.

Teraz siedzę w domu. Wszystkie rośliny podlane. I te w ogródku i te na tarasie. A ja zaczynam  sobie uświadamiać, że wpadłam właśnie w następny kanał. W ubiegłym roku był to kanał przerobowy. Przez całe lato produkowałam zapasy na zimę. Jeszcze lwia ich część stoi w piwnicy, choć rozdałam już sporo słoików i sama trochę ich zużyłam. W tym roku zmieniłam tylko kanał na działkowy. Już sobie obiecałam, że w słoikach zamknę tylko to, co urośnie na działce i czego nie damy rady zjeść na bieżąco. Jedynie pomidorów zrobię dużo, bo w zimie potrzebne są prawie do wszystkiego, a swoje przeciery są niezastąpione. Ale już widzę, że dziki bez (trzy krzaki) pięknie kwitnie, więc pewno będą całe grona czarnych jagódek do przerobienia. Kwitną i zawiązują owoce  truskawki. Dużo zielonego owocu mają borówki kamczackie, które dojrzewają już na początku czerwca i wtedy szybko trzeba je zbierać, bo łatwo opadają na ziemię. W smaku są lekko cierpkie, ale wartości zdrowotnych mają mnóstwo. W tym roku dosadziliśmy jeszcze dwa następne krzaki. Dosadzone zostały także dwa krzaki porzeczki (białej i czarnej) oraz krzak agrestu. czyli na nudzenie się nie mam czasu.

23:05, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
piątek, 11 maja 2018
Ogródek.

Muszę się pochwalić. Zerwałam się z łóżka o godzinie 6 i pomknęłam na działkę do roboty. Było rześkie powietrze i rój cholernych meszek, który rzuciły się na mnie, jak stado tygrysów. Ale nic nie było w stanie mnie wygonić z zagonków. Teraz pieką mnie całe nogi i ręce, a ja rozdrapuję do krwi swędzące miejsca. Trudno. Coś za coś. Ale za to jaka to przyjemność była brodzić w gęstej, zielonej trawie, która rośnie przed domem. Gracowanie było mniejszą przyjemnością, ale to przecież gimnastyka. Myślę, że pan Jurek by mnie pochwalił. A swoją drogą to, że mogę się spokojnie zabrać do takiej pracy w ogródku, to zasługa pana Jurka i pana Mateusza, który rozciąga moje stare gnaty. Nie lubię co prawda ani mówić, ani pisać o starości, bo nie czuję zbyt mocno swojego wieku, ale, niestety, licznik bije.

Jest godzina 8,40, a ja już wróciłam z ogródka. Wygracowałam zielsko z grządek, na których dziś po południu posadzę pomidory z mojej rozsady. Wyhodowałam ją sama. W ubiegłym roku dostałam od córki kilka sadzonek pomidorów dosyć odpornych na choroby i wysuszyłam z nich pestki. Dziś sadzonki pójdą już do gruntu.

Kotka uważnie obserwowała, co ja wyprawiam i po mojej skończonej pracy poszła obejrzeć efekty.  Chyba zaakceptowała moje działania.

I tu miały być zdjęcia. Wcześniej zdjęcia wstawiałam ale dziś znowu nie umiem ich wstawić. 

09:20, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
środa, 09 maja 2018
Nowe spojrzenie.

Właśnie leży przede mną książka Emerana Mayera Twój drugi mózg. Komunikacja umysł - jelita. Jak zależność mózg - jelita wpływa na nasz nastrój, decyzje i stan zdrowia. A z tyłu książki notki:

"Wybitna książka lekarza, uczonego i światowego eksperta, który od ponad 40 lat wnikliwie bada zależności łączące mózg i jelita."

"Kilka lat temu byłoby to science fiction, ale obecnie nauka potwierdza, że mózg, jelita i drobnoustroje jelitowe porozumiewają się we wspólnym języku biologicznym. Czy mikroby jelitowe mogą modulować pracę i strukturę naszego mózgu?"

Dopiero zabieram się do czytania książki, która ma 355 stron. Od dawna wiadomo, że dobre trawienie ma ogromny wpływ na zdrowie człowieka. Nie mam zwyczaju przeliczać wszystkich zjadanych kalorii. Jem po prostu to, co mi smakuje i co aktualnie znajduje się w lodówce lub co ugotuję. Ale może warto zmodyfikować jadłospis tak, żeby zdrowiej się odżywiać. Wiem, że należy jeść surówki, ale ja po zjedzeniu ich czuję niestrawność, więc muszę się im uważniej przyjrzeć. 

Dziś na obiad będzie biały barszcz z jajkiem i kawałkiem kiełbasy + sporo majeranku i do tego ziemniaki. Barszcz, oczywiście, zakwaszany sokiem z cytryny i bez żadnych sztuczności w postaci gotowców. I ten obiad nie będzie wynikiem świeżo czytanej książki, tylko po prostu mam ochotę na taki obiad.

I myślę, że warto poznawać różne nowości, ale trzeba też zachować zdrowy rozsądek przy wprowadzaniu różnych zmian wszędzie, w jadłospisie też.

10:16, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
wtorek, 01 maja 2018
To prawie szok!

                   

Wyszłam dziś przed dom. Słonko świeci, ale upału jeszcze nie ma. Rozejrzałam się po moich zagonkach. Tylko niektóre ją już obsadzone roślinkami, reszta czeka, aż miną przewidywane przymrozki. No i widzę, że na moich zagonkach już rośnie zielsko, chociaż go nie siałam. Pomyślałam, że trzeba je trochę podciąć, póki nie ma jeszcze upału. Poszłam więc na drugą stronę przegrodzonego ogródka po narzędzia ogrodnicze. Po drodze podbiegła do mnie Fionka - nasza dwuletnia suka. Jest to duży wyrośnięty pies. Trafiła do nas jakieś półtora roku temu. Jest zadbana, wykarmiona, wypieszczona, z futrem rudym jak na miśku. Nadstawiła łeb do głaskania, wymiziałam ją za uszkami, sprawdziłam, czy ona i drugi nasz piesek ( bardzo już stary) mają wodę i poszłam do komórki po grackę. Fionka uradowana szła za mną krok w krok. Gdy jednak zobaczyła, że biorę do ręki kij na którym osadzona była gracka, to nagle odwróciła się i w dzikim popłochu dała nura do piwniczki. Widocznie uznała, że tam będzie bezpieczna. A ja najpierw się zdumiałam, a później zrobiło mi się bardzo przykro. Nigdy nikt u nas nie zakrzywił na nią nawet palca, żadnych krzyków i karcenia, a ona się boi. Wiem, że została znaleziona razem z matką i rodzeństwem w lesie. Była wtedy w opłakanym stanie, ale wtedy była psim niemowlakiem, a wciąż towarzyszy jej jakiś lęk trudny do opanowania. Co ona musiała przejść, jeśli sam widok kija po dwuch spokojnych latach budzi w niej takie przerażenie. I kto to zrobił? Co to za człowiek? Wywieźć skatowaną sukę ze szczeniakami do lasu, jak zbędne śmieci? A podobno człowiek - to brzmi dumnie. I pewno to Polak  - katolik, pełen miłości i miłosierdzia, co niedziela uczęszczający do kościoła. Co się dzieje z takimi ludźmi, że wyżywają się na istotach bezbronnych? Jakie było ich dzieciństwo i dorastanie? Przecież człowiek nie rodzi się zły, to skąd zdarza się taka znieczulica na cierpienie żywych istot? Ten lęk Fionki był dla mnie jak podcięcie batem. Zamyśliłam się i jest we mnie żal, że tego, co zadziało się kiedyś, nie da się już wymazać z psiej świadomości, ale także i ze świadomości tego człowieka, który być może w ten sposób odreagowuje swoje krzywdy i upokorzenia.

Zamyśliłam się...... 

10:20, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »