RSS
niedziela, 29 czerwca 2014
Dobro i zło.

Minął już najdłuższy dzień w roku. Lato jeszcze wciąż w pełni, a pogoda już lekko jesienna. Deszcz dzwoni o szyby. Za oknem noc i błyskawice rozdzierające niebo. Pies śpi w piwnicy na pachnącym sianku, a kot wyleguje się leniwie na tapczanie. Mój mąż ogląda jakiś program w telewizji, a ja usiadłam do komputera. W głowie mam pustkę. Nie ma tematu, którym chciałabym się zająć. Ponieważ lubię poezję, przejrzałam twórczość paru poetów i trafiłam na dwa wiersze, w których znalazłam pewne podobieństwo wyrażonej treści. Pierwszy przedstawiony wiersz napisała nasza noblistka Wisława Szymborska - Pierwsza fotografia Hitlera. Treść ciepła, pełna zdrobnień, bo to przecież wiersz o rocznym dziecku, przed którym całe życie.

A któż to jest ten dzidziuś w kaftaniku?
Toż to Adolfek, syn państwa Hitlerów!
Może wyrośnie na doktora praw?
Albo będzie tenorem w operze wiedeńskiej?
Czyja to rączka, czyja, oczko, uszko, nosek?
Czyj brzuszek pełen mleka, nie wiadomo jeszcze:
drukarza, konsyliarza, kupca, księdza?
A dokąd te śmieszne nóżki zawędrują, dokąd?
Do ogródka, do szkoły, do biura, na ślub
może z córką burmistrza?

Bobo, aniołek, kruszyna, promyczek,
kiedy rok temu przychodził na świat
nie brakło znaków na niebie i ziemi:
wiosenne słońce, w oknach pelargonie,
muzyka katarynki na podwórku,
pomyślna wróżba w różowej bibułce,
tuż przed porodem proroczy sen matki:
gołąbka we śnie widzieć-radosna nowina,
tegoż schwytać-przybędzie gość długo czekany.
Puk puk, kto tam, to stuka serduszko Adolfka.

Smoczek, pieluszka, śliniaczek, grzechotka,
chłopczyna, chwalić Boga i odpukać, zdrów,
podobny do rodziców, do kotka w koszyku,
do dzieci z wszystkich innych rodzinnych albumów.
No, nie będziemy chyba teraz płakać,
pan fotograf pod czarną płachtą zrobi pstryk.

Atelier Klinger, Grabenstrasse Braunau,
a Braunau to niewielkie, ale godne miasto.
solidne firmy, poczciwi sąsiedzi,
woń ciasta drożdżowego i szarego mydła.
Nie słychać wycia psów i kroków przeznaczenia.
Nauczyciel historii rozluźnia kołnierzyk
i ziewa nad zeszytami.

Drugi wiersz  - Bóg jest wszędzie. napisała Kazimiera Iłłakowiczówna. Wiersz ten jest, w moim odczuciu, jakby dopełnieniem pierwszego. Zauroczył mnie on i dał do myślenia.

Bóg jest wszędzie

Nie można tego obejść: Bóg jest wszędzie,
w każdym dziwnym i strasznym obrzędzie.
Wywołuje go nie tylko modlitw kadzidlanych kwiat,
ale szubienice, i topór, i kat.
Bóg jest w sędzi, który sądzi krzywo,
i w świadku, co przysięga na prawdę fałszywie,
nie może nie być. I to mnie przestrasza.
Bo jeśli — w świętym Piotrze, to także — w Judaszu;
jeśli w Żydzie, zamęczonym niewinnie przez Niemców,
to także w Niemcach tych?... I tak się kręcę
od prawdy do nieprawdy, od kary do zbrodni,
w każdej cząsteczce — Boga odnajdując co dnia.
I chce mi się wyciągnąć ręce nad człowiekiem
i winnym, i niewinnym, i małym, i wielkim,
i krzyczeć wielkim głosem błagalną przestrogę,
aby sądząc człowieka nie męczono Boga.

Jak to się dzieje, że z maleńkiego uroczego bobasa wyrasta potwór, który terroryzuje i morduje tysiące niewinnych ludzi, w tym także małych dzieci?  Czy symboliczny anioł i diabeł, to dobro i zło? Co my jako ludzie możemy zrobić, aby dobro zwyciężało w życiu? Chyba na te pytania nawet najwięksi filozofowie nie znaleźli jeszcze odpowiedzi.

Te dwa wiersze maja wiele wspólnego ze sobą. Mówią o życiu , o ludziach, o tym, na co należy zwracać uwagę przy wyborze różnych postaw i dróg życia.

23:01, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
czwartek, 26 czerwca 2014
Co to znaczy nastrój.

Byłam w Warszawie. Wciąż jeszcze nie mogę się zdobyć na to, aby iść do muzeum, na wystawę, czy na film. Dziś miałam świetną wymówkę, bo do****rzał mnie kręgosłup. Nie użyłam całego wulgaryzmu, tylko jego skrót, więc mam nadzieję, że wszystko jest w porządku. Co kilka kroków, czułam bolesne szarpnięcie. Jak o czymś takim pisać zdrobniale i z sympatią. Jeden treściwy wyraz wyraża wszystko. Gdy wracałam, już na Dworcu Gdańskim kupiłam książkę, która jest mi tak potrzebna, jak kupione wcześniej zdjęcie papieża. Zapłaciłam za nią sporo więcej niż za zdjęcie i zła wsiadłam do pociągu. Na szczęście był to piętrus i miejsc było sporo. Nie musiałam stać

Wieczór. Siedzę właśnie przy komputerze i myślę. Nastrój mam kiepski, choć powinnam być cała w skowronkach po wizycie u pani psycholog. Chyba nie jestem solipsystką, jak pisała na swoim blogu Ilenka, bo moje wyobrażenia o sobie podbudowane dziś jeszcze przez specjalistkę, w czasie powrotu do domu zjechały ostro w dół. Jestem osobą trzeźwo patrzącą na życie, ale bardzo mocno wciągam w siebie emocje które krążą wokół nas, a tych ostatnio nie brakuje. I w radiu i w telewizji i w prasie dominuje jeden temat - podsłuchy. A temat ten działa na mnie przygnębiająco.

Wiem, że źle się stało, że panowie z rządu rozgadali się za mocno. Wiem jednak, ze gdybym ja nosiła taki aparat do nagrywania, to biorąc pod uwagę, że lubię ozorem obracać, jest więcej niż pewne, że naraziłabym się wielu osobom, nawet gdybym ich nie obgadywała. Każdy słuchacz cudze słowa interpretuje, jak sam chce. Mogłaby z tego powstać nowa zabawa w głuchy telefon.

Mam nadzieję, że jutro będzie lepsza pogoda, a ja wstanę wyspana i fruwająca.

22:13, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
wtorek, 24 czerwca 2014
Kot

Dosyć już o aferach i o politykach. Życie codzienne też pokazuje wiele dziwnych, śmiesznych, a czasami wręcz niezrozumiałych zachowań i jest bliższe zwykłym ludziom czyli także nam obojgu z mężem. Zacznę od tego, że mój mąż jest już leciwym panem. Bardzo niechętnie jeździ samochodem i to tylko wtedy, gdy jest absolutna konieczność. Wszelkie namowy, abyśmy pojechali odwiedzić rodzinę mieszkającą blisko, czy znajomych spełzają na niczym. Jest domatorem i jako cukrzyk chodzi tylko na codzienne około 2-godzinne spacery, bo to mu pomaga trzymać cukier w normie.

Dziś spojrzałam na lodówkę, gdzie trzymam kocie specjały i zorientowałam się, że jest już tylko jedna puszeczka, z tych, co kot lubi. Pojechałam rowerem do sklepu w naszej miejscowości. Puszeczek było wiele rodzajów, ale nasz kot lubi tylko indyka z warzywami, a tych puszeczek nie było. Wróciłam więc do domu i mówię do męża, że chyba musimy jechać do miasta (odległego od naszej miejscowości jakieś 10 km), bo kot nie będzie miał co jeść. Mój mąż bez cienia sprzeciwu wyciągnął samochód i pojechaliśmy do miasta po kocie przysmaki. Tylko po kocie przysmaki, bo nie miałam zamiaru nic więcej kupować. Oczywiście, gdy znaleźliśmy się w sklepie, to oprócz puszek kocich znalazłam jeszcze coś dla nas, ale wyjazd był wyłącznie z myślą o kocie.

I po powrocie pomyślałam sobie, że oprócz kota żywego - pieszczocha, to każde z nas ma jeszcze kota swojego indywidualnego w głowie. Ale jak tu nie zadbać o przylepę, która włazi na kolana, przytula się i co rano prosi o puszeczkę tę jedną jedyną, żadną inną. Myślę, że kot nas lubi. Ale ponieważ koty są indywidualistami to nie jest wykluczone, że nasz milusiński traktuje nas tak, jak ten na Demotywatorze.

00:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
niedziela, 22 czerwca 2014
Słowa... słowa.

Jestem rozwalona aferą taśmową. Mam mętlik w głowie i nie wiem, co mam myśleć. Lubię klarowne sytuacje, a tu klarowności żadnej. Pytań ciśnie się mnóstwo, a odpowiedzi jest niewiele i raczej emocjonalnych, niż rzeczowych. Słucham wypowiedzi mądrych i w miarę bezstronnych publicystów, ale obraz tego, co się stało wcale się nie rozjaśnia, a jest wciąż mglisty o nieostrych konturach. Ale zostawmy polityków i publicystów.

Ja zadaję sobie bardziej ogólne pytanie, które dotyczy i mnie i moich znajomych, ogólnie rzecz biorąc - społeczeństwa, w którym żyjemy. Komunikujemy się z ludźmi w różny sposób. Podstawowym sposobem jest jednak rozmowa. W rozmowie informujemy o czymś, oceniamy, wyciągamy wnioski itd. Zdarza się, że po prostu plotkujemy.

Czy nagrane i ujawniane przez Wprost wypowiedzi można byłoby nazwać plotkami przy kieliszku i zakąsce? Tylko nie takimi zwykłymi o cioci Kasi, czy koleżance, tylko o ważnych politykach i sprawach państwowych? Jeżeli tak byśmy na to spojrzeli, to panowie zachowali się tak, jak wiele razy my się zachowujemy, czy przysłowiowa baba z magla. Tylko my mówimy między sobą o rzeczach mało istotnych lub ważnych tylko dla nas a oni o sprawach państwa i o różnych układach i przekrętach, jeśli dobrze zrozumiałam.

W tych nagranych rozmowach jest poruszanych wiele tematów, które jeśli już rzeczywiście były potrzebne, powinny się odbywać w zaciszu gabinetów i z wyrażeniem troski o sprawy państwa. Nie były to tematy do plotkowania, ani do żadnych nieoficjalnych ustaleń. Poza tym słownictwo rozmawiających pozostawiało wiele do życzenia. Krótko mówiąc rozmawiający, delikatnie mówiąc, nie popisali się, niestety.

Ale jest jeszcze druga sprawa. Ktoś musiał celowo i świadomie te rozmowy nagrać do skompromitowania członków rządu, osoby na piedestale. Komu mogło zależeć na zamęcie w kraju? Myślę, że tego z czasem się dowiemy. Dowiemy się także, czy wpłynie to na zmiany w rządzie.

To, co napisałam jest próbą uporządkowania w mojej własnej głowie wydarzeń które mnie przerosły swoim ogromem i bezsensownością.

Dla mnie osobiście wynika z tego jedna nauka (choć mnie nikt nagrywać nie będzie), że trzeba cenić wartość słowa i zanim się coś powie, trzeba pomyśleć i użyć odpowiednich określeń do konkretnej sytuacji.

Poniżej scenka ze słowami źle użytymi w wykonaniu świetnych polskich aktorów.

19:13, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
sobota, 21 czerwca 2014
Śpioch

Ten Demotywator pasuje, jak ulał, do mnie. Tylko ja się nie leczę z żadnego przeziębienia, bo zdrowa jestem jak koń, tylko ciężko mi wstać rano z łóżka. Wyłażę w końcu niechętnie około godz. 9 i snuje się po domu, jak smród po gaciach. Żadnej energii, ani chęci do zrobienia czegokolwiek. Przed obiadem mam następny napad snu i jeśli mnie mąż nie obudzi, to potrafię spać 3 godziny i więcej. Energii nabieram dopiero po południu. Fakt, że spać chodzę późno. Około godz 24 lub później. I wtedy mam energię, dobrze mi się myśli i mam dobre samopoczucie. Odwrócił mi się cykl czuwania jakbym poleciała samolotem na drugą półkulę

Pytałam w aptece, co z tym fantem można zrobić, na co pani mi odpowiedziała - Niech się pani cieszy, że może spać. Inni nie mogą. I pewno ma rację. Przy okazji zaproponowała mi sok z noni. Oczywiście kupiłam litr za całe 60 zł. Zdążyłam już o nim poczytać w internecie. Z informacji wynika, że to samo zdrowie i leczy praktycznie wszystko, nawet Parkinsona. A mnie się ręka trzęsie i zupę wylewam z łyżki. W związku z tym trzęsieniem idę na badania do szpitala na początku stycznia, ale jak ten lek takie ma cudowne właściwości, to może lekarze nie będą już mieli czego badać, a ja zamiast się starzeć coraz bardziej zacznę robić się coraz młodsza. Ważne tylko, żebym odmładzając się nie dotarła do pieluch, bo to byłoby dużo gorsze niż moje posypianie

A może ktoś już używał ten sok i ma jakieś doświadczenia. Będę wdzięczna za wszelkie informacje..

00:08, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Kto?

  Kto stoi za aferą podsłuchową? Dziś od rana w telewizji leci jeden temat: taśmy podsłuchowe. Nie jestem żadnym analitykiem, tylko zwykłym obywatelem państwa. Toteż nie mogę  zrozumieć, jak można podsłuchiwać  w publicznym miejscu osoby stojące na świeczniku, trzymać te taśmy wiele miesięcy i ujawnić je właśnie teraz. Po co? O co tu chodzi? Kto za tym stoi? Co te taśmy mają zmienić? Odkąd zmienił się redaktor naczelny tygodnika Wprost, nie jest to już moje czasopismo. Ja lubię czytać rzeczowe informacje. Nie lubię afer i aferek, przecieków itd.

Jak nie Smoleńsk, to przecieki. Jestem już zmęczona wojnami na górze, wojenkami i tym wszystkim, czym raczą nas od dłuższego czasu politycy. Nie nadaję się nawet na słuchacza tych rewelacji. Sprawa jest bardzo przykra, ale też i dosyć zagadkowa. Pewno teraz przez dłuższy czas będziemy informowani o coraz to nowych rewelacjach. Przecież tych nagrań jest podobno sporo.

 Teraz na inny temat. Jutro mam sprzątanie w mieszkaniu. Przychodzą dwie panie, aby zdążyć z robotą jednego dnia i wiem, że po ich wyjściu dom będzie lśnił czystością. Wnętrza, okna, zasłony, firanki, wszystko. Takie sprzątanie sprawia, że człowiek czuje się w swoim domu od razu lepiej. Sprzątanie bałaganu to dobra rzecz.

22:16, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (27) »
Marzenie z krainy baśni

 Jest noc godzina 23,20. Jutro ma być  pogodny dzień i chyba trochę cieplejszy niż ostatnie. Na jutro nie mam żadnych konkretnych planów poza praniem i przygotowaniem domu do sprzątania. Pani przychodzi około południa.

A co mnie się marzy? Marzy mi się, żebym mogła znaleźć jak w baśni cudowny stoliczek nazywający się "stoliczku nakryj się" No i odpada wtedy gotowanie, zmywanie nawet w zmywarce i sprzątanie brudnych garów. Ale niestety jak dotąd takiego stoliczka nie znalazłam i sama muszę wymyślać, co ugotować, a później wykonać to, co zaplanowałam. Nie jestem  świetną kucharką. Co gorsza idę na łatwiznę. Ziemniaki młode z zsiadłym mlekiem często goszczą na naszym stole. Ja oczywiście do mleka dodaję sobie łychę śmietany, a później omijam na wszelki wypadek lustro. Mój mąż jako cukrzyk bardzo uważa na to, co je i ile je. Wnuk w tygodniu pojada sobie w Warszawie. A u mnie gotowanie jest na którymś miejscu i traktowane jest jak obowiązek, a nie przyjemność. No i trudno. Tak mam.

                                

00:01, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
piątek, 13 czerwca 2014
***

Zaczynam od Serenady Schuberta, która bardzo mnie uspokaja. Ostatnio rzadziej pisałam. Po pierwsze ponad tydzień byłam trochę niezdrowa, a ponad to ogarnął mnie jakiś leń totalny. Do pionu postawiła mnie dopiero jedna z blogerek, która z lekka mnie opierdzieliła za ten przestój. Podejrzewam, że moje względnie systematyczne pisanie daje sygnał, że nie wpadłam w dołek, w depresyjkę, czy coś podobnego. A niestety mam do tego tendencję. Na ogół staram się myśleć pozytywnie, patrzeć z przymrużeniem oka na różne rzeczy. Na siebie też. Ale zdarza się, że szarpnie mnie w druga stronę i wtedy nastój leci w dół. I nie potrzeba jakichś przykrych słów, czy zdarzeń. Wystarczy ciemna chmura na niebie,  bałagan w mieszkaniu lub cokolwiek innego. Na szczęście moja huśtawka częściej i dłużej jest w górze niż na dole. I dzięki Bogu.

No więc zaczynam, choć?? prawdę powiedziawszy nie mam dziś o czym pisać. Nastrój mam paskudny, ciężką głowę i niechęć do myślenia. W dodatku pogryzły mnie komary i swędzą mnie całe nogi. Ale obiecałam, że coś napiszę, więc słowa dotrzymuję. 

Postanowiłam inaczej zorganizować sobie czas letni i w tym roku w słoikach zamykam tylko to, co urośnie na działce. Dziś zerwałam jakieś 1,5 kg truskawek nie sypanych, nie pryskanych. Zagotowałam je z cukrem, garnek wyniosłam w chłodne miejsce, a jutro będę utrwalała je w słoikach. Koniec z szałem wekowania. Może czas najwyższy zająć się trochę sobą i swoimi przyjemnościami. Spierniczałam okropnie. Doszło już do tego, że wyjazd do kina na jakiś sympatyczny film staje się dla mnie prawie niemożliwy. Oczywiście niemożliwy z psychicznego lenistwa. Poza tym od mojego ostatniego pobytu w kinie, w muzeum, na jakiejś wystawie upłynęło tyle lat, że czuję się jak kompletna nowicjuszka. A tu trzeba wybrać kino, kupić bilet itd. Z jednej strony czuję się bardzo często pełna energii, woli walki o to, co ważne, a z drugiej strony siedzi we mnie stara baba, która mnie unieruchamia. Ale dziś przeprowadziłam samokrytykę. Żeby nie było już tak całkiem łzawo i sentymentalnie wklejam własnoręcznie zrobiony motyw graficzny. 

                                  

 

21:17, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
piątek, 06 czerwca 2014
Lato

Wieczór. Nad nami ciężkie bure chmury. Cały tydzień siedziałam w domu. Polegiwałam. Posypiałam. Dostałam takiej chrypy, że z trudem mówiłam. Już z tego świństwa wyłażę. W przyszłym tygodniu pójdę tylko do lekarza, aby mnie osłuchał i koniec choroby.

Czy wszędzie są takie wściekłe komary? W miastach pewno nie, a u nas wyjść z domu nie można, bo otacza człowieka ich rój. Brzęczą i tną bez miłosierdzia. W telewizji zapowiadają kilka dni upałów, to może przynajmniej w dzień gdzieś się pochowają. Lubię lato, ale nie znoszę krwiopijców, na które nie ma lekarstwa. Gdyby jeszcze ślady po pogryzieniach szybko się goiły, to można byłoby wytrzymać, ale u mnie swędzące ślady siedzą pół roku, do zimy. Wstyd wyjść z gołymi, pokiereszowanymi nogami do sklepów.

A poza tym, co więcej? Chorując, przeżerałam się różnymi ciasteczkami, rurkami, śmietankami i innymi tuczącymi wynalazkami, aby choć trochę osłodzić sobie siedzenie w domu i efekt jest taki, że przytyłam i mam niestrawność. I dobrze mi tak, skoro nie umiałam się pohamować. Jak się teraz widzę? Starsza pani, co plociuchuje z kim się da, obżera się i siedzi, jak grzyb i to do tego stary grzyb. No! Ładnie się przedstawiłam, ale należał mi się taki rzeczywisty obraz. Przykro mi, ale nawet nie obiecuję  poprawy. Może tylko trochę ograniczę łakomstwo, jak już ruszę się z domu. Oczywiście chciałabym mieć talię osy, biodra i brzuch osiemnastki, ale co bym skorzystała na takiej zmianie. Obwisłości tu i tam i kupa dodatkowych zmarszczek. Lepsze chyba jest to, co widzę teraz, ze wszystkimi niedoskonałościami. Grunt to poczucie humoru i spory dystans do siebie.

 

 

21:19, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (29) »
poniedziałek, 02 czerwca 2014
Lirycznie

Dziś jestem nastrojona lirycznie. Zakwitł już krzew jaśminu i bujna zieleń dokoła. Cisza, jakby świat się budził. Wszędzie piękno i dobro. Czy to sen, czy jawa, czy marzenia moje? Gwar świata odpłynął gdzieś daleko, a ze mną jest poezja noblisty.

Słowo łączy się z delikatnymi akordami muzyki i z obrazem. Razem z nimi odpływam w marzenia w pytania często bez odpowiedzi, w poezję.

Dziś jestem rozmarzona, pełna nadziei i spokoju.

23:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2