RSS
wtorek, 30 lipca 2013
Czy można być narkomanem słoikowym?

Ostatnio jestem monotematyczna w tym, co robię. Rano jazda do sklepu, później słoiki, wieczorem czas na lekturę. Ostatnio mam na warsztacie książkę prof. Mikołejki Jak błądzić skutecznie. Czyta się ją jak powieść. Wynika z niej dla mnie, że 1 Prof. Mikołejko miał bardzo traumatyczne dzieciństwo, 2 że jest ogromnym erudytą, 3 że potrafi zobaczyć, jaki praktyczny wpływ miało to jego dzieciństwo na teraźniejszość. Na razie tyle, bo czytam wolno.

Na temat słoików nie będę szerzej pisała, bo właściwie nie ma o czym. Z jednej strony zdaję sobie sprawę z tego, że wpadłam w jakieś szaleństwo, z drugiej, usprawiedliwiam się sama przed sobą, że po miesiącach siedzenia przed telewizorem, to jest jednak jakaś aktywność fizyczna. Ale nie ma się co oszukiwać. Aktywność mogłaby być inna i wcale nie mniejsza. Sama zastanawiam się nad tym, do czego mi potrzebny ten pęd do napychania słoików różnymi sokami, dżemami itd. Później pies z kulawą nogą może się nimi nie zainteresować a ja będę miała zapasów na kilka lat. Sama widzę, że coś mi odwaliło w tej kwestii. Że to już nie potrzeba, a nałóg. Coś w rodzaju narkotyków (których zresztą nigdy nie brałam). A może to jest po prostu zwykłe zabijanie czasu lub ucieczka od codzienności. Taka myśl też przyszła mi do głowy.

Pewno chętnie wzięłabym udział w jakichś zajęciach rozwijających intelekt, a ponieważ nic takiego nie mam na widoku, znalazłam sobie zajęcie, które niestety intelektu nie rozwija, a tylko zapycha dziurę, miejsce, które wymaga zapełnienia.

A teraz, żeby mój wpis nie był taki smętny postaram się wkleić jakieś zdjęcie kwiatów, albo i ze dwa. Zrobiłam je dziś w ogródkach znajomych osób. Swoich nie mam, bo psy by je zniszczyły.

23:19, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 29 lipca 2013
Gościu siądź pod mym liściem...

Kochanowski pod swoja lipą znajdował chłód w upalne dni. Pod naszymi lipami rosnącymi wzdłuż ulicy nie ma żadnego chłodu. Inna sprawa, że te lipy są tak zmaltretowane podcinaniem, którego dokonują systematycznie elektrycy, że aż dziw, że jeszcze rosną.

Wokół senna atmosfera. Nawet politycy nie kłócą się w programach telewizyjnych. Temperatury są ekstremalnie wysokie. Dziś po południu było 36 stopni w cieniu, a wieczorem niewiele mniej, bo 30. Na szczęście, podobno dzisiejszy dzień był najcieplejszym dniem tego lata. Od jutra ochłodzenie po burzach z nawałnicami, które już podobno idą w naszą stronę od zachodu.

A tak niedawno było tak, jak na poniższym obrazku. Od razu lepiej Prawda?

22:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
niedziela, 28 lipca 2013
Bądźmy dla siebie dobrzy...

Dziś jest niedziela. Pojechaliśmy z mężem i ze znajomymi do kościoła. Byłam mile zaskoczona treścią kazania. Ksiądz mówił o świętości człowieka. Mówił, że ludzie mają być dla siebie dobrzy, empatyczni (Tego określenia  nie użył, ale wynikało ono z treści). Mają starać się siebie rozumieć, umieć się komunikować z innymi. Później przeleciał po różnych grupach zawodowych, mówiąc w jaki sposób mogą starać się o swoją świętość ludzie różnych zawodów. Nie pominął księży i biskupów. Powiedział, żeby wyrabiali u siebie świętość pasąc owieczki, a nie siebie.

Nie grzmiał o in vitro, o życiu poczętym, o eutanazji, o tym jak ludzie zmierzaja, zdaniem Kościła, w stronę zła. Nie było napominania, pouczania, mówienia o grzechach, o słabościach i upadkach ludzi. Zamiast tego ksiądz starał się powiedzieć jak dojść do świętości w prosty, bliski większości nas sposób.

Ocho! - pomyślałam sobie - idzie nowe. Coś drgnęło w KK. także u nas.

 

11:33, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
sobota, 27 lipca 2013
Tak też bywa.

Jest godzina 23,14, a ja jeszcze nie śpię. Poczułam się rozedrgana, zmierzyłam ciśnienie i okazało się, że mam ciśnienie podwyższone. W takiej sytuacji nie kładę się spać, tylko biorę leki i czekam, aż wróci do normy. Nie wiem, czy sama sobie nie dogodziłam, bo już późnym wieczorem pomyślałam, że może zjadłabym lodów. Niewiele myśląc wyjęłam pudełko z zamrażarki i nałożyłam sobie porcję. Już jedząc myślałam, że głupio robię, ale nie posłuchałam głosu rozsądku. No i mam to, czego chciałam. Teraz staram się zająć głowę pisaniem, żeby odwrócić uwagę od ciśnienia i niepokoju.

Stało się jasne (w praktyce), że na noc nie je się żadnych obciążących żołądek potraw. Najlepiej nie jeść nic. Wydawałoby się, że to takie powinno być oczywiste, tymczasem okazuje się, że człowiek nawet w takim wieku jak ja nie zawsze myśli racjonalnie i robi różne głupoty.

Ostatnio rzuciłam się na fotografowanie i wklejanie zdjęć do bloga. Nawet gdy, tak naprawdę, nie ma nic ciekawego, to pstrykam komórką i wklejam do wpisu. Cel jest jeden: Nauczyć się nowej dla mnie rzeczy. Idzie mi już coraz lepiej. Mam coraz mniej potknięć, a czasami tych potknięć brak. 

Pokażę jeszcze zdjęcie moich dwóch piesków. Każdy z nic przyszedł do nas w innym czasie, ale oba są znajdami, które nie miały domu, błąkały się po ulicy i po pewnym czasie trafiły do nas.

Prawda, że sympatyczne. Ten płowy w młodości potrafił wykorzystać zęby, Ugryzł kilka osób. Czarny takich zapędów nie ma. Teraz jedynie czekają na to, aż otwiera furtkę ktoś spoza naszej rodziny, bo wiedzą, że jest to szansa na to, ąby wyrwać się na wolność. Wtedy żadne nawoływania nie skutkują. Psy biegają po ulicach po lesie i dopiero zmęczone, z wywieszonymi ozorami wracają do nas. To nie znaczy, że nie maja gdzie biegać u nas. Działka jest duża, a nikt ich nie wiąże. Ale co wolność, to wolność. Co prawda odkąd w domu pojawiła się kotka, psi wybieg zmniejszył się, bo niestety sielanki między zwierzakami nie ma. Trzeba zadbać nie tylko o psy, ale i o bezpieczeństwo kota. Ale nawet ta okrojona część nie jest maleńkim wybiegiem, tylko połową 1000 metrowej działki, więc krzywdy nie mają.

00:01, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 lipca 2013
Zdjęcia...

Tym razem postaram się wkleić kilka zdjęć. Na dwóch będzie ulica, którą jeżdżę rowerem do sklepów, na trzecim część zrobionych przeze mnie słoików.

 

Hip. Hip. Hurraa! Udało się wstawić zdjęcia beż kłopotów. Teraz muszę się tylko przyjrzeć, czy na dwóch ostatnich nie widać czasami niedomytej szafki, czy kafelków. Lepiej wiedzieć, czy nie narobiłam sobie obciachu.

19:26, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
czwartek, 25 lipca 2013
Pełno zieleni...

W ramach oddechu od pracy przy napełnianiu i zamykaniu słoików chwila refleksji.

Moja miejscowość ma dużo zieleni. Zielony i spory las otaczający nas - mieszkańców z dwóch stron. Zieleń wzdłuż ulic, w ogrodach, koło sklepów. Pamiętam, kiedy z mężem i z pierwszym  dzieckiem przeprowadziliśmy się tu, byłam rozczarowana. Nie podobało mi się nic, ani ten las, ani ta zieleń, ani tych kilka sklepów, w których można było dostać tylko podstawowe produkty.

Przez te wszystkie lata, które minęły dużo się zmieniło. Nie zmieniła się tylko zieleń. A może to we mnie zmieniło się nastawienie do mojego miejsca zamieszkania. Poznałam i polubiłam ludzi. Tu rosły moje dzieci, moje wnuki i prawnuki. Wrosłam tu.

Postaram się wkleić kolejne zdjęcie, po pierwsze, aby poćwiczyć niedawno zdobytą umiejętność, a po drugie, aby pokazać piękno naszych zielonych ulic.

08:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
wtorek, 23 lipca 2013
Lato w pełni...

Dzisiejszy dzień spędziłam na powietrzu. Mogłam sobie na to pozwolić, bo nie było jaskrawego słońca, przed którym uciekam w chłód. Usiadłam sobie na małym stołeczku w truskawkach i wyrwałam zielsko, powiększyłam dziury w agrowłókninie wokół krzaczków, bo okazało się, że podlewane systematycznie truskawki mają po prostu sucho. Popiół. Niby żadna to robota, ale czuję się teraz jakby po mnie walec przejechał. Skłony, wyprosty, skręty, wyciąganie się do przodu. Wszystko na stołeczku, czyli że miałam wygodnie, a dostałam mocno w kość. Później przeszłam na drugą stronę do sałaty lodowej. I tu znowu gimnastyka w pozycji siedzącej. Czuję wszystkie kości, ale są już efekty tej gimnastyki. Ze stołeczka jakoś się już podnoszę. A nie tak dawno siedziałam na tym samym stołeczku przed otwartą szafką w kuchni, w której od czasu do czasu też trzeba zrobić porządek. Gdy chciałam się podnieść, to myślałam, że wyrwę blat szafki. Szarpałam się, sapałam, a podnieść się nie mogłam. W końcu podniosłam się, ale ile mnie to trudu kosztowało, to tylko ja wiem. A tu proszę. Niewielki wysiłek, lekkie przytrzymanie się i wstaję.

Jutro przywozimy do domu 20 kg. wiśni do drylowania na sok dla dzieci. Dostałam równego jopca na punkcie przetworów. Dom niesprzątnięty - to delikatnie powiedziane - lepiej powiedzieć dom zabałaganiony. A ja przygotowuję spiżarnię na zimę.

Ale mam jeszcze czas i na posiedzenie w ogródku przed cukiernią, gdzie zawsze trafi się jakiś znajomy, z którym można pogadać. Ta pora roku, to czas, kiedy dużo jeżdżę rowerem. Lubię jazdę. Nic mi nie dokucza, sama przyjemność. Dopiero zima to trudny dla mnie okres. Rowerem boję się jechać, a chodzenie po śliskiej nawierzchni i jeszcze przy moich kłopotach nie jest łatwe.  Ale na szczęście jest teraz lato , a na zapas martwić się nie ma potrzeby.

To jest droga, którą mogę iść ze sklepu do domu.

Ale się nagimnastykowałam, aby to zdjęcie wstawić. Wciąż utykam w jednym miejscu.

22:25, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
niedziela, 21 lipca 2013
Coś się zmienia...

Na niżej załączonym obrazku jest jak w piosence: Chmury się kłębią i płyną, burzę zwiastuje nam wiatr...Ale to tylko obrazek.

Jest koniec lipca. Pogoda słoneczna, na razie bez upałów, choć synoptycy straszą, że i upały jeszcze wkrótce będą. Boję się ich, ale boję się też zimowych ciężkich mrozów. Boję się tego, co ekstremalne. Dawno minęły już czasy, gdy z radością opalałam się na plaży, pilnując tylko, aby pół godziny leżeć na brzuchu i pół na plecach. Teraz coraz więcej rzeczy mi już zagraża. W czasie upału przegrzewa się głowa, zimą bardzo marznę. Ot realia starszego wieku.

Dobrze, że jeszcze z myśleniem nie mam większych kłopotów, chociaż zdarzają mi się nagłe zapomnienia wyrazów, nazwisk. Ale aby nie było gorzej.

Najbardziej w tej chwili unieruchamiają mnie nogi. Chodzę z trudem. O dłuższym staniu nie ma mowy. Ile ja jeszcze mogłabym roboty zrobić, ile pojeździć w piękne ciepłe dni. Tak lubiłam kiedyś odwiedzać Warszawę. Szłam szczęśliwa ulicami.  Dziś przede wszystkim jeżdżę miejskimi środkami lokomocji, a w moim miejscu zamieszkania - rowerem.

I to są te zmiany w moim życiu.

18:14, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
piątek, 19 lipca 2013
Wytrwali górą.

Hip! Hip! Hurraa! Udało mi się. To jest widok z okna na mój ogród. Ten rozłożysty krzew to kiwi drobnoowocowe. Owocuje zawsze jak wściekłe. Te owoce systematycznie się marnują. Nie wiem co można z nich zrobić. Dojrzałe są do niczego. Po prostu gizdra. Może należałoby zająć się owocami jeszcze jędrnymi. Są one wielkości małej śliwki. Na dole stoi wędzarka ogrodowa, w której wędziłam wiosną kiełbasę. Obok wędzarki kupa chrustu do spalenia. Leżą na niej gałęzie drzew z wiosennego podcinania. Może jesienią da się nimi przepalić w piecu?

Na tym zdjęciu jest część słoików, które już zdążyłam w tym roku zrobić. Udało mi się to zdjęcie przekręcić. Jestem z siebie bardzo zadowolona. Ze sposobu, w jaki reaguję na niepowodzenia, oczywiście, a nie tak całościowo.

To zdjęcie jest z demotywatorów. Chciałam pokazać, że tak zwierzęta potrafią się kochać. Moje łobuzy, niestety miłości do siebie chyba nie czują, bo psy z hałasem gonią kota i koniec. A jak już znajdą się niespodziewanie razem koło miski, to jest jedna wielka kotłowanina. Kot rejteruje gdzieś na wysokości, a ja wyganiam psy. Psy są dwa i obydwa przygarnięte.

A książka prof Mikołejko Jak błądzić skutecznie jest rewelacyjna. Można ją czytać do poduchy.

09:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
czwartek, 18 lipca 2013
Kolejna próba wstawienia zdjęcia

 

I znowu moje słoiki leżą jak betka. Ale po wielkich bólach i pomocy wnuka jakoś wlazły do bloga. A chodziło o drobiazg. Trzeba było otworzyć folder ze zdjęciami za pomocą dwóch kliknięć. (Tu wcześniej byłam bezradna) Później trzeba było wybrać zdjęcie do wstawienia, zaznaczyć je, kliknąć na wstaw. I już można było je wstawiać do tekstu. Mam nadzieję, że z leżącym zdjęciem, jako problemem też sobie poradzę. Nie święci garnki lepią. Tym razem jeszcze czytelnicy znowu będą wykręcali sobie szyje przy oglądaniu fotografii. Trudno. Obiecuję, że następne zdjęcie w odpowiedniej pozycji będzie już bez kłopotów wklejone.

Na dziś starczy. Robota ze słoikami, sadzenie sałaty lodowej w ogródku i jeszcze nauka wstawiania zdjęć, to sporo jak na jeden dzień dla starszej pani.

21:53, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2