RSS
czwartek, 30 lipca 2015
Sens istnienia.

      Dziś, gdy wracałam z rehabilitacji, nagle pojawiło się w mojej głowie pytanie: Jaki jest sens istnienia. 

      Rozejrzałam się dokoła. Błękitne niebo u góry, zieleń drzew i krzewów wokół i ja siedząca w samochodzie obok męża. I nagle dotarło do mnie, że dla tej jednej chwili warto było urodzić się i po prostu żyć, bez szukania sensu. Jest dobrze. Oczywiście zawsze można znaleźć dziury w całym, ale po co ich szukać.

      Noblista Czesław Miłosz tak piszena ten temat:

19:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
środa, 29 lipca 2015
Ocieplenie czy ochłodzenie?

      Ostatnio straszyli nas ociepleniem klimatu, a tu dziś czytam, że podobno w najbliższym czasie czeka nas miniepoka lodowcowa (Newsweek 31/2015). Podobno jest coraz mniej plam na słońcu, a te plamy to plazma, która się wydobywa ze środka naszej gwiazdy. To ochłodzenie ma mieć miejsce już za jakieś 15 lat. Trochę pani naukowiec pocieszała, że ponieważ emitujemy do atmosfery dużo gazów cieplarnianych, to może ta miniepoka być łagodniejsza, niż te, które przechodziliśmy w przeszłości.

      A ja pomyślałam, że 15 lat, to jednak szmat czasu. Gdy patrzę na minione 15 lat, to uświadamiam sobie, że po pierwsze chodziłam wtedy jak sarenka. Dzień w dzień ćwiczyłam rano jogę leczniczą, no i byłam jeszcze całkiem niezłą laską. A tym następnym 15 latom wolę się zbyt uważnie nie przyglądać, bo mogłabym sobie wyobrazić, że nie ma mnie już na tym zlodowaciałym padole. I po co mi to?

      Na razie trochę się ochłodziło i nie ma już takich wściekłych upałów. I bardzo dobrze, bo jutro jadę do Warszawy na wizytę kontrolną do pana d-ra ortopedy. Co prawda zawiezie mnie syn, ale lepiej niech słońce za mocno nie praży. Po rehabilitacji jestem tak rozbita, że praktycznie nie mam na czym leżeć. Zostały mi już chyba tylko łokcie i częściowo pięty. A tu jeszcze dwa zabiegi. Od pani rehabilitantki dowiedziałam się, że mam opadającą stopę. Ale co tu zrobić, żeby nie opadała? Nie wiem. Nie mam nadziei na to, że nawet przedłużona rehabilitacja ustawi nogę prawidłowo. Może pomogłaby jakaś łyżkowa, czy tunelowa orteza? Jutro zapytam, jaki pomysł w tej kwestii ma pan dr.

22:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 27 lipca 2015
Stare rzeczy i nowe plany.

          Jutro rano przed rehabilitacją jadę do lekarza z nogą. Pogoniła mnie pani rehabilitantka. Ze stopy złazi mi łuszcząca się skóra, jak z ryby łuska. Mam tę przypadłość od wielu lat w nodze, w której był zablokowany nerw i nie przejmowałam się tym zbytnio. Uznałam, że to niedokrwienie jest powodem tego łuszczenia. Nawet nigdy lekarzowi nie zawracałam tym głowy, bo bo poradzi lekarz, jak noga była niedokrwiona. Ale pani rehabilitantka chce diagnozy. Trudno. Jutro lekarz się wypowie.

      Czas płynie. Nic ciekawego się nie dzieje. Ochłodziło się i chwilami kropi deszczyk, czyli pogoda taka w sam raz do sprzątania. Ale sprzątanie jakoś zupełnie mi nie idzie. To znaczy sprzątam, ale w wyobraźni. Co, niestety, nie przenosi się do realu. Za każdym razem, gdy dzień się kończy, a ja roboty nawet jednym małym palcem nie popchnęłam do przodu, obiecuję sobie, że jutro.... A jutro jest futro, jak mówią. W przyszłym tygodniu przychodzi sympatyczna pani i to, czego ja nie mogę zrobić przez miesiąc lub dłużej, ona zrobi i to dokładnie w jeden lub dwa dni. Ale żeby pani Małgosia mogła zabrać się za sprzątanie ja muszę przygotować dom do tej roboty, czyli go odgruzować. Po pierwsze szafka z torebkami kasz, w których to torebkach jest więcej pajęczyn i moli, niż kaszy. Ale kasze są tuż nad podłogą. Mógłby mój mąż wygarnąć wszystko z szafki, ale... To ale jest dosyć istotne. I tak często słyszę, że bez potrzeby kupuję nowe torebki, gdy jeszcze są stare. A jak by tak wygarnął zawartość dwóch półek, to potem ja miałabym słuchania na dobry kawał czasu, więc kombinuję, jak tu samodzielnie za to się zabrać. Mój mąż ma rację w sprawie zapasów, ale tylko częściowo (z bólem serca muszę mu rację jednak  przyznać). Ale jak tu w przepastnej szafce dopatrzeć się, co jest, a czego nie ma? Chyba muszę przenieść kasze na płytsze wyższe półki, czyli zanosi się na przemeblowanie kuchni. Robota w sam raz dla starszej pani po operacji kręgosłupa.

      i tym bardzo optymistycznym akcentem kończę swój dzisiejszy wpis. Może jutrzejszy dzień przyniesie jakieś zmiany na lepsze. Oby.

 

22:20, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
niedziela, 26 lipca 2015
No i zostaliśmy sami...

      Córka z zięciem i prawnukami wyjechali. Dziś wyjeżdża wnuk. A ja zamiast lepiej się czuć, czuję się gorzej.

      Przy gościach kręciłam się, gotowałam, ładowałam zmywarkę i wyładowywałam i byłam pełna energii i zdrowia. I nagle zjazd w dół. Boli mnie bardziej niż wcześniej kręgosłup, zeszło ze mnie powietrze i jestem jak dętka. Może ja tak mam, że do dobrego samopoczucia muszę być na pełnych obrotach. To nie jest wykluczone. 

      Właśnie pojechał wnuk, no i zostaliśmy sami. Co tu robić? Roboty, co prawda, jest moc, ale... Do wszystkiego trzeba się schylać, a nie jest to dobra dla mnie pozycja.

       1). Rozmrozić lodówkę. To, że pół dnia jest bajzel w całej kuchni przy takiej robocie i nie ma miejsca nawet na deseczkę do krojenia chleba, to drobiazg. Najważniejsze, że do dolnych półek trzeba się schylić.

       2). W szafkach trzeba przejrzeć wszystkie mąki i kasze, bo znowu pojawiły się mkliki i ten sam problem. Produkty te znajdują się w szafce na półkach tuż nad podłogą.                   

       Wcześniej do głowy mi nie przyszło, że przy tzw. domowych zajęciach jest tyle gimnastyki. Po prostu była robota i trzeba było ją zrobić bez zastanawiania się nad skłonami, czy przysiadami. A tu trzeba zupełnie zmienić styl życia (Dzięki Bogu, że tylko na jakiś czas) i nie jest to wcale takie łatwe. Nawet głupie mycie nóg w łazience wymaga gimnastyki. Oszaleć można. Boję się nawet pomyśleć, co muszą czuć ludzie unieruchomieni z jakiegoś powodu.

      Jestem szczęściarą przy całej swojej obecnej biedzie. Mąż nosi zakupy, żebym nie dźwigała, wozi mnie samochodem na rehabilitacje. Syn ma mnie zawieźć do pana doktora do kontroli. A ja wypijam litry wody i przede wszystkim siedzę, co podobno też nie jest najlepsze. Rehabilitant w szpitalu gonił mnie za to. Najlepiej jest, podobno, chodzić lub leżeć. Toteż sporo sobie posypiam nawet w dzień i leżę wtedy na dowolnie wybranym boku.

23:06, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (13) »
sobota, 25 lipca 2015
Ciemno...

      Czy można mówić o jasnych i ciemnych stronach człowieka? Chyba tak, skoro ciemna strona znalazła się w tytule utworu poety.

      Jest dopiero godzina 17,40 a za oknem prawie mrok. Drzewa szarpane wiatrem stwarzają uczucie zagrożenia. Chmury nie płyną, a pędzą. Co jakiś czas niebo rozdzierają błyskawice i słychać grzmot. Ciemno na zewnątrz i ciemno robi się wokoło człowieka i w jego środku. 

      Nie lubię burzy. Wiem, że oczyszcza powietrze, ale niesie z sobą zagrożenie i niepokój.

      A ja wiem, że nas burza z piorunami czeka także w polityce. (Właściwie już się zaczęła, ale na razie to tylko przegrywka przed totalnym atakiem, który, jestem przekonana, nastąpi.) I to tylko tej burzy patrzeć. Będzie walka na słowa i obietnice, walka uczciwa i podstępna z wykorzystaniem wszelkich dostępnych środków niekoniecznie uczciwych. Liczyć się będzie tylko, kto kogo i w jaki sposób. Myślę, że prym w tej walce będzie wiodła partia, której ja nie lubię i jej nie kibicuję.

      Czy można nie brać udziału, choćby emocjonalnie, w tym, co się dzieje dokoła? Ja nie potrafię tak się odizolować. Tu jest mój dom i pragnę dla swoich bliskich i dla siebie ładu i spokoju. Nie chcę, aby ktoś mi dyktował, co mam myśleć i jak żyć.

      Niżej wiersz Krzysztofa Cezarego Buszmana.

Krzysztof Cezary Buszman

LIST DO CIEMNEJ STRONY CZŁOWIEKA

Wciąż błąkasz się jak obłąkany
Wszędzie się dopatrując zmowy
Dla Ciebie świat - gumowe ściany
W zakładzie dla normalnie zdrowych.

Los to przeszłości jest pokuta
Którą się z nikim nie podzielisz
Więc w swoich zacznij chodzić butach
I w swojej budzić się pościeli.

Jad nienawiści przestań sączyć
Bo to nie moja przecież wina
Że Twój banalny świat się kończy
Gdzie mój dopiero się zaczyna.

Nie bądź więc pomnożonym zerem
Co przezroczystą daje sumę
Rujnując podłym charakterem
Co ja stworzyłem tu rozumem.

Nic nas od siebie nie wybawi
Zanim nie spełnię dni w Zenicie
Ja Ciebie znoszę, gdy się zjawisz
Ty siebie musisz całe życie.

17 lipca 2004 Londyn

18:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
czwartek, 23 lipca 2015
Jak to jest?

      Ostatnio włączam internet i czytam, że Pan prezydent podpisał ustawę o in vitro. I zaraz dalej artykuł o tym, ze hierarchowie KK czują w związku z tym ból. W kolejnych tekstach znalazłam wzmiankę o krzyku (pewno niemym) zamrożonych zarodków. A ja zadaje sobie pytanie w jakim świecie ja żyję i co przed nami jeszcze?

      Żyję na świecie już dosyć długo i pamiętam różne rzeczy z przeszłości. Na porządku dziennym były kiedyś aborcje. Jeśli kobieta nie chciała rodzić, a zaszła w ciążę, szła do lekarza, a czasami do babki i tę ciążę usuwała. I tak się działo do czasu, gdy został wybrany papieżem nasz rodak Jan Paweł II - z całą pewnością wielki człowiek. I to, co do tej pory grzechem żadnym nie było, stało się grzechem nr.1. Życie człowieka jest od poczęcia do naturalnej śmierci - postanowiono. A kiedy to życie się poczyna? - tu zaczęły się dyskusje. Czy to jest chwila narodzin, czy zapłodnienia, a może jeszcze wcześniej, może to samo jajeczko i plemniki? No i pojawił się zakaz używania wszelkich środków antykoncepcyjnych i włącznie z prezerwatywami nawet  dla chorych na Aids ludźmi. Ja nie jestem za aborcją. Sama jej nie stosowałam, ale uważam, że to jest wyłącznie sprawa kobiety, jej partnera i lekarza.

      Jestem osobą bardzo dociekliwą i w związku z tym zadaję sobie wiele różnych pytań. Tu nasuwają mi się dwa.

      !) Kto ma prawo ustalać, co jest grzechem, a co nim nie jest. Jest Dekalog. Są słowa Pana Jezusa zapisane w Ewangeliach i chyba koniec na tym. Gdy zapytano Pana Jezusa, jakie są najważniejsze przykazania, powiedział, że należy kochać z całego serca i siły Pana Boga swego, a bliźniego swego, jak siebie samego. Nie dodał niczego więcej. Jak to się dzieje, że przez całe wieki to, co nie było uznawane za grzech (do tego ciężki) nagle grzechem się staje?

      2). Dlaczego hierarchowie KK tak skoncentrowani są na "grzechach" dotyczących sfery intymnej człowieka?

      A poza tym, czy nie lepiej mówić o tym, co w życiu jest ważne, dobre, pożyteczne dla dobra ogółu i dla jednostek, niż koncentrowanie się na błędach ludzkich i słabościach? 

 

10:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »
wtorek, 21 lipca 2015
Rehabilitacja - to jest jednak ciężka praca.

      Dzisiejszy wpis będzie króciutki, bo po drugiej rehabilitacji jestem rozbita, jak kotlet. A rehabilitacja była delikatna, tylko wzmacniająca mięśnie chorej nogi. Pani pracowała, a ja sapałam i mełlam ozorem. Na razie czuję wszystkie mięśnie i gnaty. Ale efekt był. Przeszłam pół sali i nie podwijał mi się i nie skakał palec. Znaczy się, będzie dobrze. Idę spać. Dobranoc.

20:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 20 lipca 2015
Musi być dobrze.

      Znowu zapowiadają przekładaniec pogodowy. Upały, a po nich ulewy i burze. Dla mnie męcząca jest taka pogoda. Człowiek w pewnym wieku potrzebuje już trochę równowagi tej wewnętrznej i zewnętrznej.

      Dziś byłam pierwszy raz na rehabilitacji. Dowiedziałam się, że źle stawiam chorą nogę. Prawidłowe ustawienie jest z piętą skierowaną lekko do środka i z palcami lekko na zewnątrz. Od tego, między innymi, zależy prawidłowe chodzenie. Poza tym, nie mam żadnych przykurczy, natomiast mam osłabienie prawej (chorej nogi). I na tym skoncentrowana była rehabilitantka. Było dużo ćwiczeń z podnoszeniem palców.

      Nadzieja wstąpiła w moje serce. A może będę jeszcze dobrze chodzić, a jeśli nie dobrze, to lepiej? Powiedziała, że jestem porozciągana, ze widać, że kiedyś ćwiczyłam i ze ona nie widzi przyczyny fizycznej, dla której mam te trudności. Moje skaczące paluchy, jej zdaniem pochodzą z centralnego układu nerwowego, czyli po przebytym mikroudarze.

      A do nas przyjeżdżają dzisiaj nasi dwaj prawnusiowie, którzy na kilka dni wyjechali do swojej mamy. Trzymaj się prababciu. Będzie wesoło.

20:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
niedziela, 19 lipca 2015
Wieczór.

                      

      Właśnie przeszła burza z ulewą i wichurą. Na moim zdjęciu są widoczne krople deszczu na szybie. Nie umiem jeszcze zrobić zdjęć w zapadającym mroku. Pewno potrzebne są jakieś flesze. ale nie mam ich, niestety. No a poza tym, nie umiem ich stosować.

      I mam pytanie do wszystkich speców. Jak można z internetu nagrać na tablet muzykę z you tuba. Mam sporo różnych utworów wgranych do bloga, ale nie wiem, jak je przenieść do tabletu i w które miejsce. Jestem kompletny ignorant w tej sprawie i jeśli ktoś chciałby mi podpowiedzieć, jak to zrobić, to prosiłabym ze szczegółami. Jak dla 80 letniej babci. Poza tym jeszcze jedno jest dla mnie ważne. Czy na takie wgranie muszę mieć jakąś zgodę, czy muszę wnieść jakąś opłatę? Nie chciałabym mieć kłopotów z prawem.

      Stanisław Jerzy Lec napisał: Nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności. Ale znajomość często.

21:35, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (13) »
sobota, 18 lipca 2015
Wczoraj wspomnienia, dziś obecna rzeczywistość. Jak to w życiu..

      Wczorajszy dzień był dla mnie dosyć trudny.

      Po pierwsze odpłynęłam we wspomnienia z przeszłości. A wspomnienia i wojenne i powojenne powodują u mnie schodzenie do przykrych uczuć, które to uczucia na co dzień staram się zamykać na klucz i klucz odwieszam w trudno dostępne miejsce. Stąd moje smutne wyciszenie.

      Po drugie dostałam bardzo dokuczliwych kurczy w nogach. Nie mogłam ruszyć żadnym palem, gdyż napinały mi się boleśnie mięśnie nóg. Być może zmiana pogody miała na to wpływ. Nie wiem. Koło południa zadzwoniłam do lekarza, który mnie operował, a on powiedział, żebym ograniczyła chodzenie. Zalecił mi środek przeciwbólowy i ewentualną wizytę u niego, gdyby kurcze nie ustąpiły.

      ***********************************************************************

     Jeszcze dziś czuję się jakbym nagle wypłynęła na powierzchnię z głębokiej wody. I tu dopiero staram się oprzytomnieć.

      A na dworze znowu upał. Pralka właśnie dzielnie pozbywa się brudu z różnych moich ubrań, a ja się lenię.

      Wczoraj jakaś młoda sójka grzmotnęła z całej siły o nasze okno i spadła na ziemię. Zanim szybko doszłam do okna, nasz pies już ją ciągnął za skrzydło w maliny. Moja koleżanka powiedziała później, że pewno w cieniu krzaków chciał zrobić jej sztuczne oddychanie, ale ja posądziłam go o mniej szlachetne zamiary. Oczywiście, podniosłam raban i mój mąż i córka wybiegli z domu do ptaka i do sztucznego oddychania nie dopuścili. Ptak chwilę posiedział w ogrodzie na stole, odpoczął i pofrunął do dwóch dużych sójek, które odzywały się i krążyły w pobliżu.

      I tym sympatycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis.

14:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2