RSS
wtorek, 31 lipca 2018
Ja to mam szczęście.

Co kilka dni dostaję prezent za prezentem i to za darmo. Tylko muszę po niego przyjechać i go odebrać. A co ciekawe, ja o nic nie proszę i w nic nie gram. Po prostu prezenty same mnie ścigają. A ja ich nie chcę. Raz nawet się połakomiłam na taką darmochę, bo był to odkurzacz samojezdny i samodzielnie sprzątający mieszkanie. Tak poinformowała mnie dzwoniąca do mnie pani. Przez głowę przeleciała mi szybka myśl, że taki odkurzacz może wyręczyłby mnie, gdy trzeba sprzątnąć kurz z podłogi. (A od czasu, gdy wstawione zostały mi implant do kręgosłupa lędźwiowego i ochrona na kręgozmyki, to trudno mi pracować w pozycji schylonej.) No i się zgodziłam przyjechać po odbiór prezentu. Od razu dostałam opierdziel od mądrzejszych i bardziej ostrożnych bliskich mi ludzi. Szybko zadzwoniłam, żeby odwołać odbiór kosztownej darmochy. Matko kochana! Ile było gadania z drugiej strony telefonu i jakie niezadowolenie. - A kogo ja teraz znajdę na pani miejsce? - zapytała mnie pani organizująca spotkanie. A ja, gamoń kompletny, zamiast zapytać - To jak to? Na taki drogi i do tego darmowy odkurzacz brakuje chętnych? - jąkałam się jak uczennica wywołana do tablicy. A ile razy miałam propozycję, żeby wziąć pożyczkę. Co jakiś czas ktoś dzwoni z propozycją.

Chyba jedynym wyjściem jest zlikwidowanie telefonu stacjonarnego. Innego wyjścia nie widzę.

17:31, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 30 lipca 2018
Nowy dzień.

Jest godzina 4,45. Miesiąc temu o tej porze był już jasny dzień, a ja szłam pleć do ogródka. Dziś jest zamglony poranek. Słońce wzejdzie o 4,52. Już widać, że dzień jest krótszy.

I nadszedł wieczór. Prawie cały dzień przeszedł na nicnierobieniu. Południa ostatnio przesypiam. Myślę, że jest to dobry sposób na uchronienie się przed przegrzaniem głowy. Ponieważ pod koniec lipca i w miesiącu sierpniu nie jeżdżę na rehabilitację, to snuję się jak cień po domu i po ogrodzie. Tu coś skubnę, tam wyrwę jakieś zielsko. Zrobionej roboty nie widać, ale jestem zadowolona. Na grządkach zatrzęsienie wszelkich dóbr. Rosną ogórki, pomidory, sałata itd. Dziś po trzydniowej przerwie w zbieraniu plonów z działki przyniosłam do domu trzy pełne kubełeczki dorodnych ogórków. Jest ich tak dużo, że od jutra rozpoczynam ich rozdawanie.

Za oknem żar leje się z nieba. Upał taki, ze strach wychodzić z domu. Dla lekkiej ochłody piękne wykonanie utworu Morning Rain (w moim amatorskim tłumaczeniu - Dzień dobry deszczu) w wykonaniu Omara Akrama. Zdjęcia Andreea Petcu.

 Gminny Ośrodek Kultury już wkrótce zaprosi mieszkańców do kina na filmy. Na razie jest kino leśne. Na brzegu lasu raz w tygodniu w piątek ustawiane są leżaki i krzesła przed ekranem i wyświetlany jest film. Raz na takim filmie byłam. Było bardzo sympatycznie, ale sama nie będę tego kina odwiedzała ze względu na porę wyświetlania filmu. 8,30 to trochę późno na

                     

rozpoczynanie projekcji, bo zakończenie pokazu jest o godzinie 10,30. Co prawda świecą się latarnie na ulicach, ale wszędzie jest pusto tylko psy szczekają. Czasami pojawia się jakiś człowiek na ulicy, ale wtedy nie wiadomo czy cieszyć się ze spotkania, czy się bać.

17:25, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 23 lipca 2018
Ale dopieka.

Oj! Coś mi dzisiaj pisanie idzie bardzo ciężko. Myśli trudno pozbierać, a jeszcze trudniej sklecić jakieś zdanie. Przelatują mi przed oczami obrazy pełne obecnego lata i różnych zapachów i smaków. Lubię tę porę roku, ale z trudem radzę sobie z upałami. Upały były dobre wtedy, gdy miałam dwadzieścia lat, a nie teraz, gdy mam już czwórkę prawnuków i gdy jestem już mocno starszą osobą. Dziś zamiast upałów wolę jesienne przymglenie i srebrne nitki babiego lata na drzewach i krzewach.

Moje osobiste centralne ogrzewanie nie działa już tak, jak kiedyś. O przegrzanie głowy wcale nie jest trudno, nawet bez wychodzenia na palące słońce. Ale w domu można jeszcze czuć się względnie bezpiecznie. W razie potrzeby jest wanna z wodą, w której można się ochłodzić. Można zmoczyć włosy i położyć sobie chłodny okład na karku. Można zmierzyć ciśnienie i wziąć leki w razie potrzeby. Ale żal mi tego, co już minęło bezpowrotnie. Opalania się na kocyku, spacerów z rozwianym włosem po skąpanych w słońcu ulicach i tego wszystkiego, co było i już odpłynęło w siną dal.

Odwołałam rehabilitację w miesiącu sierpniu, gdyż zapowiadane są upały ponad 30 stopni. Nie chcę ryzykować.

Wiersz Antoniego Słonimskiego Żal 

 Żal - Antoni Słonimski

 
 
Gdy cię spotkałem raz pierwszy,
Mokre pachniały kasztany.
Zbyt długo mi w oczy patrzałaś-
Ogromnie byłem zmieszany.

Pod mokre płaty gałęzi
Szedłem za tobą w krok.
Serce me trzymał w uwięzi
Twój fiołkowy wzrok.

Dawno zużyte słowa
Wróciły do mnie znów
I zrozumiałem od nowa
Znaczenie prostych słów.

I tak się jakoś stało,
Że bez tak pachniał - jak bez,
I słowo "pachnieć" pachniało,
I łzy były pełne łez.

Tęsknota, słowo zużyte,
Otwarło mi swoją dal...
Jak różne są rzeczy ukryte
W króciutkim wyrazie: żal.

Antoni Słonimski



23:25, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
sobota, 21 lipca 2018
Jak zrobić ocet?

Weszłam ostatnio do piwnicy, aby wynieść świeżo zrobione przetwory  i zobaczyłam, że dwie długie półki zajęte są słoikami z sokiem. Ten sok jest stary. Są słoiki nawet z 2013 roku. Sok ten wygląda dobrze, jest zamknięty i szkoda mi go wylać. Chciałabym zrobić z niego ocet, ale nie wiem jak się do tego zabrać. Poza tym, czy jest szansa na to, że zrobiony z niego ocet będzie wartościowy.

Znowu ogarnęło mnie szaleństwo przerobowe. Kiszę własne ogórki z działki, robię soki, dżemy i kombinuję co by tu jeszcze zrobić.  Nowym pomysłem jest właśnie ocet. Wszelkie rady, uwagi i przestrogi przyjmę z wdzięcznością. Radzono mi, żeby do tych soków zlanych do gąsiora dodać garść rodzynek i zostawić gąsior na słońcu. Wolałabym jednak dowiedzieć się od kogoś, kto już robił ocet, czy warto się za jego robienie brać.

W planach jest jeszcze peperonata. Zrobiłam ją po raz pierwszy w ubiegłym roku i tak mi smakowała (i nie tylko mnie), że postanowiłam w tym roku zrobić kilkanaście słoików tego paprykowo-pomidorowo- cebulowo- czosnkowego specjału. Świetny jest do makaronu, ryżu, a nawet do chleba.

Zrobię jeszcze przecier pomidorowy, którego zawsze bardzo dużo u mnie idzie, a kupowanego w sklepie nie używam i zakiszę kapustę na surówki w zimie.

21:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
piątek, 20 lipca 2018
Plony.

Ostatnio sporo czasu spędzam na powietrzu. Staram się wcześnie wstawać i jeśli nie pada deszcz, to idę do ogrodu. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, jaka to frajda wyrywać zielsko i gracować grządki, między warzywami, czy poziomkami.

Krzewy malin są tak rozrośnięte, że tworzą gęsty bór. Wiosną wycinamy je przy ziemi zostawiając małe patyki, one wypuszczają młode pędy i owocują obficie w drugiej połowie sierpnia i w następnych miesiącach.Wtedy co dwa - trzy dni zbieramy maliny i przerabiamy je na zimę. Część można mrozić.

Zaczęły się już różowić nasze pomidorki. Zrywam je lekko wybarwione i bardzo szybko dojrzewają na oknie.

Te pomidorki nie były środkami chemicznymi pryskane ani razu i są o wiele lepsze w smaku od tych kupowanych na straganach.

Z dumy mało nie pęknę, bo nasiona pomidorów sama wysiałam, zrobiłam rozsadę, wysadziłam  każdą roślinkę do osobnego pojemniczka i gdy już nie groziły przymrozki posadziłam sadzonki do ogródka. Krzaki wyrosły bardzo duże, jest na nich sporo owoców, a ja tylko chodzę, podwiązuję je i od czasu do czasu pryskam ekologicznym opryskiem EM 5. Są to wyizolowane korzystne tak dla roślin, jaki i ludzi bakteria, które zasiedlają rośliny i nie pozwalają wejść patogenom. Uczę się wszystkiego od córki, która wraz z mężem prowadzi w Bieszczadach gospodarstwo ekologiczne. Jak na razie nauka nie idzie w las, tylko w nas. Po raz pierwszy udało mi się bez chemii wyprodukować zdrowe owoce pomidorów i ogórków. Nasiona pomidorów mam od córki, a ona kupuje odmiany odporne na choroby.

Mniej już teraz kupuję warzyw na straganach, czyli jest taniej i zdrowiej. Nawet mój mąż, który patrzył krytycznym okiem na moje ogrodowe szaleństwa dziś patrzy na nie życzliwie  i już zgodził się na rozszerzenie ogródka.

23:03, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
czwartek, 19 lipca 2018
Opowiadanie Anthonego de Mello.

Bardzo lubię Modlitwę żaby - zbiór krótkich opowiadań, które pochodzą z różnych krajów, kultur i religii. Opowiadania te zostały zebrane w dwóch tomach. Mam te książki już dosyć dawno i co jakiś czas zaglądam do nich, ciesząc się zawartą w nich mądrością. 

Cytat:

"Obie rzeczy - zarówno to, przed czym uciekasz, jak i to, za czym wzdychasz - są w tobie."  

Dziś wstawiam jedno z opowiadań. Jest ono przedrukowanie z internetu.

Zwykła herbata jest najlepsza

Ludzie byli znani z tego, że czynili życie bogatym, dla siebie i innych, mając niewiele majętności.
Była w Japonii grupa starszych panów, którzy spotykali się, by wymienić nowiny i napić się herbaty. Jedną z ich rozrywek było, poszukiwanie kosztownych rodzajów herbaty i tworzenie nowych mieszanek, które by cieszyły podniebienie.
Kiedy nadeszła kolej najstarszego członka grupy, żeby ugościł pozostałych, podał on herbatę z największą ceremonią, odmierzając listki ze złotego pojemnika. Wszyscy wyrażali dla herbaty najwyższe pochwały i chcieli wiedzieć, przez jakie to szczególne połączenie, osiągnął tak doskonałą mieszankę.
Staruszek uśmiechnął się i rzekł: „Panowie, herbata, którą uważacie za tak doskonałą, to herbata, którą piją chłopi na mojej farmie. Najlepsze rzeczy w życiu nie są ani kosztowne, ani trudne do znalezienia”.

Anthony de Mello MODLITWA ŻABY.






17:35, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
środa, 18 lipca 2018
Rządowa sprawiedliwość.

"Będą zmiany w rewaloryzacjach emerytur? Rząd chce wspomóc najbiedniejszych

dzisiaj 07:48 aktualizacja10:06
Rząd chce zmienić zasady rewaloryzacji emerytur, by zniwelować różnice między najbogatszymi i najbiedniejszymi emerytami. Nie zmieniłaby się pula pieniędzy, ale byłaby inaczej dzielona - informuje "Gazeta Wyborcza"."
 Wściekłam się, jak to przeczytałam. Jakim prawem ktoś może chcieć grzebać w mojej emeryturze. Nie zaglądam nikomu do portfela i nie życzę sobie, aby ktokolwiek zaglądał do mojego, niezależnie od tego ile tej emerytury dostaję. A nie są to kokosy, bo to emerytura nauczycielska. To są pieniądze wypracowane przeze mnie, od których zapłaciłam już w czasie pracy podatek. Tymczasem dziś, nie dosyć, że od emerytury odliczany jest znowu podatek, czyli jak rozumiem, drugi raz pobierane są pieniądze, to jeszcze ktoś chce być dobrym wujkiem, rządząc się uzbieranymi przeze mnie zasobami pieniężnymi.
Właściwie nie powinnam być zdziwiona. Przecież wielu ludziom wcześniej bardzo mocno obniżono ich wypłaty, tylko dlatego, że byli ochroniarzami lub pracownikami w zakładach pracy, które dziś są krytykowane jako wrogie obecnej rzeczywistości. I nie było ważne jak długo pracowali i na jakich stanowiskach.
Przychodzi mi do głowy myśl, że propozycja tej zmiany w emeryturach może być kiełbasą wyborczą. Przecież "dobra zmiana" nie może pozwolić na to, aby jakaś inna partia niż ona wybory wygrała, więc podejmowane są działania zapobiegające przykrym niespodziankom, czyli chcą zamieszać w kotle.
14:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
niedziela, 15 lipca 2018
Kot z całą kocią rodziną.

Ostatnio chyba zaczynam świrować. Tematem moich świrów jest ogródek. Nie dosyć, że zdarza się, że zrywam się do pracy na zagonkach o godzinie 6 rano, to na dodatek myśli o moich uprawach towarzyszą mi w najróżniejszych, przedziwnych sytuacjach. Np. dzisiaj oboje z mężem pojechaliśmy do kościoła i ja nagle w środku mszy znalazłam się w moim ogródku. I nim się tropnęłam, co ja wyprawiam, to zaczęłam planować, co w którym miejscu wysadzę i zasieję w przyszłym roku. No i byłam w czasie mszy w ogródku, a nie w kościele. Co prawda podobno nie tylko praca, ale nawet taniec mogą być modlitwą, ale bez przesady.

Takie odjazdy miewałam już wcześniej, ale dotyczyły one zupełnie czegoś innego. Pamiętam miałam przygotować program artystyczny związany z jakąś uroczystością szkolną. Wzięłam wszystkich uczniów z klasy VIII, żeby nikt się nie poczuł pominięty i zaczęłam z nimi indywidualną pracę, jak interpretować utwór, do którego miał dochodzić jeszcze podkład muzyczny. Po takiej  pracy zdarzało się, że w domu lub w drodze po zakupy  zaczynałam odtwarzać z pamięci jak z taśmy magnetofonowej recytację dziecka. Słyszałam jak akcentowane są wyrazy, gdzie robione są przerwy i w jaki sposób. Po powrocie do szkoły miałam nowy materiał do pracy.

Ale ogródek i odpływanie do niego w takich niecodziennych okolicznościach to dla mnie nowość. Nawet nie wiem, jak nazwać to, co mi się przydarza.

No i trudno. Niech już tak zostanie, skoro takie odpływanie nikomu nie wyrządza krzywdy.

Na zakończenie dzisiejszego wpisu piękna melodia w artystycznym wykonaniu Ernesto Cotazara - A moment You Will Always Remember.

19:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (13) »
czwartek, 12 lipca 2018
Dochodzi godzina 24.

                            

Lubię obecne lato. Ostatnio nasze kolacje ograniczają się do surówek z różnych warzyw, które zrywam w naszym ogródku. Jest już sałata, ogórki, koper, cebulka. Są zioła. Jeszcze nie dojrzały pomidory, ani te wysokie, ani koktajlowe. Nie mam też własnej papryki i muszę kupować ją na straganach, ale własna jest lepsza i co najważniejsze nie pryskana środkami chemicznymi. W przyszłym roku, jeśli będzie mi dane cieszyć się jeszcze wschodami i zachodami słońca, nasiona pomidorów wysieję do skrzynek już w lutym i postaram się o wyrośnięte już sadzonki papryki. Jaka to frajda móc iść na zagonki i nie tylko cieszyć oczy wszystkim, co rośnie, ale też i korzystać ze zdrowych  darów natury.

Prawdę powiedziawszy, to moje życie jest dosyć monotonne. Wyznacza je poranne i wieczorne wpuszczanie kropli do oczu (mam jaskrę) i branie leków. Odskocznią od codzienności są moje wyjazdy do Warszawy na rehabilitację. I chociaż te wyjazdy są trochę męczące, to pozwalają mi czuć się w miarę normalnie, tak jak każdy inny sprawny człowiek. Dojeżdżam do Dworca Gdańskiego, zjeżdżam windą na dół, (a jeszcze nie tak dawno bałam się windy) i jadę metrem, później autobusem i jeszcze kawałek idę. I w czasie tej drogi przychodzi mi do głowy myśl.  - Nie jest jeszcze ze mną źle, jeśli sama sobie radzę, a mam już swoje lata. -  Nauczyłam się też prosić ludzi o pomoc. Gdy wstaję z siedzenia w pociągu i kieruję się już do wyjścia, to proszę, kogoś z podróżnych o podanie mi ręki, gdyż mam zachwianie równowagi. Nikt nigdy nie odmówił mi pomocy. A ja czuję się samodzielna i jest mi z tym dobrze.

Kiedyś jakaś starsza pani łaskawie mnie pouczyła, że moje dzieci mają obowiązek się mną  opiekować w podróży  i chyba była zdziwiona i zdegustowana, gdy wyjaśniłam jej, że to jest moja suwerenna decyzja i że samodzielność jest dla mnie bardzo ważna.

A teraz piękne wykonanie utworu  przez uzdolnione dziecko.

Jeffrey Li : 13 - Year-Old Sings Incredible Rendition Of. You Raise Me Up - America's Got Talent 2018.

23:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
niedziela, 08 lipca 2018
Na ratunek chłopcom.

Dziś pierwsza czwórka chłopców ma być wydobywana z jaskini na powierzchnię. Dla mnie ta wiadomość jest ważniejsza od wszystkich innych. Grono specjalistów myśli jak tym dzieciom i ich opiekunowi pomóc.

Dla mnie takie zamkniecie w grocie odciętej od świata, to horror. Po różnych cmentarnych opowieściach mojej Babci całe życia bałam się zamknięcia. Wolałam wchodzić na dziewiąte piętro po schodach, niż jechać windą, bo a nuż winda się zatrzyma i ja nie będę miała możliwości wyjścia. Dopiero ostatnio nauczyłam się korzystać samodzielnie z windy na Dworcu Gdańskim w Warszawie, chociaż gdyby były schody ruchome na perony, to bym je wolała. A tu mali chłopcy, początkowo bez żadnej nadziei na to, że ich ktoś odnajdzie, podobno zachowują pogodę ducha i nie wpadają w panikę. Dla mnie to jest nie do wyobrażenia. Hart ducha tych chłopców bije na głowę dorosłych. Ich opiekun - bardzo młody człowiek potrafił zapanować nad ich strachem. Okazał się bardzo dojrzałym człowiekiem.

Jestem wzruszona i jednocześnie zbudowana świadomością tego, że w takich trudnych sytuacjach ludzie się jednoczą i razem walczą, aby przezwyciężyć trudności. Ci nurkowie, komandosi i cały sztab specjalistów różnych profesji, którzy walczą tu, na powierzchni o uratowanie dzieci i ich opiekuna są godni naśladowania. To ludzie zjednoczeni wokół dobrej sprawy. Oby takiego zjednoczenia wokół innych dobrych spraw było więcej.

08:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »
 
1 , 2