RSS
sobota, 31 sierpnia 2013
Mija kolejny dzień

 

Dochodzi godz. 19. Sobota. W taki dzień, o tej porze mieszkanie powinno być już przed niedzielą posprzątane i upieczone ciasto. A teraz dobrze, gdyby był już relaks. A jak jest? Na parterze jako tako, a na piętrze podłogi zasłane papierami i książkami. Bałagan totalny. Ledwo się dokopałam do komputera. Gdy idę, to muszę co chwila omijać walające się po podłodze szpargały.

Ten bałagan, to początek generalnego sprzątania, za które w końcu się wzięłam, z uwagi na to, że za tydzień przyjdzie pani do zimowych porządków z myciem okien, wieszaniem upranych firanek itd. Wiadomo. Żeby było przyzwoicie sprzątnięte, to najpierw musi być totalny pierdzielnik. Tym razem wywalam wszystko to, co mi zagraca mieszkanie. A nagromadziło się różnych rzeczy. Żeby tylko ubrania, ale ja zaczęłam gromadzić wszystko jak leci. W przechowywanych skarbach znalazły się m.in. stare rysunki mojego prawnusia (i nie wiem, czy je wyrzucę), kartka przygotowująca do pisemnego egzaminu maturalnego mojego wnuka, a chłop w chwili obecnej dobiega trzydziestki i inne pamiątki. Jeden regał wyjechał z pokoju, zrobiło się luźniej, a książki upchnęłam na ścisk na drugim regale. Książki, to osobna opowieść. Mam ich setki i rozstać się z nimi nie potrafię. Tu żaden rozsądek nie pomaga. Z książkami zaprzyjaźniłam się w czasach mojego powojennego dzieciństwa, gdy oprócz czytania nie było nic ciekawego do roboty i tak już mi zostało.

Kot ułożył się na moim łóżku i smacznie śpi. Nie tak jak ten z obrazka, który swojej pani pomaga w porządkach. Niestety obrazka nie udało mi się wkleić. To był gif. Zmniejszyłam go, bo nie chciał wejść do bloga. A po zmniejszeniu wyszło coś żałosnego. Ani zdjęcie, ani gif. I nie wiem dlaczego.

20:17, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
czwartek, 29 sierpnia 2013
Znowu czekam, aż mi spadnie ciśnienie.

 Jest godzina 23,10. Znowu podniosło mi się ciśnienie. Nawet wiem czemu. Przeglądałam strony : onet,pl i www.pl i w oczy rzucił mi się straszny tytuł dotyczący krzywdy wyrządzonej dziecku. Strasznej krzywdy, nienaprawialnej. Nie chcę pisać jakiej, żeby sobie nie dokładać jeszcze, a czytelnikom nie psuć nastroju. Oczywiście zabuzowały we mnie emocje i jest efekt. Wzięłam leki siedzę i czekam, aż zadziałają.

W takiej sytuacji zwykle przeglądam aforyzmy, albo biorę się za Chłopów Reymonta. To moja ulubiona książka. Przeczytałam ją już tyle razy, że na pamięć znam różne wypowiedzi poszczególnych bohaterów. Ale za każdym razem, gdy do niej zaglądam, sprawia mi dużo radości sposobem przedstawienia wiejskiej scenerii, językiem, humorem i wszystkim tym, co odbieram w czasie lektury. I to nie tylko, gdy czytam całość. Wystarczy fragment, abym się od razu lepiej poczuła. Drugą moją ulubioną książką jest Colas Breugnon R. Rollanda. Ciepła i pełna życiowej mądrości i humoru opowieść.

Dziś otworzyłam na którejś stronie Chłopów, ale siedzę przed komputerem i piszę, bo to też mnie uspokaja. Takie huśtawki emocjonalne wywołane czasem różnymi drobiazgami, a czasem poważnymi sprawami mam już od lat. Dlatego staram się nie oglądać filmów wojennych, ani żadnych horrorów. Staram się tak żyć, aby nie zakłócać spokoju sobie ani  innym i cieszyć się pięknem życia.

Ciśnienie mi spadło. Jest w normie. Idę spać.

 

23:56, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
Dziecko z sali i kłopot z głowy

Dziś przeczytałam dziwną dla mnie informację. Chłopczyk 4-letni podobno zachowywał się w przedszkolu niegrzecznie. Tak napisano. Kręcił się, przeszkadzał, nie chciał spać. Dyrektorka przedszkola kilka razy przekazała mamie informację o złym, jej zdaniem, zachowaniu dziecka. Zasugerowała tej mamie, żeby może przed pójściem do przedszkola dawała maluchowi jakieś krople uspokajające. W przedszkolu radzili sobie z chłopczykiem w ten sposób, że wysyłali go do kuchni, do księgowej i mieli spokój.

Sama przedstawiona sytuacja była dla mnie absurdalna. Kiedy jeszcze przeczytałam, co mają do powiedzenia ludzie piszący komentarze, to otworzył mi się przysłowiowy nóż w kieszeni.     - Niech się sama zajmie rozwydrzonym gówniarzem. - Nie można w przedszkolu zajmować się jednym rozpuszczonym dzieckiem, gdy w sali jest kilkanaścioro innych. - I tak dalej.

Zastanowiłam się nad tym, czy ja czegoś tu nie rozumiem, czy może jestem nienormalna, ale dla mnie dzieci, czy to w przedszkolu, czy w szkole, czy gdziekolwiek indziej - to różni mali ludzie, tacy, którzy potrafią się dostosować do zespołu i tacy, którzy mają z tym problemy. Są przecież dzieci z zespołem Aspergera z ADHD i z innymi. A nauczyciele - to ludzie, którzy powinni umieć sobie radzić z różnymi dziecięcymi zachowaniami, niekoniecznie pozbywając się ich z sali. Nawiasem mówiąc, gdzie tu odpowiedzialność za dziecko dorosłych, przygotowanych do zawodu ludzi? Dziecko to nie przedmiot, którego można się pozbyć. A poza tym, co to za sposób traktowania dziecka i mówienia o nim. Dziecku należy się szacunek, uwaga i zainteresowanie ze strony dorosłych. Jeśli panie w przedszkolu zauważyły, że dziecko z czymś sobie nie radzi, np. jest nadpobudliwe, to mogły powiedzieć matce, aby dla jego dobra zwróciła się do specjalistów w poradni.

A podobno tak walczymy o dobro dzieci tych nienarodzonych i tych narodzonych.

Wkurzyłam się i stąd taki mój wpis. I zdjęcie myślę, że wiele mówiące.

 

17:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
środa, 28 sierpnia 2013
Starość przychodzi nieproszona i jest kłopotliwym podarunkiem - Feliks Feldheim

Czy ja się czuję stara? Nie. Czuję się jakbym miała 50, no 60 lat, a chwilami może nawet mniej, a dobiegam 80-tki. W tym roku kończę 78 lat. Umysł pracuje. Energie na ogół jest. Różne pomysły dotyczące sposobu życia są. Czyli wydawałoby się, że wszystko jest dobrze, a chwilami nie jest. A co nie jest dobrze? Zawodzi mnie strona fizyczna mojego ciała. Bolą kolana, gdy wstaję ze stołka, czy z krzesła. Nie mogę uklęknąć ani nic robić na klęczkach ani w pozycji schylonej. A poza tym występuje nagły niepokój, gdy serce zaczyna szybciej bić, czy samopoczucie jest gorsze niż zwykle. Kiedyś, i bicie serca i samopoczucie nie stanowiły zagrożenia, teraz odbieram je tak, jakby zagrożeniem były. W takich chwilach przychodzą mi do głowy myśli: Ile lat jest jeszcze przede mną? A co później? Na te pytania odpowiedzi są trudne. Właściwie nie ma ich, a jest tylko dołek psychiczny. Ktoś by powiedział, a po co zadawać takie pytania i pewno miałby rację. Ale te pytania nie są efektem ciekawości tylko właśnie emocji. A niepokój po prostu jest i trzeba się z nim jakoś zmierzyć.

Z mojego doświadczenia wynika, że w takich trudnych chwilach najlepiej odwrócić uwagę. Zająć czymś głowę. Np. pisać. Można opracowywać jakiś temat, można rzucić się w wir pracy (patrz przetwory), można spotykać się z ludźmi i rozmawiać na różne tematy, ale przychodzi moment, gdy domownicy idą spać, a łby podnoszą różne strachy.

Patrzę na moje starsze koleżanki. Jedna to elokwentna ponad dziewięćdziesięcioletnia pani po dwóch zawałach. Można z nią porozmawiać o wszystkim. Jest logiczna, pracowita i żyje, a nie wegetuje. Druga dobrze po osiemdziesiątce źle słyszy, źle widzi, jest rozgoryczona i żyje prawie cały czas w lęku a gdy ma okazję mówi o swoim zdrowiu. Zwykle źle się czuje.

Jaka jest recepta na starość jeśli nie szczęśliwą, to przynajmniej spokojną? Pewno starać się wykorzystać w interesujący sposób czas dany nam jeszcze i żyć tu i teraz, Cieszyć się z każdego dnia, z każdej chwili, być uważną, widzieć piękno, które nas otacza i być w kontakcie z ludźmi.

Skąd ten dzisiejszy wpis? Znowu skoczyło mi ciśnienie, a jest już późna godzina - 24,30. Jestem już po lekach i pewno ciśnienie wróciło już do normy, a jutro będzie nowy dzień. Będzie słońce, będzie zbieranie i przerabianie malin, a poza tym przymierzam się do wielkiej pracy, to znaczy postanowiłam powywalać wszystkie niepotrzebne rzeczy, których uzbierałam mnóstwo jako typowa chomikara. Jest to konieczność, bo po 10 września przychodzi do mnie miła pani, która zgodziła się sprzątnąć moje mieszkanie z wykorzystaniem różnych urządzeń na parę wodną. Myślę, że takie sprzątanie i wcześniejsze przesuwanie niektórych mebli (oczywiście przy pomocy wnuka) rozjaśni mój świat i skieruje myśli na rzeczy związane z życiem.

Nawet ludzie w moim wieku mają w sobie wewnętrzne dziecko. I takie dziecko wklejam do bloga.

00:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
czwartek, 22 sierpnia 2013
Albo,albo....

Dzisiaj po ostatnich szaleństwach słoikowych miałam cały dzień błogiego lenistwa. Nawet z załadowaniem zmywarki zeszło mi się aż do wieczora. Snułam się po domu i po sklepach jak przysłowiowy smród po gaciach. I o dziwo rozbolały mnie plecy. I to nie wtedy, gdy nosiłam ciężkie słoiki do piwnicy, nie wtedy, gdy przerabiałam kilogramy owoców, tylko akurat dzisiaj, gdy nie robiłam prawie nic. Właściwie mogę powiedzieć, ze dzisiaj moją pracą było leniuchowanie. Takie lenistwo fizyczne od razu przeniosło się na lenistwo intelektualne, czyli nie zajrzałam dziś ani do czasopism, ani do książek, ani do krzyżówek.

Pamiętam kiedyś, gdy jeszcze miałam regularne spotkania z psychologiem, dowiedziałam się, że uporządkowanie domu, wpływa pozytywnie na uporządkowanie samej siebie. Swojego wnętrza. Czyli idąc tym tropem można chyba powiedzieć, że lenistwo do różnych prac, przenosi się na rozleniwienie wewnętrzne. A takiego rozleniwienia bardzo nie lubię. Pachnie mi to na odległość różnymi kłopotami z Alzheimerem na czele. Czyli jaki wniosek? Od jutra biorę się do roboty, chociaż jeszcze nie wiem, do jakiej.

Co ciekawe, złapałam się na myśli, że potrafię tylko albo pracować na bardzo wyśrubowanych obrotach, albo leniuchować. nie ma nic miedzy jednym i drugim. Żadnej rozrywki. Muszę nad tym swoim odkryciem trochę pomyśleć i wprowadzić w czyn jakąś relaksację, jakieś przyjemności.

Żeby się podeprzeć jakimiś mądrymi wypowiedziami, przytoczę kilka złotych myśli na temat pracy i na temat przyjemności. (Hasła rozrywka w książce nie było).

Każda praca jest możliwa do wykonania, jeśli podzielić ją na małe odcinki. Abraham Lincoln.

Praca nie hańbi, tylko zarobki. Marianna Siwczak.

Niektórzy dzielą pracę na umysłową i bezmyślną. Sławian Trocki

Wystarczy się tylko przyzwyczaić do pracy i już bez niej nie można żyć. Ludwik Pasteur.

Ciągła przyjemność przestaje być przyjemnością. Wolter

Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za to, co robimy, ale także za to, czego nie robimy. Molier

Jeśli rozumieć dosłownie ostatnią myśl, to nasuwa się pytanie czego ja nie robię, a jestem za to odpowiedzialna. Tu muszę się posłużyć ogólnikiem. Nie robię wielu rzeczy. A jakich? Dopiero muszę nad tym pomyśleć.

23:38, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
środa, 21 sierpnia 2013
Wracam do pisania

Ostatnio mocno zaniedbałam pisanie. Wszystko prze to, że swoja energię i aktywność skierowałam w inną stronę. Ja wiem, to nie jest żadne wytłumaczenie. Można przecież swój czas podzielić na różne zajęcia. Ja runęłam w kanał przerobowy. Odwaliło mi równo. Można się przygotowywać do zimy. Ale żeby aż tak? Mój mąż powiedział, że chyba otwieram filię Tarczyna. Te ilości, które ja przerabiałam, były jeśli nie ogromne, to bardzo duże. Samych pomidorów przerobiłam 100 kg. Chyba powinnam spotkać się z psychologiem. Może on by mi uświadomił, po co ja tak mocno wlazłam w ten kanał. Korzyści, jakie widzę dla siebie z tych prac to: nabrałam energii, stałam się aktywna i bardzo ruchliwa (Po wielu latach siedzenia). Przypomniałam sobie, jak się organizuje pracę, a kiedyś byłam w tym dobra. No i narobiłam zapasów dla nas obojga z mężem i dla całej rodziny. 

Zadowolona, że dzieci mają soczki zadzwoniłam do córki, u której teraz siedzi wnuczka z moimi prawnuczkami. Do telefonu podszedł Leoś, mój starszy prawnuczek. Moja uwagę o soczkach zlekceważył. Soczki olał równo i powiedział, że wszyscy dają mu niespodzianki.  Dla niego liczą się klocki Lego. Trochę go rozumiem. Ja też bym wolała dostać niespodziankę, niż wypełniony słoik.

W sprawach kraju i świata. Niepokoją mnie zamieszki w Syrii, Egipcie i w krajach sąsiednich. Wiem, jakim dramatem dla ludzi tam mieszkających jest wojna. Nie mogę pojąć, jak można jechać tam na wypoczynek. Solidaryzuję się z tym, co powiedziała jedna nasza rodaczka o takim wypoczynku. Treść wypowiedzi była taka, że ona nie wyobraża sobie wypoczywania w kurorcie, gdy niedaleko giną ludzie. Ja też sobie nie wyobrażam.

Na inny temat. Zdumiał mnie pan Terlikowski, który usiłował wytłumaczyć z polskiego na nasze, co chciał powiedzieć papież Franciszek, gdy powiedział, że nie będzie sądził gejów. Uważam, że wypowiedź pana redaktora była po prostu żałosna.

Mój dzisiejszy wpis, jest trochę jak groch z kapustą. Po trosze i po łebkach o różnych sprawach. Nie chciałabym, aby wyglądało, że w ostatnim okresie byłam monotematyczna. Przy ćwiartowaniu pomidorów i innych fruktów śledziłam jednak życie przedstawiane w telewizji i w poważnych czasopismach.

Na koniec mojego dzisiejszego pisania i na koniec przerobów jeszcze zdjęcie mojego kota na skrzynce pomidorów. Jemu te pomidory bardzo się podobały. Znacznie bardziej niż mnie.

10:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
czwartek, 15 sierpnia 2013
Aforyzmy.

Jest godzina 23, a mnie podniosło się ciśnienie. Wzięłam lek i czekam, aż ciśnienie mi się unormuje. Żeby jednak uwagę skierować na przyjemniejsze rzeczy przeglądam Księgę aforyzmów i co ciekawsze wpisuję.

Zdradzony mąż powinien być swej żonie wdzięczny: jako rogacz ma większą siłę przebicia. Tadeusz Giegier

Badania medyczne zrobiły taki niebywały postęp, że dziś praktycznie nie ma już ani jednego zdrowego człowieka. Aldous Huxley

Nasz podziw dla nieżyjących męczenników jest tak potężny, że nie zwracamy zbytnio uwagi na żywych bohaterów. Elbert Hubbard

Mężczyźni wyginęli. Od biedy można jeszcze znaleźć męża, ale mężczyzna mający czas dla kobiety i pragnący z nią rozmawiać przestał istnieć. Andre Mauriis

Miłość jest jak ziewanie, najczęściej kończy się spaniem. Ludovico Ariosto

Gdy wraca młodość, oho, z pewnością nadejdzie i zdziecinnienie. Stanisław Nyczaj

Należy odróżnić ludzi zdolnych od ludzi zdolnych do wszystkiego. Tadeusz Giegier

Można podzielić ludzi na trzy klasy: ci, co się zapracowują na śmierć; ci, co się zamartwiają na śmierć; i ci co się zanudzają na śmierć. Winston Churchill

Kobieta rzadko wybacza zazdrość, ale nigdy nie wybacza braku zazdrości. Paul Jean Toulet

U nas nieraz tak bywa, że im co mniej święte, tym więcej poświęcane. Maria Dąbrowska

Wyprowadzając naród z kryzysu, nie należy wyprowadzać go z równowagi. Marianna Siwczak.

Lek zadziałał. Mogę iść spać. Jeszcze tylko wstawię kwiatek z ogródka sąsiadki, żeby nie wyjść z wprawy i nie zapomnieć jak się przenosi zdjęcia z komórki do bloga.

Dobranoc.

23:47, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (13) »
niedziela, 11 sierpnia 2013
I tak źle i tak niedobrze.

Dzięki Bogu skończyły się upały. Rzęsisty deszcz zmył ostatnie ślady przegrzania. Wreszcie można odetchnąć pełną piersią.

Ale o dziwo po całym dniu i dwóch nocach odpoczynku wyłazi u mnie zmęczenie, którego nie czułam wcześniej. W czasie upału byłam na większych obrotach, zachowywałam się jak człowiek nastawiony na walkę z naturą. Teraz nastąpiło klapnięcie. Jestem senna, trudno mi się zmobilizować do najprostszego działania. No i zaczynają mi już marznąć stopy, co do tej pory się nie zdarzało w lecie. Na marznięcie był czas późną jesienią i zimą.

Czyli i tak źle i tak niedobrze.

Pewno, prawdziwą sztuką jest uchwycić każdy moment w życiu. Jest to jednak niemożliwe. Zawsze pozostaje wybór.

12:09, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
czwartek, 08 sierpnia 2013
Spróbuj odpocząć...

Kiedy nadszedł pierwszy dzień ekstremalnych upałów, rano jak zwykle pojechałam rowerem do sklepów. Kapelusz na głowie, ubranie lekkie. Od razu wzięłam sobie zimną wodę do picia, bo żar mimo wczesnej pory lał się z nieba. Usiadłam w cieniu przy stoliku i poczułam, że muszę szybko wracać do domu, bo źle się poczułam. Oddałam do cukierni niedopitą wodę, wskoczyłam na rower i co tchu popędziłam do domu. Po całym upalnym dniu usiadłam wieczorem do komputera, aby trochę oderwać się od niepokoju, jaki mi cały czas towarzyszył. Rzuciłam okiem na propozycje i zobaczyłam horoskopy. Kiedy indziej nic by mnie one nie obeszły, ale akurat tego dnia szukałam czegoś, co oderwie moje myśli od problemów ze zdrowiem. Otworzyłam i co widzę? Pierwsze zdanie wypisz, wymaluj jak dla mnie: Daj sobie wreszcie spokój z licznymi zadaniami, które nieustannie przed sobą stawiasz i wreszcie odpocznij. I jak tu nie wierzyć w horoskopy? Jak człowiek chce, to zawsze w nich coś znajdzie dla siebie.

Jutro ma być już normalne lato z temperaturami lekko powyżej 20 stopni. I dzięki Bogu. Bardzo źle znoszę upały. Mój mąż też, jak na zawołanie, dostał bólu w biodrze i w nodze. Z ogromnym trudem się porusza po mieszkaniu.

A jeszcze tak niedawno leżałam, na słońcu, z odkrytą głową i tylko przewracałam się, jak placek na patelni, aby się równo opalić. Opalanie przeszło u mnie już do historii. Widzę wyraźnie z ilu to już rzeczy musiałam zrezygnować ze względu na swój wiek i dużo mniejszą sprawność fizyczną. Jeden rzut oka i widzę, że kurz leży we wszystkich możliwych miejscach w mieszkaniu. Z regału mogę go spokojnie wytrzeć bo nie muszę się schylać. Ale z podłogi nie wiem, jak się go pozbędę. Mam wielkie kłopoty z pracą na kolanach. Właściwie nie wchodzi ona już w rachubę. Całe szczęście, że głowa pracuje mi jeszcze zupełnie nieźle, chociaż i tu zdarzają mi się wpadki.

Mąż prosił, żebym mu kupiła maść do smarowania nogi. Poszłam do apteki, kupiłam maść i chciałam ją włożyć do torby z zakupami. Otworzyłam torbę i ze zdziwieniem patrzyłam, co w niej jest. Jakoś nie mogłam skojarzyć, że ja te produkty kupiłam i nagle słyszę: - To moja torba - . Zrobiło mi się głupio i panią przeprosiłam. Moja torba wisiała na rowerze, ale ja o tym zapomniałam. Zrzucam to jednak na upał, nie na mniejszą sprawność umysłową u mnie.

Na koniec aforyzm Magdaleny Samozwaniec. Starość posiada te same apetyty co młodość - tylko nie te same zęby.

23:03, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 sierpnia 2013
Delfiny i inne...

Dziś przeczytałam w czasopiśmie, że delfiny umieją się porozumiewać. Zmysłów mają więcej niż ludzie i są bardzo inteligentne. Nie tak dawno pisano o psach i o tym, że nie potrafimy docenić ich zdolności.

Co my, tak naprawdę, wiemy o zwierzętach? A przecież żyjemy z nimi na tej samej planecie setki tysięcy lat. Szukamy życia we wszechświecie, (i dobrze) a na naszej własnej jest jeszcze wiele do odkrycia. A drzewa. Taki dąb Bartek - wiekowe drzewo - tyle widział różnych zmian w kraju. Czy rośliny czują? Np. ból? Podobno mimoza zwija listki, gdy znajduje się przy niej człowiek, który ją kaleczył.

Ja mogę obserwować tylko moje zwierzęta: dwa psy i kotkę. Niestety psy nie lubią kota. Szczekają, gdy tylko go zobaczą. A kotka jest bardzo miła. Przychodzi do mnie, gdy siedzę i włazi mi na kolana. Przychodzi także pospać sobie ze mną. Na zawołanie - kici kici - pędzi do mnie skądś na złamanie karku.

A jeszcze nie tak dawno bałam się psów. Każdy pies był dla mnie zagrożeniem. Aż pewnego dnia spotkałam na ulicy wlokącego się ze spuszczoną głową wychudzonego boksera. Wyglądał tak nieszczęśliwie, że strach mi minął. Zawołałam go do domu i dałam jeść i pić. Pies położył się na szybko zrobionym posłaniu i zasnął. Szybko się odpasł, ale kiedyś podczas sprzątania znalazłam pod jego posłaniem skórki od chleba, które gromadziłam w siatce dla kur. Nie jadł ich, bo nie był głodny, ale schował sobie na wypadek głodu. Myślał. Tego psa dawno już nie ma z nami. Odszedł do krainy szczęśliwości. Po nim nastało kolejno wiele psów. Te które teraz są u nas to też znajdy.

A to mój kot. Śpi.

I jeszcze kwiatki

23:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2