RSS
niedziela, 31 sierpnia 2014
Po ponad tygodniowej przerwie wracam do pisania.

Cieszę się, że nasz premier został przewodniczącym Rady Europejskiej. Cieszę się ze zauważony i doceniony został Polak. Jest to ważne wyróżnienie nie tylko dla całej Polski. Ja też trochę się uspokoiłam. Lęk, przed zawieruchą wojenną idącą ze Wschodu, opadł ze mnie. Poczułam się dużo bezpieczniej. Życzę Panu Premierowi dużo siły, nowych pomysłów na to, jak powinna wyglądać wspólnota krajów, elastyczności, ale też konsekwencji w działaniu.

Gratuluję i życzę dużo zdrowia i realizacji postawionych sobie celów. Jeszcze raz powiem - cieszę się.

****************************************************************************

Teraz cofnę się do minionego tygodnia. W piątek - dwa tygodnie temu przyjechali do nas dwaj prawnusiowie. Jeden 5 lat, drugi w listopadzie skończy 8. Wyjechali w czwartek, czyli byli u nas 6 dni. Wiadomo, że dzieci - to żywioł, a my pradziadkowie - to starość i powolność. My lubimy ciszę, spokój, rozwiązywanie krzyżówek, prowadzenie bloga, oglądanie programów telewizyjnych, a dzieci lubią bieganie, skakanie nawet po oparciach foteli i poznawanie świata w sposób bardzo dynamiczny

No i nastąpiło zderzenie dwóch światów: świata dziecięcej ciekawości, pełnego energii i ruchu ze światem ludzi starych spędzających dzień za dniem w monotonny sposób. Na efekty tego zderzenia nie trzeba było długo czekać. Ja już pierwszego dnia zaczęłam mieć uciski w głowie, kłopoty z pamięcią. Do tego później doszło ogólne rozregulowanie sił fizycznych i psychicznych. Mój mąż, który bardzo się włączał w opiekę też był bardzo zmęczony. Było to bardzo widoczne. Całe szczęście, że na trzy dni wnuczka załatwiła nam pomoc w postaci młodej, sympatycznej dziewczyny, która przez 8 godzin dziennie bawiła się z dziećmi, zabierała je na plac zabaw, na basen, czy do parku linowego, a mój mąż ich podwoził i zerkał, jak się bawią. Ja goniłam do sklepów, żeby mieli to, co lubią,  później stałam cały dzień przy garach, zmywaniu, a wieczorem ich przygotowywałam do snu i usypiałam. W międzyczasie trzeba było chłopców godzić, rozmawiać z nimi, bo są gadatliwi, czyli trzeba było z dnia na dzień przestawić się na inny sposób funkcjonowania. Poniższa sytuacja najlepiej określa stan mojego umysłu w czasie tej opieki.

 Pewnego dnia rano poszłam do toalety. Usiadłam jak zwykle na tronie (a wiadomo, że jest to miejsce, gdzie człowiek ma nareszcie chwilę wytchnienia) i zaczęłam sie zastanawiać poważnie nad tym, czy ja jadłam już śniadanie, czy nie. I moja odpowiedź brzmiała. Nie wiem.

 Nawet po wyjeździe moich milusińskich, nie umiałam od razu zabrać się do pisania. Mózg miałam jakiś przyćmiony, a myślenie z lekka zardzewiałe.

 

15:17, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
wtorek, 19 sierpnia 2014
Trochę wszystkiego...

Wiedziałam, że prezydent Komorowski ma wysokie notowania w społeczeństwie i cieszyłam się z tego. Jest spokojny zrównoważony, prowadzi politykę bez żadnych fajerwerków. Przy takim prezydencie i jego polityce czułam się bezpiecznie, podobnie jak zdecydowana większość społeczeństwa, o czym, moim zdaniem, świadczy poparcie dla tej prezydentury.

Włączam dziś telewizję i co słyszę? Są już jakieś oskarżenia pod adresem obecnego prezydenta. A ja zadaję sobie pytanie, czy oskarżający postawili sobie cel, aby utrącić druga kadencję prezydenta Komorowskiego? Dalsze pytania same się nasuwają. Czy na każdego można rzucić bezkarnie oskarżenie, nawet bezpodstawne? Dziwimy się naszym sąsiadom ze Wschodu. A co się u nas dzieje? Na jakim świecie my żyjemy? Czy prawda i słowo mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie, czy są tylko narzędziem do różnych nieczystych rozgrywek politycznych?

***************************************************************************

Teraz na inny temat. Za dwa dni przyjeżdżają do nas na 6 dni nasi dwaj prawnusiowie, jeden 5 lat, drugiemu do ośmiu lat brakuje jeszcze 3 miesiące. Bardzo się cieszę i trochę się boję. Trzymaj się prababciu! Od jutra zaczynam się przygotowywać na tę okoliczność. Oczywiście musi być ciasto, albo i ze dwa, rzecz jasna bez żadnych owoców, bo obaj są z problemami i ich niechęci do zjedzenia czegoś, czego nie chcą, nie da się w żaden sposób przełamać. Leoś, ten starszy, jeszcze do tej pory nie zjadł niczego surowego. Żadnych owoców, żadnych warzyw. Jedynie w zupie można cichcem przemycić mu coś z warzyw. Oczywiście potrafi to robić moja wnuczka, pewno miksuje zupę. Wiem, że obaj lubią rosół, kotleciki i omlet z sokiem, więc może jakoś ich nie zagłodzę. Młodszy Adaś prędzej coś zje, ale też trzeba trafić. Tak mają. Obaj najchętniej jedzą ciasto, ciastka i inne słodycze. Z wielu problemów wnuczka już ich wyciągnęła, bo bardzo z nimi pracuje i  jeździ na rehabilitację. Zostało jeszcze jedzenie u obu i praca nad prawidłową wymową u młodszego. Obaj są rozgadani i bardzo energiczni. Ja po siedzeniu z nimi przez dzień mam szum i ucisk w głowie i czasami jestem tak roztargniona, że prawie zapominam, jak się nazywam. A tu tydzień wytężonej uwagi, żeby być z nimi w ciągłym kontakcie. Nie jest to łatwe, bo nie mam już 30 ani 40 lat, ale dam radę. Mąż mi pomoże.

I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis. Gdybym nie odzywała się na blogu przez kilka następnych dni, to będzie znak, że prawnusiowie tak mi dali w kość, że nie mam już siły myśleć.

23:32, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
niedziela, 17 sierpnia 2014
Niedziela 17 sierpnia.

Weszłam dziś rano do pokoju i zobaczyłam, że właśnie transmitowane jest spotkanie papieża Franciszka z młodzieżą w Korei Południowej. Rzuciła mi się od razu w oczy prostota całego wystroju uroczystości. Prosty długi ołtarz, proste krzesło-tron dla papieża, żadnych baldachimów, tylko króciutkie lekkie zadaszenie w razie deszczu. Tysiące radosnej młodzieży   trzymającej się za ręce. Chwilami poruszali rękami jak w jakimś medytacyjnym tańcu. Było pięknie, bardzo nastrojowo i zupełnie inaczej niż u nas. Odśpiewane przez wszystkich zgromadzonych Ojcze nasz zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Widać było radość  modlących się i wspólnotę.

Kiedy oglądałam tę uroczystość przypomniały mi się słowa Ojca św. wypowiedziane do duchownych. Powiedział o hipokryzji tych, którzy ślubują ubóstwo, a żyją w luksusie. Ciekawa jestem, jak będzie u nas za dwa lata. Czy też będzie taki radosny nastrój modlitewny, jak w Korei

19:41, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (4) »
piątek, 15 sierpnia 2014
15 sierpnia.

Dziś w Dzień Wojska Polskiego odbyły się uroczystości w Warszawie. Defilada była pokazem naszych sił obronnych. Maszerowali żołnierze, jechały opancerzone wozy, leciały samoloty. Pokazaliśmy czym dysponujemy, gdyby trzeba było bronić kraju.

A ja się zastanawiam nad tym, dla kogo ten pokaz był? Dla naszych wrogów, czy dla uspokojenia ludzi w kraju, czujących realne zagrożenie i zaniepokojonych różnymi buńczucznymi wypowiedziami różnych polityków.

Myślę, że nasi wrogowie ze swoimi rakietami i bronią jądrową i pewno nie tylko, nakryli by nas czapkami mimo naszego wyposażenia.

Boję się. Bardzo chciałabym poznać taki kawałek przyszłości, aby dowiedzieć się, że jesteśmy bezpieczni. Co prawda ks. Klimuszko w swoich przepowiedniach widział nad Polską słońce, ale może to słońce już było u nas pod koniec XX wieku i na początku obecnego.

Nawet sny ostatnio mam znowu pełne zagrożeń. Dziś śnił mi się jakiś rekin, czy inna bardzo drapieżna ryba, która zostawiła po sobie maleńkie żółte koraliki, a ja nagle z przerażeniem zobaczyłam, że wylęgły się z nich dziesiątki, a może setki młodych drapieżników.

Chyba znowu przydał by mi się psycholog i spokojna rozmowa.

18:25, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
czwartek, 14 sierpnia 2014
Cisza...

Niepokój w sercu i cisza dokoła. Czas płynie spokojnie, jak zwykle. Zegary wybijają kolejne godziny. Jeszcze jest dużo pracy po ostatnim kiszeniu ogórków, ale potrzebna jest także przerwa w pracy, zamyślenie się...

Myśli płyną a wraz z nimi pojawiają się kolorowe obrazy. Te obrazy niekoniecznie związane są ze wspomnieniami przeżytych chwil, to także obrazy marzeń nigdy nie spełnionych lub spełnianych zbyt rzadko.

Jak ja lubiłam kiedyś tańczyć. Sam rytm muzyki podrywał mnie z miejsca. Zdarzało się, że poddawałam się takiemu rytmowi i sama tańczyłam w pokoju. Śmieszne prawda? Chyba nigdy nie starałam się być poważną matroną, niezależnie od wieku, który właził mi na kark. Dziś także z nadmiarem powagi źle się czuję. To nie mój styl. Powaga potrzebna jest wtedy, gdy nad czymś pracuję umysłowo, analizuję, porównuję.

Gdy tak siedzę przed komputerem, to z jednej strony przezywam niepokój dotyczący sytuacji za naszymi granicami, a z drugiej zamykam oczy i znajduję się w sali tanecznej. Wiem, że za chwilę ktoś poprosi mnie do tańca, a ja się poderwę z radością. Sama nie miałabym odwagi wyskoczyć na parkiet z piruetami, pod oceniające oczy zgromadzonych ale z kimś życzliwym, kto poprowadzi i doda odwagi..... bardzo chętnie.

Chyba w ten dziwny i śmieszny sposób staram się odwrócić myśli od zagrożeń, strachów i pesymistycznych myśli i chowam się przed tymi niepokojami w przyjaznej i radosnej atmosferze zabawy tanecznej.

Wiem, że to, co piszę jest mocno niepoważne i nie przystoi wręcz do mojego wieku. Trudno jednak tkwić w ciemności i lęku, gdy można wydobyć się z niego w jasne i radosne otoczenie nawet w wyobraźni.

18:53, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
Życie jest piękne...

Jestem bardzo zaniepokojona tym, co dzieje się w Rosji i u naszego wschodniego sąsiada. Wypowiedzi o III wojnie, o zniszczeniu Polski są przerażające. Nie boję się o siebie. Boję się o  dzieci, wnuki i prawnuki. Boję się, że jakiś nieodpowiedzialny polityk może zamienić nasze spokojne życie w koszmar taki, jaki przeżyło pokolenie moich rodziców i moje.

 

00:12, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (4) »
niedziela, 10 sierpnia 2014
Chyba zaczynam znowu.

Już myślałam, że szaleństwo słoikowe zostawiłam w ubiegłym roku, a tu okazuje się, że nie. Właśnie zamówiłam na wtorek 20 kg. ogórków i będę je kisić, marynować i przygotowywać gotowce na zupę. Już nie będzie obijania się po domu, podsypiania, bo jutro muszę wziąć się za przygotowywanie słoików. Czas najwyższy czymś się zająć, bo przesypianie kolejnych dni do niczego dobrego nie prowadzi. Im więcej śpię, tym bardziej jestem senna. Koniec. Do roboty. Może i bolący kręgosłup zrozumie, że to nie przelewki i zamiast mi dokuczać przycichnie z konieczności. A 20 kg. ogórków to pewno z 50 - 60 słoików. Na razie staram się nie wyobrażać sobie tej ilości, bo mogę poczuć się zmęczona jeszcze przed rozpoczęciem pracy. A tu jeszcze ogórki na polu, brudne słoiki w piwnicy, a mnie już marzy się zrobienie ciasta - murzynka, bo dostałam właśnie urządzenie do bicia piany i kręcenia ciasta. Co prawda bić pianę potrafię i bez specjalnego urządzenia, wystarczy chętny słuchacz i stolik z krzesłami w zacienionym miejscu. Nie trzeba ustalać tematu dyskusji, wystarczy chęć do mielenia ozorem.

Mam tzw. zryw do roboty. Może to i dobrze, bo telewizji ostatnio staram się nie oglądać, gdyż  tam zawsze znajdę jakieś koszmary, które albo ludzie robią swoim bliźnim, albo zajmuje się tym sama przyroda, która podobno chce nas wykończyć ociepleniem. Na szczęście w najbliższym czasie temperatura powietrza ma spaść i wtedy zrobi się nareszcie normalne lato. Niżej wklejam zdjęcie moich pomidorów (ekologicznych). Aha! Trzy już się różowią, a ja się cieszę i biegam do ogródka je oglądać.

22:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
czwartek, 07 sierpnia 2014
***

Ostatnio rozleniwiłam się. W te upały nie ciągnęło mnie nawet do pisania, ale na szczęście temperatura powietrza spada i mózg zaczyna normalniej pracować. Wciąż jest gorąco, ale da się już jakoś żyć. Wcześniej nawet nasza kotka szukała sobie wygodnego miejsca w dzień do pospania, a co dopiero ja, śpioch zawołany. Wszystko szło na bok, a ja do wyra i w kimono. Tak można przespać nie tylko prawie cały dzień, ale i zycie. Toteż już się powoli zbieram do kupy.

Trochę gościła u nas wnuczka mojego śp. brata ze swoim 4-letnim synkiem. Wpadała moja wnuczka mieszkająca blisko. Czas spędziliśmy ciepło i rodzinnie  Nareszcie mogłam się nagadać w swoim własnym domu, a nie tylko koło cukierni. Maluch był rozbrajający. - Nie ma mnie tu! - wołał, gdy wchodziłam do pomieszczenia, w którym siedział.

Moja druga wnuczka z dziećmi nie wiem, czy przyjedzie, tak, że znowu zostaliśmy sami.

Czytam to, co do tej pory wypociłam i stwierdzam, że pisanie marnie mi jeszcze idzie. A jeżeli pisanie się zacina, to znaczy, że mózg i myślenie też. Może lepiej zamiast się pocić nad wpisem dam zdjęcia mojego tarasu. Wtedy może i z pisaniem powoli się rozkręcę. Teraz wyrzucam jeszcze z siebie nadmiar upału i staram się rozbudzić wciąż jeszcze przysypiający mózg.

Nawet bardzo się nie dziwię, że mózg mi z lekka wyjałowiał. Do wszystkiego, co się robi potrzebne są ćwiczenia. Do pisania też.

A ponieważ zaczęłam o ćwiczeniach... Wczoraj po raz pierwszy od danej sobie kilka miesięcy temu obietnicy, ćwiczylam kilka minut jogę lecznicza.

18:53, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »