RSS
niedziela, 30 sierpnia 2015
Chodźmy w strone jasnej strony zycia.

Ostatnio trochę podobno marudziłam, jak skomentowała Babcia bez mohera. Zastanowiłam się chwilkę i pomyślałam, że chyba ma rację. Sama zaczęłam czuć osuwanie się w szarości życia. Natychmiast przypomniałam sobie, że sama nie lubię marudzenia u kogoś. Pamiętam rozmowę z koleżanką, w której to rozmowie słyszałam same Hiobowe wieści. Znajomy jest bardzo ciężko chory. Komuś coś nie wyszło w życiu itd. Inna koleżanka na moją uwagę, że jest spokój i pogoda ducha, zasugerowała mi, że być może jakiś zwierzak postrzelony przez myśliwych leży teraz dogorywając w lesie, więc nie ma się z czego cieszyć. Brrr! No i ja zaczęłam powoli, acz systematycznie w te wytarte koleiny wkraczać. Jak to dobrze czasami, gdy ktoś kubeł zimnej wody człowiekowi na łeb wyleje. A jeszcze w takie gorące dni. Toteż postanowiłam zmienić swoje spojrzenie. Można przecież patrzeć w jasną stronę (choć niekoniecznie w słońce) a nie w stronę cienia. Oczywiście nie obiecuję, że cienie też nie będą się czasami wlokły za mną. Bo życie to nie tylko jasność, ale i różne inne odcienie życia.

Do pawilonów poszłam z chodzikiem, rozglądając się dokoła i starając się zauważać to, co mnie cieszy. O dziewanna rośnie przy drodze. Kwiaty ma tylko miejscami na łodydze, a czytałam gdzieś, że jej kwiaty oznaczają jaka zima będzie w tym roku i w którym miesiącu będą mrozy. Roślin dziewanny było kilka i wyszło mi, że na jednej około 800 metrów liczącej drodze zima będzie bardzo różną. Na kawału drogi będzie mróz, na kawałku nie.

Doszłam do sklepów, usiadłam przed cukiernią i spotkałam swoją dawną uczennicę, przesympatyczną dziś już kobietę. No i zaczęłyśmy gadać. Czas leciał, a my językami obracałyśmy. Było dobrze i wcale nie chciało mi się iść do domu, aby zrobić obiad. No ale jak mus, to mus. Na obiad był wyciągnięty z zamrażalnika kurczak w sosie jarzynowym z ziemniakami.

Dzień się już powoli kończył w miłym wciąż nastroju. Nadeszła godzina 20, o której to godzinie biorę krople do oczu, bo jestem jaskrowcem i zaczęłam szukać nowej buteleczki z kroplami, bo rano wycisnęłam ostatnie. Jakiż był mój niepokój, gdy okazało się, że pudełko z buteleczką stojące w pudełku z lekami to olejek kamforowy, a nie Azopt. Na szczęście syn podwiózł mnie do całonocnej apteki w sąsiedniej miejscowości i krople dostałam. Mam tylko dowieźć receptę, ale to już drobiazg.

Spać poszłam już wyluzowana i spokojna, ale sen, który miałam nadaje się do opowieści dziwnej treści. Otóż byłam gdzieś, jak to we śnie i przeszłam koło jakiegoś pana, który niezbyt mi się zresztą podobał i ....... zaszłam w ciążę. Bez żadnego bara bara. Na pana spojrzałam od razu życzliwszym okiem, w końcu miał być ojcem mojego dziecka. A mnie ubyło od razu 20 lat po tym zajściu w ciążę i znalazłam się 60-ątym roku życia. Jak to dzieci odmładzają. Na szczęście obudziłam się, bo gdyby nie to, z mojego snu mogłaby powstać powieść - gatunek trudny do określenia.

A to moje nowe arcydzieło.

13:19, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (32) »
czwartek, 27 sierpnia 2015
Co jest?

Co jest we mnie ostatnio? Może lenistwo, może zniechęcenie (tak długo przecież czekam na to, że moje nogi znowu zaczną mnie nosić, jak kiedyś), a może to jest rezygnacja z marzenia, które być może jest nie do zrealizowania. Nie wiem. Wiem, że mój świat zmalał. Skurczył się do rozmiarów mojego mieszkania, do moich myśli i codziennych wrażeń zwykle podobnych do siebie, jak krople wody. Staram się myśleć, że wszystko jest w porządku, że będzie lepiej, ale nie jest to takie proste i łatwe. Czas płynie wolno. Jak ma płynąć szybko, kiedy prawie się nie ruszam. Siedzę na stołku lub krześle, jak sparciały grzyb pod drzewem. Kiedy nogi same mnie nosiły, nie miałam żadnego wyobrażenia jak ważne są one dla aktywności człowieka. Czy ja raz widziałam inwalidę podpierającego się laską lub kulami.? Ale żeby wiedzieć jak to jest, trzeba samemu zmierzyć się z takim problemem. Żadne wyobrażenia tego nie załatwią. To jest tak, jakby ktoś chciał poznać smak cukierka liżąc papierek, w który ten cukierek jest owinięty.

Julia Hartwig napisała:

JEST W TOBIE WSZYSTKO
czym napełnił cię czas
co niewymowne przecież pozostaje

Dziś przewałkoniłam cały dzień. Nawet obiadu nie ugotowałam. Na moje pytanie: - Co zjesz na obiad? - mąż odpowiedział: - Nic. -   Przyjęłam to za dobrą monetę i przestałam sobie zawracać głowę gotowaniem. Żeby nie było, że głodni chodziliśmy oboje, informuję, że głodu żadnego nie było. Ja wyskubałam pestki z całego słonecznika, a mój mąż coś tam chapnął i było po obiedzie. A przepraszam ja wypiłam jeszcze 4 Actimelki. (Nic dziwnego, że zjeżdżam z wagi, z czego oczywiście bardzo się cieszę.) Nie twierdzę, że tak żywimy się każdego dnia, ale przy garach zbyt długo nie stoję. Jakiś sos pomidorowy z makaronem, jakieś smażone jajka z ziemniakami i mlekiem zsiadłym. od czasu do czasu kawałek mięsa i dużo pomidorów i różnych warzyw to obecnie podstawa naszego żywienia. Mięsa używamy mało. Zresztą mam wprawę w niejedzeniu mięsa, bo przez 7 lat byłam zatwardziałą wegetarianką. Wtedy właśnie wymyśliłam pieczoną kaszankę bez mięsa i krwi, nadzienie z roślin strączkowych do pasztecików, które to nadzienie smakuje, jak mięso, a mięsem nie jest itd. itd.

Ale żeby nie wyjść na lenia do kwadratu, powiem, że udusiłam trochę pomidorów z przyprawami i będzie keczup. Przyprawy dałam na oko a trochę mogłam dać ich mniej, ale wczoraj już zjedliśmy go trochę z makaronem i mąż nie narzekał. Mnie też smakował.

 

22:51, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (29) »
środa, 26 sierpnia 2015
Dzieci - gwiazdy.

Jeśli chodzi o występy dzieci w programach telewizyjnych, to mam bardzo mieszane uczucia, z przewagą niechęci. Te mamusie podekscytowane, jakby chodziło o ich własną prezentację. Strojenie, fiokowanie pociech. To wszystko jest moim skromnym zdaniem nienaturalne i niezbyt korzystne dla prawidłowego rozwoju dzieci. Może się mylę w swojej ocenie, ale myślę, że dzieci powinny rozwijać swoje własne zainteresowania, a nie realizować ambicji swoich mamuś.

No i nagle trafiłam na występ 9-letniej dziewczynki, która zaśpiewała bardzo trudną arię operową. I to jak zaśpiewała. Ciarki po plecach mi chodziły. I dziś myślę tak. Jeśli dzieci same chcą, same pracują bez nacisków ze strony rodziców, to wszystko jest w porządku. No ale co dalej? Jak sława dziecka wpływa później na dalsze jego losy? Nie wiem.

11:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
wtorek, 25 sierpnia 2015
Po przerwie.

Miałam kilka dni przerwy w pisaniu. Przy gościach dosyć trudno usiąść do komputera, jeszcze przy takich gościach. W sobotę przyjechali do nas prawnusiowie, a w niedzielę dojechała do nich ich mama, czyli nasza wnuczka. Było słodko i radośnie, ale głowa zaprzątnięta była sprawami przyziemnymi, typu gotowanie, opieka, usypianie chłopaków, a nie pisaniem bloga. Pojechali w poniedziałek po południu. Luz, który nagle nastąpił i dodatkowo pogoda, która nagle się zmieniła ze słonecznej i bardzo ciepłej na pochmurną i sporo chłodniejszą sprawiły, że ja poczułam się wypompowana i mało kontaktowa. Odkryłam ze sporym niepokojem, że sporo gorzej widzę. Litery na ekranie komputera stały się jakieś rozmazane, trudno było przeczytać jakikolwiek tekst. Normalnie już bym leciała do lekarza okulisty, ale ponieważ wizytę kontrolną u okulistów mam na początku września, postanowiłam spokojnie poczekać i poobserwować, co się z widzeniem będzie działo.

Na chwilę usiadłam przy biurku i rzuciłam przed siebie okiem. Przede mną leżały dwie pary okularów. Obie pary o podobnym kształcie i kolorze. Jedyna różnica między nimi, to trochę jaśniejszy kolor sznureczka do zawieszenia. I nagle mnie olśniło. To, co wzięłam za kłopot z widzeniem, to była zamiana okularów. Usiłowałam czytać przez te do dali, a te do bliży leżały przed moim nosem. Tak, że sprawa, dzięki Bogu, wyjaśniła się bez wizyty u lekarza.

To jednak jest najlepsze świadectwo, że jestem jeszcze rozkojarzona i niepozbierana.

Na temat polityki nie będę się wypowiadać. To, co już można zauważyć nie napawa mnie otuchą. Zarówno różne wypowiadane słowa przedstawicieli wiodącej obecnie partii, jak i jej działania, powodują, że kurczę się w sobie i zamykam na to, co się dzieje i co jeszcze może nadejść. Trzeba to przeczekać - myślę. Czyli udaję się na emigrację wewnętrzną.

Dziś chcę posłuchać jakiejś nastrojowej muzyki. Myślę, że to może być Dom wschodzącego słońca. Poza tym wyrazy: dom, słońce i wschodzenie - kojarzą się ze stabilnością, ciepłem i wzlotem, który dziś jest mi bardzo potrzebny.

15:30, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
środa, 19 sierpnia 2015
Nareszcie....

W końcu mamy normalne lato z temperaturami powyżej 20 stopni ciepła. Taka pogoda mogłaby pozostać z nami do przyszłorocznego maja. Jeszcze tylko trochę deszczu by się przydało, bo od wielu dni nie pada, a słońce mocno prażyło. Nie wiem, jak sobie rośliny radziły przez okres suszy, ale mieszkam w bardzo zadrzewionym terenie i nie widać śladów niedoboru wody. Zieleń wokoło jest bujna i soczysta. Trochę gorzej radzą sobie tylko trawy. Ptaki chyba czują zbliżającą się jesień, bo sporo z nich wróciło już do naszej jadłodajni, czyli do wysypywanych okruszków i ziaren.

Ja przez okres upałów nie wychodziłam prawie z domu. Nawet wczoraj i dziś wyszłam tyle, co do ogródka na chwilę. Pojutrze jadę z mężem do Warszawy do pana d-ra. Sama nie mam jeszcze odwagi ruszyć się gdzieś dalej. Na ten wyjazd przydadzą mi się zakupione kilka dni temu bluzki, bo są z cienkiej bawełny.

A dziś w ramach jeszcze poupałowego lenistwa zrobiłam obiad jednodaniowy. Ugotowałam kaszę, a w żeliwnym garnku - woku udusiłam pierś z kurczaka z mrożonymi warzywami. Pycha. Bez pracy, a dobre jedzenie.

A teraz jazda w Bieszczady, przynajmniej w wyobraźni razem z piosenką.

W Bieszczadach jest pięknie. Przestrzeń, życzliwość ludzi i świetna kuchnia. W tym roku nie byłam u córki, ale z poprzedniej wizyty mam w oczach połacie góry porośnięte różnymi ziołami i trawami. Brodziłam wśród nich, po wyjściu z samochodu, a widać mi było tylko ramiona i głowę. A zapach - oszałamiajacy. No i ta dzikość z lekka oswajana. Można spotkać niedźwiedzia (brr!), ale można też zapatrzeć się na stada bocianów żerujących na skoszonych zboczach.

Do domu mojej córki i mojego zięcia, przychodzi lis na wyżerkę i na zabawę. Początkowo, jako dziki zwierzak, skradał się tylko ukradkiem do wystawianej miski dla kotów. Teraz potrafi nawet wejść do domu i lubi się bawić rzucaną mu piłką, którą sprytnie podbija nosem w górę. Ufny jest jednak tylko wobec znanych sobie ludzi. Gdy pojawia się jakiś gość, lis natychmiast znika i wraca dopiero, gdy gościa już nie ma.

No ale z Bieszczad, albo z Bieszczadów, jak kto woli  (obie formy są podobno poprawne) czas wracać do domu. Jeszcze czeka mnie prasowanie, ale dziś nie mam na nie ochoty. Wystarczy, że wczoraj maglowałam pół dnia domowym maglem elektrycznym upraną na początku wakacji bieliznę pościelową, ścierki i bluzki.

15:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Ale zaszalałam.

 

Dziś poszłam z chodzikiem i z pasem ortopedycznym do sklepów. Zrobiło się trochę chłodniej, a ja zbyt mało chodzę. Zrobiłam zakupy w sklepach spożywczych i przypomniałam sobie, że za kilka dni jadę do lekarza do Warszawy, a ciuchy mam już sprane, zniszczone, a przewiewnych na lekarstwo. Weszłam do sklepu z zamiarem kupienia jakiejś bluzki, a kupiłam cztery i spódnicę.Wszystko na zdjęciach.

Ta spódnica jest dosyć frywolna. Zapina się ją jednym ruchem pociągając suwak od samego dołu do góry. Nie wiem, czy starszej pani wypada nosić takie sukienki, jak dla kurtyzany,  ale druga starsza pani, która stała kolo mnie, powiedziała, że jej się podoba, a ponieważ mnie też się podobała więc ją kupiłam. A co tam. Przecież każdy, kto na mnie spojrzy od razu i tak dojdzie do wniosku, że babcia ubrała się może śmiesznie, ale bez podtekstów erotycznych.

Na samym dole zdjęć umieściłam moją ufarbowaną przeze mnie kurtkę.

Kończę wpis, bo dzisiaj wszystko mi ucieka. Tekst pisany jest drugi raz, a zdjęcia wstawiane tyle razy, że nie wiem, czy się doliczę ilości. Więc, żeby coś nie uciekło znowu kończę szybko wpis.

 

 

19:01, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
niedziela, 16 sierpnia 2015
Zamyślenie, rozmarzenie.

Jestem rozmarzona . Trochę zamyślona.

Czasami trudno jest znaleźć słowa, które wyraziłyby to, co jest w człowieku -  myśli, uczucia, niepokoje. Wtedy najlepiej zwrócić się w stronę poezji. Ten klip dziś chyba najlepiej oddaje mój nastrój. Jest tu istnienie człowieka i radość życia.

23:00, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
Zamyślenie, rozmarzenie.

Jestem rozmarzona . Trochę zamyślona.

Czasami trudno jest znaleźć słowa, które wyraziłyby to, co jest w człowieku -  myśli, uczucia, niepokoje. Wtedy najlepiej zwrócić się w stronę poezji. Ten klip dziś chyba najlepiej oddaje mój nastrój. Jest tu istnienie człowieka i radość życia.

22:57, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
piątek, 14 sierpnia 2015
Kochani!

W Was moja nadzieja. Nie mogę sobie poradzić z głosem w komputerze. A wygląda to tak: Głośniki są podłączone przewodami i włączony jest głos. Gdy jednak chcę posłuchać muzyki z You Tube głosu żadnego nie ma, choć na dole klipu pasek pokazujący ilość głosowego wykonania przesuwa się do przodu. Nie ma także głosu we wstawionych klipach w blogu.

Wystarczy jednak przeskoczyć na przykład na onet, gdzie jest jakieś nagranie głosowe i głos jest.

Szlag mnie trafia, bo lubię muzykę, a obecnie nie mogę jej słuchać. A poza tym czuję się bezradna, a to przykre uczucie. Do specjalistów - komputerowców 10 km drogi i czekanie na naprawę. Kiedyś ten problem już raz wystąpił, ale wnuk głos przywrócił. Teraz wnuk jest daleko i nie pamięta, co wówczas poprawił.

Jeśli ktoś z Was ma jakiś pomysł na naprawienie głosu w blogu, to będę wdzięczna za każdą informację.

21:31, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
Co to będzie?

Polityka:

Pan prezydent Duda w kampanii prezydenckiej obiecał 500 zł na dziecko i teraz oczekuje, że jego obietnice zrealizuje rząd. Wyznaczył nawet rządowi termin na załatwienie sprawy.

W nr. 33 Polityki wyczytałam: "Zbigniew Ziobro, b. minister PiS, w "Warszawskiej Gazecie" zapewnił, że zaraz po zwycięstwie prawicy w wyborach parlamentarnych zacznie robić porządki" Polityka s.106.

A ja się boję, że wraca IV Rzeczpospolita z rządami pana Jarosława i hierarchów kościelnych.

...............................................................................................................................................

Co u mnie?

Dziś jest trochę chłodniej, czyli nie 36 stopni tylko 28. Od razu łatwiej żyć. Jeszcze wypoczywam po upałach. Ogarnęło mnie obrzydliwe lenistwo. Snuję się po domu, poleguję na tarasie na leżaku i obserwuję płynące obłoczki. Myśli płyną wolno. A właściwie chwilami łapię się na tym, że moje myślenie co jakiś czas zawiesza się, jak program w komputerze. Nie wiem, co wtedy robią moje zwoje mózgowe, przysypiają, czy regenerują się do dalszej aktywności. Taka bloga bezczynność jest jednak całkiem sympatyczna.

Bąkowski Arkadiusz

Cisza i spokój

Cztery ściany,
Ciemny pokój,
Cisza spokój.
Pragnę mieć to
Wokół siebie,
Choć raz w roku.
Nic nie widzieć,
Nic nie słyszeć,
Nic nie wiedzieć.
Móc nie robić
Nic w tej ciszy
Tylko siedzieć.


Przysłał(a): Bąkowski Arkadiusz
Wiersz umieścił użytkownik: BonJo

Ten upał, który właśnie na szczęście się kończy, nie poszedł jednak na marne. Ogromne ilości wypijanej wody mineralnej skutecznie wypełniały żołądek i ubyło mi 2 kg wagi, czyli ważę teraz 70,5 kg. przy wzroście 1,58 metra. Nie jest to waga 20-letniej dziewczyny, ale w moim wieku (czyli tym XXI) każdy zrzucony kilogram, to sukces, jeszcze przy takim siedzącym trybie życia, jak mój.

18:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2