RSS
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
Trochę tego i owego.

Dzisiejszy wpis - to raczej sprawozdanie, a nie opowieść, ale trudno.

Jutro znowu jadę na rehabilitację. Teraz, po opierdzielu, grzecznie już ćwiczę i na dodatek spowiadam się z tego, co robię. Prawie każdego dnia wysyłam sms-em wiadomość, co robiłam. Tak, jak pan Jurek kazał. Zrobiła się ze mnie grzeczna dziewczynka, a nie stanowcza starsza pani.To nie znaczy, że z chęcią do tych ćwiczeń się zabieram, ale jak mus, to mus.

Wczoraj wyciągnęłam z zamrażalnika kawałek pasztetu własnej roboty. Tuz po upieczeniu był zbyt słony, a teraz nagle nabrał smaku. Pewno najlepszy będzie, jak się skończy. Następny pasztet będzie wegetariański - z cukinii. Właśnie znalazłam w internecie przepis i jutro po powrocie z Warszawy kupię potrzebne produkty. Cukinia wisi na siatce odgradzającej naszą działkę od sąsiadów. Sąsiadka - bardzo miła osoba - nie przyznaje się do cukinii, która przelazła na moją stronę. Sama jestem ciekawa, co z tego przepisu się narodzi? Czy będzie to rewelacja, czy knot? Być może knot, ale to mnie nie zniechęca. Należę do eksperymentatorów.

Po ostatnich deszczach nie byłam jeszcze w ogródku. W ciągu tych kilku dni pewno są już do zbierania poziomki, późne truskawki, a być może także trochę malin. Na początku wiosny żaliłam się, że sadzonki malin się nie przyjęły, a tu wyrósł las. Jak dobrze pójdzie to będzie jeszcze trochę późnych owoców.

Zapada wieczór. Kot koło płota drażni się z psami, a w szczególności z Fionką. Co Fionka  podejdzie do płota, to kocica próbuje ją łapą z pazurami zaczepić. Jest odważna, bo od suki dzieli ją ogrodzenie. Jak psy biegają po całym obejściu, to kotka taka odważna nie jest. A ja idę za chwilę do wanny i do łóżeczka, które już na mnie czeka z utęsknieniem.

19:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
niedziela, 20 sierpnia 2017
Ale leje........

Dziś od rana leje deszcz. Przed domem i przed furtką stoi jezioro. Ja siedzę w domu i kombinuję, czym by się tu zająć. O wyjściu na dwór nawet do ogródka nie ma mowy. Komputer chyba od nadmiaru wilgoci zawiesza się co chwilę. Oszaleć można.

Wczoraj sprzątnęłam przyzwoicie dwie łazienki. Dziś nie wypada brać się za jakąś większą robotę, bo to niedziela, więc siedzę i myślę, czyli bawię się w myśliwego. Tego od myślenia, a nie tego od flinty i strzelania do zwierzaków. U nas wszystkie zwierzaki są bezpieczne. Kiedyś mój mąż na naszej działce znalazł jeża i przyniósł go do domu. Jeż miał na szyi ciasno zawiązany sznurek. Mój mąż delikatnie i z dużym trudem ten sznurek podwadził i ostrożnie go przeciął, a jeża wyniósł do lasu. Nawet szkoda mi było, bo nie miałabym nic przeciwko temu, żeby taki tuptuś łaził po mieszkaniu. Ale pewno zwierzakowi lepiej na wolności niż w domu. 

Z nudów kombinuję, co tu robić i oczywiście przychodzą mi do głowy same ciekawe pomysły. Np. A może by ususzyć trochę pomidorków koktajlowych, a później włożyć je w aromatyzowaną oliwę z oliwek? Mam sporo takich pomidorków w ogródku, bo pięknie krzaczki obrodziły. Szkoda je zmarnować. Tylko jest pytanie zasadnicze: - Czy lepiej zmarnować te pomidorki, które rosną na krzaczkach, czy te, które być może nieumiejętnie wysuszę, po czym wypierdzielę spokojnie na kupę kompostową. A może ktoś z Was takie pomidorki robił i zechciałby się podzielić swoimi doświadczeniami. Za wszelkie pomysły będę wdzięczna.

Wszystkich moich Czytelników serdecznie pozdrawiam.

11:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
wtorek, 15 sierpnia 2017
Wtorek.

Jest godzina 22,10. Za oknami noc, a ja siedzę jak skwara skulona przed komputerem, okryta kocykiem i  usiłuję napisać coś sensownego. 

Jedyna sensowna informacja jest taka, ze dziś rano byłam na rehabilitacji w Warszawie. Pan Jurek, opierdzielił mnie że nie ćwiczyłam przez te dwa tygodnie, kiedy on był na urlopie. Zrobił to bardzo delikatnie i taktownie, ale dosyć skutecznie. Dodał, że jeśli nie będę ćwiczyć, to moje mięśnie będą wracały do wcześniejszego wadliwego ułożenia i że będzie to błędne koło.

Toteż moje silne postanowienie jest następujące: Od jutra wracam do jogi leczniczej i oczywiście do ćwiczeń zadanych przez pana Jurka. Zamawiam roler (wałek z karbami) do rolowania ciała i zabieram się do roboty. Przy okazji dowiedziałam się, że niespokojne nogi w nocy to nic innego jak napięcia mięśniowo-powięziowe i że rolowanie tych męczących miejsc wałkiem (rolerem) może pomóc w tej dolegliwości. Już znalazłam instrukcję jak posługiwać się tym urządzeniem.  Treść instrukcji zamieszczona jest w internecie pod tytułem: Rolowanie mięśni - po co i jak to robić?

Poza tym od jutra biorę się za dom i taras. Z tarasu trzeba sprzątnąć kilka skrzynek i doni i  wpuścić trochę powietrza wśród gęsto poustawianych doniczek z roślinami.

23:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
niedziela, 13 sierpnia 2017
Informacja.

                      

W ostatnim czasie Administracja zamknęła blog Skarlet.albert. Nie wiem, co Administracja wzięła pod uwagę. Mogę się tylko domyślać, a domysły nie zawsze są zgodne z rzeczywistością. W związku z tym, że nie wiem, o co chodzi, ja także poczułam się niepewnie.

Był taki okres, gdy kilka osób założyło drugi blog u innego Administratora. Ja poprosiłam, aby Dobry Duszek założył drugi blog także dla mnie, bo sama nie umiałam tego zrobić. No i ten drugi blog jest. Tak na wszelki wypadek. Nazwę mojego nowego bloga podaję w komentarzu.

Blog obecny będę dalej prowadziła, bo go lubię. Tu spotkałam serdecznych, życzliwych ludzi i nie chcę się z nikim rozstawać.Tu zapisałam wiele swoich różnych przemyśleń i dalej będę pisała szczerze o sobie. Serdecznie zapraszam do odwiedzin.

10:30, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (25) »
piątek, 11 sierpnia 2017
Na razie nauka idzie prawie w las, a nie w nas.

Do języka angielskiego nie zasiadam systematycznie, czyli każdego dnia, ale staram się pracować z programem Duolingo kilka razy w tygodniu. Pierwsze moje samodzielne odkrycie dotyczyło słowotwórstwa. Zobaczyłam, że spider to po angielsku pająk, a man to mężczyzna. Połączenie tych dwóch wyrazów spiderman, lub Spider Man to inaczej mężczyzna pająk. Ale się ucieszyłam z tego odkrycia, jakbym nieoczekiwanie znalazła ze dwadzieścia złotych w kieszeni. Niby drobiazg, a cieszy.

Potrafię już przetłumaczyć obrazki i zdania w programie Duolingo, ale niestety, nie rozumiem w ząb angielskich wypowiedzi nawet tych najprostszych. Może, gdyby mówiono wolno i wyraźnie, to zrozumienie wypowiedzi byłoby dla mnie przynajmniej częściowo osiągalne, ale szybka mowa to jak trzaski, które nie mają żadnego znaczenia. Nic z nich nie łapię. Myślę, że w dużym stopniu trudność dotyczy tego, że inaczej wyrazy angielskie się zapisuje, a inaczej wymawia, a być może także skraca.

Ostatnio mój przyszywany wnuk, czyli tatuś moich prawnuków powiedział, że wystarczy poznać, jeden wyraz obcy w ciągu dnia, aby po roku móc się jako tako porozumieć z obcokrajowcem. Zabrzmiało to bardzo optymistycznie i tego na razie się trzymam.

Mam świadomość tego, że języka obcego nie nauczę się już w zadowalającym stopniu. Nie będę już biegle posługiwała się językiem angielskim. Ważne, że ruszam szarymi komórkami. Jest to rodzaj gimnastyki umysłowej. 

23:02, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 07 sierpnia 2017
Właśnie mija kolejny dzień.

                              

Właśnie mija dzisiejszy dzień. Jest godzina 23. Dzisiejsza noc może być znowu zarwana, bo noga mi tańczy pod biurkiem. Jeśli smarowanie maścią o nazwie Rumalaya nic mi nie pomoże, to kolejną noc mam z głowy. Ale nie jest źle. Nie w nocy to w dzień się wyśpię.

Obrobiłam swoje gospodarstwo, czyli podlałam wieczorem uprawy, bo ziemia bardzo szybko wysycha.

Na razie nie jeżdżę na rehabilitację. Pan rehabilitant wyjechał na dwa tygodnie. Pewno wędruje po górach. A ja dzisiaj przeszłam 1 kilometr bez żadnych podpieraczy. To nie znaczy, że ta podróż to była sama frajda. Początkowo szło mi się dobrze, później zaczęła mnie boleć noga w miejscu gdzie łączy się z biodrem, ale ból nie był tak intensywny, żebym musiała zrobić sobie małą przerwę. Wcześniejsza podróż była z dwoma dłuższymi przerwami, w czasie których zachodziłam do znajomych aby posiedzieć i odpocząć. Dziś nie było takiej potrzeby. Doszłam spokojnie do sklepów i dopiero tu odpoczęłam. Jest coraz lepiej.


Dziś przeczytałam, że pan Sakaszwili jest w Polsce i może starać się o status uchodźcy. Jestem bardzo ciekawa jak sprawa dalej się rozwinie, bo przecież nasz rząd jest przeciwko uchodźcom. Nie chcemy przyjmować nawet matek z dziećmi. Jeśli dobrze sobie przypominam, to była mowa o tym, że uchodźcy roznoszą jakieś zarazki.

23:50, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
sobota, 05 sierpnia 2017
Poezja miłosna.

Utarło się, że babcie mówią i piszą o trudach życia, o zdrowiu, o wnukach i prawnukach, a raczej omijają już tematy związane z miłością zmysłową. 

Bardzo lubię poezję i tak się składa, że piękne wiersze naszych poetów o miłości wciąż chętnie czytam. A oto dwa z nich.

 
Ile razem dróg przebytych?

Ile razem dróg przebytych?
Ile ścieżek przedeptanych?
Ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami?

Ile listów, ile rozstań,
ciężkich godzin w miastach wielu?
I znów upór, żeby powstać
i znów iść, i dojść do celu.

Ile w trudzie nieustannym
wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń?
Ile chlebów rozkrajanych?
Pocałunków? Schodów? Książek?

Ile lat nad strof stworzeniem?
Ile krzyku w poematy?
Ile chwil przy Beethovenie?
Przy Corellim? Przy Scarlattim?

Twe oczy jak piękne świece,
a w sercu źródło promienia.
Więc ja chciałbym twoje serce
ocalić od zapomnienia. Konstanty Ildefons Gałczyński
 

 

 
O zmierzchu

Słońce zgasło. O, jakże zwinne są i młode
Zmierzchy czerwca, nim w północ głuchą się przesilą!
Po wargach twoich dłonią, kształt czującą, wiodę,
Jak po koralach, morzu wydartych przed chwilą...

Spleć stopy, przymknij oczy - i nazwij to cudem,
Żeśmy razem, dalecy od dziennego znoju!
Jakże łatwo zwiać szczęście, z takim oto trudem
Rozniecone w ciemnościach twojego pokoju!

Łatwiej, niż rozpleść złotą warkocza zawiłość,
Niepojętą dla zmierzchów, co zgadnąć nie mogą,
Czemu te słowa: cisza i wieczór i miłość -
Napełniają mi serce zabobonną trwogą?...

Czemu ciebie. poległą snem na mej rozpaczy,
Pieszczę tak. jakby w szczęścia przepychu dostatnim
Każdy mój pocałunek miał być już - ostatnim...
Słońce zgasło... O, błagam, nie całuj inaczej !... Bolesław Leśmian

Te bardzo gorące, ale też i piękne Jak Klara Tuwima, czy wiersz Tetmajera rozpoczynający się od słów: Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu... pomijam, żeby nie wyglądało, że jestem erotomanką.

00:22, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
czwartek, 03 sierpnia 2017
Nadzieja...

                  

Dzisiejsza grafika jest z zaszyfrowanym (nieudolnie) przekazem. Jest jasne słonko ze wschodu przesuwające się na zachód. Co prawda na zachodniej stronie nieba jest szara chmurka, ale z niej spadła już pierwsza kropla, a za nią spadają następne do pięknej błękitnej wody. Już ta pierwsza kropla jest orzeźwiająca, niosąca nadzieję. Pozostałe tę nadzieję wzmacniają.


Dziś rano po raz pierwszy od 12 lat stanęłam boso na podłodze na całej stopie włączając w to także palce od wielkiego aż po mały. Ktoś mógłby powiedzieć: - Też mi rewelacja. Przecież tak się normalnie staje i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. I to jest prawda. Tylko ta prawda nie była do tej pory dla wszystkich. Mnie nie obejmowała. Ja stawałam na stopie od pięty do palców. Palce były podkurczone i darły podłoże. Nacisk tych palców na podłoże był tak duży, że w każdym obuwiu odrywałam palcami wyściółki. Toteż pace i paznokcie były ciągle w stanie zapalnym.

W takiej sytuacji o najmniejszym choćby komforcie chodzenia nie mogło być mowy. Musiałam używać podkładek unoszących palce do góry. To trochę łagodziło dolegliwości, ale ich nie usuwało. I nagle zaczyna być inaczej. Dla mnie to jest cud od Opatrzności. Do tego cudu, oczywiście, przyłożył się solidnie pan Jurek - terapeuta. Bez jego pracy i zadanych mi ćwiczeń o takim cudzie mogłabym tylko pomarzyć.

Na razie boję się nawet głębiej odetchnąć, żeby nie zapeszyć. Ale nadzieja już we mnie zagościła na dobre. Bo jak mogę stanąć przez chwilę na całej stopie, to być może będę mogła całej stopy używać dłużej, a być może będę na niej mogła normalnie chodzić.

Przepraszam, że znowu o nogach piszę, ale od 12-tu lat żyję nadzieją, że jeszcze będzie dobrze i wkładam tak dużo wysiłku w to, żeby  nadzieję urzeczywistnić, że rozgrzeszam się z publikowanej treści.

Radość. I wesoła, pełna ekspresji melodia, czyli don Wasyl i zespół Roma.

10:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
wtorek, 01 sierpnia 2017
Jutro ma być chłodniej.

              

Ta woda w grafice jest na ochłodę. Za chwilkę idę podlewać truskawki, maliny i poziomki na działce. Wyglądało na to, że nie będzie w tym roku malin, a tu nagle urosły, kwitną i nawet pokazują się już owoce. Dobrze, bo chłopcy jedzą omlet tylko z sokiem malinowym. Ponieważ nie spodziewałam się zbiorów, więc kupiłam cztery pojemniczki malin i zrobiłam sok, ale to zbyt mała ilość na całą zimę. W tym roku nie zamierzałam nic robić, żadnych słoików napełniać, a tymczasem już około 50 małych słoiczków dostawiłam na półki w piwnicy. Pakowałam prawie same resztki i to, co urosło na działce. Zostało trochę truskawek, zerwałam porzeczki z krzaków i trochę agrestu, kupiłam trochę moreli i brzoskwiń, bo były tanie i w ten sposób uzbierało się nowych zapasów. Dostałam trzy cukinie. Już dokupiłam papryki, pomidorów, cebuli i jutro zrobię leczo na zimę.

A moja gimnastyka leży. Co prawda staję koło ściany i próbuję poczuć ją całym kręgosłupem, ale z ćwiczeniem nóg jest problem. Szukam jakiegoś kołka na działce, żeby nakładać na niego związaną gumę. Można byłoby gumę zawiązać na pniu drzewa, ale w takim razie przed każdym ćwiczeniem trzeba byłoby gumę wiązać i później rozwiązywać. To jest guma szeroka i takie wiązanie nie byłoby wygodne. Jest duże prawdopodobieństwo, że wymyślam przeszkody, bo nie chce mi się ćwiczyć.

Limalight.

23:24, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »