RSS
sobota, 28 września 2013
Szukam jesieni.

Król Błystek przymarzł w grocie do tronu i nie mogąc się już doczekać wiosny wysłał na ziemię kronikarza Krasnoludków Koszałka-Opałka, aby sprawdził, czy wiosna już nadchodzi.           

Taką treścią zaczyna się piękna baśń Marii Konopnickiej "O krasnoludkach i o sierotce Marysi". Ja biorąc wzór z Koszałka-Opałka, poszłam dzisiaj szukać śladów jesieni. Oczywiście jesieni-pory roku, a nie jesieni życia. Tę ostatnią mam na co dzień. Nie muszę jej szukać. Sama co i raz włazi mi w oczy.

Poszłam ulicami wypatrując zmian w kolorach liści drzew i krzewów. Niewiele znalazłam oznak złotej polskiej jesieni. Zieleń jest jeszcze wciąż kolorem dominującym, chociaż widać już, że zszarzała, zaczyna rudzieć miejscami. Można znaleźć całe kiście czerwonych owoców.

A jaki nastrój? Jesienny. Pogodny jeszcze, ale lekko zamglony, pełen smutków i żalów nie wypowiedzianych. Refleksyjny. Jak to przed Zaduszkami i zimą.

Na zakończenie wiersz pana Młynarskiego najlepiej wyrażający te jesienne nastroje.

Żal mi nadziei, co się nie spełniły
żal białych płatków, co pomknęły w dal,
żal mi tych dziewczyn, które się spóźniły
na karnawału najpiękniejszy bal

Żal mi okazji, które zmarnowałem
przez chwile tremy, co dopadła mnie,
żal mi tych listów, których nie wysłałem,
podpisywanych: miła kocham cię
Dlatego przeżyć chcę do cna
to wszystko, co mi życie niesie,
gdy młoda wiosna bzami gra,
gdy się zapala wczesna jesień

By nie żałować wierszy niespełnionych,
nie minąć nuty, która szuka słów
i dotknąć białych ramion wyrzeźbionych
w światłości, która nie powróci znów...

Żal mi nadziei, co się nie spełniły
żal wczesnej wiosny, gdy dojrzewa liść,
żal mi tej drogi, którą mgły spowiły,
którą w nieznane nie umiałem iść

Żal mi tych losów, których nie kupiłem
a przecież wygrać mógłby każdy z nich,
żal mi tych włosów, których nie tuliłem
i nawet dostrzec nie umiałem ich
Więc chcę do bólu przeżyć to
co jeszcze z życia mi zostało,
żeby wspominać było co
żeby się nic nie zmarnowało

By czas jaskrawy dognać i przegonić
żeby nie stchórzyć, nie pójść drogą złą
i aby jednej chwili nie uronić
z wielkiej podróży, w której jestem wciąż

W. Młynarski

?

18:42, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
Nie marnujmy czasu...

Bardzo podoba mi się obraz łączący młodość (dziewczyna) z wiekiem zaawansowanym (jesień), To takie symboliczne ujęcie. Połączenie młodości ze starością.

Znalazłam także wiersz, który jest połączeniem dnia z nocą jako symboli młodości i starości.

"Młodość, dzień, starość i noc" Walt Whitman

 


Młodości - hojna, krzepka, oddana!
Młodości - pełna wdzięku, siły, uroku.
Czy wiesz, że...
Starość, co przyjdzie po tobie,
może dorównać ci wdziękiem,
siłą, urokiem?

Dzień rozkwitnięty,
wspaniały - dzień ogromnego słońca,
czynu, ambicji,śmiechu.
A za nim, tuż...
Noc z milionami słońc, snem,
życiodajną ciemnością.

 


 

08:59, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (5) »
czwartek, 19 września 2013
Podobno ćwiczenia dokonują cudów.

W niezbyt odległej przeszłości dwa razy zagubiłam się w czasie i w przestrzeni, co mnie bardzo wystraszyło. Stałam w jakichś kolejkach i nagle uświadomiłam sobie, że nie wiem, gdzie jestem, ani po co tu stoję. Toteż zaczęłam ćwiczyć mózg. Kupiłam kilka książek. Po czym zaczęłam ćwiczyć spostrzegawczość, kojarzenie, logiczne myślenie i pamięć.

Zaczęłam prowadzić bloga, który z jednej strony daje mi ogromną przyjemność kontaktowania się z ludźmi, poznawania innych spojrzeń na tę samą sprawę, daje poczucie bliskości, a z drugiej ćwiczy logiczne myślenie i sprawność w wyrażaniu myśli. Do prowadzenia bloga zostałam namówiona, wręcz zmuszona. I chociaż początkowo zapierałam się jak koń ciągnący wóz pod wysoką górę, to dziś jestem wdzięczna tej osobie za trud, który w to włożyła i za skuteczność.

Babciabezmohera pochwaliła się swoimi osiągnięciami w rozwiązywaniu Jolek. No to i ja się pochwalę. Ja bardzo lubię szyfrokrzyżówki. Początkowo rozwiązywanie szło mi jak po grudzie. Długo kombinowałam jak do problemu podejść i wymyśliłam. W języku polskim w każdym wyrazie jest samogłoska lub kilka samogłosek. Najczęściej występuje samogłoska a. Bardzo dużo wyrazów kończy się na tę samogłoskę. Z czasem doszłam do takiej wprawy w rozwiązywaniu takich krzyżówek, że obecnie tylko wypełniam puste miejsca. Zdarzyło mi się nawet, że rozwiązałam taką krzyżówkę bez nawet jednej litery, która byłaby podpowiedzią.

Ćwiczenie pamięci to następna ważna dla mnie sprawa. Zaczynam od tego, że robię w pamięci listę potrzebnych sprawunków już poprzedniego dnia wieczorem. Jeżeli zakupów ma być więcej, to układam spis (znowu w pamięci) alfabetycznie i staram się zapamiętać ile produktów jest na poszczególne litery alfabetu. W wypadku bardzo długiej listy z liter, pod którymi są produkty układam jakiekolwiek wypowiedzenie. Ten system nie zawiódł mnie jeszcze ani razu. Podobno ćwiczenia dokonują cudów. I na to liczę.

Radość z rzeczy małych - to następne hasło, wyzwanie. Na swojej działce znalazłam 2 świeże truskawki (słownie dwie). I jak tu się nie cieszyć.

To śmieszne, ale ja, mimo swoich różnych problemów, stara się nie czuję. Wiem, że mam 78 lat, ale jestem osoba starszą a nie starą. Nie chcę żeby wyglądało, że robię z siebie młódkę. Tak nie jest. Starość kojarzy mi się z niedołęstwem, ze zgrzybiałością. Jestem co prawda osobą niezupełnie sprawną, utykam i zamiatam nogą, mam jaskrę, postępującą zaćmę, kłopoty z kręgosłupem i z biodrami, ale wiem, że to są uroki życia ludzi starszych, a niekoniecznie starych. Wczoraj pojechałam pociągiem do Warszawy. Jako osoba po 70 roku życia mam bilet ulgowy, czyli płacę za tę część drogi, która nie należy do terenów wielkiej Warszawy. Reszta jest za darmo. No i pan konduktor mnie w miły sposób zaskoczył. Obejrzał bilet i zapytał: - No a gdzie jest reszta za przejazd?

Jechałam przed siódmą, więc była jeszcze lekka szarówka. Pociąg był zatłoczony i pewno konduktor mnie dobrze nie widział, ale tym niemniej humor mi poprawił na cały dzień.

 

 

 

 

14:09, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (27) »
wtorek, 17 września 2013
Poezja wyraża więcej niż proste słowa.

Dziś zamiast wpisu będzie wiersz Krzysztofa Cezarego Buszmana. Pan Buszman prawdę o życiu przedstawił tak głęboko, pięknie i przejmująco, że ja mogę tylko czytać, zachwycać się i cieszyć się, że są tacy wspaniali poeci, którzy w pięknej formie wyrażają uczucia nie tylko swoje, ale także moje i innych czytalników. 


WIEM, ŻE CZASEM ...

Wszechobecnym zwariowaniem Ciebie witam
Życie moje - czarnosinych barw miraże
W plotkach o nas, jakaś prawda jest ukryta -
Niech plotkują, ważne że jesteśmy razem.

Życie moje, no bo czyje, jak nie moje?
Nie ulotnij się przedwcześnie z mego tchnienia
Niechaj widzą jak najdłużej nas we dwoje
Daj mi skończyć, co mam jeszcze do skończenia.

Daj mi zacząć co mam jaszcze do zaczęcia
Ja nie proszę Cię o jakieś wielkie cuda
I zegarów tak starannie nie nakręcaj
Może jakoś czas oszukać nam się uda?.

Wiem, że czasem jesteś życie nie do życia
Po swojemu życie mi nie dajesz żyć
Ale przecież znamy siebie nie od dzisiaj
Wiem Ty ze mną, a ja z Tobą pragnę być.

Ja przyrzekam, że Cię będę życie chronić
Każdy dzień jest przecież dla nas wspólnym świętem
A gdy przyjdzie z końcem końców na nas koniec
Daj zaśpiewać życie - śmierci tę piosenkę.

Niech zazdrosna się poczuje, nie proszona
Niech zapłacze, że tak durną ma robotę
A Ty życie jeszcze raz mnie weź w ramiona
I zapomnieć na śmierć daj, co będzie potem.

Wszechobecnym zwariowaniem Ciebie witam
Życie moje - czarnosinych barw miraże
W plotkach o nas, jakaś prawda jest ukryta -
Niech plotkują, ważne że jesteśmy razem.

Wiem, że czasem jesteś życie nie do życia
Po swojemu życie mi nie dajesz żyć
Ale przecież znamy siebie nie od dzisiaj
Wiem Ty ze mną, a ja z Tobą pragnę być.

 

  września 1995 Gdynia
Muz. Włodzimierz Korcz

?

00:01, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (5) »
niedziela, 15 września 2013
Co u mnie?

Właśnie siedzę przed komputerem. Za oknem noc. Pada deszcz. Godzina późna (23). Co mam dziś napisać. Za mną już dwa dni zamętu i hałasu. Przyszli państwo (pani i pan), z własnym sprzętem, płynami, ściereczkami profesjonalnie zajmujący się sprzątaniem  i ciężko pracowali nad doprowadzeniem mojego domu do porządku. Okna zostały umyte, firanki zdjęte i po upraniu powieszone. Dywany wyprane. Podłogi, szafki i kafelki umyte i wydezynfekowane parą wodną. Oni się ciężko napracowali a ja byłam zmęczona. Nie do wiary, ale tak było. Chyba męczył mnie zamęt w domu.

Część zapasów zimowych już rozwieziona.

A ja zamiast cieszyć się, mam jakąś chandrę. Moje myśli krążą wokół przygnębiającej mnie, tym razem, jesieni i moich 78 lat życia. Zawsze wiedziałam ile mam lat, ale nagle sobie to uświadomiłam i czas życia jaki zobaczyłam przed sobą wydał mi się krótki. Nie są to myśli optymistyczne. Na dworze szaro, mokro i niesympatycznie, co nastraja mnie dodatkowo. Jeżeli już musi być jesień, to wolę złotą jesień.

Właściwie powinnam się cieszyć, że nie ma już upałów, bo raz że boję się ich, dwa, że kiepsko je znoszę. Ale wcale się nie cieszę. Nawet mój mąż pytał, co mi jest, a ja sama nie wiem. Po prostu jest mi smutno i myśli chętniej lecą do tego, co nie jest tak jakbym chciała, niż do jakichś rozważań optymistycznych. Może to depresja jesienna. Podobno taka jest.

Chyba trzeba się zmobilizować do jakiejś aktywności. Jałowe rozważania niczego nie załatwią. Nie na darmo ludzie swoim bliźnim w nastroju podobnym do mojego mówią: - Weź się do roboty. Pewno jest to mądrość życiowa zdobywana przez pokolenia.

Na koniec żeby mój dzisiejszy wpis nie był całkiem minorowy zdjęcie z humorem traktujące takie stany, jak mój obecny.

23:36, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
środa, 11 września 2013
W przeddzień sprzątania.

Dziś rano wstałam z poczuciem, że czuję się jakby ćmił mnie ząb. Od razu wiedziałam o co chodzi. Przecież jutro pani przychodzi do generalnego sprzątania, a ja mam nieprzygotowany na tę okoliczność dom. Rozejrzałam się dokoła. Wszędzie bajzel. Biurko zawalone, papierami, lekami. Ledwo do komputera mogę się dostać po zepchnięciu na stronę części różnych"potrzebnych rzeczy". A na półkach to samo. Zaglądam do łazienki - dramat. A tu na sprzątanie czasu właściwie już nie ma. Najpierw wpadłam w popłoch, ale od czego pomysłowość.

W jednym pomieszczeniu - garderobie - rozłożyłam na podłodze koc i zaczęłam znosić na niego kupy różnych rzeczy do przebrania w wolnym czasie. Z piwnicy przyniosłam pudełka w których, znowu do przebrania, znalazły się moje leki i różne papiery. I w taki oto sposób "sprzątnęłam" piorunem pokój. Zaraz zabieram się za łazienkę.

Przy takim sprzątaniu to może nawet starczy mi czasu na ucięcie sobie popołudniowej drzemki.

A później już na spokojnie będę przebierała śmieci. Pewno potrwa to dosyć długo, ale nikt mnie nie popędza. Od razu wrócił mi humor i poczucie, że jednak potrafię wybrnąć z trudnej sytuacji.

                             ****************************************

Na dworze pada deszcz. Słychać jednostajny szum i stukanie kropel deszczu o parapet. Cisza. Spokój. Przy opróżnionym z różnych niepotrzebnych rzeczy biurku od razu lepiej mi się myśli. Myśli są jasne, ale płyną leniwie. Jestem wyciszona. Godzina 17,30. Czas na kolację i relaks z krzyżówką w ręce lub z książką przed telewizorem. Jest po prostu dobrze. Na koniec dzisiejszego wpisu ilustracja (co prawda mężczyzny a nie kobiety) w części jednak nawiązująca do tego, co wyżej.

11:37, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
wtorek, 10 września 2013
Polityka...

Już mam dosyć polityki, polityków i wszystkiego, co się z tym tematem wiąże. Nie mam czego  oglądać w programach publicystycznych. Zresztą w innych programach też. A w telewizji albo wojna wisząca na włosku, albo kłótnie polityków.

Dziś przez moment zrobiło się ciekawiej, bo w Kropce nad i pani Olejnik zwróciła uwagę panu Gertychowi, że nie mówi się włanczać tylko włączać i dodała jeśli dobrze pamiętam coś takiego, że jako były minister oświaty powinien to wiedzieć. Riposta była natychmiastowa. Pan Gertych najpierw przeprosił za błąd, a później powiedział, że ona też się czasami myli.

23:05, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 września 2013
Sprzątanie...czy bałagan inaczej.

Niedziela. Czas relaksu i lenistwa. Toteż lenię się ze wszystkich sił. Po 8 września ma przyjść pani do sprzątania domu. A 8 września - to dzisiaj. Nie umówiłam się z panią konkretnie co do daty, więc nie wiem, czy przyjdzie jutro, czy np. pod koniec tygodnia. I nie wiem, co byłoby lepsze. Domu nawet z grubsza jeszcze nie sprzątnęłam, tak jak planowałam. Wiem. Założenia były takie, że wywalam wszystko, co zbędne. Ale żeby wiedzieć, co zbędne, trzeba przejrzeć wszystkie rzeczy, wszystkie szpargały, wszystkie instrukcje do urządzeń domowych, nawet tych dawno popsutych, najdawniejsze nawet sprzed wielu, wielu lat, gwarancje. A do przeglądania jest tego zatrzęsienie. Jakieś kartki, fiszki, pudełka, pudełeczka, bo jestem chomikarą totalną. Chomikuję nawet pudełka przesyłane mi z jakimiś zakupami. Wiele pudełek sama zrobiłam, bo wydawały mi się potrzebne.

I teraz mam dylemat. Czy oczy zamknąć i wypierdzielać wszystko, jak leci, jeśli nie zaglądałam do zawartości np.przez dwa lata, czy też każdy śmieć oglądać ze wszystkich stron przed wyrzuceniem.

Chyba preferuję ten drugi sposób, bo przy okazji odnajduje się różne zapomniane dawno skarby. No i odkłada na półkę, oczywiście. Ale ten sposób sprzątania jest bardzo czasochłonny i niestety, pozostawia bałagan, a nie porządek. Śmieci do wyrzucenia prawie nie ma, a za to przemieszczeniu ulegają tylko te rzeczy, które na zdrowy rozum powinny się już dawno znaleźć w śmieciach. No to co to za sprzątanie?

Idę wywalać wszystko z zamkniętymi oczami. Najwyżej będę żałowała później, jak tej spódnicy, która w czasie wcześniejszej wywałki była na mnie zbyt luźna, a teraz może by się przydała.

Ot kot z całą kocią rodziną. Tego kota nie będę jednak pokazywać na zdjęciu, bo to mój osobisty kot, dobrze ukryty.

19:00, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
sobota, 07 września 2013
Opymizm to czasem jedna z form umysłowego lenistwa - Edouard Herriot.

I tą złotą myślą rozpoczynam swój dzisiejszy wpis. A jak wyjaśnia hasło optymizm trzytomowy Słownik języka polskiego.

Optymizm - skłonność do dostrzegania przede wszystkim dodatnich stron życia, widzenia wszystkiego w najkorzystniejszym świetle, pozytywnego oceniania rzeczywistości, przewidywania pomyślnego biegu wydarzeń.

I dalej można przeczytać, że optymizm może być: - łatwy, naiwny, niezachwiany, płytki, tani, zdrowy, życiowy.

Czyli, krótko mówiąc, z optymizmem też nie można przesadzać. Najlepiej trzymać się zdrowej zasady: wszystko z umiarem. Przede mną leży niezjedzona resztka mnmsów, które bardzo lubię, ale dziś już na nie patrzeć nie mogę. Przesłodzenie też do niczego dobrego nie prowadzi. W życiu jest i słodycz i gorycz.

Myślę, że ważne jest aby prawdziwie patrzeć i widzieć (a nie tylko omiatać wzrokiem to, co dookoła), aby słuchać i słyszeć dźwięki przyrody, które do nas dochodzą, ale także aby prawdziwie słyszeć to, co mówi do nas drugi człowiek (czyli być w bliskim kontakcie) i aby być wrażliwym na różne bodźce.

A gdzie miejsce na nasze złości, frustracje, niepokoje? Myślę, że tam, gdzie wszystko inne - w nas i w naszym postrzeganiu świata i ludzi. Wszystkiego po trosze. Niestety, nie samym zachwytem człowiek żyje. I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis.

18:50, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (11) »