RSS
niedziela, 28 września 2014

21:11, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
czwartek, 25 września 2014
Ta dziewczyna...

          

                                        

Zrobiło mi się dzisiaj rzewnie. Przejrzałam stare zdjęcia i przypomniałam sobie tę dziewczynę z wycieczki statkiem. Dziś ta dziewczyna jest już zasnuta kolorami jesieni, ale to wciąż ta sama osoba, tylko z większym doświadczeniem i bagażem przeżyć.

Witaj dziewczyno. Może chciałabyś mi coś powiedzieć? Zresztą nic nie mów! Wiem wszystko. Cały świat był wtedy w kolorach wiosny, nawet zimą. Wszystko było możliwe i prawie w zasięgu ręki. Słońce świeciło nawet w pochmurne dni. A ty byłaś szczęśliwa i uważałaś, że to szczęście będzie twoim udziałem każdego dnia bez wyjątku i że tak będzie aż do jakiejś bliżej nieokreślonej późnej starości.

Cóż! Życie weryfikuje wszystkie młodzieńcze marzenia, które powoli zaczynają pokrywać się warstwą kurzu, a przed nami stają trudne wybory związane z surowym realnym życiem.

Zdjęcie, które wstawiałam do bloga przypominało w pierwszej chwili zjawę. Bo też byla to już zjawa z dalekiej przeszłości. 50 lat dzielących tę młoda kobietę od dzisiejszej 79-letniej babci - to szmat czasu. Mieści się w nim wiele radosnych i smutnych przeżyć, różnych życiowych rozterek i dojrzałych przemyśleń i decvzji.

Jak to jest, gdy nosi się w sobie i dzieciństwo, i młodość i starość? Po co się zastanawiać? Lepiej posłuchać piosenki: "Mimozami jesień się zaczyna" w wykonaniu Czesława Niemena.

            

 

 

 

14:50, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
środa, 24 września 2014
Już jesień.

Pojechałam dziś rowerem do sklepu. Słonko jeszcze grzeje, ale w cieniu jest już chłodek. Pierwsze przymrozki są już za nami. Ludzie podobno skrobali szron z samochodów, a moje kwiaty stoją jeszcze na tarasie, ale to pierwsze piętro, osłonięte dwoma domami. Mam nadzieję, że tu przymrozek nie dotarł jeszcze. I pod kołdrą jest mi już chłodno, a co ciekawe ciągnie chłód od dołu, czyli od tapczanu i wełnianego prześcieradła. Zaczynam sobie spanie wygrzewać termoforem. Ano starość podobno nie radość. Kotka też dłużej i chętniej przebywa w domu i posypia sobie w dzień. W lecie tego nie było. Tylko patrzyła którędy dać nura na powietrze. Ponieważ jesień, to kolorowe liście, więc namalowałam graficznie kilka i chciałam ułożyć kolo nich mojego kota (tego, co jest w domu), a nie, tego własnego, osobistego, ale niestety nie udało mi się i liście będą osobno i kotka osobno. W sprawach takich kombinacji jestem jeszcze mocno niedouczona.

20:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 22 września 2014
Kolejny dzień.

Podobno podróże kształcą. I tak było też w moim wypadku. Po pierwsze dowiedziałam się, że to brak jednego leku (antydepresantu) tak mnie rozwalił w ubiegłym tygodniu. Lekarz neurolog kazał mi ten lek odstawić, a ja nie przeczuwając skutków zastosowałam się do jego polecenia. Wróciłam do leku już z powrotem, chociaż w zmniejszonej dawce i jest teraz wszystko w porządku. Pewno jestem uzależniona, ale trudno. Coś za coś. Jeśli mam tak się czuć, jak w końcówce ubiegłego tygodnia, to wybieram uzależnienie. W moim wieku leki to konieczność. Niestety. Pewno lepiej by było, żebym mogla odstawić wszystkie leki, w tym także wyrównujące ciśnienie i cholesterol, a nie mogę. Nie ma więc o co kopii kruszyć.

**************************************************************************

Pani premier wraz z nowym rządem zaczynają już pełnić swoje obowiązki. PiS w osobach pana Błaszczaka i innych przedstawicieli partii już zaczęli krytykę. Ja bym wolała, żeby krytyka była za coś, jeśli już koniecznie trzeba coś krytykować, a nie na wyrost.

*****************************************************************************

Od mojej koleżanki mającej wnuczkę w przedszkolu dowiedziałam się, że wychowawczynie przedszkola podobno dostały polecenie z Kuratorium, żeby starać się nie dotykać do dzieci. Podobno jest to zabezpieczenie dzieci przed pedofilią, a także zabezpieczenie wychowawców przed posądzeniem ich o zły dotyk.

Mocno mnie to zdumiało, bo jak można nie pogłaskać po główce ryczącego za rodzicami dziecka lub nie przytulić go. Wszystko można wykoślawić. A co mają zrobić opiekunki w żłobku, jak malutkie dziecko zrobi kupę w pieluchy? Mają czekać, aż przyjdzie mama?

Zastanawiam się, czy nie jest to jednak jakaś plotka.

Dzisiejszy wpis kończę złotą myślą Benjamina Franklina.

Zdrowy rozsądek to rzecz, której każdy potrzebuje, mało kto posiada, a nikt nie wie, że mu brakuje.



22:00, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
wtorek, 16 września 2014
Dolek...

Niestety mam dół. Nie ma się, co prawda czym chwalić, jest to raczej nudzenie, ale jak człowiek napisze, wyrzuci z siebie różne rzeczy, a później sam im się przyjrzy, to jest szansa na poprawę. Najważniejsze, to jest zrozumieć, o co chodzi.

No wiec ostatnio jakoś zjeżdżam w dół, nawet w snach. Zainteresowania mam mizerne, można nawet byłoby powiedzieć, że gorzej niż mizerne. To, co robię, co ostatnio piszę i jak spędzam czas, można nazwać zapychaniem dziury. Spierniczałam dokumentnie. Ot co. I zastanawiam się nad tym, co na to wpłynęło. Myślę, że przyczyn jest przynajmniej kilka.

Pierwsza, to mój wiek dosyć już zaawansowany. Druga, to początek jesieni jeszcze na razie ciepły, ale już zmierzający do okresu szarug na dworze. Trzecia, to obawy przed tym, co może nastąpić  zarówno u nas jak i poza naszymi granicami i na wszelki wypadek chowanie głowy w piasek, jak struś, co w efekcie jest wycofywaniem się z życia, które toczy się obok. A na koniec na polecenie lekarza neurologa odstawienie leku psychotropowego. A lek ten dawał mi spokój, wyciszenie, dobre samopoczucie psychiczne i uwalniał mnie od męczących lęków. Do tej pory z tym lekiem byłam zrównoważoną dosyć osobą, nawet potrafiłam czasami zdobyć się na poczucie humoru. Teraz lęki zaczynają znowu szczerzyc zęby. Może zbyt szybo ten lek odstawiłam (około tygodnia to trwało), a może byłam od niego już uzależniona, bo brałam go prawie 10 lat, a może nawet więcej. Pewno najsensowniejsze będzie, jeśli zadzwonię do pana doktora i zapytam go, co mam robić dalej.

Żeby jednak było chociaż trochę optymizmu w moim wpisie, powiem, że widziałam dziś moją śliczną maleńką prawnusieńkę. Ma piękne, duże, niebieskie oczy i uśmiecha się do wszystkich.

22:59, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 15 września 2014
A jednak...

W tym roku miałam nie robić żadnych zapasów. Cóż obietnice swoja drogą, a nawyki swoją. Co prawda, początek sezonu owocowego był spokojny. W słoiczkach po dżemach zamknęłam tylko te truskawki z własnego ogródka, których nie daliśmy rady zjeść. I przez jakiś czas był spokój. No ale trudno zmarnować to, co już urosło. I tak już na półkach stoi kilkanaście nowych słoików soku z malin, (mąż je zbiera, bo mnie boli kręgosłup) a wczoraj i przedwczoraj zrobiłam sok z własnych ekologicznych jabłek. Resztę, czyli miąższ jabłkowy zamknęłam w następnych słoikach, aby mieć gotowy produkt na szarlotki, ryż, czy naleśniki. Matko kochana! Co to była za robota. Mycie, obieranie, krojenie, później parowanie w parowarze i na końcu zamykanie gotowych przetworów w słoikach. Dwa dni w kuchni nie było gdzie postawić kubka z herbatą, bo wszystko było zajęte brudnymi garami i różnymi słoikami. Zlew zawalony naczyniami piętrowo. Wszystko się lepiło i kleiło. Z bałaganu pomaleńku już wyłażę. A teraz ciekawe, kto będzie z tych przetworów zrobionych z takim trudem korzystał?

Nie mogę liczyć na to, że moje prawnusiątka zechcą spróbować babci soczków. Moja maleńka prawnusia jest jeszcze zbyt mała na takie soczki, a moi dwaj prawnusiowie wypięli się na moje soczki dokumentnie. Soczek - to jest ten ze sklepu, a nie ze słoiczka. A jeśli już ze słoika, to najlepiej w swoim domu od mamy.

- Babciu! - powiedział starszy prawnuczek, gdy byli u nas kilka dni. - Daj mi do omletu tego soczku od babci. - Najpierw zbaraniałam, ale po chwili dotarło do mnie, że on chce z sokiem, który woziłam im do ich domu. - A jaki chcesz? - Zapytałam przytomnie, truskawkowy, czy brzoskwiniowy? - Najlepiej przynieś i jeden i drugi. Ja spróbuję i powiem z którym chce zjeść omlet. - W efekcie jeden kawałek omleta zjadł z sokiem truskawkowym, drugi z brzoskwiniowym, a ja dwa otwarte słoiki mam w lodówce.

Mąż i wnuk mieszkający u nas, a nawet ja sama na śniadanie i na kolację wolimy zwykłą herbatę. No to dla kogo ja te słoiki napełniam? Sama nie wiem. Ale przyjemnie jest wejść do piwnicy i popatrzeć na zapełnione półki słoikami (z różnymi datami). Stoją tam nawet takie sprzed wielu lat, co to powinnam je już dawno wywalić.

I w ten, oto, pracowity sposób odrywam myśli od tego, co dzieje się dokoła. Od gróźb ze Wschodu i od tego, co będzie dalej u nas, w kraju.

20:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
środa, 10 września 2014
Tyle sie dzieje...

Tyle się dzieje w polityce i tej krajowej i zagranicznej. Rosja straszy bronią jądrową. Są emitowane przecieki, że pierwsza rakieta podobno może uderzyć w Warszawę, druga w Wilno. A ja zaczynam się zachowywać jak człowiek już skazany, który nie widzi wyjścia z sytuacji. Po prostu głowa w piasek, jak struś, a reszta wystawiona jako cel. Od razu przypomina mi się początek II wojny światowej. Niemcy już zajęli Polskę i żołnierze niemieccy kręcili się po wsi. Nagle nastąpił nalot, strzelanina. Wszyscy zaczęli się chować, gdzie kto mógł. Jeden z niemieckich żołnierzy wetknął głowę w rosnące wysokie słoneczniki nie dbając o wystającą resztę ciała. Moja babcia to widziała i nam opowiedziała.

Obecnie łapię się najbardziej idiotycznych sposobów, żeby się trochę uspokoić. Sprawdziłam (tak na wszelki wypadek) horoskopy naszego kraju i prezydenta Putina, przeczytałam przepowiednie ojca Klimuszko, ale to są wiadomości niezbyt realistyczne i wcale mnie nie uspokoiły. Staram się nie myśleć o zagrożeniach, bo można byłoby zwariować. Wolę zająć się tym co tu i teraz jest u mnie. A u mnie właściwie nic specjalnie się nie zmienia. Dziś byłam w (tej zagrożonej, jak podają niektórzy) Warszawie u d-ra Sienkiewicza. Pan doktór zajął się moja chorą, utykającą i wykręcającą się w bok nogą. Kazał mi odstawić jeden lek, który podobno może trochę przyczyniać się do mojego kłopotu i dał mi 2 nowe leki. Krótko mówiąc chyba stara się dobrać mi leki pomagające zmniejszyć napięcie w nodze, a przede wszystkim w stopie i w palcach. Co będzie dale? Zobaczymy. Po tylu latach (9) trudno uwierzyć, ze jeszcze kiedyś będę normalnie chodziła, jak zdrowi ludzie.

A teraz na zakończenie coś optymistycznego.

      

22:32, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
niedziela, 07 września 2014
Niedziela 7 września.

Dziś odwiedziliśmy wnuczkę i prawnuków. Dzieci pod okiem mamy zachowują się bez zarzutów. To tylko u nas było - hulaj dusza. Po prostu nie nadajemy się już do maluchów. Mój świętej pamięci ojciec mawiał: -  Jak dziadkowie wychowują wnuki, to dzieci mają dziadowskie wychowanie.- Właśnie stwierdziłam, że miał rację.  Pan Bóg wiedział, co robi dając dzieci młodym ludziom. Starzy nawet z głupim sprzątaniem szuflad i szafek w kuchni maja już spory problem. Nawet taka robota idzie, jak krew z nosa. A to jest tylko wycieranie kurzy i układanie z powrotem różnych drobiazgów w ciszy i spokoju.

                            

 A tu już lato się kończy. Co prawda jeszcze zieleń wokoło, ale już z lekka podrdzewiała, i jakby lekko zakurzona. Poranki bardzo chłodne. Nasza kotka częściej i dłużej przebywa teraz w domu i podsypia sobie w dzień. Pewno bierze przykład ze swojej pani. Za nami już męczące upały. Szkoda tylko, ze dni staja się coraz krótsze.

20:48, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
czwartek, 04 września 2014
Siedzę na hustawce emocjonalnej.

Dziś szukałam jakiegoś ciekawego obrazka w Demotywatorach i naglę zobaczyłam tańczącą 90-latkę. I to jak tańczyła? W jakim tempie? - A co ja? - pomyślałam. Ostatnio nogi mi mdlały w czasie jazdy rowerem. Od jutra rana ćwiczę. -

Chyba jednak tę poranną gimnastykę przeniosę na godziny poobiednie. Rano musiałabym wstać o godz. 8, a to dla mnie jest bardzo wcześnie. Ja jestem sowa. Mogę siedzieć do północy, albo i dłużej, ale wstać rano? Wykluczone. Chyba, że jadę do lekarza i mam ustaloną wczesną godzinę.

******************************************************************************

Wczoraj, czyli w środę przeczytałam wydrukowany w ostatniej Polityce felieton profesora Hartmana "Pokój z widokiem na wojnę" i wpadłam w emocjonalny ciemny dół. Położyłam się spać rozbita. Przeczytany felieton nastroił mnie bardzo pesymistycznie. Boję się wojny. Przy czym, nie boję się o siebie, a o dzieci, wnuki i prawnuki.

*****************************************************************************

Dziś jest nowy dzień i nowe spojrzenie na świat i jego sprawy. Wsiadłam na rower, aby pojechać do sklepów po zakupy. Zastanowiłam się, jak długo będę jeszcze jeździła rowerem. Może tylko do końca tego sezonu, a może jeszcze odważę się wsiąść na mojego konia i w roku przyszłym. Słońce pięknie świeciło. Lekki wiaterek rozwiewał mi włosy. Było mi po prostu dobrze. Ciemne myśli gdzieś się ulotniły. Pomyślałam - Chwilo trwaj!                              Ostatnio często jestem na takiej huśtawce nastrojów. Raz góra, raz dół. Zależy od różnych okoliczności. Od tego, czy słońce jasno świeci, czy ptaki śpiewają, czy kot włazi na kolana, czy słyszę niepokojące informacje w środkach przekazu.

W pierwszym rzędzie wzięłam się za sprzątanie kuchni . Przez ostatnie trzy dni sprzątnęłam dokładnie osiem szuflad w stojącej szafce, sprzątnęłam także szafkę wiszącą. Biorąc jednak pod uwagę nawet inne prace, jak zakupy, gotowanie, pranie, robienie soku z malin, ładowanie i wyładowywanie zmywarki, nie są to osiągnięcia imponujące. Dzisiejszy dzień zakończyłam zrobieniem totalnego bałaganu. Opróżniłam następną szafkę i jeszcze jej nie sprzątnęłam. Ale przecież jutro też jest dzień. Po co mam się spieszyć?

Taka praca odwraca moją uwagę od niepokojących informacji. Dobre i to. Trzeba sobie jakoś radzić. Jaki ja mam wpływ na to, co się dzieje za naszymi granicami.? A przy okazji tego odwracania uwagi stopniowo, systematycznie zmienia się kuchnia z zaniedbanej, syfiastej w porządną. W uporządkowanych szafkach już wiem, co mam i gdzie.

Aby umysł dobrze pracował, a niestety zacina się już czasami, zaczynam ćwiczyć i słucham muzyki. Już raz ćwiczyłam - wczoraj.

Na zakończenie dołączam utwór " Nie oczekuję już" w wykonaniu Marka Torzewskiego.

22:32, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »