RSS
środa, 30 września 2015
Nostalgicznie...

              

Oby jutro i wiele jeszcze dni, tygodni i lat było przed nami. Życie jednak jest bardzo kruche. Dziś była chowana moja Koleżanka. Dożyła 97 lat. I wiadomo, że starszym ludziom prędzej się odchodzi z tego świata, niż młodym. Ale...

Takie smutne wydarzenia skłaniają do zadumy, do myślenia nie tylko o tym, co za nami, ale także o tym, co przed nami.

Piękny wiersz Krzysztofa Cezarego Buszmana w interpretacji Krzysztofa Kolbergera najlepiej odda nastrój tej smutnej chwili.

19:48, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
poniedziałek, 28 września 2015
Lubię...

                     

To jest bluszcz z tarasu. Film zrobiłam wieczorową porą tabletem z włączonym poleceniem - zdjęcie nocą. Jest mroczny, ale i mroczny jest dzisiejszy mój wpis. Zacznę optymistycznie, ale ciąg dalszy wpisu optymistyczny już zupełnie nie jest. Ale po kolei....

Lubię się uczyć, lubię eksperymentować, lubię dociekać, lubię rozmawiać z ludźmi, lubię się bawić, tańczyć i słuchać pięknej muzyki,  lubię,... Tych lubię mogłabym wymienić jeszcze sporo.

A co robię? Realizuję każdego dnia przez chwilkę plan nr.1, czyli naukę jazdy na rowerze. A wcale tego nie lubię, bo ta nauka idzie mi jak po grudzie. Wyraźnie boję się tego roweru i jego niesprawdzonych jeszcze przeze mnie możliwości. Irsila w swoim komentarzu napisała, że może ze wspomożeniem elektrycznym byłoby łatwiej. Ale ja wiem, że tu nie chodzi o żadną trudność, której przysparza mi rower, (bo już zdarza mi się przejechać kawałeczek po równej drodze), ale paraliżuje mnie strach przed nowością. To, co jest stare i już przeze mnie obłaskawione, to jest moje. Z tym dobrze się czuję. Każda nowość wytrąca mnie z równowagi. Może w ten sposób przejawia się moja starość? Dzieci, ani ludzie młodzi nie boją się przecież nowości. Jadą za granicę, kupują różne nowoczesne urządzenia i i traktują je, jak ja swoje stare znoszone buty. A ja przy każdej nowej rzeczy tracę równowagę umysłową. Co ja wyprawiałam, gdy została kupiona kuchnia gazowa z piekarnikiem elektrycznym? Nie dosyć, że sama bałam się do niej podejść i ją włączyć, to nie pozwalałam mojej dorosłej córce, ani wnuczce, na włączanie jej bez instrukcji. Do dziś mają obie ubaw. A pralka automatyczna? A mikrofala? No cóż kot z całą kocią rodziną. I żebym wiedziała, jak ten mój irracjonalny lęk spacyfikować. Ale na razie nie znalazłam innej metody, jak każdego dnia dawkować sobie średnią przyjemność jazdy na rowerze. Może się w końcu przyzwyczaję? A może kiedyś nawet polubię jazdę na trójkołowcu?

21:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (25) »
sobota, 26 września 2015
Trochę o wszystkim.

Polityką zajmować się nie chcę. Nie podoba mi się to, co się dzieje na górze i boję się, że po wyborach, jeśli nie będzie gorzej, to nie będzie też lepiej. Irytuje mnie nie tylko agresja i pustosłowie w różnych dyskusjach telewizyjnych, ale także łatwość z jaką politycy z czarnego potrafią zrobić białe i z białego czarne. Swoje preferencje wyborcze zrealizuję w dniu wyborów, wrzucając swój głos do urny. Na nic więcej nie mam wpływu.


A jak wygląda życie mocno już starszej pani? Jest nudne i nijakie, można by napisać. Dużo siedzę, toteż moja sprawność ruchowa nie jest najlepsza. Liczę na to, że gdy już opanuję mój nowy rower, to i sprawność automatycznie się poprawi. Toteż każdego dnia, jeśli tylko nie pada deszcz, wyciągam mojego rumaka dwa razy dziennie po kilka minut i próbuję go okiełznać. Próby nie trwają długo. Nie chcę się zmęczyć zbytnio. Raczej staram się poznać tajemnice mojego nowego pojazdu. Ta metoda bardziej mi odpowiada, niż nauka do zmordowania.

Moi bardzo życzliwi sąsiedzi kibicują mi w moich zmaganiach. Już dostałam instrukcję, który hamulec lepiej wykorzystywać i na co zwracać uwagę w czasie jazdy. Sąsiad uzupełnił powietrze w kołach roweru, aby pojazd lżej chodził. Będzie dobrze, bo musi być dobrze. Nie ma innej opcji.

A w domu znowu zrobił się bałagan. Kurz leży po kątach. Ostatnio czytałam jednak, że zbytnia czystość jest powodem wielu kłopotów zdrowotnych tak dzieci, jak i ludzi dorosłych, więc z wojowaniem z zarazkami, roztoczami i innym świństwem, nie ma co przesadzać. Przyznam się, że takie spojrzenie na sprawę porządków w domu bardzo mi odpowiada. Nie będę przecież niszczyła swojej własnej odporności, przez latanie ze ścierką i szczotką. Byłoby to zupełnie bez sensu, tym bardziej, że trudno mi się schylać. Żeby jednak nie było, że czystości nie lubię, powiem, że jestem już wstępnie umówiona z miłą panią Małgosią, która jak zwykle zrobi to, czego ja już nie daję rady zrobić, czyli posprząta dom.

23:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
czwartek, 24 września 2015
Jesień, jesień już...

                             

                             

Zbliża się coraz bardziej dżdżysta, chłodna jesień. Na tarasie już inne kolory pnącza. Na świerku szyszeczki. Dnie krótsze i coraz chłodniejsze. 

Pod domem stoi rower trzykołowy, jeszcze nie obłaskawiony. A czas najwyższy, żeby go zachęcić do współpracy. Gdy się zrobi zimno i mokro, to można na nim byłoby szybko przemknąć do sklepu i z powrotem. A tu na razie klops. Jak siedzę na siodełku, nogami drepczę po ziemi na czubkach palców, a tylko rękami staram się opanować bardzo roztańczoną kierownicę, to jest całkiem nieźle. Gorzej, gdy chcę połączyć kierownicę z pedałami. Na dodatek cały czas mam wrażenie, że gdy zatrzymam się bez zsiadania, to wywrotka gotowa, jak w starym dwukołowym rowerze. I chociaż do roweru nie boję się już dotknąć, nawet dosyć daleko go poprowadzić, to gdy dochodzi do nauki, czyli trzeba wsiąść na niego, to mam mnóstwo innych spraw do załatwienia. Krótko mówiąc, czuję opory. A ponieważ uświadomiłam sobie ostatnio, że nie dla mnie są już spacery bez podpórek w postaci: chodzika, kijków, czy kul, no i roweru - oczywiście, to trzeba znowu zacząć się uczyć. Tym razem będzie to nauka koordynacji ruchów rąk i nóg.

No i znowu zaczynam się uczyć. Jak sobie przypominam z metody Dennisona (Metoda ta wspiera rozwój dziecka z niepełnosprawnością wieloraką) przy koordynacji ruchów rąk i nóg współpracują obie półkule mózgowe, czyli powinno być dobrze i dla mózgu i dla całego ciała.

 

 

19:39, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 21 września 2015
Ale emocje!

Podobno, jak nie miała baba kłopotu, to kupiła sobie prosię. Ja zamiast prosiaka kupiłam sobie rower trzykołowy. Reszta jest podobna.

                   

Rower stoi na podwórku, przykryty folią nieprzemakalną od deszczu i dla lekkiego zamaskowania gdyby, co nie daj Boże, ktoś chciał mi go podpylić. Na razie przeszłam się po ulicy, prowadząc go jedną ręką. Próbowałam przejechać się na nim, ale nie jest to takie proste. Ta nowość na razie mnie przerasta i to o głowę. Po prostu rower mnie nie słucha. Nie to, co ten stary - dwukołowy. Tamten doskonale pod sobą czułam, a ten, to nowość pod każdym względem. No i stres. Bo na ulicy może potrącić mnie samochód, albo ja mogę kogoś staranować. Z tego strachu nie podchodzę do sprawy racjonalnie tylko emocjonalnie w ekstremalny sposób. Gdy oddycham to powietrze dochodzi mi do połowy żeber, dalej nie jest w stanie się przebić. No ale tak mam ze wszelkimi nowościami. Pamiętam jakie cyrki wyprawiałam przed włączeniem pierwszy raz pralki automatycznej, albo kuchni gazowej. W pierwszej chwili czułam się tak, jakbym odpalała bombę i to o wielkiej sile rażenia.

Teraz muszę spokojnie oswoić się z nowym rowerem. Poznać jego tajemnice. Przede wszystkim pochodzę przy nim i z ziemi będę próbowała zahamować go ręcznie lub nogą. Wypróbuję skręty. A później już z siodełka będę chciała wykorzystać zdobytą wiedzę. Łatwo mówić, trudniej działać, szczególnie gdy strach paraliżuje myślenie. Z tego strachu nawet jelitówka przycichła. Może zlitowała się nade mną, albo przepłoszyła ją Coca Cola, której dzisiaj wypiłam już ponad litr.

No nic. Nauka podobno kosztuje i ja zaczynam za nią już płacić swoimi wzmożonymi emocjami.

 

21:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (33) »
niedziela, 20 września 2015
Witam Cię nowy dniu!

No i film BodyCiało W reż. Małgorzaty Szumowskiej zdobył pierwszą nagrodę w Gdyni. To film roku. Dwoje aktorów występujących w tym filmie też otrzymało nagrody.

Ja ten film oglądałam kilka miesięcy temu. Odniosłam wrażenie, że jego treść jest dziwna, niepokojąca mało spójna, ale ja nie jestem krytykiem filmowym. Mnie może się film podobać lub nie. Pewno kieruję się innymi kryteriami, niż zawodowi krytycy. Różne sceny z tego filmu do dziś pamiętam i być może takie było zamierzenie twórców, aby zaniepokoić, poruszyć widzów, może zastanowić. Nie jest to jednak film, który chciałabym obejrzeć jeszcze raz.


Z jelitówki już wyłażę. Jedyny plus tej choroby to fakt, że ubyło mi 1,70 kg. Wiem, że jak uzupełnię wydalone płyny, to wrócę do poprzedniej wagi, ale dobre i kilka dni, kiedy chętniej przechodzę koło lustra w domu. Jestem próżna? Chyba tak. Ale co w tym złego? W końcu jestem już mocno starszawą, ale jednak wciąż kobietą.

Kiedy znowu przytyję będę znowu myślała, że podstawa to - intelekt. I zgadza się. Intelekt jest nadzwyczaj ważny, można go jednak połączyć z wyglądem, z emocjonalnością, z otwarciem na świat i ludzi.

I w optymistycznym nastroju zaczynam nowy tydzień. Co prawda nie ma jeszcze takiej pięknej kolorowej jesieni wokół nas jak na zdjęciach, ale przecież nazwa mojego bloga to kobietawbarwachjesien.

21:52, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
sobota, 19 września 2015
No i mam to, czego nie chciałam mieć.

Jelitówka. Szlag by ją trafił. Siedzę w domu, trochę poleguję i zła jestem, jak pieprz. Pewno ją złapałam w czasie podróży do Warszawy. Nie jest jakaś gwałtowna i bardzo męcząca, ale... Nigdzie ruszyć się nie mogę, bo jestem osłabiona, no i toaleta musi być tuż obok. W takiej sytuacji nawet logiczne myślenie się zawiesza. O czym tu pisać, gdy człowiek myśli tylko o spacerach do sraczyka i z powrotem. Marnizna.

Do jutra.

18:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
czwartek, 17 września 2015
Bez tytułu.

Tyle się ostatnio mówi o nienawiści, która wylewa się z różnych wypowiedzi i programów. Nienawiść, to bardzo silne uczucie, ale i bardzo niszczące.

Dziś zamiast tekstu wstawiam utwór Modlitwa końca mojego wieku. Niech on wyrazi potrzebne nam treści.

22:38, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
środa, 16 września 2015
Relacje z podróży.

Wczoraj szczegółowo przygotowałam się do podróży. Bilet kupiłam dzień wcześniej, wysłuchałam prognozy pogody, kilka razy sprawdziłam, czy wszystkie dokumenty i drobiazgi spakowałam. No i położyłam się wcześniej spać, ponieważ pobudka miała być już przed siódmą.

No i się zaczęło. Z logicznego punktu widzenia przygotowana byłam dokładnie, ale emocje z logiką chyba mają niewiele wspólnego. Dość, że noc miałam bardzo trudną. Nagle zaczął mnie boleć kręgosłup, w tej części, gdzie była operacja 3 miesiące temu, a który prawie mnie już nie boli. Jakieś bóle łaziły mi pod żebrami, no i nie mogłam zasnąć. Czułam się tak, jakby siedziały we mnie dwie Marysie, jedna zrównoważona i logicznie myśląca, a druga wpadająca lekko w histerię. - Trudno. Samodzielność musi kosztować - pomyślałam i mojej rozhisteryzowanej połowie nie dałam dojść do głosu.

W tej chwili jest wieczór. Po południu odespałam nocne braki  i teraz mogę trzeźwo ocenić moją dzisiejszą eskapadę. Jestem bardzo zadowolona, że sama odważyłam się ruszyć do Warszawy po 3-miesięcznym jeżdżeniu samochodem z mężem. Popełniłam jednak jeden podstawowy błąd. Nie wzięłam z sobą kijków, którymi trochę można się podeprzeć i cały ciężar ciała dźwigałam wyłącznie na nogach, które nie są w najlepszej formie. Nie założyłam nawet pasa ortopedycznego, gdyż zapowiadali upał, a on nie jest przewiewny. Ale w sumie - wyprawa była udana.

21:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
wtorek, 15 września 2015
Ale odwaga.

Jutro jadę do Warszawy. Sama. Mam wizytę u okulistów. Od czasu operacji (8 czerwca tego roku) do tej pory mąż woził mnie wszędzie samochodem. Jutro też chciał jechać ze mną. Doszłam jednak do wniosku, że zaczynam się uzależniać od niego. A to nie jest dobrze. Najlepsza sytuacja jest taka, że jadę tak, jak mi wygodniej i tak jak mam ochotę, albo własnym samochodem albo komunikacją państwową. I tak było do operacji. Ale po tych kilku miesiącach przerwy w samodzielnym jeżdżeniu, zaczynam się czuć uzależniona. Z jednej strony czuję się trochę niepewnie na samą myśl o samodzielnej podróży, a z drugiej chcę sama móc jeździć bez strachu i czuć, że tylko od siebie zależę. Dziś już bilet kupiłam i staram się lęki przezwyciężyć. Świadomość, że człowiek może sam decydować nawet o takich drobiazgach jak jechać, którędy iść, jak sobie poradzić jest bardzo ważna, myślę że dla każdego. Dla mnie też. Czuję się wtedy niezależna.

Pamiętam moja koleżanka skończyła jeżdżenie do Warszawy, gdy skończyła 80 lat. Ja kończę w listopadzie. Nie chcę z niej brać przykładu.

19:52, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
 
1 , 2 , 3