RSS
wtorek, 29 października 2013
Człowiek planuje, a plany w łeb biorą.

Dziś jestem bardzo zmęczona. Byłam w Warszawie. Ledwo dowlokłam się po te chrzanione wkładki do butów. Okazało się jednak, że pomyliłam godziny. Nic nie załatwiłam i wróciłam do domu. Wszystko przez to, że jestem jeszcze rozbita po rezonansie. Do tego założyłam półbuty. A tylko w letnich sandałkach zapinanych na rzepy chodzi mi się jako tako. Jutro jadę po wkładki ponownie, ale tym razem zakładam sandałki. Najwyżej założę dwie pary wełnianych skarpet, żeby mi nogi nie zmarzły. Nie będę się katować.

Postaram się, aby następny wpis był nie tylko dłuższy, ale i bardziej optymistyczny. Dziś nie mam siły nawet na silenie się na optymizm.

22:05, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
niedziela, 27 października 2013
Koty

Na początku dzisiejszego wpisu będzie kilka kotków na specjalne zamówienie. A więc pierwszy.

To jest moja koteczka. Rozpieszczona ogromnie.

Przyjaźń między zwierzętami.

Kot - inteligent.

Inny rodzaj kota.

Na dzisiaj dosyć kotów.

Już wkleiłam wpis do bloga i nagle dotarło do mnie, że są same koty bez wpisu. A gdzie wpis - zadałam sobie pytanie.

A więc koty lubię. Sama jednego mam. Poza tym w porównaniu z tym, co się dzieje ostatnio w moich sprawach, to kot jest tematem najbardziej stabilnym. Chociaż podobieństwa pewne między nami można znaleźć. Kot chodzi własnymi ścieżkami i to coraz dalej od domu. Ja z konieczności też będę musiała się ruszyć. Różnica jest taka, że kot chodzi z przyjemnością, ja chodzę, bo muszę. Na razie biorę udział w maratonie. Mój maraton, to też jest bieganie, tylko od lekarza do lekarza. Już zaliczyłam okulistów, ortopedę, prześwietlenie kręgosłupa lędźwiowego i rezonans magnetyczny. Przede mną wkładki, neurolog, rehabilitant i pewno jeszcze paru innych. Kiedyś zadawałam sobie pytanie: - Jak to jest być starym człowiekiem? Teraz już nie pytam. Wiem. Z autopsji. Nie jest tak dobrze, jak kiedyś, ale i nie jest tak źle, jak mogłoby być.

17:09, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
piątek, 25 października 2013
Co dziś nowego.

Dalej trwa ciąg: badania - lekarze.

Dziś miałam robiony rezonans magnetyczny kręgosłupa lędźwiowego. Wyniki są kiepskie. Jakaś duża przepuklina usadowiona wyraźnie w prawą stronę, czyli w stronę mojej chorej nogi. Jakieś zmyki w kilku miejscach kręgosłupa lędźwiowego i cały szereg innych zmian dyskopatycznych. Kręgosłup mi dokuczał już od jakiegoś czasu, ale dopiero dziś, gdy dowiedziałam się w jakim jest stanie, zaczął mnie boleć prawdziwie. Jakby to badanie wyzwoliło różne odczucia do tej pory starannie pochowane. Jest powiedzenie: Starość nie radość (dalej nie kończę, bo lepiej nie wywoływać wilka z lasu). Starość ma to siebie, że psują się różne części ciała. Ujawniają się nowe dolegliwości. Po prostu tak jest i trzeba racjonalnie do sprawy podejść. Zrobić, co się da, żeby proces zniszczenia zatrzymać lub spowolnić i żyć dalej pełnią życia w miarę możliwości, bo życie jest tylko jedno. Dla mnie najważniejsze chyba jest to, że mogę myśleć logicznie, przelewać myśli na papier (tak się kiedyś mówiło), że kojarzę, czyli, że mózg działa. W każdym wieku, może coś dokuczać. I to jest pewna pociecha. Staram się udawać zucha, ale zuch już kombinuje, co tu robić, aby się nie dać wepchnąć w smęty i w pesymizm.

Co tu teraz robić? W następnej kolejności neurolog, który ma skonsultować badanie (Jest to zalecenie ortopedy, który stwierdził, że bez konsultacji nawet rehabilitacji jakiejkolwiek mi nie zapisze, bo nie chce mi zaszkodzić), później wkładki i pewno systematyczna profesjonalna rehabilitacja. Sama frajda. Lekarz, który mnie leczył do tej pory stwierdził, że pozytywne w całej tej historii jest to, że od tej chwili zajmę się swoim zdrowiem, a nie soczkami.

A tu na dworze pogoda letnia. Dni pełne słońca i ciepła. Tylko ranki są mocno zamglone. W takie dni nawet kręgosłup w marnym stanie nie może przeszkodzić w radości z tego, że piękne jest wszystko to, co nas otacza. Kolory jak w baśni, szeleszczące liście pod nogami. Kot czający się w liściach jesiennych. Sama radość.

22:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
czwartek, 24 października 2013
Rocznica

Wczoraj minął rok od śmierci mojej Siostry. Patrzyłam na cmentarzu na grób, na kwiaty na bliskich, którzy tego dnia Ją odwiedzili. Teraz siedzę w domu i mam poczucie, że wszystko to, co wydarzyło się rok temu jest jakieś nierealne, że jest jak zły sen.

Gdzie jest moja Siostra i wszyscy moi Bliscy, którzy odeszli przed nią? Co się dzieje z nami po śmierci? Czy jest już tylko nicość, jak mówił prof. Religa, czy jednak coś jest dalej? Wierzę, że coś dalej jednak jest, bo byłoby dla mnie bardzo trudne przyjąć do wiadomości, że moje życie i życie moich Bliskich i wszystkich innych ludzi, to czysty przypadek. Mam poczucie, że ktoś niewidzialny nas prowadzi. A jednocześnie mam poczucie zagubienia z masą wątpliwości i pytań bez odpowiedzi.

Czy to jest już wiara? Czy szukanie jej? Nie wiem. Pewno szczęśliwi są ci ludzie, którzy nie mają żadnych wątpliwości. Ale czy tak do końca u nich jest? Też nie wiem. Życie jest tajemnicą i śmierć jest tajemnicą.

Smętne są te moje dzisiejsze rozważania. Za parę dni Wszystkich Świętych. Ludzie tłumnie ruszą na cmentarze pełne kwiatów i palących się zniczy.

  W dniu Zaduszek,
W czas jesieni,
Odwiedzamy bliskich groby,
Zapalamy zasmuceni
Małe lampki - znak żałoby.

Światła cmentarz rozjaśniły,
Że aż łuna bije w dali,
Lecz i takie są mogiły,
Gdzie nikt lampki nie zapali.

Władysław Broniewski "Zaduszki"




   
19:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 21 października 2013
Maraton.

Tytuł dzisiejszego wpisu dałam sportowy, choć sam wpis ze sportem nie ma nic wspólnego. Ortopeda, u którego byłam ostatnio, kazał mi zrobić rezonans magnetyczny kręgosłupa lędźwiowego, kazał z wynikiem iść do neurologa i dodatkowo kazał kupić wkładki do butów, o których pisałam już wcześniej. Do tego doszły wyjazdy do okulistów na badania i na wizytę i mam taki maraton w jeżdźeniu po lekarzach, że trudno się pozbierać. Zaczęły się jazdy pociągami. Do niedawna było w nich luźno, wygodnie, ale odkąd przebudowali całą trasę, to ludzie jeżdżą z daleka i zrobił się w pociągach ścisk. Ja zbytnio stać nie mogę, a miejsce siedzące nie zawsze uda mi się złapać. Już dwa razy mili panowie poprosili mnie, żebym usiadła. I jak to jest? Kiedy mówię komuś, że mam tyle i tyle lat, to słyszę: - Nigdy bym pani tyle nie dała. (Nie powiem. Jest to miłe, choć wiem, że nieprawdziwe). A tu panowie od razu zobaczyli. Całe szczęście, że mam spory dystans do siebie, do swoich lat i do różnych innych rzeczy. I poczucie humoru na dodatek.

Od okulisty dowiedziałam się, że w jednym oku mam już jakiś zbędny zupełnie otwór, który może mi się powiększać, w drugim oku błona siatkówkowa się marszczy. Sama frajda. Na razie, na szczęście, proces nie postępuje, więc nie kierują mnie na leczenie specjalistyczne, tylko obserwują.

A tu piękna złota, ciepła jesień. Aż chciałoby się iść gdzieś na spacer, gdyby nie ta cholerna noga i kręgosłup. Takie właśnie są uroki starości. Kiedyś byłam ciekawa, jak to jest, kiedy człowiek jest stary. Teraz wiem. Z autopsji. Najchętniej siedzę lub pakuję się do łóżka na poobiednią drzemkę.

Osoba na zdjęciu, które wklejam, ma ze mną tylko tyle wspólnego, że ona kocha spać i ja też. Wklejam to zdjęcie również dlatego, że zawsze przyjemniej patrzeć na młodość, niż na starość. Nawet gdyby nie wiem jak była udana. Oczywiście piszę tylko o sobie.

Inni starzy ludzie całkiem mi się podobają. Nawet w moherowych beretach. Zresztą sama taki beret noszę, to dlaczego miałby mi się nie podobać. A więc jest i starość. W berecie.

18:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
niedziela, 20 października 2013
W okolicach Święta Zmarłych

Zupełnie nie wiem, jak zacząć dzisiejszy wpis. Zamiast konstruktywnych myśli, które układają się w jakąś logiczną całość, mam pustkę. Wiatr mi hula w głowie. Ano i tak bywa. Wszystkich Świętych za pasem myśli kierują się w stronę osób, które już odeszły. Cisza. Spokój. Nawet przyroda jest jakaś wyciszona, zamyślona i przymglona. To już koniec października. Ponieważ mam już kilka grobów moich bliskich Zmarłych, a część tych grobów jest rozrzucona, postanowiliśmy oboje z mężem, że nie zostawiamy odwiedzin na ostatni dzień. Odwiedzamy cmentarze kolejno. Mamy wtedy więcej czasu na zamyślenie się, na wspomnienie drogich Osób. W pędzie życia na te zamyślenia się i różne wspomnienia nie zawsze jest czas i nastrój. Bardzo podobało mi się zdjęcie psa na cmentarzu. Uosobienie pamięci i tęsknoty. Wklejam je.

Bardzo lubię poezję. Wyraża ona więcej, niż zwykłe słowa. Mam nadzieję, że tego wiersza K. C. Buszmana jeszcze nie wklejałam do tej pory.

Krzysztof Cezary Buszman

NIC ZE SOBĄ ...

Nic ze sobą - oprócz siebie nie zabiorę
Może tylko ptasie pióro - trzepot losu
Bo nam zawsze stąd odchodzić jest nie w porę
Choć na życie przecież to jedyny sposób.

Nic ze sobą oprócz siebie nie zabiorę
Nawet nędzarz tu zostawi w spadku biedę
Do wieczności dobierając aureolę
Tak starannie jak to czynił już niejeden.

Bo jak latarnie - zgasną oczy
Co wypatrują sobą - wzroku
Tych, których pejzaż już się stoczył
W ten nienagannie święty spokój.

Nic ze sobą oprócz siebie tam nie wezmę
Może tylko jakąś karę, jakąś winę
I melodię którą nucił smutny klezmer
Rozstrojonym rozkoszując się pianinem.

Nic ze sobą oprócz siebie nie zabiorę
I odejdę jak nostalgia w kontur cienia
W dno pamięci, które przecież nie jest skore
By o życiu się wyprosić zapomnienia.



17:05, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (13) »
środa, 16 października 2013
Świat jest mały.

Jestem pod wrażeniem tego, że nagle usłyszałam przez skypa głos pana doktora, który kiedyś mnie leczył, ale od wielu już lat mieszka i pracuje na drugiej półkuli. Wspaniały, przemiły człowiek. Co za osiągnięcia techniki mamy. Ja siedzę w domu pod Warszawą, on w swoim obecnym kraju, a możemy rozmawiać jakbyśmy siedzieli obok siebie. Nie wiem, czy moi rodzice nawet pod koniec swojego życia wiedzieli, że istnieje taka możliwość komunikacji. Pewno nie. Gdy było już po II wojnie światowej i zamieszkaliśmy na wsi, szczytem osiągnięcia technicznego było radio na słuchawki, z którego tylko ojciec korzystał i to jako jedyny we wsi. Czasami ja się do radia dorywałam, ale to były sporadyczne wypadki. A moja babcia, jako młoda dziewczyna ze wsi w województwie białostockim słyszała od ludzi ze wsi, że pociągi jadą dlatego, gdyż diabeł w nich pali. Moja babcia była dziewczyną odważną i mimo tych ostrzeżeń pojechała do Warszawy szukać lepszego życia. A ja? Wychowana na wsi bez kanalizacji i elektryczności, miałam spory problem w Warszawie u mojej ciotki, ponieważ nie wiedziałam, jak można kulturalnie skorzystać z toalety. A to przecież nie tak bardzo odległe czasy. Dziś piszę w komputerze, wstawiam ilustracje do tekstów, korzystam z internetu i telefonu komórkowego. Tyle się zmieniło u mnie, a ja nie należę do ludzi przodujących w korzystaniu z osiągnięć techniki.

Żyjemy w ciekawych czasach. Tak uważam. I jestem przekonana, że świat w dziedzinie techniki początkowo ruszał powoli, później zaczął przyspieszać, a teraz już pędzi do przodu.

Na razie była mowa o technice. A inne dziedziny wiedzy? A podróż w głąb człowieka? Logika tego człowieka jako jednostki, jego emocje, wyobraźnia, wrażliwość, itd. To jest cały nowy świat. Jak się okazuje znany już lub przewidywany przez starożytnych filozofów. Heraklit napisał:

"Choćbyś wszystkie przeszedł drogi, nie dotrzesz do granic duszy; taka w niej głębia."

Na koniec zdjęcie z Demotywatorów nawiązujące do logiki i wyobraźni człowieka.

21:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
wtorek, 15 października 2013
Jesień

Dziś koleżanka wyciągnęła mnie na spacer na spacer. Obie wzięłyśmy kijki i ...w las. Szukałam barw jesieni już we wrześniu, ale dopiero teraz można je znaleźć. Las jest piękny, powietrze balsamiczne, meszek ani komarów nie ma. Co chwila zatrzymywałam się, aby uwiecznić w telefonie komórkowym różne kolory liści. Wtedy koleżanka wołała: - Chodź, Chodź. Dalej będzie jeszcze piękniej - I miała rację. Łaziłyśmy godzinę. Wróciłam zmęczona i bardzo zadowolona. Jak na pierwszy raz od wielu tygodni, to dosyć.

Dlaczego nie chodziłam na takie spacery wcześniej? Mam przecież las prawie przez drogę. Zapracowana nie jestem. Pewno działo się tak trochę z lenistwa, trochę ze strachu, bo to nie jest żaden zagajnik, ani lasek, tylko duży las. Nie chciałabym tam sama spotkać kogoś obcego, ani biegającego psa. Ale przecież mogłam umówić się z koleżanką, czy nawet z kilkoma koleżankami, a nie zrobiłam tego. Oczywiście mam świetną wymówkę. Chora noga. Ale dzisiaj w czasie tego spaceru poruszałam się na tych chorych nogach, a nie na rękach na przykład. Czyli, że chodzić mogę. Trochę nogi bolą, ale przy moich latach trudno wymagać, żeby nic nie bolało. I niestety przychodzi mi do głowy przykra myśl, że najchętniej kręcę się po podwórku lub po drodze prawie na wprost podwórka. Chyba zaczynam zamykać się w coraz węższym kręgu wokół domu. Nie wiem, czy mistrz Mickiewicz także nie o mnie napisał w Odzie do Młodości:

"Niechaj, kogo wiek zamroczy,

Chyląc ku ziemi poradlone czoło,

Takie widzi świata koło,

Jakie tępymi zakreśla oczy."

No cóż lepiej prawdę zobaczyć, niż zamknąć na nią oczy. Biorę się za siebie. Takie mam postanowienie po dzisiejszym dniu i mam nadzieję, że z tym postanowieniem nie będzie tak, jak z gimnastyką. Płyty z ćwiczeniami stoją, a mnie nie chce się nawet koca rozłożyć na podłodze.

Ale dosyć stawiania sobie diagnoz i planowania zmian. Czyny a nie same chęci się liczą. A teraz las w różnych odsłonach.

                                                                    

 

Dwóch pierwszych zdjęć nie udało mi się wstawić obok siebie, ale trudno. Może kiedyś się uda.

 

 


?

19:32, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 14 października 2013
Chyba i u mnie potrzebne są zmiany.

Ostatnio sporo się mówi o zmianach w naszym KK. I dobrze. Ja dziś wolę powiedzieć kilka słów o zmianach, które, jak sądzę, potrzebne są u mnie. Właściwie nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Życie dzień po dniu. Lekka jesienna senność. Brak napędu do działania.Aż do dzisiaj.

Dziś pojechaliśmy z mężem do pobliskiego miasteczka. Tam oddałam krew do analizy i przy okazji postanowiłam kupić w Biedronce proszki do prania, bo tam jest taniej. - Do której Biedronki chcesz jechać? - zapytał mąż - Bo są dwie. - Wszystko jedno do której - odpowiedziałam bez zastanowienia. I nagle dotarło do mnie, że wolę Biedronkę tę już poznaną przeze mnie wcześniej. Mąż skręcił do tej drugiej, a ja poczułam dyskomfort psychiczny. Uświadomiłam sobie (stety,lub niestety), że wolę to, co znane, przewidywalne. Żadnych tam nowości, innego rozmieszczenia regałów i produktów itd. A czym się różni starość od młodości? Między innymi stosunkiem do tego, co nieznane. Młodzi są ciekawi i chcą poznawać różne nowe rzeczy. Starzy zaczynają się zasklepiać w swoim świecie. Niestety i mnie to dopadło, jak widać. A wydawałoby się, że robię tyle nowych rzeczy. Korzystam z internetu, prowadzę bloga, staram się mocno pracować głową. A tu taka niespodzianka. Mam o czym pomyśleć. To, co odkryłam u siebie nie tylko nie wprawiło mnie w zachwyt, ale wręcz z lekka zdołowało. Tak jakoś jest, że człowiek nie zauważa u siebie różnych niepokojących rzeczy, do pewnego momentu. Gdy ten moment nadchodzi, można go zlekceważyć lub przyjrzeć się uważnie problemowi. Ja wolę tę drugą opcję.

Dzisiejsze działaniezaczęłam od lekkiego sprzątnięcia ostatniego zabałaganionego  pomieszczenia, które jest czymś w rodzaju garderoby. W czasie sprzątania generalnego zwaliłam tam wszystkie zbędne rzeczy, jak również te potrzebne a nieposortowane. Wejść tam było trudno. Trzeba było ostrożnie omijać przeszkody. Dziś podłoga lśni. Co prawda na wszelkich znajdujących się tam meblach jest totalny pierdzielnik, ale wszystko po kolei. Nie od razu Kraków zbudowano. Teraz poćwiczę, pójdę na mały spacerek, a do sprzątania wrócę w najbliższych dniach. Myślę też o wyjeździe do Warszawy.

Na koniec mój kwiatek.

16:53, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
piątek, 11 października 2013
Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia, nie obleka tego faktu w słowa. Julian Tuwim

Dziś mnie dopadła chandra. Nie przyszła nie wiadomo skąd. Kilka słów, dwa powiedziane za dużo i jest efekt. W takiej sytuacji na pociechę pozostają barwy jesienne uchwycone w słoneczny dzień koło południa i aforyzmy.

Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego. Reinhold Niebuhr

Bogactwem człowieka są: uśmiech, przyjazny gest, pogodne słowo.
Phil Bosmans
 



Cios wymierzony językiem jest silniejszy niż cios wymierzony lancą.
Anonim
Przysłowie arabskie



Czym budzi się szacunek? Władzą? - Nie! Słowami.
Anonim
Przysłowie abisyńskie

Nie zawracajmy Bogu głowy modlitwą zanim nie wykorzystamy wszystkich innych możliwości. K.C. Buszman

Życie to droga, a nie miejsce. K.C.Buszman.

************************************

Całe szczęście. że życie jest drogą. Być może jutro znajdę drogę mniej wyboistą. Dziś pozostają jeszcze wspomnienia z młodych lat.

20:38, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2