RSS
piątek, 28 października 2016
Jesień w przyrodzie i jesień życia.

                                            

Gdyby ktoś nie poznał, co jest tematem grafiki, to jest to zachód słońca jesienią. Przyglądam się, jak wyglądają drzewa jesienią, jaki kolor mają liście, a później staram się coś upaciepić.

Po wczorajszym wyjeździe do Warszawy jestem rozbita, jak gliniany garnek, wyziębiona i do niczego. Obiadu dziś nie robię, bo nie nadaję się do żadnej roboty. Łóżko stoi od rana rozbebeszone i zaraz do niego się pakuję. Tak wczoraj dostałam w kość przy okazji wyjazdu do okulistów, że muszę teraz jakoś dojść do siebie. Odwołałam dzisiejszą wizytę u lekarza protetyka. Siedzę przed talerzem lekko podduszonej cebulki, a obok czeka już w szklance imbir z sokiem grejpruta, sok malinowy i miód. Zaczynam się kurować, tak na wszelki wypadek, gdyby podziębienie i zmęczenie chciały zagościć u mnie na dłużej. No i przemawiam sama do siebie.

- Kochana!. Minęły już czasy, kiedy byłaś nie do zdarcia. Musisz zacząć się przyzwyczajać do tego, że będziesz chodziła na zwolnionych obrotach. Czasy, gdy byłaś jak wicher, już minęły i raczej nie wrócą. To raczej powiedziałam, aby Cię nie zdołować całkowicie, ale ten wyraz wykreśl z mojej wypowiedzi. To słowo to tylko kurtuazja, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. I nie łudź się, że to, co Cię dopadło jest stanem przejściowym. To przykra rzeczywistość jesieni Twojego życia, a jesień, jak sama wiesz, to nie tylko wciąż ciepłe jeszcze słonko i piękne kolorowe liście, ale wiatry i deszcze i krótkie jesienne dni.

I jeszcze jedna grafika - pełna kolców.

                                           

20:32, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
czwartek, 27 października 2016
Placek na serwecie.

 

 

                           

Moja dzisiejsza grafika wygląda jak placek położony na serwecie i razem z nią na talerzu. Nie jestem nią zachwycona, ale taka wyszła, a ja nie mam dzisiaj siły, aby robić nową.

Jestem tak zmęczona, że językiem ruszam, jak krowa ogonem, kiedy się ogania przed muchami. Ale od początku.

Pojechałam dziś na zaplanowane badanie oczu i na wizytę u okulistów. Zdziwiłam się, że nie ma mnie na wywieszonej liście na drzwiach gabinetu. Zapytałam panią dlaczego nie ma mnie w kolejce do badania, ale pani podenerwowanym głosem powiedziała, że jest sama, nie ma możliwości wcisnąć mnie na badania i odesłała mnie do lekarza. Tu też nie było mnie na liście. To mnie już bardzo zdziwiło, bo w przychodni przyszpitalnej zawsze jest ogromny porządek. Postałam w jednej kolejce, w następnej i nagle okazało się, że pomyliłam terminy. Miałam przyjechać 27 września , a nie 27 października. Moja wina. Źle odczytałam wpis. Znowu stanie w kolejce i jestem zapisana na 15 dzień lutego. Dziś nie było żadnych szans na przyjęcie. Tymczasem odezwały się moje halluxy i kręgosłup. Na nogach miałam co prawda wygodne pantofle bardzo dobrej firmy, ale nie na tyle wygodne, aby czuć się w nich jak w klapkach lub sandałach. Poza tym stanie już bardzo źle znoszę.

                                            

                                     Do lekarzy pojechałam w tych pantoflach.

Droga powrotna - to była udręka. Każdy krok okupiony był bólem uciskanych halluxów. Do domu wróciłam prawie z płaczem. Mężowi powiedziałam, że na jutrzejszy wyjazd (Znowu jadę. Tym razem do protetyka) zakładam na nogi grube, wełniane skarpety i klapki lub sandały. Wiem, że widok byłby pocieszny. Starsza pani w cieplej kurtce i berecie na głowie oraz w sandałkach. No i pojechaliśmy do sklepu obuwniczego Deichmanna, gdzie kupiłam buty z ortalionowym wierzchem.

                                                

Buty mają rozmiar 40, podczas gdy ja noszę 37. Myślę, że w tak dużych i miękkich butach nawet halluxy nie będą grymasić. Na razie nogi przestały mnie boleć, bo siedzę. Jest dobrze. A swoją drogą trzeba pomyśleć, co zrobić z tymi halluxami, bo z każdym rokiem jest gorzej. W lecie zakładam klapki lub sandałki i staram się dobierać takie obuwie, aby wszelkiego rodzaju paski omijały bolące miejsca. Z krytymi butami nie da się tego zrobić.

Dochodzi godzina 19. Na dworze jest już ciemna noc. Psy siedzą w piwniczce, a kocica w domu. Zastanawiałam się, czy na zimę i piesków nie wziąć do domu, ale gdzie one miałyby taką swobodę jak u siebie w piwniczce? Nad posłaniem wisi kwoka, na uchylonych drzwiach ileś warstw zasłon i wolność całkowita. Kiedy chcą wychodzą, kiedy chcą wchodzą. Mały - to już jest psi staruszek. Natomiast Fionka - jako roczny pies odbywa takie biegi i harce na działce, że jest na co popatrzeć. Galopuje, jak koń na wyścigach. Zamknąć je w domu - to znaczy zabrać im ten ruch, którego zażywają ile chcą. Idę tylko do nich na tak zwane pieszczoty i wtedy Fionka łapie mnie zębami za ubranie. Przytrzymuje. Oba pieski są bardzo przyjacielskie. Tylko z kocicą się niezbyt dobrze dogadują.

Na zakończenie Dziwny jest ten świat w wykonaniu Michała Szpaka. Bardzo mi się podobają słowa piosenki, że ludzi dobrej woli jest więcej i że ten świat nie zginie.

19:33, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
wtorek, 25 października 2016
Wpis z kilku dni.

                                                 

Uśmiecham się do Was wszystkich słonecznie i nawet bez chowania się za drzewo, jak zrobiło to moje słonko w grafice. Przynajmniej nasze uśmiechy niech rozjaśnią smętny, pochmurny i zamglony dzień.


Poniedziałek:

Dziś będzie dalszy ciąg czarnego protestu. Jestem całym sercem z protestującymi kobietami. Oburza mnie to, że fanatycy religijni chcą pozbawić kobiety prawa do decydowania o sobie i o swoim życiu. Mnie, ze względu na mój wiek sprawa aborcji już nie dotyczy, ale solidaryzuję się z młodymi kobietami. Uważam, że w szkołach powinny być lekcje, na których młodzi ludzie dowiedzieliby się od specjalisty o swojej seksualności i o odpowiedzialności, która się z tym wiąże. Nie od dziś wiadomo, że młodzież nastoletnia zaczyna próbować doświadczeń seksualnych bez żadnego przygotowania i często bez świadomości konsekwencji swoich działań. Moim zdaniem powinny być ogólnie dostępne środki antykoncepcyjne, w tym także awaryjne. A w razie potrzeby kobiety mają mieć prawo decydować o sobie i o tym, czy chcą zostać mamą, czy nie. To jest sprawa kobiet, których problem dotyka, a nie mężczyzn, chcących rządzić i tych kobiet, które swoje przekonania religijne chciałyby narzucić innym.


Wtorek:

Odłączyłam komputer od sieci. Sama to zrobiłam i jestem z siebie dumna. Do tej pory wszystkie kable wyjmował mój wnuk. Komputer został zawieziony do sklepu, w którym są także wykonywane różne prace związane z komputerami. W moim komputerze zainstalowana została nowa ochrona, bo stara się właśnie kończyła. Przy okazji komputer został przejrzany i oczyszczony z wirusów, których kilka, mimo ochrony, dostało się do środka.


Środa:

Objechaliśmy dzisiaj z mężem cmentarze. W drodze powrotnej wpadliśmy do Siostry, a później odebrałam komputer z naprawy. W domu sama go zainstalowałam, po wcześniejszym upewnieniu się, że nic w nim zepsuć nie mogę przez podłączanie kabli.

A w piwniczce klęska. Nalewki spleśniały. Nie zdążyłam zastosować rad Atojaxxl. Już wiem, że trzeba trzymać się przepisów. Tylko zmarnowałam ileś wódki i soku z winogron. Trudno. Jakoś to niepowodzenie zniosę. Ochota do robienia następnej nalewki ulotniła się. Doszłam do wniosku, że taniej będą mnie kosztować likiery kupione w sklepie za całkiem niewielkie pieniądze. Poza tym będą bez żadnej roboty. Ale zła byłam. Nie będę udawała, że mnie to nie obeszło. 

Teraz kombinuję jak tu odnowić stare pantofle, które są jedyne, w jakich mogę chodzić bez bólu stóp. Pantofle są już bardzo leciwe. Z wierzchu naklejona jest łatka zakrywająca dziurę. Ale nie to jest największym problemem. Z pantofli wykruszył się lakier i wyglądają jakby były brudne i jeszcze jakby przeszły ospę wietrzną. I właśnie z tych rupieci, które nadają się tylko do wywałki będę się starała zrobić obuwie wyjściowe do różnych wyjazdów.

Od razu przypomina mi się stara historia. Był Sylwester. Mój mąż był organizatorem zabawy, więc byliśmy na niej oboje. Problem był taki, że ja do czarnej sukienki miałam stare białe pantofle. Poradziłam sobie w ten sposób, że pomalowałam je czarnym lakierem. W czasie tańców (a nie siedziałam zbyt dużo), co ktoś mnie trącił w pantofel, to odskakiwał lakier. Po skończonym tańcu biegłam do kancelarii i granatowym tuszem zamazywałam białą łatkę. I dalej w tany. Rano obejrzałam pantofle i zobaczyłam, że wyglądają jak czarno granatowe muchomorki. Nie były jednak w stanie popsuć mi zabawy. Radość miałam w sobie. Pantofle były tylko nieistotnym dodatkiem.

21:38, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
sobota, 22 października 2016
Wkrótce tak będzie.

 

                                                

Nie chcę wywoływać wilka z lasu, ale wkrótce będzie tak, jak w mojej grafice. Na oknie kwiatek, a za oknem wirujące płatki śniegu. Co mnie podkusiło, żeby dać dziś taką grafikę? Sama nie wiem. Zima - to piękna pora roku, ale spacery po zaśnieżonych ulicach są już nie dla mnie. Jazda trzykołowcem nawet teraz - w czasie rozpłakanej jesieni - nie wchodzą już w rachubę, a co dopiero mówić zimą. Pozostają utykające nogi, chodzik i kijki.

Mam nadzieję, że zimy jeszcze nie będzie, ale ja już się do niej przygotowuję. Na oknach stoją kolorowe kwiatki, żeby było weselej.

                                               

                                                     kalanchoe

                                        

                                                 storczyki

                                        Żeby w zimie były witaminy z okna.

         

Na oknach stoją donice z zielona pietruszką i z kiełkującą cebulą, a w środku skrzynka z drobnym szczypiorkiem. Pietruszkę i drobny szczypiorek zasiałam pod koniec wiosny i stały na tarasie. Teraz przeniosłam je do mieszkania. Cebule posadziłam kilka dni temu układając je na mokrej ziemi i już jedna kiełkuje.

              

                              A to świeże zioła - oregano, tymianek i rozmaryn.

A w zamrażalniku leżą liście z selera, bez których nie wyobrażam sobie zupy, leży nać pietruszki, koperek, no i sporo mrożonych owoców. Już nawet nie wspominam o zapełnionej prawie po brzegi piwniczce, w której są nie tylko soki, dżemy i przeciery, ale nawet nalewki. Nalewki zrobiłam po raz pierwszy i nie wiem, czy nie sfermentują. Zobaczymy. Na razie są bardzo dobre. Jedna jest z malin, druga z winogron. Wina robić nie potrafię, więc do skoku z owoców dodałam cukier i alkohol w małej ilości. W razie wychłodzenia nalewam sobie mały kieliszeczek i od razu mi lepiej. A może do tych nalewek jeszcze dodać alkoholu? Może potrzebny tam jest spiritus? Muszę zajrzeć do przepisów. A w ogóle, to wygląda na to, że z osoby, która była abstynentem całkowitym, mogę poprzez swoje naleweczki i inne rozgrzewające likierki stać się na stare lata alkoholiczką.

Piosenkę Ech mała w wykonaniu Maryli Rodowicz już wcześniej wstawiałam, ale mowa w niej o 80 latach więc to coś dla mnie i jeszcze raz ją wstawiam.

18:06, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »
piątek, 21 października 2016
Trzeci raz piszę.

Dziś już trzeci raz robię wpis. Zapisuję go, a on mi ginie i nie mogę go odtworzyć. Teraz szybko wstawiam grafikę.

                        

Kupiłam nowe buty i mam z nimi problem, bo mnie uwierają, a w sklepie były bardzo dobre. Oto one:

                                           

Jutro będę je rozciągała domowym sposobem. Podobno trzeba je nagrzać w środku gorącym strumieniem powietrza z suszarki i szybko założyć je na nogi w grubych skarpetach. I mam tak w nich chodzić cały dzień. Ciekawe, co na to powiedzą moje chore nogi? Ano zobaczymy.

Jest zimno i od rana pada deszcz. Deszczowo i smutno jest także w wierszu Staffa. Taki wiersz i nastrój zapowiada już bliskość Święta Zmarłych.

Byłam już na cmentarzu u Siostry. Zastanawiałam się nad tym, jak zanieść na grób wiązankę kwiatów, nawet tę najmniejszą. Nie byłoby to łatwe, bo szłam, jak zwykle, o kijkach, a do grobu jest kawałek drogi. Jedna ze sprzedających pań zaproponowała mi, że wiązankę mi zaniesie. Podziękowałam i poszłyśmy we dwie. Ona położyła wiązankę na grobie i wróciła, a ja zostałam jeszcze chwilkę. Zapaliłam znicz i porozmawiałam z Siostrą. Wiem, że słowo "porozmawiałam" sugeruje, że rozmawiają dwie osoby. Moja rozmowa była jednostronna. Mówiłam tylko ja. Mam nadzieję, że słyszała. Coraz bardziej oddala się ode mnie moja kochana Siostra i jest mi smutno.

22:20, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
wtorek, 18 października 2016
Dzień jak co dzień.

                                                    

Mam przestój myślowy. Z czego on wynika? Chyba z tego, że znowu jestem wkurzona, a zła energia nie jest motywująca nawet do pisania. Właściwie nic się nie stało. Padło kilka słów (spokojnych), dalej zdecydowane zakończenie niedokończonej rozmowy i cisza. A ja nie mam ochoty pukać do zamkniętych drzwi. (Oczywiście to jest przenośnia). Zamkniętej twierdzy nie mam zamiaru forsować. No i pozostałam ze swoją złością sama i jakoś muszę ją w zdrowy sposób rozładować. Spróbuję trochę ochłonąć. Ale jak? Jeszcze nie wiem. Pewno wezmę się do jakiejś roboty. Wysiłek fizyczny w takich sytuacjach dobrze robi.

A swoją drogą po raz kolejny zastanawiam się, czy warto próbować rozmowy, która jest tylko nawiązaniem do normalności, a nie doprowadza do rozwiązania problemu.


Przeniosłam na dół dwie doniczki z ziemią na okno i teraz boli mnie kręgosłup. I dobrze mi tak. Wiem, że nic dźwigać nie mogę, a dźwignęłam. Ale z drugiej strony nie mogę przecież jak malowana lala siedzieć i nic nie robić. W tych doniczkach już nasadziłam cebule na zimowy szczypior. Na razie szczypioru nie widać, ani jakichkolwiek kiełków na niej, ale to tylko kwestia czasu i oczywiście podlewania cebuli. Zawsze w zimie mam "maleńki ogródek"na oknie. Szczypioru jest zawsze tyle, że mogę dzielić się nim ze znajomymi.


Jutro jadę do Warszawy do lekarza protetyka, co też nie nastraja mnie optymistycznie, tym bardziej, że dziś w nocy bolało mnie gardło i spociłam się jak mysz w połogu. Oczywiście uruchomiłam wszystkie domowe leki i na razie z gardłem jest spokój. Zobaczymy, co będzie dalej.

Złość mi przeszła, ale jest mi smutno. Na ten smutek wpływa świadomość, że z każdym dniem robię się coraz słabsza. Widać to już wyraźnie. Staram się wciąż być samodzielna, ale jak ta moja samodzielność długo jeszcze potrwa trudno powiedzieć. Jedynie na pracę mózgu jeszcze nie mam powodów, aby narzekać. Myślę, piszę, staram się pamiętać (np. listy zakupów do sklepu jeszcze na ogół nie zapisuję). Jeśli chodzi o pracę fizyczną, to nawet z głupim odkurzeniem podłogi mam już problem, toteż czekam cierpliwie na panią Małgosię, która jest ode mnie dużo młodsza i bardzo energiczna w pracy.

Ostatnio, w myśl wskazań pana terapeuty, zaczęłam delikatnie ćwiczyć palce nóg. Te ćwiczenia to bardzo świadome i prawidłowe zginanie i wyprosty palców. Zdawałoby się, że ten fizjologiczny ruch, to żadne ćwiczenia, a ja po chwili takich ćwiczeń najpierw ku mojej ogromnej radości zaczęłam normalnie chodzić (czyli w prawidłowy sposób stawiałam stopy łącznie z palcami na podłodze), po czym rozbolały mnie wszystkie mięśnie nie tylko nóg, ale poczułam bolące miejsca nawet na głowie. Ponad 11 lat zdeformowanego chodzenia zrobiło swoje.

Jaką by tu muzykę wstawić na poprawę samopoczucia?

14:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
sobota, 15 października 2016
Uff!

Ale mi dobrze! Cały wczorajszy dzień byczyłam się obrzydliwie nie zwracając uwagi na gromady różnych śmieci i liści na podłodze w domu po przeniesieniu kwiatów z tarasu parę dni temu. Nareszcie nie muszę. Przez kilka najbliższych dni nie muszę jechać do Warszawy. Co za ulga. Nie muszę wsiadać do pociągu, na stopniach którego ostatnio pośliznęła mi się noga w ciężkim już bucie. Nie muszę wlec się o kijkach ulicami Warszawy. Nie muszę robić nic, czego nie chcę. To moje lenistwo w bardziej umiarkowanym języku nazywa się rozluźnieniem, które zresztą zalecił mi pan rehabilitant.

                                

A lenistwo ogarnęło mnie totalne. Wyspałam się w ciepłym łóżeczku z dwoma gorącymi termoforami. Obudziłam się około godz. 8 i cały piękny dzień przede mną. Oczywiście, jak zwykle rano mam mnóstwo planów, w tym sprzątanie, ale jak siebie znam, na planach może się skończyć. A czy ja muszę ze szczotką i ścierka latać? Przecież liście, nawet te zwiędnięte, to nie śmieci. Po prostu mam jesień nie tylko za oknem, ale i w domu. Wystarczy zmienić spojrzenie na sprawę i to, co zwykle jest ciężarem, ciężarem być przestaje.

Zamiast myśleć o tak przyziemnych sprawach, jak sprzątanie w domu, wczoraj zadzwoniłam do naszego GOK-u i zapisałam się na dwa zajęcia: Byłoby to malowanie pod okiem specjalisty (byłoby, bo jestem zapisana jako pierwsza na liście rezerwowej, czyli jak ktoś zrezygnuje to ja na to miejsce wskoczę) i do Klubu Kreatywnych Kobiet. Jeszcze nie wiem, co tam się robi, natomiast wiem, ze prowadzi go moja dawna uczennica, która teraz mnie będzie uczyła.

Mężowi powiedziałam o swoich planach i szybko zachęcił mnie słowami: - Daj sobie spokój. O! Nie ma tak dobrze. Muszę korzystać z okazji, które się nadarzają i póki mam jeszcze w sobie wystarczającą ilość energii.

Na koniec mojego dzisiejszego wpisu energetyzująca piosenka "Tańcz ze mną moje życie" w wykonaniu Don Wasyla i zespołu Roma.

10:00, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
piątek, 14 października 2016
Koncert

                                             

Wczoraj wieczorem w ramach odchamiania się pojechałam, z koleżanką na koncert piosenek Agnieszki Osieckiej w wykonaniu Katarzyny Groniec. Liczyłam na dobra zabawę, na melodyjne piosenki, tymczasem panowie, którzy towarzyszyli jej z instrumentami muzycznymi zrobili taki hałas w małej kinowej sali, gdzie koncert się odbywał, że zostałam ogłuszona. Zrobiło mi się niedobrze. Włożyłam sobie zwinięte kawałki chusteczki higienicznej w uszy, ale to było prawie bez znaczenia. - Marysiu! - Jak dla ciebie jest za głośno, to wyjdź na korytarz! - powiedziała do mnie koleżanka. Ale jak tu wyjść? Siedziałyśmy w środku rzędu, ci ludzie, którzy siedzieli przede mną od strony przejścia, musieliby wstać z krzeseł. Nie chciałam robić zamieszania. Wytrzymałam 1,5 godziny w tym hałasie i nigdy więcej na taki koncert się nie wybiorę.

No to dalej muzycznie. Właśnie została ogłoszona Literacka Nagroda Nobla i otrzymał ją Bob Dylan za "(...) stworzenie nowej poetyckiej ekspresji, która wpisała się w wielką tradycję amerykańskiej pieśni. (...) Bob Dylan to piosenkarz, poeta, kompozytor, bard - ikona współczesnej kultury amerykańskiej."

Bob Dylan -  Blowin in The Wind.

09:56, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
wtorek, 11 października 2016
Przystanek na zastanowienie się.

Rozpłakana jesień, to dobry czas na zatrzymanie się w miejscu i na uważne spojrzenie na siebie,  i na wszystko dookoła. I co widzę?

Zamyślona starsza pani siedzi przy komputerze. O czym myśli? Myśli o tym, że plucha na dworze, że jutro ma wyjazd do Warszawy, myśli także o tym, że stara się być szczera w tym, co pisze. Ta szczerość, jej zdaniem, polega na tym, że przedstawia swoje spojrzenie na sprawy, swoje myśli, refleksje, różne wątpliwości. Stara się nie pisać o innych, bo nie ma pewności, czy ci inni chcieliby znaleźć się w jej wypowiedziach, a jeżeli mimo wszystko coś na ten temat napisze, to jest to już znowu ogląd jej samej. Starsza pani lubi trzymać się niepodważalnych faktów. Wie, że prawdziwe dla niej jest tylko to, co widzi, słyszy, czuje, co dociera do niej w postaci niepodważalnych faktów. Nie lubi polityki i nie zajmuje się nią, bo się na niej nie zna. Jeśli coś, mimo wszystko, na ten temat pisze, to są to raczej wyrażone jej emocje niż rzetelna wiedza na ten temat.

Starsza pani prowadzi życie spokojne i monotonne, w którym nie ma żadnych fajerwerków i nagłych zwrotów akcji. Rano podróż do sklepów, zakupy, w domu przygotowanie obiadu, jakieś sprzątanie, pisanie bloga. Z czytaniem jest mały problem, gdyż bardzo duża wada wzroku wymaga nie tylko okularów, (osobnych do bliży i osobnych do dali) ale także czasami także szkła powiększającego. Toteż książki muszą być z dużym, wyraźnym drukiem i dodatkowo bardzo jasne światło padające na ten druk w czasie czytania. Lubi ona poznawać nowe rzeczy. Nad takimi nowościami potrafi siedzieć, analizować je, zestawiać ze znanymi już zagadnieniami i wtedy stara się wyciągać własne wnioski. Lubi rozwiązywać szyfrokrzyżówki, gdzie trzeba w odpowiednie miejsca oznaczone liczbą. wstawić odpowiadającą im literę i w ten sposób odtworzyć całą krzyżówkę. Początkowo zadanie to było dla niej prawie nie do przeskoczenia, dziś po prostu szybko wypełnia puste miejsca. Już wie jak do tego trzeba podejść. Jest ciekawa życia i świata, ale ten świat ogląda raczej w telewizji i częściowo w internecie, a nie w rzeczywistości, gdyż ma kłopot z normalnym poruszaniem się. Stara się nie stetryczeć dokumentnie więc próbuje uciec od otaczającej ją monotonii. Nawiązuje różne kontakty towarzyskie, w tym także ze sporo młodszymi od siebie osobami. Stara się myśleć pozytywnie, choć nie zawsze jej się to udaje. Jest sentymentalną romantyczką, ale jednocześnie mocno chodzi po ziemi.

Na dzień dobry

Czasem wiatr zdmuchnie
smutek przelotny,
Ciepłym tchnieniem znów dłonie ogrzeje,
I przegoni wszystkie kłopoty,
Więc dziękuję wiatrowi, że wieje.

Czasem deszcz o szyby zadzwoni
Mokra trawa kroplami lśni
Łzami łatwiej tęsknotę zasłonić,
Więc dziękuję deszczowi za łzy.

Czasem słońce w gonitwie do lata
Znowu ogród barwami roznieci
Pozapala iskry na kwiatach,
Więc dziękuję słońcu, że świeci.

No, a czasem się do mnie uśmiechniesz
Znikną smutki szaro – niebieskie
Stoisz w progu i słońce masz w oczach,
Więc dziękuję Ci za to, że jesteś...

- Czesław Miłosz


Kobiety, których nie ma
od rana mówią prawdę,
kobiety, których nie ma
są zawsze takie ładne,
kobiety, których nie ma
od rana mają czas,.
kobiety, których nie ma
potrafią pojąć nas -
nas - niepojetych,
nas - wyklętych,
nas - zawziętych -
niezrozumianych - nas...

Kobiety, których nie ma
pieniądze mają własne,
kobiety, których nie ma
czekają aż ja zasnę,
kobiety, których nie ma
odchodzą zawsze pierwsze,
kobiety, których nie ma
czytują nasze wiersze.-
te - niepojęte,
te - wyklęte,
te - zawziete,
niezrozumiane, niedocenione...Ech!...

Kobiety, których nie ma
są milsze od tych co - są, (akcent na "co")
kobiety, których nie ma
z poranną wstaja rosą,
kobiety, których nie ma
trafiają prosto w serce,
kobiety, których nie ma -
wciąż więcej was i więcej -
tych wymarzonych,
tych upragnionych,
i tych wyśnionych -
was...tekst poezja-spiewana.pl



Kobiety, których nie ma
od rana mówią prawdę,
kobiety, których nie ma
są zawsze takie ładne,
kobiety, których nie ma
od rana mają czas,.
kobiety, których nie ma
potrafią pojąć nas -
nas - niepojetych,
nas - wyklętych,
nas - zawziętych -
niezrozumianych - nas...

Kobiety, których nie ma
pieniądze mają własne,
kobiety, których nie ma
czekają aż ja zasnę,
kobiety, których nie ma
odchodzą zawsze pierwsze,
kobiety, których nie ma
czytują nasze wiersze.-
te - niepojęte,
te - wyklęte,
te - zawziete,
niezrozumiane, niedocenione...Ech!...

Kobiety, których nie ma
są milsze od tych co - są, (akcent na "co")
kobiety, których nie ma
z poranną wstaja rosą,
kobiety, których nie ma
trafiają prosto w serce,
kobiety, których nie ma -
wciąż więcej was i więcej -
tych wymarzonych,
tych upragnionych,
i tych wyśnionych -
was...tekst poezja-spiewana.pl



19:10, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (27) »
niedziela, 09 października 2016
Powtarzający sie sen.

Sny mam co noc. Oczy zamykam i już śnię. Staram się trzymać rzeczywistości i dlatego o swoich snach piszę sporadycznie. Ale jeden sen zaczyna już budzić mój spory niepokój. Nie dosyć, że powtarza się bardzo często (ostatnio powtarzał się kilkadziesiąt razy), to na dodatek jakieś elementy za każdym razem zmieniają się w nim. To jest dom i to dom w ciągłej budowie. (Początkowo były to dwa bliźniacze budynki w budowie stojące obok siebie. Po śmierci Siostry jeden budynek zniknął z moich snów.) Nie jest to zwykły budynek mieszkalny. Jest on bardzo wysoki, chyba trzypiętrowy z tarasami i balkonami. Wszystko jest w nim duże, wysokie. Ściany pokoi, prawie jak w kościele, raz w stanie surowym, innym razem już pomalowane. W budowanym domu wciąż jest wiele rzeczy do wykończenia. Raz brakuje schodów na górę, w następnym śnie schody są, ale brak ogrzewania i balustrad na tarasach.  Przed domem kupa żółtego piasku i przylegający do budynku teren do zagospodarowania. Obok budowanego domu widać małe, niskie domki stojące przy piaszczystej, wiejskiej drodze. W którymś śnie zobaczyłam mały cmentarz między nimi. Zdarza się, że już wprowadzam się z mężem do tego budynku w budowie. Czasami jestem wraz z rodziną prawie eksmitowana przez obecnych właścicieli mieszkania, w którym do tej pory mieszkałam.

Zaczynam się zastanawiać, czy mam jakąś manię wielkości, której do tej pory u siebie nie zauważyłam, a która ujawnia się we snach, czy też zakończenie domu, to będzie także zakończenie mojego życia. Brrr!


Dziś od rana niebo jest zachmurzone i kropi deszcz. Wczoraj zebrałam część winogron, zasypałam je cukrem i zagotowałam. Zrobił się sok. Nie jest zły, ale i też nie do zachwytu. Myślę, że do niego dodam trochę alkoholu, który latami stoi w barku, bo my z mężem nie jesteśmy zwolennikami alkoholu w czystej postaci i zrobi się dobra nalewka. Już dojrzewa nalewka malinowa. Jest bardzo smaczna, chociaż jeszcze nie stoi zbyt długo, a ostatnio wnuczka przywiozła mi zrobiony przez siebie likier. Czyli zaczynam się wzmacniać nalewkami przed zimą i chłodami. Mam nadzieję, że przy takim wzmocnieniu żadna cholera mnie nie weźmie, a jak będzie próbowała, to przynajmniej będę na lekkim rauszu.


Domu graficznie nie zrobię, ale spróbuję pokazać jesienne liście lub symbolicznie jesień. Coś mi nie wyszło, ale trudno.

                                                

10:59, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »
 
1 , 2