RSS
piątek, 15 marca 2013
I następny obrazek, jak się uda.

13:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (2) »
Znowu...po naukach.

No i się udało. Wiem już jak wstawiać obrazki. Hip! Hip! Hura!

 

 

13:23, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
Kolejna próba wstawiania obrazka.

Z mozilla chrome nie wyszło mi. Technicznie jestem przysłowiowy "głąb kapuściany". Ale właśnie przed chwilą wpadł mój syn i pokazał mi jak się drukuje teksty z komputera tak, aby litery w druku nie były maczkiem. Spróbuję tę metodę zastosować do obrazków. A nuż się uda?

        I co? No i właśnie wydrukowało się to, co widać. Marnizna. Okazuje się, że trafianie bez pudła nie jest takie łatwe. Oprócz prób trafiania na oślep, pewno lepiej zdobyć rzetelną wiedzę na ten temat.

   A to jest następny obrazek. Idę sprzątać mieszkanie. Może to mi lepiej wyjdzie.

11:23, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 marca 2013
Następna próba wstawienia obrazka.

Następna próba znowu się nie powiodła. Kopiuje jak trzeba, a później wkleja do moich obrazów, chociaż kursor jest ustawiony w bloxie. Popełniam jakiś błąd, ale jaki? Nie mam zielonego pojęcia. Co gorsza, wcześniej dwa razy obrazek wskoczył, a teraz się zaparło i koniec. A może spróbuję jeszcze inaczej. Próba. Klaps. I klops. Znowu nic nie wyszło. Podobno w firefoxie nie można obrazków wstawiać. Taką informację daje komputer. To w jakim programie można? Przerastają mnie te trudności. Trudno. Na dzisiaj się poddaję.

16:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 11 marca 2013
Dobroczynność.

Dziś dostałam od pani listonosz aż trzy przekazy na różne organizacje, zbierające pieniądze dla potrzebujących dzieci, w tym jeden przekaz dla dzieci w Afryce. W telewizji słyszę, że w Polsce jest ileś tam procent dzieci jeśli nie głodujących, to niedożywionych.  Przed kościołem prawie co niedziela siedzi na rozpostartej na ziemi tekturze cyganka. Też zabiera zwykle z sobą dziecko i to malutkie. Wszyscy proszą o datek. A ja mam dylemat. Co robić? Dawać, czy nie dawać? Jeśli dam, czy te pieniądze pójdą rzeczywiście na poprawę sytuacji jakiegoś dziecka, czy też pójdą do kasy jakiegoś cwaniaka. A tych w naszym kraju nie brakuje. Nie chciałabym być naiwną, dającą się wykorzystywać osobą. Ale jeśli nie dam, a jest realna potrzeba, to co ze mnie za człowiek.

Nie jestem przysłowiową sknerą. Dziecko i jego bieda wzrusza mnie. Jeśli można komuś pomóc, to, uważam, że należy mu pomóc, ale..... i tu zaczyna się rozważanie. A może ja , dając wsparcie, uciszam tylko swoje poruszone nagle sumienie, a dzieci nie mają z tego nic lub niewiele. Czy nie lepiej pomóc konkretnemu dziecku? Ale jak? Nie znam przecież potrzeb nawet dzieci z mojej gminy. Komu można zaufać?

Kiedyś przyszła do mnie kobieta. Powiedziała: - Proszę pani. Jestem bez męża. Mam troje dzieci. Wszystkie chodzą do szkoły. Właśnie rok szkolny się zaczął, musiałam im kupić podręczniki, zeszyty, koszulki i trampki do ćwiczeń i jestem bez grosza. Chodzę do ludzi, aby zebrać trochę produktów spożywczych. Muszę przeżyć ten miesiąc. Następny będzie już lżejszy, bo nie będzie tyle wydatków. Jeśli pani może mi coś dać, to będę wdzięczna.

Ta sytuacja była dla mnie klarowna. Oczywiście, że dałam jej, co tylko mogłam. Podobnie klarowną sytuacją jest dla mnie zbiórka pieniędzy organizowana przez pana Owsiaka, a także wpłacanie jednego procenta od podatku na chore dziecko. Przy innych prośbach jestem zagubiona. Cokolwiek zrobię, nie wiem, czy zachowałam się tak, jak dyktuje mi sumienie.

18:51, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
niedziela, 10 marca 2013
Wiara...

Już za kilka dni będzie wybierany nowy papież. Co się po tych wyborach zmieni w samym KK, co w świecie? Pewno nic. Wróciłam po wielu latach życia obok kościoła na jego łono. Prawdę mówiąc bliższa mi była chyba wiara ewangelicka, ale po namyśle zdecydowałam się wrócić do wiary katolickiej. W tej wierze żyli moi rodzice, wszyscy moi bliscy, poza tym na nabożeństwa ewangelickie musiałabym jeździć do Warszawy, a mieszkam kilkadziesiąt kilometrów od niej. Tak więc zdecydowało moje wygodnictwo i przywiązanie do tradycji. Nie stawia mnie to w dobrym świetle, ale prawda jest prawdą. Trudno. Tak po prostu było.

Moja wiara nie jest identyczna z tą głoszoną w kościele. Jest znowu jakby częściowo obok niej. Irytuje mnie moralizowanie księży, brakuje mi ciepła, troski, życzliwości i zrozumienia problemów życiowych ludzi. Spowiedź przypomina mi samokrytykę z czasów, gdy byłam młoda.

Po co wobec tego wracałam? Znowu odpowiedź postawi mnie w złym świetle. Bo jestem już starym człowiekiem. Bo coraz częściej spoglądam w to, co być może trwa poza śmiercią (i mam nadzieję, że tak jest). Chociaż pewności nie ma. Stąd, pewno, strach przed tym, co ma kiedyś nieubłaganie nastąpić. Znam takie powiedzenie tych ludzi, którzy zawsze byli wierni wierze katolickiej. "Jak trwoga, to do Boga". Niech sobie mówią, co chcą. Moja wiara jest moją wiarą. Moje wątpliwości są moimi wątpliwościami. Ja nikomu do jego sumienia nie zaglądam. 

18:05, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
sobota, 09 marca 2013
opowiadania medytacyjne.

 Te opowiadania pochodzą z książki "Modlitwa  żaby t.II Autorem jej jest Anthony de Mello SJ.

Grupie turystów, zagubionej gdzieś na wsi, podano do jedzenia stare racje żywnościowe. Przed jedzeniem sprawdzili pokarm rzucając trochę psu, któremu zdawał się on smakować i nie zaszkodził.

Następnego dnia dowiedzieli się, że pies zdechł. Wszyscy wpadli w panikę. Wielu zaczęło wymiotować i skarżyć się na gorączkę i dezynterię. Wezwano lekarza, żeby leczyć ofiary zatrucia pokarmowego.

Lekarz rozpoczął od pytania, co się stało: "ze zwłokami psa. Przeprowadzono dochodzenie. Sąsiad powiedział obojętnie. A wrzuciłem go do rowu, bo go przejechał samochód."

Istoty ludzkie reagują nie na rzeczywistość, lecz na idee w swoich głowach...

 

Niedźwiedź chodził tam i z powrotem dwadzieścia stóp, które stanowiły długość klatki.

Kiedy po pięciu latach, usunięto klatkę, niedźwiedź dalej chodził tam i z powrotem te dwadzieścia stóp, jakby nadal tam klatka była. Bo ona była. Dla niego!

Mury, które ich więżą są myślowe, nie prawdziwe.

 

Uczeń przybył na wielbłądzie do namiotu swego mistrza sufi, zsiadł i wszedł prosto do środka, nisko się skłonił i powiedział: "Tak wielka jest moja ufność w Boga, że zostawiłem mego wielbłąda nie przywiązawszy go, przekonany, że Bóg chroni interesy tych, którzy Go kochają".

"Idź przywiązać swego wielbłąda , głupcze", rzekł Mistrz. "Bóg nie może zajmować się tym, co z powodzeniem możesz sam zrobić".

01:10, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 marca 2013
Jutro jadę do Warszawy...

 Jutro jadę do Warszawy. Nie jest to, co prawda, jakieś nadzwyczajne wydarzenie, ale tym razem będzie to coś odświętnego.

Moja wnuczka zaprosiła mnie do kina lub teatru z okazji Dnia Kobiet. Później będzie obiad i pogaduchy. Sama frajda. Co prawda mąż mnie straszy, że będzie paskudna pogoda, bo zapowiadają powrót zimy (sam nie chce jechać). Ale co tam. Radość ze spotkania mnie rozgrzeje.

A dziś od razu więcej energii we mnie wstępuje. Nawet siedzenie na wygodnym krześle zaczyna mnie uwierać. "Trzeba żyć, a nie tylko istnieć"- przeczytałam gdzieś i zgadzam się z tym całkowicie. No więc do działania. Może zacznę od sprzątnięcia swojego pokoju i łazienki. Niech pozostanie jakiś widoczny ślad mojej dzisiejszej radości.

11:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 marca 2013
Stawianie granic.

Mam problem ze stawianiem ludziom granic. I to nie chodzi o to, że ja nie chcę tych granic stawiać, tylko zastanawiam się nad tym, w którym miejscu postawić je należy. Co trzeba wziąć pod uwagę przy ich stawianiu. Dobro własne? Dobro drugiej osoby? Dobro obu osób? Jak to pogodzić? Jak szybko rozpoznać  manipulację i nie pozwolić się manipulować. Jak w gąszczu wzajemnych uzależnień znaleźć prostą i najlepsza dla obu stron drogę?

Zdawało mi się, że już kilka lat temu poradziłam sobie z tym problemem, a tu okazuje się, że niekoniecznie. Przerobiłam teorię, a z praktyką wciąż jest nietęgo.

 

19:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (4) »
wtorek, 05 marca 2013
Podróż sentymentalna.

Dziś oboje z mężem zrobiliśmy objazd okolicy. Pogoda była piękna. Śpiew ptaków, zapach wiosny i przede wszystkim jasne słońce nastrajały optymistycznie. Wybraliśmy się na cmentarz w przeddzień 104 rocznicy urodzin mojej teściowej. Droga do cmentarza prowadziła bocznymi drogami przez małe miejscowości. Nazwy tych miejscowości znane mi były już z dzieciństwa, gdyż tak się złożyło, że nie wiedząc nic o sobie oboje z moim mężem mieszkaliśmy w sąsiednich wsiach. W czasie drogi pojawiały mi się obrazy z dalekiej przeszłości.

Oto właśnie wjeżdżamy do miasteczka, Dziś to miasteczko żyje pełnią życia. Jest tu spokojnie i bezpiecznie. W czasie wojny moi rodzice pojechali  do niego po zakupy. Pamiętam ich powrót do domu. Oboje byli bardzo przygnębieni. Opowiedzieli babci, która została z nami w domu, że musieli patrzeć na wieszanie polskich patriotów. Wszystkich ludzi z miasteczka spędzono na rynek i kazano patrzeć na egzekucję. Jeden z wieszanych krzyknął: - Niech żyje Polska.

Dalej przy drodze mały cmentarz, na którym pochowany został mój malutki braciszek, którego nie udało się uratować. Zmarł na zapalenie ślepej kiszki. Mama po tej śmierci nigdy już nie pozbyła się żałoby.

Kawałek dalej ukazała nam się droga prowadząca do miejscowości, w której w czasie wojny  mieszkałam z rodzicami, starszym bratem i babcią. (Dwóch moich sióstr nie było jeszcze na świecie). Widzę obraz: Tą drogą idę z kimś dorosłym na spotkanie matki, która wraca zbolała z cmentarza. Dziś wiem, że szłam z ojcem.

I w końcu cmentarz, na którym leżą teściowie. Teścia nie zdążyłam lepiej poznać, gdyż zmarł w tym samym roku, w którym myśmy się z mężem pobrali. Teściowa żyła jeszcze wiele lat po jego śmierci, przychodziła do nas na zimę. Była bardzo energiczną, barwną postacią. Lubiłam słuchać jej opowieści o dawnych czasach.

      A później odwiedziny u bratowej, u siostry i szwagra. Herbata, rozmowy i powrót do domu.

      Ot życie, w którym miesza się to, co było z tym, co jest. Czy lubię wracać do minionych chwil? Czasami tak. Takie obrazy z przeszłości, są jak łącznik między tym, co minęło, a co trwa nadal. Czy jestem osobą sentymentalną? Trochę jestem. Mam to chyba po ojcu, który potrafił się rozmarzyć. Lubię nastrojową muzykę, zamyślanie się. A z drugiej strony mocno stoję na ziemi i potrafię być bardzo logiczna i dociekliwa w tym, co robię.

19:18, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (4) »