RSS
poniedziałek, 04 lutego 2013
Nareszcie...

To jest fragment wiersza M. Załuckiego z książki Przepraszam - żartowałem wydanej w 1974 r. Biegiem zapisuję, żeby znowu nie uciekło.

15:56, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
I dobrze mi tak.

Nie będę ukrywać, że chciałam się popisać. Zapisałam fragmenty wiersza M. Załuckiego drukowane w 1974 r. Zapisałam je, a jakże, w ramce z kolorowym tłem. Udało mi się przenieść to wszystko do wpisu i zamiast wydrukować całość, to wpadło mi do głowy, że dam jeszcze ilustrację ręki z długopisem, że to niby ma związek z wierszem. No i zaczęły się schody, jak się okazuje do parteru. Wszystko mi zniknęło i po herbacie. Spróbuję jeszcze raz (czyli jakiś 5-6)- Nie należę jednak do ludzi łatwo poddających się. Teraz wydr4ukuję to, co napisałam, a potem od nowa do wiersza.

15:40, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 lutego 2013
Idzie wiosna...

http://kobietawbarwachjesieni.blox.pl/resource/Lilie_wodne.jpg

Wiosnę czuć na  dworze. Ubywa śniegu. Przybywa wody. Dzień jest coraz dłuższy. Powietrze już ma zapach wiosennej świeżości. Co prawda takich lilii, jak na obrazku jeszcze nie ma, ale z pewnością wkrótce będą.

Dzisiaj na naszym karmniku siedziała sójka i nie uciekała zbytnio, gdy Wojtek do niej podchodził. Może to była ta sama, którą jakiś czas temu uratowałam przed psami, gdy uderzyła z całej siły w dom, spadła i leżała ogłuszona. Gdy ją podniosłam z ziemi, darła się, jak obdzierana ze skóry. Natychmiast odezwały się inne ptaki. Zrobił się rejwach. Sójkę posadziłam na karmniku i poleciała dopiero, gdy trochę doszła  do siebie. Dziś chyba wróciła. Ma lekko uszkodzony dziób. Pewno po tym uderzeniu.

A ja czekam z niecierpliwością na możliwość jazdy rowerem. Już przedwczoraj raz jechałam. To jest dopiero przyjemność. Wyciągam pojazd, tak jak inni samochód i jazda. Wtedy czuję się wolna, niezależna i nie ograniczana niczym. Na samochód nie mam prawa jazdy. Kiedyś w zamierzchłych już prawie czasach nie zrobiłam prawa jazdy, choć prawdopodobnie była taka możliwość. Okulary poprawiały mi widzenie (mam dużą wadę wzroku), teraz wada się pogłębiła i nie mam już żadnych szans. Co prawda  lekarka już kilka ładnych lat temu zapytana przeze mnie, czy mogę robić prawo jazdy, powiedziała: - Oczywiście, że pani może. Jak znam pani męża, to i tak nie pozwoli pani prowadzić samochodu. - Tym powiedzeniem zniechęciła mnie ostatecznie i pozostał mi rower.

 

17:10, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (3) »
piątek, 01 lutego 2013
Próbuję...

Lwiątka i tygryski - W Parku Safari w Hodenhagen na północy Niemiec zaprezentowano cztery białe tygrysy i cztery białe lwy, które przyszły na świat w październiku i listopadzie ubiegłego roku.

No nareszcie coś mi się udało. Hip. Hip. Hurra!  Obrazek wskoczył, gdzie trzeba. Zastosowałam metodę wstawiania zdjęć do tekstu. Czyli Prawy klawisz na zdjęciu. Klik. Przenoszę się do bloga. Tu kursor. Prawy klawisz i wklej. Siup, już siedzi.

Teraz dla odmiany program nie przyjmuje mi wpisów, które są komentarzem do komentarza. Nie podoba mu się moje hasło, które jest najprawdziwsze w świecie.

23:27, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
czwartek, 31 stycznia 2013
Uczę się...

No i na razie nauka mi nie wyszła zakałapućkałam się. Chciałam dać zdjęcie na początku swojego dzisiejszego bloga. Najpierw miały to być lwiątka i tygryski. Lubię zwierzęta, a zdjęcie mi się podobało. Zapisałam je moich dokumentach i nie umiałam później tego zdjęcia przenieść do bloga. Wobec tego skorzystałam z gotowca, czyli ze zdjęć schowanych za drzewkiem w drugim rządku paska od góry. Tym razem miały to być lilie wodne. Też ładne i wiosna blisko. Znowu nie wyszło. Czyli muszę się uczyć dalej. Nie mam zamiaru się poddawać. Nawet jak początkowo jest trudność, to prawidłowe rozwiązanie jest ciekawsze.

Potrafię sporo. Umiem m.in. pisać na komputerze, kasować wstawiać tekst i ramki z tekstem i kolorem i wiele innych rzeczy, a tu na razie klops. Czyli zaczynamy naukę od początku. Przy okazji szare komórki trochę się rozruszają i pan Alzheimer, mam nadzieję, będzie się trzymał z daleka.

Jeszcze raz spróbowałam. Nic z tego nie wyszło. Biorę się do literatury, a może otrzymam jakąś podpowiedź?

13:49, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
środa, 30 stycznia 2013

Powiedziałam, że będę pisać, no to usiadłam i piszę. Przecież nie rzuca się słów na wiatr. I to popularne powiedzenie  jest w zasadzie jedyną motywacją mojego pisania.  Deszcz pada (taki styczniowy). Na dworze bardzo ślisko. Siedzę w domu i zastanawiam się, co tu robić? A może by poczytać książkę? Nie teraz. A może by wziąć się do sprzątania pokoju, który od dawna jest magazynem wszelkich klamotów. Nie dziś. Tyle czasu nie robiłam tam porządków, to nie zrobi to różnicy, jak jeszcze trochę pobędzie bałagan.

Zawsze uważałam, że jestem pracowita, ale w myśl tego, co napisałam wcześniej mogę chyba zmienić zdanie na swój temat. Jestem leniwiec pospolity - oto jaka jest prawda. Mój 80-letni mąż łazi i szuka roboty. A to rozrzuci ogromną kupę śniegu spod okna, (Jakby tego nie mogło zrobić słońce na wiosnę) a to nanosi drzewa do piwnicy do pieca, a to....itd. A ja leniwie, ociężale podnoszę się z fotela, aby coś upichcić na obiad. Po czym znowu, klap, i siedzę. I wtedy robię dwie rzeczy na raz. Czytam czasopisma lub książki, a jednocześnie śledzę to, co się pokazuje na ekranie telewizora. 

Mam wytłumaczenie dla siebie. Zawsze takie samo. jest to nie do końca sprawna noga po udarze. Wiem jednak, że jest to tylko częściowa prawda. Równie ważne jest to, że nie ma we mnie energii. Ta energia gdzieś się ulotniła. Może razem z moimi przeżytymi latami? Jedynie mój język energii nie stracił i obraca się bardzo chętnie przy każdej nadarzającej się okazji. Dobre i to.

 

 

                        

18:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 stycznia 2013
Kreowanie rzeczywistości

Podobno naszymi zmysłami odbieramy 11 milionów wrażeń  na minutę (przede wszystkim wzrokowych). Z tego tylko 40 wrażeń na sekundę dociera do naszej świadomości. Reszta ląduje w naszej podświadomości. (Czasami ujawnia się w snach). Te wrażenia, które docierają do naszej świadomości, poddajemy w mózgu obróbce, analizujemy, porównujemy z naszymi wcześniejszymi doświadczeniami, uzupełniamy brakujące informacje, aby stworzyć kompletny obraz. Takie informacje wyczytałam w czasopiśmie Świat wiedzy. Nie jest więc to tak, że my tylko dostrzegamy to, co rzeczywiście istnieje, ale stwarzamy rzeczywistość. Krótko mówiąc stwarzamy sobie obraz świata. Każdy człowiek swój własny.

A kiedy jeszcze zastanawiam się nad tym, co powiedział Albert Einstein o postrzeganiu świata za pomocą zmysłów, to czuję się jak człowiek z zawiązanymi oczami w środku ciemnego, częściowo tylko znanego lasu. A powiedział: "Jest całkiem możliwe, że poza zdolnościami postrzegania naszych zmysłów kryją się światy, których istnienia nie podejrzewalibyśmy".

Czy to tylko rozważania ważne dla naukowców? Myślę, że nie. W pewien sposób wyjaśniają nam dlaczego tak trudno czasami porozumieć się z drugim człowiekiem. Bo często ten drugi człowiek ma inny obraz tego samego świata. A co ze zjawiskami paranormalnymi, o których czasami się słyszy? Czy może to mieć związek z ukrytymi dla człowieka innymi światami.

Mam już grubo ponad 70 lat, a im jestem starsza, tym świat wydaje mi się coraz bardziej tajemniczy i skomplikowany.

15:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Fantazje...

Dziś przeczytałam, że jakiś amerykański (chyba) naukowiec głowi się nad tym, jak zbudować pojazd do latania w tunelu czasoprzestrzni w przód i w tył. Oczywiście ten tunel najpierw trzeba byłoby otworzyć. Śmigać przez lata już minione lub przez te, które dopiero nadejdą a może by...

Co prawda ja-realistka mówię sobie. Po co? Albo mi źle tu gdzie jestem? Nie chce mi się podnieść siedzenia z krzesła, aby iść z pokoju do pokoju. Nie jeżdżę na wycieczki emeryckie bo na nich trzeba dużo chodzić (tak sobie wyobrażam), a ja po udarze mam kłopoty z nogą. A tu nagle jakieś wyprawy przenoszące w czasie.

Ale z drugiej strony (bo wszystko ma swoje różne strony) ja-fantastka mam inne myśli. Wyobrażam sobie, że dojechałam do roku 1994. Zobaczyłam kobietę nie w barwach jesieni, a w barwach jeszcze letnich. A może by mi się udało na moment, na chwilkę, wcielić w tę młodą jeszcze kobietę i przejść się po Warszawie dla samej czystej przyjemności chodzenia. Jak wtedy chodziłam. Mogłam iść i iść i nie czułam nóg. Każde buty były dobre, nie to co dziś. Tup, tup, tup szybko, sprężyście.  A jaka byłam wtedy szczupła. Na dowód leży jeszcze z tamtego okresu wąska spódnica i nie wyrzucam jej, bo mi żal.

A przede wszystkim może udałoby mi się zapobiec nieszczęściu, które spadło na nas jak grom z jasnego nieba pod koniec października ubiegłego roku.

Babciu bez mohera! Wiem, że nie będziesz komentowała wpisu, bo już mi to zapowiedziałaś. Trudno. Następne wpisy będą inne.

18:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (3) »
niedziela, 20 stycznia 2013
Nigdy nie wiadomo...

... z czym przyjdzie nam się zmierzyć i jaki będzie tego efekt.

 No to spróbujmy! ;)

To tak w związku z wcześniejszą notką o agresji! ;) Przepraszam, już nie będę się wcinać. Skusił mnie zauważony gif i chciałam wypróbować, czy się przeniesie. ;) Anonim :)

14:09, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 stycznia 2013
Refleksje

Zastanawiałam się ostatnio, co lubię, a czego nie znoszę. Dobrze się czuję w atmosferze życzliwości, zrozumienia i akceptacji. Myślę, że większość ludzi ma podobne potrzeby. To skąd wobec tego tyle agresji dokoła nas? Agresję i manipulację odbieram między innymi w wypowiedziach różnych publicznie występujących osób, w tym także niektórych dziennikarzy wypowiadających się w telewizji. Spory ładunek agresji niosą, według mnie, różne filmy, a także gry komputerowe. Wiem, że nierealne jest oczekiwanie, aby zupełnie pozbyć się agresji z życia. Ludzie mają w sobie różne uczucia, w tym agresji także. Ale jej nadmiar nie jest zjawiskiem dobrym. Czytałam, że agresja na ekranie pozwala zmierzyć się człowiekowi z własną agresją i ją rozładować. Być może to prawda.

Ja agresję źle odbieram. Dla mnie agresja to walka z przeciwnikiem, a ja walczyć nie lubię. Wolę się dogadywać choć wiem, że nie z każdym człowiekiem dogadać się można.

Być może mój sprzeciw wobec agresji bierze się stąd, że jako małe dziecko przeżyłam wojnę i do dziś niosę w sobie różne obrazy wojny, słowa wypowiadane w tamtym czasie przez rodziców i uczucia strachu, bezradności i zagrożenia.

 Bliski jest mi byczek Fernando wąchający kwiatki na arenie, gdy wokół niego rozlegają się nawoływania do walki. 

17:40, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »