RSS
sobota, 11 listopada 2017
Jesień, jesień proszę Państwa.

Na dworze zimno. Siedzę w domu i  bawię się grafiką i trochę robotą na drutach. Słucham dobrej muzyki. Pojadam sobie kanapkę z dodatkiem papryki własnoręcznie marynowanej w sezonie jesiennym. Za drzwiami na chłodnym powietrzu stoją ugotowane ostatnio potrawy: bigos z  własnoręcznie kiszonej kapusty, duszone mięso z indyka, naleśniki z serem. No i stwierdzam, że takie gotowanie na kilka dni ma swój sens. Teraz tylko wyciągam potrawy i podgrzewam. Oczywiście tych gotowych potraw jest więcej. Powiem tylko o gołąbkach z kapusty w sosie pomidorowym, które czekają w zamrażalniku na swoja kolejkę. A po cichutku wspomnę (żeby nie wyszło, ze nadużywam procentów), że w piwnicy stoi od zeszłego roku nalewka na malinach, gdyby były jakieś maleńkie dreszczyki.

Zastanawiałam się, czy nie zakisić jeszcze kapusty na zimę, bo udała mi się nad podziw, ale doszłam do wniosku, że jeszcze mam w lodówce kilka litrowych słoików własnoręcznie kiszonej kapusty i następną zrobię, jak ta się skończy. Kapusta kiśnie szybko, a ja nie lubię przekwaszonej.

Serdecznie pozdrawiam znad parującego talerza bigosu.

16:16, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (13) »
piątek, 10 listopada 2017
Jutro będzie lepiej.

                                                  

Tak się dziś napracowałam przy grafice i ta grafika, która mi się podobała z jakichś względów nie chciała wejść do bloga. Ta, którą widać u góry weszła, ale podoba mi się mniej niż średnio. Trudno. Jest taka, jaka wyszła.

Jest wieczór. Matko kochana dochodzi godzina 23. Nie przyszło mi nawet do głowy, że tyle czasu zmagałam się pracą przy grafice.

Zaczęłam robić zamiast szalika rożek - chustę ze ściągaczem pod szyję. Na razie robota idzie mi jak krew z nosa. Jak ją skończę, to pokażę, jak wygląda. Wyobrażam sobie, że będę ją zapinała z tyłu na guziczki, a cały rożek będzie z frędzlami. Pod chustki albo wiatr się dostaje, albo się kręcą na szyi, a ten rożek powinien mocno siedzieć na miejscu.

Dzisiaj wpis jest krótki. Następny będzie dłuższy.

22:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
czwartek, 09 listopada 2017
Wojciech Młynarski Poezja.

Dziś poezja. Myślę, że nie potrzeba do niej żadnego komentarza.

Wojciech Młynarski
Co by tu jeszcze? - tekst piosenki

Słów kilka w sprawie grupy facetów chcę tu wygłosić
lecz zacząć muszę nie od konkretów, lecz od przeprosin.

Skruszon szalenie o przebaczenie pokornie proszę,
że troszkę pieprzna będzie balladka, którą wygłoszę,

lecz mam nadzieję, że choć się w słowie tutaj nie pieszczę,
to wybaczycie mi - Panie, Panowie, raz jeden jeszcze.

Otóż: faceci wokół się snują co są już tacy,
że czego dotkną, zaraz popsują. W domu czy w pracy

gapią się w sufit, wodzą po gzymsie wzrokiem niemiłym.
Na niskich czołach maluje im się straszny wysiłek,

bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę:
"Co by tu jeszcze spieprzyć, Panowie? Co by tu jeszcze?"

Czasem facetów, żeby mieć spokój, ktoś tam przerzuci
do jakiejś sprawy, co jest na oko nie do popsucia...

Już się prężą mózgów szeregi, wzrok się pali,
już widzimy, żeśmy kolegi nie doceniali.

A oni myślą w ciszy domowej lub w mózgów treście:
"Co by tu jeszcze tego... Panowie? Co by tu jeszcze?"

Lecz choć im wszystko jak z płatka idzie - sprawnie i krótko,
czasem faceci, gdy nikt nie widzi westchną cichutko.

Bo mając tyle twórczych pomysłów, tyle zdolności,
boją się, by im czasem nie przyszło tkwić w bezczynności.

A brak wciąż wróżki, która nam powie w widzeniu wieszczem:
"Jak długo można pieprzyć, Panowie? No jak długo jeszcze?!"

Pozwólcie proszę, że do konkretów przejdę na koniec.
Okażmy serce dla tych facetów, zewrzyjmy dłonie, weźmy się w kupę,
bo w tym jest sedno, drodzy rodacy by się faceci czuli potrzebni
w domu i w pracy.

Niechaj ta myśl im wzrok rozpłomienia, niech zatrą ręce,
że tyle jeszcze jest do spieprzenia, a będzie więcej.
 



 

23:10, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
środa, 08 listopada 2017
Muzyka i baśń.

Lubię muzykę fortepianową, ale nie każdą. Czasami muzyka jest tylko zbiorem dźwięków, które, tak jak czuję, są poza mną. Kiedy indziej są mi obojętne, czasami mnie drażnią, a czasami ta muzyka jest we mnie. Jaką muzykę lubię? Taką, która współgra z nastrojem, który aktualnie jest we mnie, pogłębia go, wzbogaca o nowe doznania. Lubię muzykę, która stwarza nastrój refleksyjności, baśniowości.

 Baśń w życiu - to dla mnie marzenia, bogata i wolna wyobraźnia - to sen na jawie. Baśnie kojarzą mi się z moją Babcią, która przędąc na kółku wełnę malowała słowami nam dzieciom świat baśniowy pełen dziwów i czarów. Ja i moje dwie siostry siedziałyśmy zasłuchane na stołeczkach koło niej. Widziałam w wyobraźni cwałujących na koniach rycerzy oraz piękne i cnotliwe dziewice zamknięte w zamkach na wysokich górach. W baśniach dobro zawsze zwyciężało, a zło było ukarane. Nawet kiedy już dorastałam, to chociaż nogami starałam się mocno trzymać ziemi, to głową tkwiłam w baśniowości, w wyidealizowanym świecie, we mgle utkanej z obrazów, dźwięków i wyobrażeń.

Nawet dziś, gdy jestem już mocno starszą panią taki idealizm nie jest mi obcy. Przeżyłam wiele lat życia, wojnę, która pozostawiła traumatyczne wspomnienia, przeżyłam różne trudy życia w wolnej już, ale też i bardzo zniszczonej Polsce, a idealizm połączony z baśniowością wciąż jest we mnie i w różnych sytuacjach dochodzi do głosu. Jest obok realizmu i mocnego stąpania po ziemi.

Grafika na dole - to miał być smok, ale ten smok nie ma w sobie nic smoczego. To raczej smoczek, zabawka dla dzieci. A może to jest jeszcze coś innego. W baśniach wyobraźnia pracuje i tworzy postacie jedyne w swoim rodzaju.

                                   

12:08, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
sobota, 04 listopada 2017
Noc.

  

Jest noc. Minęła godzina 23. Ostatnio mam przestój w prowadzeniu bloga. Na dodatek, gdy już siądę do komputera, to litery wskakują do tekstu ze sporym opóźnieniem. Bardzo mi to przeszkadza w pisaniu.

Do niedawna było tak, że wystarczył wyraz, jakieś skojarzenie i tekst sam powstawał. Teraz siedzę jak uczennica nad wypracowaniem. Niby piszę, ale nie ma w tym ani życia ani sensownej treści.

Może jutro będzie lepszy dzień i mózg będzie lepiej się starał pracować.

23:26, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
sobota, 28 października 2017
Nie jestem fanką jesiennych słot.

Ostatnio siedzę w domu jak pies przywiązany do budy. Nie dzieje się nic ciekawego. Dni są pochmurne i mokre bez promyka słońca. Przetwory już zakończone. Jeszcze tylko zakiszę więcej kapusty na zimę, bo kupowana, którą używałam do tej pory, przestała mi smakować. Ostatnio ugotowałam z własnej kiszonej kapusty kapuśniak, to po obiedzie, w dużym garnku zostało go trochę na dnie. Tak nam smakował.

Oboje z Mężem siedzimy w domu i przeżywamy kolejne dni podobne do siebie, jak krople wody. Wczoraj postanowiłam zrobić coś dla siebie, więc odwiedziłam fryzjerkę i poprosiłam o zrobienie manicure i pedicure. Od razu poczułam się kobietą zadbaną. Za kilka dni Dzień Wszystkich Świętych i wybieraliśmy się odwiedzić groby bliskich. Tymczasem Mąż zaczął kasłać, źle się poczuł. Widać, że teraz infekcja jego dopadła. Pewno złapał wirusa ode mnie. No i nici z wyjazdu. Siedzimy w domu. Wyskakujemy tylko szybko samochodem po zakupy i prędko do domu.

Dla mnie zaczął się trudny okres. Chodzę nieźle, ale tylko w sandałach lub w klapkach, gdyż takie obuwie nie uciska mi zbytnio palców chorej stopy. Obuwie kryte - to dla mnie mordęga. Dlatego jeszcze póki nie ma mrozu zakładam dwie pary ciepłych, wełnianych skarpet i na to letnie klapki. Do tego ciepła kurtka i czapka, bo jestem tuż po infekcji. Zdaję sobie sprawę, że mój widok jest co najmniej dziwny, ale trudno. Elegancja jest ważna, ale wygoda tez się bardzo liczy.

Dziś wyskoczyliśmy do sklepów, aby zrobić zakupy. Deszcz siąpił. Kałuże mniejsze i większe były na każdej ulicy, a ja starałam się nie wejść w żadną z nich. Ludzie przemykali szybko do sklepów i do samochodów. Ja nie rozglądałam się dokoła, tylko szybko po zakupy, do samochodu i do domu.

A taka pogoda, jak dziś, podobno ma nas nie opuszczać przez dłuższy czas.

 

22:26, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
sobota, 21 października 2017
Dziś był kolejny, piękny dzień jesienny.

Dziś w nocy tak się wściekle spociłam, że trzy koszule nocne były mokre. Mokra była powłoka na kołdrę i powłoczka na poduszkę. Ale rano wstałam zdrowsza. Oczywiście, dalej biorę leki, ale uważam, że najgorsze mam już za sobą.

Rozejrzałam się po mieszkaniu. W środę i w czwartek było sprzątanie mieszkania z myciem okien włącznie. Było czysto, ale firanki nie zostały jeszcze powieszone i mieszkanie bez nich było jakieś mało przytulne. Panią poprosiłam tylko o zdjęcie firanek z okien, bo wiedziałam, że ich wieszanie idzie jej z ogromnym trudem, tym bardziej, że firanki były do tej pory bez podszycia. Trzeba było na oknie wymierzyć ich długość i jednocześnie podwijać je i przypinać. Sama zawsze klęłam tę robotę ile wlezie. Postanowiłam nadrobić zaległości. Wzięłam igłę białe nici, wymierzyłam długość firanek i je podszyłam. Pozostało tylko wieszanie ich w oknach. Mąż przyniósł drabinę, asekurował mnie, żebym nie spadła i ja te firanki powiesiłam. Od razu w mieszkaniu zrobiło się jasno i jakoś cieplej, choć temperatura się nie zmieniła. Część firanek jeszcze została do powieszenia, ale reszta roboty została na jutro.

Po zakończonej na dziś robocie stwierdziłam, że do pracy na wysokościach już się nie nadaję, ale w razie konieczności i przy solidnej asekuracji jeszcze sobie radzę. Dobre i to.

A jeszcze nie tak dawno sama wchodziłam na parapet okienny, sama wieszałam firanki bez żadnej pomocy ze strony męża. A dziś równowaga nie jest już taka, jaka jeszcze była nie tak dawno. Teraz idę prosto przed siebie i staram się przejść bez zachwiania przez drzwi, ale wiele razy zamiast w otwór drzwiowy, trafiam we framugę i obijam się boleśnie.

Ale nie jest jeszcze źle. Jeszcze nie mogę narzekać na swoją sprawność. I oby tak jak najdłużej.

22:10, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
środa, 18 października 2017
I co dalej?

Zakończyłam napychanie słoików i nagle znalazłam się na ogromnej pustyni, gdzie jest tylko żółty piasek i nic więcej. Aż po horyzont nic nie widać. Tak to jest być zadaniowcem. Zadanie wykonane i nie ma nawet o czym pisać. Temat się skończył. Pustka. Myślenie typu - ile musi być pomidorów, ile papryki, ile cebuli? Co trzeba udusić, a co tylko ugotować - jest już za mną. Teraz trzeba przestawić się na inne myślenie.

I właśnie dociera do mnie nieśmiało myśl, że moje życie przez cały okres letni było bardzo ubogie. Takie stąd dotąd. I nagle widzę panią Hadziukową mówiącą o swoich niezrealizowanych marzeniach w studiu u Witebskiego. Tylko ona mówiła o wielkim świecie, o porywających uczuciach, a mnie przychodzi do głowy, że mogłam więcej czasu poświęcić na pracę umysłową, na naukę języka angielskiego, na czytanie literatury, na spotkania z ciekawymi ludźmi.

Chociaż może nie do końca ten czas zmarnowałam na rzeczy mało istotne. Piwnica jest pełna, aż trzeszczy w szwach. Regały i półki zajęte słoikami. A ponadto takie zajęcie głowy bardzo skutecznie odwracało moją uwagę od polityki w kraju i na świecie. Przez cały ten okres byłam na wewnętrznej emigracji. I bardzo dobrze, bo nawet te wiadomości, które jednak docierały do mnie, mocno mi psuły krew.

Ennio Morricone - melodia z filmu Misja.

23:08, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
czwartek, 12 października 2017
Chyba już wyłażę z obrzydliwej infekcji.

Ścięło mnie z nóg. Jakieś świństwo się do mnie przyczepiło. Podobno panuje infekcja w okolicy, i tym razem moje wypróbowane leki nie zadziałały. Dopiero dziś przyszło mi do głowy, że może to być grypa żołądkowa. Sama postawiłam sobie taką diagnozę, gdy zorientowałam się, że w żołądku mi się przelewa, burczy itd. Nie będę opisywała reszty. No to sobie łyknęłam tak na wszelki wypadek trochę coca-coli i patrzę co się będzie dalej działo. A tu czas już najwyższy, żeby chorobę pożegnać bez żalu, bo trzeba się teraz wziąć za mieszkanie, w którym po przeniesieniu kwiatów z tarasu tylko baby z dziadem brakuje. Właściwie to jest i baba i dziad, ale oboje są jacyś mało energiczni jeśli chodzi o sprzątanie.

Cała moja energia skierowana jest obecnie na suszenie warzyw. A ponieważ ja nie potrafię robić niczego w małych ilościach, to suszonych warzyw są ilości hurtowe. Już ususzyłam selery, pory, marchew, zieloną pietruszkę. Teraz będę te suszone warzywa miksować w malakserze na drobniutkie części, bo będzie z tego domowa vegeta bez żadnych glutaminianów. Dodam jeszcze tylko przyprawę care. Na razie staram się nie myśleć, ile to suszenie warzyw będzie nas kosztować. Może się okazać, że zapłacimy za światło jak za zboże. No i wtedy dopiero byłoby gadania.

Zakiszona kapusta stoi już w słoikach litrowych w lodówce. Kisiła się raptem dwa tygodnie. Z dwóch główek kapusty wyszło 5 słoików. Moja kapusta kiszona ma zupełnie inny smak niż kapusta ze sklepu. Według mnie jest lepsza od tej kupionej. Ma tylko jeden mankament. Jej sok jest słodki i pomarańczowy, bo do kiszenia dołożyłam marchwi, a marchew podobno dodaje się do zakiszonej kapusty.

Po tej coca - coli trochę ożyłam i chyba jutro polecę na uroczyście obchodzony Dzień Nauczyciela, na który jestem zresztą zaproszona.

21:11, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
sobota, 07 października 2017
Bieszczady w zimie....

Ponieważ jesień jest taka, jak każdy widzi, a zima ma być podobno śnieżna i mroźna, to podaję odnośnik do humorystycznego tekstu o Bieszczadach.

Moje dzieci - córka i zięć, którzy mieszkają w Bieszczadach, też nie zawsze mogą w zimie ruszyć się z domu. Zawsze muszą mieć zapas żywności. Córka sama piecze chleb i korzysta z różnych zapasów zrobionych w lecie. Ale nie narzekają. Podoba im się i śnieg i zwierzęta, które podchodzą do nich tak blisko, że nawet kotom wyżerają pokarm z misek.


 http://www.beka.pl/txt_bieszczady.php


Taką zimę, jak ta opisana w załączniku, pamiętam u nas na Mazowszu. Po ogromnej śnieżycy, takiej że na kilka kroków nic nie było widać, zrobiły się wielkie zaspy. Żeby dostać się do pobliskiego miasta trzeba było jechać samochodem osobowym tunelem wykopanym w śniegu. Ściany tego tunelu sięgały ponad samochód. W ścianach tunelu zrobione były tylko co jakiś czas małe zatoczki, aby samochód jadący z przeciwka mógł ten jadący wyminąć.

Mam nadzieję, że zima, która ma nadejść, nie będzie taka, jak w podanym wyżej obrazku, ale trzeba się przygotować na różne trudności. Ja kończę już napychanie słoików. Dziś robię resztę pomidorów, i jabłka ze śliwkami.


 

 

11:31, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 94