RSS
sobota, 13 stycznia 2018
Nauka wstawiania grafiki do II bloga.

Długi czas nie umiałam wstawić grafiki do swojego II bloga. Dziś przyszedł do nas wnuk i pokazał mi, co trzeba zrobić, żeby grafika wskoczyła na miejsce. Nie napiszę, że nową wiedzę łapałam w lot, bo byłoby to kłamstwo. Przy zapamiętywaniu kolejnych działań głupiałam co chwila. Wnuk starał się nie okazywać swojego zniecierpliwienia, chociaż widział, że babcia jest nieporadna, mimo jego tłumaczeń. Ale już pierwsza część nauki jest za mną. Zapisałam kolejność działań i chyba mogę   powiedzieć, że załapałam o co chodzi. Teraz, gdy zrobię jakąś grafikę, to zapisuję ją w takim systemie, który jest akurat potrzebny. I jest to nie tylko SVG, ale i PNG,GIF i JPG zależy do którego bloga wstawiam grafikę. Poza tym nauczyłam się tego, że trzeba zapamiętywać nazwę strony z zapisaną grafiką.

Tyle już czasu nie tylko siedzę przed komputerem, ale i pracuję na nim, a wciąż bardzo niewiele wiem na temat jego budowy i różnych możliwości. Tymczasem moi prawnusiowie wiedzę o komputerze wyssali razem z mlekiem swojej mamy. Oni siadają do komputera i bez żadnych wskazówek wiedzą co i jak trzeba zrobić.

                 

A teraz piekny utwór w mistrzowskim wykonaniu: Andre' Rieu & Gheorghe Zamfir THE LONELY SHEPHARD.

18:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
czwartek, 11 stycznia 2018
Świrowania ciąg dalszy.

Po ostatniej wpadce u pana Jurka (tak się zagadałam, że zapomniałam zapłacić za rehabilitację), dziś poleciałam z samego rana do mojej koleżanki, która w piątek też będzie na rehabilitacji i dałam jej kasę do oddania. Ale tak już sobie nie wierzę w sprawach finansowych, że po powrocie od koleżanki, zadzwoniłam do niej, czy na pewno końcówką, którą jej dałam są dwie dziesiątki, a nie przypadkiem może jedna. Usłyszałam: - Marysia! Nie świruj! Wszystko jest w porządku! A w sklepie do znajomej sprzedawczyni powiedziałam: - Niech pani mnie pilnuje, żebym zapłaciła, bo wczoraj miałam wpadkę.

Krótko mówiąc wczorajszy dług wysunął się na pierwsze miejsce jako jedna z najważniejszych spraw. Moja dorosła wnuczka i syn patrzą na to, co ja wyprawiam, z lekkim rozbawieniem. Efektem tego rozbawienia były dziś słowa mojej wnuczki: - Marynia! Do domu!

Te słowa - to nawiązanie do sytuacji sprzed iluś lat. Stałam wtedy na ulicy z moją wnuczką i w najlepsze mełłam ozorem, gdy nagle zza rogu ulicy wychylił się mój mąż i rozdarł się, używając mało eleganckiego skrótu: - Marynia! Do domu!. Ten jego zwrot- polecenie obśmiany już był w rodzinie wiele razy i ciągle powraca w sytuacjach śmiesznych i niezwykłych.

Jakoś tak się dzieje, że powaga słusznie przynależna mojemu wiekowi, jakoś nie trzyma się mnie zbyt mocno. Bliższe mi jest patrzenie na siebie z przymrużeniem oka i z akceptacją różnych śmiesznostek i potknięć.

Wojciech Młynarski

Absolutnie.

Spokojnego nie znam dnia,

na czczo spalam pety dwa
i herbaty tak jak trza

nie posłodzę,
po asfalcie czy przez piach,

gładko czy po kocich łbach,
taki mi się trafił fach

- życie w drodze.

Uciekają rzędy drzew,

twarz mi chłodzi wiatru wiew,
świat uśmiecha się, psiakrew,

bałamutnie,
a ja biorę gaz pod but,

raz na objazd, raz na skrót,
byle dalej, byle w przód,

absolutnie, absolutnie!
Byle dalej, byle w przód,

absolutnie, absolutnie!.

No a gdyby kiedy kto

zadał mi pytanie to,
co mnie nocą razy sto

ze snu budzi,
gdybym miał powiedzieć wam,

dokąd goni, dokąd gnam,
ja odpowiedź jedną dam

-gnam do ludzi!

Raz na objazd, raz na skrót,

bo chodź się trafiają wśród
ludzi często nieźli trut- ,

nieźli trutnie,

choć mnie nieraz wkurzą fest, 

choć rozzłoszczą mnie do łez,
w sumie z ludźmi fajnie jest -

absolutnie, absolutnie.
W sumie z ludźmi fajnie jest,

absolutnie, absolutnie!

Więc gdy masz pan z życiem kram,

taką panu radę dam:
gnaj do ludzi, tylko tam

pańska meta.
Gnaj pan do nich jeszcze dziś

i poświęcaj każdą myśl,
czyś pan szofer, panie, czyś

pan poeta.

Raz na objazd, raz na skrót,

bo chodź się trafiają wśród
ludzi często nieźli trut- ,

nieźli trutnie,
choć cię nieraz wkurzą fest,

choć rozzłoszczą cię do łez,
w sumie z nimi fajnie jest,

absolutnie, absolutnie.
W sumie z ludźmi fajnie jest,

absolutnie, absolutnie!

Absolutnie!

 

 



12:33, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
środa, 10 stycznia 2018
Muszę uważać.

          

Nie zapłaciłam ostatnio za rehabilitację i nawet nie nie miałam świadomości, że jestem dłużniczką. Po zabiegu weszłam do pani prowadzącej zapisy i tak się zagadałam, że bez zapłaty wyszłam i pojechałam do domu. Do dziś miałam pustkę w głowie w tej sprawie. Z tym zapomnieniem czuję się bardzo źle. Wszelka uczciwość, a uczciwość w sprawie finansów, jest dla mnie ogromnie ważna. Poza tym uświadomiłam sobie, że ta moja wpadka może wynikać z mojego wieku i pogarszającej się w związku z tym pamięci, a to by znaczyło, że może się jeszcze kiedyś zdarzyć taka sytuacja. Jestem bardzo podenerwowana. Od dziś będę starała się pamiętać, że w pierwszej kolejności trzeba zapłacić, a później gadać.

Dziś trudno mi pisać więcej. Do pisania potrzebna jest spokojna głowa, a w mojej siedzi tylko dług i niepokój. 

17:50, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
czwartek, 04 stycznia 2018
Nowy rok - nowe pomysły.

Nowy 2018 rok zaczęłam aktywnie. Po pierwsze odnowiłam dawno już zarzuconą aktywność fizyczną i rano znowu ćwiczę. Już nie jestem tak sztywna jak kij od szczotki. Ten kij zaczyna być coraz bardziej elastyczny. Poza tym dziś była inauguracja spacerów do sklepu (1 km.) z kijkami nordic walking i szło mi się bardzo dobrze. To nie znaczy, że po prostu spadło na mnie natchnienie i nagle zrozumiałam, że wszelka aktywność (w tym fizyczna) jest ważna. Nic z tego. Zaczęłam chodzić i ćwiczyć, bo doczytałam się, że tego wymaga parkinson. Ruch i wszelka aktywność osłabia rozwój choroby, a to już jest coś. Nie chciałabym, aby "dziad" mnie opanował. To ja będę się starała opanować jego. Do walki jestem mocno zaprawiona. Walczyłam kilkanaście lat z depresją i jej nie mam. Walczyłam i dalej walczę o sprawność fizyczną nóg i coraz lepiej mi się chodzi. Powalczę i z parkinsonem. Zobaczymy, czy będzie miał ze mną lekko.

Wieczory przeznaczam na naukę języka angielskiego z programem internetowym DUOLINGO. Wiem, to może być tzw. słomiany zapał, ale co poćwiczę, to moje. Tego nikt mi nie odbierze. Postanowiłam też wprowadzić dietę śródziemnomorską w domu i w efekcie dziś na kolację przygotowałam taką petardę, że nie wiem, jak ja to wszystko w nocy strawię. Udusiłam około 20 dkg pieczarek z cebulką na maśle i ze śmietaną, a ponieważ mój mąż nie chciał grzybków jeść sama je załatwiłam. Do tego doszła cienka co prawda, ale jednak cala kromeczka chleba z wędlinką + surówka z pomidorka, cebulki i dwóch liści sałaty i druga kupiona w sklepie selerowo-warzywna. Na zakończenie wrąbałam jabłko, chociaż za jabłkami nie przepadam, ale podobno parkinson jabłek nie lubi, czyli ja muszę je polubić.

Co jeszcze nowego w nowym roku. Na jednej ze ścian w moim pokoju zawisła tablica z miękkiej płyty pilśniowej na której będę napinać różne kartki i nie tylko. Będzie tam afirmacja przysłana mi przez Annę Zadrozę.  Aniu! Dziękuje Ci za afirmację jaszcze raz. Kombinuję, czy trochę amatorsko wykonanej papieroplastyki tam nie wstawię. Czyli planów jest dużo. Zobaczymy jak będzie z ich realizacją. A na razie mam sporo energii i chęci do działania.

Całusy dla wszystkich zaglądających do mojego bloga.

Na zakończenie piękny utwór muzyczny. Elytis Monogram-Swadows just for you - Giovanni Marradi lyrics on the screen. (Mam nadzieję, ze nie pomylilam się w zapisywaniu tytułu utworu i wykonawcy).

22:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 01 stycznia 2018
Pierwszy dzień stycznia 2018 roku.

No i mamy nowy rok. Ciekawe jaki on będzie? Jedno jest dla mnie oczywiste. Będzie pewno trudniejszy zdrowotnie. Już dziś łapię się na spostrzeżeniu, że trudniej mi złapać w odpowiednim momencie swoje myśli, nazwać je i przelać na papier lub na ekran monitora w komputerze. I co ciekawe, nie jestem pewna, czy przypadkiem wiedza przekazana mi przez neurologa, że mam chorobę parkinsona i to, że zwiększona została przez niego dawka leku, nie przyczyniły się do tych trudności. Tak jakbym dopasowywała się do tego, co jest. Dopóki nic nie wiedziałam o żadnej chorobie, to mój mózg działał jak dobrze naoliwiona maszyna.

Przypominam sobie, że już kiedyś przerabiałam takie dziwne załamanie. Jeździłam na wizjonetykę prowadzoną przez panią psycholog. Było to leczenie wad wzroku metodą psychologiczną. Na tych zajęciach wykonywaliśmy sporo ćwiczeń gałek ocznych i sporo ćwiczeń typowo psychoterapeutycznych. Po zakończeniu zajęć lepiej widziałam. Przy dobrym oświetleniu mogłam czytać tekst (spory) bez okularów. Nawet dwa razy miałam tzw. błyski dobrego widzenia, gdy w ułamku sekundy litery w gazecie przekręciły się nagle, a litery bardzo wyostrzyły. Wtedy uwierzyłam, że mogę dobrze widzieć. Że tylko trzeba cierpliwie dużo ćwiczyć. Ale żeby podeprzeć się opinią lekarza okulisty poleciałam do niego nie wiadomo po co. Lekarz usłyszawszy o moim leczeniu zrobił wszystko, żeby udowodnić, że moje ćwiczenia nic mi nie pomogły. Na zakończenie podsumował: - Nic pani to leczenie nie dało. Tylko wydała pani bez żadnej potrzeby pieniądze. - No i sprowadził mnie do parteru. Od razu zaczęłam gorzej widzieć.

Wiem, że sugestia czasami może zdziałać cuda. Wolę jednak, żeby ta moja sugestia podnosiła mnie do góry, a nie dołowała, dlatego postanowiłam każdy dzień zaczynać od ćwiczeń fizycznych. W ciągu dnia będę ćwiczyła umysł i oczy. Jest to postanowienie noworoczne i mam nadzieję, że w tym postanowieniu wytrwam chociaż z miesiąc, a jak się da, to i dłużej.

A. Borodin Tańce Połowieckie.

19:30, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
Szczęśliwego Nowego Roku.

Dziś ostatni dzień starego roku. Z takiej okazji robi się różne podsumowania i plany na przyszłość. Podsumowania i plany zostawiam na jutro. Dziś cieszę się z tego, co jest. Fajerwerki strzelają, ludzie składają sobie życzenia. Psy biegają po działce i obszczekują dziwne hałasy i światła rozbłyskujące na niebie. Nie boją się, a cieszą.

Mamy Nowy 2018 rok. Oby nie był gorszy od tego, który minął, a najlepiej niech będzie lepszy.

 

      Szczęśliwego Nowego 2018 Roku! 

Niech ten zaczynający się rok przyniesie nam wszystkim zdrowie, dużo radości i pogody ducha, niech natchnie nas nowymi, ciekawymi pomysłami na życie i chęcią do rozwoju. Niech nauczy nas wybierać pomysły, które mają szansę na zaistnienie i realizację i niech zaprowadzi ład i porządek wszędzie tam, gdzie tego porządku brakuje.                  

        WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

00:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
środa, 27 grudnia 2017
A dziś....

 

Dziś będzie krótko.

Pobawiłam się grafiką. Stąd to "arcydzieło u góry".

Jutro sprzątam bajzel poświąteczny w kuchni. A jest tam co robić. Stosy brudnych naczyń piętrzą się w zlewie i na szafkach. Dobrze jak jutro do południa z pomocą zmywarki uporam się z tą robotą.

Na jutro czeka także pranie powleczenia pościeli z kilku łóżek. Na Nowy Rok musi być w domu czysto. Być może przed Sylwestrem upiekę trochę pączków.

Posłuchałam pięknych poetyckich tekstów z muzyką i śpiewem i na koniec wstawiam utwór Jonasza Kofty w jego wykonaniu.

22:50, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
czwartek, 21 grudnia 2017
Czwartek - dwa dni do wigilii.

Jest czwartek. Dochodzi godzina 13,30. Za oknami szaro i mglisto. Prószy drobniutki śnieg, albo mży drobniutki deszczyk, trudno to zza okna ocenić. A ja siedzę w pokoju. Przede mną długa lista prac do wykonania jeszcze przed wigilią i prawie całkowita bezsilność. Tęsknie spoglądam na rozebrane łóżko. Z ogromną chęcią wskoczyłabym pod kołderkę, nakryłabym się prawie z głową i ucięłabym sobie solidną drzemkę............. Po czym zaczynam przeglądać listę prac do wykonania. Po co to robię? Bo może z którejś pracy można byłoby zrezygnować. Np. bardzo pracowite ciasto - generał. A skąd wiadomo, że mi się uda? - myślę. Może lepiej kupić ciasto w cukierni i mieć pieczenie z głowy. A paszteciki do barszczu po co, skoro będą uszka, które córka przywiezie gotowe z Warszawy. I w taki sposób po kilku minutach w pokoju koło mnie rozjaśnia się, choć zza okna właśnie słychać miarowe uderzanie kropli deszczu o parapet. Rozjaśnia się nie tylko dlatego, że zapaliłam lampkę przy komputerze, ale przede wszystkim zaczyna spadać ze mnie ciężar niewykonanych prac. Takie same prace kiedyś, jeszcze kilka lat temu to był dla mnie pryszcz. Rzecz niewarta mielenia ozorem i używania zbyt wielu słów. Teraz czuję na sobie ich ciężar. Mam jednak wyrzuty sumienia, bo generała bardzo lubi mój wnuk, a paszteciki lubią - wnuczki. Dobrze, ze córka przyjeżdża dzień przed wigilią, żeby pomóc w pracy, bo Marysia - babcia i prababcia w jednej osobie zaczyna się sypać, jak spróchniałe drzewo. Nic dziwnego. Osiemdziesiąty trzeci rok - to nie w kij dmuchał. Dobrze, że jeszcze sama pociągiem jadę do Warszawy, przesiadam się do miejskich środków lokomocji, żeby dotrzeć na miejsce, czyli na rehabilitację, a później z powrotem.

Dziś jestem taki leniwiec pospolity, że wpis, który umieszczam w tym blogu, wstawiam także do drugiego mojego bloga.

14:28, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
piątek, 15 grudnia 2017
Dziś......

Wczoraj byłam jak iskierka, jak furia, gdy się wkurzyłam, a dziś zjechałam ostro w dół. W głowie mam pustkę. I to nie taką, jak zwykle gdy mam gorszy dzień. Kręcę się po domu, jak kot za własnym ogonem. Od rana (a jest południe) szukam drutów kupionych wczoraj u nas w sklepie i portmonetki, gdzie miałam pieniądze na święta. Jeszcze pani sprzedawczyni pakując mi wszystkie zakupy do siatki zapytała o te druty i ja przy niej sprawdziłam, że siedzą w kieszeni mojej kurtki. Dziś nie ma ani drutów, ani kasy. O co nie zahaczę myśli, to pudło. Zwykle pomagała mi koncentracja przy pisaniu, dziś mam odczucie, jakby mój własny mózg odmówił mi nagle współpracy.

Czuję, że ten mój dzisiejszy stan ma związek z moją wczorajszą wizytą u neurologa. Chociaż nie wykluczam także, że w czasie ostatniej rehabilitacji, innej niż zwykle, poruszona została w moim ciele jakaś emocja nie przepracowana dotychczas na zajęciach z psychologiem.

Dziś jest inaczej, niż zwykle. Żadnego zbierania myśli, żadnego wglądu w to, co się dzieje. Jedyne co czuję, to zamęt w głowie. Poza tym jest mi zimno. Nie pomaga mi ciepłe ubranie i nagrzane łóżko. Brrr. Szlag by to trafił. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.

13:38, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

Troszkę mi się rozjechały gwiazdki i nie wiem dlaczego zasłoniły napis.

    Jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji           Świąt Bożego Narodzenia.

Na razie są wciąż tylko plany dotyczące Świąt. Nic się jeszcze nie dzieje ani ze sprzątaniem domu, ani z gotowaniem, czy z wypiekami. Za sprzątanie kuchni mam zamiar wziąć się jutro. W poniedziałek przyjdzie pani, która pomoże mi zrobić porządek w całym mieszkaniu. Pieczenie, gotowanie jest rozdzielone między członków rodziny tak, że nie napracuję się zbytnio.

A dziś byłam u lekarza neurologa na wizycie kontrolnej. Bardzo sympatyczna pani doktór zmieniła mi trochę leki, dodała jakiś lek witaminowy na wzmocnienie układu nerwowego i zaznaczyła, że to nie są witaminy, a lek. Powiedziała, że prowadzenie przeze mnie bloga jest najlepszą rzeczą, jaką funduję swojemu mózgowi. Była pełna uznania dla mojej samodzielnej jazdy co tydzień do Warszawy. Powiedziałam, że mam zaburzone poczucie równowagi. Wystukała mnie młoteczkiem po rękach i po nogach, a później kazała mi się położyć, zrobić młynek rękami i wskazującym palcem jednej ręki, a później drugiej dotknąć szybko czubka nosa. Nie bardzo mi się to udało. Jeden palec poleciał mi między nos a ucho. Trudno. W końcu jestem coraz starsza i podobno mam chorobę parkinsona. Gdy o tej chorobie pierwszy raz usłyszałam od lekarza bardzo się zaniepokoiłam, ale teraz diagnoza nie jest już nowością. Zdążyłam sie z nią oswoić. Leki biorę, a będzie to, co ma być. Grunt to dobre samopoczucie i nie zamartwianie się tym, na co nie mam wpływu.

Dziś słucham muzyki, patrzę na młodych zakochanych ludzi i zamiast wyglądać przez okno obrazami przywołuję wiosnę.

 Ernesto Cortazar. Just For You.

00:48, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 97