RSS
środa, 04 października 2017
Rehabilitacji ciąg dalszy i inne sprawy.

Ponieważ Emma_b wspomniała w ostatnim komentarzu, że zbyt mało piszę o terapii dlatego dziś pozwalam sobie kilka słów na ten temat powiedzieć. Rehabilitacja cały czas idzie do przodu, ale do końca jest jeszcze daleko. Dużo łatwiej było doprowadzić do przykurczy niż je zlikwidować. W czasie ostatniego spotkania pan Jurek pracował nad moimi biodrami. Efekt jest taki, że mogę już założyć nie tylko prawą nogą na lewą, ale także lewą na prawą, co wykonywałam z dużym trudem i z pomocą rąk.

Po prawidłowym ustawieniu bioder sporo się zmieniło. Przede wszystkim przy najlżejszym wychyleniu ciała w którąkolwiek stronę czuję nie ból tylko ogromną męczliwość mięśni. Nie martwię się tym zbytnio, gdyż pan Jurek w czasie ostatniej rehabilitacji powiedział, że biodra muszą teraz dojść do siebie przez dwa tygodnie, a za tydzień w robocie będą plecy i klatka piersiowa, a także częściowo szyja. Jest to świetny specjalista i wie, co robi.

Zanosi się na to, że w końcu będę nie tylko normalnie chodziła bez żadnych podpórek, ale że będę mogła robić takie rzeczy, przy których bardzo bolały mnie plecy i barki. Np. paszteciki, czy pierogi.

Jeśli chodzi o moje przetwory, to wciąż działam. Nowy zapał we mnie wstąpił dziś po słowach brata mojego męża. Spróbował makaronu polanego peperonatą, wymieszaną z leczo i rzekł: - To jest bomba. Tak mnie tym stwierdzeniem rozochocił, że już znowu kupiłam paprykę, pomidory, marchew, pietruszkę itd i jutro siadam do roboty. W planach jest dorobienie peperonaty, zrobienie sałatek warzywnych na zimę i jest wegeta własnej roboty bez glutaminianu sodu. A piszę te słowa popijając bardzo dobry kwas z buraków własnej roboty.

Ale mam zabawę. Siedzę, siekam, kroję, gotuję i napycham słoiki. Nawet mój mąż przestał wyrażać obawę, że wszystkiego jest za dużo i skapitulował.

Na zakończenie mojego wpisu Prześliczna piosenka.

21:41, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
wtorek, 03 października 2017
Po dzisiejszej rehabilitacji.

Po trzech tygodniach przerwy byłam dziś na rehabilitacji. Wróciłam rozbita. Usiadłam do komputera, aby zrobić wpis i zasnęłam na krzesełku. Widzę, że z pisania dziś nic nie będzie. Odkładam je na jutro, a teraz ciepły termofor, bo jest mi zimno i do łóżka. Do jutra.

17:12, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
piątek, 29 września 2017
Ale robota.

O matko kochana. Ale wpadłam, jak śliwka w kompot. Niestety, kupiłam dwie główki kapusty. Dlaczego - niestety? Bo nie przewidziałam ile czasu potrzeba na skrojenie jednej główki. Bardzo się starałam, żeby kapusta była poszatkowana cieniutko. Nie lubię krojonej grubo.

Do pracy zasiadłam z samego rana. Nawet przecięcie takiej prawie 4 kg ważącej główki, to już był prawie wyczyn. A to dopiero był początek. Nie będę pisała, jak ta praca mi szła. Dosyć, że powiem, iż w tej chwili jest godzina 16,30, a ja dopiero skończyłam pracę z tą jedną główką. Samo doprawianie, ubijanie - to pestka w porównaniu z krojeniem.

Kuchnia wygląda, jakby przeleciał przez nią tajfun, a ja zamiast wziąć się za sprzątanie dałam dyla do pokoju na górze, gdzie jest względny porządek i odpoczywam. Zachodzę w głowę, jak ludzie na wsi kiedyś szatkowali stos kapusty jednego wieczoru i jeszcze mieli niezłą zabawę przy tej okazji. Opowiadała o takiej pracy moja teściowa, dziś już nieżyjąca. Czytałam jak to wyglądało w Chłopach Reymonta. Gdyby taki Antek spoglądał na mnie roziskrzonym wzrokiem, to może szybciej obracałabym nożem. Nie wiem. Mój "Antek" czyli mąż patrzył na moje wysiłki bez zachwytu. Raczej z troską. W pewnej chwili wspomniał, że może krajalnica coś by tu pomogła. Rzuciłam się do krajalnicy, jak do wybawienia i rzeczywiście trochę szybciej praca została ukończona, ale sama krajalnica nie załatwi wszystkiego.   

Jak pomyślę, że jeszcze jedna główka kapusty leży w kuchni i jutro  czeka na moje ręce, to robi mi się byle jak. Na jej widok czuję obrzydzenie. A niestety uciec się od jutrzejszego krojenia nie da, bo kapusta i tak leżała już kilka dni na schodach przed domem i czas najwyższy, aby się nią zająć.

I zwracam się z prośbą do wszystkich osób kiszących własną domową kapustę o przepis na szybkie i drobne krojenie. Już nawet pomyślałam, żeby tę drugą główkę przepuścić przez maszynkę tnącą nie na nitki tylko na krótkie wiórki. Jestem zdesperowana i nie dopuszczam do siebie nawet myśli, że moje jutrzejsze krojenie może wyglądać tak, jak to dzisiejsze.

Od dziś na kapustę będę patrzyła z większym uznaniem.

Ten mój dzisiejszy wpis wstawiam także do drugiego mojego bloga, bo a nuż w tym drugim blogu znajdzie się ktoś, kto mi udzieli rady - jak szybko i cienko pokroić główkę kapusty.

Ale jak po takim nakładzie pracy zakiszona kapusta będzie smakowała?. Nawet jak nie będzie najlepsza (TFU!, TFU!, TFU!), to i tak będzie najwspanialsza na świecie. 

17:25, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
środa, 27 września 2017
Szaleństwa ciąg dalszy.

Dalej rzucam się na wszystko, co się da przerobić. Siedzę w kuchni i obieram, siekam, duszę i wekuję. Dziś zakisiłam kwas buraczany z własnych buraków. Podobno jest bardzo zdrowy, a tych buraków z zagonka zebrałam miskę, czyli tyle, co kot napłakał. Ale nasze buraki są ekologiczne, czyli kwas powinien być super zdrowy.

Wczoraj przygotowałam, a dziś zamknęłam w słoikach peperonatę. Przepis znalazłam w internecie i  podobał mi się. Oprócz cebuli podduszonej na oliwie z oliwek, pokrojonej w kostkę papryki, dodałam zgodnie z przepisem pokrojone w kostkę pomidory, czosnek, xylitol, czyli cukier brzozowy, troszkę drobno pokrojonej papryczki chili, miód (łyżka) sól i pieprz, a na końcu dwie łyżki octu winnego. Po uduszeniu i doprawieniu warzyw spróbowałam jak smakują. To była poezja, nie potrawa. Czegoś tak dobrego dawno nie jadłam. Tak przygotowane warzywa można wykorzystać do makaronu, do ryżu, a właściwie prawie do wszystkiego.

I w tym momencie przyszło mi do głowy, że może ta potrawa tak mi smakowała, bo jestem już zmęczona siedzeniem przy garach. Trudno. Robotę trzeba zrobić. Przed domem, na świeżym powietrzu czekają jeszcze dwie główki kapusty, które jutro będę się starała zakisić.

22:11, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
niedziela, 24 września 2017
Jesień przyszła szybko

        

Upalne dni lata nagle się skończyły, jakby ktoś uciął je nożycami. Nastały jesienne szarugi, które trwają u nas z maleńkimi przerwami od 1 do 24 września. Kwiaty stoją jeszcze na tarasie, ale już ich nie podlewam, bo robi to deszcz. Pnącze zgubiło już większość liści i zmieniło ich kolor.

         

W zeszłym roku o tej porze było na nich jeszcze pełno zieleni. Kot coraz chętniej wyleguje się w domu na fotelach lub łóżku. Widać, że czuje zbliżające się chłody. 

Pani, która przychodzi sprzątać, będzie dopiero 18 października. Zastanawiam się, czy to nie zbyt późny termin. Mogą już być przymrozki, a nawet może padać śnieg. A przed wstawieniem drzewek do pokoju trzeba umyć okna i uprać firanki, bo później będzie to już niemożliwe.

Kto wie, czy za mycie okien nie wezmę się jutro sama. Najtrudniejsze w tej operacji jest dla mnie zdejmowanie i wieszanie firanek. Mycie okien - to pryszcz. Myślę jednak, że i tę trudność da się jakoś rozwiązać. Od czego są dobre pomysły i pomoc męża.

Spiżarnia jest zaopatrzona przyzwoicie. Jeszcze kapusta została mi do kiszenia, bo w tym roku robię sama.

Teraz będzie czas na czytanie literatury, na rozwiązywanie krzyżówek, no i na gimnastykę, którą rozpoczęłam już dziś rano. Po takiej nawet niewielkiej dawce ruchu od razu inaczej się człowiek czuje. Jeszcze wieczorkiem idę na podwórko trochę pochodzić, bo stanowczo zbyt dużo siedzę.

A teraz piękna muzyka. Co prawda nie na temat i nastrój poważny, ale bardzo podoba mi sie ten utwór i jego wykonanie.

The Flight of the Eagle music by Ennio Morricone.

19:03, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
czwartek, 21 września 2017
Wyjaśnienie.

Od pewnego czasu coś dziwnego dzieje się w Bloxie. Gdy chcę odwiedzić blogi, to pojawia się napis na monitorze:

- Pętla przekierowań.

A niżej: -  Firefox wykrył, że serwer przekierowuje żądanie tego zasobu w sposób uniemożliwiający jego ukończenie.

I jeszcze niżej: - Problem ten może się pojawić w wyniku zablokowania lub odrzucenia ciasteczek.

Nie mam zielonego pojęcia co to są te ciasteczka w komputerze. Dla mnie ciasteczka są wyłącznie na talerzu i raczej ich nie odrzucam. Co ciekawe jednego dnia nie mogę prawie do nikogo na blog wejść, a następnego dnia, część blogów jest odblokowana, ale muszę sprawdzać, do których mogę już wejść.  I znowu zablokowanie. Taka huśtawka trwa już jakiś czas i jest bardzo męcząca. Poza tym wielu blogerów może odnosić wrażenie, że to ja nie odwiedzam ich z jakichś tam względów, podczas, gdy ja nie mogę wejść na blogi. Już nawet przyszła mi do głowy myśl, że może ktoś z Zarządu dopatrzył się u mnie jakiejś nieprawomyślności i blokuje mi wejścia na wszelki wypadek. Piszę o tym, żeby wyjaśnić sytuację.

20:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
niedziela, 17 września 2017
Jesienne nastroje.

 

Coś nie zapowiada się na złotą polską jesień, ani na babie lato. deszcze i chłody są każdego dnia. Po ostatnim dniu upałów pod koniec sierpnia, z dnia na dzień nastała plucha i gdyby nie liście wciąż wiszące na drzewach, to pogoda prawie listopadowa. Siedzę w domu, jak stary grzyb i tylko wymyślam, co tu jeszcze upchnąć w słoikach i skąd brać małe słoiki, bo te są najwygodniejsze. Jeszcze trochę i zacznę obierki z ziemniaków przerabiać, jak mi się skończą pomysły. No, ale czymś trzeba się zająć. Choćby tylko po to, żeby pracowały ręce, bo już nawet nie głowa. Głowę trzeba oszczędzać. Ostatnio ta moja głowa trochę mnie zaniepokoiła. A spowodowała to moja pamięć krótkotrwała i jakieś dziwne uciski w jej wierzchu. Poszłam do sklepu i spotkałam swoja dawną uczennicę. I nagle w ułamku sekundy zapomniałam jak ona ma na imię. Przed chwilą wiedziałam i pustka. Do dziś nie mogę sobie przypomnieć, a im bardziej usiłuję sobie przypomnieć, tym silniejsza blokada pamięci następuje. Moja koleżanka, której poskarżyłam się, powiedziała. Trudno, żebyś pamiętała imiona wszystkich swoich uczniów. Ale ja wiem, że to tylko pocieszanie. Kiedyś szłam do sklepu. Listę zakupów miałam w głowie, a nie na kartce i nigdy niczego nie zapomniałam kupić. Stosowałam taką metodę. Liczyłam ile mam zrobić zakupów. Produkty do kupienia ustawiałam alfabetycznie i liczyłam ile ich wszystkich powinno być. (np. masło, mleko, maślanka, pieczywo, ziemniaki 5 rzeczy do zapamiętania, itd. czyli włączałam alfabet i cyfry) Czasami tych zakupów było dużo, a ja starałam się pamiętać 12 i więcej produktów i nigdy pamięć mnie nie zawiodła. Teraz dobrze, jak z kartką wszystko kupię. Pewno tę pamięć i kojarzenie trzeba ćwiczyć. Ale czy to pomoże? Najważniejsze, że nie zaszkodzi.

15:14, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
wtorek, 12 września 2017
Nie wyłażę z garów.

Od początku wakacji nie wyłażę z garów. Ostatnio zrobiłam pastę pomidorowo-paprykową z przepisu Skarlet. Jest pyszna. Trochę się namieszałam drewnianą łyżką w wooku, podczas zagęszczania pasty, ale warto było. Moje znajome, które jej spróbowały też będą taką pastę robiły. Jeden słoiczek zaniosę obok jakiejś postnej potrawy na kolację wigilijną. Jeszcze tylko zleję sok z pokrojonej i zasypanej cukrem pigwy, zapasteryzuję go, zrobię dżem z odsączonych owoców i za tydzień lub dwa gdy dojrzeje czary bez, to z jego owoców zrobię sok na zimę na przeziębienie. Będę go używała zamiast leków aptecznych. Jeszcze się zastanawiam, czy nie zakisić trochę kapusty. Co własna kiszonka - to własna. Bez żadnych kwasków itd. A do tego będzie w niej dużo soku, który jest nie tylko zdrowy, ale i przepyszny.

Czyli u mnie kot z całą kocią rodziną.

Dziś jeszcze raz ćwiczę wstawianie utworów muzycznych. Utwór Perła w wykonaniu Ernesto Cortazara.

19:51, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
czwartek, 07 września 2017
Znowu próba z wstawianiem muzyki.

Dziś najpierw muzyka, bo nie mogę zapomnieć instrukcji.

No i po opublikowaniu z zapisanego kodu ma się zrobić muzyka. Ano zobaczymy.

Inaczej się teraz trochę wstawia muzykę, niż było to do tej pory.

18:41, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
środa, 06 września 2017
Jesień zagląda do naszych okien.

         

Pogoda paskudna. leje, siąpi, mokro bez przerwy. Po upałach bez żadnego łagodnego przejścia od razu zimno, wietrznie i dżdżyście. Kotka obżera się nieprzytomnie, więc wnioskuję, że nadchodzą dłuższe, spore chłody, a może ostra zima. Wszystko możliwe.

Do takich nagłych zmian w pogodzie człowiekowi też trudno się przystosować. Ja chodzę ospała, coraz częściej zawieszam się wpół słowa, potrzebne do wypowiedzi wyrazy uciekają mi z głowy, jak spłoszone nagle ptaki.

                   

J e s i e ń

Jesień mnie cieniem zwiędłych drzew dotyka,
Słońce rozpływa się gasnącym złotem.
Pierścień dni moich z wolna się zamyka,
Czas mnie otoczył zwartym żywopłotem.

Ledwo ponad mogę sięgnąć okiem
Na pola szarym cichnące milczeniem.
Serce uśmierza się tętnem głębokiem.
Czemu nachodzisz mnie, wiosno, wspomnieniem?

Tak wiele ważnych spraw mam do zachodu,
Zanim z mym cieniem zostaniemy sami.
Czemu mi rzucasz kamień do ogrodu
I mącisz moją rozmowę z ptakami?

Leopold Staff




 

21:33, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 94