RSS
czwartek, 19 kwietnia 2018
??????

We wtorek, jak zwykle, pojechałam na rehabilitację do Warszawy. Początkowo moja podróż niczym szczególnym nie różniła się od wszystkich poprzednich. Dojechałam już prawie na miejsce, gdy nagle usłyszałam jakiś głos, który wyraźnie o czymś informował ludzi. Rozejrzałam się, ale nie zobaczyłam nic niezwykłego. Pomyślałam, że z głośników takich, jakie czasami można spotkać na przejściach dla pieszych, ktoś coś ogłasza. Doszłam do skrzyżowania ulic i już prawie wchodziłam na jezdnię, aby przejść na drugą stronę ulicy, gdy nagle spostrzegłam megafon, jakiś plakat i trójkę młodych ludzi kręcących się obok. Teraz zaczęły do mnie docierać poszczególne wyrazy i całe nagrane wypowiedzi. Chodziło o aborcję. Z megafonu leciały oskarżenia pod adresem lekarzy, którzy to, podobno, nawet duże dzieci usuwają, kawałkując je i pozbawiając życia. Ci młodzi ludzie ustawieni byli ze swoim sprzętem na rogu ulicy, w pobliżu szpitala. Na dużym plakacie pełno było czerwonego koloru. Nie widziałam żadnych szczegółów, ale podejrzewam, że były na nim pokazane porozrywane dziecięce ciała. Już miałam podejść do nich, aby zapytać, czy mają pozwolenie na ten głośny występ. Czy nie przeszkadza im to, że mogą tędy przechodzić małe dzieci, dla których ten plakat i słowa, które słyszą mogą być bardzo stresujące. A także, czy  kiedykolwiek próbowali zająć się urodzonym niepełnosprawnym dzieckiem? 

Ale nie podeszłam i nic nie powiedziałam. Zachowałam się tak, jak wszyscy Ci, co szli ulicą nie zwracając uwagi na młodych ludzi, na wystawiony przez nich plakat i na głos dobywający się z głośnika.

Zerknęłam na zegarek i stwierdziłam, że jest późno, a ja miałam jeszcze przejść ileś metrów do przychodni. Trzeba było się pospieszyć.

Dziś myślę, że zachowałam się jak tchórz, który z braku odwagi, albo z lenistwa nie zabiera głosu wprost tylko żołądkuje się gdzieś na boku. Ale jeśli nie napiszę, co czułam, tam w Warszawie i co czuję dziś jeszcze to cała moja frustracja i złość będą we mnie siedziały.

 To, czy kobieta decyduje się na aborcję, czy nie, to jej osobista decyzja, lub decyzja uzgodniona z partnerem i lekarzem. Niczyja więcej. Takie jest moje zdanie.

  

 

 

22:22, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
poniedziałek, 16 kwietnia 2018
O czym tu pisać?

                           

Ostatnio mam zastój myślowy. Wynika on z wielu rzeczy.

Po pierwsze robi mi się zaćma na lewym oku i nie wiem, co zdecydują okuliści do których jadę w środę. Jeśli zakwalifikują mnie do operacji, to będę się zastanawiała gdzie ją przeprowadzić i z jakimi soczewkami. Ale u mnie marszczy się jakaś błona na oczach, trudna do operowania o czym zostałam poinformowana w ubiegłym roku przez okulistów.

Po drugie tracę siły. Te prace, które były dla mnie drobiazgiem jeszcze rok temu, dziś są już dużym obciążeniem. Podłoga na tarasie jest brudna i czeka, niestety, na panią, która przychodzi sprzątać. Ja umyłam kawałeczek i miałam dość. Mam przygotowane zagonki do siania i liczę na to, że nie będzie to zbyt duży dla mnie wysiłek. Ale prawdę poznam, gdy do tych prac się wezmę.

No i zastanawiam się, gdzie podziała się moja niedawna jeszcze energia i siła. Na szczęście samodzielna jazda do Warszawy nie tylko, że nie jest jeszcze dla mnie dodatkowym obciążeniem, ale nawet zupełnie nieźle tę podróż znoszę, pewno z uwagi na poprawę chodu. Tu sprawa idzie do przodu. Wolno, ale systematycznie jest coraz lepiej.

No i mam poczucie, że kręcę się jak kot za własnym ogonem. Nic nie zwiedzam, nie rozwijam się intelektualnie. Nie jeżdżę do kina ani do teatru, tylko siedzę w domu i walczę sama z sobą.

21:02, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (24) »
piątek, 13 kwietnia 2018
Ale się dziś wygrzałam:

Co za piękny dzień. Słoneczko, cieplutko. Prawie cały dzień przesiedziałam dziś w ogródku. Oczywiście w kapeluszu na głowie. Z trudem upaciepiłam coś na obiad. Żadne tam wyszukane smaki. Młode ziemniaki z masełkiem i zsiadłe mleko ze śmietaną. Takiego chudego mleka nie lubię. Tak, że obiad wyszukany nie był. A ile w ogródku zostało zrobione roboty. Oczywiście, nie przeze mnie, tylko przez pana, który przyszedł nam przygotować ziemię do upraw. Ja tylko siedziałam i obracałam ozorem. Ponieważ pan też był bardzo rozmowny, to gadanie szło nam świetnie, a i robota szybko posuwała się do przodu.

Teraz siedzę w domu. Za oknem leje deszcz. A ja myślę jak tu jutro zabrać się do sprzątnięcia tarasu. Taras jest pod gołym niebem, czyli jutro wszystkie zimowe brudy będą namoczone i mniej siły będę musiała zużyć, aby je usunąć. Taką mam nadzieję. W tym roku na tarasie zaplanowałam tylko trochę kwiatów, w reszcie dużych doniczek wsadzę poziomki, które owocują nie tylko na krzakach, ale także na pędach. Gdy przyjdą dzieci, będą miały co posmakować.

A ja właśnie przymierzam się do łóżeczka, bo już jest 21,30. Jeszcze tylko piękna muzyka i lulu pa.

Ernesto Cortazar - Morelia's Waltz

22:00, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
środa, 11 kwietnia 2018
Słońce.

Szlag i małe szlaczki. Już miałam cały wpis i chciałam wstawić maleńki element dekoracyjny, jedno niepotrzebne klikniecie i mogę robotę zaczynać od nowa.

Ostatnio jest na dworze piękna pogoda. Świeci słonko i jest bardzo ciepło. Przedwczoraj termometr na sklepie pokazywał 27 stopni C. Co prawda termometr ten wisi na słońcu, ale jak idę ulicą to słońce grzeje mnie mocno w głowę. A od chwili, gdy miałam mikroudar i niedowład nóg bardzo się boję takiego przegrzewania. Kiedyś lubiłam się opalać, lubiłam z gołą głową spacerować po zalanych słońcem ulicach. Dziś każde najmniejsze nagrzanie głowy - to zagrożenie i panika. Pędzę wtedy do łazienki i moczę włosy w letniej wodzie i nie używam żadnej suszarki. Włosy schną na powietrzu. Nauczyłam się już nosić kapelusze słomkowe w lecie, chociaż bardzo ich nie lubię.

Zastanawiam się nad tym, czy nie sprzątnąć już tarasu po zimie. Co prawda kwiatów jeszcze nie wystawię, bo gdy w maju przyjdzie zimna Zośka, to mogą zmarnieć, ale podłogę można już umyć.

23:28, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2018

Zrobiło się ciepło. A ja zafundowałam sobie maleńką infekcję. Infekcja jest już przeze mnie z grubsza opanowana, ale od piątku, kiedy się zaczęła jestem senna, bez energii i bez chęci do robienia jakichkolwiek wysiłków. Toteż jutro nie jadę do Warszawy, chociaż miałam mieć rehabilitację. Rehabilitacja będzie w przyszły wtorek, a jutro trochę poruszam się po powietrzu na podwórku i na ulicy. Może pojeżdżę na moim trójkołowcu? Jeździ mi się już dobrze, ale cały czas boję się, że ktoś może na mnie najechać, bo rower jest szeroki. Cały czas o coś, albo z czymś walczę - Jak nie z nogami i z chodzeniem, to z pojazdem i moimi lękami. W ubiegłym roku uczyłam się na rowerze jeździć i wcale nie była to łatwa nauka. Teraz jeżdżę już pewnie i śmiało, za to walczę z moją niepewnością i brakiem zaufania do siebie samej i do kierowców, którzy jadą tą sama ulicą, co ja. Pewno to wojowanie mam wpisane w swój horoskop. W końcu jestem Strzelcem z końcówki listopada.

Jutro mają się odbyć uroczystości na Placu Piłsudskiego w Warszawie, gdzie będzie odsłaniany Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku. Jest to dodatkowy powód, dla którego nie jadę jutro na rehabilitację. Myślę, że w pociągach może być tłok, a ja nie dałabym rady stać w jadącym i poruszającym się pociągu prawie godzinę czasu. Nawet gdy jadę we względnie luźnym przedziale i muszę przechodzić do wyjścia, to muszę prosić kogoś o podanie mi ręki, bo mam zaburzone poczucie równowagi.

Tak, że jutro siedzę w domu.

 



19:30, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
sobota, 07 kwietnia 2018
Trzymaj sie Marysiu!

 

Siedzę skulona, owinięta wełnianym kocem. Jakaś infekcja mnie dopadła, szlag by ją trafił. W nocy nie mogłam się dogrzać i cały dzień ledwo się ruszam. Żeby tylko moi prawnusiowie ode mnie tego świństwa nie złapali, bo wczoraj przywiozła ich moja córka, a jadą jutro po południu. Moja córka się nimi zajmuje, a ja tylko gotuję i zmywam. Nic mi się nie klei. Być może złapałam jakiegoś wirusa od mojej znajomej, do której wczoraj polazłam. Okazało się, że ona ledwo trzyma się na nogach. Podobno ma zapalenie błony śluzowej żołądka po antybiotyku. Tak orzekli lekarze w Pogotowiu.  Nie wiem, czy do wtorku złe samopoczucie u mnie minie. Być może nie będę mogla jechać na rehabilitację. Tęsknym okiem spoglądam na wygrzane już łóżko. Dobrej nocy.

21:46, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (23) »
środa, 04 kwietnia 2018
Czwarty dzień kwietnia.

Właśnie jestem po porannej gimnastyce. Pan Paszkowski z płyty mówił, co mam zrobić, a ja starałam się jego polecenia możliwie jak najdokładniej wykonać. Zaczynają mi się te ćwiczenia podobać. Jedno, co bym chciała zmienić, to długość ich trwania. Jedna lekcja to - ok. 50 minut ćwiczeń. Czyli z samego rana po wstaniu z łóżka mam zajęty kawał czasu. Myślę, że gdybym te ćwiczenia robiła z wykorzystaniem muzyki, to czas by mi się tak nie dłużył. Muszę ten pomysł zastosować już od jutra. Zobaczę, jak będzie.

A tu słonko na dworze. Powietrze pachnie wiosną. Ptaki, wciąż jeszcze karmione przez mojego męża, wydzierają dzioby. Już im zapowiedziałam, że od moich borówek amerykańskich w tym roku  mają się trzymać z daleka. W zeszłym roku obdziobały sporo owocu, łobuzy jedne. 

A ja się cieszę. Czuję radość, że można się lżej ubrać. Zakładam lekkie pantofle, gdy idę na spacer, a nie dużo cięższe buty zimowe. No i uskrzydla mnie nadzieja. I to nadzieja oparta na dotychczasowych osiągnięciach w terapii, a nie na żadnych obiecankach bez pokrycia. Już teraz chodzę dosyć lekko i szybko, no i bez żadnych podpórek w postaci kul, czy kijków, które były mi potrzebne jeszcze rok temu.

Po tych ponad 13 latach męczenia się z koślawym, bardzo ułomnym poruszaniem się, to co jest dziś, to jest cud. Jeszcze ten cud trzeba trochę doszlifować, ale teraz wiem, że jest to możliwe.

Kiedyś zastanawiałam się, co wniosła dobrego do mojego życia depresja, którą przeszłam w swojej młodości. Dziś wiem, że gdyby nie ona, to nie wydarzyłoby się tyle zmian w moim spostrzeganiu życia i ludzi. To było uczenie się życia na nowo.

Dziś zastanawiam się nad tym, co przyniosła mi moja niesprawność ruchowa, do tego trwająca tak długi okres czasu? Jeszcze nie potrafię znaleźć w niej nic pozytywnego, ale na zobaczenie korzyści pewno przyjdzie odpowiednia chwila.

Dziś wiem jedno. Wiem, jak ważne jest chodzenie dla człowieka. Ta wiedza stała się moja, gdy tego normalnego chodzenia mi zabrakło na kilka ładnych lat.

Jest dobrze i niech będzie coraz lepiej.

                     

11:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
środa, 28 marca 2018
Wesołych Świąt.

                                         

Już za kilka dni Święta Wielkanocne. Wszystkim moim miłym Czytelnikom życzę smacznego jajka w gronie najbliższych, pogody w sercu i pogody za oknem i mokrego Śmigusa-Dyngusa.

A co w ostatnim czasie? Tydzień temu wskoczyło mi żebro za żebro. I jeszcze dziś z trudem przewracam się na łóżku. Najtrudniejszy był pierwszy dzień, bo każdy najmniejszy ruch powodował szarpiący ból. Żebro ten skok wykonało w czasie porannego kaszlu. Tak powiedział pan doktór, który wczoraj robił mi USG jamy brzusznej. Pocieszył mnie, że ból utrzyma się przez kilka tygodni. Drobiazg. Całe szczęście, że ten ból łagodnieje i wolniutko się wycofuje.

A co jeszcze? Właśnie po ostatnim sprzątaniu doszłam do wniosku, że jestem bałaganiarą i że moje porządki to gorzej niż u kogoś kompletny pierdzielnik. A wszystko przez moje zbieractwo. Szkoda mi każdej najmniejszej zapisanej karteczki. Tu jest adres, tam rada dotycząca internetu itd.itd.  Nazbierałam tego już taką ilość, że musiałam te karteczki posegregować w małych pudełeczkach, które, oczywiście, zrobiłam sama i teraz nie mam zielonego pojęcia co w którym pudełeczku się znajduje. Jak coś mi jest potrzebne, to mam pół dnia szukania i też nie zawsze to coś znajduję. Mogłabym oczy zamknąć i wywalić to wszystko z hukiem, ale wystarczy, że spojrzę na jakiś drobiazg w pudełeczku i układanie zaczyna się od nowa. Zmieniam tylko od czasu do czasu sposób porządkowania moich skarbów. Część karteczek spinam spinaczami, inne łączę w mały plik zszywaczem do papieru itd. Może ja cierpię na jakąś chorobę? W internecie widziałam mieszkanie człowieka, który gromadził w nim różne znalezione przedmioty i nazbierał tego tyle, że trudno było wejść do środka. Moje zbieractwo jest innego rodzaju. To różne moje zapiski, których być może nigdy nie wykorzystam, ale dobrze mi z poczuciem, że je mam.

Muzyki nie szukałam w internecie. Wstawiłam ją dzięki temu, że zapisana była na jednaj z karteczek.

Ernesto Cortazar El Dia Que Me Queieras.

22:03, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (30) »
wtorek, 27 marca 2018
Inne spojrzenie.

Gdy ostatnio byłam w Warszawie kupiłam nową książkę. Jestem maniakiem książkowym i koło księgarni, czy stoiska z książkami nie potrafię przejść spokojnie. Tym razem zobaczyłam książkę Anthonego do Mello - Odkryć życie na nowo. Książki tego autora bardzo lubię. Pokazują one jak można w nowy sposób patrzeć na siebie, na swoich bliźnich, na świat, w którym żyjemy i na ten dalszy. De Mello w jednej ze swoich przypowieści zachęca nas także do tego, aby w nowy sposób spojrzeć na Boga i na naszą wiarę.

Przytaczam cały fragment z internetu.

Człowiek, który odkrył sztukę rozpalania ognia Brieftip

"Wynalazca

Po wielu latach pracy, pewien wynalazca odkrył sztukę rozpalania ognia. Wziął swoje narzędzia do pokrytych śniegiem pomocnych regionów i nauczył tej sztuki jeden z tamtejszych szczepów, a także pokazał im zalety tego wynalazku. Ludzi tak bardzo pochłonęła ta nowość, że nie podziękowali wynalazcy, który pewnego dnia cichutko wymknął się z wioski. Ponieważ był on jednym z tak rzadkich stworzeń ludzkich obdarzonych darem wielkości, nie pragnął, aby go pamiętano, czy uwielbiano. Szukał tylko zadowolenia z tego, że ktoś skorzystał z dobrodziejstwa jego odkrycia.

Następny szczep do którego się udał, również bardzo pragnął nauczyć się sztuki rozpalania ognia. Ale miejscowi kapłani, zazdrośni o wpływ wynalazcy na ludność, kazali go zamordować. Aby rozproszyć jakiekolwiek podejrzenia o zbrodnię, ustawiono portret Wielkiego Wynalazcy na głównym ołtarzu świątyni, ułożono również liturgię, tak aby imię jego było czczone, a pamięć o nim nigdy nie wygasła. Zadbano z wielką pieczołowitością, aby ani jedna rubryka liturgii nie została zmieniona czy też pominięta. Narzędzia do rozniecana ognia zostały umieszczone w relikwiarzu i mówiono, że mają moc uzdrowienia każdego, kto z wiarą położy na nich swoje ręce.

Najwyższy Kapłan sam podjął się opisać żywot Wynalazcy. Stał się on Świętą Księgą, w której jego pełna miłości dobroć była stawiana wszystkim za przykład, jego chwalebne czyny były wysławiane, a nadludzka natura stała się przedmiotem wiary.

Kapłani pilnowali, by Księga była przekazywana przyszłym pokoleniom, podczas gdy oni samorzutnie interpretowali znaczenie słów wynalazcy i wagę jego świętego życia i śmierci. Równocześnie bezwzględnie karali śmiercią lub klątwą każdego, kto nie zgadzał się z ich poglądami. Byli tak zajęci obowiązkami religijnymi, że ludzie zupełnie zapomnieli sztuki rozniecania ognia." 

I cytat z kupionej przeze mnie książki.

" Najlepszą religią na świecie jest religia zwana miłością. A nie religia zwana Panie, Panie". Anthony de Mello  Odkryć życie na nowo. Poznań 2013. s.112

A gdzie ogień, czyli miłość? Przecież pan Jezus powiedział: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”


Patrzę i zastanawiam się ile jest wiary w słowach przez nas wypowiadanych, a ile w uczynkach? To także lekcja dla mnie. Miłować trzeba wszystkich. A mnie trudno wzbudzić miłość do tych, co tworzą bałagan w naszym kraju. Do tych, co manipulują, występują z agresją i chcą nas wszystkich uczyć, jak mamy żyć.

15:33, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 26 marca 2018
Wiosna.

                        

Pod koniec najbliższego tygodnia temperatura ma wzrosnąć nawet do około 20 stopni C. Taką informację  przekazała mi koleżanka. Zobaczymy, jak będzie. Bardzo bym chciała, żeby już było ciepło. Dziś w domu jest już czyściutko. Sympatyczna pani przyszła z pomocą i posprzątała mieszkanie. Brudne są tylko okna, ale jak im sie przyglądam przez firanki, to brudu nie widać. Okna będą myte w drugiej połowie maja, gdy zrobi się już ciepło na dworze.

Pod koniec najbliższego tygodnia temperatura ma wzrosnąć nawet do około 20 stopni C. Taką informację  przekazała mi koleżanka. Zobaczymy, jak będzie. Bardzo bym chciała, żeby już było ciepło.

Dziś w domu jest już czyściutko. Sympatyczna pani przyszła z pomocą i posprzątała mieszkanie. Brudne są tylko okna, ale jak im się przyglądam przez firanki, to brudu nie widać. Okna będą myte w drugiej połowie maja, gdy zrobi się już ciepło na dworze.

Szlag by trafił. I tu mi urwało po wciśnięciu Zapisz jako szkic.

Piszę od nowa i wściekam się na BLOXa. Taka zabawa - to nie pierwszy raz. Wiem już, że przed opublikowaniem i zapisaniem jako szkic trzeba zapisać tekst przy pomocy Ctrl+C i dopiero publikować. Byłam jednak myślami przy pisanym tekście i bezmyślnie wcisnęłam Zapisz jako szkic i frrrrr tekst pofrunął w siną dal.

Prawdę mówiąc jestem już zmęczona tymi niespodziankami. Do tej pory wydawało mi się, że ja mam myśleć, pisać i publikować a nie domyślać się jeszcze, co BLOX zrobi.

 

19:11, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »