RSS
sobota, 08 lipca 2017
Sobota.

               

To, co napisałam ma znaczyć - Serdecznie Was witam. Zaczęłam się uczyć z Duolingo. Przerobiłam kilka lekcji. Oczywiście to nie ja tłumaczyłam, tylko tłumacz tekstu. Ja tylko się pochwaliłam.

Jest już godzina 20,30. Cały dzisiejszy dzień leniuchowałam. Ostatnio w okolicach południa tak mnie morzy sen, że zasypiam na siedząco. Dzisiaj nie zasnęłam w łóżku, tylko kimałam na siedząco.

Niewielkie pomidorki są już na krzakach. Jeszcze trochę czasu upłynie zanim można będzie je zacząć zbierać. Poziomki się już pokazują. Na dwóch krzakach porzeczkowych też są już owoce i w poniedziałek zabieram się do zrywania ich. Żeby dżem nie był zbyt kwaśny trzeba będzie do nich dokupić trochę jakichś owoców. Może dobre byłyby morele, albo brzoskwinie, ale muszę sprawdzić jaka jest ich cena, bo owoce w tym roku są drogie. Córka zamówiła mi do oprysku owoców i warzyw jakiś nowy ekologiczny środek. To jest chyba M-5. To jest coś w rodzaju sprzedawanej w aptekach flory bakteryjnej dla ludzi, jak ktoś jest z niej wyjałowiony. Można opryskać tym środkiem owoce i od razu je jeść, bo ten środek nikomu nie szkodzi, a wręcz przeciwnie. Podobno te dobre bakterie zasiedlają liście i łodygi roślin i patogeny już nie maja możliwości się wygodnie ulokować na nich. Już opryskałam moje uprawy. Zobaczymy, jak pomidory bez chemii sobie poradzą.

20:52, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (13) »
środa, 05 lipca 2017
Działa? Działa. Ale jak?

Kilka dni nie mogłam sobie poradzić z komputerem. Wiele blogów, w tym mój blog, zmieniły swój wygląd. Na białej stronie były tylko czarne litery ciągnące się od lewego brzegu, aż po prawy. Wszystko było tak dziwne i zmienione, że początkowo nie bardzo wiedziałam jak komentować i jak robić nowe zapisy. Stąd przestoje w prowadzeniu bloga.

Dziś wpadł do nas syn i postanowił sprawdzić, co się dzieje z internetem. Bardzo szybko go naprawił. Okazało się, ze wystarczyło internet oczyścić z różnych śmieci i innego badziewia za pomocą specjalnego programu.

Internet już działa normalnie. A mnie kamień spadł z serca z wielkim hukiem. Teraz dla odmiany nie potrafię nic zrobić w programie graficznym, bo się zaparł i mnie nie słucha. Nie pozwala narysować żadnego kształtu.

Zmęczona już jestem wojowaniem z internetem. Właściwie to nie jest żadna walka. Ja siedzę i wywalam oczy jak cielę na malowane wrota, a program sam decyduje, czego nie wykonać. Jak do tej pory tylko to mu się udaje.

W dodatku upiekłam dziś spory pasztet i okazuje się, że go przesoliłam. Chciałam, żeby miał wyrazisty smak, to ma. Jest to smak wyraźnie słony. Dobranoc. Muszę ochłonąć po niepowodzeniach.

23:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 03 lipca 2017
Wieczór.

Jutro jadę do Warszawy na rehabilitację. Zaczynam lepiej chodzić, choć to dopiero początek mojej kolejnej drogi. Poprzednia droga - to było wychodzenie z depresji. Oczywiście pomagali mi w powrocie do uśmiechniętego świata specjaliści. Teraz bez specjalistów też nic bym nie zwojowała.

Uważnie przyglądam się tym moim drogom i stwierdzam, że po prostu były mi one potrzebne. Jeszcze nie bardzo widzę, co dobrego, oprócz normalnego chodzenia, wyniknie z  tej drugiej drogi. Ale ponieważ ta pierwsza droga bardzo dużo dobrego wniosła w moje życie, to podejrzewam, że i ta obecna też nie będzie nadaremna.

A w domu staram się normalnie żyć. Dziś po wypieleniu warzyw, zrobiłam obiad i umyłam lodówkę. Mycia lodówki bardzo nie lubię, bo nie dosyć, że w kuchni robi się totalny bajzel, to jeszcze i przeglądanie wyjętych zapasów zabiera dużo czasu. Przy okazji widzę, czego kupiłam na zapas, a czego brak. W mojej lodówce obecnie króluje masło roślinne i w dużych ilościach śmietana. Z tego wynika, że jest potrzeba, aby piec ciasto. Dziś już jedno upiekłam. Ostatnio nawet lubię takie pieczenie. Mam malakser i robot do wyrabiania ciasta, więc samo się ono robi. Nie wstawiam zdjęcia, bo ostatnio coś się u mnie porobiło z bloxem i nie jestem pewna, czy zdjęcie by wskoczyło.

Jeszcze tylko muzyka i spać, bo jutro wstaję o 6 godzinie.

23:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
sobota, 01 lipca 2017
Ale się działo!

Jest sobota. Wieczór. Siedzę i myślę. Tak technika poszła do przodu, tyle różnych zjawisk atmosferycznych zostało zbadanych i opanowanych, a wyładowań atmosferycznych w czasie burzy nie potrafili jeszcze ludzie ujarzmić. Podobnie jest z gwałtownymi wichurami, które kładą pokotem drzewa w lesie, zrywają dachy domów i przewody w sieciach elektrycznych.

W ostatnim czasie takie zjawiska atmosferyczne występują u nas dosyć często. W środę piorun, w czasie takiej burzy z wichurą, roztrzaskał u naszego sąsiada żarówkę w żyrandolu, a u nas spalił dwa dekodery od telewizorów, antenę i aparat telefoniczny. Od kilku dni nagłe wichury, burze i ulewy są na porządku dziennym. Za to w ogrodzie wszystko rośnie jak na drożdżach. Widocznie taka pogoda roślinom odpowiada. Ale rosną nie tylko rośliny uprawne, ale także zielsko i znowu mam robotę z pieleniem.

Ostatni tydzień przeznaczyłam na sprzątanie różnych zakamarków w moim pokoju. Do roboty wzięłam się metodycznie. Wszystkie drobiazgi posegregowałam i zamiast wyrzucić lwią część zebranych szpargałów, to ustawiłam je w innym porządku. Pewno, jak będę teraz czegoś potrzebowała, to sporo czasu przeznaczę na szukanie różnych rzeczy.  Od poniedziałku zabieram się za sprzątanie pomieszczenia - garderoby. Mam nadzieję, że przy tym sprzątaniu spacyfikuję swoje trudne do opanowania zbieractwo i wywalę z połowę różnych ubrań, butów i innych zalegających na półkach drobiazgów. Plany są dobre. Zobaczymy, jak będzie z wykonaniem.

Jest sobota. Godzina 20,45, a za oknami znowu słychać padający deszcz. Bardzo dynamiczna jest pogoda w ostatnich miesiącach. Dobranoc. Mam nadzieję, że w nocy nie będzie burzy.

22:47, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
sobota, 24 czerwca 2017
Udokumentowana praca

Dziś był pracowity dzień. oboje z mężem walczyliśmy z zielskiem, które bujnie rosło na działce. Do tej pory mam kłucie w dłoniach, bo bez rękawiczek wyrywałam pokrzywę. Pracowaliśmy pół dnia. Teraz jesteśmy już w domu i ja postaram się pokazać efekty naszej pracy. Czyli, że będzie sporo zdjęć.

A więc zaczynamy.

    

To są pozostałości starych malin schowane w zielsku.

 

A to są te same maliny, ale już bez zielska.

  

A to są maliny sadzone w tym roku z zamówionych sadzonek, ale sadzonki były kiepskiej jakości.

    

Zagon poziomek. Za siatką widać zielsko. Już zostało ono wyrwane, a pod zwieszającymi się gałęziami forsycji (których tu nie widać) posiane są borowiki brzozowe i wyrzucone zostały końcówki ogonków kurek. A nuż jakieś grzybki urosną. Zobaczymy.

   

A tu rosną te truskawki, co to miały owocować od wczesnej wiosny do późnej jesieni, a nie owocują na razie zupełnie. Między rzędami posadzone są sadzonki pomidorów, bo podobno truskawki lubią sąsiedztwo pomidorów, a pomidory truskawek.

     

A to jest kawałeczek truskawek owocujących. Mamy owoce do poskubania na bieżąco, a  z gorszego sortu (truskawek, nie ludzi) zrobiłam już kilka małych słoiczków na zimę. Ta rura z boku miała docisnąć siatkę, żeby kotka nie przechodziła do sąsiadów, ale ona radzi sobie doskonale sobie tylko znanym sposobem.

 

A na tarasie w skrzynce rośnie sałata. Starcza dla nas i jeszcze częstuję sąsiadów.

  

Aby sałaty nie zabrakło wciąż dosadzana jest nowa. To będzie sałata lodowa.

19:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (30) »
czwartek, 22 czerwca 2017
Radości starszej pani.

Nie wiem, skąd wzięła mi się chęć do pracy w ogródku. Rano budzę się z uśmiechem i myślę: - Trzeba wstawać. Tyle jest roboty przy pieleniu zagonków. I wstaję bez oporu. Przeszkadzają mi tylko komary, które czując świeżą krew, rzucają się na człowieka. Dla mnie jest to spory problem, bo chyba jestem uczuleniowcem i miejsca po ukąszeniu tych krwiopijców swędzą w nieskończoność, a podrapania goją się miesiącami. No ale za to jaka radość patrzeć na rzędy poziomek, które zaczynają pięknie owocować, na maliny, które pomieszały się i rosną obok siebie dwie odmiany Polka i Polana. Nie spodziewam się jakichś zbiorów, chociaż na polizanie pewno już trochę będzie. Zawiedziona jestem tylko przysłanymi mi truskawkami, które miały owocować od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Na razie nie ma nic prócz liści, a i tych nie ma zbyt wiele. Na razie pielę te truskawki i obserwuję. Jeśli do jesieni nie będzie widoków na zbiory, to wywalę je i posadzę truskawki zwykłe, których trochę mam i które ładnie owocują, ale krótko  Nie ma co prawda z nich zbiorów dużych, ale z tych które mam zdążyłam już zrobić 10 słoiczków na zimę.

W tym roku w słoikach zamykam to, co rośnie w ogródku. Nie mam zamiaru nic kupować. Może trochę ogórków, bo swoich nie mam.

Po zakończeniu pracy w ogrodzie wybrałam się do sklepów. pojechałam swoim rowerem trzykołowym. Jechało mi się na nim bardzo dobrze. Był tylko jeden problem. Bałam się samochodów tych przede mną i tych za mną. Gdy tylko usłyszałam, że coś jedzie, szybko zeskakiwałam z roweru i czekałam, aż droga będzie pusta. Ja bym świetnie jeździła taką drogą, która jest tylko dla mnie, a takiej jeszcze u nas nie ma i podejrzewam, że nie będzie. Wobec tego pewno będę musiała się przełamać i spróbować przejechać obok jadącego auta.

Na zakończenie wiersz Nadzieja Czesława Miłosza z piękną muzyką.

23:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 19 czerwca 2017
Jutro........

Jutro jadę do Warszawy na rehabilitację i boję się. Dziś cały dzień siedzę w domu i czuję głowę. Właśnie przed chwilą zmoczyłam sobie włosy i chociaż głowa jest mokra, to jednocześnie jest podejrzanie ciepła. Jak tu ją jutro zabezpieczyć? A może przed wyjściem od rehabilitantów zmoczyć włosy i wracać z mokrymi? Będę wyglądała nienormalnie, ale jakoś to przełknę. Mam ochotę założyć na głowę białą zmoczoną chusteczkę. Jakoś muszę sobie poradzić. Już wiem, że nie zabiorę kapelusza, bo pod nim głowa mi się poci i czuję upał. Chyba, że kapelusz zmoczę i założę mokry. Sprawdziłam to dziś na dworze, a jest temperatura podobna do zapowiadanej na jutro. Dobra byłaby biała płócienna parasolka, ale nie mam takiej.

Na razie uszyłam sobie z podwójnej gazy białą chusteczkę na głowę, a do plecaka przywiążę sobie kapelusz i zabiorę z sobą małą butelkę wody mineralnej. Gdy zajdzie taka potrzeba, to będę tą wodą moczyła kapelusz. W upale nie będę długo. Wyjdę na ulicę z Metra Politechnika i wsiądę w tramwaj, który jest tuż przy metrze. A gdy wysiądę z tramwaju, to do rehabilitantów jest kilkadziesiąt kroków.

Oczywiście, mogłabym nie pojechać, ale byłoby to wycofywanie się, a ja chcę normalnie żyć. Dlatego też sama jeżdżę do Warszawy. Ta droga do stolicy w upale to próba pokonania nowego wyzwania. Będzie dobrze, bo musi być dobrze.

Giovanni Marradi - Dreamers.

21:59, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
sobota, 17 czerwca 2017
Trochę o wszystkim.

W piątek przyjechali do nas nasi prawnusiowie. Jak zwykle miałam w związku z tym mnóstwo planów. Wyobrażałam sobie, że będą biegać po dworze, że będą zrywać truskawki, ale chłopcy moje plany w jednej chwili przewrócili do góry nogami. Podłoga w pokoju z telewizorem została zasłana drobniutkimi klockami Lego, a oni rozsiedli się wśród nich i jednym okiem patrzyli na program telewizyjny, a drugim uważnie obserwowali klocki i instrukcje i budowali modele. No a ja zajęłam się gotowaniem rosołu, bo u dziadków zawsze musi być rosół z makaronem.

Miałam wstawić zdjęcia obu naszych piesków. Na pierwszym zdjęciu jest suczka Fionka. To żywiołowy piesek. Po działce biega, jak koń wyścigowy. Ma sporo miejsca do tego biegania. Bardzo się cieszy, gdy podchodzę do ogrodzenia. Gdy ją głaszczę, wspina się na dwie łapy i domaga się dalszych pieszczot. Jest odważna. W czasie burzy z deszczem, błyskawicami i grzmotami leżała ostatnio na trawie, nie uciekała do piwniczki, gdzie pieski mają posłania. Być może chodzi o to, że padający deszcz trochę ją chłodzi. Ma długie, bardzo gęste futro, w którym pewno jest jej gorąco. Ale takie futro nie tylko grzeje, ale i chroni przed upałem. Tak powiedział pan doktór. Nie wiem, jak zachowywałaby się wobec obcych ludzi ale na wszelki wypadek wolę tego nie sprawdzać. To piesek znaleziony wraz z matką i rodzeństwem przez panią dr weterynarii w lesie. Cała gromadka została zabrana i zostały znalezione dla wszystkich piesków domy i nowi właściciele.

Mały tak się dziś kręcił, że z trudem zrobiłam mu zdjęcie. Chyba denerwował go telefon komórkowy, którym usiłowałam go uwiecznić.  Po wyrwaniu chorych zębów i wyczyszczeniu z kamieni pozostałych, odzyskał wigor. Gryzie patyki, biega, szczeka i okazuje radość i wdzięczność. Odzyskał apetyt. Wcześniej z trudem jadł, bo bolał go pyszczek. Pan doktór powiedział, że jest za gruby, ale to już staruszek. Ma 17 lat i na zmianę diety jest już zbyt późno. To przyjaciel nas obojga, ale w pierwszej kolejności mojego męża. Mój mąż jako cukrzyk, stara się chodzić każdego dnia na spacery. W czasie tych spacerów pojawiał się koło niego prawie każdego dnia mały czarny, bezdomny piesek i nie opuszczał go ani na krok. Spacerował tak, aż go wzięliśmy do siebie.

Takich przygarniętych, bezdomnych piesków przewinęło się u nas już sporo.

Jeśli chodzi o krzaczki truskawek, to jest ich malutko. W sumie zajmują z 10 metrów kwadratowych. Ale owoców jest na nich sporo. Z tych truskawek i borówek kamczackich zrobiłam już 6 małych słoiczków dżemu. W środę zbiorę te, które dojrzały i też zamknę je w słoiczkach. Obiecałam sobie, że przerobię tylko to, co urośnie u nas na działce. Zobaczymy, czy dotrzymam słowa. Ale nie mam co rzucać się na robienie przetworów, bo z zeszłego roku zostało jeszcze sporo zapasów. 

 

 

 

23:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
czwartek, 15 czerwca 2017
Już znowu umiem wstawiać zdjęcia.

 

 

Dziś cała seria zdjęć. Udało mi się je wstawić. I to samodzielnie, bez podpowiadania. Jutro postaram się sfotografować mój ogródek, bo dzisiejsze zdjęcia - to fragmenty tarasu. Co prawda przed zrobieniem zdjęć mogłam zabrać szczotkę i szufelkę, które w realu nie rażą, a tu bardzo się uwidoczniły, ale co tam. Są i trudno. Sałata wygląda okazale. Została wyhodowana w doniczce na tarasie. Jest zdrowa bez chemii i oprysków. Nie jest tylko tak krucha jak ta ze straganów. Wyrosła bez żadnej osłony i dlatego jest twardsza. Kotka wieczorem bardzo często układa się przed telewizorem. Pewno jej tu ciepło, no i jest blisko mnie, a jest z niej ogromna pieszczocha. Lubi i mnie i mojego męża.

Już byłam pewna, że wpis razem ze zdjęciami poleciał w siną dal, ale go odnalazłam i wrócił. Boje się teraz kliknąć na PUBLIKUJ, bo znowu może mi uciec.

21:38, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
wtorek, 13 czerwca 2017
Wizyta u lekarza i co dalej?

Dziś byłam na wizycie u lekarza neurologa. A ponieważ ostatnio miałam przykry ucisk w głowie po rozwieszeniu mokrej bielizny na sznurkach ( głowa okręcona była mokrym ręcznikiem, a ja byłam tylko chwilę), zapytałam, czy jestem w grupie podwyższonego ryzyka jeśli chodzi o udar. Odpowiedział, że w swoim czasie coś się jednak zadziało i nie należy wychodzić na słońce, a jeśli już jest taka potrzeba, to kapelusz musi być na głowie i parasolka chroniąca od słońca, czyli dwie osłony. - Na tak postawione pytanie nie udzielę pani jednak odpowiedzi - powiedział.

Zrozumiałam, że muszę bardzo uważać. Nie życzę sobie już żadnych nowych kłopotów. Wystarczy, że stare problemy pomikroudarowe ciągną się do dziś.

Ponieważ dzisiejszy dzień jest pochmurny i wietrzny idę za chwilkę do ogrodu, aby posadzić pod naszą brzozą grzybnię borowika brzozowego. Już się cieszę na zbiór borowików. Lubię eksperymentować. Do lasu na grzyby się nie wybiorę, choć las jest za drogą, bo to jednak dużo chodzenia, a ja mam z tym wciąż jeszcze problemy. Poza tym mam dużą wadę wzroku i jest mocno prawdopodobne, że borowika od leżących zeschłych liści bym nie odróżniła.

Jak mi urośnie choćby jeden borowik, to o tym napiszę. A teraz pokazuję filmik, na którym pan pokazuje swoje borowiki, które wyrosły na jego działce.

10:59, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (31) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 92