RSS
czwartek, 04 maja 2017
Pochmurny i mokry czwartek.

               

Dzisiaj od rana lało. Teraz wyjrzało słonko, to lecę do ogródka dosadzić kilka krzaczków  poziomek i truskawek. Jakoś wyjątkowo w tym roku mam ochotę na uprawy. Co prawda, przy pochylaniu się, nie czuję się komfortowo, bo boli mnie kręgosłup, ale myślę, że znajdę sposób, aby zadbać i o roślinki i o kręgosłup, a owoce to będzie zysk dodany.

Dzisiejszy wpis będzie krótki, bo "coś" mnie bierze. Kicham jak armata. Chustek higienicznych noszę przy sobie po kilka paczek, a i to nie zawsze zdążam wyciągnąć jedną, taki mam katar. Pewno jakaś infekcja daje mi znać o sobie. Za chwilkę idę do łóżka wygrzanego gorącym termoforem.

Jeszcze tylko sympatyczny, pogodny akcent muzyczny i poetycki i.......... Dobranoc.

20:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
środa, 03 maja 2017
Takie sobie opowieści.

Co za diabeł mnie podkusił, aby zamiast zapisać tekst klikając w ctrl+c, to dałam polecenie - zapisz i tekst frrrr poleciał w siną dal. Mało mnie szlag nie trafił, bo zrobiłam długi wpis i tyle z tego, że trochę poruszałam głową. A powinnam przewidzieć taką sytuację, bo tego typu niespodzianki trafiają się dosyć często.

Trudno. Zaczynam od nowa. 

Kupiłam ostatnio mokasyny firmy Walkmaxx z półokrągłymi podeszwami, jak bieguny od kołyski. Nie mogę pantofli  pokazać, bo nie umiem wstawić zdjęcia do bloga. Całe terapeutyczne działanie zależy tu od świetnie wyprofilowanych półokrągłych spodów. Mam nadzieję, że buty + rehabilitacja przyniosą oczekiwane efekty. A wtedy ruszę do chodzenia, jak kiedyś do tańca. Podrywało mnie na każdy takt muzyki.

Gdzie najpierw polecę? Do centralnej części miejscowości, w której mieszkam. Przy cukierni w ciepłe wiosenne i letnie dni stoją stoliki, a przy nich krzesełka. Usiądę sobie i będę polowała na znajomych, aby trochę poobracać ozorem. Lubię takie spotkania i rozmowy o wszystkim i o niczym.

Później wybiorę się z mężem do lasu. Sama boję się urządzać takie samotne spacery, bo a nuż wyskoczy zza drzewa jakiś zabłąkany obcy pies, po którym nie wiadomo czego można się spodziewać, albo co gorsza dzik i co wtedy? A już Jan Brzechwa pisał:

DZIK
Dzik jest dziki, dzik jest zły,
Dzik ma bardzo ostre kły.
Kto spotyka w lesie dzika,
Ten na drzewo szybko zmyka. 

Z tym zmykaniem na drzewo byłyby spore kłopoty. A wiem, że do nadleśnictwa dziki podchodzą aż pod ogrodzenie, a nadleśnictwo jest prawie na brzegu lasu.

A jak będę już całkiem dobrze chodziła, to wybiorę się do Warszawy. Nie po coś, tylko dla czystej przyjemności. Będę szła wolno ulicami i będę patrzyła na spieszących się ludzi, na wystawy mijane po drodze, na przejeżdżające tramwaje i autobusy. I będzie mi tak dobrze, jak dawno nie było.

Ale się rozmarzyłam.

No to na zakończenie wpisu Serenada Schuberta.

19:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 01 maja 2017
Jestem trochę zagubiona.

Wczoraj poczułam się jakbym dostała w łeb na otrzeźwienie. I wcale nie jestem pewna, czy ja się na to otrzeźwienie godzę. Ale do rzeczy.

Zadzwoniła do mnie koleżanka, ta co to kiedyś pocieszała mnie, że może i ona kiedyś zostanie inwalidką tak jak ja. Ta sama, co kilka miesięcy wstecz wydarła się na mnie w sklepie, gdy spontanicznie i bez złej intencji, raczej z ogromnym zdziwieniem powiedziałam, że ma krzywy nos. (Przechodziła zapalenie nerwu trójdzielnego). I wczoraj jak te dwie plociuchary zaczęłyśmy rozmawiać o różnych sprawach, nie pomijając tego, co się dzieje u naszych wspólnych znajomych. W pewnej chwili moja koleżanka powiedziała do mnie: -  A wiesz? Bartek (syn nasze wspólnej koleżanki) jest bardzo ciężko chory. Miał operację kręgosłupa. - No to bardzo mu współczuję - odpowiedziałam. - Ja też przeszłam operację kręgosłupa dwa  lata temu i wiem, jak się człowiek po takiej operacji czuje. - Ale on miał bardzo poważną operację, jest młodym człowiekiem i ma trójkę małych dzieci na wychowaniu. - usłyszałam. W jej głosie poczułam taki ton, jakbym popełniła nietakt mówiąc o swojej operacji.

Rozmowa była spontaniczna i nie podejrzewam, żeby koleżanka chciała mi dołożyć. Ale ja poczułam się źle. Jej słowa poruszyły we mnie coś bolesnego, drażliwego. Poczułam się, jakby koleżanka zlekceważyła moje kłopoty, trudności i przeżycia.

Na razie nie do końca potrafię sobie tę rozmowę zracjonalizować. Czuję się tak, jakby te wypowiedziane słowa ulokowały mnie w takim przedziale wiekowym, do którego niechętnie jeszcze zaglądam.

Na szczęście trafiłam na utwór Kiedyś byłam stara Agnieszki Osieckiej i na monolog pana Poniedzielskiego i od razu wrócił mi dobry humor.

20:35, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (30) »
wtorek, 25 kwietnia 2017
kobietą być.....

Tekst utworu Tuwima miał być nad motywem graficznym, ale jakoś rozciągnął się w dół.

Właśnie wróciłam z Warszawy z rehabilitacji. Cieszę się, bo odnoszę wrażenie, że tym razem rehabilitacja się powiedzie i odzyskam sprawność ruchową. Lepsze chodzenie zapewniają mi także właśnie kupione sandałki firmy WALKMAXX, które mają podeszwę w formie biegunów kołyski. Już trochę lepiej chodzę.

W drodze powrotnej zdumiała mnie dziś starsza pani ( około 80 kilka lat), która młodej dziewczynie zaczęła tłumaczyć, co to znaczy kobiecość. Stąd tytuł mojego wpisu. Otóż według niej kobiecość - to odpowiedni  sposób ubierania się. Najlepiej, gdy na nogach kobieta ma szpilki i ładną spódniczkę na sobie, a nie jakieś spodnie. Od razu spojrzałam w dół na nogawki moich spodni. Może nie są jakieś szczególnie eleganckie, ale są wygodne i zapewniają mi ciepło. Jest to ważne dla mnie, szczególnie teraz wiosną i jeszcze w czasie podróży. Gdy stanęłam w tramwaju, aby już wysiąść, pani podniosła się z siedzenia, nachyliła się do mnie i scenicznym szeptem powiedziała: - Wie pani, w ciucholandach jest dużo ładnych i tanich spódnic.- Wiem - odpowiedziałam, ale mnie w spodniach jest wygodnie. - Po czym wyszłam z tramwaju trochę rozbawiona. Jeszcze jej życzyłam miłego dnia. Też lubię spódnice i mam ich kilka, ale to, co noszę jest moim wyborem i nikt nie będzie mnie pouczał, co mam nosić. Moim zdaniem kobiecość to sporo więcej niż tylko spódnica i szpilki. To chyba przede wszystkim sposób bycia i pewno jeszcze wiele innych rzeczy.

I tu aż się prosi piosenka :  Być kobietą w wykonaniu Alicji Majewskiej.

Teraz, jak zwykle po zabiegu, jestem ogromnie rozbita.

18:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (29) »
piątek, 21 kwietnia 2017
W duszy im gra.

                        

Dziś niebo jest zachmurzone. We mnie w środku też chmury przesłaniają słoneczko. Jestem zamyślona. Jeszcze nie wiem, co z tego zamyślenia wyniknie. Może coś nowego, a może wracanie do starych, znanych spraw, które gdzieś tam zalegają.

Ostatnio trafiłam na dwóch chłopców z rodziny zawodowych polskich artystów. Obaj chłopcy śpiewają. Jeden z nich Adam ma 13 lat, drugi Wojtek ma 17 lat. Nagrali już swoją płytę zatytułowaną Marzenia się spełniają. Myślę, że warto ich posłuchać.

Bracia Kaczmarek - Adam i Wojtek.

14:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
środa, 19 kwietnia 2017
Pisanie...

                          

Ta biała plama, to miała być chmura z której pada śnieg. Wyszła część krowy z nabrzmiałymi mlekiem wymionami. Trudno. Nie jestem grafikiem, tylko osobą, która uczy się, próbuje i popełnia mnóstwo błędów.

Ostatnio na blogu u wielu blogerów jest jakiś zastój. Ja także nie bardzo mam o czym pisać. Jeżeli jeszcze jakiś tekst umieszczam tu w miarę regularnie, to tylko dlatego, żeby nie wypaść z rytmu pisania.


Jeżdżę dalej na rehabilitację i czekam, kiedy będę mogła normalnie chodzić. Przy czym nogi i całe ciało mam w porządku, a moja niesprawność wynika z tego, że mam dużo przykurczy w nogach, w biodrach, pewno też w plecach, chociaż plecami pan rehabilitant jeszcze się nie zajmował. Powiedział, że plecy będą w robocie w następny wtorek. Rehabilitacja jest bardzo bolesna, ale czego człowiek nie zniesie, jak w perspektywie jest sprawność ruchowa.


Na dworze zimno. Podobno ma tak być do końca kwietnia. Nie tylko meteorolodzy zapowiadają chłody, ale i ludzie, z którymi się spotykam. Twierdzą oni, że będzie zimno, bo dopiero zakwitną czeremchy, a w czasie ich kwitnienia zawsze są spore chłody. A poza tym w dzień czterdziestu męczenników było zimno, to czterdzieści dni będą takie.

No i od razu zaczynam się zastanawiać, jak to było kiedyś. Pamiętam 9 kwietnia 1957 roku, bo wtedy oświadczył mi się mój chłopak - dzisiejszy mąż. Nawet nie muszę zamykać oczu, żeby sobie przypomnieć, jak było.

Był wieczór i  W. zaprosił mnie na spacer nad rzekę. Poszła z nami także moja młodsza siostra, ale wyczuwając romantyczne wyznania, szybko się ulotniła. A my szliśmy wolno. Psy dokoła szczekały, księżyc odbijał się w wodzie i było tak dobrze, jak tylko dobrze może być zakochanym ludziom. Pamiętam, że ubrana byłam w bluzeczkę i spódniczkę, a na gołych nogach miałam sandałki. I było mi ciepło. Pocałunek pamiętam do dzisiaj. I ciepłym głosem wypowiedziane słowa - Ty moja czarownico. - Te słowa zdziwiły mnie ogromnie i oprzytomniałam po nich na chwilę, bo czarownica kojarzyła mi się zawsze z wiedźmą, dopiero po chwili dotarło do mnie, że czarownica - bo go zaczarowałam.

A jak to było wtedy z czeremchami? Albo był to wyjątkowy rok bez chłodów wiosennych, albo krew inaczej w nas wtedy płynęła i dodatkowo grzała nas wyznawana miłość.

Rozmarzyłam się trochę. Chyba wciąż siedzi we mnie kawał romantycznej duszy. A żeby romantycznie zakończyć dzisiejsze pisanie wstawiam romantyczny utwór muzyczny. Słowa dopiero będę tłumaczyła, ale zakładam, że są o miłości.

18:18, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
czwartek, 13 kwietnia 2017
Wszystkiego najlepszego.

                           

       Dużo zdrowia, radości, spokoju, pogody ducha i pogody tej za oknem życzy

                                            

19:01, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (27) »
środa, 12 kwietnia 2017
Dziś tylko muzyka.

Po dzisiejszej rehabilitacji jestem ogromnie rozbita. Z trudem siedzę na krzesełku, gdyż bolą mnie wszystkie mięśnie. Miałam odblokowywane jakieś prostowniki w pachwinach nóg i bolą mnie nie tylko pośladki, ale także boli góra pleców. Ano trudno! Niech boli. Wiadomo, że jak się chodziło na nogach z pościąganymi mięśniami przez 12 lat, to teraz bez bólu zreperować się ich nie da.

Jutro napiszę więcej. Dziś nawet siedzieć mi trudno.

Na koniec piękny utwór muzyczny You Raise Me Up. w wykonaniu 12 tenorów.

00:12, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
czwartek, 06 kwietnia 2017
Kwiecień plecień.

                       

Właśnie przylazłam z ogródka z bolącym kręgosłupem i z bolącym miejscem pod kręgosłupem. Sadziłam młodziutkie truskawki i sadzonki malin. Roboty miałam sporo, gdyż najpierw nie poznałam sadzonek truskawek i posadziłam je w miejscu przeznaczonym dla malin, a gdy przyszły maliny, to musiałam wykopać truskawki, posadzić je w innym miejscu, a na poletku po truskawkach posadzić maliny. A pogoda dziś nie rozpieszczała. Co chwila szybko napływały chmury ze wschodu i padał deszcz z gradem. No, ale już jest po robocie, tylko ja nie bardzo mam dziś na czym siedzieć. Zdawałoby się drobiazg, nie robota, a w kościach i mięśniach ją czuję. Posadzone truskawki mają owocować od wiosny do przymrozków, bo to odmiana powtarzająca. Maliny - dobry gatunek, ale sadzonki były nieumiejętnie zapakowane, część zielonych odrostów w drodze się połamała, a korzenie wyglądają nieciekawie. Nie wiem, czy moje podejrzenie jest słuszne, ale wydaje mi się, że to stare karpy zostały podzielone na sadzonki. Trudno. Jakie są takie będą. Pieniądze wydane, sadzonki już są posadzone na zagonku. Zobaczymy, co z nich wyrośnie. A ja szykuję się do rolowania piłki tenisowej chorą stopą. Podobno ma to pomóc w rozciąganiu przykurczy w podeszwie stopy.

17:50, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
niedziela, 02 kwietnia 2017
Wiosenne porządki.

                            

Ciemna noc. Słońce schowało się za jakiegoś stwora na niebie. Czas iść spać, tym bardziej, że jutro przyjeżdżają prawnusiowie. Zakupy są już zrobione. Udka z kurczaka na rosół leżą w lodówce.A ja po dzisiejszym rozbiciu szybko muszę wrócić do formy. Nie ma to jak nowy zastrzyk energii.

W nocy padał obfity deszcz.

. Ogródek jest skopany, poziomki posadzone. Oczywiście, ja ogródka nie kopałam tylko zaproszony pan. Ja tylko posadziłam poziomki i je podlałam biohumusem. Chłopcy przyjechali w piątek po południu. Oczywiście natychmiast zasiedli do oglądania telewizji i prawie nie słyszeli, co się do nich mówi.

Następny dzień - sobota - temperatura powietrza na dworze w granicach 20 stopni, a mali panowie zasiedli przed telewizorem z tabletami w rękach. We mnie złość zaczęła się gotować. Wytrzymałam trochę i zrobiłam rozpierduchę. Zarekwirowałam tablety, wyłączyłam komputer i wygnałam ich na dwór. Byli ogromnie zbuntowani i nieszczęśliwi, ale, gdy dziadek pokazał im grę piłką tenisową (którą mam ćwiczyć przykurcze w podeszwach stopy) nagle okazało się, że na dworze jest fajnie. Wrócili do domu zadowoleni zapowiadając, że po odpoczynku idą znowu na powietrze. Odetchnęłam. Ale ten mój oddech kosztował mnie trochę nerwów, nie wspominając o awanturze i kilku siarczystych przekleństwach, a kląć, niestety, potrafię.

Właśnie w domu jest spokój. Znowu jest obraz w okienku telewizora, a w nim jakieś wygłupy postaci z kreskówek. Chłopaki siedzą wpatrzeni w ekran, a ja zastanawiam się, jak to było, gdy ja i moje rodzeństwo byliśmy mali, a nie mieliśmy dostępu nawet do radia na słuchawki. Radio było ojca i nikt nie miał prawa z niego korzystać. To były czasy tuż po zakończeniu wojny. Oprócz ojca nikt we wsi radia nie miał.

Wracam do tego, co jest teraz. Przeszłość wcale nie była różowa. Nawet można powiedzieć, że była trudna, choć myśli się o niej z nostalgią.

Dziś jest już inny świat i w innych warunkach żyjemy. Teraz trzeba dbać o poprawę kondycji, która w czasie zimy mocno się obniża. Pomyślałam, że gdyby nie moje uprawy, których trochę będzie, to ja tak jak chłopaki całe dnie spędzałabym w domu, pewno przed komputerem, albo w kuchni. Takie zagospodarowane zagonki wręcz zmuszają do poruszania się i to na powietrzu. Samo zdrowie. Co prawda, praca odbywa się z niskiego stołeczka, ale trzeba wyciągać się przy niej w różne strony. W przyszłym tygodniu dostanę sadzonki malin, bo moje się już wyrodziły i prawie nie owocowały ostatnio. Kurierem dostanę też sadzonki truskawek - cztery gatunki: wczesne, owocujące w środku lata i powtarzające, czyli takie, z których powinien być zbiór prawie do przymrozków. Po 10 sztuk każdej odmiany. Dodatkowo zamówiłam 10 sztuk truskawek pnących, które podobno owocują od wiosny do jesieni. Będzie do czego wychodzić na powietrze, nawet wtedy, gdyby rehabilitacja nie do końca się powiodła. Tfu! Tfu! Tfu!

Edward Simoni Po wschodzie słońca HD.

13:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91