RSS
poniedziałek, 31 lipca 2017
Nawet myśleć trudno.

Wokół jest upał. trudno się skoncentrować na choćby jednej myśli. Od takiej pogody wolę już tę która właśnie się skończyła, czyli ochłodzenie, deszcze i burze. Nawet w domu trudno wysiedzieć w tej duchocie. Jedyne, czego teraz potrzebuję, to chłodny prysznic i łóżko.

21:13, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
środa, 26 lipca 2017
Ćwicz, ćwicz Marysiu!

We wtorek, jak zwykle, byłam w Warszawie na rehabilitacji. Tym razem pan rehabilitant kazał mi założyć spodenki i poszliśmy na duży materac, na którym dostałam wycisk. Przez ponad godzinę ćwiczyłam nogi  - ich siłę i prawidłowe ustawienie. W zasadzie ćwiczenia nie były jakieś szczególnie trudne. Nic nadzwyczajnego, a ze mnie lał się pot. Każdy włos na głowie miałam mokry. Okazało się, że nieprawidłowo stawiałam stopy, a do tego lekko pochyliła się do przodu moja sylwetka. No i się zaczęło.

Uczyłam się chodu jak małe dziecko i w czasie tej nauki myślałam sobie, że dziecku lepiej ta nauka idzie, niż mnie. Dziecko się uczy czegoś nowego. Ja ze swoimi starymi 12-letnimi nawykami muszę się najpierw tych nawyków pozbyć, a na ich miejsce wprowadzić poprawne stawianie stóp. Tymczasem nawyki są drugą naturą człowieka i wcale nie jest łatwo się z nimi rozstać. Moją naukę nagrywała telefonem pani pracująca w rejestracji tak, żebym mogła później zobaczyć, jak prawidłowo wszystkie ruchy wykonywać. I przy okazji zobaczyłam w domu nie tylko moje ćwiczenia, ale i swoją sylwetkę. Okazuje się, że jestem grubą babą i tym odkryciem jestem załamana. Dobrze, że dziś dowiedziałam się, że jedzenie ostrej papryki odchudza i to w stosunkowo krótkim czasie. Spróbuję ją wykorzystać.

Co mam na razie zmienić? Przy wyprostowanej stojącej pozycji mam lekko podwijać pod siebie miednicę, jak pies ogon. Najpierw robiłam to przy ścianie, (pod okiem pana Jurka) starając się, aby cały odcinek kręgosłupa do tej ściany przylegał. W takiej pozycji ćwiczyłam też mięśnie nóg rozciągając udami obciążoną linę. Pan rehabilitant kazał mi stopy delikatnie przechylać do środka i w takiej pozycji ćwiczyć. Dostałam też pracę do domu. Mam ćwiczyć każdego dnia. Już się zastanawiam do czego uczepić gumę i i jak ją uwiązać. Ściany w domu mam, więc jest przy czym ćwiczyć dociskanie kręgosłupa. Jutro jadę do miasta po gumę treningową. Tak, że Marysiu kochana! Nie leń się tylko ćwicz.

Poza tym pan rehabilitant powiedział, że w czasie długiego siedzenia przyklejają się powięzie i że trzeba chodzić, nawet wtedy, gdy to chodzenie nie jest komfortowe.

Po wyjściu od pana rehabilitanta lepiej szłam i do tego bez kijków. Ostatnio ich nie używam. Poćwiczę z tydzień i spróbuję przejść się do sklepów po to, aby zobaczyć, czy taki odcinek drogi będę mogła samodzielnie bez podpieraczy pokonać. Jeszcze ze dwa - trzy tygodnie temu tę samą drogę pokonałam z dwoma przystankami i odpoczynkiem, bo bardzo bolały mnie nogi i biodro. Rehabilitacja idzie w dobrą stronę tylko wolno.

Na pocieszenie, że trzeba rozpocząć ostrą pracę w domu, nad własną kondycją i dla dodania sobie energii skoczna melodia w wykonaniu don Wasyla i Zespołu Roma. Już kiedyś ten utwór wstawiałam do bloga, ale dziś też tu pasuje.



22:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (22) »
czwartek, 20 lipca 2017
Rozdwojenie.

Staram się nie pisać o polityce i to nie dlatego, że ona mnie nie interesuje, ale dlatego, że wywołuje we mnie bardzo silne negatywne uczucia. Zadaję sobie pytanie, jak to możliwe, że wielomilionowy naród praktycznie nie ma nic do powiedzenia, oprócz protestów, w sprawach najwyższej wagi i to tylko dlatego, że obecna ekipa zdobyła władzę manipulacjami, oskarżaniem poprzedników i obietnicami bez pokrycia, za które teraz my, jako społeczeństwo płacimy. Że jeden szeregowy poseł trzęsie rządem, parlamentem i polityką tak krajową, jak i zagraniczną bez oglądania się na naszą rację stanu.


Przerzucam się na inne tematy, które tak nie szarpią mi nerwów. Praktycznie nie mam możliwości, aby zmienić to, co się u nas dzieje. Nie mogę nawet wziąć udziału w manifestacjach ze względu na moje problemy z nogami i nie tylko. Toteż kieruję moją uwagę na sprawy maleńkie, na które mam wpływ. To jest dom, ogródek i wyjazdy na rehabilitację do Warszawy.

Po ostatniej rehabilitacji, w czasie której pan rehabilitant zajął się nie tylko moimi nogami, ale także kręgosłupem, boli mnie dół brzucha nawet w czasie siadania. Wiem, że to świetny specjalista i że po zabiegu mogą wystąpić różne objawy, ale miłe to nie jest. Pytałam o zespół niespokojnych nóg i otrzymałam odpowiedź, że na następnej rehabilitacji dowiem się  jak sobie radzić z tymi bardzo przykrymi napięciami, które zmuszają mnie do spacerowania po mieszkaniu w nocy.

Ogródek. Pomidory i te wysokie i te koktailowe rosną i mają owoce. Jeszcze kilka dni i koktailowe będą do zrywania. Poziomki zaczynają się czerwienić. To nie jest jeszcze wysyp, ale po kilkanaście można już zerwać z krzaczków.

Borówka kanadyjska jest oblegana przez ptactwo, karmione zresztą do tej pory przez mojego męża. Dziady paskudne objadają dojrzewające borówki. Wczoraj na krzaki założyliśmy cieniutką  siatkę. Może da się uratować owoce. Do tej pory nie było problemu, bo owocował krzak kiwi, a w tym roku na wiosnę wyskoczył mróz i owoców nie ma.  

09:48, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
niedziela, 16 lipca 2017
Jazda i jazda - to nie to samo.

Dziś przybiegł do mnie Leoś z prośbą, żebym mu pozwoliła pojeździć na podwórku na moim trzykołowym rowerze. Chwilkę pomyślałam, czy mi nie zniszczy moich upraw, które są po obu stronach naszego betonowego wyjazdu na ulicę i bardzo niechętnie, ale jednak pozwoliłam. Powiedziałam, żeby uważał, a gdyby Adaś chciał się także przejechać, to ma go przewieźć w dużym bagażniku z tyłu. Za chwilkę wyszłam wyjrzeć, czy coś jeszcze z moich upraw zostało i oczy stanęły mi w słup, a sztuczna szczęka prawie wypadła. Leoś jeździł na rowerze, jak zawodnik między slalomami. Jechał, wykręcał, robił zwroty tu, gdzie mnie się wydawało, że zawrócić nikt nie jest w stanie. Co to znaczy dziecięce pewne wiary w siebie spojrzenie i brak zahamowań.

Obaj chłopcy jeździli śmiało i pewnie. Pociecha dla mnie jest taka, że ich tata też miał z jazdą problemy, podobnie, jak ja na początku nauki.

13:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
piątek, 14 lipca 2017
Czasami bywa i tak.

Przyjechali dziś chłopcy. Właściwie nie przyjechali, a przywieźliśmy ich z Warszawy. Zwykle, gdy przyjeżdżają, skaczę koło nich jak 30-stka, a nie prababcia i chyba ich trochę rozpuściłam. Najwięcej energii zabiera mi doprowadzenie do tego, żeby się nie kłócili i żeby zjedli, to co im stawiam na stole. Na oglądanie przez nich programów telewizyjnych macham już ręką, bo nie mam siły wojować.

Dziś było inaczej. Zaczęło się od tego, że przed ich przyjazdem miałam dosyć wyczerpujące dwa dni i jedną prawie całą noc. Noc była bardzo trudna, bo miałam zespół niespokojnych nóg w lewej - przeciążonej nodze i nie mogłam leżeć. Ulgę przynosiło tylko chodzenie lub w ostateczności siedzenie. Spałam tylko około 2 godzin. Po takiej nocy byłam całkowicie rozregulowana, a rano wzięłam się ze robienie gołąbków, bo dwie główki kapusty czekały na stole. No i po tych dwóch dniach pojechaliśmy po chłopców. Wszystko jakoś szło do kolacji, na którą zaplanowałam omlet z poziomkami i borówkami amerykańskimi, bo kilka ich już dojrzało. Poziomki i borówki utarłam z cukrem, przetarłam przez sitko, żeby nie było pesteczek i polałam tą gizdrą omlety. No i się zaczęło. Nie chcieli nawet spróbować, bo to nie sok malinowy.( Od razu poznali). A ja zaczęłam rosnąć z wściekłości. Zmęczona po niedospanej nocy, chciałam już pogonić ich do łóżek, a tu grymasy. Wyniosłam sok malinowy z piwnicy, ale okazało się, że teraz już i sok malinowy jednemu z nich nie odpowiada, więc zarządziłam, że pakują się natychmiast do łóżka (śpią obaj na szerokim tapczanie obok mojego pokoju) i ma być spokój, bo za chwilę zacznę gryźć. Przez głowę przelatywały mi myśli, żeby walnąć jakimś talerzem, a najlepiej kilkoma o podłogę, ale nie chciałam dzieci straszyć. Soczyste przekleństwa też pozostały tylko w mojej głowie i w chęciach, aby je wyartykułować.

Ku mojemu ogromnemu zdumieniu obaj chłopcy zasnęli  piorunem, bez zwykłych kłótni, przepychanek, i skarg. A ja spokojnie siedzę teraz i piszę. Jutro przyjeżdża ich tata, więc będzie łatwiej. On się zajmie chłopcami, a ja tylko gotowaniem.

22:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
wtorek, 11 lipca 2017
Nie zgadzam się.

Staram się nie zabierać głosu w sprawach politycznych, ale dziś robię wyjątek. Właściwie nie chodzi mi o samą politykę, ale o ludzi i ich zachowania.

Przyjechał do Polski prezydent Trump, odbyło się jego przemówienie na Placu Krasińskich w Warszawie. W swoim wystąpieniu prezydent Trump wymienił  nazwisko obecnego na uroczystości Lecha Wałęsy. Zdawałoby się normalna kurtuazja, ale też podkreślenie tego, że prezydent wie, kim jest Wałęsa i jakie było jego znaczenie dla zmiany ustroju w Polsce. I przy nazwisku Lecha Wałęsy rozległy się gwizdy dezaprobaty wśród zgromadzonych gości - Polaków, którzy być może urodzili się już w wolnej Polsce i korzystali z dobrodziejstw wolności. 

Lech Wałęsa znalazł się w szpitalu na oddziale kardiologicznym i w związku z tym nie mógł się pojawić na kontrmanifestacji, w Warszawie, na którą wcześniej się wybierał i nawet  zapowiedział publicznie swój udział. I znowu komentarze w internecie, że to unik, że Lech Wałęsa to tchórz. Padło określenie  Bolek  nawiązujące do podejrzeń, że w przeszłości donosił do bezpieki.

A co ja myślę na ten temat?

Według mnie pan Wałęsa przeżył te gwizdy, a to już starszy człowiek i prawdopodobnie ma problemy z krążeniem. Myślę, że mógł się poczuć zaszczuwany przez nieżyczliwie do niego nastawiony zgromadzony tłum ludzi.

 Nie zgadzam się z takim traktowaniem Lecha Wałęsy, jak to miało miejsce na Placu Krasińskich.

 To dzięki niemu i innym walczącym  odzyskaliśmy wolność. Wałęsa ryzykował w trudnych czasach, a przecież miał liczną rodzinę i pewno bał się o nią i o siebie także. Wtedy nie było widać tych, którzy teraz są tacy krytyczni wobec naszego laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Jeżeli doniósł na kogoś w tych bardzo trudnych czasach, to tylko ten człowiek, na którego doniósł, może mieć pretensje, a nie ci, którzy siedzieli w domach i nie narażali się ówczesnym władzom. 

Myślę także, że każdy z nas ma różne grzeszki na sumieniu, bo ideałami nie jesteśmy i trudno a właściwie wręcz niemożliwe jest przeżycie życia bez popełniania błędów. Różnych błędów. Ci obrzucający błotem innych różne grzeszki też mają, tylko być może wolą ich nie widzieć. Tak jest łatwiej, ale jest to nieuczciwe, że nie powiem - podłe.

I słowa Jezusa z Biblii. 

Jezus zamiast wydawać wyroki, wypowiedział słowa: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”.

A podobno jesteśmy katolikami i powinniśmy żyć według Jego nauk.

22:29, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 10 lipca 2017
Ciąg dalszy opowieści.

No więc dziś rano wstałam o godzinie 6-tej. Trudno mi samej w to uwierzyć. Ja, taki śpioch, a tak rano wstałam. Ale miałam konkretny plan. Postanowiłam zerwać poziomki i podlać gnojówką z pokrzyw ogródek. Poziomki na razie kiepsko dojrzewają, ale są krzaczki, które mają dużo zawiązków owocowych.  Chciałam wzmocnić te krzaczki. Mąż rozchylał liście, a ja starałam się polewać ziemię. Nie myślałam, że gnojówka z pokrzywy tak śmierdzi. Nawóz z obory w porównaniu z gnijącą w wodzie pokrzywą, to prawie perfumy. Rośliny, podobno, bardzo tę brązową wodę lubią. Zastanawiałam się, jak zorganizować sobie pracę, żeby  z gnojówką nie mieć bezpośredniego kontaktu. Niestety nie udała mi się żadna ochrona i teraz, gdy połowa ogródka jest już polana, zajeżdża ode mnie jak od skunksa.

W godzinach południowych zrobiłam sobie przerwę przed drugą częścią pracy. Ta druga część - to podlewanie przed wieczorem drugiej części ogródka. Gnojówki sporo już poszło rano. Myślę, że wieczorem zużyję ją całą, a w środę wybiorę się po nową pokrzywę. Będę robiła następny gar 30-litrowy śmierdzącej gnojówki. Skoro to taki rarytas dla roślin, i do tego za darmo, to nie ma się co zastanawiać.

A wieczorem szorowanie w wannie i łóżko, bo jutro jadę na rehabilitację. A za kilka dni przyjeżdżają prawnusiowie i prababcia z pradziadkiem muszą być w formie. Mam nadzieję, że po dzisiejszym nawożeniu i podlewaniu trochę poziomek na grządkach będzie, bo Adaś je bardzo lubi. Leoś w dalszym ciągu nic surowego nie je. Poziomek też. Tak po prostu ma.

20:03, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
sobota, 08 lipca 2017
Sobota.

               

To, co napisałam ma znaczyć - Serdecznie Was witam. Zaczęłam się uczyć z Duolingo. Przerobiłam kilka lekcji. Oczywiście to nie ja tłumaczyłam, tylko tłumacz tekstu. Ja tylko się pochwaliłam.

Jest już godzina 20,30. Cały dzisiejszy dzień leniuchowałam. Ostatnio w okolicach południa tak mnie morzy sen, że zasypiam na siedząco. Dzisiaj nie zasnęłam w łóżku, tylko kimałam na siedząco.

Niewielkie pomidorki są już na krzakach. Jeszcze trochę czasu upłynie zanim można będzie je zacząć zbierać. Poziomki się już pokazują. Na dwóch krzakach porzeczkowych też są już owoce i w poniedziałek zabieram się do zrywania ich. Żeby dżem nie był zbyt kwaśny trzeba będzie do nich dokupić trochę jakichś owoców. Może dobre byłyby morele, albo brzoskwinie, ale muszę sprawdzić jaka jest ich cena, bo owoce w tym roku są drogie. Córka zamówiła mi do oprysku owoców i warzyw jakiś nowy ekologiczny środek. To jest chyba M-5. To jest coś w rodzaju sprzedawanej w aptekach flory bakteryjnej dla ludzi, jak ktoś jest z niej wyjałowiony. Można opryskać tym środkiem owoce i od razu je jeść, bo ten środek nikomu nie szkodzi, a wręcz przeciwnie. Podobno te dobre bakterie zasiedlają liście i łodygi roślin i patogeny już nie maja możliwości się wygodnie ulokować na nich. Już opryskałam moje uprawy. Zobaczymy, jak pomidory bez chemii sobie poradzą.

20:52, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (13) »
środa, 05 lipca 2017
Działa? Działa. Ale jak?

Kilka dni nie mogłam sobie poradzić z komputerem. Wiele blogów, w tym mój blog, zmieniły swój wygląd. Na białej stronie były tylko czarne litery ciągnące się od lewego brzegu, aż po prawy. Wszystko było tak dziwne i zmienione, że początkowo nie bardzo wiedziałam jak komentować i jak robić nowe zapisy. Stąd przestoje w prowadzeniu bloga.

Dziś wpadł do nas syn i postanowił sprawdzić, co się dzieje z internetem. Bardzo szybko go naprawił. Okazało się, ze wystarczyło internet oczyścić z różnych śmieci i innego badziewia za pomocą specjalnego programu.

Internet już działa normalnie. A mnie kamień spadł z serca z wielkim hukiem. Teraz dla odmiany nie potrafię nic zrobić w programie graficznym, bo się zaparł i mnie nie słucha. Nie pozwala narysować żadnego kształtu.

Zmęczona już jestem wojowaniem z internetem. Właściwie to nie jest żadna walka. Ja siedzę i wywalam oczy jak cielę na malowane wrota, a program sam decyduje, czego nie wykonać. Jak do tej pory tylko to mu się udaje.

W dodatku upiekłam dziś spory pasztet i okazuje się, że go przesoliłam. Chciałam, żeby miał wyrazisty smak, to ma. Jest to smak wyraźnie słony. Dobranoc. Muszę ochłonąć po niepowodzeniach.

23:07, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 03 lipca 2017
Wieczór.

Jutro jadę do Warszawy na rehabilitację. Zaczynam lepiej chodzić, choć to dopiero początek mojej kolejnej drogi. Poprzednia droga - to było wychodzenie z depresji. Oczywiście pomagali mi w powrocie do uśmiechniętego świata specjaliści. Teraz bez specjalistów też nic bym nie zwojowała.

Uważnie przyglądam się tym moim drogom i stwierdzam, że po prostu były mi one potrzebne. Jeszcze nie bardzo widzę, co dobrego, oprócz normalnego chodzenia, wyniknie z  tej drugiej drogi. Ale ponieważ ta pierwsza droga bardzo dużo dobrego wniosła w moje życie, to podejrzewam, że i ta obecna też nie będzie nadaremna.

A w domu staram się normalnie żyć. Dziś po wypieleniu warzyw, zrobiłam obiad i umyłam lodówkę. Mycia lodówki bardzo nie lubię, bo nie dosyć, że w kuchni robi się totalny bajzel, to jeszcze i przeglądanie wyjętych zapasów zabiera dużo czasu. Przy okazji widzę, czego kupiłam na zapas, a czego brak. W mojej lodówce obecnie króluje masło roślinne i w dużych ilościach śmietana. Z tego wynika, że jest potrzeba, aby piec ciasto. Dziś już jedno upiekłam. Ostatnio nawet lubię takie pieczenie. Mam malakser i robot do wyrabiania ciasta, więc samo się ono robi. Nie wstawiam zdjęcia, bo ostatnio coś się u mnie porobiło z bloxem i nie jestem pewna, czy zdjęcie by wskoczyło.

Jeszcze tylko muzyka i spać, bo jutro wstaję o 6 godzinie.

23:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (16) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 94