RSS
środa, 27 września 2017
Szaleństwa ciąg dalszy.

Dalej rzucam się na wszystko, co się da przerobić. Siedzę w kuchni i obieram, siekam, duszę i wekuję. Dziś zakisiłam kwas buraczany z własnych buraków. Podobno jest bardzo zdrowy, a tych buraków z zagonka zebrałam miskę, czyli tyle, co kot napłakał. Ale nasze buraki są ekologiczne, czyli kwas powinien być super zdrowy.

Wczoraj przygotowałam, a dziś zamknęłam w słoikach peperonatę. Przepis znalazłam w internecie i  podobał mi się. Oprócz cebuli podduszonej na oliwie z oliwek, pokrojonej w kostkę papryki, dodałam zgodnie z przepisem pokrojone w kostkę pomidory, czosnek, xylitol, czyli cukier brzozowy, troszkę drobno pokrojonej papryczki chili, miód (łyżka) sól i pieprz, a na końcu dwie łyżki octu winnego. Po uduszeniu i doprawieniu warzyw spróbowałam jak smakują. To była poezja, nie potrawa. Czegoś tak dobrego dawno nie jadłam. Tak przygotowane warzywa można wykorzystać do makaronu, do ryżu, a właściwie prawie do wszystkiego.

I w tym momencie przyszło mi do głowy, że może ta potrawa tak mi smakowała, bo jestem już zmęczona siedzeniem przy garach. Trudno. Robotę trzeba zrobić. Przed domem, na świeżym powietrzu czekają jeszcze dwie główki kapusty, które jutro będę się starała zakisić.

22:11, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
niedziela, 24 września 2017
Jesień przyszła szybko

        

Upalne dni lata nagle się skończyły, jakby ktoś uciął je nożycami. Nastały jesienne szarugi, które trwają u nas z maleńkimi przerwami od 1 do 24 września. Kwiaty stoją jeszcze na tarasie, ale już ich nie podlewam, bo robi to deszcz. Pnącze zgubiło już większość liści i zmieniło ich kolor.

         

W zeszłym roku o tej porze było na nich jeszcze pełno zieleni. Kot coraz chętniej wyleguje się w domu na fotelach lub łóżku. Widać, że czuje zbliżające się chłody. 

Pani, która przychodzi sprzątać, będzie dopiero 18 października. Zastanawiam się, czy to nie zbyt późny termin. Mogą już być przymrozki, a nawet może padać śnieg. A przed wstawieniem drzewek do pokoju trzeba umyć okna i uprać firanki, bo później będzie to już niemożliwe.

Kto wie, czy za mycie okien nie wezmę się jutro sama. Najtrudniejsze w tej operacji jest dla mnie zdejmowanie i wieszanie firanek. Mycie okien - to pryszcz. Myślę jednak, że i tę trudność da się jakoś rozwiązać. Od czego są dobre pomysły i pomoc męża.

Spiżarnia jest zaopatrzona przyzwoicie. Jeszcze kapusta została mi do kiszenia, bo w tym roku robię sama.

Teraz będzie czas na czytanie literatury, na rozwiązywanie krzyżówek, no i na gimnastykę, którą rozpoczęłam już dziś rano. Po takiej nawet niewielkiej dawce ruchu od razu inaczej się człowiek czuje. Jeszcze wieczorkiem idę na podwórko trochę pochodzić, bo stanowczo zbyt dużo siedzę.

A teraz piękna muzyka. Co prawda nie na temat i nastrój poważny, ale bardzo podoba mi sie ten utwór i jego wykonanie.

The Flight of the Eagle music by Ennio Morricone.

19:03, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
czwartek, 21 września 2017
Wyjaśnienie.

Od pewnego czasu coś dziwnego dzieje się w Bloxie. Gdy chcę odwiedzić blogi, to pojawia się napis na monitorze:

- Pętla przekierowań.

A niżej: -  Firefox wykrył, że serwer przekierowuje żądanie tego zasobu w sposób uniemożliwiający jego ukończenie.

I jeszcze niżej: - Problem ten może się pojawić w wyniku zablokowania lub odrzucenia ciasteczek.

Nie mam zielonego pojęcia co to są te ciasteczka w komputerze. Dla mnie ciasteczka są wyłącznie na talerzu i raczej ich nie odrzucam. Co ciekawe jednego dnia nie mogę prawie do nikogo na blog wejść, a następnego dnia, część blogów jest odblokowana, ale muszę sprawdzać, do których mogę już wejść.  I znowu zablokowanie. Taka huśtawka trwa już jakiś czas i jest bardzo męcząca. Poza tym wielu blogerów może odnosić wrażenie, że to ja nie odwiedzam ich z jakichś tam względów, podczas, gdy ja nie mogę wejść na blogi. Już nawet przyszła mi do głowy myśl, że może ktoś z Zarządu dopatrzył się u mnie jakiejś nieprawomyślności i blokuje mi wejścia na wszelki wypadek. Piszę o tym, żeby wyjaśnić sytuację.

20:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
niedziela, 17 września 2017
Jesienne nastroje.

 

Coś nie zapowiada się na złotą polską jesień, ani na babie lato. deszcze i chłody są każdego dnia. Po ostatnim dniu upałów pod koniec sierpnia, z dnia na dzień nastała plucha i gdyby nie liście wciąż wiszące na drzewach, to pogoda prawie listopadowa. Siedzę w domu, jak stary grzyb i tylko wymyślam, co tu jeszcze upchnąć w słoikach i skąd brać małe słoiki, bo te są najwygodniejsze. Jeszcze trochę i zacznę obierki z ziemniaków przerabiać, jak mi się skończą pomysły. No, ale czymś trzeba się zająć. Choćby tylko po to, żeby pracowały ręce, bo już nawet nie głowa. Głowę trzeba oszczędzać. Ostatnio ta moja głowa trochę mnie zaniepokoiła. A spowodowała to moja pamięć krótkotrwała i jakieś dziwne uciski w jej wierzchu. Poszłam do sklepu i spotkałam swoja dawną uczennicę. I nagle w ułamku sekundy zapomniałam jak ona ma na imię. Przed chwilą wiedziałam i pustka. Do dziś nie mogę sobie przypomnieć, a im bardziej usiłuję sobie przypomnieć, tym silniejsza blokada pamięci następuje. Moja koleżanka, której poskarżyłam się, powiedziała. Trudno, żebyś pamiętała imiona wszystkich swoich uczniów. Ale ja wiem, że to tylko pocieszanie. Kiedyś szłam do sklepu. Listę zakupów miałam w głowie, a nie na kartce i nigdy niczego nie zapomniałam kupić. Stosowałam taką metodę. Liczyłam ile mam zrobić zakupów. Produkty do kupienia ustawiałam alfabetycznie i liczyłam ile ich wszystkich powinno być. (np. masło, mleko, maślanka, pieczywo, ziemniaki 5 rzeczy do zapamiętania, itd. czyli włączałam alfabet i cyfry) Czasami tych zakupów było dużo, a ja starałam się pamiętać 12 i więcej produktów i nigdy pamięć mnie nie zawiodła. Teraz dobrze, jak z kartką wszystko kupię. Pewno tę pamięć i kojarzenie trzeba ćwiczyć. Ale czy to pomoże? Najważniejsze, że nie zaszkodzi.

15:14, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
wtorek, 12 września 2017
Nie wyłażę z garów.

Od początku wakacji nie wyłażę z garów. Ostatnio zrobiłam pastę pomidorowo-paprykową z przepisu Skarlet. Jest pyszna. Trochę się namieszałam drewnianą łyżką w wooku, podczas zagęszczania pasty, ale warto było. Moje znajome, które jej spróbowały też będą taką pastę robiły. Jeden słoiczek zaniosę obok jakiejś postnej potrawy na kolację wigilijną. Jeszcze tylko zleję sok z pokrojonej i zasypanej cukrem pigwy, zapasteryzuję go, zrobię dżem z odsączonych owoców i za tydzień lub dwa gdy dojrzeje czary bez, to z jego owoców zrobię sok na zimę na przeziębienie. Będę go używała zamiast leków aptecznych. Jeszcze się zastanawiam, czy nie zakisić trochę kapusty. Co własna kiszonka - to własna. Bez żadnych kwasków itd. A do tego będzie w niej dużo soku, który jest nie tylko zdrowy, ale i przepyszny.

Czyli u mnie kot z całą kocią rodziną.

Dziś jeszcze raz ćwiczę wstawianie utworów muzycznych. Utwór Perła w wykonaniu Ernesto Cortazara.

19:51, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
czwartek, 07 września 2017
Znowu próba z wstawianiem muzyki.

Dziś najpierw muzyka, bo nie mogę zapomnieć instrukcji.

No i po opublikowaniu z zapisanego kodu ma się zrobić muzyka. Ano zobaczymy.

Inaczej się teraz trochę wstawia muzykę, niż było to do tej pory.

18:41, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »
środa, 06 września 2017
Jesień zagląda do naszych okien.

         

Pogoda paskudna. leje, siąpi, mokro bez przerwy. Po upałach bez żadnego łagodnego przejścia od razu zimno, wietrznie i dżdżyście. Kotka obżera się nieprzytomnie, więc wnioskuję, że nadchodzą dłuższe, spore chłody, a może ostra zima. Wszystko możliwe.

Do takich nagłych zmian w pogodzie człowiekowi też trudno się przystosować. Ja chodzę ospała, coraz częściej zawieszam się wpół słowa, potrzebne do wypowiedzi wyrazy uciekają mi z głowy, jak spłoszone nagle ptaki.

                   

J e s i e ń

Jesień mnie cieniem zwiędłych drzew dotyka,
Słońce rozpływa się gasnącym złotem.
Pierścień dni moich z wolna się zamyka,
Czas mnie otoczył zwartym żywopłotem.

Ledwo ponad mogę sięgnąć okiem
Na pola szarym cichnące milczeniem.
Serce uśmierza się tętnem głębokiem.
Czemu nachodzisz mnie, wiosno, wspomnieniem?

Tak wiele ważnych spraw mam do zachodu,
Zanim z mym cieniem zostaniemy sami.
Czemu mi rzucasz kamień do ogrodu
I mącisz moją rozmowę z ptakami?

Leopold Staff




 

21:33, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
niedziela, 27 sierpnia 2017
co dzisiaj?

 

 

Ostatnie dwa dni miałam bardzo pracowite. Upiekłam pasztet z bakłażanów i pieczarek. Za chwilę idę wyjmować go z piekarnika. Ciekawa jestem, czy będzie dobry? Spróbowałam. Jest trochę dziwny, dosyć spoisty i ostry. Nic dziwnego. Dałam do zmiksowanych pieczarek i bakłażanów sporo kaszy mammy i trochę mąki ziemniaczanej, nie mówiąc o ostrych przyprawach. Dopiero jak się na wierzch da majonezu to nabiera smaku. Upiekłam go, bo mam dość wędliny wszelakiej. To nie znaczy, że wędliną obżerałam się ostatnio bez opamiętania. Po prostu w lecie mięsa się nie chce jeść, tym bardziej, że wciąż pamiętam smaki kuchni wegetariańskiej.

Miałam napisać o wałku do rolowania ciała. Kupiłam trzy w jednym, czyli kijek wyrzeźbiony, kręcący się na osadzonych rączkach i dwa wałki: jeden cieńszy z piankowymi wypustkami, drugi grubszy - gładki. Jeden w drugi i trzeci się chowają i powstaje z trzech jeden wałek. Rollery świetnie się nadają do rolowania wszelkich bolących miejsc w ciele i do tzw. zespołu niespokojnych nóg. Już je wypróbowałam. Pan rehabilitant twierdzi, że nie można sobie nimi zrobić krzywdy.Trzeba masować z wyczuciem, spokojnie. Można delikatnie masować nawet szyję.

Co jakiś czas mam napięcia mięśniowo-powięziowe w ciele i wtedy na ogół mam noc z głowy. Ostatnio delikatnie rozmasowałam cienkim rollerem męczące miejsca i napięcia się uspokoiły. Pomyślałam, że można nimi także wałkować wszystkie bolące miejsca, np okolicę lewej pachwiny, która mnie często boli, gdy chodzę. Też pomaga. Rollery wykorzystuję także do rolowania ciała tuż po obudzeniu się, gdy ruszam palcami nóg i czuję w tych nogach bolce miejsca.

Dobrze, że je kupiłam.

20:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (26) »
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
Trochę tego i owego.

Dzisiejszy wpis - to raczej sprawozdanie, a nie opowieść, ale trudno.

Jutro znowu jadę na rehabilitację. Teraz, po opierdzielu, grzecznie już ćwiczę i na dodatek spowiadam się z tego, co robię. Prawie każdego dnia wysyłam sms-em wiadomość, co robiłam. Tak, jak pan Jurek kazał. Zrobiła się ze mnie grzeczna dziewczynka, a nie stanowcza starsza pani.To nie znaczy, że z chęcią do tych ćwiczeń się zabieram, ale jak mus, to mus.

Wczoraj wyciągnęłam z zamrażalnika kawałek pasztetu własnej roboty. Tuz po upieczeniu był zbyt słony, a teraz nagle nabrał smaku. Pewno najlepszy będzie, jak się skończy. Następny pasztet będzie wegetariański - z cukinii. Właśnie znalazłam w internecie przepis i jutro po powrocie z Warszawy kupię potrzebne produkty. Cukinia wisi na siatce odgradzającej naszą działkę od sąsiadów. Sąsiadka - bardzo miła osoba - nie przyznaje się do cukinii, która przelazła na moją stronę. Sama jestem ciekawa, co z tego przepisu się narodzi? Czy będzie to rewelacja, czy knot? Być może knot, ale to mnie nie zniechęca. Należę do eksperymentatorów.

Po ostatnich deszczach nie byłam jeszcze w ogródku. W ciągu tych kilku dni pewno są już do zbierania poziomki, późne truskawki, a być może także trochę malin. Na początku wiosny żaliłam się, że sadzonki malin się nie przyjęły, a tu wyrósł las. Jak dobrze pójdzie to będzie jeszcze trochę późnych owoców.

Zapada wieczór. Kot koło płota drażni się z psami, a w szczególności z Fionką. Co Fionka  podejdzie do płota, to kocica próbuje ją łapą z pazurami zaczepić. Jest odważna, bo od suki dzieli ją ogrodzenie. Jak psy biegają po całym obejściu, to kotka taka odważna nie jest. A ja idę za chwilę do wanny i do łóżeczka, które już na mnie czeka z utęsknieniem.

19:55, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (29) »
niedziela, 20 sierpnia 2017
Ale leje........

Dziś od rana leje deszcz. Przed domem i przed furtką stoi jezioro. Ja siedzę w domu i kombinuję, czym by się tu zająć. O wyjściu na dwór nawet do ogródka nie ma mowy. Komputer chyba od nadmiaru wilgoci zawiesza się co chwilę. Oszaleć można.

Wczoraj sprzątnęłam przyzwoicie dwie łazienki. Dziś nie wypada brać się za jakąś większą robotę, bo to niedziela, więc siedzę i myślę, czyli bawię się w myśliwego. Tego od myślenia, a nie tego od flinty i strzelania do zwierzaków. U nas wszystkie zwierzaki są bezpieczne. Kiedyś mój mąż na naszej działce znalazł jeża i przyniósł go do domu. Jeż miał na szyi ciasno zawiązany sznurek. Mój mąż delikatnie i z dużym trudem ten sznurek podwadził i ostrożnie go przeciął, a jeża wyniósł do lasu. Nawet szkoda mi było, bo nie miałabym nic przeciwko temu, żeby taki tuptuś łaził po mieszkaniu. Ale pewno zwierzakowi lepiej na wolności niż w domu. 

Z nudów kombinuję, co tu robić i oczywiście przychodzą mi do głowy same ciekawe pomysły. Np. A może by ususzyć trochę pomidorków koktajlowych, a później włożyć je w aromatyzowaną oliwę z oliwek? Mam sporo takich pomidorków w ogródku, bo pięknie krzaczki obrodziły. Szkoda je zmarnować. Tylko jest pytanie zasadnicze: - Czy lepiej zmarnować te pomidorki, które rosną na krzaczkach, czy te, które być może nieumiejętnie wysuszę, po czym wypierdzielę spokojnie na kupę kompostową. A może ktoś z Was takie pomidorki robił i zechciałby się podzielić swoimi doświadczeniami. Za wszelkie pomysły będę wdzięczna.

Wszystkich moich Czytelników serdecznie pozdrawiam.

11:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (19) »