RSS
piątek, 09 marca 2018
Piątek 9 dzień marca.

Pojutrze pierwsza niedziela bez handlu w sklepach. Z jednej strony pracownicy sklepów pewno się cieszą. Będą mogli zaplanować sobie czas po swojemu. Z drugiej strony wszystko ma swoją cenę. Wolny czas pracowników też. Tą ceną może być obniżenie wynagrodzeń w handlu. Mogą być zwolnienia ludzi, mogą być podwyżki i tak wysokich już cen. Ekonomia kieruje się swoimi prawami, a właściciele sklepów nie podejrzewam, żeby mieli ochotę zgodzić się na obniżenie zysków.

A co to oznacza dla nas klientów? Ja do sklepów w niedziele wpadałam sporadycznie. Ale dla mnie ważne jest to, że mogę iść lub mogę pozostać w domu. To mój wybór. Bardzo nie lubię, gdy ktoś za mnie decyduje, co mam robić i kiedy.

10:33, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (28) »
środa, 07 marca 2018
Ćwiczę!

Tak mnie pan Jurek zmotywował delikatnym opierdolem, że dziś dwa razy ćwiczyłam. Rano starałam się porozciągać trochę mięśnie, które przykurczyły mi się, gdy przestałam ćwiczyć jogę leczniczą, a wieczorem ćwiczyłam nogi metodą Feldenkraisa. Teraz, podejrzewam, nie mam już szans dojść do takiej formy jaką miałam 10 lat temu, ale gdyby motywacji mi starczyło, to może dałoby się jeszcze choć trochę rozruszać stare kości. 

Przy okazji uczę się na nowo jak włącza się płytkę w komputerze. I tu była mi potrzebna pomoc wnuczki. Bez tej pomocy nici byłyby z ćwiczenia. Po pierwsze nie mogłam znaleźć przycisku, aby otworzyć miejsce na płytkę. Po drugie nie wiedziałam którą stroną położyć płytkę na wysuniętej szufladce. Po trzecie gdy szufladka z płytką już była w komputerze, nie wiedziałam jak uruchomić odtwarzanie.

Same ćwiczenia metodą Feldenkraisa są bardzo spokojne, wydawałoby się, że nie jest potrzebny do nich żaden wysiłek, a mnie co chwila kurcze łapały w nogach i ciśnienie trochę się podniosło. Ale dobrze będzie. Mam nadzieję, że pan Jurek nie będzie musiał ponawiać ochrzanu.

23:56, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
wtorek, 06 marca 2018
Do ćwiczeń marsz!

Dziś po trzech tygodniach przerwy pojechałam na rehabilitację. Dużo gorzej mi się szło, o czym natychmiast poinformowałam pana Jurka. Na to moje skarżenie się pan Jurek zadał mi jedno pytanie:

-  Ile pani siedzi przed komputerem?

-  Kilka godzin - odpowiedziałam, bez określania dokładnej ilości.

-  Tak to można bez końca. - usłyszałam. -  Godzina siedzenia i 10 minut chodzenia - powiedział pan Jurek. I wytłumaczył mi co się dzieje w czasie siedzenia z mięśniami.

No i dziś wprowadzam w życie zalecenie. Dowiedziałam się także, że ten mój zespół niespokojnych nóg, co to w nocy spać mi czasami nie daje też jest odpowiedzią organizmu na zbyt długie siedzenie. Mam rozciągać mięśnie, bo są przykurczone.

Wygląda na to, że trzeba będzie poważnie wziąć się za gimnastykę poranną, a nie wymyślać sobie przeszkody. Tak, że Marysiu kochana nie leń się, tylko bierz się do roboty. Nikt za ciebie roboty całej nie odwali.

A mogłoby się zdawać, że tak staram się poprawić swoją sprawność, a okazuje się, że zwyczajnie się lenię.

Czyli dziś jeszcze chwilkę chodzenia przed położeniem się do łóżka i jutro od rana do roboty. No i wody trzeba pić więcej, czyli 1,5 - 2 litry dziennie, a nie tak, jak do tej pory kilka filiżanek.

22:31, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (17) »
niedziela, 04 marca 2018
Kim jestem ?

Kim jestem? Na tak postawione pytanie odpowiedź nie jest prosta. Jestem kobietą, jestem starszą osobą, jestem romantyczką itd. itd. Może ważniejsze jest pytanie jak ja siebie widzę? No i boję się, że moje widzenie nie jest realistyczne. Ja siebie widzę jako jeszcze młodą osobę. To prawda, że ilość lat, prawda, że nie te siły fizyczne, ale duch jest wciąż młody. Jakoś nie umiem na siebie spojrzeć, jak na matronę. Jeśli starość, to sposób myślenia, to nie jest jeszcze źle. Jeśli chodzi o sprawność fizyczną - trochę z tym gorzej. Nie ma jednak co szukać dziur w całym.

   

Próbowałam dziś zrobić słone ciastka serowe. Przepis wzięłam z internetu, a ciastka wyszły takie, że dobrze będzie, jak ptaki zechcą je podziobać. Coś okropnego. Ani smaku, ani zapachu, a piekły się niezmiernie długo. Czyli z ciasteczek serowych już jestem wyleczona.

Wyhodowane przeze mnie kiełki z nasion i szczypiorek z cebulki posadzonej w doniczce pięknie wyrosły, czyli w domu zapachniało wiosną.

Mam ochotę jutro założyć już wiosenne obuwie. Mam bardzo wygodne sandałki i jutro w nich wybieram się do sklepów. Jeśli nie będzie padało, to na nogi założę wełniane skarpety, pod nie włożę polarowe kapcie, które kiedyś sama sobie uszyłam i na to założę sandałki. Aby tylko nie padało, to nie zmarznę, a iść będę prawie jak za dobrych dawnych czasów.  Moje sandały mają półokrągłą podeszwę i pomagają w przetaczaniu stopy od pięty do palców. Od razu inny jest komfort chodzenia. Ale jeśli będzie mróz, to moje plany biorą w łeb.

22:41, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (25) »
sobota, 03 marca 2018
Już marzec.

                         

Jeden wpis poleciał w przestrzeń, więc tylko szybko napiszę, że dziś kisiłam białą kapustę, bo wcześniej zakiszoną już zjedliśmy. A jutro przymierzam się do główki czerwonej kapusty. Też chcę ją zakisić. Veanka pisała, że jest bardzo smaczna i zdrowa, tylko ma mało soku. Dołożę jabłek i marchwi. Zobaczę, co wyjdzie. Dobrze mi zrobi taka robota, bo ostatnio snuję się po domu, jak przysłowiowy smród po gaciach. Zamiast się zebrać do kupy i choćby trochę poćwiczyć, to jestem jakaś rozmemłana. Nic mi się nie chce, a to, co robię, to na siłę.

 


 

23:36, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (15) »
czwartek, 01 marca 2018
Leśmian i piękna poezja.

 Żeby się trochę oderwać od rzeczywistości, która mnie bardzo przygnębia, dziś cały wieczór spędziłam z poezją Bolesława Leśmiana i wstawiam jego utwór - Dzień skrzydlaty.

22:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (12) »
wtorek, 27 lutego 2018
Znowu trudno mi uwierzyć. A jednak. Pozytywny obrazek.

Przedwczoraj nagle przestał mi działać komputer. Wszędzie, gdzie starałam się wejść pokazywały się różowe strony. Ponieważ przy komputerze spędzam sporo czasu, więc zaczęłam szukać jakiegoś sensownego rozwiązania. Pierwsza myśl była: - Poprosić wnuka o pomoc. Wnuk przyszedł, wszystko w komputerze posprawdzał, obejrzał router i powiedział, że to prawdopodobnie sprawa routera, bo nie wszystkie światełka w nim świecą. Potrzebna jest nazwa użytkownika i hasło.

Matko kochana! Jakie hasło? Jaka nazwa? Wnuk poszedł do domu, do siebie, a ja zostałam i zaczęłam myśleć, bo podobno myślenie w takich sytuacjach - to podstawa. Myśli przelatywały mi przez głowę jedna po drugiej. Może trzeba jechać do salonu Orange. A co oni bez podstawowych danych zrobią? Przypomniało mi się, że na korytarzu w wielkim pudle trzymam różne dokumenty dotyczące komputera i różnych umów i opłat. Wyciągnęłam to pudło, żeby sprawdzić, czy tam jakichś danych nie znajdę. Pierwsza kartka, jaką wyjęłam to była ta z danymi użytkownika. Wstawiłam zaszyfrowane dane do komputera, ale komputer nie odpowiadał. Na dole strony zobaczyłam nr telefonu, na który trzeba dzwonić w razie jakichś problemów.

Zadzwoniłam. Zgłosił się młody chłopak, któremu się przedstawiłam, mówiąc, że weszłam właśnie w 83 rok życia, że w sprawie komputera nie jestem zanadto kumata, że liczę na jego cierpliwość i pomoc. Chłopak wypytał mnie o nazwę routera, o światełka, które świecą, a które nie. Powiedział, ze jego zdaniem awaria jest po ich stronie i że zaraz zgłosi problem do techników.  Za chwilkę ponownie wstawiłam dane i internet zaczął działać.

Jak ja się ucieszyłam. Po pierwsze sama sobie poradziłam, a po drugie działał mi znowu komputer. Toteż zadzwoniłam do Orange ponownie, aby podziękować i plusy wstawić chłopakowi. Myślałam, że na tym koniec. Aż tu koło południa przyjechało dwóch panów z Orange, aby się dowiedzieć, czy z komputerem i z routerem wszystko już jest w porządku. Przy okazji powiedzieli mi za co poszczególne światełka na routerze odpowiadają i ile ich musi się świecić.

To jest firma - pomyślałam. Ale z siebie też zadowolona jestem. Okazuje się, że jeszcze potrafię ruszyć głową. Z tej radości wstawiam dziś dwie swoje grafiki.

19:45, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (18) »
Trudno mi uwierzyć.

W Wirtualnej Polsce  znalazłam taką informację. Cytuję ją, żeby nie było żadnych przekłamań w interpretacji tekstu. Mnie samej jest trudno uwierzyć w to, co przeczytałam.

"Rząd ma się w środę zająć ustawą, która pozbawi stopni generalskich m.in. Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka. Politycy PiS chcą iść jeszcze dalej i zmienić im napisy na nagrobkach, a nawet przenieść groby w inne miejsce"

Normalnie, aż mnie zatrzęsło. Co się dzieje? Do czego my dochodzimy? Nie godzę się na ciągłą walkę, nawet ze zmarłymi. Do tej pory zmarli pozostawiani byli w spokoju. Mieli prawo odpoczywać w swoich grobach, kimkolwiek byli za życia. Sąd nad nimi pozostawiany był już Bogu, a nie zajadłym ludziom - nienawistnikom.

Mam pytanie. Czy ktoś pomyślał o tym, co czują rodziny tych zmarłych? Co np. czuje córka pana generała Jaruzelskiego i jego wnuk? A inni? Jakim prawem ktoś zakłóca ich spokój i prawo do normalnego życia w społeczeństwie, w którym się wychowali, pracowali i w którym dziś żyją?

I my uważamy się za naród katolicki, pełen miłości do bliźniego swego.

09:53, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (14) »
niedziela, 25 lutego 2018
Siarczysty mróz.

                       

 

Jutro mam wyjazd do Warszawy po wkładki do butów, a we wtorek wyjazd na rehabilitację. Trochę się boję, bo mrozisko okrutne, a ja jestem osobą, której w ciepłym domu jest zimno, no i mam swoje lata. Oczywiście ciepło się ubiorę. Wagony w pociągu są ogrzewane, a po przyjeździe do Warszawy zamówię taksówkę w jedną i w drugą stronę. Oczywiście do pociągu, a nie do domu. Będzie to nowe doświadczenie. Telefon naładowany będę miała przy sobie w razie czego TFU! TFU!, TFU! 

Podobno do odważnych świat należy. Zobaczymy, jak to będzie w moim wypadku.

Z jednej strony trochę się boję tego jutrzejszego wyjazdu, z drugiej strony jednak kusi mnie, żeby spróbować. Na wszelki wypadek dziś ubiorę się ciepło i po zjedzeniu gorącej zupy grochowej na udkach z kurczaka, pójdę się przejść po ulicy. Zobaczę, jakie będzie moje samopoczucie przy minus 10 stopniach mrozu. Co prawda -10 to nie -20 stopni mrozu, a taką temperaturę zapowiadają na jutro.

Idę się ubierać i wychodzę. Ciąg dalszy wpisu będzie po powrocie z mrozu do domu.

Już jestem. Na dworze nie byłam zbyt długo. Było bardzo sympatycznie. Ubrałam się, jakbym miała zdobywać szczyt w Himalajach i było mi ciepło. Ostatnio martwiłam się o nasze psy, które siedzą w nocy pod dwoma żarówkami - kwokami w piwniczce pod schodami. Właściwie to nie piwniczka a warsztat mojego męża. Ja patrzę, a obydwa nasze pieski rozłożyły się na śniegu. Co prawda futra maja solidne, ale na brzuchu tego futra jest mniej, a one sobie leżą, bo tak lubią.

13:13, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (20) »
piątek, 23 lutego 2018
Dziś Fraszki S. Leca

Dziś wstawiam fraszki Stanisława Leca.

 Co może powstać z niczego? Prowokacja.

Gdy kłamstwo zyskuje prawo obywatelstwa, nie staje się tym samym prawdą.

Kto daje zawsze satyrykom prawo ciskania gromów? Panujące bezprawie.

Są sztuki tak słabe, że nie mogą zejść ze sceny.

By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd.

Ciasnota umysłowa się rozszerza!

Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajcie go sobie zabrać.

Sumienie miał czyste. Nieużywane.

 Człowiek lubi się śmiać. Z innych.

Niech sobie ten przepis przeczyta elita, że każda śmietanka na deser jest bita.

Czy pan jest martwy, czy żywy? Nie wiem, czekam na dyrektywy.

Biedni, którym trzeba komendy, żeby wiedzieli, którędy.

Łatwiej zmieniać fronty, niźli horyzonty

Najpierw długo radzą mędrce, potem klei się naprędce.

Ci, którzy mają ideę w gębie, mają ją zazwyczaj w pobliskim nosie.

 

01:38, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (29) »