RSS
środa, 27 lutego 2013
Chyba nadchdzi wiosna i czas się wziąć za sprzątanie.

Z zaśnieżonych ulic znowu zleciał śnieg. Leży jeszcze tylko na poboczach. Powietrze ma już zapach wiosny. Ptaki coraz rzadziej przylatują do naszego karmnika, tak że kot nie ma już na kogo polować przez zamknięte okno. Szczekał po kociemu na ptaki, łobuz jeden.

Wyszłam się przejść, bo temperatura już przedwiosenna, ale po przejściu paru kroków doszłam do wniosku, że wygodniej będzie na rowerze. Toteż wyciągnęłam starego grzmota, na którym jeżdżę już jakieś kilkanaście lat i pojechałam na nim aż do sklepów, jakieś 800 metrów. Bardzo dobrze mi się jechało. Lubię spotkać znajomych, pogadać, ale dziś nie miałam okazji. Ludzie w większości siedzą jeszcze w domach. W sklepie na wszelki wypadek kupiłam torby na różne zbędne rzeczy, jakich nagromadziłam już mnóstwo w domu. Od jutra zabieram się do generalnego sprzątania.

Książki, trzeba przebrać i część oddać do biblioteki, a część po prostu wyrzucić. Najważniejsze są jednak ubrania i różne drobiazgi. Już wiele razy obiecywałam sobie, że przebiorę to wszystko i wyrzucę, co już jest niepotrzebne. Ba, kiedy w czasie sprzątania okazuje się, że mam same potrzebne rzeczy. Sprzątając, co jakiś czas wpadam w zdumienie: -To ja to mam? A przecież szukałam tego pół roku temu i nie mogłam znaleźć. I ciach, na półkę. O spódnica, w której chodziłam mając lat pięćdziesiąt kilka. Dziś nie wchodzi mi na jedną nogę, ale to pamiątka. Po takim sprzątaniu, mam taki sam bałagan, tylko równo poukładany. Jestem typową chomikarą.

Tym razem będzie inaczej - obiecuję sobie. Takie gromadzenie zbędnych rzeczy to podobno cecha ludzi starych, a ja chyba aż tak staro się nie czuję, choć lata swoje już mam. No, pewno będę musiała powalczyć z sobą, żeby stare nawyki sprzątaniowe nie wróciły. Ale co tam. Nie pierwszy raz będę walczyła z sobą. Tak nawet myślę, że jeśli już walczę, to z sobą lub czasami z mężem. (Biedny mąż znosi cierpliwie moje humory). W stosunku do innych jestem dosyć ugodowa.

23:06, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
wtorek, 26 lutego 2013
Fantazje myślowe...

  Dziś już dwa razy zaczynałam pisać jakiś tekst i dwa razy go wyrzucałam. Myśli dotyczące różnych spraw krążą mi po głowie. Być może chodzi o to, że zastanawiam się, co mogą oznaczać moje sny, powtarzające się, jak mantra. Wiem. To jest symbolika senna, ale przecież czegoś ona dotyczy.

I sen. Dwa (lub jeden) piętrowe budynki w budowie, a w bezpośrednim sąsiedztwie mały prostokątny cmentarz między sąsiednimi domami. Ten cmentarz czasami troszkę się przesuwa, po czym w następnym śnie znowu wraca na swoje miejsce.

II sen. Sanatorium, w którym się kuruję lub z którego mam wracać. Jakieś paki do zabrania, ciężary, które mam sama dowieźć aż do domu. I kombinacje. Jak sobie z tym poradzić? Może część rzeczy zostawić, np jakieś stare i ciężkie kołdry, poduszki, a może część wysłać pocztą?

Te sny powtarzają mi się tak często i od tak wielu miesięcy że nie potrafiłabym ich już zliczyć.  Nie wierzę w senniki, więc nie mam co tam szukać wyjaśnienia. Przychodzą mi do głowy myśli, że w czasie snów z mojej podświadomości wychylają głowy szczerząc zęby lęki dotyczące śmierci, umierania i całej tajemnicy istnienia. Oczywiście, bardzo chciałabym zrozumieć, przybliżyć się do tej tajemnicy, chociaż w minimalny sposób, toteż z zapałem rzucam się na artykuły przekazujące wiedzę naukową. Aha! Mamy 11 wymiarów. Tak podobno wynika naukowcom w badaniach nad teorią strun. Jakie to jest konkretne, realne znaczenie dla nas? A podobno jest mnogość wszechświatów. Co z tego wynika?

A może coś jest nie tak ze mną? Jestem przekonana, że logicznie myślę, ale chyba jestem zagubiona w swoich snach, niepokojach, różnych zwątpieniach i myślach.

Z tego, co ostatnio piszę wygląda chyba, że jestem pesymistką. Myślę, że jest we mnie i optymizm i pesymizm i jeszcze wiele innych stanów, które przeżywam tu i teraz i które tworzą moje życie emocjonalne.

12:37, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (5) »
niedziela, 24 lutego 2013
Drobiazgi...Chyba.

Od jutra zabieram się za gimnastykę. Mam nadzieję, że tym razem obietnicy dotrzymam. Problem polega na tym, ze siedzę długo w nocy, bo jestem sową, a nie skowronkiem. Toteż rano lubię sobie pospać.  A gimnastyka rano jest najlepsza. Jak wygospodarować godzinę na gimnastykę, a później przeznaczyć czas na leki, śniadanie, wyprawę pieszą do sklepów (800 m.), bo rowerem po śniegu jechać się boję. Później gotowanie obiadu itd. A na wszystko mam czasu niezbyt dużo.

Kiedyś byłam bardzo dobra w umiejętnym organizowaniu sobie czasu, ale od momentu udaru, po którym wystąpił niedowład nogi, ta organizacja bierze w łeb. Najlepiej organizuję sobie siedzenie i to wszędzie, w domu, koło sklepu, w aptece itd. Aby tylko było jakieś miejsce, to klap i siedzę.

A tu życie płynie i zostawia mnie w tyle z moimi wcześniejszymi pasjami i zainteresowaniami za moimi rówieśnikami i znajomymi.

Chyba się trochę powtarzam, ale trudno. Tak jest, jak człowiek żyje jakąś sprawą z własnej woli lub z konieczności. A tyle mam do zrobienia. Plany, pomysły. Tylko zabierać się do roboty. Jeszcze dodatkowo z książki "W stronę słońca. Jak oswoić grozę śmierci",dowiedziałam się, że samorealizacja człowieka łagodzi lęk przed tym, co ostateczne. 

A więc do działania. Sama jestem ciekawa, jak przeorganizuję swój czas, aby zdążyć ze wszystkim. Za parę dni będę mogła dokonać podsumowania.

23:16, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 lutego 2013
Bez słów.

Dziś jest szaro i mglisto na dworze i szaro i mglisto jest we mnie. Jestem nastrojona do zamyślania się, do odpływania od rzeczywistości gdzieś w nieznane... Jestem pełna obaw, niepokoju, choć lekarz wczoraj po obejrzeniu moich wszystkich badań stwierdził, że mam przed sobą jeszcze przynajmniej cztery lata życia, bo tyle żyje obecnie przeciętna kobieta. Tak powiedział. Czyli nie jest źle.

Pojawiają się pytania o sens istnienia. O to, jak swoje dotychczasowe życie przeżyłam. Jaką naukę z tego życia wyniosłam. Co zmieniłam we wcześniejszym patrzeniu na świat i na ludzi. Czuję, że dostałam od życia wielki dar, którego nie doceniałam w chwili jego otrzymania. Dostałam taką lekcję, że z ogromnym trudem mogłam się pozbierać i to dzięki wysokiej klasy specjalistom. Sama nie dałabym rady. Ale od losu, czy od Boga dostałam i lekcję, i pomoc.

Gdyby nie to, co przeżyłam chyba nie umiałabym dorosnąć wewnętrznie, dojrzeć. Gdy pomyślę, jaką kobietą mogłabym być dziś bez tej nauki, to robi mi się niedobrze. Nietolerancja, zarozumialstwo , poczucie wyższości z jednoczesnymi ogromnymi kompleksami i brakiem poczucia własnej wartości. podpieranie się ciągłe autorytetami, jakbym nie mogła mieć własnego zdania w  prawie żadnej sprawie. Taka mogłam być także jeszcze dziś gdybym nie dostała szansy, na to, aby się zmienić. Nauka bywa bolesna, ale czasami warto ją dostać.

Nie twierdzę, że jestem dzisiaj ideałem. Nie jestem. Mam teraz inne problemy, ale jednocześnie mam poczucie, że znalazłam drogę, czasami bardzo wyboistą, ale prowadzącą do celu, który jest już pewno ostateczny, a dalej jedna wielka niewiadoma. Może coś, a może nic.

Nie jest to optymistyczny wpis, ale dziś mija czwarty miesiąc od śmierci mojej Siostry i pewno ma to wpływ i na mój nastrój i na widzenie świata i życia ludzkiego. Może jutro lub pojutrze wyjrzy słońce i na to, co dziś przygnębia spojrzę inaczej, jako na coś bardzo kolorowego.

Will Rogers napisał: "Nie ma nic stałego, oprócz zmian". A Roman Gary dodał: "Nie można pytać życia o sens, można mu tylko samemu sens nadać".

19:35, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (3) »
Może nie na temat...

Tak sobie pomyślałam, że między słuchać i usłyszeć jest kosmiczna różnica i że większość problemów bierze się z braku umiejętności "słuchania ze zrozumieniem"...

A obrazek masz ode mnie w prezencie. Następny wstawisz już sama- na pewno! :))

                                                                                An. /anonimowo/ ;)

10:22, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
piątek, 22 lutego 2013
Książki

Próbowałam wkleić jakiś obrazek do bloga i zaparło mi się. Muszę się jeszcze trochę pouczyć. A już dwa razy mi się udało. No cóż, do cierpliwych świat należy. Nie dziś to jutro musi mi się udać. Muszę uważnie przestudiować książkę "Internet dla seniorów". Może znajdę tam jakieś wskazówki.

Ostatnio kupiłam znowu kilka książek. To, że kupiłam  A. Laughina "Bóle kręgosłupa. Skuteczne metody walki i zapobiegania" nie jest dziwne. Kręgosłup mnie boli, więc może warto ją przeczytać, a jeszcze lepiej wykorzystać podane ćwiczenia w praktyce. (Już widzę, jak ćwiczę). "Czy Pan Bóg jest szczęśliwy i inne pytania" L. Kołakowskiego, razem z następną "Fala jest morzem" W Jagera. Rozmowy o duchowości" mogą być bardzo interesujące. Ale po co kupiłam Anny Szyszkowskiej Butryn "Jak szybko opanować język obcy?Wybierz metodę najlepszą dla siebie". Nad tym się właśnie zastanawiam.

Już wcześniej próbowałam się nauczyć jako samouk języka angielskiego, ale nic mi z tego nie wyszło. Przeszkody się mnożyły. Po pierwsze nie miałam odpowiedniej motywacji. Do żadnego kraju, w którym posługiwałabym się językiem angielskim nie wybieram się. Po drugie nie mam już żadnych szans na to, aby tak poznać język obcy, żeby móc tłumaczyć teksty i zarabiać jakieś pieniądze na tłumaczeniach. Po trzecie zaczęłam chyba w niewłaściwy sposób, bo od słówek. Być może wybrałam złą metodę. Przy przeglądaniu właśnie tej książki rzuciłam okiem na radę, aby do różnych przedmiotów w mieszkaniu przypinać, czy naklejać na nich karteczki z nazwami w języku obcym. Podobała mi się ta rada i liczę na to, że takich ciekawych pomysłów znajdę tu więcej.

Nie jestem pewna, czy moje zainteresowanie nauką języka obcego nie wynika między innymi z faktu, że moja koleżanka sama nauczyła się języka angielskiego i że moje dzieci i wnuki go znają. Jedni bardzo dobrze, inni słabiej, ale jednak. A tymczasem ja, okazuje się, jestem ignorantem w tych sprawach.

Dodatkową korzyścią byłoby ćwiczenie mózgu. Pamięci, koncentracji itd. I być może Alzheimer o mnie zapomni.

A w ogóle nie potrafię przejść spokojnie obok księgarni. Po wejściu do środka,tracę rozsądek.

Jeszcze raz próbowałam wkleić obrazek. Ale nici.

22:05, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
czwartek, 21 lutego 2013

Jest wieczór. Siedzę przed komputerem i czekam, aż mi trochę spadnie ciśnienie. Dziś w porównaniu z poprzednimi wieczorami nie jest bardzo wysokie, ale kardiolog kazał mi trzymać je do 140, jako że jestem po udarze. Jutro do niego jadę, więc coś pewno wymyśli.

W domu każdy w swoim pokoju zajęty swoimi sprawami, nawet kot znalazł sobie jakiś przytulny kącik i siedzi cicho. Taki wieczór nastraja do marzeń, do refleksji. Im jednak jestem starsza, tym trudniej mi o marzenia. A refleksje? Też chyba dzisiaj nie jestem do nich nastrojona.

Raczej jestem zamyślona i zasłuchana. Z komputera leci nastrojowa muzyka, słyszę recytacje  wybitnych polskich aktorów. I nagle wiersz Krzysztofa Cezarego Buszmana "Przewodnik po chmurach" w interpretacji Krzysztofa Kolbergera. Zauroczył mnie. Nie znałam wcześniej poezji tego poety.

 

23:10, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (2) »
środa, 20 lutego 2013
Rozwój duchowości

Rozwój duchowości obrazuje chyba najlepiej opowieść z książki Modlitwa żaby t. II. Autorem jej jest Anthony de Mello SJ. Przytaczam ją poniżej.

"Pewien człowiek natrafił na wysoką wieżę i wszedłszy do środka stwierdził, że jest całkiem ciemna. Macając dookoła, natrafił na kręte schody. Ciekaw, gdzie wiodą, zaczął się wspinać, a gdy się wspinał,odczuł rosnący w sercu niepokój. Obejrzał się więc za siebie i z przerażeniem zobaczył, że za każdym razem, gdy wchodził na stopień, poprzedni odpadał i znikał. Przed nim schody wiły się w górę, a on nie miał pojęcia dokąd wiodą; za nim ziała olbrzymia czarna pustka".

Myślę, że ta opowieść obrazuje nie tylko rozwój duchowości człowieka, ale też ma wiele wspólnego z pracą nad rozwojem osobowości.

A kto wie, czy nie ma wiele wspólnego także po prostu z życiem człowieka i z jego trudami wspinania  się w górę poprzez kolejne dni, miesiące i lata aż do śmierci. Tylko w życiu to wspinanie się jest w pewnym sensie zaprogramowane od narodzin, aż do końca, a nie polega tylko na ciekawości.

I dwa aforyzmy do tego tematu:

"Smak życia to właśnie umiejętność przeżywania". Antoni Kępiński

" Osobowość kształtuje się nie przez piękne słowa, lecz pracą i własnym wysiłkiem". Albert Einstein

11:52, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lutego 2013
I znalazłam przyczynę...

Patrzę przez okno. Sypie drobny śnieg. Przez noc napadało go już kilkanaście cm. Jest czysto, biało i pięknie. Jeszcze wczoraj jechałam rowerem do sklepu, a dziś już się nie da.  Siedzę przed komputerem i próbuję coś pisać. Zastanawiałam się, jakim tematem się zająć, ale myśli krążą zupełnie gdzie indziej. Przez ostatnie trzy dni wieczorem zupełnie niespodziewanie podnosiło mi się ciśnienie. Czy pisanie może być tego przyczyną? - zadałam sobie takie pytanie. Bo z reguły skacze mi właśnie w trakcie pisania.

Mierzę ciśnienie i oczywiście już jest podwyższone. Captopril idzie do przodu.

Nie wiem, czy się jakoś napinam, czy zbyt mocno angażuję się emocjonalnie w swoje pisanie. Fakt pozostaje jednak faktem, że gdy piszę, ciśnienie mi wzrasta. Co ciekawe, nie ma tego w czasie rozmowy z koleżankami, nawet na tematy podobne do tych, co w moim pisaniu.

A może...Tfu! Chyba ta myśl, która przeleciała mi przez głowę nie jest prawdziwa. Pomyślałam przez małą chwilkę, że może chcę bardzo dobrze wypaść w oczach moich potencjalnych czytelników. W końcu ktoś to, co ja napiszę może przeczytać. Co sobie o mnie pomyśli. Dobrze, czy źle?

A już myślałam, że ten okres, kiedy chciałam, aby to, co robię podobało się innym, mam już za sobą. A tu proszę, być może jeszcze czkawką mi się odbija. Jak to człowiek sam siebie dobrze nie zna. To jak może poznać innego człowieka.

Zmierzyłam sobie jeszcze raz ciśnienie. I co? Spadło, a captopril nie zdążył jeszcze zadziałać. Czyli z podejrzeniem trafiłam bez pudła. Znowu mam nad czym popracować u siebie.

18:21, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 lutego 2013
Rozważania o życiu

Kiedy byłam jeszcze młodą kobietą i miałam nawał prac i tych w domu i tych w zakładzie pracy rzeczywistość wydawała mi się bardziej prosta. Wszystko było oczywiste. Jeżeli kochałam członków swojej rodziny, to byłam przekonana, że oni to odbierają tak, jak ja to czuję. Nie było innej możliwości według mnie. Jeżeli coś mówiłam, to wiedziałam, że wyrażam taką i taką treść i koniec. Nikt nie mówił wtedy, że mogą być różne poziomy komunikacji. Przynajmniej ja o tym nie słyszałam.

Pamiętam do dziś jakim dla mnie prawie szokiem była informacja, że ludzie tak odbierają nasze uczucia, jak my im to pokazujemy. Ja nie byłam przyzwyczajona do okazywania swoich uczuć innym. Czyli co? Czy moi bliscy czuli się kochani przeze mnie, czy nie? Co z moich słów odbierali nie tak, jak ja bym chciała?

Dziś te rozważania są już poza mną. Od tamtej pory przeszłam długą drogę. Czy dziś potrafię lepiej funkcjonować w świecie? Nie wiem. Czy potrafię lepiej kontaktować się z ludźmi? Mam nadzieję, że tak.

Czasami mam uczucie, że tracę wspólny język z młodymi ludźmi. Widzę taki obrazek. Płynie rzeka.  Jej nurt jest bystry. Wszystko, co płynie tym nurtem porusza się szybko do przodu. W pewnym miejscu rzeka tworzy prawie stojące rozlewisko. Tam ruch wody jest niepomiernie wolniejszy. Czuję, że tym szybkim nurtem płyną młodzi ludzie, a ja jestem w rozlewisku. To wszystko, co ja zdobyłam płynąc szybko wcześniej dla tych dziś płynących jest jak wracanie do skansenu. A ja bym chciała być pośrednikiem między tym, co było, a tym co jest, w dobrym tego słowa znaczeniu.

Czy to jest samotność przeżywania. Pewno tak. W jakimś sensie. Ale przecież to ode mnie zależy jak się będę czuła i umiała znaleźć w dzisiejszym świecie. Nikt mnie do tego świata młodych ludzi nie wprowadzi. Sama muszę znaleźć sposób, aby się poczuć ważną i jeszcze potrzebną częścią, społeczeństwa, a nie kimś w rodzaju inwalidy, który potrzebuje już tylko emerytury i opieki. Wiem. Rodzina. Kontakty z ludźmi. To wszystko jest bardzo ważne. Ale to chyba nie załatwia wszystkiego. Ja chciałabym robić coś interesującego dla siebie. Pociąga mnie rozwój osobowości, rozwój drogi duchowej. Oczywiście z bardzo dobrym przewodnikiem.

Dzisiejsze rozważania, jutro mogą się diametralnie zmienić, tak jak wszystko w życiu. Wszystko może zacząć wyglądać inaczej. Zobaczymy, co życie przyniesie. I na tym pewno polega jego urok.

 

22:28, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »