RSS
niedziela, 11 sierpnia 2013
I tak źle i tak niedobrze.

Dzięki Bogu skończyły się upały. Rzęsisty deszcz zmył ostatnie ślady przegrzania. Wreszcie można odetchnąć pełną piersią.

Ale o dziwo po całym dniu i dwóch nocach odpoczynku wyłazi u mnie zmęczenie, którego nie czułam wcześniej. W czasie upału byłam na większych obrotach, zachowywałam się jak człowiek nastawiony na walkę z naturą. Teraz nastąpiło klapnięcie. Jestem senna, trudno mi się zmobilizować do najprostszego działania. No i zaczynają mi już marznąć stopy, co do tej pory się nie zdarzało w lecie. Na marznięcie był czas późną jesienią i zimą.

Czyli i tak źle i tak niedobrze.

Pewno, prawdziwą sztuką jest uchwycić każdy moment w życiu. Jest to jednak niemożliwe. Zawsze pozostaje wybór.

12:09, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
czwartek, 08 sierpnia 2013
Spróbuj odpocząć...

Kiedy nadszedł pierwszy dzień ekstremalnych upałów, rano jak zwykle pojechałam rowerem do sklepów. Kapelusz na głowie, ubranie lekkie. Od razu wzięłam sobie zimną wodę do picia, bo żar mimo wczesnej pory lał się z nieba. Usiadłam w cieniu przy stoliku i poczułam, że muszę szybko wracać do domu, bo źle się poczułam. Oddałam do cukierni niedopitą wodę, wskoczyłam na rower i co tchu popędziłam do domu. Po całym upalnym dniu usiadłam wieczorem do komputera, aby trochę oderwać się od niepokoju, jaki mi cały czas towarzyszył. Rzuciłam okiem na propozycje i zobaczyłam horoskopy. Kiedy indziej nic by mnie one nie obeszły, ale akurat tego dnia szukałam czegoś, co oderwie moje myśli od problemów ze zdrowiem. Otworzyłam i co widzę? Pierwsze zdanie wypisz, wymaluj jak dla mnie: Daj sobie wreszcie spokój z licznymi zadaniami, które nieustannie przed sobą stawiasz i wreszcie odpocznij. I jak tu nie wierzyć w horoskopy? Jak człowiek chce, to zawsze w nich coś znajdzie dla siebie.

Jutro ma być już normalne lato z temperaturami lekko powyżej 20 stopni. I dzięki Bogu. Bardzo źle znoszę upały. Mój mąż też, jak na zawołanie, dostał bólu w biodrze i w nodze. Z ogromnym trudem się porusza po mieszkaniu.

A jeszcze tak niedawno leżałam, na słońcu, z odkrytą głową i tylko przewracałam się, jak placek na patelni, aby się równo opalić. Opalanie przeszło u mnie już do historii. Widzę wyraźnie z ilu to już rzeczy musiałam zrezygnować ze względu na swój wiek i dużo mniejszą sprawność fizyczną. Jeden rzut oka i widzę, że kurz leży we wszystkich możliwych miejscach w mieszkaniu. Z regału mogę go spokojnie wytrzeć bo nie muszę się schylać. Ale z podłogi nie wiem, jak się go pozbędę. Mam wielkie kłopoty z pracą na kolanach. Właściwie nie wchodzi ona już w rachubę. Całe szczęście, że głowa pracuje mi jeszcze zupełnie nieźle, chociaż i tu zdarzają mi się wpadki.

Mąż prosił, żebym mu kupiła maść do smarowania nogi. Poszłam do apteki, kupiłam maść i chciałam ją włożyć do torby z zakupami. Otworzyłam torbę i ze zdziwieniem patrzyłam, co w niej jest. Jakoś nie mogłam skojarzyć, że ja te produkty kupiłam i nagle słyszę: - To moja torba - . Zrobiło mi się głupio i panią przeprosiłam. Moja torba wisiała na rowerze, ale ja o tym zapomniałam. Zrzucam to jednak na upał, nie na mniejszą sprawność umysłową u mnie.

Na koniec aforyzm Magdaleny Samozwaniec. Starość posiada te same apetyty co młodość - tylko nie te same zęby.

23:03, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 sierpnia 2013
Delfiny i inne...

Dziś przeczytałam w czasopiśmie, że delfiny umieją się porozumiewać. Zmysłów mają więcej niż ludzie i są bardzo inteligentne. Nie tak dawno pisano o psach i o tym, że nie potrafimy docenić ich zdolności.

Co my, tak naprawdę, wiemy o zwierzętach? A przecież żyjemy z nimi na tej samej planecie setki tysięcy lat. Szukamy życia we wszechświecie, (i dobrze) a na naszej własnej jest jeszcze wiele do odkrycia. A drzewa. Taki dąb Bartek - wiekowe drzewo - tyle widział różnych zmian w kraju. Czy rośliny czują? Np. ból? Podobno mimoza zwija listki, gdy znajduje się przy niej człowiek, który ją kaleczył.

Ja mogę obserwować tylko moje zwierzęta: dwa psy i kotkę. Niestety psy nie lubią kota. Szczekają, gdy tylko go zobaczą. A kotka jest bardzo miła. Przychodzi do mnie, gdy siedzę i włazi mi na kolana. Przychodzi także pospać sobie ze mną. Na zawołanie - kici kici - pędzi do mnie skądś na złamanie karku.

A jeszcze nie tak dawno bałam się psów. Każdy pies był dla mnie zagrożeniem. Aż pewnego dnia spotkałam na ulicy wlokącego się ze spuszczoną głową wychudzonego boksera. Wyglądał tak nieszczęśliwie, że strach mi minął. Zawołałam go do domu i dałam jeść i pić. Pies położył się na szybko zrobionym posłaniu i zasnął. Szybko się odpasł, ale kiedyś podczas sprzątania znalazłam pod jego posłaniem skórki od chleba, które gromadziłam w siatce dla kur. Nie jadł ich, bo nie był głodny, ale schował sobie na wypadek głodu. Myślał. Tego psa dawno już nie ma z nami. Odszedł do krainy szczęśliwości. Po nim nastało kolejno wiele psów. Te które teraz są u nas to też znajdy.

A to mój kot. Śpi.

I jeszcze kwiatki

23:21, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
niedziela, 04 sierpnia 2013
Czyste wariactwo

Tak się uaktywniłam przez te słoiki i ogródek, że sama siebie podziwiam. Oczywiście gimnastyka wykonywana na podłodze odeszła w kąt. Chodzę jak w transie. Sklep, przygotowywanie owoców, wekowanie, gotowanie, obiad i mały relaks z książką przed telewizorem. Acha. Nowość. Telewizor jest stary, ale obraz z Nc+. (Nie wiem czy dobrze zapisałam).

Jeszcze trochę i trzeba będzie rozważyć, czy nie jechać ze słoikami na targ. To, co ja wyprawiam, to już nie przygotowywanie zapasów na zimę, a hurt. Dziś robiłam sok z krajowych brzoskwiń. Policzyłam słoiki i wyszło mi, że różnych soków zamkniętych w półlitrowych słoikach mam już ponad 60. A to nie koniec. Właśnie zaczynają się maliny. A może jeszcze by we wrześniu kapusty zakisić, oczywiście w słoikach.

Ale piwnica, która do tej pory była składem wszelkich niepotrzebnych rzeczy wrzuconych byle jak, że trudno było przejść, zaczyna nabierać wyglądu. Posprzątane. Śmieci powynoszone. Słoiki ustawione na półkach wyglądają okazale.

Jak patrzę na piwnicę, to przychodzi mi do głowy zdrowa myśl, że w następnej kolejności trzeba będzie zabrać się za sprzątanie mieszkania przed zimą.

A swoja droga zastanawiam się nad tym, czy tę moją pracę przy słoikach nie można byłoby czasami porównać do skąpstwa, które na ogół zaczyna się od spokojnego oszczędzania, które później zamienia się w pogoń za następnymi oszczędnościami. I coraz więcej i coraz więcej... Tylko ja idę w drugą stronę, ale mechanizm jest chyba ten sam.

Ale się oceniłam. Nic tylko usiąść i płakać.  A tymczasem u mnie na płakanie się nie zanosi. Wręcz przeciwnie. Nabrałam energii, widzę sens tego, co robię i jestem całkiem zadowolona. Nawet upały, których ostatnio bardzo się bałam, nie są mi straszne.

Na zakończenie kwiatki z moich wędrówek po cudzych ogrodach.

20:36, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
piątek, 02 sierpnia 2013
Trudno mi się pozbierać...

Już drugi dzień siedzi we mnie sprawa małego, zakatowanego czterolatka. Nie mogę sobie poradzić ze sobą, ze swoimi myślami i uczuciami. Wciąż widzę to Dziecko, choć nigdy dotąd Go nie widziałam w rzeczywistości. Widzę Jego cień, Jego dramat, Jego ból, głód, samotność, strach, bezradność i rozpacz. Kim trzeba być, aby własnemu dziecku zgotować taki los. Nie chcę wracać do stosowanych wobec niego okrucieństw. Były tak przerażające, że zdrowemu na umyśle człowiekowi włos się na głowie jeży. Kim byli jego rodzice i kim jesteśmy my wszyscy?

Czy ja, widząc że dziecku dzieje się krzywda ze strony dorosłych, interweniowałabym z całą pewnością? Może tak, a może nie. I to przypuszczenie, że może nie, rozwala mnie dokładnie. Dotąd nie znalazłam się w sytuacji, która wymagałaby mojej interwencji, więc skąd mam wiedzieć, jak bym się zachowała.

"Człowiek tyle o sobie wie, ile go sprawdzono" - powiedziała Wisława Szymborska.

Dziecku nikt już życia nie wróci, nie pocieszy, nie przytuli i nie nakarmi. Jest już w lepszym świecie, jeżeli ten świat istnieje. A jeżeli nie? Jaki sens miało jego przyjście na świat, w którym  chłopczyk nie tylko nie zaznał miłości, ale doświadczył okrucieństw rodem z obozu koncentracyjnego.

Jest mi smutno.

20:58, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (9) »
wtorek, 30 lipca 2013
Czy można być narkomanem słoikowym?

Ostatnio jestem monotematyczna w tym, co robię. Rano jazda do sklepu, później słoiki, wieczorem czas na lekturę. Ostatnio mam na warsztacie książkę prof. Mikołejki Jak błądzić skutecznie. Czyta się ją jak powieść. Wynika z niej dla mnie, że 1 Prof. Mikołejko miał bardzo traumatyczne dzieciństwo, 2 że jest ogromnym erudytą, 3 że potrafi zobaczyć, jaki praktyczny wpływ miało to jego dzieciństwo na teraźniejszość. Na razie tyle, bo czytam wolno.

Na temat słoików nie będę szerzej pisała, bo właściwie nie ma o czym. Z jednej strony zdaję sobie sprawę z tego, że wpadłam w jakieś szaleństwo, z drugiej, usprawiedliwiam się sama przed sobą, że po miesiącach siedzenia przed telewizorem, to jest jednak jakaś aktywność fizyczna. Ale nie ma się co oszukiwać. Aktywność mogłaby być inna i wcale nie mniejsza. Sama zastanawiam się nad tym, do czego mi potrzebny ten pęd do napychania słoików różnymi sokami, dżemami itd. Później pies z kulawą nogą może się nimi nie zainteresować a ja będę miała zapasów na kilka lat. Sama widzę, że coś mi odwaliło w tej kwestii. Że to już nie potrzeba, a nałóg. Coś w rodzaju narkotyków (których zresztą nigdy nie brałam). A może to jest po prostu zwykłe zabijanie czasu lub ucieczka od codzienności. Taka myśl też przyszła mi do głowy.

Pewno chętnie wzięłabym udział w jakichś zajęciach rozwijających intelekt, a ponieważ nic takiego nie mam na widoku, znalazłam sobie zajęcie, które niestety intelektu nie rozwija, a tylko zapycha dziurę, miejsce, które wymaga zapełnienia.

A teraz, żeby mój wpis nie był taki smętny postaram się wkleić jakieś zdjęcie kwiatów, albo i ze dwa. Zrobiłam je dziś w ogródkach znajomych osób. Swoich nie mam, bo psy by je zniszczyły.

23:19, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 29 lipca 2013
Gościu siądź pod mym liściem...

Kochanowski pod swoja lipą znajdował chłód w upalne dni. Pod naszymi lipami rosnącymi wzdłuż ulicy nie ma żadnego chłodu. Inna sprawa, że te lipy są tak zmaltretowane podcinaniem, którego dokonują systematycznie elektrycy, że aż dziw, że jeszcze rosną.

Wokół senna atmosfera. Nawet politycy nie kłócą się w programach telewizyjnych. Temperatury są ekstremalnie wysokie. Dziś po południu było 36 stopni w cieniu, a wieczorem niewiele mniej, bo 30. Na szczęście, podobno dzisiejszy dzień był najcieplejszym dniem tego lata. Od jutra ochłodzenie po burzach z nawałnicami, które już podobno idą w naszą stronę od zachodu.

A tak niedawno było tak, jak na poniższym obrazku. Od razu lepiej Prawda?

22:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »
niedziela, 28 lipca 2013
Bądźmy dla siebie dobrzy...

Dziś jest niedziela. Pojechaliśmy z mężem i ze znajomymi do kościoła. Byłam mile zaskoczona treścią kazania. Ksiądz mówił o świętości człowieka. Mówił, że ludzie mają być dla siebie dobrzy, empatyczni (Tego określenia  nie użył, ale wynikało ono z treści). Mają starać się siebie rozumieć, umieć się komunikować z innymi. Później przeleciał po różnych grupach zawodowych, mówiąc w jaki sposób mogą starać się o swoją świętość ludzie różnych zawodów. Nie pominął księży i biskupów. Powiedział, żeby wyrabiali u siebie świętość pasąc owieczki, a nie siebie.

Nie grzmiał o in vitro, o życiu poczętym, o eutanazji, o tym jak ludzie zmierzaja, zdaniem Kościła, w stronę zła. Nie było napominania, pouczania, mówienia o grzechach, o słabościach i upadkach ludzi. Zamiast tego ksiądz starał się powiedzieć jak dojść do świętości w prosty, bliski większości nas sposób.

Ocho! - pomyślałam sobie - idzie nowe. Coś drgnęło w KK. także u nas.

 

11:33, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
sobota, 27 lipca 2013
Tak też bywa.

Jest godzina 23,14, a ja jeszcze nie śpię. Poczułam się rozedrgana, zmierzyłam ciśnienie i okazało się, że mam ciśnienie podwyższone. W takiej sytuacji nie kładę się spać, tylko biorę leki i czekam, aż wróci do normy. Nie wiem, czy sama sobie nie dogodziłam, bo już późnym wieczorem pomyślałam, że może zjadłabym lodów. Niewiele myśląc wyjęłam pudełko z zamrażarki i nałożyłam sobie porcję. Już jedząc myślałam, że głupio robię, ale nie posłuchałam głosu rozsądku. No i mam to, czego chciałam. Teraz staram się zająć głowę pisaniem, żeby odwrócić uwagę od ciśnienia i niepokoju.

Stało się jasne (w praktyce), że na noc nie je się żadnych obciążących żołądek potraw. Najlepiej nie jeść nic. Wydawałoby się, że to takie powinno być oczywiste, tymczasem okazuje się, że człowiek nawet w takim wieku jak ja nie zawsze myśli racjonalnie i robi różne głupoty.

Ostatnio rzuciłam się na fotografowanie i wklejanie zdjęć do bloga. Nawet gdy, tak naprawdę, nie ma nic ciekawego, to pstrykam komórką i wklejam do wpisu. Cel jest jeden: Nauczyć się nowej dla mnie rzeczy. Idzie mi już coraz lepiej. Mam coraz mniej potknięć, a czasami tych potknięć brak. 

Pokażę jeszcze zdjęcie moich dwóch piesków. Każdy z nic przyszedł do nas w innym czasie, ale oba są znajdami, które nie miały domu, błąkały się po ulicy i po pewnym czasie trafiły do nas.

Prawda, że sympatyczne. Ten płowy w młodości potrafił wykorzystać zęby, Ugryzł kilka osób. Czarny takich zapędów nie ma. Teraz jedynie czekają na to, aż otwiera furtkę ktoś spoza naszej rodziny, bo wiedzą, że jest to szansa na to, ąby wyrwać się na wolność. Wtedy żadne nawoływania nie skutkują. Psy biegają po ulicach po lesie i dopiero zmęczone, z wywieszonymi ozorami wracają do nas. To nie znaczy, że nie maja gdzie biegać u nas. Działka jest duża, a nikt ich nie wiąże. Ale co wolność, to wolność. Co prawda odkąd w domu pojawiła się kotka, psi wybieg zmniejszył się, bo niestety sielanki między zwierzakami nie ma. Trzeba zadbać nie tylko o psy, ale i o bezpieczeństwo kota. Ale nawet ta okrojona część nie jest maleńkim wybiegiem, tylko połową 1000 metrowej działki, więc krzywdy nie mają.

00:01, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 lipca 2013
Zdjęcia...

Tym razem postaram się wkleić kilka zdjęć. Na dwóch będzie ulica, którą jeżdżę rowerem do sklepów, na trzecim część zrobionych przeze mnie słoików.

 

Hip. Hip. Hurraa! Udało się wstawić zdjęcia beż kłopotów. Teraz muszę się tylko przyjrzeć, czy na dwóch ostatnich nie widać czasami niedomytej szafki, czy kafelków. Lepiej wiedzieć, czy nie narobiłam sobie obciachu.

19:26, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »