RSS
piątek, 08 lutego 2013
Polityka...

Nie lubię wypowiadać się na tematy polityczne. Oczywiście chcę wiedzieć, co się w kraju dzieje. Czytam czasopisma, oglądam programy w telewizji bo chcę mieć ogólny ogląd sytuacji. Natomiast bardzo mi przeszkadza w wypowiedziach różnych występujących w programach osób arogancja, agresja, manipulacja. Nie mogę spokojnie zaakceptować faktu, że wykorzystywane są wszelkie metody, aby dołożyć przeciwnikom (sięganie do rodzin). Takich dyskusji nie chcę słuchać.

Może dlatego bliższy mi jest człowiek jako tajemnicza istota, pełna różnych możliwości, emocji i oczekiwań, niż grupa zżartych z sobą polityków.

To co napisałam określa jaki typ pisania jest mi bliski.

00:00, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
wtorek, 05 lutego 2013
Cześć...

Zaczynam powoli wpadać w nałóg pisania bloga. Nawet jak nie mam szczególnie interesujących przemyśleń, to zaczyna mnie ciągnąć do komputera i zaczynam pisać to, co mi przychodzi do głowy.

Biorąc pod uwagę fakt, że do tej pory siedziałam przed telewizorem, to moje przeniesienie się przed komputer jest już, moim zdaniem, pewnym elementem postępu. Do tej pory przetrawiałam to, co obrobili, przynajmniej wstępnie, inni. Teraz zajmuję się więcej swoimi myślami, doznaniami, refleksjami.

Bądź tu i teraz. Takie są zalecenia psychologów i mistyków. W związku z tym zaczynam patrzeć.  Idę. Nogi się już nie ślizgają. Rozprostowuję palce i kolana, czyli idę świadomie. Daje mi to dużą radość, bo mój chód jest coraz sprawniejszy. Co prawda nie jest to jeszcze poprawne chodzenie automatyczne, ale od czegoś się zaczyna.

W dodatku rzuciłam okiem w bok. Kałuża w blasku słońca i w tej kałuży małe chmurki i odbicia lecących ptaków. To dziwne i ciekawe. Żyję już 77 lat i do tej pory nie zwracałam uwagi na takie detale. Ważne było to, co wielkie, ociekające samą mądrością. Wszystko naj... Najpiękniejsze, najlepsze, najszlachetniejsze itd. A tu proszę. Maleńka chmurka, ptak, promień słońca odbity w małej kałuży jet wydarzeniem, jakiego nigdy wcześniej nie przeżyłam. I to tak radośnie. W każdym razie nie pamiętam ni podobnego. Moja wędrówka do sklepu dała mi dużo radości.

Może to już wiosna na dworze i we mnie, a może z wiekiem, kiedy nie trzeba już gnać przed siebie, wyostrza się wrażliwość na najdrobniejsze piękno, które jest dookoła.

17:12, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 04 lutego 2013
Tracę cierpliwość...

Chyba ręka z długopisem musi trochę poczekać, aż umysł mi trochę odpocznie, albo dostanę jeszcze raz przeszkolenie ze strony fachowej. Na dziś straciłam już cierpliwość. Starczy tych prób. Cześć.

16:06, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (2) »
Nareszcie...

To jest fragment wiersza M. Załuckiego z książki Przepraszam - żartowałem wydanej w 1974 r. Biegiem zapisuję, żeby znowu nie uciekło.

15:56, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
I dobrze mi tak.

Nie będę ukrywać, że chciałam się popisać. Zapisałam fragmenty wiersza M. Załuckiego drukowane w 1974 r. Zapisałam je, a jakże, w ramce z kolorowym tłem. Udało mi się przenieść to wszystko do wpisu i zamiast wydrukować całość, to wpadło mi do głowy, że dam jeszcze ilustrację ręki z długopisem, że to niby ma związek z wierszem. No i zaczęły się schody, jak się okazuje do parteru. Wszystko mi zniknęło i po herbacie. Spróbuję jeszcze raz (czyli jakiś 5-6)- Nie należę jednak do ludzi łatwo poddających się. Teraz wydr4ukuję to, co napisałam, a potem od nowa do wiersza.

15:40, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 lutego 2013
Idzie wiosna...

http://kobietawbarwachjesieni.blox.pl/resource/Lilie_wodne.jpg

Wiosnę czuć na  dworze. Ubywa śniegu. Przybywa wody. Dzień jest coraz dłuższy. Powietrze już ma zapach wiosennej świeżości. Co prawda takich lilii, jak na obrazku jeszcze nie ma, ale z pewnością wkrótce będą.

Dzisiaj na naszym karmniku siedziała sójka i nie uciekała zbytnio, gdy Wojtek do niej podchodził. Może to była ta sama, którą jakiś czas temu uratowałam przed psami, gdy uderzyła z całej siły w dom, spadła i leżała ogłuszona. Gdy ją podniosłam z ziemi, darła się, jak obdzierana ze skóry. Natychmiast odezwały się inne ptaki. Zrobił się rejwach. Sójkę posadziłam na karmniku i poleciała dopiero, gdy trochę doszła  do siebie. Dziś chyba wróciła. Ma lekko uszkodzony dziób. Pewno po tym uderzeniu.

A ja czekam z niecierpliwością na możliwość jazdy rowerem. Już przedwczoraj raz jechałam. To jest dopiero przyjemność. Wyciągam pojazd, tak jak inni samochód i jazda. Wtedy czuję się wolna, niezależna i nie ograniczana niczym. Na samochód nie mam prawa jazdy. Kiedyś w zamierzchłych już prawie czasach nie zrobiłam prawa jazdy, choć prawdopodobnie była taka możliwość. Okulary poprawiały mi widzenie (mam dużą wadę wzroku), teraz wada się pogłębiła i nie mam już żadnych szans. Co prawda  lekarka już kilka ładnych lat temu zapytana przeze mnie, czy mogę robić prawo jazdy, powiedziała: - Oczywiście, że pani może. Jak znam pani męża, to i tak nie pozwoli pani prowadzić samochodu. - Tym powiedzeniem zniechęciła mnie ostatecznie i pozostał mi rower.

 

17:10, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (3) »
piątek, 01 lutego 2013
Próbuję...

Lwiątka i tygryski - W Parku Safari w Hodenhagen na północy Niemiec zaprezentowano cztery białe tygrysy i cztery białe lwy, które przyszły na świat w październiku i listopadzie ubiegłego roku.

No nareszcie coś mi się udało. Hip. Hip. Hurra!  Obrazek wskoczył, gdzie trzeba. Zastosowałam metodę wstawiania zdjęć do tekstu. Czyli Prawy klawisz na zdjęciu. Klik. Przenoszę się do bloga. Tu kursor. Prawy klawisz i wklej. Siup, już siedzi.

Teraz dla odmiany program nie przyjmuje mi wpisów, które są komentarzem do komentarza. Nie podoba mu się moje hasło, które jest najprawdziwsze w świecie.

23:27, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
czwartek, 31 stycznia 2013
Uczę się...

No i na razie nauka mi nie wyszła zakałapućkałam się. Chciałam dać zdjęcie na początku swojego dzisiejszego bloga. Najpierw miały to być lwiątka i tygryski. Lubię zwierzęta, a zdjęcie mi się podobało. Zapisałam je moich dokumentach i nie umiałam później tego zdjęcia przenieść do bloga. Wobec tego skorzystałam z gotowca, czyli ze zdjęć schowanych za drzewkiem w drugim rządku paska od góry. Tym razem miały to być lilie wodne. Też ładne i wiosna blisko. Znowu nie wyszło. Czyli muszę się uczyć dalej. Nie mam zamiaru się poddawać. Nawet jak początkowo jest trudność, to prawidłowe rozwiązanie jest ciekawsze.

Potrafię sporo. Umiem m.in. pisać na komputerze, kasować wstawiać tekst i ramki z tekstem i kolorem i wiele innych rzeczy, a tu na razie klops. Czyli zaczynamy naukę od początku. Przy okazji szare komórki trochę się rozruszają i pan Alzheimer, mam nadzieję, będzie się trzymał z daleka.

Jeszcze raz spróbowałam. Nic z tego nie wyszło. Biorę się do literatury, a może otrzymam jakąś podpowiedź?

13:49, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
środa, 30 stycznia 2013

Powiedziałam, że będę pisać, no to usiadłam i piszę. Przecież nie rzuca się słów na wiatr. I to popularne powiedzenie  jest w zasadzie jedyną motywacją mojego pisania.  Deszcz pada (taki styczniowy). Na dworze bardzo ślisko. Siedzę w domu i zastanawiam się, co tu robić? A może by poczytać książkę? Nie teraz. A może by wziąć się do sprzątania pokoju, który od dawna jest magazynem wszelkich klamotów. Nie dziś. Tyle czasu nie robiłam tam porządków, to nie zrobi to różnicy, jak jeszcze trochę pobędzie bałagan.

Zawsze uważałam, że jestem pracowita, ale w myśl tego, co napisałam wcześniej mogę chyba zmienić zdanie na swój temat. Jestem leniwiec pospolity - oto jaka jest prawda. Mój 80-letni mąż łazi i szuka roboty. A to rozrzuci ogromną kupę śniegu spod okna, (Jakby tego nie mogło zrobić słońce na wiosnę) a to nanosi drzewa do piwnicy do pieca, a to....itd. A ja leniwie, ociężale podnoszę się z fotela, aby coś upichcić na obiad. Po czym znowu, klap, i siedzę. I wtedy robię dwie rzeczy na raz. Czytam czasopisma lub książki, a jednocześnie śledzę to, co się pokazuje na ekranie telewizora. 

Mam wytłumaczenie dla siebie. Zawsze takie samo. jest to nie do końca sprawna noga po udarze. Wiem jednak, że jest to tylko częściowa prawda. Równie ważne jest to, że nie ma we mnie energii. Ta energia gdzieś się ulotniła. Może razem z moimi przeżytymi latami? Jedynie mój język energii nie stracił i obraca się bardzo chętnie przy każdej nadarzającej się okazji. Dobre i to.

 

 

                        

18:04, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 stycznia 2013
Kreowanie rzeczywistości

Podobno naszymi zmysłami odbieramy 11 milionów wrażeń  na minutę (przede wszystkim wzrokowych). Z tego tylko 40 wrażeń na sekundę dociera do naszej świadomości. Reszta ląduje w naszej podświadomości. (Czasami ujawnia się w snach). Te wrażenia, które docierają do naszej świadomości, poddajemy w mózgu obróbce, analizujemy, porównujemy z naszymi wcześniejszymi doświadczeniami, uzupełniamy brakujące informacje, aby stworzyć kompletny obraz. Takie informacje wyczytałam w czasopiśmie Świat wiedzy. Nie jest więc to tak, że my tylko dostrzegamy to, co rzeczywiście istnieje, ale stwarzamy rzeczywistość. Krótko mówiąc stwarzamy sobie obraz świata. Każdy człowiek swój własny.

A kiedy jeszcze zastanawiam się nad tym, co powiedział Albert Einstein o postrzeganiu świata za pomocą zmysłów, to czuję się jak człowiek z zawiązanymi oczami w środku ciemnego, częściowo tylko znanego lasu. A powiedział: "Jest całkiem możliwe, że poza zdolnościami postrzegania naszych zmysłów kryją się światy, których istnienia nie podejrzewalibyśmy".

Czy to tylko rozważania ważne dla naukowców? Myślę, że nie. W pewien sposób wyjaśniają nam dlaczego tak trudno czasami porozumieć się z drugim człowiekiem. Bo często ten drugi człowiek ma inny obraz tego samego świata. A co ze zjawiskami paranormalnymi, o których czasami się słyszy? Czy może to mieć związek z ukrytymi dla człowieka innymi światami.

Mam już grubo ponad 70 lat, a im jestem starsza, tym świat wydaje mi się coraz bardziej tajemniczy i skomplikowany.

15:44, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (1) »