RSS
sobota, 13 kwietnia 2013
Jest mi smutno.

Wyruszyłam dziś rowerem na tak zwane miasto. Jeszcze nie mam siły, ale dzielnie kręciłam pedałami. Taki wyjazd to także okazja, żeby się dowiedzieć, co wydarzyło się ciekawego, gdy ja byłam chora. I nagle wiadomość, która prawie zwaliła mnie z nóg. Nie żyje pan Roman - człowiek, który wiele razy mi pomagał w domu i w ogródku. Człowiek - złote serce. Dobry, uczciwy, tolerancyjny, życzliwy, dokładny w robocie, pogodny i uśmiechnięty. Jeszcze w czasie mojej choroby gotował mi zupę, bo sama nie byłam w stanie. Do pani prowadzącej mały sklepik opowiadał, jacy to my oboje z mężem jesteśmy chorzy. On właśnie był po grypie. Chodził, pracował, odśnieżał. Koledzy, widząc, że nie przychodzi przez kilka kolejnych dni do sklepu zainteresowali się, co się z nim dzieje i znaleźli go martwego w jego własnym domu.

Jest mi smutno. Kolejny dobry człowiek odszedł z tego świata, do tego lepszego, jeśli on istnieje.

14:01, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
Co u mnie?

Najchętniej napisałabym coś o jakichś smutach siedzących we mnie i szczerzących zęby na wszystko, co dookoła. Nie poddam się jednak moim chęciom, bo sama smutasów nie lubię, a poza tym wiem z doświadczenia, że łatwo jest wpakować się w kanał, z którego później trudno się wydostać.

No więc jest pięknie, słonecznie, choć jeszcze przed chwilą ogarniała mnie beznadzieja. Podobno, aby poprawić sobie nastrój dobrze jest uśmiechnąć się (nawet na siłę) do swojego odbicia w lustrze. Nie będę jednak cyrku odstawiać. Wiem. Praca, to lekarstwo na wszystko. Ale ja nie chcę lekarstwa, tylko chcę powrotu energii sprzed choroby. O rower, rozwiany włos na wietrze i uśmiech do przechodzących ludzi - to marzenie na dziś.

Na razie muszą mi starczyć sny z podtekstem erotycznym. Ha,ha, ha. Czego to się starszej pani zachciewa. Grzech sobie od razu darowuję. Ostatnio tyle mojego, co we śnie nagrzeszę. Na sny nie mam wpływu, więc jak się śni, to dobrze, jak nie, to trudno.  Dziś wędrowałam z jakimiś chłopakami (oczywiście młodymi) przez jakieś lasy, bajora, widziałam jakieś wypiętrzone skały. Dokoła były drzewa, zarośla i jakieś ścieżki, które nie wiadomo dokąd prowadziły. Od czasu do czasu jakiś dom skryty w gąszczu i dalej droga. A mnie niosły moje młode nogi bez żadnego zmęczenia i wysiłku. Dobrze, że chociaż we śnie mogłam sobie bez wysiłku pochodzić. Normalnie, jak każdy zdrowy człowiek. A nie tak, jak jest w rzeczywistości. Chodzenie na jednej nodze i podpieranie się, jak kulą, drugą nogą.

A co z optymizmem? Na razie jeszcze marnie, ale mam nadzieję, że się rozkręcę. Na wszystko potrzebny jest czas.

10:35, kobietawbarwachjesieni
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 kwietnia 2013
Witam wszystkich po dwóch tygodniach przerwy.

Usiadłam deo pisania i ze zdziwieniem stwierdzam, że mam jeszcze kłopot z pozbieraniem myśli  i przelaniem ich do bloga. Zupełnie jakby mi umysł zardzewiał w czasie choroby. Mam nadzieję, że tak, jak przez obrzydliwą grypę, tak i przez tę niemoc umysłową jakoś przebrnę.

Na razie wszędzie bajzel. To nie znaczy, że w czasie zdrowia, przed infekcją, byłam kiedykolwiek pedantką. Z przykrością muszę stwierdzić, że nigdy nią nie byłam. Owszem, zdarzało mi się po jakimś większym sprzątaniu, że goniłam domowników do tego, aby odkładali wszystko na miejsce, ale po dniu, najdalej po dwóch sama bałaganiłam w najlepsze i nic mi to nie przeszkadzało.

Teraz jest inaczej. I nie chodzi o mój, pożal się Boże, zmysł estetyczny, ale o szybszy powrót do normalności sprzed choroby. A gdzie okiem rzucić, albo kurz, albo nagromadzenie jakichś ciuchów. Wyro w stanie tak żałosnym, że oczy od niego odwraca. O swoim odbiciu w lustrze myślę z największym zażenowaniem. Kołtuny sterczące na głowie nawet pod czapkę się nie nadają. Nic dziwnego. Nie myte były dwa tygodnie. Po pierwsze, nie miałam siły się dźwignąć, aby tego wyczynu dokonać, a po drugie lekarz zabronił mi jakichkolwiek kąpieli. Kazał tylko leżeć i łykać obrzydlistwo, czyli antybiotyk, po którym szybko zaprotestował mój żołądek.

Niżej wstawiam zdjęcie pięknej, młodej dziewczyny w kwiatach. To nie znaczy, że taka jestem, ale po chorobie wolę spojrzeć na to zdjęcie, niż na siebie w lustrze.

11:15, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 01 kwietnia 2013
Ale miałam święta...

Mówiłam do wszystkich dookoła, że jestem odporna na choroby, że żadnych infekcji nie łapię. A tu ciach i złapałam na samiutkie święta. Wszystkie plany wzięły w łeb. Oboje z mężem mieliśmy iść na śniadanie wielkanocne do rodziny. Ale on chory, ja chora, to gdzie można się pchać komu na głowę i chorobę roznosić. No i leżymy, każdy na dowolnie wybranym boku i czekamy, aż nam przejdzie. Takich świąt chyba jeszcze nie miałam. Co prawda lodówka jest pełna, ale zapchana samym badziewiem. Potraw świątecznych na lekarstwo, bo po co je przygotowywać, skoro idziemy w goście. Zła jestem jak pies, albo ze dwa psy jednocześnie. Jeszcze do kompletu wczoraj wieczorem zgasło światło i nie było go do dzisiejszego popołudnia. Patrzeć na siebie nie mogę. Nigdy o swojej urodzie nie miałam zbyt wielkiego wyobrażenia, ale to, co teraz widzę w lustrze, to już jest szczyt szczytów. Ubrana jestem, jak człowiek bezdomny, który pcha na siebie różne rzeczy, żeby ich nie nosić w rękach. Z wyra wyłażę tylko wtedy, gdy mi się chce pić, albo jeść. I snuję się po mieszkaniu, jak smród w gaciach.

Ale dałam upust złości. Ale kto by się nie wściekł w takiej sytuacji? Mam nadzieję, że następny mój wpis będzie już bardziej optymistyczny.

15:54, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (10) »
piątek, 29 marca 2013
Przed Wielkanocą.

Myślałam, że już nie będę pisała o Świętach Wielkanocnych, ale znalazłam taki obrazek, który pasuje do obecnych nadzwyczajnie.

18:34, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (3) »
czwartek, 28 marca 2013
Przyjaźń

Wzrusza mnie ten obrazek. Tyle w nim miłości, opiekuńczości, okazywanej sobie bliskości i to między kim, a kim? Między psem i kotem. A nawet w przysłowiu mówi się, że lubią się, jak pies z kotem, czyli, że w kontaktach między nimi zwykle "pierze" leci. A tu proszę. Najpiękniejsza miłość. A może to jest pies znaleziony i przygarnięty, który w taki sposób odwdzięcza się za okazane mu serce? A może ma on w sobie dużo ciepłych uczuć i potrafi je wyrazić?

Gdyby jeszcze skłóceni ludzie potrafili tak się zachować, jak te dwa zwierzęta na obrazku. Szczególnie, że Święta Wielkanocne przed nami. I gdyby przykazanie "Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego" było przykazaniem stosowanym w życiu przez wszystkich ludzi. 

Ale odleciałam w świat marzeń.

21:01, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (11) »
środa, 27 marca 2013
Coś się popsuło i wrażenia po lekturze książki

Komentowałam różne wpisy i nagle mi się zaparło. Jeszcze kilka dni wstecz było dobrze, a dziś jest źle. Nie mogę znaleźć pod wpisami polecenia dodaj komentarz. Nie wiem, czy to ja czegoś nie widzę? Inne komentarze są, czyli że inni umieli wejść i napisać, a ja nagle nie potrafię.

Od razu niepokój. A może coś nieciekawego ze mną się dzieje? Ale co? Od razu przelatują mi przez głowę wyrazy: początek demencji, Alzheimera. Tfu. Lepiej nie krakać. A może to tylko gorszy dzień? Wiem. Jestem panikarą, a tu potrzebny jest spokój.

Z tym spokojem jest łatwo, gdy nic niepokojącego się nie dzieje. Jednak, gdy podskoczy ciśnienie, albo w głowie jest jakiś ucisk, to od razu wyłazi lęk.

Nie jestem pewna, czy dzisiejszego spadku nastroju sama sobie nie zafundowałam. Ostatnio trochę się mówi o przeżyciach d-ra Ebena Alexandra, który, jak podają, w czasie śpiączki odwiedził niebo. Ponieważ ostatnio ukazała się jego książka na ten temat zatytułowana Dowód, oczywiście, natychmiast ją kupiłam i wczoraj wieczorem jakiś czas czytałam. Lepiej wiedzieć, co inni przeżywają wybierając się w zaświaty- pomyślałam. - Lekarz, neurochirurg, profesor chyba jest wiarygodny?

Po przeczytaniu iluś tam stron książki, mam bardzo mieszane uczucia. Po pierwsze, moim zdaniem, jest ona źle napisana. Jego przeżycia z czasu choroby są przeplatane opowieściami rodzinnymi, jak tort kremem. Po drugie pan doktór, jak zauważyłam, mówi nie tylko to, co sam przeżył, ale także mówi za swoich bliskich, co pomyśleli, co czuli i mówili, a to, według mnie, mogliby powiedzieć tylko ci bliscy. W sumie czyta się to, jak baśń.

Myślę, że lepiej było porozmawiać z jakimś dobrym dziennikarzem i zrobić wywiad-rzekę. Wtedy pan doktór przyparty do muru pytaniami musiałby odnieść się do różnych spraw, które nie są do końca przekonywające.

A ja ciekawości swojej nie zaspokoiłam, co było zresztą do przewidzenia, wydałam niepotrzebnie ileś tam złotych i jeszcze dziś mam jakieś zaburzenia nastroju.

19:03, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (8) »
niedziela, 24 marca 2013
Wspomnienia i nie tylko.

Mróz i mróz, a wiosny wciąż nie widać. Psy siedzą w ogrzewanej budzie, ptaki powróciły do karmnika, a mnie nie chce się nosa z domu wysadzić. Kwiecień za kilka dni i nie widać nadchodzącego ciepła.

A pamiętam taki piękny, ciepły początek kwietnia. Miałam 22 lata i poszłam wieczorem z moim chłopakiem na spacer. To był niezapomniany wieczór. Inny i piękniejszy był wtedy świat. Psy szczekały, jakoś radośnie. Zieleń intensywnie pachniała świeżością. Przyjazne i piękne było wszystko dookoła. I woda w rzece i wąska ścieżka nad nią i księżyc, który oświetlał nam drogę. Wszystko. I nie było mi zimno, choć ubrana byłam tylko w spódniczkę i bluzkę, a na gołych nogach miałam klapki. Byłam zakochana. I to chyba jest odpowiedź.

Czy miłość i młodość mogą aż tak bardzo zmienić postrzeganie świata? Chyba tak. I pewno dlatego ludzie niezależnie od wieku chcieliby czuć tę młodość i to, co ona z sobą niesie.

Dziś jestem młoda już tylko duchem. Ciało poddaje się upływowi lat. Ciepło, to fizyczne z lekka przestygło. Gdy wybieram się spać, to w pierwszym rzędzie w łóżku ląduje termofor z gorącą wodą, a dopiero później ja. Myślę sobie jednak, że najważniejsze jest, aby mieć ciepło wewnętrzne, dystans do tego, co się dzieje wokół, pogodę ducha i uśmiech na twarzy.

22:43, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (11) »
czwartek, 21 marca 2013
Sztuką jest odnaleźć w sobie siebie.

Komentarz pod zdjęciem jest dla mnie dzisiaj jednocześnie tematem do przemyśleń. Według mnie, jest to temat MORZE.

Odnaleźć prawdziwego siebie nie jest łatwo. Być może całkowite poznanie nie jest nawet możliwe. Można tylko dążyć do poznania. Przychodzi mi do głowy myśl, że człowiek z całym swoim rozumem, nabytą wiedzą, z emocjami i duchowością, z bogactwem doświadczeń, pragnień i z tym wszystkim, co zamyka się w słowie CZŁOWIEK, jest jak ogromny wszechświat pełen tajemnic i mrocznych zaułków.

23:09, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (5) »
środa, 20 marca 2013
Wyizolowanie się.

Znam kobietę, która jeszcze 10 lat temu była pełna życia, ciekawości świata i ludzi, która potrafiła bardzo sensownie podejść do różnych problemów własnych i cudzych.                   Dziś, to już nie jest ten sam człowiek. Zamknięta w sobie, schorowana, niedosłysząca, niedowidząca i samotna. Jeszcze kilka lat wstecz można z nią było porozmawiać o różnych sprawach. Dziś jest ogromnie skoncentrowana na sobie, na swoich dolegliwościach i na niepokoju, który chwilami przechodzi w paraliżujący strach. Mieszka sama. Nie chce iść mieszkać do rodziny i oszczędza na wszystkim, na czym tylko może. To oszczędzanie nie byłoby zastanawiające, bo ma niewielką emeryturę, gdyby nie to, że ileś lat wstecz emeryturę miała taką samą, a oszczędzanie polegało na niewydawaniu zbyt dużych pieniędzy, jeśli nie było takiej potrzeby. Dziś jest inaczej. Ma żal do ludzi, że odsunęli się od niej. Sama do nikogo nie chce chodzić.

Dlaczego o tym piszę? Bo sama jestem już stara i zastanawiam się nad tym, co zrobić, żeby nie wyizolować się ze środowiska i nie popaść w różne dziwactwa. Wiele lat temu, gdy przechodziłam depresję dobrze poznałam stany skoncentrowania się na sobie, lęki i paraliżujący strach. Znam to i chociaż to wszystko jest już dawno poza mną to bardzo łatwo jest mi wczuć się w sytuację ludzi zamykających się, przerażonych.

Zadaję sobie pytanie, co wpływa na to, że jedni ludzie nawet w swojej późnej starości są pogodni, ciekawi tego, co się wokół nich dzieje, a inni zamykają się w sobie i gorzknieją? Odpowiedź na te pytania jest dla mnie o tyle ważna, że może mieć wpływ na moją własną przyszłość, jeśli jej dożyję. Dziś nie mam żadnych problemów tej natury, ale chodzi o jutro.

Nie chciałabym zamknąć się w swoich lękach, obsesjach i dziwactwach. Żeby jednak niechcący do tego nie doprowadzić chciałabym wiedzieć, jak sobie radzić ze starością i jej różnymi ograniczeniami. Jak zadbać o siebie, aby nie być uciążliwym ciężarem dla siebie samej i dla otoczenia?

Pewną pomocą mogą być wzorce takich osób, które w swojej starości umiały sobie poradzić z tym problemem, ale same wzorce nie załatwiają jeszcze wszystkiego.

22:38, kobietawbarwachjesieni
Link Komentarze (6) »